Podobno ma plik na dysku o nazwie 24 & Done, a o co dokładnie chodzi... Chyba każdy wie.
@how.j99
Wstał zza grobu odmieniony... ale czy na pewno? Przeszłość lubi doganiać szybko. Szczególnie jego.
@ari.min
Naczelna imprezowiczka powróciła na Upper East Side... odmieniona? Czy to jakaś nowa moda? A, ile Ci zajmie powrót do starych nawyków? I chłopców?
@tay_blanchard
Alert: konfrontacja roku! Co ma zrobić dziewczyna, której dawna miłość wróciła zza grobu? A druga jest na wyciągnięcie ręki? It's okay to love them both, O. I do.
xoxo
Latest Tea
Kiss on a lips party
Impreza, nasi mieszkańcy i szampan. Kto tym razem przekroczy granicę? On now!
Czy naprawdę myśleliście, że zniknęłam bez słowa? Och, błagam. Gdy kilka znajomych twarzy nagle wyparowało z nowojorskiej sceny towarzyskiej, ktoś musiał sprawdzić, dokąd prowadzi ich ślad. A wiecie przecież, że moja ciekawość bywa większa niż kolekcja torebek pewnej dziedziczki z Upper East Side... Pamiętacie ją? Nawet jeśli, dzisiaj ledwo przypomina siebie.
INSTAGRAM | 17(18) lat | 17 grudnia 2007, 인천 | Łata domowy budżet wypłatą za dostarczanie jedzenia | W Nowym Jorku od piętnastu lat | Edukacja zakończona na etapie szkoły średniej | Mieszkanie w dzielnicy Morrisania, Bronx; pokój dzielony z młodszą, dziesięcioletnią siostrą | (Nie)spełniony sen o Ameryce | Wychowywany przez matkę; ojciec od siedmiu lat próbuje wrócić z "zakupów w pobliskim sklepie" | Uczucia ulokowane nie tam, gdzie trzeba | Ten najmłodszy i podobno najbardziej naiwny w grupie sześciorga skazanych na pominięcie |
Chciał coś osiągnąć. Od zawsze, na zawsze. Dotrzeć tak daleko, na ile pozwoliłyby mu nogi; złapać to, co uparcie wymykało mu się z rąk. Pragnął tego, co kilkanaście lat wcześniej popchnęło jego rodziców w stronę spakowanych walizek i samolotu do obcego kraju. I tak jak oni, zderzył się chłodem pierwszej z napotkanych ścian. Próbował wdrapać się na szczyt, ale spadał coraz niżej. Dla takich jak on, marzenia kończyły się tam, gdzie znajdowały swój początek - jedynie w jego głowie. Codzienności nie budowała lekkość czy kolejne sukcesy, a obrzydliwa zwyczajność, kłopoty w szkole, smak niepowodzenia, kapitulacji i suchego pieczywa. Po kolejnym upadku nauczył się przyjmować życie takim, jakie było. Bez wyrazu zakłopotania, zdobiącego jego twarz. Z żalem schowanym w kieszeni zbyt luźnej bluzy. Przestał liczyć na cud, skupiając się na przeżyciu kolejnego dnia. Ukrywał prawdziwego siebie w sztucznym uśmiechu, słabych żartach i przejmującej potrzebie ratowania wszystkiego, czemu groziło rychłe rozsypanie się w proch. Szczególnie tego, co ratowane być nie chciało. I czasem tylko przypominał sobie o tym, że wypadało zawalczyć też o samego siebie, później chowając tę myśl w najgłębszej z szuflad. Ale przecież tak było dobrze, prawda?
Cześć!
Niezmiennie cudowny Choi Yeonjun na zdjęciach
w tytule i linku równie cudni Jimin i Yoongi. Dramat to nasze drugie imię ^^
Zastygł. W kompletnym bezruchu, z telefonem w dłoni, który niebezpiecznie zadrgał, gdy tylko Sunoo oparł głowę o jego klatkę piersiową. Ale sam Eunwoo nie poruszył się ani o milimetr, bojąc się, że czegokolwiek nie zrobi, a już w szczególności powie — a dzisiejsze doświadczenia udowadniały mu tylko, że pochopnie wypowiedziane słowa w kierunku Sunoo zazwyczaj mają negatywne skutki — to chłopak zwiększy między nimi dystans. Wahanie, które zdawało się wiecznością, trwało może parę sekund. Eunwoo musiał wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności spłycania emocji i choć serce tłukło mu w piersi, schował mieszankę ekscytacji i zawstydzenia do kieszeni. Oparł brodę o głowę chłopaka, zupełnie tak, jakby robił to już wiele razy, i objął go ramieniem, by móc bez przeszkód korzystać z telefonu. I tak naprawdę czuł się dokładnie tak, jakby robił to już wiele razy — ruch był tak naturalny, że zdawał się być jedynym właściwym wyborem. Ale noc miała w zapasie jeszcze jedną niespodziankę. — Sunoo! — syknął brunet. O mało nie krzyknął. Może gdyby nie był tak niewyspany i zmęczony, może gdyby wycieńczenie emocjonalną huśtawka nie dawało mu się tak we znaki, zorientowałby się, że tak naprawdę nie miał aż tak wielu powodów do radości. Niemniej w tym momencie stracił już poczucie faktycznej oceny rzeczywistości. Jego serce zalała fala euforii i ekscytacji, ale przede wszystkim — ulgi. Zupełnie tak, jakby wszystko już miało być dobrze, jakby odkrył ten jeden, ostatni i wyczekiwany element układanki, po której złożeniu wszystko miało wrócić na dobre tory. — Yongnam do mnie napisał, zobacz to, zobacz! Najpierw „gdzie jesteś”! Bo byliśmy umówieni dzisiaj, a ja już miałem wychodzić, gdy… a-a potem od razu napisał… Yongnam to ma głowę, nie? Patrz, „aaa, dobra, widzę Cię”! Jestem kryty! Sunoo! Jestem kryty! Rozumiesz to? Na jego twarz wstąpił uśmiech. Nagle cały plan w jego głowie ułożył się w całość — Yongnam mógł poświadczyć, że cały wieczór widział się z nim na mieście, a to, co wydarzyło się w mieszkaniu, było tylko dziełem jakiegoś włamywacza albo faceta egzekwującego spłatą ojcowskich długów, których przecież nie brakowało. Mógł odsunąć Sunoo w pełni ze scenariusza dzisiejszego dnia i nie obawiać się o jego bezpieczeństwo. Mógł faktycznie wyjść z tego wszystkiego bez szwanku. — Yongnam, ty pieprzony geniuszu. Gdybym mógł, to bym cię teraz wycałował.
Eunwoo
[Jakoś nie mogę sobie ułożyć w głowie tego, że ostatnie komentarze wymieniłyśmy w grudniu. Chłopcy są tacy żywi w mojej głowie, jakbyśmy pisały o nich wczoraj:D Ale i tak muszę przeczytać sobie cały wątek od deski do deski, coby niczego nie pominąć]
Sunoo mógłby teraz piać jak kogut rankiem, a Eunwoo nie dopatrzyłby się w tym niczego dziwnego — ba, było wielce prawdopodobne, że nawet nie do końca przetwarzał to, co docierało do jego uszu. Nie zauważył więc ani targających chłopakiem emocji, ani nawet tego, że odsunął się on na skraj łóżka. Zdobył się jedynie na to, by wyciągnąć rękę i klepnąć go w ramię, w dziwnym geście odpowiedzi, który miał chyba wykazać to, że potwierdza jego słowa. — Ta-ak — mruknął tylko pod nosem, wciąż szczerząc się w kierunku telefonu. Aaa, dobra, widzę Cię. Cztery słowa, które zmieniły w tej chwili wszystko. Eunwoo z Yongnamem od zawsze żyli w symbiozie, zupełnie tak, jakby dzielili jeden mózg. To Eunwoo był tym od planu A, B, C, D… ale nieważne, co pokrzyżowało im szyki, Yongnam był w stanie bezbłędnie wychwycić to, co Eunwoo zamierzał zrobić — i działał od razu, bez wahania. Czasem komunikowali się krótkim spojrzeniem. Nie wiedzieli jak, to po prostu działało. Eunwoo planował, Yongnam działał. Eunwoo zazdrościł Yongnamowi odwagi, Yongnam Eunwoo sprytu — ale tak naprawdę stanowili drużynę idealną, właśnie z powodu tych różnic. — Jak sprawdzą ci telefon — odezwał się po chwili, wyciągając w kierunku Sunoo komórkę. — A sprawdzą na pewno, jeśli się do ciebie dokopią… to powiemy, że widzieliśmy się na chwilę, dosłownie na moment na mieście, we trójkę. Ale że miałeś coś innego do załatwienia. — Potarł sobie skroń. — Kurde, już nie mam siły. Dobra, prześpijmy się, a rano dopracujemy plan. Daję sobie rękę uciąć, że Yongnam będzie rano czekał w tym miejscu, gdzie się wczoraj umówiliśmy… o ile dalej tam nie koczuje… Zerknął na drzwi. Przez chwilę przeszło mu przez myśl, że najrozsądniejszym wyjściem byłoby teraz faktycznie wstać i pobiec spotkać się z przyjacielem. Im dłużej o tym myślał, tym bardziej było prawdopodobne, że Yongnam tam na niego czeka. Ale kiedy tylko powrócił spojrzeniem do Sunoo, plan nagle stał się bezsensowny. Tym razem spojrzał na niego i go zobaczył. Twarz ściągniętą bólem. I powróciły wyrzuty sumienia. Jak mógł zostawić Sunoo po tym wszystkim, czego się dopuścił? Musiał wpierw dobrze przemyśleć, jak postąpić, aby jak najmniej wmieszać go w tę całą sprawę, a do tego potrzebny był mu w miarę trzeźwy — wyspany — i dobrze pracujący mózg. — Czemu sobie poszedłeś? Chciał zapytać delikatnie, naprawdę chciał, ale w jego głosie czaił się lekki wyrzut.
Eunwoo
[NIE CZYTAM TEGO PRZED WYSŁANIEM, JAK SĄ BŁĘDY LOGICZNE I STYLISTYCZNE I INTERPUNKCYJNE I JESZCZE JAKIEŚ, CO NAZWY ICH NIE ZNAM NAWET, TO MUSISZ TO ZIGNOROWAĆ SORRY NOT SORRY MEMORY ELO KOCHAM ICH]
Eunwoo przewrócił oczami. Nie mógłby zliczyć, ile razy słyszał podobne zdania wychodzące z ust Sunoo, a może i dokładnie takie same, słowo w słowo. Ile razy chłopak obruszył się, wściekł. I nieważne, jak bardzo protestował, jak ostro reagował, spotykał się — co musiało go tylko jeszcze bardziej wytrącać z równowagi — z pobłażaniem. Z machnięciem ręki, nie braniem go na poważnie, z nazwaniem jego złości dziecięcymi fochami. — Naprawdę nie rozumiesz, że to najrozsądniejszy plan, na jaki dzisiaj wpadliśmy? Celowo użył liczby mnogiej, bo mimo wszystko, nie chciał sprawiać mu przykrości — ten limit musiał wyczerpać już na samym początku ich dzisiejszego spotkania. Nie interpretował jego nagłego wybuchu zgodnie ze stanem rzeczywistym, przynajmniej nie w pełni. Widział, że chłopak jest zazdrosny, to było też najbardziej logiczne rozwiązanie, ale nie miał pojęcia, że chodzi o coś więcej, niż o to, że stawiał umiejętności Yongnama wyżej, że jemu po prostu ufał bardziej, tylko o łączącą ich bliską relację. — Serio… — mruknął, sięgając po pościel, po czym odłożył telefon Sunoo i położył się, naciągając kołdrę pod brodę. — Jak masz ochotę, możesz się obrażać. Dopiero wtedy poczuł, jak ogromnie jest zmęczony. Jak bardzo odrętwiałe z bólu było jego ciało i jak uporczywie przy każdym głębszym oddechu żebra dawały o sobie znać. Ciało poddawało się wydarzeniom z ostatnich godzin, każdy następny wyrzut adrenaliny coraz bardziej osłabiał już wystarczająco wycieńczony organizm i choć było wiele rzeczy, o które chciałby w tym momencie zadbać i jeszcze więcej tych, które chciałby przemyśleć, jedyne, na co Eunwoo miał teraz ochotę, to zapaść w długi i mocny sen, który dałby mu wystarczająco siły, by móc to wszystko następnego dnia udźwignąć. — Nienawidzisz mnie, mówisz? — burknął prześmiewczo po chwili, jakby dopiero dotarł do niego sens słów wypowiedzianych wcześniej przez chłopaka. — A to całkiem ciekawe. Poczekaj do jutra, bo jeśli plan Yongnama nie zadziała, będziesz mieć ten problem z głowy.
[Czołem! Dzięki za powitanie. Nie spodziewałam się aż tylu komentarzy! Przychodzę tutaj, bo widzę, że jest najmniej komentarzy i w sumie zakiełkował mi pomysł... Sunoo nie chce przypadkiem sowitego napiwku za dostawę szamy? 💸 👀]
Przez tę krótką chwilę wszystko było jak dawniej. Poranne słońce wpadające przez okno rozświetlało pokój Sunoo w ten sam sposób, co zawsze, gdy Eunwoo wraz z resztą chłopaków w czasie wiosny podnosili szybę, by wcisnąć się do maleńkiego pokoju. Wagarowali tam cały dzień, do czasu aż pani Hong nie wróciła z Minju z pracy — wtedy wychodzili dokładnie tak, jak przyszli, tylko po to, aby po dwóch minutach zapukać do drzwi i zapytać chłopaka, czy nie ma ochoty z nimi wyjść. Wszystko wyglądało dokładnie tak, jak wtedy, gdy siedzieli tu wieczorami, zajadając się tanimi przekąskami i grając na Play Station, które Minho załatwił… skądś, bo nie chciał powiedzieć na ten temat ani słowa. Nie przeszkadzało im to jednak, aby prawie pobić się o pada, dopóki któryś z nich — pewnie Yongnam — nie ryknął na nich i nie ustalił kolejki. Na suficie dalej znajdowała się rysa, w którą Eunwoo wpatrywał się, usilnie starając się zasnąć, w dniu, w którym Jiung zapytał go, czy nie chciałby wyskoczyć na miasto z nim i jego znajomym z klasy. Dzień, w którym poznał Sunoo. Ten był na tyle uprzejmy, by zamiast zaproponować mu wprost nocleg, przywlekł tu go obietnicą użyczenia deskorolki, której nie używał — a którą Eunwoo oczywiście zniszczył niemal natychmiast — a potem napomknął mimochodem, że jego mama właśnie przygotowuje kolację. Do jedzenia obejrzeli film, a choć nie było jeszcze na tyle późno, bo nigdy nie było na tyle późno, by nie mógł dostać się do domu, Sunoo namówił go, aby został. Tego dnia miał więcej siniaków, niż zawsze, a żołądek skręcał mu się na myśl o powrocie do domu. Sunoo musiał go wyczuć, bo był dobrym obserwatorem, a w Eunwoo żył strach na tyle silny, że całym sobą próbował przekonać samego siebie, że to nieprawda. Rano bez słowa zniknął, oczywiście. Przez tę krótką chwilę wszystko było jak dawniej. A potem zaatakował go ból żeber tak silny, że wycisnął na jego twarzy niekontrolowany grymas. Wspomnienia poprzedniego wieczoru gwałtownie przemknęły przez jego myśli: wrzeszczący ojciec, dach wieżowca, matka w popłochu uciekająca z domu, ciągnąc za sobą jego braci, trzaskanie drzwiami, mieszkanie Sunoo, kłótnia na dachu, paraliżujący strach, krew spływająca po jego rękach, wykrzywiona w bólu twarz ojca, pocałunek, odbicie jego własnej twarzy w lustrze… Nagle poderwał się z kanapy, znacznie szybciej, niż powinien w stanie, jakim się znajdował, i dopadł do okna, rozsuwając je w pośpiechu. Przez chwilę usilnie walczył z torsjami, łzy szczypały go po powiekami, ale głód, który na co dzień był jego wrogiem, okazał się ratunkiem tej upokarzającej sytuacji. Po kilku okropnych minutach oparł czoło zroszone potem o splecione dłonie i oddychał głęboko, starając się doprowadzić do porządku na tyle, aby przynajmniej przestać drżeć na całym ciele. Musiał się stąd wydostać. Musiał sprawdzić, czy z matką i dzieciakami jest wszystko w porządku, a potem spotkać się z Yongnamem i opracować plan działania. Najciszej, jak tylko był w stanie uchylił drzwi pokoju, ale zdążył przestąpić tylko krok, zanim dobiegły go słowa, które sprawiły, że momentalnie przez jego ciało przemknął odrętwiający chłód. — Policja podobno obstawiła całą ulicę. Sąsiedzi mówili, że ojciec Eunwoo został ciężko ranny. Nie wiadomo jeszcze, czy z tego wyjdzie… Przełknął ślinę, pokonując jeszcze kilka kroków. Zdążył tylko dostrzec twarz Sunoo, zanim… — Zabrali Misook. Przyznała się do wszystkiego.
Nie. Nie, nie, nie. Ich odwieczną zasadą pozostawał przecież fakt, że nigdy nie ścigali kłopotów do domu. W cokolwiek by się nie wplątali, przede wszystkim pilnowali tego, aby ich rodzina pozostała bezpieczna — albo nieświadoma — i w żaden sposób nie odpowiedzialna za to, co wyrabiali. Oczywiście, to były tylko błahe stwierdzenia, które nie miały zbyt wielkiego pokrycia w rzeczywistości, ale kilkunastolatkowie rościli sobie prawa do wątpliwej oceny sytuacji. — Jak dobrze, że Eunwoo spał dziś tutaj. Chłopak przymknął oczy i zacisnął usta w wąską linię. Odnosił wrażenie, że z każdą chwilą jego sytuacja komplikuje się coraz bardziej. Och, jak głupio postąpił, dając się namówić Sunoo na to, by ściągnął go z tego dachu. Myślał o tym tylko może dwie sekundy, zanim zaczął układać w głowie kolejny plan działania. — Dzień dobry — powiedział, wychylając się w końcu zza ściany oddzielającej korytarz od kuchni, a jego spojrzenie prześlizgnęło się po twarzach wszystkich domowników, aż spoczęło na Sunoo. Co było najlepsze? Wymyślać bajki? Udawać, że w ogóle ich nie słyszał? Dobrze wiedział, jak właśnie wyglądał — może to będzie idealną odpowiedzią na wszystkie pytania, które mogły się pojawić. — Muszę uciekać, Sunoo, trochę się zasiedziałem. Mama się pewnie zdenerwuje, że opuszczam pierwsze śniadanie po powrocie ojca do domu. Kłamstwo zawsze było jedyną, dobrą ucieczką. Zresztą, na ogół średnio sobie radził z prawdą.
🖤
OdpowiedzUsuńZastygł.
W kompletnym bezruchu, z telefonem w dłoni, który niebezpiecznie zadrgał, gdy tylko Sunoo oparł głowę o jego klatkę piersiową. Ale sam Eunwoo nie poruszył się ani o milimetr, bojąc się, że czegokolwiek nie zrobi, a już w szczególności powie — a dzisiejsze doświadczenia udowadniały mu tylko, że pochopnie wypowiedziane słowa w kierunku Sunoo zazwyczaj mają negatywne skutki — to chłopak zwiększy między nimi dystans.
Wahanie, które zdawało się wiecznością, trwało może parę sekund. Eunwoo musiał wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności spłycania emocji i choć serce tłukło mu w piersi, schował mieszankę ekscytacji i zawstydzenia do kieszeni. Oparł brodę o głowę chłopaka, zupełnie tak, jakby robił to już wiele razy, i objął go ramieniem, by móc bez przeszkód korzystać z telefonu. I tak naprawdę czuł się dokładnie tak, jakby robił to już wiele razy — ruch był tak naturalny, że zdawał się być jedynym właściwym wyborem.
Ale noc miała w zapasie jeszcze jedną niespodziankę.
— Sunoo! — syknął brunet. O mało nie krzyknął.
Może gdyby nie był tak niewyspany i zmęczony, może gdyby wycieńczenie emocjonalną huśtawka nie dawało mu się tak we znaki, zorientowałby się, że tak naprawdę nie miał aż tak wielu powodów do radości. Niemniej w tym momencie stracił już poczucie faktycznej oceny rzeczywistości. Jego serce zalała fala euforii i ekscytacji, ale przede wszystkim — ulgi. Zupełnie tak, jakby wszystko już miało być dobrze, jakby odkrył ten jeden, ostatni i wyczekiwany element układanki, po której złożeniu wszystko miało wrócić na dobre tory.
— Yongnam do mnie napisał, zobacz to, zobacz! Najpierw „gdzie jesteś”! Bo byliśmy umówieni dzisiaj, a ja już miałem wychodzić, gdy… a-a potem od razu napisał… Yongnam to ma głowę, nie? Patrz, „aaa, dobra, widzę Cię”! Jestem kryty! Sunoo! Jestem kryty! Rozumiesz to?
Na jego twarz wstąpił uśmiech. Nagle cały plan w jego głowie ułożył się w całość — Yongnam mógł poświadczyć, że cały wieczór widział się z nim na mieście, a to, co wydarzyło się w mieszkaniu, było tylko dziełem jakiegoś włamywacza albo faceta egzekwującego spłatą ojcowskich długów, których przecież nie brakowało. Mógł odsunąć Sunoo w pełni ze scenariusza dzisiejszego dnia i nie obawiać się o jego bezpieczeństwo. Mógł faktycznie wyjść z tego wszystkiego bez szwanku.
— Yongnam, ty pieprzony geniuszu. Gdybym mógł, to bym cię teraz wycałował.
Eunwoo
[Jakoś nie mogę sobie ułożyć w głowie tego, że ostatnie komentarze wymieniłyśmy w grudniu. Chłopcy są tacy żywi w mojej głowie, jakbyśmy pisały o nich wczoraj:D Ale i tak muszę przeczytać sobie cały wątek od deski do deski, coby niczego nie pominąć]
Sunoo mógłby teraz piać jak kogut rankiem, a Eunwoo nie dopatrzyłby się w tym niczego dziwnego — ba, było wielce prawdopodobne, że nawet nie do końca przetwarzał to, co docierało do jego uszu. Nie zauważył więc ani targających chłopakiem emocji, ani nawet tego, że odsunął się on na skraj łóżka. Zdobył się jedynie na to, by wyciągnąć rękę i klepnąć go w ramię, w dziwnym geście odpowiedzi, który miał chyba wykazać to, że potwierdza jego słowa.
OdpowiedzUsuń— Ta-ak — mruknął tylko pod nosem, wciąż szczerząc się w kierunku telefonu.
Aaa, dobra, widzę Cię. Cztery słowa, które zmieniły w tej chwili wszystko.
Eunwoo z Yongnamem od zawsze żyli w symbiozie, zupełnie tak, jakby dzielili jeden mózg. To Eunwoo był tym od planu A, B, C, D… ale nieważne, co pokrzyżowało im szyki, Yongnam był w stanie bezbłędnie wychwycić to, co Eunwoo zamierzał zrobić — i działał od razu, bez wahania. Czasem komunikowali się krótkim spojrzeniem. Nie wiedzieli jak, to po prostu działało. Eunwoo planował, Yongnam działał. Eunwoo zazdrościł Yongnamowi odwagi, Yongnam Eunwoo sprytu — ale tak naprawdę stanowili drużynę idealną, właśnie z powodu tych różnic.
— Jak sprawdzą ci telefon — odezwał się po chwili, wyciągając w kierunku Sunoo komórkę. — A sprawdzą na pewno, jeśli się do ciebie dokopią… to powiemy, że widzieliśmy się na chwilę, dosłownie na moment na mieście, we trójkę. Ale że miałeś coś innego do załatwienia. — Potarł sobie skroń. — Kurde, już nie mam siły. Dobra, prześpijmy się, a rano dopracujemy plan. Daję sobie rękę uciąć, że Yongnam będzie rano czekał w tym miejscu, gdzie się wczoraj umówiliśmy… o ile dalej tam nie koczuje…
Zerknął na drzwi. Przez chwilę przeszło mu przez myśl, że najrozsądniejszym wyjściem byłoby teraz faktycznie wstać i pobiec spotkać się z przyjacielem. Im dłużej o tym myślał, tym bardziej było prawdopodobne, że Yongnam tam na niego czeka. Ale kiedy tylko powrócił spojrzeniem do Sunoo, plan nagle stał się bezsensowny. Tym razem spojrzał na niego i go zobaczył. Twarz ściągniętą bólem. I powróciły wyrzuty sumienia. Jak mógł zostawić Sunoo po tym wszystkim, czego się dopuścił? Musiał wpierw dobrze przemyśleć, jak postąpić, aby jak najmniej wmieszać go w tę całą sprawę, a do tego potrzebny był mu w miarę trzeźwy — wyspany — i dobrze pracujący mózg.
— Czemu sobie poszedłeś?
Chciał zapytać delikatnie, naprawdę chciał, ale w jego głosie czaił się lekki wyrzut.
Eunwoo
[NIE CZYTAM TEGO PRZED WYSŁANIEM, JAK SĄ BŁĘDY LOGICZNE I STYLISTYCZNE I INTERPUNKCYJNE I JESZCZE JAKIEŚ, CO NAZWY ICH NIE ZNAM NAWET, TO MUSISZ TO ZIGNOROWAĆ SORRY NOT SORRY MEMORY ELO KOCHAM ICH]
Eunwoo przewrócił oczami.
OdpowiedzUsuńNie mógłby zliczyć, ile razy słyszał podobne zdania wychodzące z ust Sunoo, a może i dokładnie takie same, słowo w słowo. Ile razy chłopak obruszył się, wściekł. I nieważne, jak bardzo protestował, jak ostro reagował, spotykał się — co musiało go tylko jeszcze bardziej wytrącać z równowagi — z pobłażaniem. Z machnięciem ręki, nie braniem go na poważnie, z nazwaniem jego złości dziecięcymi fochami.
— Naprawdę nie rozumiesz, że to najrozsądniejszy plan, na jaki dzisiaj wpadliśmy?
Celowo użył liczby mnogiej, bo mimo wszystko, nie chciał sprawiać mu przykrości — ten limit musiał wyczerpać już na samym początku ich dzisiejszego spotkania. Nie interpretował jego nagłego wybuchu zgodnie ze stanem rzeczywistym, przynajmniej nie w pełni. Widział, że chłopak jest zazdrosny, to było też najbardziej logiczne rozwiązanie, ale nie miał pojęcia, że chodzi o coś więcej, niż o to, że stawiał umiejętności Yongnama wyżej, że jemu po prostu ufał bardziej, tylko o łączącą ich bliską relację.
— Serio… — mruknął, sięgając po pościel, po czym odłożył telefon Sunoo i położył się, naciągając kołdrę pod brodę. — Jak masz ochotę, możesz się obrażać.
Dopiero wtedy poczuł, jak ogromnie jest zmęczony. Jak bardzo odrętwiałe z bólu było jego ciało i jak uporczywie przy każdym głębszym oddechu żebra dawały o sobie znać. Ciało poddawało się wydarzeniom z ostatnich godzin, każdy następny wyrzut adrenaliny coraz bardziej osłabiał już wystarczająco wycieńczony organizm i choć było wiele rzeczy, o które chciałby w tym momencie zadbać i jeszcze więcej tych, które chciałby przemyśleć, jedyne, na co Eunwoo miał teraz ochotę, to zapaść w długi i mocny sen, który dałby mu wystarczająco siły, by móc to wszystko następnego dnia udźwignąć.
— Nienawidzisz mnie, mówisz? — burknął prześmiewczo po chwili, jakby dopiero dotarł do niego sens słów wypowiedzianych wcześniej przez chłopaka. — A to całkiem ciekawe. Poczekaj do jutra, bo jeśli plan Yongnama nie zadziała, będziesz mieć ten problem z głowy.
obrażony bobo Eunwoo
[Czołem! Dzięki za powitanie. Nie spodziewałam się aż tylu komentarzy!
OdpowiedzUsuńPrzychodzę tutaj, bo widzę, że jest najmniej komentarzy i w sumie zakiełkował mi pomysł... Sunoo nie chce przypadkiem sowitego napiwku za dostawę szamy? 💸 👀]
Oh Taeil
Przez tę krótką chwilę wszystko było jak dawniej.
OdpowiedzUsuńPoranne słońce wpadające przez okno rozświetlało pokój Sunoo w ten sam sposób, co zawsze, gdy Eunwoo wraz z resztą chłopaków w czasie wiosny podnosili szybę, by wcisnąć się do maleńkiego pokoju. Wagarowali tam cały dzień, do czasu aż pani Hong nie wróciła z Minju z pracy — wtedy wychodzili dokładnie tak, jak przyszli, tylko po to, aby po dwóch minutach zapukać do drzwi i zapytać chłopaka, czy nie ma ochoty z nimi wyjść. Wszystko wyglądało dokładnie tak, jak wtedy, gdy siedzieli tu wieczorami, zajadając się tanimi przekąskami i grając na Play Station, które Minho załatwił… skądś, bo nie chciał powiedzieć na ten temat ani słowa. Nie przeszkadzało im to jednak, aby prawie pobić się o pada, dopóki któryś z nich — pewnie Yongnam — nie ryknął na nich i nie ustalił kolejki. Na suficie dalej znajdowała się rysa, w którą Eunwoo wpatrywał się, usilnie starając się zasnąć, w dniu, w którym Jiung zapytał go, czy nie chciałby wyskoczyć na miasto z nim i jego znajomym z klasy. Dzień, w którym poznał Sunoo. Ten był na tyle uprzejmy, by zamiast zaproponować mu wprost nocleg, przywlekł tu go obietnicą użyczenia deskorolki, której nie używał — a którą Eunwoo oczywiście zniszczył niemal natychmiast — a potem napomknął mimochodem, że jego mama właśnie przygotowuje kolację. Do jedzenia obejrzeli film, a choć nie było jeszcze na tyle późno, bo nigdy nie było na tyle późno, by nie mógł dostać się do domu, Sunoo namówił go, aby został. Tego dnia miał więcej siniaków, niż zawsze, a żołądek skręcał mu się na myśl o powrocie do domu. Sunoo musiał go wyczuć, bo był dobrym obserwatorem, a w Eunwoo żył strach na tyle silny, że całym sobą próbował przekonać samego siebie, że to nieprawda. Rano bez słowa zniknął, oczywiście.
Przez tę krótką chwilę wszystko było jak dawniej.
A potem zaatakował go ból żeber tak silny, że wycisnął na jego twarzy niekontrolowany grymas. Wspomnienia poprzedniego wieczoru gwałtownie przemknęły przez jego myśli: wrzeszczący ojciec, dach wieżowca, matka w popłochu uciekająca z domu, ciągnąc za sobą jego braci, trzaskanie drzwiami, mieszkanie Sunoo, kłótnia na dachu, paraliżujący strach, krew spływająca po jego rękach, wykrzywiona w bólu twarz ojca, pocałunek, odbicie jego własnej twarzy w lustrze…
Nagle poderwał się z kanapy, znacznie szybciej, niż powinien w stanie, jakim się znajdował, i dopadł do okna, rozsuwając je w pośpiechu. Przez chwilę usilnie walczył z torsjami, łzy szczypały go po powiekami, ale głód, który na co dzień był jego wrogiem, okazał się ratunkiem tej upokarzającej sytuacji. Po kilku okropnych minutach oparł czoło zroszone potem o splecione dłonie i oddychał głęboko, starając się doprowadzić do porządku na tyle, aby przynajmniej przestać drżeć na całym ciele.
Musiał się stąd wydostać. Musiał sprawdzić, czy z matką i dzieciakami jest wszystko w porządku, a potem spotkać się z Yongnamem i opracować plan działania.
Najciszej, jak tylko był w stanie uchylił drzwi pokoju, ale zdążył przestąpić tylko krok, zanim dobiegły go słowa, które sprawiły, że momentalnie przez jego ciało przemknął odrętwiający chłód.
— Policja podobno obstawiła całą ulicę. Sąsiedzi mówili, że ojciec Eunwoo został ciężko ranny. Nie wiadomo jeszcze, czy z tego wyjdzie…
Przełknął ślinę, pokonując jeszcze kilka kroków. Zdążył tylko dostrzec twarz Sunoo, zanim…
— Zabrali Misook. Przyznała się do wszystkiego.
Nie.
UsuńNie, nie, nie.
Ich odwieczną zasadą pozostawał przecież fakt, że nigdy nie ścigali kłopotów do domu. W cokolwiek by się nie wplątali, przede wszystkim pilnowali tego, aby ich rodzina pozostała bezpieczna — albo nieświadoma — i w żaden sposób nie odpowiedzialna za to, co wyrabiali. Oczywiście, to były tylko błahe stwierdzenia, które nie miały zbyt wielkiego pokrycia w rzeczywistości, ale kilkunastolatkowie rościli sobie prawa do wątpliwej oceny sytuacji.
— Jak dobrze, że Eunwoo spał dziś tutaj.
Chłopak przymknął oczy i zacisnął usta w wąską linię. Odnosił wrażenie, że z każdą chwilą jego sytuacja komplikuje się coraz bardziej. Och, jak głupio postąpił, dając się namówić Sunoo na to, by ściągnął go z tego dachu. Myślał o tym tylko może dwie sekundy, zanim zaczął układać w głowie kolejny plan działania.
— Dzień dobry — powiedział, wychylając się w końcu zza ściany oddzielającej korytarz od kuchni, a jego spojrzenie prześlizgnęło się po twarzach wszystkich domowników, aż spoczęło na Sunoo.
Co było najlepsze? Wymyślać bajki? Udawać, że w ogóle ich nie słyszał? Dobrze wiedział, jak właśnie wyglądał — może to będzie idealną odpowiedzią na wszystkie pytania, które mogły się pojawić.
— Muszę uciekać, Sunoo, trochę się zasiedziałem. Mama się pewnie zdenerwuje, że opuszczam pierwsze śniadanie po powrocie ojca do domu.
Kłamstwo zawsze było jedyną, dobrą ucieczką. Zresztą, na ogół średnio sobie radził z prawdą.
hi, remember us???