Haejin od początku podejrzewał, że to tak się skończy.
Przemysł rozrywkowy w Korei Południowej wciąż był zamknięty na inność, po czubek głowy skąpany w tradycyjnych, konserwatywnych wartościach, podczas kiedy reszta środowiska muzycznego już dawno zostawiła ten świat za sobą. Może gdyby Haejin nie należał do tak popularnego zespołu... ale Korea Południowa wciąż nie była gotowa, by powitać kogoś takiego z otwartymi ramionami, nie wśród najpopularniejszych grup k-popowych.
Haejin od początku podejrzewał, że to tak się skończy,
ale musiał spróbować.
Kiedy zobaczył flagę w białe, żółte, fioletowe i czarne pasy w niewielkim sklepie turystycznym, palce same sięgnęły w stronę materiału. Nie mógł się powstrzymać — decyzja podjęta kiedy tylko przekroczył próg sklepu. Słowa już miał — tłumił je, zamknięte w klatce jego żeber przez niemal dekadę. Skute i spętane, wiły się po jego wnętrzu, nie dając spokoju ani na moment, wypełniając myśli i żyły, niczym trucizna powoli płynąc do serca. Haejin czuł się jak na skraju szaleństwa; palce u stóp wystające za krawędź klifu, twardy mur za plecami. Skok był jedynym wyjściem — i Jinnie mógł jedynie modlić się o przetrwanie.
Fani na arenie w Los Angeles byli cudowni — śpiewali każdą piosenkę, tańczyli, bawili się. Kiedy Gyuvin zapowiedział występ niespodziankę, fani oszaleli; a on poklepał Jinniego po plecach i wraz z resztą grupy wycofał się za kulisy. Nawet kiedy stanęli z dala od wzroku fanów, Jin czuł na sobie ich uważne spojrzenia; bo każdy z nich wiedział, jak ważny był ten moment. Ręce Haejina drżały nieco, kiedy z całych sił ściskał mikrofon; ale kiedy w końcu otworzył usta, jego głos był opanowany, pełen desperackiej potrzeby zrozumienia, którą w sobie dusił.
Zrobili to. Po raz pierwszy w życiu z ich ust padły słowa: niebinarny i panseksualny; po raz pierwszy myśli i uczucia, które kłębiły się w ich wnętrzu, ujrzały światło dzienne.
A potem ——
Krzyk.
Łzy szczęścia.
U P A D E K .
Haejin od początku podejrzewał, że to tak się skończy,
ale nawet z gniewem zarządu na głowie, i z przedwcześnie zerwanym kontraktem,
nie potrafił żałować.
Wideo z ich wyznaniem stało się viralem, media huczały, a Haejin uśmiechali się; i nawet najokrutniejszy jad spływający z ust internautów nie mógł popsuć ich radości. Trasa koncertowa —
ich ostatnia — nabrała barw jak nigdy wcześniej, i Jinnie krzyczeli na całe gardło:
jestem, jestem, jestem.
Gdyby tylko ta radość nie musiała się skończyć...
Ręce znów im drżały, kiedy powoli pisali post pożegnalny. Rolka w telefonie pełna była zdjęć, filmików, momentów, które na zawsze odmieniły ich życie; i które miałybyć jedynie wspomnieniami, nigdy więcej częścią codzienności. Koniec z mieszkaniem pod jednym dachem; koniec ze spędzaniem dni na sali treningowej lub w studio; koniec zarwanych nocy wypełnionych pisaniem i głupimi żartami; koniec zespołu, koniec epoki,
KONIEC.
PUBLIKUJ.
E n t e r .
W sieci zawrzało, fani spekulowali, a Jin przeglądali galerię, nawet nie starając się powstrzymać łez złości, bezradności i żalu. Może któregoś dnia cała ósemka zdoła wyrwać się z nieubłaganej maszyny, jaką był przemysł kpopu; może jeszcze zagrają razem na scenie, wolni w sposób, jakiego nigdy nie zaznali, wolni do bycia sobą, w stu procentach, bez tłumienia żadnej ze swoich części.
Ale ten czas jeszcze nie nadszedł;
Haejin zostali sami, a 10SION musiało grać dalej bez nich.