Podobno ma plik na dysku o nazwie 24 & Done, a o co dokładnie chodzi... Chyba każdy wie.
@how.j99
Wstał zza grobu odmieniony... ale czy na pewno? Przeszłość lubi doganiać szybko. Szczególnie jego.
@ari.min
Naczelna imprezowiczka powróciła na Upper East Side... odmieniona? Czy to jakaś nowa moda? A, ile Ci zajmie powrót do starych nawyków? I chłopców?
@tay_blanchard
Alert: konfrontacja roku! Co ma zrobić dziewczyna, której dawna miłość wróciła zza grobu? A druga jest na wyciągnięcie ręki? It's okay to love them both, O. I do.
xoxo
Latest Tea
Kiss on a lips party
Impreza, nasi mieszkańcy i szampan. Kto tym razem przekroczy granicę? On now!
Czy naprawdę myśleliście, że zniknęłam bez słowa? Och, błagam. Gdy kilka znajomych twarzy nagle wyparowało z nowojorskiej sceny towarzyskiej, ktoś musiał sprawdzić, dokąd prowadzi ich ślad. A wiecie przecież, że moja ciekawość bywa większa niż kolekcja torebek pewnej dziedziczki z Upper East Side... Pamiętacie ją? Nawet jeśli, dzisiaj ledwo przypomina siebie.
Gabriel Dante Salvatore Cavallaro ⬪
urodzony 1 lutego 1997 roku w Nowym Jorku ⬪ włoskie korzenie,
amerykańskie wychowanie ⬪ właściciel studia tatuażu i piercingu Vice Tattoos oraz prywatnej siłowni Black Dog, które można znaleźć na
Williamsburgu ⬪loft niedaleko studia i siłowni ⬪Basil, Eira & Mara⬪ tatuator, influencer,
model, you name it⬪ syn Enzo Salvatore, dewelopera nieruchomości i
Moreny Salvatore, żony i matki na pokaz ⬪ starszy brat
irytującego Michele i nieżyjącej Alessi ⬪ sumienie zagłuszane szybką
jazdą i dymem ⬪instagram
Jako najstarszy z rodzeństwa
powinien być tym najbardziej odpowiedzialnym. Opiekować się młodszym bratem i
siostrą. Świecić przykładem, pokazać im świat z innej perspektywy, stawać w
obronie przed rodzicami i rówieśnikami, gdyby zaszła taka potrzeba. Poczęstować
pierwszym wypalonym w tajemnicy papierosem, dać spróbować zasmakować alkoholu
przed ukończeniem pełnoletności. Jako ten najstarszy miał pewne zadania do
wykonania, z których się nie wywiązał. Jako ten najstarszy zawiódł na całej
linii.
Jako najstarszy z rodzeństwa nie
zauważył niepokojących sygnałów. Nie zauważył subtelnych znaków, które pojawiły
się już pierwszego dnia i nasilały wraz z każdym następnym. A może nie chciał
widzieć? Może jako najstarszy z rodzeństwa chciał myśleć, że to nie jego
odpowiedzialność. Być może łatwiej było udawać, że problem nie istnieje, że to
co widzi jest jedynie wytworem nastoletniego umysłu, który napędzany filmami i
serialami, godzinami spędzonymi na graniu w brutalne gry, powoli zaczynał mieszać
fikcje z rzeczywistością.
Jako najstarszy z rodzeństwa
odsunął się od życia rodzinnego w dniu, kiedy złożył białą różę na trumnie
dwunastoletniej siostry. Wszystko runęło, a perfekcyjna rodzina przestała istnieć.
Pierwszy wskazał winnego. Mimo, że czuł się rozdarty między lojalnością a
prawdą — wybrał sprawiedliwość dla siostry i niczego nie żałował. „Skandal”
wisi na nazwisku Salvatore od siedmiu lat. Nawet najlepsza agencja PR’owa nie
była w stanie wygłuszyć mediów, które huczały o wypadku Alessi. Zmiana nazwiska również nie pomogła w odcięciu się od nieustających pytań. Najpiękniejsze
uśmiechy Enzo nie były w stanie sprawić, że ludzie zapomnieli, a nie
zapomnieli. Przypominają sobie o rodzinnej tragedii co jakiś czas. Samozwańczy
detektywi z TikToka wykorzystują sprawę Alessi dla wyświetleń i kliknięć. Podcasterzy
nagrywają odcinki analizując, czy sprawczynią, aby na pewno była Morena, czy
może wszyscy byli w to zaangażowani.
Mało mówi o swoim życiu. Nie udziela
wywiadów. Ucina każdą rozmowę, gdy ta tylko schodzi na temat jego rodziny. Oficjalnie
matki nie ma. Z ojcem widuje się od święta, bo choć w to nie on był winien, to
nie potrafi wybaczyć mu tego, że nigdy go nie posłuchał, bo być może wtedy
zamiast odwiedzać siostrę na cmentarzu odwiedzałby ją w akademiku.
Sumienie i głosy przeszłości zagłusza
kolejnymi procentami, wypalonymi papierosami i ziołem, a okazjonalnie kreską.
Rozpędza się zbyt szybko po autostradach i nigdy nie wie, czy wyjdzie z pościgu,
który prowadzi sam ze sobą, cało. Wpada w obce objęcia licząc, że na parę
godzin jego życie znów będzie w jednym kawałku.
A$AP Rocky w tytule, Maneskin w karcie i Stephen James na buźce.
Jedna z ostatnich nocy na Sain-Tropez był duszna i ciężka, choć nie wiedziała, czy to nie było jej wyobrażenie. Siedziała na tarasie wynajętego apartamentu, spoglądając na oświetlone wybrzeże. Obróciła w dłoniach kieliszek z białym, schłodzonym winem, wzdychając przy tym cicho. Nie wiedziała, czy podjęła dobrą decyzję. Nie wiedziała, czy to był krok w dobrą stronę. Ale wiedziała, że nie chciała i nie mogła już tak dłużej funkcjonować. Uciekać i udawać, że wszędzie jej będzie dobrze. Po roku już wiedziała, że nie potrafiła zagrzać miejsca gdziekolwiek indziej, niż Nowy Jork.
Nowy Jork przywitał ją równie duszną nocą. Miasto pachniało specyficznie, zupełnie inaczej niż miasta w Europie. Port lotniczy JFK był jak zawsze zatłoczony, niezależnie od pory dnia. Wychodząc ze strefy dla vipów, poprawiła śpiąca Aylę, która mruknęła coś pod nosem przez sen. Octavia czuła, jak bardzo była wyczerpana. Jedyne, o czym teraz marzyła, to wygodne łóżko i nieprzerwany sen. W oddali zauważyła swoją matkę. Mimo późnej pory, Eva prezentowała się nienagannie. W dopasowanym stroju, na obcasach, z idealnym makijażem. Octavia zaś nie rzucała się za bardzo w oczy. Nie chciała, choć liczyła się z tym, że już za chwilę o jej powrocie będzie bardzo głośno. Eva Blanchard zamknęła ją w swoim ciepłym uścisku, pociągając przy tym nosem, choć starała się ukryć wzruszenie, które aż na moment zabrało jej możliwość oddechu.
Dziwnie było obudzić jej się praktycznie w sobotnie południe, w swoim dawnym pokoju. Spojrzała przez okno, na zalany słońcem Nowy Jork, przez dłuższą chwilę leżąc w łóżku. To było jedno z tych uczuć, których Octavia nie umiała w żaden sposób opisać. Dziwne połączenie smutku, radości i tego spokoju, który jakby niepewnie się skradał, nie do końca będąc pewnym, czy aby na pewno znajdzie się dla niego miejsce. Jeszcze nie wiedziała, jak to wszystko będzie wyglądać, ale wiedziała jedno — o jej powrocie będzie głośno, na pewno nikt tego nie przegapi. Przetarła rękami oczy, chwytając telefon do ręki, i jak dawniej, pierwsze co zrobiła, to odpaliła stronę Plotkary. Nic. Cisza. Zero wzmianki o tym, że O wróciła do miasta.
Atmosfera w domu była zupełnie inna niż rok temu. Wtedy dało wyczuć się napięcie i złość, które wisiały w powietrzu. Dokładnie pamiętała tamten wieczór, kiedy siedziała na kanapie, w apartamencie rodziców. Była wtedy naćpana, po jej twarzy płynęły łzy, a ona już tak naprawdę nie miała sił. Była na granicy, gdzie wystarczył jeden ruch i wszystko skończyłoby się zupełnie inaczej. Wtedy to nie ona podejmowała decyzje, mimo iż była już dorosłaś wtedy wszystko zorganizowali rodzice, nie chcąc, by stało się coś złego.
Dziwnie było pojawić się na imprezie, kiedy przez rok w ogóle się o nich nie myślało. Dziwnie było znów być pośród ludzi, którzy znali ją tak dobrze, choć kompletnie nie wiedzieli, co się u niej działo przez te kilkanaście miesięcy. Kiedy pojawiła się w mieszkaniu swojego starszego brata, Felixa, na początku czuła się nieswojo. Jakby w ogóle nie pasowała do tego miejsca. Przez dłuższą chwilę stała na drugim końcu sporego salonu, spoglądając na Felixa, który był w towarzystwie swojej dziewczyny oraz wspólnych znajomych. Ale to nie Felix pierwszy ją zauważył. Zauważyła ją Katie, jego dziewczyna. Przerywając rozmowę, szybkim krokiem ruszyła w stronę Octavii, by chwilę później uścisnąć ją, mrucząc pod nosem, że dobrze ją znowu widzieć. Octavia odpowiedziała uprzejmie, że też dobrze ich wszystkich widzieć, po czym ruszyła w stronę Felixa, jednak Katie ją powstrzymała, kładąc rękę na ramieniu. — Wiesz… może masz ochotę na drinka? Chodź, zrobię Ci — zaproponowała, zmuszając Octavię do zmiany drogi, wręcz pchając ją siłą w stronę kuchni, gdzie również było sporo osób. — Co jest, Kat? — brunetka odwróciła głowę w jej stronę, i wtedy to zauważyła. Stał tam, w oddali. Że szklanka w dłoni, co jakiś czas poruszając nią. Obok niego zaś była jakaś dziewczyna, która Octavia kojarzyła. — Masz rację, drink dobrze mi zrobi — powiedziała, nie odrywając spojrzenia od Gabriela. O.
Octavia wiedziała, gdzie dokładnie popełniła błąd i jak wielką cenę za to wszystko zapłaciła. Mogła przecież, ten rok temu, sprzeciwić się. Powiedzieć, że nigdzie z Aylą nie wyjeżdżają i zostają tutaj, w Nowym Jorku. Przecież tu też mogła iść na terapię, znaleźć dobrą psychiatrę, wyjść z tego dołka, w którym się znalazła. Ale prawda była taka, że też nie chciała już przebywać w tym mieście. Miała dosyć tego miejsca, na każdym kroku ktoś mówił o Jacksonie, próbował dowiedzieć się szczegółów, chciał znać prawdę. Jakby wielu było ciężko zrozumieć to, że po prostu Jack miał problem, do którego nie chciał się przyznać. I że zrobił co zrobił. Wiele miejsc go przypominało, nawet jej własne mieszkanie. Jego kilka ubrań, które zostały, bo po prostu o nich zapomniał. Cholerne wspomnienia, które Octavia w pewnym momencie odtwarzała w głowie, jak jakiś zacięty film. I chciała, naprawdę chciała po tym wszystkim ruszyć na nowo, zacząć coś innego. Ale nie była w stanie. I choć do Gabriela zaczynała coś czuć, jej wyjazd sprawił, że oddzieliła to rodzące się uczucie grubą kreską. Zostawiła go bez słowa, tak jak to miała w zwyczaju. Nie wyjaśniła, skąd taka nagła decyzja. Nie poprosiła, żeby po prostu dał jej czas i na nią poczekał, aby ona mogła się ogarnąć. Nie zrobiła nic.
Nie mogła jednak oczekiwać, że Gabriel będzie czekał mimo wszystko. Że będzie jej wypatrywał, ignorując wszystkie dziewczyny wokół. Przecież nie mogła tego od niego w żaden sposób wymagać, bo podjęła decyzje, zostawiając go. Prosząc wręcz Felixa, żeby nie mówił mu gdzie jest. Zablokowała go chyba wszędzie, choć prawda była taka, że co jakiś czas odblokowywała jego numer i profile na portalach społecznościowych. Czytała każdą wiadomość. Godzinami wpatrywała się w liczne, nieodebrane połączenia. A potem znów wszystko blokowała, jakby to miało jej w czymkolwiek pomóc. Zapomnieć, zepchnąć w otchłań, nie wracać do tego, co między nimi było.
Kątem oka widziała minę Katie. Strach pomieszany z bezradnością i zrezygnowaniem, bo właśnie dotarło do niej na kogo Octavia patrzy. I wiedziała, że nie zdążyła. — Pójdę po Felixa. Chyba Cię nie zauważył — powiedziała, posyłając Octavii bezradny uśmiech. Brunetka nie odwzajemniła go, nawet nie zwróciła większej uwagi, kiedy Katie zniknęła z jej pola widzenia. Stała już sama, całkowicie wystawiona na jego widok. Czuła na sobie jego spojrzenie i nie umiała opisać, jak się z tym czuła. Nie wiedziała, czy była rozczarowana, czy zła, a może i nawet wkurwiona. Po prostu nie wiedziała. Później spojrzenie Octavii spoczęło na blondynce, która towarzyszyła Gabrielowi. Wysoka, z delikatnymi rysami twarzy, miłym spojrzeniem. Idealna, można by powiedzieć. Idealnie wpasowująca się w ich towarzystwo. Idealnie nadająca na ich falach, bo dało się to od razu zauważyć. To był ten typ dziewczyny, która rozsiewała wokół siebie tą przyjemną aurę i wszyscy do niej lgnęli. Jej śmiech był przyjemny dla ucha, głos koił i nadawał spokoju. Fuj.
Chciała się skrzywić, ale zdołała się powstrzymać. Nagle, tuż obok, jakby spod ziemi, wyrósł Felix. Upił spory łyk drinka, spoglądając na Gabriela. — Naomi. Nowy nabytek naszej mamy — wyjaśnił, podając Octavii szklankę z drinkiem. Nie pytała brata, co tam jest. W tej chwili była w stanie wypić wszystko, bez zastanawiania się. Tak też zrobiła. Pociągnęła solidny łyk alkoholu, pozwalając, by płyn rozgrzał jej środek. Czuła, jak mocno bije jej serce, głównie chyba ze złości. W końcu, zmuszając się wręcz do tego ruchu, odwróciła głowę w stronę Felixa. Zlustrowała uważnie jego profil, robiąc również pół kroku do tyłu. Stał z ręką w kieszeni jasnych spodni, w dopasowanej połówce od Ralpha Laurenta. Nie odzywał się, nie przywitał się z nią. Czuła, że w jakimś stopniu był zły. — Czemu mnie nie uprzedziłeś, że tu będzie? — zapytała w końcu, zdenerwowana. Felix wzruszył ramionami, odwracając głowę w stronę Octavii. — Sam nie wiem. Jesteście oboje dorośli, i wiecie, jak macie się zachować. Poza tym, i tak byś tu przyszła, jeszcze bardziej wkurwiona faktem, że kogoś sobie znalazł — stwierdził, znów spoglądając w stronę Gabriela. Uniósł w górę swoją szklankę, w geście jakby pozdrowienia i zachęcenia Cavallaro, by się z nim napił, nawet jeśli dzieliła ich odległość. — Tylko bądź grzeczna, Tay. Nie chce mi się później czytać o tym, jak to zrobiłaś scenę. Oboje wiemy, że potrafisz odwalić niezły teatrzyk — głos Felixa opływał ironią. Widziała to też w jego spojrzeniu. —Dupek — pomyślała o swoim starszym bracie, nie odpowiadając ani słowem na to, co powiedział. — Powinnam się przywitać? — zapytała, znów spoglądając na Naomi. W sumie, wiedziała już, czym się kierowała jej matka, kiedy proponowała jej kontrakt. Naomi była piekielnie ładną dziewczyną. Taka, która w mgnieniu oka mogła zrobić zawrotną karierę. I jej matka zapewne jej to zaproponowała. — Nie wiem, to już od Ciebie zależy. Wracam do gości — Felix spojrzał na Octavie, odchodząc od niej kilka kroków. Po chwili jednak się zatrzymał, odwracają w jej stronę. — Dobrze Cię widzieć. Zdrową — powiedział, wyraźnie podkreślając ostatnie słowo.
Octavia przestąpiła z nogi na nogę. Nagle obcasy zaczęły jej przeszkadzać. Czuła, jak strasznie są niewygodne. Raz jeszcze upiła łyk drinka, po czym ruszyła w ich stronę. Stukot jej obcasów wydawał się dla Octavii za głośny, jak na tą chwilę. Czarna, dopasowana krótka sukienka, jakby za mocno opinała cialo. Czuła wewnętrzna złość, ale nie wiedziała czemu. W końcu, stanęła przed Gabrielem i Naomi. Uśmiechnęła się, najmilej jak potrafiła. I każdy, kto ją znał, wiedział, że ten uśmiech nie jest szczery. Był wyuczony, wręcz teatralny. — Gabriel — powiedziała. Głos jednak miał normalną barwę. Nie dało się w nim usłyszeć grama złości czy czegokolwiek innego. — A ty pewnie jesteś Naomi — dodała, odwracają głowę w stronę blondynki. Wyciągnęła w jej stronę rękę, posyłając uśmiech. — Octavia. Ale wystarczy też Tay — przedstawiła się, choć tak naprawdę najdziwniejszym w tym wszystkim było, że od razu, tak łatwo przyszło jej pozwolenie, by blondynka mogła zwracać się do niej tak, jak bliskie jej osoby. — Nie spodziewałam się, że Cię tu zobaczę, Gab. W towarzystwie — dodała, chwilę po tym, jak Naomi uścisnęła jej dłoń. O.
W tamtym czasie, w jej głowie panował jeden wielki chaos. To było istne tornadzie, które rozwaliło jej życie na kawałki, a Octavia próbowała to wszystko złożyć w całość, kiedy tylko myślała, że już jest po wszystkim. Ale nie było. Co chwilę wszystko wracało na nowo, a to, co udało jej się odbudować, było niszczone na nowo. Relacja z Jacksonem była trudna. Była syzyfową pracą, i choć Octavia później wiele razy mówiła sobie, że odpuszcza, to zawsze wracała. Albo on wracał. Każdy wiedział, że Jack był miłością jej życia, że była w stanie zrobić dla niego wszystko. Gdyby kazali jej wskoczyć za niego w ogień - zrobiłaby to bez zawahania. Jego odejście sprawiło, że odeszła też część jej. Umarła. Po prostu zabrakło najważniejszego elementu. I chyba z tym Octavia nie potrafiła sobie poradzić najbardziej. I choć relacja z Gabrielem zaczęła się rozwijać, to nie mogła zbudować czegoś nowego, kiedy nie miała zamkniętego starego rozdziału. Nie chodziło tu też o to, żeby Gabriel w jakiś sposób zastępował Jacksona, a już na pewno, by był dla niej jak ojciec. Mimo, iż jej dziecko miało chujowego ojca, to jednak go miało. Przez krótką chwilę.
Kiedy wyjechała, przekonywała samą siebie, że to wszystko toczyło się za szybko. Że nie była gotowa. Że mogli poczekać. A jednak, każde z nich pragnęło tych chwil bliskości, każde inicjowało chociaż krótki moment, by pobyć razem. Olivia też wówczas nie wiedziała, czego chciała. Chciała wielu rzeczy. Bliskości. Miłości. Oparcia. Gabriel jej to wszystko przez ten krótki czas dawał. Jej wyjazd przekreślił wszystko, ale przecież nie mogła winić nikogo innego, oprócz siebie. Nie mogła też winić Gabriela, że ruszył dalej, zostawiając za sobą miniony rok. Przecież miał prawo, by budować swoje życie tak, jak chciał. Niemniej jednak, kiedy stała przed Naomi, czuła złość. Taka najprawdziwsza złość na siebie. Bo dotarło do niej, jak wiele zaprzepaściła.
Jej spojrzenie znów spoczęło na blondynce, której posłała wymowne spojrzenie. Naomi, z zarumienionymi policzkami, hardo na nią spoglądała, co dla Octavii było swego rodzaju wyzwaniem. Nie sądziła, że ta filigranowa blondyneczka będzie aż tak zawzięta od samego początku. Fascynujące. Octavia uśmiechnęła się delikatnie, kiedy Gabriel wypowiedział jej imię. Głos ten dźwięczał jej w głowie, ale w żadnej sposób nie było to natrętne. Ogromnie za tym tęskniła, choć nie miała zamiaru o tym wspominać. Zauważyła jego spojrzenie. On wiedział, że jej powrót nie zwiastuje nic dobrego. Że jego świat zatrząsł się niebezpiecznie, a on znalazł się w miejscu, w którym na pewno nie chciał być. Że wróciły wspomnienia i znowu otworzyły się dawno zamknięte drzwi. I nie wiedział, co zrobić, choć usilnie starał się, by nie dać tego po sobie poznać. Znali siebie jednak na tyle dobrze, że wystarczyło jedno spojrzenie Octavii i ona już wiedziała. Gra się rozpoczęła. — Będziemy się raczej często spotykać, Naomi — powiedziała, odgarniając kosmyk ciemnych włosów za ucho. Blondynka posłała jej spojrzenie, Octavia zaśmiała się w duchu kpiąco, bo przecież to w żaden sposób jej nie przestraszyło. — Więc, nowa gwiazdo mojej mamy. Jak współpraca z nią? Eva bywa bardzo… zaborcza. Jeśli chcesz, mogę Ci sprzedać kilka tipów, jak ją podejść. Praca z nią jest wtedy o wiele łatwiejsza i przyjemniejsza — powiedziała, uśmiechając się przy tym. Ten uśmiech ani trochę nie byl szczery, każdy z nich o tym wiedział. Octavia zwróciła uwagę na gest Naomi, którym to blondynka obdarowała Gabriela, splatając ich dłonie razem. Dla podkreślenia sytuacji, że to ona jest na pozycji wygranej. Octavia ugryzła się w język, powstrzymując przed niepotrzebnym komentarzem, który mógłby wywołać burzę. A nie tego chciała. Jeszcze nie teraz. — Spokojnie skarbie. Nie zabiorę Ci go. Było, minęło — powiedziała, wzruszając przy tym ramionami. Spojrzenie jej ciemnych oczu spoczęło na Gabrielu. Czekała na jakiś jego krok. Gest. Cokolwiek. — Wiesz dobrze, że lubię zamieszanie. Dzięki temu jest dużo ciekawiej — odpowiedziała na jego słowa, uśmiechając się. O.
[Hej, Gabs! Mam nadzieję, że przy okazji jakiegoś wątku grupowego uda nam się w końcu ustalić, czy chłopaki spaliły ten jacht, czy też nie. Chociaż nie wiem, ta historia owianego tajemnicą jachciku chyba mi pasuje :D Dobrze Was widzieć z powrotem, miłej (bądź nie — przynajmniej dla naszych postaci) zabawy!]
[ Po pierwsze... proszę zostawić biedny jacht w spokoju... 👀 Po drugie ten pomysł chodził za mną i mnie prześladował jak tylko postawiliśmy krzyżyk na Jacku. Tak więc jest z powrotem, choć nie będzie się chwalił swoim "zmartwychwstaniem" ochoczo ;) ]
Na każdym z nich tamten rok odbił swoje piętno. Byli naznaczeni tamtym dniem już do końca swoich dni. W ich głowach na zawsze wrył się ten jeden obraz, którego mieli nigdy nie zapomnieć. Octavia skutecznie zamknęła za sobą tamten dzień, upychając wszystkie te złe wspomnienia daleko, w głębi siebie. Nie rozpamiętywała, nie chcąc rozdrapywać ran, które niedawno co dopiero się zamknęły. Nie było sensu tak siebie katować. Nie była to jej wina. Tylko Jacksona. To były konsekwencje jego zachowania. Tamten dzień i tamto pożegnanie, które pamiętała jak przez mgłę, było też zupełnie inne, jak pożegnanie Alessi. Te dwie rzeczy odcisnęły na niej zupełnie inne piętno. Wiedziała, że źle postąpiła. Że powinna zostawić mu jakąś wiadomość, choć krótkie wyjaśnienie swojego zachowania, żeby zrozumiał, w jakim momencie wtedy się znajdowała i co się w niej działo. Jak wielki chaos zapanował w jej życiu, którego ona sama nie potrafiła ogarnąć. I to nie było tak, że nic dla niej nie znaczyły te chwile, które spędzili razem oraz to uczucie, które gdzieś tam kiełkowało. To były miłe i intensywne momenty, które Octavia rozpamiętywała potem bardzo długo. Prawda była taka, że Octavia bez żadnego strachu, rościła sobie prawa do wielu rzeczy, ludzi jak widać też. I tak, zraniła Gabriela, wiedziała też, że w tym momencie jest na przegranej pozycji, ale ta myśl się jej nie podobała. Nie pasowała do niej. Spojrzała hardo na Naomi, robiąc krok w jej stronę. Przyjrzała się z uwagą jej rysom. Kształtnym ustom, delikatnie różowym policzkom, zgrabnemu nosowi i w końcu spojrzała jej prosto w oczy. Zdziwiła się, widząc tą wolę walki. Uśmiechnęła się, ale nie był to miły uśmiech. — Mmm… to będzie ciekawa znajomość — mówiąc to, uniosła palcem jej podbródek, zmuszając Naomi, by spojrzała prosto w oczy Octavii. — Uważaj skarbie, grunt jest grząski. Wiele osób nie dało rady — powiedziała z uśmiechem. Odsunęła się, jakby znudzona tą rozmową i sama osobą Naomi. Śmieszyło ją to, że aż tak daje jej znać, gdzie nie może przekroczyć granicy. To było naprawdę bardzo zabawnej Słysząc słowa Gabriela, zaśmiała się cicho. Miał cholerna rację. Uwielbiała szum i zamieszanie wokół własnej osoby. Uwielbiała, jak spojrzenia były skierowane na nią. — kiedyś Ci nie przeszkadzało te zamieszanie. Sam je lubiłeś. Jak się zacznę nudzić, znajdę sobie zabawę, żeby się nieco rozerwać — powiedziała, upijając łyk drinka. Zrobiła krok w tył, przyglądając się obojgu. — Jesteście uroczy, naprawdę — skwitowała. Było w jej tonie głosu nieco ironii. — Nie przeszkadzam wam. Bawcie się dobrze, jeszcze wiele chwil, kiedy na pewno się spotkamy — powiedziała. Posłała Gabrielowi spojrzenie i uśmiechnęła się. Coś czuła, że tego wieczoru będzie gościć w jego głowie, zamiast Naomi.
Kiedy zobaczyła Gabriela w towarzystwie Naomi, poczuła ukłucie zazdrości. Mocne. Takie, którego nie czuła już od dawna. I nie, nie podobało jej się to ani trochę. Ta blondynka nie podobała jej się ani trochę. I tak, była samolubna, zawsze taka była. Rościła sobie prawo do wielu rzeczy, jak i ludzi. Gabriel, niestety, był jedną z tych osób, które Octavia traktowała jako swoje, nawet jeśli minął ogrom czasu. Wiedziała, że powinna pozwolić mu odejść i zacząć wszystko na nowo, być szczęśliwym. Przecież chciała dla niego tego szczęścia… no właśnie, chciała, ale pomiędzy to wszystko wkradła się zazdrość. Naomi jej nie znała. Wykonywała kroki i gesty, które jeszcze bardziej Octavie denerwowały i sprawiały, że z ogromną chęcią chciała to wszystko jeszcze bardziej zniszczyć. Była jak powolnie powstające tornado, które z każdą sekundą przybiera na sile. Naomi nie wiedziała, bo niby skąd miała to wiedzieć, z kim zadziera. Mogła słyszeć o niej plotki, na pewno słyszała. Mogła na ich podstawie wyrobić sobie o niej zdanie i na pewno wyrobiła, ale to Octavia też miała gdzieś. Uśmiechnęła się zadziornie, kiedy blondynka chwyciła ją za nadgarstek i wręcz wysyczala słowa w jej stronę. To było doprawdy zabawne. — Skarbie, nie testuj mnie. Pamiętaj, Ty dopiero zaczynasz, Twoja pozycja nie jest jeszcze zbyt mocna. Z łatwością możesz zlecieć z planszy. I uwierz mi, może to się stać, bardzo, bardzo szybko. Tak szybko, jak Twoja śliczna buźka zaczęła być znana, tak szybko ludzie mogą o Tobie zapomnieć — zabrzmiało to jak groźba i obietnica w jednym, ale tak właśnie było. Octavia mogła zrobić wszystko, byleby kariera Naomi nie nabrała tempa. — Więc lepiej nie wychodź przed szereg. Bądź grzeczna, to Ci odpuszczę — powiedziała z uśmiechem.
Potem odeszła, pozostawiając ich samych sobie, bez żadnych odpowiedzi. Nie miała na to ochoty. Nie miała ochoty się z nimi bawić, na tamten moment. Skupiła się więc na nadrobieniu tego, co zabrakło w ostatnim roku. Skupiła się na ludziach, których znała, a którzy byli widocznie zadowoleni z jej powrotu. Na nadrobieniu wszystkich plotek i ważnych wydarzeń, które ją ominęły. A później zrobiła coś, czego raczej nie powinna robić, choć prawda była taka, że uwielbiała robić sobie samej na złość. — Ludzie się zmieniają, Octavia — rzuciła w jego stronę, wywracając przy tym oczami. Podeszła te kilka kroków, stając tuż obok. Spojrzała na miasto, które było skąpane w świetle ulicznych latarni. Była już późna noc, ale Nowy Jork żył nadal swoim rytmem, który od lat się nie zmieniał. — I naprawdę, ona Cię kręci, Gab? — zapytała, odwracając głowę w jego stronę. — Przecież gdyby nie to, że nagle świat o niej usłyszał, w życiu nie zwróciłbyś na nią uwagi. Wasze drogi nigdy by się nie przecięły — dodała, pochylając się. Odebrała od niego skręta. Bezczelnie, z tym samym uśmiechem co kiedyś. Zaciągnęła się mocno. Brakowało jej tego. — Wiem, że moje przeprosiny raczej nie wystarczą, ale naprawdę, wtedy nie mogłam inaczej postąpić — powiedziała, zmieniając temat z Naomi na ten, który tak bardzo chciała uniknąć.
Kiedy wychodziła na balkon, zrobiła to specjalnie. Tak samo jak to, że się tu w ogóle pojawiła. Mogła zrobić to zupełnie inaczej, zachować się też nie tak, jak teraz ale ta złość i swego rodzaju zazdrość buzowała jej pod skórą. Jakby w jej środku znalazło się tysiące robaków, brudnych i wyglądających. Brudnych jak ona sama w tym momencie. Bo nie mogła inaczej siebie określić. Mogła rozegrać to inaczej. Poprosić o spotkanie, sam na sam. Wyjaśnić wszystko, powiedzieć całą prawdę, której tak bardzo bała się rok temu. Spojrzała na Gabriela. Długo i uważnie, lustrując jego twarz, która tak dobrze znała. Która wracała do niej we wspomnieniach. Spierdoliła - miał tu stuprocentową rację. Ale czy gdyby powiedziała mu wtedy wszystko, że sobie nie radzi, że musi wyjechać, że po prostu potrzebuje przestrzeni i czasu, by odnaleźć sama siebie po tym wszystkim, czy czekałby na nią? Czy gdyby na przykład została, to w pewnym momencie by się to wszystko nie zepsuło? Tego nie wiedzieli. Gdy Gabriel się do niej zbliżył i chwycił kosmyk jej włosów, uniosła w górę jedną brew. — Dobrze oboje wiemy, że takim jak my, ciężko przychodzą zmiany — rzuciła. Taka była prawda. Tacy jak oni ciężko się zmieniają. A jednak, po tych wszystkich wydarzeniach, po tych dwunastu miesiącach ciszy i braku jakichkolwiek relacji, zmienili się. Może nie było tego widać u niektórych na pierwszy rzut oka, ale na pewno zaszły w nich wszystkich jakieś zmiany. Większe lub mniejsze. Mruknęła, albo też prychnęła. Sama nie umiała określić, czym ten dźwięk był. Rozbawił ją, kiedy starał się brzmieć tak, jakby ta rozmowa go nudziła. Jakby jej powrót w ogóle nie zrobił na nim wrażenia. Ale oboje chyba znaleźli się w pułapce, choć jeszcze nikt nie chciał się do tego przyznać. — Oh Gab… — mruknęła, uśmiechając się. Kiedy się odsunął, przez chwilę stała w miejscu, dopaliła skręta, i dopiero później zbliżyła się do niego. — Oboje wiemy, że już tu jestem. Weszłam Ci do głowy, a Ty zamiast się temu sprzeciwić, pozwoliłeś na to. Pozwoliłeś na to w pierwszej sekundzie, kiedy tylko mnie zobaczyłeś — powiedziała z uśmiechem. Mógł mówić wiele, wypierać się na wszystkie sposoby, ale ona wiedziała, tak po prostu. — Czekaj, jak to było jeszcze chwilę temu. I've dreamt about you nearly every night this week — zacytowała, spoglądając na niego wyzywająco. — Chyba raczej nie myślałeś o niej — mruknęła, odsuwając się. — Będę grzeczna. Obiecuję, że Twoja blondyneczka zrobi zawrotną karierę. Zachłyśnie się nią, jak każda inna. Z radością będę na to patrzeć, ciekawa, jak wszystko się skończy. Miłego wieczoru, Gab. Uciekam, bo Twoja miłość chyba nas zauważyła. Przekaż jej, że nie mogę się doczekać następnego spotkania. Będę w przyszłym tygodniu na próbie — mówiąc to, uśmiechnęła się w jego stronę, po czym ruszyła w stronę wyjścia z balkonu. — Jest Twój, skarbie. Dbaj o niego — mijając Naomi, puściła jej oczko, po czym szybko oddaliła się, znikając w gronie znajomych. Całe to spotkanie było dość ciekawe. Czuła się tak, jakby ktoś zaprosił ją do gry, a ona z wielką ochotą przystała na propozycję rozegrania rundy, nawet jeśli zasady były nieco niejasne. Oj, oj 🤭
[Ach, kurczaczki, jakoś mnie te powroty wszystkich nostalgicznie nastrajają, czuję się jak na zlocie absolwentów czy coś :D Gabs się widział z Minsoo na tej samej imprezce, na której Jack kopnął w kalendarz (wszystkich w tyłek raczej...), więc tam mógł Ci mignąć, ale faktycznie, właśnie wtedy już przestawał być tym kochanym chłopaczkiem, a musisz mi uwierzyć na słowo, iż kiedyś nim był! Mam pociąg do ciągnięcia moich postaci na dno <3 Będziemy się bawić bardzo niegrzecznie i mam nadzieję, że chłopaki już niedługo będą mieli szansę znów się spotkać przy równie niegrzecznej okazji :>]
Gdy otrzymał telefon od matki, że jego ojciec ma zawał i musi natychmiast wracać do Nowego Jorku, nie brał pod uwagę, że zostanie tam na dłużej niż kilka dni. Kilka dni podczas, których byłby wstanie przemknąć się niepostrzeżenie z lotniska do domu, z domu do szpitala, ze szpitala z powrotem na lotnisko. Nie był przygotowany na to, że jego ojciec pożegna się ze swoim życiem, a jego własne wywróci się do góry nogami jeszcze bardziej, niż uczyniło to rok temu. Bo zniknięcie było proste, nie musiał nikomu patrzeć w oczy, nie musiał słuchać niczyich wyrzutów, lamentów, czy wyzwisk. Szwajcaria, choć była przymusowym przystankiem, okazała się tym czego potrzebował. Dlatego powrót wytrącił go z równowagi, która wciąż była krucha. Jackson nie miał przygotowanych wyjaśnień, nie miał gotowych przeprosin, wymówki którą każdy z łatwością by kupił. Był martwy, a ludziom wracającym zza grobu rzadko kiedy się wybacza. O ile w ogóle. Zdecydowanie umieranie było prostsze, niż mierzenie się z konsekwencjami własnych wyborów. Gdy prasę oficjalnie obiegła informacja o śmierci Roberta Howarda i przejęciu jego pozycji przez jego starszego syna, Jacksona, świat na moment zaczerpnął i przytrzymał oddech… A gdy go wypuścił zaczął się chaos, na który nigdy w pełni nie mógłby się przygotować. Wpierw Octavia. Później Seojun. Ta dwójka dokopała się do niego jako pierwsza i chyba to dało mu do zrozumienia, że kolejne rozmowy chce przeprowadzić nieco bardziej na własnych warunkach. Dlatego też próbował skontaktować się z Gabrielem jako pierwszy. Na jego miejscu pewnie sam uznałby te połączenia za nieśmieszny żart, aczkolwiek on by odebrał i nawtykał temu komuś. Gabriel go zablokował. Wtedy postanowił pojechać i złożyć mu osobistą wizytę. Nie chciało mu się wierzyć, że nie dotarły do niego żadne słuchy, skoro o powrocie spadkobiercy Howarda, grzmiała cała telewizja i pomniejsze szmatławce, jakby dostały pożywkę, która łatwo i szybko napełni ich portfele. Gdy zadzwonił do drzwi, nie wiedział na co liczyć. Dlatego, gdy te w końcu się otworzyły, a Gabe stanął przed nim, po czasie który minął zbyt szybko, Jackson nie wiedział od czego zacząć. Być może dlatego obrał sprawdzony schemat. — Siema, mógłbyś odebrać telefon, uprzedziłbym o wizycie. — zaczął odpychając się od ściany, o którą opierał się ramieniem. Czuł mieszane emocje na widok przyjaciela, o ile wciąż mógł go tak nazywać. Seojun dał mu jasno do zrozumienia, że go nie znosi i choć zawsze był kapryśny, Jack nie wiedział czy kiedykolwiek zdoła odbudować ich znajomość. Gabriel jednak był inny niż Kim. Jackson liczył, że chociaż ta rozmowa przebiegnie w innej atmosferze, aczkolwiek liczył się też z tym, że ktoś w końcu przyłoży mu w twarz, nawet jeśli w najśmielszych snach nie podejmował się stwierdzeń, że którykolwiek z ludzi, których znał w Nowym Jorku, może go szczerze, długo opłakiwać. Przecież byli jacy byli, oddawali się w wir imprez, atrakcji które skutecznie mogły odwrócić uwagę od straty, uciszyć nieprzyjemne mrowienie w sercu. A może tylko on był na tyle zepsuty, by myśleć takimi kategoriami…
Czy było to zabawą? Ona by raczej tak tego nie nazwała. Bardziej wyzwaniem, bo ktoś śmiał wziąć coś, co należało do niej. I to Octavii się zdecydowanie nie podobało. Przychodząc tu nie miała żadnego planu. Wiedziała, że rozegrała to źle, ale tak naprawdę była wkurwiona, na wszystko co się nagle zadziało w jej życiu, krótko po powrocie do Nowego Jorku. I nie wiedziała, naprawdę nie wiedziała, czemu tak bardzo zdenerwował ją fakt, że Gabriel ma dziewczynę. Przecież, gdyby była na jego miejscu, pewnie postąpiłaby dokładnie tak samo. Ruszyła z miejsca, otworzyła się na kogoś nowego. Pozwoliła na miłość. Jednak, świadomość, że to nie ona, że nie ona została wybrana, wkurwial najbardziej. Przyjrzała mu się. Ostatni rok bardzo na nich wpłynął. Na nią, Gabriela, Jacksona, Seojuna. Na wszystkich. Już nie byli tacy sami. Już nigdy nie mieli być. Coś jej mówiło, że ma odpuścić. Pozwolić mu budować to, co zaczął, nie niszczyć tego wszystkiego. A jednak, znaczna część jej nie chciała na to pozwolić. Nie chciała patrzeć na Gabriela u boku Naomi. I to nie tak, że go nie chciała. Chciała go cholernie, bo to właśnie Gabe dał jej namiastkę tego, czego tak uparcie szukała. Uczucia. Stabilności. Emocji i tego swoistego żaru. Wiedziała, że jej wyjazd wszystko zniszczył, ale miała nadzieję, że gdy wróci, sprawy ułożą się zupełnie inaczej. Jego słowa zabolały. Cholernie boleśnie, jakby ktoś wepchnął jej w jej ciało nóż, po czym delikatnie przekręcił ostrze, chcąc wywołać jeszcze większy ból, by się tym delektować. Octavia zaś nie odpowiedziała nic, bo wszystko co między nimi miało być wypowiedziane, już zostało. Tak uważała na tamtą chwilę.
Wiele osób będąc na jej miejscu, zapewne by odpuściła. Zostawiła i dała temu wszystkiemu spokój, ale tak naprawdę to wszystko się nieco skomplikowało. Do tego stopnia, że jedyną rzeczą, o której pomyślała, to było to, aby z kimś ten cały temat przegadać. Bo bądźmy szczerzy, nierzadko ktoś powraca zza grobu. Wiedziała, że weekend Naomi będzie zapracowany. I, że spędzi go poza Nowym Jorkiem. Wykorzystała więc tą okazję, zgarnęła butelkę wina i niewiele myśląc, pojechała do Gabriela, wcześniej wyciągając jego adres od Felixa. Tak jak tamtego wieczoru, kiedy pierwszy raz spotkali się od jej wyjazdu, tak i teraz nie miała planu. Żadnego, zaś w jej głowie myśli zrobiły sobie gonitwę, nie umiejąc ogarnąć tego, co się właśnie działo. Dzwonek do drzwi był irytujący. Głośny, wwiercający się w umysł, a może tylko tam jej się wydawało. Kiedy Gabriel w końcu otworzył drzwi i na nią spojrzał, Octavia przez kilka długich sekund nic nie mówiła. — Château d'Yquem — powiedziała, wciskając mu w ręce butelkę z winem. — Miałam zamiar nie otwierać go w najbliższym czasie, ale okazja, która wręcz, nazwijmy to, zmartwychwstała, jest idealna — powiedziała z ironią w głosie, wchodząc do mieszkania. I w nosie miała to, czy Gabriel chciał ją widzieć czy nie. Teraz nie miał wyboru. Już tu była. — Spokojnie. Nie przyszłam znowu rzucać groźbami na prawo i lewo. Na chwilę obecną pieprzy mnie Twoja Naomi. Sprawy chyba się nieco skomplikowały, co nie, Gabe? O.
Jackson mógł się spodziewać takiej reakcji. Poniekąd właśnie na to był przygotowany. Gniew był prosty, głośny i nieprzewidywalny, ale prosty. Łatwiej było się z nim zmierzyć, aniżeli z rozczarowaniem, czy głębszymi konsekwencjami jego decyzji, tej czy wielu innych wcześniej. Musiał przebrnąć przez ten etap, licząc, że niektóre z jego znajomości przetrwają… jeśli nie to świat również się nie zatrzyma. W pewnym stopniu był z tym pogodzony, a może nawet i tak byłoby lepiej, bo wciąż nie czuł się w pełni gotowym na zmierzenie z tym światem, z którego się wywodził. Światem, w którym jego korzenie sięgały bardzo głęboko. — Okej, zasłużyłem. — Mruknął krzywiąc się po otrzymaniu solidnego ciosu na szczękę. Wyprostował się powoli, rozmasowując uderzone miejsce, przyjmując słowa Gabriela ze spokojem. Kiedyś zapewne taka sytuacja skończyła by się przepychanką, Jackson miał krótki lont i nie zawsze trzeźwo myślał. Unikanie konfliktów nie leżało w jego naturze. Kiedyś. Teraz wolał przekazać wszystko Gabrielowi i dać mu miejsce by sam zdecydował co z tym zrobi. Gdy Cavallaro odsunął się od drzwi i cofnął w głąb mieszkania, Jackson wziął głębszy oddech i podążył w ślad za nim, aż nazbyt dobrze pamiętając ten apartament. Ściany pulsowały od niewyraźnych wspomnień. Gdyby się skupił widziałby co najwyżej rozmazane twarzy, kreskę rozsypaną na stole, drinka trzymanego w dłoni. Słyszałby głośną muzykę, która zagłuszała większość rozmów, na które zwykle nie miał ochoty… Teraz panował tu względny porządek, nie licząc kilku damskich ubrań, które odcinały się na tle tych Gabriela. Mara leżała na kanapie, głowę miała podniesioną, strzygła uszami i uważnie mu się przyglądała, jakby analizowała, czy go zna, czy nie. — Cześć dziewczyno. — rzucił podchodząc do kanapy. Wyciągnął dłoń do suszki, by ją obwąchała i po kilku ruchach nozdrzami jej ogon zaczął energicznie pracować. Zaczęła lizać mu dłoń, a Jackson podrapał ją za uszami z lekkim uśmiechem. Co by się nie działo, pies zawsze cieszył się na widok człowieka. W końcu jednak usiadł obok, łokcie opierając na kolanach, wzrok zatrzymując na Gabrielu. — Nie planowałem tego, okej? — Nie wiedział od czego najlepiej byłoby zacząć, nie miał gotowych wyjaśnień, mógł mówić jedynie to co faktycznie się wydarzyło. — Tamtego wieczora serio przegiąłem. Właściwie to niewiele pamiętam z tego co się działo… kilka rozmazanych twarzy i cholerny zjazd… później obudziłem się w klinice. Ojciec siedział obok, wyglądał tak jakby był na to gotowy od lat i tylko czekał, aż koncertowo wszystko spieprzę. — Nie chciał się tłumaczyć, ale nawet jeśli teraz uważał, że wyszło mu to na dobre, to wcześniej zupełnie się z tym nie zgadzał. — Dał mi dwa wyjścia. Albo wracam tam skąd mnie wyciągnął i mam sobie radzić sam, albo idę na odwyk i odcinam się od wszystkiego. — Dokończył wzruszając ramionami. Każdy kto go znał, wiedział, że Jackson obawiał się jednej rzeczy, utraty swojego statusu. To był jedyny powód dla którego ugiął kark i zaakceptował postawione mu warunki. Nie było w tym nic osobistego, Jackson po prostu pierwszy raz doprowadził się do sytuacji bez wyjścia. Jak się okazało, nawet on miał granice, które kiedyś zdoła przekroczyć.
Oczywiście, że Gabriel nie był rzeczą, a ona nie mogła rościć sobie do niego żadnych praw, ale kiedy widziała go z Naomi, to wszystko w niej wręcz się gotowało ze złości. Czy się buntowała? W jakimś stopniu na pewno. I naprawdę, wiedziała, że mogła odpuścić, ale nie potrafiła. Zbyt wiele ich łączyło. Zbyt blisko siebie byli, żeby tak łatwo o tym wszystkim zapomnieć. I tak, to ona wszystko spieprzyła, ale miała nadzieję, że istnieje jakiś cień szansy, że Gabriel jej wybaczy. Na domiar złego, wszystko nagle znowu się pokomplikowało. I to tak, że Octavia miała tą myśl jako ostatnią w głowie. Nie czekała na żadne zaproszenie z jego strony. Weszła do mieszkania pewnym krokiem, rozglądając się po pomieszczeniu. — Całkiem przyjemnie się urządziłeś — stwierdziła, ściągając z ramion skórzaną kurtkę, którą to zaś przewiesiła przez oparcie fotela. Teraz stała przed nim jedynie w czarnej sukience i wysokich szpilkach, i zastanawiała się, co Gabriel o tym wszystkim myśli. Wywróciła oczami, odgarniając włosy na plecy, po czym podeszła do okna, spoglądając za nie. Stukot jej obcasów jeszcze długo odbijał się od ścian, albo to ona miała takie wrażenie. — Co o tym wszystkim myślisz? — zapytała w końcu, odwracając się do Gabriela twarzą. Stał nadal z tą butelką wina, zamiast ją otworzyć. Octavia westchnęła, ruszając szybkim krokiem w jego stronę. W końcu zatrzymała się, tuż przed nim, pałac za szyjkę butelki, jednocześnie też muskając swoją ręką jego dłoń. — Co myślisz o tym skurwielu? O tej całej szopce? — zapytała znów, odwracając się do niego plecami, idąc w stronę kuchni otwartej na salon. Nie pytała, bo uznała, że nie ma po co, po prostu zaczęła otwierać szafki, aż w końcu natrafiła na kieliszki do wina. Wyciągnęła dwa, stawiając je na blacie, a później zaczęła rozglądać się za otwieraczem. — Kiedy do niego przyszłam, nawet nie wyglądał na zaskoczonego. Bardziej na… hm, zmęczonego, że musi mi to wszystko wyjaśnić — sprawnie pozbyła się zabezpieczenia z korka, a później z aż zbyt wielką siłą wbiła śrubę korkociągu w korek. — Winę zwalił na swojego pieprzonego ojca, mam nadzieję, że facet smaży się w piekle — powiedziała, odkorkowując butelkę i rozlewając alkohol do kieliszków. Kiedy to już miała za sobą, wzięła je do ręki i znów podeszła do Gabriela, stając przed nim. Nawet w tych cholernych szpilkach musiała unieść głowę, by na niego spojrzeć. — Więc nie ja mam problem, tylko Ty też. Widzę, że jesteś na niego wkurwiony, jak jeszcze nigdy — mówiąc to, wsunęła mu w dłoń kieliszek. O.
W momencie, w którym Gabe powiedział, że to na jego rękach Jackson umierał, coś ciężkiego zawisło mu tuż pod mostkiem. Jackson stał w wygodnej pozycji, nie pamiętał większości z tamtej imprezy, o jej finale nie wspominając. Jego wspomnienia były otoczone gęstą mgłą i choćby bardzo chciał, to nie potrafił przypomnieć sobie co dokładnie wyprawiał. Pewnie nic rozsądnego, jak zwykle. Przygryzł wnętrze policzka. Nigdy nie chciałby trzymać bezwładnego ciała Gabriela, czy Seojuna na rękach. Nigdy nie chciałby przechodzić tego, co on im zgotował. Sęk w tym, że na początku naprawdę był szczerze przekonany, że nie obejdzie ich to tak bardzo jak obeszło. Bo umówmy się, przyjaźnili się, ale byli skurwielami, zwykle mieli wyjebane w ckliwe historyjki i ckliwsze gesty. To nie leżało w ich naturze. — Wiem, że jestem. I przepraszam. — Powiedział rozkładając bezradnie ręce na boki. Nie mógł nic więcej zrobić, jak pokornie przeprosić. Nic, tak właściwie, nie mogło naprawić tej sytuacji. Mógł z nim porozmawiać, przedstawić swoje położenie i punkt widzenia i czekać cierpliwie, aż Gabe i inni mu wybaczą. Lub nie. Na taką możliwość też był gotowy. Nie oczekiwał i chyba nie chciał, by wszystko było jak dawniej. W Szwajcarii miał bardzo dużo czasu na przemyślenia, które pierwszy raz od dawna, przychodziły do niego, gdy był zupełnie czysty, bez grama otumaniającego narkotyku, czy alkoholu w krwiobiegu. Dopiero tam zobaczył, że jego problemy sięgały głębiej niż chciał przyznać. W Nowym Jorku był na fali, w ciągu którego praktycznie nie przerywał, więc nie odczuwał tego jak duży ma kłopot z uzależnieniem i własnymi emocjami. Zranił przez to wiele osób, ale tego już nie cofnie. — I jak to się skończyło? Nigdy więcej nic nie wziąłeś? Nie wróciłeś nigdy więcej z nami na imprezę? Nie odleciałeś? — Wyliczał, dobrze wiedząc jak to było z Gabrielem i jego ojcem. Pamiętał moment, w którym Gabe zniknął z Nowego Jorku. W ich grupie nie było osoby, która nie powinna wylądować na odwyku. Mało kto jednak potrafił się do tego przyznać. — Gdybym tam siedział i wiedział, że wiecie, że mam się dobrze, to po prostu bym to przeczekał, a po powrocie wszystko wróciłoby na stare tory. Gdy moje życie tutaj zostało wymazane… — wzruszył ramionami — chyba po prostu próbowałem tam je poukładać na nowo. I lubię to kim się stałem, nie oczekuję, że to zrozumiesz. — dokończył. Zerknął na Gabriela, na napięte mięśnie pod skórą, na wzrok, który wbity miał w punkt przed sobą. Naprawdę potraktował go łaskawie, wymierzając tylko jeden cios i dając mu opowiedzieć swoją wersję wydarzeń. — Wiem, że to nie jest łatwe, to co zrobiłem. I nie musisz przyjmować moich przeprosin… tak właściwie wróciłem tylko przez ojca, by zająć się sprawami firmy. — Przyznał, teraz mógł grać jedynie w otwarte karty. Nie planował udawać, że nagle naszła go skrucha nie do wytrzymania i przyjechał ich błagać o wybaczenie. Gdyby nie obowiązki nadal siedziałby w Szwajcarii, daleko poza jego wiedzą. I może tak byłoby łatwiej, ale teraz nie było już możliwości ucieczki przed życiem.
Jeszcze tego samego wieczoru, kiedy opuściła mieszkanie Felixa, obiecała sobie, że da Gabrielowi spokój. Że naprawdę, należy mu się szczęście po tym wszystkim, nawet jeśli ta cała Naomi jej się nie podobała w każdym calu. Chcieli być szczęśliwi, a ona nie powinna im tego szczęścia niszczyć. Jednak jakaś część jej była cholernie zazdrosna i wkurwiona na to, że rok temu wyjechała, zostawiając za sobą wszystko i paląc tym samym mosty. Był jedną z nielicznych osób, z którymi mogła o tym wszystkim porozmawiać, choć wiedziała, że Gabriel raczej nie będzie chętny do tego, żeby przebywać z nią w jednym pomieszczeniu dłużej, niż kilka minut. Cała ta sytuacja była popierdolona, wyrwana rodem z jakiejś taniej, brazylijskiej telenoweli, bo tam też postacie uwielbiały umierać, a potem wracać do żywych, jakby nigdy nic. Spojrzała na Gabriela, uważnie lustrując jego twarz, jakby chciała w nim dojrzeć jakąś zmianę. I taka zaszła, nie tylko w nim, ale również w niej i każdym, kto rok temu brał udział w tych wydarzeniach. — Punkt dla Ciebie — powiedziała, kiedy wspomniał, że jego wkurwienie nie jest jej zmartwieniem. Bo w sumie nie było. Później odeszła, opierając się łokciami o kuchenną wyspę. Westchnęła głośno, na moment ukrywając twarz w dłoniach. — Ja tak naprawdę nie mam z kim k tym teraz porozmawiać, Gabriel — wyznała. — Moi rodzice uważają, że najlepiej byłoby gdybym ruszyła do przodu. Dlatego… dlatego rok temu wyjechałam, żeby to wszystko ogarnąć w głowie. Byłam we Francji, przez pół roku byłam na terapii. Starałam się to wszystko poukładać. Każdego dnia, siedząc tam zastanawiałam się nad wszystkim. Jak wyglądałoby moje życie, gdyby nie ta sytuacja. Czy by nam wyszło? Czy jednak to nie byłoby to? Każdego dnia chciałam coś napisać, ale tak naprawdę nie wiedziałam co. Więc wolałam milczeć — powiedziała, wzruszając przy tym ramionami. Obróciła kieliszek na blacie, spoglądając na czerwony płyn w środku. — i tak, masz rację. Bo mam problem i nie wiem co z tym zrobić. Jak mam jej to wszystko wytłumaczyć? A może nadal utwierdzać ją w przekonaniu, że taty nie ma? Nie wiem — powiedziała, spoglądając na niego. Pierwszy raz od roku była tak szczera, choć wiedziała, że w tym momencie ta jej szczerość niewiele da. Bo po co mu ona była? O.
Jeszcze kilka godzin temu zakładała, że ta noc będzie należała do jednych z tych nudnych, o których chciałaby szybko zapomnieć. Wymazać z pamięci, że w ogóle wpadła na pomysł, żeby tam pójść. Teraz jednak było zupełnie inaczej. To była jedna z tych nocy, które Octavia chciała zapamiętać na długo. Do których chciała wracać wspomnieniami, nie patrząc jaka była pora. I w końcu, to była ta noc, kiedy zrozumiała, jak bardzo jej życie było pokrętne. Jak wiele błędów popełniła, gdyby wcześniej zrozumiała pewne sprawy. Dzisiejsza noc nie była błędem. Tak samo jak wiele poprzednich. Inni mogli tak powiedzieć, ale nie Octavia wiedziała, że to nie był żaden błąd. Tak miało być, oboje o tym wiedzieli w momencie, kiedy znaleźli się na parkingu podczas imprezy. I tak, nie miała też zamiaru się zastanawiać nad tym, co będzie potem. Tą decyzję zostawiła Gabrielowi. Nawet by nie czuła złości, gdyby stwierdził, że był to jednorazowy wyskok z jego strony. Wciąż jednak, z każdym jego dotykiem czuła, że on również już wiedział. To nie był wyskok. To nie była chęć sprawdzenia, czy coś jeszcze między nimi było. Kiedy na niego patrzyła, czuła to. Tą dziwną więź, która połączyła ich kilka lat temu. Już wtedy to było dla niej coś niesamowitego. On był dla niej niesamowity, i mimo upływu lat to się nie zmieniło. Pamiętała każdą ich wspólną chwilę. Dobrą czy złą, to nie miało znaczenia, bo każdą dzieliła z nim. Gabriel był jej pierwszym i chciała, tak naprawdę, aby był jej ostatnim. Chciała nadal tworzyć z nim ich wspólną historię. Iść wspólnie przed siebie. Nie potrzebowała, by łączyło ich coś pokręconego, bo takich sytuacji w życiu miała już wystarczająco. Chciała spokoju, pierwszy raz w życiu. Chciała na spokojnie układać swoją przyszłość. Zbudować coś trwałego, a nie tylko znaleźć odrobinę zabawy. Chciała stworzyć dom. Jeszcze jakiś czas temu sądziła, że to wszystko wydarzy się u boku innego mężczyzny, ale przekonała się, że jego słowa były tylko obietnicą, którą chciała usłyszeć. Były rzucone na wiatr, a kiedy zaczął on przybierać na sile, odleciały daleko, a Octavia nie widziała po pewnym czasie sensu w tym, by ich ciągle szukać i czekać na lepsze czasy. Pozwoliła sobie w końcu na to, by być szczęśliwa. Tak prawdziwie.
Ciepły oddech Gabriela drażnił przyjemnie jej rozgrzaną skórę. To było to, czego jej brakowało. Małe gesty, na które u innych nie zwróciłaby uwagi, u niego powodowały, że jej ciało wręcz krzyczało, że chce więcej. Słyszała jego urywany oddech, czuła delikatne drżenie mięśni, kiedy śmiało przesuwała rękami po ciele bruneta. Był przy niej, a ona nadal nie mogła uwierzyć, że to prawda. Nie przeszkadzała jej cisza. Była ona wręcz potrzebna w tym momencie, by każde z nich mogło się zebrać w sobie, nieco ochłonąć i nabrać sił, bo Octavia wiedziała, że to jeszcze nie koniec. że ta noc zakończy się zupełnie inaczej, a poranek rozpocznie zapewne w lekkim chaosie. Nie miała zamiaru rozpoczynać teraz tego tematu, ale wiedziała, że nazajutrz pewnie rozpęta się małe piekło, kiedy ktoś w końcu połączy kropki i dojdzie do tego, gdzie oboje spędzili noc. — Nie narzekaj. Podobało Ci się — powiedziała rozbawiona. Wiedziała, że mu się podobało i poddałby się kolejny raz, gdyby Octavia znów zaczęła. I mogła to zrobić, ale postanowiła, że tym razem mu odpuści. Westchnęła cicho, z nieukrywaną satysfakcją, kiedy dłoń Gabriela błądziła po jej ciele. Kiedy dotykał jej piersi, zahaczał o sutki, kiedy ustami przywierał do jej skóry. Powodował, że szumiało jej w głowie, ale tak przyjemnie. — Obiecuję być już grzeczna. Nawet na mały paluszek — przyrzekła, choć nie wyciągnęła przed siebie dłoni. Zamiast tego odnalazła dłoń Gabriela, łapiąc go za mały palec. — O widzisz? Obietnica przypieczętowana.
Ta chwila była tylko dla nich. W tym momencie wszystko było idealnie, i Octavia nic by nie zmieniła. Nie obchodziło ją nic, poza Gabrielem, co też chciała mu pokazać. Musnęła delikatnie jego ramię, później szyję. Pachniał tak, jak go zapamiętała. Jego skóra nadal miała tą samą miękkość. A on teraz był tylko jej. kiedy się odsunął, z lubością spojrzała na jego ciało. Wysportowane, pokryte tatuażami, po prostu piękne jak zawsze. Chciała coś powiedzieć, ale kiedy Gabriel pozbył się swoich spodni, złapał ją mocno i pewnie, sprawiając, że odruchowo oplotła go nogami wokół bioder. Ich usta znów odnalazły do siebie drogę, bez najmniejszego problemu. Z jasnej łazienki nagle znaleźli się w zaciemnionej sypialni. Ten jeden pokój nie był pokryty jasnymi barwami. Panowały tu ciemne brązy, grube zasłony i minimalistyczny styl. Opadła na łóżko, czując pod plecami chłód pościeli. Miękki, satynowy materiał skutecznie orzeźwiał jej rozpalone ciało. Spojrzała na Gabriela, gdy znalazł się tuż nad nią. Dłonie Octavii odruchowo znów zaczęły błądzić po jego ciele. Równie gorącym, co jej. ciemne spojrzenie brunetki spoczęło na Włochu. Spoglądała na niego z uwagą, kiedy wypowiadał te wszystkie słowa, które w tym momencie znaczyły dla niej tak wiele. Jakby była to swego rodzaju obietnica, że już wszystko będzie dobrze. — Zawsze byłam Twoja — powiedziała równie cicho, odgarniając kosmyk jego włosów. — Chcę być Twoją zawsze, Gabriel. Nie tylko dzisiaj. Pozwól mi na to — poprosiła, unosząc się nieco na łokciu. — A Ty bądź mój. Zawsze — powiedziała, muskając delikatnie jego usta.
Octavia nie chciała deklaracji czy jakiś wyniosłych słów, że to będzie już na zawsze. Że kolejne dni będzie się budzić i zasypiać przy Gabrielu. Że będą jeść wspólnie śniadania, wieczorem oglądać filmy lub po prostu spędzali czas w ciszy. Że noce będą wypełnione cichymi westchnieniami z ich stron, usta będą odnajdywały do siebie drogę w każdej wolnej chwili. Nie chciała tego, bo najzwyczajniej w świecie wiedziała, że te zbliżenie nie powinno mieć miejsca, że oni nie powinni się zdarzyć. A jednak, ich uczucie było tak pokręcone i tak chaotyczne, że potrafili zaskoczyć samych siebie. Nie myślała o jutrze. O tym, jak to będzie wyglądać, czy oboje będą w jakiś sposób przestraszeni tym, co zrobili czy zupełnie inaczej - nie będą się przejmować i postawią wszystko na jedną kartę. Octavia była w stanie to zrobić. Postawić wszystko na tą jedną kartę, zignorować słowa i spojrzenia innych. Była w stanie zrobić dla Gabriela wszystko. To wszystko nigdy nie powinno się kończyć Rok temu popełniła ogromny błąd, który wydawałoby się, że już nigdy nie naprawi. Teraz jednak czuła rosnącą nadzieje, że wszystko skończy się dobrze. Tak, jak powinno się skończyć. Spojrzała na Gabriela, w jego błyszczące w półmroku oczy. Złapała się na tym, jak ogromnie tęskniła za tym, kiedy na nią spoglądał. Tylko on potrafił na nią tak patrzeć. Tylko on potrafił całować ją tak, jak nikt inny. Tylko on potrafił doprowadzić ją do dreszczy, o których pamiętała jeszcze długo. — Zawsze składam poważne obietnice. Nawet, jak ktoś jest naćpany — zaśmiała się. W końcu sama też nie była trzeźwa. Też złamała obietnicę daną samej sobie, ale znów postanowiła, że to był ostatni raz. Nie chciała ciągle chodzić naćpana, nie chciała by życie przepływało jej przez palce. Chciała pamiętać wszystko. Być trzeźwa. Przeżywać życie jak inni.
Może Plotkara zrobiła im jakąś przysługę. Pchnęła w swoje ramiona, choć może była tego nieświadoma. I chyba oboje się z tego cieszyli, że udało im się wyrwać z hotelu, zostawić za sobą całe towarzystwo. Spędzić ten czas tylko we dwoje i nadrobić to, o czym myśleli, że już nigdy się nie zdarzy. Pocałunek był długi i należący do znacznie spokojniejszych, niż te sprzed kilku chwil. Jakby nagle oboje doszli do tego, że cała ta sytuacja jest prawdziwa i nie muszą nigdzie się spieszyć. Bo przecież nikt im nagle nie przerwie. Nie wpadnie niespodziewanie do mieszkania, nie przerwie tej bliskości, której z lubością się oddawali. Przesunęła ręką najpierw po ramieniu Gabriela, w końcu zatrzymując ją na jego plecach. Gładziła delikatnie ciepłą skórę, drażniąc ją paznokciami. Nabierała sił, choć pod skórą czuła mrowienie niecierpliwości, które powoli się nasilało. To, że był jej wiedziała od dawna. Gdzieś kiedyś dotarło to do niej, ale Octavia zepchnęła tę myśl gdzieś w głąb siebie. Ciągle szukała czegoś, choć sama nie wiedziała co tak naprawdę chciała. Chciała miłości. Takiej, jakiej mieli jej rodzice. Chciała szacunku, uczucia, ciągłych spojrzeń, które elektryzowały. Chciała wspólnych poranków i wieczorów. Weekendów we dwoje, randek, które wplątałoby się między codzienne sprawy. Chciała dzielić z kimś życie i się zestarzeć z kimś u boku. Kiedyś błędnie myślała, że to może być Jack. Teraz chciała, aby to był Gabriel. Najpierw musnęła delikatnie jego ramię, nim spojrzała mu ponownie w oczy. Mogła mu powiedzieć tak wiele słów, ale teraz chyba nie były one najważniejsze. — Głupki z nas, wiesz? Idioci. Ale zawsze potrafimy się odnaleźć — stwierdziła, śmiejąc się przy tym cicho. — Musimy chyba w końcu zostać przy tym, że jesteśmy dla siebie, hm? Ale wiesz, nie rozmawiajmy o tym teraz. Porozmawiajmy o tym, kiedy będziemy gotowi — powiedziała, przeczesując włosy Gabriela. Ta noc była impulsem. Iskrą, która na nowo rozpaliła ten ogień między nimi, gdy oboje myśleli, że już wszystko zgaszone. Gdzieś jednak nadal tliła się jakaś iskra, która na nowo ożyła. Następny dzień był jedna wielką niewiadomą. Gdzieś wisiało widmo poważnej rozmowy, być może ustalenia wszystkiego albo zwykłego pożegnania się, chociaż tego drugiego Octavia tak naprawdę nie brała pod uwagę. Teraz było właśnie tak, jak powinno. Jak oboje chcieli. All this time I didn't know that you were holding all the keys to my heart.
Mogli odłożyć tą rozmowę na jutro, pojutrze, za tydzień lub nawet nigdy jej nie rozpoczynać. Jedno było pewne, nie mieli zamiaru trzymać się od siebie z daleka. Bo gdyby między nią a Gabrielem chciała wkraść się jakaś niepewność, już dawno by to zrobiła, a oni na pewno nie zdecydowaliby się spędzić tej nocy wspólnie. Każde poszłoby w swoją stronę. I tak chyba właśnie miało być. Chyba potrzebowali tych wszystkich lat, żeby znaleźć do siebie drogę. Może mieli poznać życie, by zrozumieć, że nie mogą być z kimś innym u boku. Było tak wiele rzeczy, które jeszcze na nich czekało. Ona też to czuła, jakby coś w końcu kliknęło. Brakujący puzzel wskoczył na swoje miejsce, w obrazku nic nie brakowało. Kliknęło. Tak po prostu. — Jest jeszcze kilka innych, równie wiążących — mruknęła rozbawiona. Czuła przyjemny chaos w głowie i ciele. Kokaina pewnie jeszcze krążyła po jej ciele, tak samo jak wypity alkohol. Nie czuła się jednak źle. Czuła się dobrze, ale to też było spowodowane tym, że Gabriel był przy niej. Dla niej to miała być pierwsza i ostatnia noc, kiedy coś wzięła. Już po prostu tego nie potrzebowała. Ten jeden raz był chyba po prostu ze stresu i wkurwienia, które wtedy jej towarzyszyły. Nie myślała o tym, jak udało jej się wydostać z hotelu. Po prostu wyjechała i tyle. Nie zastanawiała się, czy aby na pewno to była pomyłka czy przypadek. Wiedziała, że w tamtym momencie nie chciała już być w hotelu. Nie chciała oglądać twarzy tych wszystkich ludzi, siedzieć z nimi przy jednym stole. Nie pasowała tam już. Pozwoliła sobie na kilka krótkich pocałunków, które złożyła na ciele Gabriela. Świadomość, że nigdzie nie muszą się spieszyć była wyzwalająca. — I już zostanę — szepnęła w jego skórę. — Koniec uciekania — obiecała następnie. Chwilę później usta Gabriela znów znalazły się na jej skórze, a on składał leniwe pocałunki, nigdzie się nie spiesząc. Westchnęła, przymykając delikatnie oczy. Czuła, jak mrowi ją skóra, kiedy on znów całował jej ciało. Kiedy zmienił ich pozycję, Octavia z uśmiechem spojrzała na Gabriela, który teraz leżał pod nią. Jego uścisk na jej biodrach powodował, że czuła narastające pragnienie. — Wyglądasz tak… bezbronnie — mruknęła z rozbawieniem, specjalnie poruszając swoimi biodrami. Nachyliła się w jego stronę, opierając ręce po obu stronach jego głowy. Mogła zrobić z nim wszystko. Doprowadzić go do szaleństwa. I robiła to, czuła wyraźnie, jak jego ciało odpowiada na jej zachęty. — Jakbyś czekał na to, co się stanie — powiedziała, muskając usta Gabriela. — Cały mój. Niecierpliwy — dodała, zsuwając się nieco niżej. Westchnęła znów, bo tak naprawdę również i ona. You are the best thing that's ever been mine
Jego dłonie ją rozpalały. Czuła się tak, jakby ktoś ją podpalił. I może to było śmieszne porównanie, bo przecież podpalenie żywcem nie było zbyt miłym uczuciem, tak tutaj Octavia mogłaby śmiało powiedzieć, że tak chciała płonąć już zawsze. Chciała być jego jedyną, o której będzie myśleć w dzień i w nocy. Do której będzie wracać myślami w najmniej oczekiwanej chwili. A może już była? Może była jego centrum, swego rodzaju gwiazdą, o której nie zapomniał. Kiedy spojrzała na niego, Gabriel mógł wychwycić jej iskrzące spojrzenie. Nie często tak na kogoś spoglądała. Nie często ktoś zawracał jej głowę, tak, jak zrobił to on. Mimo roku, który spędzili osobno, Gabriel ciągle w jakiś sposób był w jej życiu. Obserwowała, jak delikatnie przesuwał po jej ciele, jak badał każdy jego skrawek. Jakby chciał zobaczyć, czy przez ten czas coś się zmieniła. Nadal była taka sama. Miała gładką, aksamitną skórę. Opaloną, przypominającą jeszcze czas spędzony na jachcie, którym pływała przy wybrzeżu Saint-Tropez. Gdzieś w okolicach brzucha mógł wyczuć zabliźnioną bliznę, o której Octavia całkowicie zapomniała. Ot, pamiątka po sfrustrowanym facecie, który dostał kosza. Jej włosy były tak samo miękkie, opadające gęstymi lokami na gołe ciało. Pachniała wanilią i orzechem laskowym, a w głębi gdzieś była wyczuwalna soczysta pomarańcza. Zapach ten był intensywny, słodki i zmysłowy. Osiadał na skórze, pozostając tam na długo i nie pozwalając o sobie zapomnieć. Idealnie więc do Octavii pasował. Ona również nie znikała z pamięci tak szybko, jakby chciała. Pozostawała w umyśle długo, zakorzeniając się w nim. Gabriel był tego przykładem, jak bardzo potrafiła zakręcić w głowie. I szczerze? Podobało jej się to, że pomimo czasu, który ich rozdzielił, nadal była dla niego ważna. Mógł to być zwykły seks. Szybki, bez większych emocji. Mogli to zrobić, by dać upust tylko swojemu pożądaniu, ale zdecydowali, że tym razem będzie inaczej. Intymniej, bardziej emocjonalnie. — Mhm — wymruczała, kiedy torowała sobie pocałunkami drogę po jego ciele. Powoli, niespiesznie. Coraz niżej. — Czy ja słyszę nutę irytacji w Twoim głosie? — zaśmiała się, odrywając na moment od jego skóry i unosząc nieco głowę, by móc spojrzeć na Gabriela. Lubiła brać sprawy w swoje ręce i właśnie w tym momencie miała to zrobić dosłownie. Nie chciała tylko brać, chciała też dawać. Chciała widzieć na twarzy bruneta całą gamę emocji. Chciała mu dać niezapomnianą noc. — Mam dużo pomysłów — powiedziała delikatnie, przesuwając dłońmi po jego podbrzuszu. —Możemy też być niecierpliwi. Nie musimy czekać. Już nie — odparła z uśmiechem. Nim Gabriel zdążył odpowiedzieć, zsunęła się jeszcze niżej, by następnie wsunąć go w siebie. Oboje już wystarczająco długo czekali na tą właśnie chwilę. Jęknęła cicho, znów pochylając się nad Gabrielem. Jej ruchy były spokojne, jednak pewne. Czuła, jakby byli do siebie wręcz idealnie dopasowani. Chwyciła palcami jego podbródek, składając ciepły pocałunek na ustach Włocha, a chwilę potem przesunęła po jego wargach językiem, jakby chcąc go jeszcze bardziej zachęcić. I try to hide it, but I can't erase / The way I feel about you, it me a permanent trace
Ona zaś zatopiła się w tej chwili. Czerpała jak najwięcej, chciała się wręcz zachłysnąć tym, co się właśnie działo. Chciała zapamiętać każdą sekundę, najmniejszy gest, który dawał jej Gabriel albo ona dotykała jego. Nie potrafili z siebie zrezygnować czy też zerwać tą znajomość. Nie, oni nie potrafili odejść i zacząć coś od nowa, bez siebie w pobliżu. Podobał jej się ten impuls. To, że postawili wszystko na jedną kartę, stwierdzili, że jakoś to będzie. I było, było wręcz wspaniale. Tak, jak miało być. Nie chciała wracać do tego, co było kiedyś. Chciała zbudować coś nowego, bez odwracania się i spoglądania, jak to wszystko wyglądało dawniej. Liczyło się tu i teraz. Liczyło się to, aby na nowo zbudowali coś znacznie mocniejszego między sobą. Jego dotyk był delikatny, jak muśnięcie. Mimo wszystko, zapamiętała go bardzo dobrze, delektowała się nim. Wiedziała, że nic nie byłoby w stanie teraz zirytować Gabriela. Chyba nawet to, gdyby zaczęła się z nim droczyć. Po prostu to nie był ten moment. — Oboje długo nie wytrzymamy — stwierdziła. Taka była prawda. Może i oboje chcieli przeciągnąć tą chwilę jak najdłużej, ale prawda była taka, że nie byli w stanie. Octavia czuła wyraźnie, zarówno u siebie jak i u Gabriela, że oboje wystarczająco już odpoczęli. Skupiła się na Gabrielu. Na jego oddechu, który powoli zaczął przyspieszać. Na jego dotyku i napinających się mięśniach, które czuła pod swoimi palcami, gdy przesuwała po jego umięśnionym ciele. Oddała mu się w całości, chcąc tej nocy być tylko jego. I była, czuła to jak nigdy wcześniej. Miał rację, naczekali się już wystarczająco długo i nie było sensu przeciągać tego w nieskończoność. Seks z nim był teraz nieco inny. Bardziej intymny, ale jednak z dużą dawką emocji. Jakby chcieli sobie przekazać dosłownie wszystko to, co siedziało w nich przez ostatni czas. Ruchy były bardziej przemyślane, dostarczające więcej przyjemności. Nie był to szybki numerek, któremu mogli się oddać, by następnie pójść w swoją stronę. Teraz poświęcali się w całości, chcąc w pełni czerpać satysfakcję z tej chwili. Jego ciało przyciągało i hipnotyzowało. Czuła najdrobniejszy dotyk. Czuła, jak mocniej ją do siebie przyciska, kiedy poruszała się na nim rytmicznie, nadając tempa. Całowała go jak nigdy wcześniej. Chaotycznie i namiętnie, powolnie i delikatnie, jakby nie mogąc się zdecydować. Bo w sumie nie potrafiła. Chciała mu oddać wszystko, co się w niej kotłowało. Chciała, by Gabriel zobaczył, że chce zatrzymać w sobie każdą cząstkę tego zbliżenia.
Ostatnią rzeczą, jaką zapamiętała, to było to, że nad nowym Jorkiem wstawał nowy dzień, kiedy opadła zmęczona na miękkie poduszki, tuż obok Gabriela. Zdążyła tylko okryć ich nagie ciała kołdrą, by następnie tylko wtulić się w bruneta i zasnąć, zmęczona całym poprzednim wieczorem, który zakończył się dla nich w zaskakujący sposób. Delikatny dotyk musnął jej skórę, jednak Octavia nie od razu otworzyła oczy. — Mamo — cichy szept dobieg do jej uszu. Mózg jeszcze jakby nie zarejestrował, co się dzieje w danym momencie. Otworzyła jedno oko, spoglądając na Aylę, która stała tuż obok niej, opierając się łokciami o łóżko. Octavia uniosła się delikatnie na łokciach, odwracając głowę w stronę Gabriela, który jeszcze spał. — To Twój chłopak? — Ay z zaciekawieniem spoglądała na Octavie, wyczekując odpowiedzi. Brunetka zaśmiała się cicho, wzruszając ramionami. — Nie wiem — odparła zgodnie z prawdą. — Idź do babci. Zaraz przyjdę, tylko się ubiorę — poprosiła, na co Ayla wybiegła z sypialni, a po chwili dało się usłyszeć jej donośne Babciu! Mama ma chłopaka! — Ja zwariuję — Cichy jęk wydobył się z ust Octavii, kiedy ukryła na moment twarz w dłoniach. — Wstawaj, bo się spieszę, Tay! Twój chłopak też lepiej niech wstaje — głos żeby Blanchard przerwał ciszę. Tay odwróciła głowę w stronę Gabriela, przesuwając palcami po jego ramieniu. Chyba nie mieli wyjścia, żeby ukryć się w tej sypialni przed światem. — Chcesz kawy? — zapytała, zanim wyszła z łóżka. Pozwoliła sobie na delikatny pocałunek, który złożyła na ramieniu Gabriela, a później wstała, kierując się w stronę garderoby, skąd wyciągnęła pierwsze lepsze ubrania, które na siebie nałożyła. — Cześć, mamo — przywitała się z kobietą, która cierpliwie czekała. Spojrzała z uwagą na Octavię, gdy ta kierowała się w stronę ekspresu do kawy. — Chyba impreza się udała? — Zagadnęła Eva, odbierając zabawkę od Ayli. — Gdzie Twój chłopak? Czemu tak długo śpi? — trzylatka podeszła do Octavii, wyciągając w jej stronę ręce. Brunetka chwyciła ją, unosząc w górę i wygodnie opierając na swoim biodrze. — Po kim ty jesteś taka wredna? — zapytała z rozbawieniem. — Było dosyć nudno. Wyszłam wcześniej, niż cokolwiek zdążyło się zdarzyć — odparła zgodnie z prawdą. Nie interesowało ją to, jak skończyła się impreza Plotkary. — Nie patrz tak na mnie, mamo — dodała, czując na sobie uważne spojrzenie rodzicielki. Eva jedynie wywróciła oczami, wyciągając telefon z torebki. — Po prostu mam nadzieję, że nie wybuchnie z tego jakieś zamieszanie — Wva wzruszyła ramionami, znów spoglądając na Octavie, która nie chciała przyznać, że owszem, wybuchnie z tego zamieszanie. I to pewnie nie małe. — Idź się pobaw, Ay — poprosiła. Usłyszała z sypialni dochodzące dźwięki, więc wiedziała, że za chwilę z pomieszczenia wyjdzie Gabriel. Nalała do kubków świeżo zaparzonej kawy, opierając się o kuchenny blat. I nawet, nie martwiła się tym, co powie jej matka, gdy go zobaczy. But I'm falling for you, so I'll stay through the storms
Jedna z ostatnich nocy na Sain-Tropez był duszna i ciężka, choć nie wiedziała, czy to nie było jej wyobrażenie. Siedziała na tarasie wynajętego apartamentu, spoglądając na oświetlone wybrzeże. Obróciła w dłoniach kieliszek z białym, schłodzonym winem, wzdychając przy tym cicho. Nie wiedziała, czy podjęła dobrą decyzję. Nie wiedziała, czy to był krok w dobrą stronę. Ale wiedziała, że nie chciała i nie mogła już tak dłużej funkcjonować. Uciekać i udawać, że wszędzie jej będzie dobrze. Po roku już wiedziała, że nie potrafiła zagrzać miejsca gdziekolwiek indziej, niż Nowy Jork.
OdpowiedzUsuńNowy Jork przywitał ją równie duszną nocą. Miasto pachniało specyficznie, zupełnie inaczej niż miasta w Europie. Port lotniczy JFK był jak zawsze zatłoczony, niezależnie od pory dnia. Wychodząc ze strefy dla vipów, poprawiła śpiąca Aylę, która mruknęła coś pod nosem przez sen.
Octavia czuła, jak bardzo była wyczerpana. Jedyne, o czym teraz marzyła, to wygodne łóżko i nieprzerwany sen.
W oddali zauważyła swoją matkę. Mimo późnej pory, Eva prezentowała się nienagannie. W dopasowanym stroju, na obcasach, z idealnym makijażem. Octavia zaś nie rzucała się za bardzo w oczy. Nie chciała, choć liczyła się z tym, że już za chwilę o jej powrocie będzie bardzo głośno.
Eva Blanchard zamknęła ją w swoim ciepłym uścisku, pociągając przy tym nosem, choć starała się ukryć wzruszenie, które aż na moment zabrało jej możliwość oddechu.
Dziwnie było obudzić jej się praktycznie w sobotnie południe, w swoim dawnym pokoju. Spojrzała przez okno, na zalany słońcem Nowy Jork, przez dłuższą chwilę leżąc w łóżku. To było jedno z tych uczuć, których Octavia nie umiała w żaden sposób opisać. Dziwne połączenie smutku, radości i tego spokoju, który jakby niepewnie się skradał, nie do końca będąc pewnym, czy aby na pewno znajdzie się dla niego miejsce.
UsuńJeszcze nie wiedziała, jak to wszystko będzie wyglądać, ale wiedziała jedno — o jej powrocie będzie głośno, na pewno nikt tego nie przegapi.
Przetarła rękami oczy, chwytając telefon do ręki, i jak dawniej, pierwsze co zrobiła, to odpaliła stronę Plotkary.
Nic. Cisza. Zero wzmianki o tym, że O wróciła do miasta.
Atmosfera w domu była zupełnie inna niż rok temu. Wtedy dało wyczuć się napięcie i złość, które wisiały w powietrzu. Dokładnie pamiętała tamten wieczór, kiedy siedziała na kanapie, w apartamencie rodziców. Była wtedy naćpana, po jej twarzy płynęły łzy, a ona już tak naprawdę nie miała sił. Była na granicy, gdzie wystarczył jeden ruch i wszystko skończyłoby się zupełnie inaczej. Wtedy to nie ona podejmowała decyzje, mimo iż była już dorosłaś wtedy wszystko zorganizowali rodzice, nie chcąc, by stało się coś złego.
Dziwnie było pojawić się na imprezie, kiedy przez rok w ogóle się o nich nie myślało. Dziwnie było znów być pośród ludzi, którzy znali ją tak dobrze, choć kompletnie nie wiedzieli, co się u niej działo przez te kilkanaście miesięcy.
Kiedy pojawiła się w mieszkaniu swojego starszego brata, Felixa, na początku czuła się nieswojo. Jakby w ogóle nie pasowała do tego miejsca. Przez dłuższą chwilę stała na drugim końcu sporego salonu, spoglądając na Felixa, który był w towarzystwie swojej dziewczyny oraz wspólnych znajomych. Ale to nie Felix pierwszy ją zauważył. Zauważyła ją Katie, jego dziewczyna. Przerywając rozmowę, szybkim krokiem ruszyła w stronę Octavii, by chwilę później uścisnąć ją, mrucząc pod nosem, że dobrze ją znowu widzieć. Octavia odpowiedziała uprzejmie, że też dobrze ich wszystkich widzieć, po czym ruszyła w stronę Felixa, jednak Katie ją powstrzymała, kładąc rękę na ramieniu.
— Wiesz… może masz ochotę na drinka? Chodź, zrobię Ci — zaproponowała, zmuszając Octavię do zmiany drogi, wręcz pchając ją siłą w stronę kuchni, gdzie również było sporo osób.
— Co jest, Kat? — brunetka odwróciła głowę w jej stronę, i wtedy to zauważyła.
Stał tam, w oddali. Że szklanka w dłoni, co jakiś czas poruszając nią. Obok niego zaś była jakaś dziewczyna, która Octavia kojarzyła.
— Masz rację, drink dobrze mi zrobi — powiedziała, nie odrywając spojrzenia od Gabriela.
O.
Octavia wiedziała, gdzie dokładnie popełniła błąd i jak wielką cenę za to wszystko zapłaciła. Mogła przecież, ten rok temu, sprzeciwić się. Powiedzieć, że nigdzie z Aylą nie wyjeżdżają i zostają tutaj, w Nowym Jorku. Przecież tu też mogła iść na terapię, znaleźć dobrą psychiatrę, wyjść z tego dołka, w którym się znalazła.
OdpowiedzUsuńAle prawda była taka, że też nie chciała już przebywać w tym mieście. Miała dosyć tego miejsca, na każdym kroku ktoś mówił o Jacksonie, próbował dowiedzieć się szczegółów, chciał znać prawdę. Jakby wielu było ciężko zrozumieć to, że po prostu Jack miał problem, do którego nie chciał się przyznać. I że zrobił co zrobił.
Wiele miejsc go przypominało, nawet jej własne mieszkanie. Jego kilka ubrań, które zostały, bo po prostu o nich zapomniał. Cholerne wspomnienia, które Octavia w pewnym momencie odtwarzała w głowie, jak jakiś zacięty film. I chciała, naprawdę chciała po tym wszystkim ruszyć na nowo, zacząć coś innego. Ale nie była w stanie. I choć do Gabriela zaczynała coś czuć, jej wyjazd sprawił, że oddzieliła to rodzące się uczucie grubą kreską.
Zostawiła go bez słowa, tak jak to miała w zwyczaju. Nie wyjaśniła, skąd taka nagła decyzja. Nie poprosiła, żeby po prostu dał jej czas i na nią poczekał, aby ona mogła się ogarnąć. Nie zrobiła nic.
Nie mogła jednak oczekiwać, że Gabriel będzie czekał mimo wszystko. Że będzie jej wypatrywał, ignorując wszystkie dziewczyny wokół. Przecież nie mogła tego od niego w żaden sposób wymagać, bo podjęła decyzje, zostawiając go. Prosząc wręcz Felixa, żeby nie mówił mu gdzie jest.
Zablokowała go chyba wszędzie, choć prawda była taka, że co jakiś czas odblokowywała jego numer i profile na portalach społecznościowych. Czytała każdą wiadomość. Godzinami wpatrywała się w liczne, nieodebrane połączenia. A potem znów wszystko blokowała, jakby to miało jej w czymkolwiek pomóc. Zapomnieć, zepchnąć w otchłań, nie wracać do tego, co między nimi było.
Kątem oka widziała minę Katie. Strach pomieszany z bezradnością i zrezygnowaniem, bo właśnie dotarło do niej na kogo Octavia patrzy. I wiedziała, że nie zdążyła.
— Pójdę po Felixa. Chyba Cię nie zauważył — powiedziała, posyłając Octavii bezradny uśmiech. Brunetka nie odwzajemniła go, nawet nie zwróciła większej uwagi, kiedy Katie zniknęła z jej pola widzenia.
Stała już sama, całkowicie wystawiona na jego widok. Czuła na sobie jego spojrzenie i nie umiała opisać, jak się z tym czuła. Nie wiedziała, czy była rozczarowana, czy zła, a może i nawet wkurwiona. Po prostu nie wiedziała.
Później spojrzenie Octavii spoczęło na blondynce, która towarzyszyła Gabrielowi. Wysoka, z delikatnymi rysami twarzy, miłym spojrzeniem. Idealna, można by powiedzieć. Idealnie wpasowująca się w ich towarzystwo. Idealnie nadająca na ich falach, bo dało się to od razu zauważyć. To był ten typ dziewczyny, która rozsiewała wokół siebie tą przyjemną aurę i wszyscy do niej lgnęli. Jej śmiech był przyjemny dla ucha, głos koił i nadawał spokoju.
Fuj.
Chciała się skrzywić, ale zdołała się powstrzymać. Nagle, tuż obok, jakby spod ziemi, wyrósł Felix. Upił spory łyk drinka, spoglądając na Gabriela.
Usuń— Naomi. Nowy nabytek naszej mamy — wyjaśnił, podając Octavii szklankę z drinkiem. Nie pytała brata, co tam jest. W tej chwili była w stanie wypić wszystko, bez zastanawiania się. Tak też zrobiła. Pociągnęła solidny łyk alkoholu, pozwalając, by płyn rozgrzał jej środek. Czuła, jak mocno bije jej serce, głównie chyba ze złości.
W końcu, zmuszając się wręcz do tego ruchu, odwróciła głowę w stronę Felixa. Zlustrowała uważnie jego profil, robiąc również pół kroku do tyłu. Stał z ręką w kieszeni jasnych spodni, w dopasowanej połówce od Ralpha Laurenta. Nie odzywał się, nie przywitał się z nią. Czuła, że w jakimś stopniu był zły.
— Czemu mnie nie uprzedziłeś, że tu będzie? — zapytała w końcu, zdenerwowana. Felix wzruszył ramionami, odwracając głowę w stronę Octavii.
— Sam nie wiem. Jesteście oboje dorośli, i wiecie, jak macie się zachować. Poza tym, i tak byś tu przyszła, jeszcze bardziej wkurwiona faktem, że kogoś sobie znalazł — stwierdził, znów spoglądając w stronę Gabriela. Uniósł w górę swoją szklankę, w geście jakby pozdrowienia i zachęcenia Cavallaro, by się z nim napił, nawet jeśli dzieliła ich odległość.
— Tylko bądź grzeczna, Tay. Nie chce mi się później czytać o tym, jak to zrobiłaś scenę. Oboje wiemy, że potrafisz odwalić niezły teatrzyk — głos Felixa opływał ironią. Widziała to też w jego spojrzeniu.
—Dupek — pomyślała o swoim starszym bracie, nie odpowiadając ani słowem na to, co powiedział.
— Powinnam się przywitać? — zapytała, znów spoglądając na Naomi. W sumie, wiedziała już, czym się kierowała jej matka, kiedy proponowała jej kontrakt. Naomi była piekielnie ładną dziewczyną. Taka, która w mgnieniu oka mogła zrobić zawrotną karierę. I jej matka zapewne jej to zaproponowała.
— Nie wiem, to już od Ciebie zależy. Wracam do gości — Felix spojrzał na Octavie, odchodząc od niej kilka kroków. Po chwili jednak się zatrzymał, odwracają w jej stronę.
— Dobrze Cię widzieć. Zdrową — powiedział, wyraźnie podkreślając ostatnie słowo.
Octavia przestąpiła z nogi na nogę. Nagle obcasy zaczęły jej przeszkadzać. Czuła, jak strasznie są niewygodne.
Raz jeszcze upiła łyk drinka, po czym ruszyła w ich stronę. Stukot jej obcasów wydawał się dla Octavii za głośny, jak na tą chwilę. Czarna, dopasowana krótka sukienka, jakby za mocno opinała cialo. Czuła wewnętrzna złość, ale nie wiedziała czemu.
W końcu, stanęła przed Gabrielem i Naomi. Uśmiechnęła się, najmilej jak potrafiła. I każdy, kto ją znał, wiedział, że ten uśmiech nie jest szczery. Był wyuczony, wręcz teatralny.
— Gabriel — powiedziała. Głos jednak miał normalną barwę. Nie dało się w nim usłyszeć grama złości czy czegokolwiek innego.
— A ty pewnie jesteś Naomi — dodała, odwracają głowę w stronę blondynki. Wyciągnęła w jej stronę rękę, posyłając uśmiech.
— Octavia. Ale wystarczy też Tay — przedstawiła się, choć tak naprawdę najdziwniejszym w tym wszystkim było, że od razu, tak łatwo przyszło jej pozwolenie, by blondynka mogła zwracać się do niej tak, jak bliskie jej osoby.
— Nie spodziewałam się, że Cię tu zobaczę, Gab. W towarzystwie — dodała, chwilę po tym, jak Naomi uścisnęła jej dłoń.
O.
W tamtym czasie, w jej głowie panował jeden wielki chaos. To było istne tornadzie, które rozwaliło jej życie na kawałki, a Octavia próbowała to wszystko złożyć w całość, kiedy tylko myślała, że już jest po wszystkim. Ale nie było. Co chwilę wszystko wracało na nowo, a to, co udało jej się odbudować, było niszczone na nowo.
OdpowiedzUsuńRelacja z Jacksonem była trudna. Była syzyfową pracą, i choć Octavia później wiele razy mówiła sobie, że odpuszcza, to zawsze wracała. Albo on wracał. Każdy wiedział, że Jack był miłością jej życia, że była w stanie zrobić dla niego wszystko. Gdyby kazali jej wskoczyć za niego w ogień - zrobiłaby to bez zawahania. Jego odejście sprawiło, że odeszła też część jej. Umarła. Po prostu zabrakło najważniejszego elementu. I chyba z tym Octavia nie potrafiła sobie poradzić najbardziej. I choć relacja z Gabrielem zaczęła się rozwijać, to nie mogła zbudować czegoś nowego, kiedy nie miała zamkniętego starego rozdziału.
Nie chodziło tu też o to, żeby Gabriel w jakiś sposób zastępował Jacksona, a już na pewno, by był dla niej jak ojciec. Mimo, iż jej dziecko miało chujowego ojca, to jednak go miało. Przez krótką chwilę.
Kiedy wyjechała, przekonywała samą siebie, że to wszystko toczyło się za szybko. Że nie była gotowa. Że mogli poczekać. A jednak, każde z nich pragnęło tych chwil bliskości, każde inicjowało chociaż krótki moment, by pobyć razem. Olivia też wówczas nie wiedziała, czego chciała. Chciała wielu rzeczy. Bliskości. Miłości. Oparcia. Gabriel jej to wszystko przez ten krótki czas dawał.
Jej wyjazd przekreślił wszystko, ale przecież nie mogła winić nikogo innego, oprócz siebie.
Nie mogła też winić Gabriela, że ruszył dalej, zostawiając za sobą miniony rok. Przecież miał prawo, by budować swoje życie tak, jak chciał.
Niemniej jednak, kiedy stała przed Naomi, czuła złość. Taka najprawdziwsza złość na siebie. Bo dotarło do niej, jak wiele zaprzepaściła.
Jej spojrzenie znów spoczęło na blondynce, której posłała wymowne spojrzenie. Naomi, z zarumienionymi policzkami, hardo na nią spoglądała, co dla Octavii było swego rodzaju wyzwaniem. Nie sądziła, że ta filigranowa blondyneczka będzie aż tak zawzięta od samego początku. Fascynujące.
Octavia uśmiechnęła się delikatnie, kiedy Gabriel wypowiedział jej imię. Głos ten dźwięczał jej w głowie, ale w żadnej sposób nie było to natrętne. Ogromnie za tym tęskniła, choć nie miała zamiaru o tym wspominać. Zauważyła jego spojrzenie. On wiedział, że jej powrót nie zwiastuje nic dobrego. Że jego świat zatrząsł się niebezpiecznie, a on znalazł się w miejscu, w którym na pewno nie chciał być. Że wróciły wspomnienia i znowu otworzyły się dawno zamknięte drzwi. I nie wiedział, co zrobić, choć usilnie starał się, by nie dać tego po sobie poznać.
Znali siebie jednak na tyle dobrze, że wystarczyło jedno spojrzenie Octavii i ona już wiedziała. Gra się rozpoczęła.
— Będziemy się raczej często spotykać, Naomi — powiedziała, odgarniając kosmyk ciemnych włosów za ucho. Blondynka posłała jej spojrzenie, Octavia zaśmiała się w duchu kpiąco, bo przecież to w żaden sposób jej nie przestraszyło.
— Więc, nowa gwiazdo mojej mamy. Jak współpraca z nią? Eva bywa bardzo… zaborcza. Jeśli chcesz, mogę Ci sprzedać kilka tipów, jak ją podejść. Praca z nią jest wtedy o wiele łatwiejsza i przyjemniejsza — powiedziała, uśmiechając się przy tym. Ten uśmiech ani trochę nie byl szczery, każdy z nich o tym wiedział. Octavia zwróciła uwagę na gest Naomi, którym to blondynka obdarowała Gabriela, splatając ich dłonie razem. Dla podkreślenia sytuacji, że to ona jest na pozycji wygranej.
Octavia ugryzła się w język, powstrzymując przed niepotrzebnym komentarzem, który mógłby wywołać burzę. A nie tego chciała. Jeszcze nie teraz.
— Spokojnie skarbie. Nie zabiorę Ci go. Było, minęło — powiedziała, wzruszając przy tym ramionami. Spojrzenie jej ciemnych oczu spoczęło na Gabrielu. Czekała na jakiś jego krok. Gest. Cokolwiek.
— Wiesz dobrze, że lubię zamieszanie. Dzięki temu jest dużo ciekawiej — odpowiedziała na jego słowa, uśmiechając się.
O.
[Hej, Gabs! Mam nadzieję, że przy okazji jakiegoś wątku grupowego uda nam się w końcu ustalić, czy chłopaki spaliły ten jacht, czy też nie. Chociaż nie wiem, ta historia owianego tajemnicą jachciku chyba mi pasuje :D Dobrze Was widzieć z powrotem, miłej (bądź nie — przynajmniej dla naszych postaci) zabawy!]
OdpowiedzUsuń[ Po pierwsze... proszę zostawić biedny jacht w spokoju... 👀
OdpowiedzUsuńPo drugie ten pomysł chodził za mną i mnie prześladował jak tylko postawiliśmy krzyżyk na Jacku. Tak więc jest z powrotem, choć nie będzie się chwalił swoim "zmartwychwstaniem" ochoczo ;) ]
Jack
Na każdym z nich tamten rok odbił swoje piętno. Byli naznaczeni tamtym dniem już do końca swoich dni. W ich głowach na zawsze wrył się ten jeden obraz, którego mieli nigdy nie zapomnieć.
OdpowiedzUsuńOctavia skutecznie zamknęła za sobą tamten dzień, upychając wszystkie te złe wspomnienia daleko, w głębi siebie. Nie rozpamiętywała, nie chcąc rozdrapywać ran, które niedawno co dopiero się zamknęły. Nie było sensu tak siebie katować. Nie była to jej wina. Tylko Jacksona. To były konsekwencje jego zachowania.
Tamten dzień i tamto pożegnanie, które pamiętała jak przez mgłę, było też zupełnie inne, jak pożegnanie Alessi. Te dwie rzeczy odcisnęły na niej zupełnie inne piętno.
Wiedziała, że źle postąpiła. Że powinna zostawić mu jakąś wiadomość, choć krótkie wyjaśnienie swojego zachowania, żeby zrozumiał, w jakim momencie wtedy się znajdowała i co się w niej działo. Jak wielki chaos zapanował w jej życiu, którego ona sama nie potrafiła ogarnąć. I to nie było tak, że nic dla niej nie znaczyły te chwile, które spędzili razem oraz to uczucie, które gdzieś tam kiełkowało. To były miłe i intensywne momenty, które Octavia rozpamiętywała potem bardzo długo.
Prawda była taka, że Octavia bez żadnego strachu, rościła sobie prawa do wielu rzeczy, ludzi jak widać też. I tak, zraniła Gabriela, wiedziała też, że w tym momencie jest na przegranej pozycji, ale ta myśl się jej nie podobała. Nie pasowała do niej.
Spojrzała hardo na Naomi, robiąc krok w jej stronę. Przyjrzała się z uwagą jej rysom. Kształtnym ustom, delikatnie różowym policzkom, zgrabnemu nosowi i w końcu spojrzała jej prosto w oczy. Zdziwiła się, widząc tą wolę walki.
Uśmiechnęła się, ale nie był to miły uśmiech.
— Mmm… to będzie ciekawa znajomość — mówiąc to, uniosła palcem jej podbródek, zmuszając Naomi, by spojrzała prosto w oczy Octavii.
— Uważaj skarbie, grunt jest grząski. Wiele osób nie dało rady — powiedziała z uśmiechem. Odsunęła się, jakby znudzona tą rozmową i sama osobą Naomi. Śmieszyło ją to, że aż tak daje jej znać, gdzie nie może przekroczyć granicy. To było naprawdę bardzo zabawnej
Słysząc słowa Gabriela, zaśmiała się cicho. Miał cholerna rację. Uwielbiała szum i zamieszanie wokół własnej osoby. Uwielbiała, jak spojrzenia były skierowane na nią.
— kiedyś Ci nie przeszkadzało te zamieszanie. Sam je lubiłeś. Jak się zacznę nudzić, znajdę sobie zabawę, żeby się nieco rozerwać — powiedziała, upijając łyk drinka. Zrobiła krok w tył, przyglądając się obojgu.
— Jesteście uroczy, naprawdę — skwitowała. Było w jej tonie głosu nieco ironii.
— Nie przeszkadzam wam. Bawcie się dobrze, jeszcze wiele chwil, kiedy na pewno się spotkamy — powiedziała. Posłała Gabrielowi spojrzenie i uśmiechnęła się. Coś czuła, że tego wieczoru będzie gościć w jego głowie, zamiast Naomi.
Kiedy zobaczyła Gabriela w towarzystwie Naomi, poczuła ukłucie zazdrości. Mocne. Takie, którego nie czuła już od dawna. I nie, nie podobało jej się to ani trochę. Ta blondynka nie podobała jej się ani trochę. I tak, była samolubna, zawsze taka była. Rościła sobie prawo do wielu rzeczy, jak i ludzi. Gabriel, niestety, był jedną z tych osób, które Octavia traktowała jako swoje, nawet jeśli minął ogrom czasu.
OdpowiedzUsuńWiedziała, że powinna pozwolić mu odejść i zacząć wszystko na nowo, być szczęśliwym. Przecież chciała dla niego tego szczęścia… no właśnie, chciała, ale pomiędzy to wszystko wkradła się zazdrość.
Naomi jej nie znała. Wykonywała kroki i gesty, które jeszcze bardziej Octavie denerwowały i sprawiały, że z ogromną chęcią chciała to wszystko jeszcze bardziej zniszczyć. Była jak powolnie powstające tornado, które z każdą sekundą przybiera na sile. Naomi nie wiedziała, bo niby skąd miała to wiedzieć, z kim zadziera. Mogła słyszeć o niej plotki, na pewno słyszała. Mogła na ich podstawie wyrobić sobie o niej zdanie i na pewno wyrobiła, ale to Octavia też miała gdzieś. Uśmiechnęła się zadziornie, kiedy blondynka chwyciła ją za nadgarstek i wręcz wysyczala słowa w jej stronę.
To było doprawdy zabawne.
— Skarbie, nie testuj mnie. Pamiętaj, Ty dopiero zaczynasz, Twoja pozycja nie jest jeszcze zbyt mocna. Z łatwością możesz zlecieć z planszy. I uwierz mi, może to się stać, bardzo, bardzo szybko. Tak szybko, jak Twoja śliczna buźka zaczęła być znana, tak szybko ludzie mogą o Tobie zapomnieć — zabrzmiało to jak groźba i obietnica w jednym, ale tak właśnie było. Octavia mogła zrobić wszystko, byleby kariera Naomi nie nabrała tempa.
— Więc lepiej nie wychodź przed szereg. Bądź grzeczna, to Ci odpuszczę — powiedziała z uśmiechem.
Potem odeszła, pozostawiając ich samych sobie, bez żadnych odpowiedzi. Nie miała na to ochoty. Nie miała ochoty się z nimi bawić, na tamten moment.
Skupiła się więc na nadrobieniu tego, co zabrakło w ostatnim roku. Skupiła się na ludziach, których znała, a którzy byli widocznie zadowoleni z jej powrotu. Na nadrobieniu wszystkich plotek i ważnych wydarzeń, które ją ominęły. A później zrobiła coś, czego raczej nie powinna robić, choć prawda była taka, że uwielbiała robić sobie samej na złość.
— Ludzie się zmieniają, Octavia — rzuciła w jego stronę, wywracając przy tym oczami. Podeszła te kilka kroków, stając tuż obok. Spojrzała na miasto, które było skąpane w świetle ulicznych latarni. Była już późna noc, ale Nowy Jork żył nadal swoim rytmem, który od lat się nie zmieniał.
— I naprawdę, ona Cię kręci, Gab? — zapytała, odwracając głowę w jego stronę.
— Przecież gdyby nie to, że nagle świat o niej usłyszał, w życiu nie zwróciłbyś na nią uwagi. Wasze drogi nigdy by się nie przecięły — dodała, pochylając się. Odebrała od niego skręta. Bezczelnie, z tym samym uśmiechem co kiedyś. Zaciągnęła się mocno. Brakowało jej tego.
— Wiem, że moje przeprosiny raczej nie wystarczą, ale naprawdę, wtedy nie mogłam inaczej postąpić — powiedziała, zmieniając temat z Naomi na ten, który tak bardzo chciała uniknąć.
Kiedy wychodziła na balkon, zrobiła to specjalnie. Tak samo jak to, że się tu w ogóle pojawiła. Mogła zrobić to zupełnie inaczej, zachować się też nie tak, jak teraz ale ta złość i swego rodzaju zazdrość buzowała jej pod skórą. Jakby w jej środku znalazło się tysiące robaków, brudnych i wyglądających. Brudnych jak ona sama w tym momencie. Bo nie mogła inaczej siebie określić. Mogła rozegrać to inaczej. Poprosić o spotkanie, sam na sam. Wyjaśnić wszystko, powiedzieć całą prawdę, której tak bardzo bała się rok temu.
OdpowiedzUsuńSpojrzała na Gabriela. Długo i uważnie, lustrując jego twarz, która tak dobrze znała. Która wracała do niej we wspomnieniach.
Spierdoliła - miał tu stuprocentową rację. Ale czy gdyby powiedziała mu wtedy wszystko, że sobie nie radzi, że musi wyjechać, że po prostu potrzebuje przestrzeni i czasu, by odnaleźć sama siebie po tym wszystkim, czy czekałby na nią? Czy gdyby na przykład została, to w pewnym momencie by się to wszystko nie zepsuło? Tego nie wiedzieli.
Gdy Gabriel się do niej zbliżył i chwycił kosmyk jej włosów, uniosła w górę jedną brew.
— Dobrze oboje wiemy, że takim jak my, ciężko przychodzą zmiany — rzuciła. Taka była prawda. Tacy jak oni ciężko się zmieniają. A jednak, po tych wszystkich wydarzeniach, po tych dwunastu miesiącach ciszy i braku jakichkolwiek relacji, zmienili się. Może nie było tego widać u niektórych na pierwszy rzut oka, ale na pewno zaszły w nich wszystkich jakieś zmiany. Większe lub mniejsze.
Mruknęła, albo też prychnęła. Sama nie umiała określić, czym ten dźwięk był. Rozbawił ją, kiedy starał się brzmieć tak, jakby ta rozmowa go nudziła. Jakby jej powrót w ogóle nie zrobił na nim wrażenia. Ale oboje chyba znaleźli się w pułapce, choć jeszcze nikt nie chciał się do tego przyznać.
— Oh Gab… — mruknęła, uśmiechając się. Kiedy się odsunął, przez chwilę stała w miejscu, dopaliła skręta, i dopiero później zbliżyła się do niego.
— Oboje wiemy, że już tu jestem. Weszłam Ci do głowy, a Ty zamiast się temu sprzeciwić, pozwoliłeś na to. Pozwoliłeś na to w pierwszej sekundzie, kiedy tylko mnie zobaczyłeś — powiedziała z uśmiechem. Mógł mówić wiele, wypierać się na wszystkie sposoby, ale ona wiedziała, tak po prostu.
— Czekaj, jak to było jeszcze chwilę temu. I've dreamt about you nearly every night this week — zacytowała, spoglądając na niego wyzywająco.
— Chyba raczej nie myślałeś o niej — mruknęła, odsuwając się.
— Będę grzeczna. Obiecuję, że Twoja blondyneczka zrobi zawrotną karierę. Zachłyśnie się nią, jak każda inna. Z radością będę na to patrzeć, ciekawa, jak wszystko się skończy. Miłego wieczoru, Gab. Uciekam, bo Twoja miłość chyba nas zauważyła. Przekaż jej, że nie mogę się doczekać następnego spotkania. Będę w przyszłym tygodniu na próbie — mówiąc to, uśmiechnęła się w jego stronę, po czym ruszyła w stronę wyjścia z balkonu.
— Jest Twój, skarbie. Dbaj o niego — mijając Naomi, puściła jej oczko, po czym szybko oddaliła się, znikając w gronie znajomych.
Całe to spotkanie było dość ciekawe. Czuła się tak, jakby ktoś zaprosił ją do gry, a ona z wielką ochotą przystała na propozycję rozegrania rundy, nawet jeśli zasady były nieco niejasne.
Oj, oj 🤭
[Ach, kurczaczki, jakoś mnie te powroty wszystkich nostalgicznie nastrajają, czuję się jak na zlocie absolwentów czy coś :D Gabs się widział z Minsoo na tej samej imprezce, na której Jack kopnął w kalendarz (wszystkich w tyłek raczej...), więc tam mógł Ci mignąć, ale faktycznie, właśnie wtedy już przestawał być tym kochanym chłopaczkiem, a musisz mi uwierzyć na słowo, iż kiedyś nim był! Mam pociąg do ciągnięcia moich postaci na dno <3 Będziemy się bawić bardzo niegrzecznie i mam nadzieję, że chłopaki już niedługo będą mieli szansę znów się spotkać przy równie niegrzecznej okazji :>]
OdpowiedzUsuńCzy ja muszę tu cokolwiek pisać? :>
OdpowiedzUsuńCLAIRE
Gdy otrzymał telefon od matki, że jego ojciec ma zawał i musi natychmiast wracać do Nowego Jorku, nie brał pod uwagę, że zostanie tam na dłużej niż kilka dni. Kilka dni podczas, których byłby wstanie przemknąć się niepostrzeżenie z lotniska do domu, z domu do szpitala, ze szpitala z powrotem na lotnisko.
OdpowiedzUsuńNie był przygotowany na to, że jego ojciec pożegna się ze swoim życiem, a jego własne wywróci się do góry nogami jeszcze bardziej, niż uczyniło to rok temu. Bo zniknięcie było proste, nie musiał nikomu patrzeć w oczy, nie musiał słuchać niczyich wyrzutów, lamentów, czy wyzwisk. Szwajcaria, choć była przymusowym przystankiem, okazała się tym czego potrzebował. Dlatego powrót wytrącił go z równowagi, która wciąż była krucha. Jackson nie miał przygotowanych wyjaśnień, nie miał gotowych przeprosin, wymówki którą każdy z łatwością by kupił. Był martwy, a ludziom wracającym zza grobu rzadko kiedy się wybacza. O ile w ogóle. Zdecydowanie umieranie było prostsze, niż mierzenie się z konsekwencjami własnych wyborów.
Gdy prasę oficjalnie obiegła informacja o śmierci Roberta Howarda i przejęciu jego pozycji przez jego starszego syna, Jacksona, świat na moment zaczerpnął i przytrzymał oddech… A gdy go wypuścił zaczął się chaos, na który nigdy w pełni nie mógłby się przygotować. Wpierw Octavia. Później Seojun. Ta dwójka dokopała się do niego jako pierwsza i chyba to dało mu do zrozumienia, że kolejne rozmowy chce przeprowadzić nieco bardziej na własnych warunkach.
Dlatego też próbował skontaktować się z Gabrielem jako pierwszy. Na jego miejscu pewnie sam uznałby te połączenia za nieśmieszny żart, aczkolwiek on by odebrał i nawtykał temu komuś. Gabriel go zablokował. Wtedy postanowił pojechać i złożyć mu osobistą wizytę. Nie chciało mu się wierzyć, że nie dotarły do niego żadne słuchy, skoro o powrocie spadkobiercy Howarda, grzmiała cała telewizja i pomniejsze szmatławce, jakby dostały pożywkę, która łatwo i szybko napełni ich portfele.
Gdy zadzwonił do drzwi, nie wiedział na co liczyć. Dlatego, gdy te w końcu się otworzyły, a Gabe stanął przed nim, po czasie który minął zbyt szybko, Jackson nie wiedział od czego zacząć. Być może dlatego obrał sprawdzony schemat.
— Siema, mógłbyś odebrać telefon, uprzedziłbym o wizycie. — zaczął odpychając się od ściany, o którą opierał się ramieniem.
Czuł mieszane emocje na widok przyjaciela, o ile wciąż mógł go tak nazywać. Seojun dał mu jasno do zrozumienia, że go nie znosi i choć zawsze był kapryśny, Jack nie wiedział czy kiedykolwiek zdoła odbudować ich znajomość. Gabriel jednak był inny niż Kim. Jackson liczył, że chociaż ta rozmowa przebiegnie w innej atmosferze, aczkolwiek liczył się też z tym, że ktoś w końcu przyłoży mu w twarz, nawet jeśli w najśmielszych snach nie podejmował się stwierdzeń, że którykolwiek z ludzi, których znał w Nowym Jorku, może go szczerze, długo opłakiwać. Przecież byli jacy byli, oddawali się w wir imprez, atrakcji które skutecznie mogły odwrócić uwagę od straty, uciszyć nieprzyjemne mrowienie w sercu.
A może tylko on był na tyle zepsuty, by myśleć takimi kategoriami…
still your buddy?
Czy było to zabawą? Ona by raczej tak tego nie nazwała. Bardziej wyzwaniem, bo ktoś śmiał wziąć coś, co należało do niej. I to Octavii się zdecydowanie nie podobało. Przychodząc tu nie miała żadnego planu. Wiedziała, że rozegrała to źle, ale tak naprawdę była wkurwiona, na wszystko co się nagle zadziało w jej życiu, krótko po powrocie do Nowego Jorku.
OdpowiedzUsuńI nie wiedziała, naprawdę nie wiedziała, czemu tak bardzo zdenerwował ją fakt, że Gabriel ma dziewczynę. Przecież, gdyby była na jego miejscu, pewnie postąpiłaby dokładnie tak samo. Ruszyła z miejsca, otworzyła się na kogoś nowego. Pozwoliła na miłość. Jednak, świadomość, że to nie ona, że nie ona została wybrana, wkurwial najbardziej.
Przyjrzała mu się. Ostatni rok bardzo na nich wpłynął. Na nią, Gabriela, Jacksona, Seojuna. Na wszystkich. Już nie byli tacy sami. Już nigdy nie mieli być. Coś jej mówiło, że ma odpuścić. Pozwolić mu budować to, co zaczął, nie niszczyć tego wszystkiego. A jednak, znaczna część jej nie chciała na to pozwolić. Nie chciała patrzeć na Gabriela u boku Naomi.
I to nie tak, że go nie chciała. Chciała go cholernie, bo to właśnie Gabe dał jej namiastkę tego, czego tak uparcie szukała. Uczucia. Stabilności. Emocji i tego swoistego żaru. Wiedziała, że jej wyjazd wszystko zniszczył, ale miała nadzieję, że gdy wróci, sprawy ułożą się zupełnie inaczej.
Jego słowa zabolały. Cholernie boleśnie, jakby ktoś wepchnął jej w jej ciało nóż, po czym delikatnie przekręcił ostrze, chcąc wywołać jeszcze większy ból, by się tym delektować. Octavia zaś nie odpowiedziała nic, bo wszystko co między nimi miało być wypowiedziane, już zostało. Tak uważała na tamtą chwilę.
Wiele osób będąc na jej miejscu, zapewne by odpuściła. Zostawiła i dała temu wszystkiemu spokój, ale tak naprawdę to wszystko się nieco skomplikowało. Do tego stopnia, że jedyną rzeczą, o której pomyślała, to było to, aby z kimś ten cały temat przegadać. Bo bądźmy szczerzy, nierzadko ktoś powraca zza grobu.
Wiedziała, że weekend Naomi będzie zapracowany. I, że spędzi go poza Nowym Jorkiem. Wykorzystała więc tą okazję, zgarnęła butelkę wina i niewiele myśląc, pojechała do Gabriela, wcześniej wyciągając jego adres od Felixa.
Tak jak tamtego wieczoru, kiedy pierwszy raz spotkali się od jej wyjazdu, tak i teraz nie miała planu. Żadnego, zaś w jej głowie myśli zrobiły sobie gonitwę, nie umiejąc ogarnąć tego, co się właśnie działo.
Dzwonek do drzwi był irytujący. Głośny, wwiercający się w umysł, a może tylko tam jej się wydawało.
Kiedy Gabriel w końcu otworzył drzwi i na nią spojrzał, Octavia przez kilka długich sekund nic nie mówiła.
— Château d'Yquem — powiedziała, wciskając mu w ręce butelkę z winem.
— Miałam zamiar nie otwierać go w najbliższym czasie, ale okazja, która wręcz, nazwijmy to, zmartwychwstała, jest idealna — powiedziała z ironią w głosie, wchodząc do mieszkania. I w nosie miała to, czy Gabriel chciał ją widzieć czy nie. Teraz nie miał wyboru. Już tu była.
— Spokojnie. Nie przyszłam znowu rzucać groźbami na prawo i lewo. Na chwilę obecną pieprzy mnie Twoja Naomi. Sprawy chyba się nieco skomplikowały, co nie, Gabe?
O.
Jackson mógł się spodziewać takiej reakcji. Poniekąd właśnie na to był przygotowany. Gniew był prosty, głośny i nieprzewidywalny, ale prosty. Łatwiej było się z nim zmierzyć, aniżeli z rozczarowaniem, czy głębszymi konsekwencjami jego decyzji, tej czy wielu innych wcześniej. Musiał przebrnąć przez ten etap, licząc, że niektóre z jego znajomości przetrwają… jeśli nie to świat również się nie zatrzyma. W pewnym stopniu był z tym pogodzony, a może nawet i tak byłoby lepiej, bo wciąż nie czuł się w pełni gotowym na zmierzenie z tym światem, z którego się wywodził. Światem, w którym jego korzenie sięgały bardzo głęboko.
OdpowiedzUsuń— Okej, zasłużyłem. — Mruknął krzywiąc się po otrzymaniu solidnego ciosu na szczękę.
Wyprostował się powoli, rozmasowując uderzone miejsce, przyjmując słowa Gabriela ze spokojem. Kiedyś zapewne taka sytuacja skończyła by się przepychanką, Jackson miał krótki lont i nie zawsze trzeźwo myślał. Unikanie konfliktów nie leżało w jego naturze.
Kiedyś. Teraz wolał przekazać wszystko Gabrielowi i dać mu miejsce by sam zdecydował co z tym zrobi.
Gdy Cavallaro odsunął się od drzwi i cofnął w głąb mieszkania, Jackson wziął głębszy oddech i podążył w ślad za nim, aż nazbyt dobrze pamiętając ten apartament.
Ściany pulsowały od niewyraźnych wspomnień. Gdyby się skupił widziałby co najwyżej rozmazane twarzy, kreskę rozsypaną na stole, drinka trzymanego w dłoni. Słyszałby głośną muzykę, która zagłuszała większość rozmów, na które zwykle nie miał ochoty… Teraz panował tu względny porządek, nie licząc kilku damskich ubrań, które odcinały się na tle tych Gabriela.
Mara leżała na kanapie, głowę miała podniesioną, strzygła uszami i uważnie mu się przyglądała, jakby analizowała, czy go zna, czy nie.
— Cześć dziewczyno. — rzucił podchodząc do kanapy. Wyciągnął dłoń do suszki, by ją obwąchała i po kilku ruchach nozdrzami jej ogon zaczął energicznie pracować. Zaczęła lizać mu dłoń, a Jackson podrapał ją za uszami z lekkim uśmiechem. Co by się nie działo, pies zawsze cieszył się na widok człowieka.
W końcu jednak usiadł obok, łokcie opierając na kolanach, wzrok zatrzymując na Gabrielu.
— Nie planowałem tego, okej? — Nie wiedział od czego najlepiej byłoby zacząć, nie miał gotowych wyjaśnień, mógł mówić jedynie to co faktycznie się wydarzyło. — Tamtego wieczora serio przegiąłem. Właściwie to niewiele pamiętam z tego co się działo… kilka rozmazanych twarzy i cholerny zjazd… później obudziłem się w klinice. Ojciec siedział obok, wyglądał tak jakby był na to gotowy od lat i tylko czekał, aż koncertowo wszystko spieprzę.
— Nie chciał się tłumaczyć, ale nawet jeśli teraz uważał, że wyszło mu to na dobre, to wcześniej zupełnie się z tym nie zgadzał. — Dał mi dwa wyjścia. Albo wracam tam skąd mnie wyciągnął i mam sobie radzić sam, albo idę na odwyk i odcinam się od wszystkiego. — Dokończył wzruszając ramionami. Każdy kto go znał, wiedział, że Jackson obawiał się jednej rzeczy, utraty swojego statusu. To był jedyny powód dla którego ugiął kark i zaakceptował postawione mu warunki.
Nie było w tym nic osobistego, Jackson po prostu pierwszy raz doprowadził się do sytuacji bez wyjścia. Jak się okazało, nawet on miał granice, które kiedyś zdoła przekroczyć.
J.
Oczywiście, że Gabriel nie był rzeczą, a ona nie mogła rościć sobie do niego żadnych praw, ale kiedy widziała go z Naomi, to wszystko w niej wręcz się gotowało ze złości. Czy się buntowała? W jakimś stopniu na pewno. I naprawdę, wiedziała, że mogła odpuścić, ale nie potrafiła. Zbyt wiele ich łączyło. Zbyt blisko siebie byli, żeby tak łatwo o tym wszystkim zapomnieć. I tak, to ona wszystko spieprzyła, ale miała nadzieję, że istnieje jakiś cień szansy, że Gabriel jej wybaczy.
OdpowiedzUsuńNa domiar złego, wszystko nagle znowu się pokomplikowało. I to tak, że Octavia miała tą myśl jako ostatnią w głowie.
Nie czekała na żadne zaproszenie z jego strony. Weszła do mieszkania pewnym krokiem, rozglądając się po pomieszczeniu.
— Całkiem przyjemnie się urządziłeś — stwierdziła, ściągając z ramion skórzaną kurtkę, którą to zaś przewiesiła przez oparcie fotela. Teraz stała przed nim jedynie w czarnej sukience i wysokich szpilkach, i zastanawiała się, co Gabriel o tym wszystkim myśli.
Wywróciła oczami, odgarniając włosy na plecy, po czym podeszła do okna, spoglądając za nie. Stukot jej obcasów jeszcze długo odbijał się od ścian, albo to ona miała takie wrażenie.
— Co o tym wszystkim myślisz? — zapytała w końcu, odwracając się do Gabriela twarzą. Stał nadal z tą butelką wina, zamiast ją otworzyć. Octavia westchnęła, ruszając szybkim krokiem w jego stronę. W końcu zatrzymała się, tuż przed nim, pałac za szyjkę butelki, jednocześnie też muskając swoją ręką jego dłoń.
— Co myślisz o tym skurwielu? O tej całej szopce? — zapytała znów, odwracając się do niego plecami, idąc w stronę kuchni otwartej na salon. Nie pytała, bo uznała, że nie ma po co, po prostu zaczęła otwierać szafki, aż w końcu natrafiła na kieliszki do wina. Wyciągnęła dwa, stawiając je na blacie, a później zaczęła rozglądać się za otwieraczem.
— Kiedy do niego przyszłam, nawet nie wyglądał na zaskoczonego. Bardziej na… hm, zmęczonego, że musi mi to wszystko wyjaśnić — sprawnie pozbyła się zabezpieczenia z korka, a później z aż zbyt wielką siłą wbiła śrubę korkociągu w korek.
— Winę zwalił na swojego pieprzonego ojca, mam nadzieję, że facet smaży się w piekle — powiedziała, odkorkowując butelkę i rozlewając alkohol do kieliszków. Kiedy to już miała za sobą, wzięła je do ręki i znów podeszła do Gabriela, stając przed nim. Nawet w tych cholernych szpilkach musiała unieść głowę, by na niego spojrzeć.
— Więc nie ja mam problem, tylko Ty też. Widzę, że jesteś na niego wkurwiony, jak jeszcze nigdy — mówiąc to, wsunęła mu w dłoń kieliszek.
O.
W momencie, w którym Gabe powiedział, że to na jego rękach Jackson umierał, coś ciężkiego zawisło mu tuż pod mostkiem. Jackson stał w wygodnej pozycji, nie pamiętał większości z tamtej imprezy, o jej finale nie wspominając. Jego wspomnienia były otoczone gęstą mgłą i choćby bardzo chciał, to nie potrafił przypomnieć sobie co dokładnie wyprawiał. Pewnie nic rozsądnego, jak zwykle.
OdpowiedzUsuńPrzygryzł wnętrze policzka. Nigdy nie chciałby trzymać bezwładnego ciała Gabriela, czy Seojuna na rękach. Nigdy nie chciałby przechodzić tego, co on im zgotował. Sęk w tym, że na początku naprawdę był szczerze przekonany, że nie obejdzie ich to tak bardzo jak obeszło. Bo umówmy się, przyjaźnili się, ale byli skurwielami, zwykle mieli wyjebane w ckliwe historyjki i ckliwsze gesty. To nie leżało w ich naturze.
— Wiem, że jestem. I przepraszam. — Powiedział rozkładając bezradnie ręce na boki. Nie mógł nic więcej zrobić, jak pokornie przeprosić. Nic, tak właściwie, nie mogło naprawić tej sytuacji. Mógł z nim porozmawiać, przedstawić swoje położenie i punkt widzenia i czekać cierpliwie, aż Gabe i inni mu wybaczą. Lub nie. Na taką możliwość też był gotowy. Nie oczekiwał i chyba nie chciał, by wszystko było jak dawniej.
W Szwajcarii miał bardzo dużo czasu na przemyślenia, które pierwszy raz od dawna, przychodziły do niego, gdy był zupełnie czysty, bez grama otumaniającego narkotyku, czy alkoholu w krwiobiegu. Dopiero tam zobaczył, że jego problemy sięgały głębiej niż chciał przyznać. W Nowym Jorku był na fali, w ciągu którego praktycznie nie przerywał, więc nie odczuwał tego jak duży ma kłopot z uzależnieniem i własnymi emocjami. Zranił przez to wiele osób, ale tego już nie cofnie.
— I jak to się skończyło? Nigdy więcej nic nie wziąłeś? Nie wróciłeś nigdy więcej z nami na imprezę? Nie odleciałeś? — Wyliczał, dobrze wiedząc jak to było z Gabrielem i jego ojcem. Pamiętał moment, w którym Gabe zniknął z Nowego Jorku. W ich grupie nie było osoby, która nie powinna wylądować na odwyku. Mało kto jednak potrafił się do tego przyznać.
— Gdybym tam siedział i wiedział, że wiecie, że mam się dobrze, to po prostu bym to przeczekał, a po powrocie wszystko wróciłoby na stare tory. Gdy moje życie tutaj zostało wymazane… — wzruszył ramionami — chyba po prostu próbowałem tam je poukładać na nowo. I lubię to kim się stałem, nie oczekuję, że to zrozumiesz. — dokończył.
Zerknął na Gabriela, na napięte mięśnie pod skórą, na wzrok, który wbity miał w punkt przed sobą. Naprawdę potraktował go łaskawie, wymierzając tylko jeden cios i dając mu opowiedzieć swoją wersję wydarzeń.
— Wiem, że to nie jest łatwe, to co zrobiłem. I nie musisz przyjmować moich przeprosin… tak właściwie wróciłem tylko przez ojca, by zająć się sprawami firmy. — Przyznał, teraz mógł grać jedynie w otwarte karty. Nie planował udawać, że nagle naszła go skrucha nie do wytrzymania i przyjechał ich błagać o wybaczenie.
Gdyby nie obowiązki nadal siedziałby w Szwajcarii, daleko poza jego wiedzą.
I może tak byłoby łatwiej, ale teraz nie było już możliwości ucieczki przed życiem.
J.
Jeszcze tego samego wieczoru, kiedy opuściła mieszkanie Felixa, obiecała sobie, że da Gabrielowi spokój. Że naprawdę, należy mu się szczęście po tym wszystkim, nawet jeśli ta cała Naomi jej się nie podobała w każdym calu. Chcieli być szczęśliwi, a ona nie powinna im tego szczęścia niszczyć.
OdpowiedzUsuńJednak jakaś część jej była cholernie zazdrosna i wkurwiona na to, że rok temu wyjechała, zostawiając za sobą wszystko i paląc tym samym mosty.
Był jedną z nielicznych osób, z którymi mogła o tym wszystkim porozmawiać, choć wiedziała, że Gabriel raczej nie będzie chętny do tego, żeby przebywać z nią w jednym pomieszczeniu dłużej, niż kilka minut.
Cała ta sytuacja była popierdolona, wyrwana rodem z jakiejś taniej, brazylijskiej telenoweli, bo tam też postacie uwielbiały umierać, a potem wracać do żywych, jakby nigdy nic.
Spojrzała na Gabriela, uważnie lustrując jego twarz, jakby chciała w nim dojrzeć jakąś zmianę. I taka zaszła, nie tylko w nim, ale również w niej i każdym, kto rok temu brał udział w tych wydarzeniach.
— Punkt dla Ciebie — powiedziała, kiedy wspomniał, że jego wkurwienie nie jest jej zmartwieniem. Bo w sumie nie było. Później odeszła, opierając się łokciami o kuchenną wyspę. Westchnęła głośno, na moment ukrywając twarz w dłoniach.
— Ja tak naprawdę nie mam z kim k tym teraz porozmawiać, Gabriel — wyznała.
— Moi rodzice uważają, że najlepiej byłoby gdybym ruszyła do przodu. Dlatego… dlatego rok temu wyjechałam, żeby to wszystko ogarnąć w głowie. Byłam we Francji, przez pół roku byłam na terapii. Starałam się to wszystko poukładać. Każdego dnia, siedząc tam zastanawiałam się nad wszystkim. Jak wyglądałoby moje życie, gdyby nie ta sytuacja. Czy by nam wyszło? Czy jednak to nie byłoby to? Każdego dnia chciałam coś napisać, ale tak naprawdę nie wiedziałam co. Więc wolałam milczeć — powiedziała, wzruszając przy tym ramionami. Obróciła kieliszek na blacie, spoglądając na czerwony płyn w środku.
— i tak, masz rację. Bo mam problem i nie wiem co z tym zrobić. Jak mam jej to wszystko wytłumaczyć? A może nadal utwierdzać ją w przekonaniu, że taty nie ma? Nie wiem — powiedziała, spoglądając na niego. Pierwszy raz od roku była tak szczera, choć wiedziała, że w tym momencie ta jej szczerość niewiele da. Bo po co mu ona była?
O.
Jeszcze kilka godzin temu zakładała, że ta noc będzie należała do jednych z tych nudnych, o których chciałaby szybko zapomnieć. Wymazać z pamięci, że w ogóle wpadła na pomysł, żeby tam pójść.
OdpowiedzUsuńTeraz jednak było zupełnie inaczej. To była jedna z tych nocy, które Octavia chciała zapamiętać na długo. Do których chciała wracać wspomnieniami, nie patrząc jaka była pora. I w końcu, to była ta noc, kiedy zrozumiała, jak bardzo jej życie było pokrętne. Jak wiele błędów popełniła, gdyby wcześniej zrozumiała pewne sprawy.
Dzisiejsza noc nie była błędem. Tak samo jak wiele poprzednich. Inni mogli tak powiedzieć, ale nie Octavia wiedziała, że to nie był żaden błąd. Tak miało być, oboje o tym wiedzieli w momencie, kiedy znaleźli się na parkingu podczas imprezy. I tak, nie miała też zamiaru się zastanawiać nad tym, co będzie potem. Tą decyzję zostawiła Gabrielowi. Nawet by nie czuła złości, gdyby stwierdził, że był to jednorazowy wyskok z jego strony. Wciąż jednak, z każdym jego dotykiem czuła, że on również już wiedział. To nie był wyskok. To nie była chęć sprawdzenia, czy coś jeszcze między nimi było.
Kiedy na niego patrzyła, czuła to. Tą dziwną więź, która połączyła ich kilka lat temu. Już wtedy to było dla niej coś niesamowitego. On był dla niej niesamowity, i mimo upływu lat to się nie zmieniło. Pamiętała każdą ich wspólną chwilę. Dobrą czy złą, to nie miało znaczenia, bo każdą dzieliła z nim. Gabriel był jej pierwszym i chciała, tak naprawdę, aby był jej ostatnim. Chciała nadal tworzyć z nim ich wspólną historię. Iść wspólnie przed siebie. Nie potrzebowała, by łączyło ich coś pokręconego, bo takich sytuacji w życiu miała już wystarczająco. Chciała spokoju, pierwszy raz w życiu. Chciała na spokojnie układać swoją przyszłość. Zbudować coś trwałego, a nie tylko znaleźć odrobinę zabawy. Chciała stworzyć dom.
Jeszcze jakiś czas temu sądziła, że to wszystko wydarzy się u boku innego mężczyzny, ale przekonała się, że jego słowa były tylko obietnicą, którą chciała usłyszeć. Były rzucone na wiatr, a kiedy zaczął on przybierać na sile, odleciały daleko, a Octavia nie widziała po pewnym czasie sensu w tym, by ich ciągle szukać i czekać na lepsze czasy. Pozwoliła sobie w końcu na to, by być szczęśliwa. Tak prawdziwie.
Ciepły oddech Gabriela drażnił przyjemnie jej rozgrzaną skórę. To było to, czego jej brakowało. Małe gesty, na które u innych nie zwróciłaby uwagi, u niego powodowały, że jej ciało wręcz krzyczało, że chce więcej. Słyszała jego urywany oddech, czuła delikatne drżenie mięśni, kiedy śmiało przesuwała rękami po ciele bruneta. Był przy niej, a ona nadal nie mogła uwierzyć, że to prawda.
UsuńNie przeszkadzała jej cisza. Była ona wręcz potrzebna w tym momencie, by każde z nich mogło się zebrać w sobie, nieco ochłonąć i nabrać sił, bo Octavia wiedziała, że to jeszcze nie koniec. że ta noc zakończy się zupełnie inaczej, a poranek rozpocznie zapewne w lekkim chaosie. Nie miała zamiaru rozpoczynać teraz tego tematu, ale wiedziała, że nazajutrz pewnie rozpęta się małe piekło, kiedy ktoś w końcu połączy kropki i dojdzie do tego, gdzie oboje spędzili noc.
— Nie narzekaj. Podobało Ci się — powiedziała rozbawiona. Wiedziała, że mu się podobało i poddałby się kolejny raz, gdyby Octavia znów zaczęła. I mogła to zrobić, ale postanowiła, że tym razem mu odpuści. Westchnęła cicho, z nieukrywaną satysfakcją, kiedy dłoń Gabriela błądziła po jej ciele. Kiedy dotykał jej piersi, zahaczał o sutki, kiedy ustami przywierał do jej skóry. Powodował, że szumiało jej w głowie, ale tak przyjemnie.
— Obiecuję być już grzeczna. Nawet na mały paluszek — przyrzekła, choć nie wyciągnęła przed siebie dłoni. Zamiast tego odnalazła dłoń Gabriela, łapiąc go za mały palec. — O widzisz? Obietnica przypieczętowana.
Ta chwila była tylko dla nich. W tym momencie wszystko było idealnie, i Octavia nic by nie zmieniła. Nie obchodziło ją nic, poza Gabrielem, co też chciała mu pokazać. Musnęła delikatnie jego ramię, później szyję. Pachniał tak, jak go zapamiętała. Jego skóra nadal miała tą samą miękkość. A on teraz był tylko jej.
kiedy się odsunął, z lubością spojrzała na jego ciało. Wysportowane, pokryte tatuażami, po prostu piękne jak zawsze. Chciała coś powiedzieć, ale kiedy Gabriel pozbył się swoich spodni, złapał ją mocno i pewnie, sprawiając, że odruchowo oplotła go nogami wokół bioder. Ich usta znów odnalazły do siebie drogę, bez najmniejszego problemu. Z jasnej łazienki nagle znaleźli się w zaciemnionej sypialni. Ten jeden pokój nie był pokryty jasnymi barwami. Panowały tu ciemne brązy, grube zasłony i minimalistyczny styl.
Opadła na łóżko, czując pod plecami chłód pościeli. Miękki, satynowy materiał skutecznie orzeźwiał jej rozpalone ciało. Spojrzała na Gabriela, gdy znalazł się tuż nad nią. Dłonie Octavii odruchowo znów zaczęły błądzić po jego ciele. Równie gorącym, co jej.
ciemne spojrzenie brunetki spoczęło na Włochu. Spoglądała na niego z uwagą, kiedy wypowiadał te wszystkie słowa, które w tym momencie znaczyły dla niej tak wiele. Jakby była to swego rodzaju obietnica, że już wszystko będzie dobrze.
— Zawsze byłam Twoja — powiedziała równie cicho, odgarniając kosmyk jego włosów. — Chcę być Twoją zawsze, Gabriel. Nie tylko dzisiaj. Pozwól mi na to — poprosiła, unosząc się nieco na łokciu.
— A Ty bądź mój. Zawsze — powiedziała, muskając delikatnie jego usta.
Octavia nie chciała deklaracji czy jakiś wyniosłych słów, że to będzie już na zawsze. Że kolejne dni będzie się budzić i zasypiać przy Gabrielu. Że będą jeść wspólnie śniadania, wieczorem oglądać filmy lub po prostu spędzali czas w ciszy. Że noce będą wypełnione cichymi westchnieniami z ich stron, usta będą odnajdywały do siebie drogę w każdej wolnej chwili.
OdpowiedzUsuńNie chciała tego, bo najzwyczajniej w świecie wiedziała, że te zbliżenie nie powinno mieć miejsca, że oni nie powinni się zdarzyć. A jednak, ich uczucie było tak pokręcone i tak chaotyczne, że potrafili zaskoczyć samych siebie.
Nie myślała o jutrze. O tym, jak to będzie wyglądać, czy oboje będą w jakiś sposób przestraszeni tym, co zrobili czy zupełnie inaczej - nie będą się przejmować i postawią wszystko na jedną kartę.
Octavia była w stanie to zrobić. Postawić wszystko na tą jedną kartę, zignorować słowa i spojrzenia innych. Była w stanie zrobić dla Gabriela wszystko.
To wszystko nigdy nie powinno się kończyć
Rok temu popełniła ogromny błąd, który wydawałoby się, że już nigdy nie naprawi. Teraz jednak czuła rosnącą nadzieje, że wszystko skończy się dobrze. Tak, jak powinno się skończyć.
Spojrzała na Gabriela, w jego błyszczące w półmroku oczy. Złapała się na tym, jak ogromnie tęskniła za tym, kiedy na nią spoglądał. Tylko on potrafił na nią tak patrzeć. Tylko on potrafił całować ją tak, jak nikt inny. Tylko on potrafił doprowadzić ją do dreszczy, o których pamiętała jeszcze długo.
— Zawsze składam poważne obietnice. Nawet, jak ktoś jest naćpany — zaśmiała się. W końcu sama też nie była trzeźwa. Też złamała obietnicę daną samej sobie, ale znów postanowiła, że to był ostatni raz. Nie chciała ciągle chodzić naćpana, nie chciała by życie przepływało jej przez palce. Chciała pamiętać wszystko. Być trzeźwa. Przeżywać życie jak inni.
Może Plotkara zrobiła im jakąś przysługę. Pchnęła w swoje ramiona, choć może była tego nieświadoma. I chyba oboje się z tego cieszyli, że udało im się wyrwać z hotelu, zostawić za sobą całe towarzystwo. Spędzić ten czas tylko we dwoje i nadrobić to, o czym myśleli, że już nigdy się nie zdarzy.
UsuńPocałunek był długi i należący do znacznie spokojniejszych, niż te sprzed kilku chwil. Jakby nagle oboje doszli do tego, że cała ta sytuacja jest prawdziwa i nie muszą nigdzie się spieszyć. Bo przecież nikt im nagle nie przerwie. Nie wpadnie niespodziewanie do mieszkania, nie przerwie tej bliskości, której z lubością się oddawali.
Przesunęła ręką najpierw po ramieniu Gabriela, w końcu zatrzymując ją na jego plecach. Gładziła delikatnie ciepłą skórę, drażniąc ją paznokciami. Nabierała sił, choć pod skórą czuła mrowienie niecierpliwości, które powoli się nasilało.
To, że był jej wiedziała od dawna. Gdzieś kiedyś dotarło to do niej, ale Octavia zepchnęła tę myśl gdzieś w głąb siebie. Ciągle szukała czegoś, choć sama nie wiedziała co tak naprawdę chciała.
Chciała miłości. Takiej, jakiej mieli jej rodzice. Chciała szacunku, uczucia, ciągłych spojrzeń, które elektryzowały. Chciała wspólnych poranków i wieczorów. Weekendów we dwoje, randek, które wplątałoby się między codzienne sprawy. Chciała dzielić z kimś życie i się zestarzeć z kimś u boku. Kiedyś błędnie myślała, że to może być Jack. Teraz chciała, aby to był Gabriel.
Najpierw musnęła delikatnie jego ramię, nim spojrzała mu ponownie w oczy. Mogła mu powiedzieć tak wiele słów, ale teraz chyba nie były one najważniejsze.
— Głupki z nas, wiesz? Idioci. Ale zawsze potrafimy się odnaleźć — stwierdziła, śmiejąc się przy tym cicho.
— Musimy chyba w końcu zostać przy tym, że jesteśmy dla siebie, hm? Ale wiesz, nie rozmawiajmy o tym teraz. Porozmawiajmy o tym, kiedy będziemy gotowi — powiedziała, przeczesując włosy Gabriela.
Ta noc była impulsem. Iskrą, która na nowo rozpaliła ten ogień między nimi, gdy oboje myśleli, że już wszystko zgaszone. Gdzieś jednak nadal tliła się jakaś iskra, która na nowo ożyła. Następny dzień był jedna wielką niewiadomą. Gdzieś wisiało widmo poważnej rozmowy, być może ustalenia wszystkiego albo zwykłego pożegnania się, chociaż tego drugiego Octavia tak naprawdę nie brała pod uwagę.
Teraz było właśnie tak, jak powinno. Jak oboje chcieli.
All this time I didn't know that you were holding all the keys to my heart.
Mogli odłożyć tą rozmowę na jutro, pojutrze, za tydzień lub nawet nigdy jej nie rozpoczynać. Jedno było pewne, nie mieli zamiaru trzymać się od siebie z daleka. Bo gdyby między nią a Gabrielem chciała wkraść się jakaś niepewność, już dawno by to zrobiła, a oni na pewno nie zdecydowaliby się spędzić tej nocy wspólnie. Każde poszłoby w swoją stronę.
OdpowiedzUsuńI tak chyba właśnie miało być. Chyba potrzebowali tych wszystkich lat, żeby znaleźć do siebie drogę. Może mieli poznać życie, by zrozumieć, że nie mogą być z kimś innym u boku. Było tak wiele rzeczy, które jeszcze na nich czekało.
Ona też to czuła, jakby coś w końcu kliknęło. Brakujący puzzel wskoczył na swoje miejsce, w obrazku nic nie brakowało. Kliknęło. Tak po prostu.
— Jest jeszcze kilka innych, równie wiążących — mruknęła rozbawiona. Czuła przyjemny chaos w głowie i ciele. Kokaina pewnie jeszcze krążyła po jej ciele, tak samo jak wypity alkohol. Nie czuła się jednak źle. Czuła się dobrze, ale to też było spowodowane tym, że Gabriel był przy niej.
Dla niej to miała być pierwsza i ostatnia noc, kiedy coś wzięła. Już po prostu tego nie potrzebowała. Ten jeden raz był chyba po prostu ze stresu i wkurwienia, które wtedy jej towarzyszyły.
Nie myślała o tym, jak udało jej się wydostać z hotelu. Po prostu wyjechała i tyle. Nie zastanawiała się, czy aby na pewno to była pomyłka czy przypadek. Wiedziała, że w tamtym momencie nie chciała już być w hotelu. Nie chciała oglądać twarzy tych wszystkich ludzi, siedzieć z nimi przy jednym stole.
Nie pasowała tam już.
Pozwoliła sobie na kilka krótkich pocałunków, które złożyła na ciele Gabriela. Świadomość, że nigdzie nie muszą się spieszyć była wyzwalająca.
— I już zostanę — szepnęła w jego skórę. — Koniec uciekania — obiecała następnie. Chwilę później usta Gabriela znów znalazły się na jej skórze, a on składał leniwe pocałunki, nigdzie się nie spiesząc. Westchnęła, przymykając delikatnie oczy. Czuła, jak mrowi ją skóra, kiedy on znów całował jej ciało.
Kiedy zmienił ich pozycję, Octavia z uśmiechem spojrzała na Gabriela, który teraz leżał pod nią. Jego uścisk na jej biodrach powodował, że czuła narastające pragnienie.
— Wyglądasz tak… bezbronnie — mruknęła z rozbawieniem, specjalnie poruszając swoimi biodrami. Nachyliła się w jego stronę, opierając ręce po obu stronach jego głowy. Mogła zrobić z nim wszystko. Doprowadzić go do szaleństwa. I robiła to, czuła wyraźnie, jak jego ciało odpowiada na jej zachęty.
— Jakbyś czekał na to, co się stanie — powiedziała, muskając usta Gabriela.
— Cały mój. Niecierpliwy — dodała, zsuwając się nieco niżej. Westchnęła znów, bo tak naprawdę również i ona.
You are the best thing that's ever been mine
Jego dłonie ją rozpalały. Czuła się tak, jakby ktoś ją podpalił. I może to było śmieszne porównanie, bo przecież podpalenie żywcem nie było zbyt miłym uczuciem, tak tutaj Octavia mogłaby śmiało powiedzieć, że tak chciała płonąć już zawsze. Chciała być jego jedyną, o której będzie myśleć w dzień i w nocy. Do której będzie wracać myślami w najmniej oczekiwanej chwili. A może już była? Może była jego centrum, swego rodzaju gwiazdą, o której nie zapomniał. Kiedy spojrzała na niego, Gabriel mógł wychwycić jej iskrzące spojrzenie. Nie często tak na kogoś spoglądała. Nie często ktoś zawracał jej głowę, tak, jak zrobił to on. Mimo roku, który spędzili osobno, Gabriel ciągle w jakiś sposób był w jej życiu.
OdpowiedzUsuńObserwowała, jak delikatnie przesuwał po jej ciele, jak badał każdy jego skrawek. Jakby chciał zobaczyć, czy przez ten czas coś się zmieniła. Nadal była taka sama. Miała gładką, aksamitną skórę. Opaloną, przypominającą jeszcze czas spędzony na jachcie, którym pływała przy wybrzeżu Saint-Tropez. Gdzieś w okolicach brzucha mógł wyczuć zabliźnioną bliznę, o której Octavia całkowicie zapomniała. Ot, pamiątka po sfrustrowanym facecie, który dostał kosza. Jej włosy były tak samo miękkie, opadające gęstymi lokami na gołe ciało. Pachniała wanilią i orzechem laskowym, a w głębi gdzieś była wyczuwalna soczysta pomarańcza. Zapach ten był intensywny, słodki i zmysłowy. Osiadał na skórze, pozostając tam na długo i nie pozwalając o sobie zapomnieć. Idealnie więc do Octavii pasował. Ona również nie znikała z pamięci tak szybko, jakby chciała. Pozostawała w umyśle długo, zakorzeniając się w nim. Gabriel był tego przykładem, jak bardzo potrafiła zakręcić w głowie. I szczerze? Podobało jej się to, że pomimo czasu, który ich rozdzielił, nadal była dla niego ważna.
Mógł to być zwykły seks. Szybki, bez większych emocji. Mogli to zrobić, by dać upust tylko swojemu pożądaniu, ale zdecydowali, że tym razem będzie inaczej. Intymniej, bardziej emocjonalnie.
— Mhm — wymruczała, kiedy torowała sobie pocałunkami drogę po jego ciele. Powoli, niespiesznie. Coraz niżej.
— Czy ja słyszę nutę irytacji w Twoim głosie? — zaśmiała się, odrywając na moment od jego skóry i unosząc nieco głowę, by móc spojrzeć na Gabriela. Lubiła brać sprawy w swoje ręce i właśnie w tym momencie miała to zrobić dosłownie. Nie chciała tylko brać, chciała też dawać. Chciała widzieć na twarzy bruneta całą gamę emocji. Chciała mu dać niezapomnianą noc.
— Mam dużo pomysłów — powiedziała delikatnie, przesuwając dłońmi po jego podbrzuszu.
—Możemy też być niecierpliwi. Nie musimy czekać. Już nie — odparła z uśmiechem. Nim Gabriel zdążył odpowiedzieć, zsunęła się jeszcze niżej, by następnie wsunąć go w siebie. Oboje już wystarczająco długo czekali na tą właśnie chwilę. Jęknęła cicho, znów pochylając się nad Gabrielem. Jej ruchy były spokojne, jednak pewne. Czuła, jakby byli do siebie wręcz idealnie dopasowani. Chwyciła palcami jego podbródek, składając ciepły pocałunek na ustach Włocha, a chwilę potem przesunęła po jego wargach językiem, jakby chcąc go jeszcze bardziej zachęcić.
I try to hide it, but I can't erase / The way I feel about you, it me a permanent trace
Ona zaś zatopiła się w tej chwili. Czerpała jak najwięcej, chciała się wręcz zachłysnąć tym, co się właśnie działo. Chciała zapamiętać każdą sekundę, najmniejszy gest, który dawał jej Gabriel albo ona dotykała jego. Nie potrafili z siebie zrezygnować czy też zerwać tą znajomość. Nie, oni nie potrafili odejść i zacząć coś od nowa, bez siebie w pobliżu.
OdpowiedzUsuńPodobał jej się ten impuls. To, że postawili wszystko na jedną kartę, stwierdzili, że jakoś to będzie. I było, było wręcz wspaniale. Tak, jak miało być.
Nie chciała wracać do tego, co było kiedyś. Chciała zbudować coś nowego, bez odwracania się i spoglądania, jak to wszystko wyglądało dawniej. Liczyło się tu i teraz. Liczyło się to, aby na nowo zbudowali coś znacznie mocniejszego między sobą.
Jego dotyk był delikatny, jak muśnięcie. Mimo wszystko, zapamiętała go bardzo dobrze, delektowała się nim.
Wiedziała, że nic nie byłoby w stanie teraz zirytować Gabriela. Chyba nawet to, gdyby zaczęła się z nim droczyć. Po prostu to nie był ten moment.
— Oboje długo nie wytrzymamy — stwierdziła. Taka była prawda. Może i oboje chcieli przeciągnąć tą chwilę jak najdłużej, ale prawda była taka, że nie byli w stanie. Octavia czuła wyraźnie, zarówno u siebie jak i u Gabriela, że oboje wystarczająco już odpoczęli.
Skupiła się na Gabrielu. Na jego oddechu, który powoli zaczął przyspieszać. Na jego dotyku i napinających się mięśniach, które czuła pod swoimi palcami, gdy przesuwała po jego umięśnionym ciele. Oddała mu się w całości, chcąc tej nocy być tylko jego. I była, czuła to jak nigdy wcześniej. Miał rację, naczekali się już wystarczająco długo i nie było sensu przeciągać tego w nieskończoność.
Seks z nim był teraz nieco inny. Bardziej intymny, ale jednak z dużą dawką emocji. Jakby chcieli sobie przekazać dosłownie wszystko to, co siedziało w nich przez ostatni czas. Ruchy były bardziej przemyślane, dostarczające więcej przyjemności. Nie był to szybki numerek, któremu mogli się oddać, by następnie pójść w swoją stronę. Teraz poświęcali się w całości, chcąc w pełni czerpać satysfakcję z tej chwili.
Jego ciało przyciągało i hipnotyzowało. Czuła najdrobniejszy dotyk. Czuła, jak mocniej ją do siebie przyciska, kiedy poruszała się na nim rytmicznie, nadając tempa. Całowała go jak nigdy wcześniej. Chaotycznie i namiętnie, powolnie i delikatnie, jakby nie mogąc się zdecydować. Bo w sumie nie potrafiła. Chciała mu oddać wszystko, co się w niej kotłowało. Chciała, by Gabriel zobaczył, że chce zatrzymać w sobie każdą cząstkę tego zbliżenia.
Ostatnią rzeczą, jaką zapamiętała, to było to, że nad nowym Jorkiem wstawał nowy dzień, kiedy opadła zmęczona na miękkie poduszki, tuż obok Gabriela. Zdążyła tylko okryć ich nagie ciała kołdrą, by następnie tylko wtulić się w bruneta i zasnąć, zmęczona całym poprzednim wieczorem, który zakończył się dla nich w zaskakujący sposób.
UsuńDelikatny dotyk musnął jej skórę, jednak Octavia nie od razu otworzyła oczy.
— Mamo — cichy szept dobieg do jej uszu. Mózg jeszcze jakby nie zarejestrował, co się dzieje w danym momencie. Otworzyła jedno oko, spoglądając na Aylę, która stała tuż obok niej, opierając się łokciami o łóżko.
Octavia uniosła się delikatnie na łokciach, odwracając głowę w stronę Gabriela, który jeszcze spał.
— To Twój chłopak? — Ay z zaciekawieniem spoglądała na Octavie, wyczekując odpowiedzi. Brunetka zaśmiała się cicho, wzruszając ramionami.
— Nie wiem — odparła zgodnie z prawdą. — Idź do babci. Zaraz przyjdę, tylko się ubiorę — poprosiła, na co Ayla wybiegła z sypialni, a po chwili dało się usłyszeć jej donośne Babciu! Mama ma chłopaka!
— Ja zwariuję — Cichy jęk wydobył się z ust Octavii, kiedy ukryła na moment twarz w dłoniach.
— Wstawaj, bo się spieszę, Tay! Twój chłopak też lepiej niech wstaje — głos żeby Blanchard przerwał ciszę. Tay odwróciła głowę w stronę Gabriela, przesuwając palcami po jego ramieniu. Chyba nie mieli wyjścia, żeby ukryć się w tej sypialni przed światem.
— Chcesz kawy? — zapytała, zanim wyszła z łóżka. Pozwoliła sobie na delikatny pocałunek, który złożyła na ramieniu Gabriela, a później wstała, kierując się w stronę garderoby, skąd wyciągnęła pierwsze lepsze ubrania, które na siebie nałożyła.
— Cześć, mamo — przywitała się z kobietą, która cierpliwie czekała. Spojrzała z uwagą na Octavię, gdy ta kierowała się w stronę ekspresu do kawy.
— Chyba impreza się udała? — Zagadnęła Eva, odbierając zabawkę od Ayli.
— Gdzie Twój chłopak? Czemu tak długo śpi? — trzylatka podeszła do Octavii, wyciągając w jej stronę ręce. Brunetka chwyciła ją, unosząc w górę i wygodnie opierając na swoim biodrze.
— Po kim ty jesteś taka wredna? — zapytała z rozbawieniem.
— Było dosyć nudno. Wyszłam wcześniej, niż cokolwiek zdążyło się zdarzyć — odparła zgodnie z prawdą. Nie interesowało ją to, jak skończyła się impreza Plotkary.
— Nie patrz tak na mnie, mamo — dodała, czując na sobie uważne spojrzenie rodzicielki. Eva jedynie wywróciła oczami, wyciągając telefon z torebki.
— Po prostu mam nadzieję, że nie wybuchnie z tego jakieś zamieszanie — Wva wzruszyła ramionami, znów spoglądając na Octavie, która nie chciała przyznać, że owszem, wybuchnie z tego zamieszanie. I to pewnie nie małe. — Idź się pobaw, Ay — poprosiła. Usłyszała z sypialni dochodzące dźwięki, więc wiedziała, że za chwilę z pomieszczenia wyjdzie Gabriel. Nalała do kubków świeżo zaparzonej kawy, opierając się o kuchenny blat. I nawet, nie martwiła się tym, co powie jej matka, gdy go zobaczy.
But I'm falling for you, so I'll stay through the storms