Alert: konfrontacja roku! Co ma zrobić dziewczyna, której dawna miłość wróciła zza grobu? A druga jest na wyciągnięcie ręki? It's okay to love them both, O. I do.
@km_sj2705
Podobno S. opuszczał nocą apartament w Gangnam o 3 nad ranem.
Towarzystwo? Tajemnicze. Damskie. I piękne.
@dani.song004
D. była widziana przy barze w Itaewon. Sama? Ani trochę.
@welostsunoo
Ktoś zostawił czarną kopertę pod drzwiami czyjegoś domu...
W środku? Tylko jedno zdjęcie.
xoxo
Latest Tea
Kiss on a lips party
Impreza, nasi mieszkańcy i szampan. Kto tym razem przekroczy granicę? Już wkrótce!
Czy naprawdę myśleliście, że zniknęłam bez słowa? Och, błagam. Gdy kilka znajomych twarzy nagle wyparowało z nowojorskiej sceny towarzyskiej, ktoś musiał sprawdzić, dokąd prowadzi ich ślad. A wiecie przecież, że moja ciekawość bywa większa niż kolekcja torebek pewnej dziedziczki z Upper East Side... Pamiętacie ją? Nawet jeśli, dzisiaj ledwo przypomina siebie.
Gabriel Dante Salvatore Cavallaro ⬪
urodzony 1 lutego 1997 roku w Nowym Jorku ⬪ włoskie korzenie,
amerykańskie wychowanie ⬪ właściciel studia tatuażu i piercingu Vice Tattoos oraz prywatnej siłowni Black Dog, które można znaleźć na
Williamsburgu ⬪loft niedaleko studia i siłowni ⬪Basil, Eira & Mara⬪ tatuator, influencer,
model, you name it⬪ syn Enzo Salvatore, dewelopera nieruchomości i
Moreny Salvatore, żony i matki na pokaz ⬪ starszy brat
irytującego Michele i nieżyjącej Alessi ⬪ sumienie zagłuszane szybką
jazdą i dymem ⬪instagram
Jako najstarszy z rodzeństwa
powinien być tym najbardziej odpowiedzialnym. Opiekować się młodszym bratem i
siostrą. Świecić przykładem, pokazać im świat z innej perspektywy, stawać w
obronie przed rodzicami i rówieśnikami, gdyby zaszła taka potrzeba. Poczęstować
pierwszym wypalonym w tajemnicy papierosem, dać spróbować zasmakować alkoholu
przed ukończeniem pełnoletności. Jako ten najstarszy miał pewne zadania do
wykonania, z których się nie wywiązał. Jako ten najstarszy zawiódł na całej
linii.
Jako najstarszy z rodzeństwa nie
zauważył niepokojących sygnałów. Nie zauważył subtelnych znaków, które pojawiły
się już pierwszego dnia i nasilały wraz z każdym następnym. A może nie chciał
widzieć? Może jako najstarszy z rodzeństwa chciał myśleć, że to nie jego
odpowiedzialność. Być może łatwiej było udawać, że problem nie istnieje, że to
co widzi jest jedynie wytworem nastoletniego umysłu, który napędzany filmami i
serialami, godzinami spędzonymi na graniu w brutalne gry, powoli zaczynał mieszać
fikcje z rzeczywistością.
Jako najstarszy z rodzeństwa
odsunął się od życia rodzinnego w dniu, kiedy złożył białą różę na trumnie
dwunastoletniej siostry. Wszystko runęło, a perfekcyjna rodzina przestała istnieć.
Pierwszy wskazał winnego. Mimo, że czuł się rozdarty między lojalnością a
prawdą — wybrał sprawiedliwość dla siostry i niczego nie żałował. „Skandal”
wisi na nazwisku Salvatore od siedmiu lat. Nawet najlepsza agencja PR’owa nie
była w stanie wygłuszyć mediów, które huczały o wypadku Alessi. Zmiana nazwiska również nie pomogła w odcięciu się od nieustających pytań. Najpiękniejsze
uśmiechy Enzo nie były w stanie sprawić, że ludzie zapomnieli, a nie
zapomnieli. Przypominają sobie o rodzinnej tragedii co jakiś czas. Samozwańczy
detektywi z TikToka wykorzystują sprawę Alessi dla wyświetleń i kliknięć. Podcasterzy
nagrywają odcinki analizując, czy sprawczynią, aby na pewno była Morena, czy
może wszyscy byli w to zaangażowani.
Mało mówi o swoim życiu. Nie udziela
wywiadów. Ucina każdą rozmowę, gdy ta tylko schodzi na temat jego rodziny. Oficjalnie
matki nie ma. Z ojcem widuje się od święta, bo choć w to nie on był winien, to
nie potrafi wybaczyć mu tego, że nigdy go nie posłuchał, bo być może wtedy
zamiast odwiedzać siostrę na cmentarzu odwiedzałby ją w akademiku.
Sumienie i głosy przeszłości zagłusza
kolejnymi procentami, wypalonymi papierosami i ziołem, a okazjonalnie kreską.
Rozpędza się zbyt szybko po autostradach i nigdy nie wie, czy wyjdzie z pościgu,
który prowadzi sam ze sobą, cało. Wpada w obce objęcia licząc, że na parę
godzin jego życie znów będzie w jednym kawałku.
A$AP Rocky w tytule, Maneskin w karcie i Stephen James na buźce.
Jedna z ostatnich nocy na Sain-Tropez był duszna i ciężka, choć nie wiedziała, czy to nie było jej wyobrażenie. Siedziała na tarasie wynajętego apartamentu, spoglądając na oświetlone wybrzeże. Obróciła w dłoniach kieliszek z białym, schłodzonym winem, wzdychając przy tym cicho. Nie wiedziała, czy podjęła dobrą decyzję. Nie wiedziała, czy to był krok w dobrą stronę. Ale wiedziała, że nie chciała i nie mogła już tak dłużej funkcjonować. Uciekać i udawać, że wszędzie jej będzie dobrze. Po roku już wiedziała, że nie potrafiła zagrzać miejsca gdziekolwiek indziej, niż Nowy Jork.
Nowy Jork przywitał ją równie duszną nocą. Miasto pachniało specyficznie, zupełnie inaczej niż miasta w Europie. Port lotniczy JFK był jak zawsze zatłoczony, niezależnie od pory dnia. Wychodząc ze strefy dla vipów, poprawiła śpiąca Aylę, która mruknęła coś pod nosem przez sen. Octavia czuła, jak bardzo była wyczerpana. Jedyne, o czym teraz marzyła, to wygodne łóżko i nieprzerwany sen. W oddali zauważyła swoją matkę. Mimo późnej pory, Eva prezentowała się nienagannie. W dopasowanym stroju, na obcasach, z idealnym makijażem. Octavia zaś nie rzucała się za bardzo w oczy. Nie chciała, choć liczyła się z tym, że już za chwilę o jej powrocie będzie bardzo głośno. Eva Blanchard zamknęła ją w swoim ciepłym uścisku, pociągając przy tym nosem, choć starała się ukryć wzruszenie, które aż na moment zabrało jej możliwość oddechu.
Dziwnie było obudzić jej się praktycznie w sobotnie południe, w swoim dawnym pokoju. Spojrzała przez okno, na zalany słońcem Nowy Jork, przez dłuższą chwilę leżąc w łóżku. To było jedno z tych uczuć, których Octavia nie umiała w żaden sposób opisać. Dziwne połączenie smutku, radości i tego spokoju, który jakby niepewnie się skradał, nie do końca będąc pewnym, czy aby na pewno znajdzie się dla niego miejsce. Jeszcze nie wiedziała, jak to wszystko będzie wyglądać, ale wiedziała jedno — o jej powrocie będzie głośno, na pewno nikt tego nie przegapi. Przetarła rękami oczy, chwytając telefon do ręki, i jak dawniej, pierwsze co zrobiła, to odpaliła stronę Plotkary. Nic. Cisza. Zero wzmianki o tym, że O wróciła do miasta.
Atmosfera w domu była zupełnie inna niż rok temu. Wtedy dało wyczuć się napięcie i złość, które wisiały w powietrzu. Dokładnie pamiętała tamten wieczór, kiedy siedziała na kanapie, w apartamencie rodziców. Była wtedy naćpana, po jej twarzy płynęły łzy, a ona już tak naprawdę nie miała sił. Była na granicy, gdzie wystarczył jeden ruch i wszystko skończyłoby się zupełnie inaczej. Wtedy to nie ona podejmowała decyzje, mimo iż była już dorosłaś wtedy wszystko zorganizowali rodzice, nie chcąc, by stało się coś złego.
Dziwnie było pojawić się na imprezie, kiedy przez rok w ogóle się o nich nie myślało. Dziwnie było znów być pośród ludzi, którzy znali ją tak dobrze, choć kompletnie nie wiedzieli, co się u niej działo przez te kilkanaście miesięcy. Kiedy pojawiła się w mieszkaniu swojego starszego brata, Felixa, na początku czuła się nieswojo. Jakby w ogóle nie pasowała do tego miejsca. Przez dłuższą chwilę stała na drugim końcu sporego salonu, spoglądając na Felixa, który był w towarzystwie swojej dziewczyny oraz wspólnych znajomych. Ale to nie Felix pierwszy ją zauważył. Zauważyła ją Katie, jego dziewczyna. Przerywając rozmowę, szybkim krokiem ruszyła w stronę Octavii, by chwilę później uścisnąć ją, mrucząc pod nosem, że dobrze ją znowu widzieć. Octavia odpowiedziała uprzejmie, że też dobrze ich wszystkich widzieć, po czym ruszyła w stronę Felixa, jednak Katie ją powstrzymała, kładąc rękę na ramieniu. — Wiesz… może masz ochotę na drinka? Chodź, zrobię Ci — zaproponowała, zmuszając Octavię do zmiany drogi, wręcz pchając ją siłą w stronę kuchni, gdzie również było sporo osób. — Co jest, Kat? — brunetka odwróciła głowę w jej stronę, i wtedy to zauważyła. Stał tam, w oddali. Że szklanka w dłoni, co jakiś czas poruszając nią. Obok niego zaś była jakaś dziewczyna, która Octavia kojarzyła. — Masz rację, drink dobrze mi zrobi — powiedziała, nie odrywając spojrzenia od Gabriela. O.
Octavia wiedziała, gdzie dokładnie popełniła błąd i jak wielką cenę za to wszystko zapłaciła. Mogła przecież, ten rok temu, sprzeciwić się. Powiedzieć, że nigdzie z Aylą nie wyjeżdżają i zostają tutaj, w Nowym Jorku. Przecież tu też mogła iść na terapię, znaleźć dobrą psychiatrę, wyjść z tego dołka, w którym się znalazła. Ale prawda była taka, że też nie chciała już przebywać w tym mieście. Miała dosyć tego miejsca, na każdym kroku ktoś mówił o Jacksonie, próbował dowiedzieć się szczegółów, chciał znać prawdę. Jakby wielu było ciężko zrozumieć to, że po prostu Jack miał problem, do którego nie chciał się przyznać. I że zrobił co zrobił. Wiele miejsc go przypominało, nawet jej własne mieszkanie. Jego kilka ubrań, które zostały, bo po prostu o nich zapomniał. Cholerne wspomnienia, które Octavia w pewnym momencie odtwarzała w głowie, jak jakiś zacięty film. I chciała, naprawdę chciała po tym wszystkim ruszyć na nowo, zacząć coś innego. Ale nie była w stanie. I choć do Gabriela zaczynała coś czuć, jej wyjazd sprawił, że oddzieliła to rodzące się uczucie grubą kreską. Zostawiła go bez słowa, tak jak to miała w zwyczaju. Nie wyjaśniła, skąd taka nagła decyzja. Nie poprosiła, żeby po prostu dał jej czas i na nią poczekał, aby ona mogła się ogarnąć. Nie zrobiła nic.
Nie mogła jednak oczekiwać, że Gabriel będzie czekał mimo wszystko. Że będzie jej wypatrywał, ignorując wszystkie dziewczyny wokół. Przecież nie mogła tego od niego w żaden sposób wymagać, bo podjęła decyzje, zostawiając go. Prosząc wręcz Felixa, żeby nie mówił mu gdzie jest. Zablokowała go chyba wszędzie, choć prawda była taka, że co jakiś czas odblokowywała jego numer i profile na portalach społecznościowych. Czytała każdą wiadomość. Godzinami wpatrywała się w liczne, nieodebrane połączenia. A potem znów wszystko blokowała, jakby to miało jej w czymkolwiek pomóc. Zapomnieć, zepchnąć w otchłań, nie wracać do tego, co między nimi było.
Kątem oka widziała minę Katie. Strach pomieszany z bezradnością i zrezygnowaniem, bo właśnie dotarło do niej na kogo Octavia patrzy. I wiedziała, że nie zdążyła. — Pójdę po Felixa. Chyba Cię nie zauważył — powiedziała, posyłając Octavii bezradny uśmiech. Brunetka nie odwzajemniła go, nawet nie zwróciła większej uwagi, kiedy Katie zniknęła z jej pola widzenia. Stała już sama, całkowicie wystawiona na jego widok. Czuła na sobie jego spojrzenie i nie umiała opisać, jak się z tym czuła. Nie wiedziała, czy była rozczarowana, czy zła, a może i nawet wkurwiona. Po prostu nie wiedziała. Później spojrzenie Octavii spoczęło na blondynce, która towarzyszyła Gabrielowi. Wysoka, z delikatnymi rysami twarzy, miłym spojrzeniem. Idealna, można by powiedzieć. Idealnie wpasowująca się w ich towarzystwo. Idealnie nadająca na ich falach, bo dało się to od razu zauważyć. To był ten typ dziewczyny, która rozsiewała wokół siebie tą przyjemną aurę i wszyscy do niej lgnęli. Jej śmiech był przyjemny dla ucha, głos koił i nadawał spokoju. Fuj.
Chciała się skrzywić, ale zdołała się powstrzymać. Nagle, tuż obok, jakby spod ziemi, wyrósł Felix. Upił spory łyk drinka, spoglądając na Gabriela. — Naomi. Nowy nabytek naszej mamy — wyjaśnił, podając Octavii szklankę z drinkiem. Nie pytała brata, co tam jest. W tej chwili była w stanie wypić wszystko, bez zastanawiania się. Tak też zrobiła. Pociągnęła solidny łyk alkoholu, pozwalając, by płyn rozgrzał jej środek. Czuła, jak mocno bije jej serce, głównie chyba ze złości. W końcu, zmuszając się wręcz do tego ruchu, odwróciła głowę w stronę Felixa. Zlustrowała uważnie jego profil, robiąc również pół kroku do tyłu. Stał z ręką w kieszeni jasnych spodni, w dopasowanej połówce od Ralpha Laurenta. Nie odzywał się, nie przywitał się z nią. Czuła, że w jakimś stopniu był zły. — Czemu mnie nie uprzedziłeś, że tu będzie? — zapytała w końcu, zdenerwowana. Felix wzruszył ramionami, odwracając głowę w stronę Octavii. — Sam nie wiem. Jesteście oboje dorośli, i wiecie, jak macie się zachować. Poza tym, i tak byś tu przyszła, jeszcze bardziej wkurwiona faktem, że kogoś sobie znalazł — stwierdził, znów spoglądając w stronę Gabriela. Uniósł w górę swoją szklankę, w geście jakby pozdrowienia i zachęcenia Cavallaro, by się z nim napił, nawet jeśli dzieliła ich odległość. — Tylko bądź grzeczna, Tay. Nie chce mi się później czytać o tym, jak to zrobiłaś scenę. Oboje wiemy, że potrafisz odwalić niezły teatrzyk — głos Felixa opływał ironią. Widziała to też w jego spojrzeniu. —Dupek — pomyślała o swoim starszym bracie, nie odpowiadając ani słowem na to, co powiedział. — Powinnam się przywitać? — zapytała, znów spoglądając na Naomi. W sumie, wiedziała już, czym się kierowała jej matka, kiedy proponowała jej kontrakt. Naomi była piekielnie ładną dziewczyną. Taka, która w mgnieniu oka mogła zrobić zawrotną karierę. I jej matka zapewne jej to zaproponowała. — Nie wiem, to już od Ciebie zależy. Wracam do gości — Felix spojrzał na Octavie, odchodząc od niej kilka kroków. Po chwili jednak się zatrzymał, odwracają w jej stronę. — Dobrze Cię widzieć. Zdrową — powiedział, wyraźnie podkreślając ostatnie słowo.
Octavia przestąpiła z nogi na nogę. Nagle obcasy zaczęły jej przeszkadzać. Czuła, jak strasznie są niewygodne. Raz jeszcze upiła łyk drinka, po czym ruszyła w ich stronę. Stukot jej obcasów wydawał się dla Octavii za głośny, jak na tą chwilę. Czarna, dopasowana krótka sukienka, jakby za mocno opinała cialo. Czuła wewnętrzna złość, ale nie wiedziała czemu. W końcu, stanęła przed Gabrielem i Naomi. Uśmiechnęła się, najmilej jak potrafiła. I każdy, kto ją znał, wiedział, że ten uśmiech nie jest szczery. Był wyuczony, wręcz teatralny. — Gabriel — powiedziała. Głos jednak miał normalną barwę. Nie dało się w nim usłyszeć grama złości czy czegokolwiek innego. — A ty pewnie jesteś Naomi — dodała, odwracają głowę w stronę blondynki. Wyciągnęła w jej stronę rękę, posyłając uśmiech. — Octavia. Ale wystarczy też Tay — przedstawiła się, choć tak naprawdę najdziwniejszym w tym wszystkim było, że od razu, tak łatwo przyszło jej pozwolenie, by blondynka mogła zwracać się do niej tak, jak bliskie jej osoby. — Nie spodziewałam się, że Cię tu zobaczę, Gab. W towarzystwie — dodała, chwilę po tym, jak Naomi uścisnęła jej dłoń. O.
W tamtym czasie, w jej głowie panował jeden wielki chaos. To było istne tornadzie, które rozwaliło jej życie na kawałki, a Octavia próbowała to wszystko złożyć w całość, kiedy tylko myślała, że już jest po wszystkim. Ale nie było. Co chwilę wszystko wracało na nowo, a to, co udało jej się odbudować, było niszczone na nowo. Relacja z Jacksonem była trudna. Była syzyfową pracą, i choć Octavia później wiele razy mówiła sobie, że odpuszcza, to zawsze wracała. Albo on wracał. Każdy wiedział, że Jack był miłością jej życia, że była w stanie zrobić dla niego wszystko. Gdyby kazali jej wskoczyć za niego w ogień - zrobiłaby to bez zawahania. Jego odejście sprawiło, że odeszła też część jej. Umarła. Po prostu zabrakło najważniejszego elementu. I chyba z tym Octavia nie potrafiła sobie poradzić najbardziej. I choć relacja z Gabrielem zaczęła się rozwijać, to nie mogła zbudować czegoś nowego, kiedy nie miała zamkniętego starego rozdziału. Nie chodziło tu też o to, żeby Gabriel w jakiś sposób zastępował Jacksona, a już na pewno, by był dla niej jak ojciec. Mimo, iż jej dziecko miało chujowego ojca, to jednak go miało. Przez krótką chwilę.
Kiedy wyjechała, przekonywała samą siebie, że to wszystko toczyło się za szybko. Że nie była gotowa. Że mogli poczekać. A jednak, każde z nich pragnęło tych chwil bliskości, każde inicjowało chociaż krótki moment, by pobyć razem. Olivia też wówczas nie wiedziała, czego chciała. Chciała wielu rzeczy. Bliskości. Miłości. Oparcia. Gabriel jej to wszystko przez ten krótki czas dawał. Jej wyjazd przekreślił wszystko, ale przecież nie mogła winić nikogo innego, oprócz siebie. Nie mogła też winić Gabriela, że ruszył dalej, zostawiając za sobą miniony rok. Przecież miał prawo, by budować swoje życie tak, jak chciał. Niemniej jednak, kiedy stała przed Naomi, czuła złość. Taka najprawdziwsza złość na siebie. Bo dotarło do niej, jak wiele zaprzepaściła.
Jej spojrzenie znów spoczęło na blondynce, której posłała wymowne spojrzenie. Naomi, z zarumienionymi policzkami, hardo na nią spoglądała, co dla Octavii było swego rodzaju wyzwaniem. Nie sądziła, że ta filigranowa blondyneczka będzie aż tak zawzięta od samego początku. Fascynujące. Octavia uśmiechnęła się delikatnie, kiedy Gabriel wypowiedział jej imię. Głos ten dźwięczał jej w głowie, ale w żadnej sposób nie było to natrętne. Ogromnie za tym tęskniła, choć nie miała zamiaru o tym wspominać. Zauważyła jego spojrzenie. On wiedział, że jej powrót nie zwiastuje nic dobrego. Że jego świat zatrząsł się niebezpiecznie, a on znalazł się w miejscu, w którym na pewno nie chciał być. Że wróciły wspomnienia i znowu otworzyły się dawno zamknięte drzwi. I nie wiedział, co zrobić, choć usilnie starał się, by nie dać tego po sobie poznać. Znali siebie jednak na tyle dobrze, że wystarczyło jedno spojrzenie Octavii i ona już wiedziała. Gra się rozpoczęła. — Będziemy się raczej często spotykać, Naomi — powiedziała, odgarniając kosmyk ciemnych włosów za ucho. Blondynka posłała jej spojrzenie, Octavia zaśmiała się w duchu kpiąco, bo przecież to w żaden sposób jej nie przestraszyło. — Więc, nowa gwiazdo mojej mamy. Jak współpraca z nią? Eva bywa bardzo… zaborcza. Jeśli chcesz, mogę Ci sprzedać kilka tipów, jak ją podejść. Praca z nią jest wtedy o wiele łatwiejsza i przyjemniejsza — powiedziała, uśmiechając się przy tym. Ten uśmiech ani trochę nie byl szczery, każdy z nich o tym wiedział. Octavia zwróciła uwagę na gest Naomi, którym to blondynka obdarowała Gabriela, splatając ich dłonie razem. Dla podkreślenia sytuacji, że to ona jest na pozycji wygranej. Octavia ugryzła się w język, powstrzymując przed niepotrzebnym komentarzem, który mógłby wywołać burzę. A nie tego chciała. Jeszcze nie teraz. — Spokojnie skarbie. Nie zabiorę Ci go. Było, minęło — powiedziała, wzruszając przy tym ramionami. Spojrzenie jej ciemnych oczu spoczęło na Gabrielu. Czekała na jakiś jego krok. Gest. Cokolwiek. — Wiesz dobrze, że lubię zamieszanie. Dzięki temu jest dużo ciekawiej — odpowiedziała na jego słowa, uśmiechając się. O.
[Hej, Gabs! Mam nadzieję, że przy okazji jakiegoś wątku grupowego uda nam się w końcu ustalić, czy chłopaki spaliły ten jacht, czy też nie. Chociaż nie wiem, ta historia owianego tajemnicą jachciku chyba mi pasuje :D Dobrze Was widzieć z powrotem, miłej (bądź nie — przynajmniej dla naszych postaci) zabawy!]
[ Po pierwsze... proszę zostawić biedny jacht w spokoju... 👀 Po drugie ten pomysł chodził za mną i mnie prześladował jak tylko postawiliśmy krzyżyk na Jacku. Tak więc jest z powrotem, choć nie będzie się chwalił swoim "zmartwychwstaniem" ochoczo ;) ]
Na każdym z nich tamten rok odbił swoje piętno. Byli naznaczeni tamtym dniem już do końca swoich dni. W ich głowach na zawsze wrył się ten jeden obraz, którego mieli nigdy nie zapomnieć. Octavia skutecznie zamknęła za sobą tamten dzień, upychając wszystkie te złe wspomnienia daleko, w głębi siebie. Nie rozpamiętywała, nie chcąc rozdrapywać ran, które niedawno co dopiero się zamknęły. Nie było sensu tak siebie katować. Nie była to jej wina. Tylko Jacksona. To były konsekwencje jego zachowania. Tamten dzień i tamto pożegnanie, które pamiętała jak przez mgłę, było też zupełnie inne, jak pożegnanie Alessi. Te dwie rzeczy odcisnęły na niej zupełnie inne piętno. Wiedziała, że źle postąpiła. Że powinna zostawić mu jakąś wiadomość, choć krótkie wyjaśnienie swojego zachowania, żeby zrozumiał, w jakim momencie wtedy się znajdowała i co się w niej działo. Jak wielki chaos zapanował w jej życiu, którego ona sama nie potrafiła ogarnąć. I to nie było tak, że nic dla niej nie znaczyły te chwile, które spędzili razem oraz to uczucie, które gdzieś tam kiełkowało. To były miłe i intensywne momenty, które Octavia rozpamiętywała potem bardzo długo. Prawda była taka, że Octavia bez żadnego strachu, rościła sobie prawa do wielu rzeczy, ludzi jak widać też. I tak, zraniła Gabriela, wiedziała też, że w tym momencie jest na przegranej pozycji, ale ta myśl się jej nie podobała. Nie pasowała do niej. Spojrzała hardo na Naomi, robiąc krok w jej stronę. Przyjrzała się z uwagą jej rysom. Kształtnym ustom, delikatnie różowym policzkom, zgrabnemu nosowi i w końcu spojrzała jej prosto w oczy. Zdziwiła się, widząc tą wolę walki. Uśmiechnęła się, ale nie był to miły uśmiech. — Mmm… to będzie ciekawa znajomość — mówiąc to, uniosła palcem jej podbródek, zmuszając Naomi, by spojrzała prosto w oczy Octavii. — Uważaj skarbie, grunt jest grząski. Wiele osób nie dało rady — powiedziała z uśmiechem. Odsunęła się, jakby znudzona tą rozmową i sama osobą Naomi. Śmieszyło ją to, że aż tak daje jej znać, gdzie nie może przekroczyć granicy. To było naprawdę bardzo zabawnej Słysząc słowa Gabriela, zaśmiała się cicho. Miał cholerna rację. Uwielbiała szum i zamieszanie wokół własnej osoby. Uwielbiała, jak spojrzenia były skierowane na nią. — kiedyś Ci nie przeszkadzało te zamieszanie. Sam je lubiłeś. Jak się zacznę nudzić, znajdę sobie zabawę, żeby się nieco rozerwać — powiedziała, upijając łyk drinka. Zrobiła krok w tył, przyglądając się obojgu. — Jesteście uroczy, naprawdę — skwitowała. Było w jej tonie głosu nieco ironii. — Nie przeszkadzam wam. Bawcie się dobrze, jeszcze wiele chwil, kiedy na pewno się spotkamy — powiedziała. Posłała Gabrielowi spojrzenie i uśmiechnęła się. Coś czuła, że tego wieczoru będzie gościć w jego głowie, zamiast Naomi.
Kiedy zobaczyła Gabriela w towarzystwie Naomi, poczuła ukłucie zazdrości. Mocne. Takie, którego nie czuła już od dawna. I nie, nie podobało jej się to ani trochę. Ta blondynka nie podobała jej się ani trochę. I tak, była samolubna, zawsze taka była. Rościła sobie prawo do wielu rzeczy, jak i ludzi. Gabriel, niestety, był jedną z tych osób, które Octavia traktowała jako swoje, nawet jeśli minął ogrom czasu. Wiedziała, że powinna pozwolić mu odejść i zacząć wszystko na nowo, być szczęśliwym. Przecież chciała dla niego tego szczęścia… no właśnie, chciała, ale pomiędzy to wszystko wkradła się zazdrość. Naomi jej nie znała. Wykonywała kroki i gesty, które jeszcze bardziej Octavie denerwowały i sprawiały, że z ogromną chęcią chciała to wszystko jeszcze bardziej zniszczyć. Była jak powolnie powstające tornado, które z każdą sekundą przybiera na sile. Naomi nie wiedziała, bo niby skąd miała to wiedzieć, z kim zadziera. Mogła słyszeć o niej plotki, na pewno słyszała. Mogła na ich podstawie wyrobić sobie o niej zdanie i na pewno wyrobiła, ale to Octavia też miała gdzieś. Uśmiechnęła się zadziornie, kiedy blondynka chwyciła ją za nadgarstek i wręcz wysyczala słowa w jej stronę. To było doprawdy zabawne. — Skarbie, nie testuj mnie. Pamiętaj, Ty dopiero zaczynasz, Twoja pozycja nie jest jeszcze zbyt mocna. Z łatwością możesz zlecieć z planszy. I uwierz mi, może to się stać, bardzo, bardzo szybko. Tak szybko, jak Twoja śliczna buźka zaczęła być znana, tak szybko ludzie mogą o Tobie zapomnieć — zabrzmiało to jak groźba i obietnica w jednym, ale tak właśnie było. Octavia mogła zrobić wszystko, byleby kariera Naomi nie nabrała tempa. — Więc lepiej nie wychodź przed szereg. Bądź grzeczna, to Ci odpuszczę — powiedziała z uśmiechem.
Potem odeszła, pozostawiając ich samych sobie, bez żadnych odpowiedzi. Nie miała na to ochoty. Nie miała ochoty się z nimi bawić, na tamten moment. Skupiła się więc na nadrobieniu tego, co zabrakło w ostatnim roku. Skupiła się na ludziach, których znała, a którzy byli widocznie zadowoleni z jej powrotu. Na nadrobieniu wszystkich plotek i ważnych wydarzeń, które ją ominęły. A później zrobiła coś, czego raczej nie powinna robić, choć prawda była taka, że uwielbiała robić sobie samej na złość. — Ludzie się zmieniają, Octavia — rzuciła w jego stronę, wywracając przy tym oczami. Podeszła te kilka kroków, stając tuż obok. Spojrzała na miasto, które było skąpane w świetle ulicznych latarni. Była już późna noc, ale Nowy Jork żył nadal swoim rytmem, który od lat się nie zmieniał. — I naprawdę, ona Cię kręci, Gab? — zapytała, odwracając głowę w jego stronę. — Przecież gdyby nie to, że nagle świat o niej usłyszał, w życiu nie zwróciłbyś na nią uwagi. Wasze drogi nigdy by się nie przecięły — dodała, pochylając się. Odebrała od niego skręta. Bezczelnie, z tym samym uśmiechem co kiedyś. Zaciągnęła się mocno. Brakowało jej tego. — Wiem, że moje przeprosiny raczej nie wystarczą, ale naprawdę, wtedy nie mogłam inaczej postąpić — powiedziała, zmieniając temat z Naomi na ten, który tak bardzo chciała uniknąć.
Kiedy wychodziła na balkon, zrobiła to specjalnie. Tak samo jak to, że się tu w ogóle pojawiła. Mogła zrobić to zupełnie inaczej, zachować się też nie tak, jak teraz ale ta złość i swego rodzaju zazdrość buzowała jej pod skórą. Jakby w jej środku znalazło się tysiące robaków, brudnych i wyglądających. Brudnych jak ona sama w tym momencie. Bo nie mogła inaczej siebie określić. Mogła rozegrać to inaczej. Poprosić o spotkanie, sam na sam. Wyjaśnić wszystko, powiedzieć całą prawdę, której tak bardzo bała się rok temu. Spojrzała na Gabriela. Długo i uważnie, lustrując jego twarz, która tak dobrze znała. Która wracała do niej we wspomnieniach. Spierdoliła - miał tu stuprocentową rację. Ale czy gdyby powiedziała mu wtedy wszystko, że sobie nie radzi, że musi wyjechać, że po prostu potrzebuje przestrzeni i czasu, by odnaleźć sama siebie po tym wszystkim, czy czekałby na nią? Czy gdyby na przykład została, to w pewnym momencie by się to wszystko nie zepsuło? Tego nie wiedzieli. Gdy Gabriel się do niej zbliżył i chwycił kosmyk jej włosów, uniosła w górę jedną brew. — Dobrze oboje wiemy, że takim jak my, ciężko przychodzą zmiany — rzuciła. Taka była prawda. Tacy jak oni ciężko się zmieniają. A jednak, po tych wszystkich wydarzeniach, po tych dwunastu miesiącach ciszy i braku jakichkolwiek relacji, zmienili się. Może nie było tego widać u niektórych na pierwszy rzut oka, ale na pewno zaszły w nich wszystkich jakieś zmiany. Większe lub mniejsze. Mruknęła, albo też prychnęła. Sama nie umiała określić, czym ten dźwięk był. Rozbawił ją, kiedy starał się brzmieć tak, jakby ta rozmowa go nudziła. Jakby jej powrót w ogóle nie zrobił na nim wrażenia. Ale oboje chyba znaleźli się w pułapce, choć jeszcze nikt nie chciał się do tego przyznać. — Oh Gab… — mruknęła, uśmiechając się. Kiedy się odsunął, przez chwilę stała w miejscu, dopaliła skręta, i dopiero później zbliżyła się do niego. — Oboje wiemy, że już tu jestem. Weszłam Ci do głowy, a Ty zamiast się temu sprzeciwić, pozwoliłeś na to. Pozwoliłeś na to w pierwszej sekundzie, kiedy tylko mnie zobaczyłeś — powiedziała z uśmiechem. Mógł mówić wiele, wypierać się na wszystkie sposoby, ale ona wiedziała, tak po prostu. — Czekaj, jak to było jeszcze chwilę temu. I've dreamt about you nearly every night this week — zacytowała, spoglądając na niego wyzywająco. — Chyba raczej nie myślałeś o niej — mruknęła, odsuwając się. — Będę grzeczna. Obiecuję, że Twoja blondyneczka zrobi zawrotną karierę. Zachłyśnie się nią, jak każda inna. Z radością będę na to patrzeć, ciekawa, jak wszystko się skończy. Miłego wieczoru, Gab. Uciekam, bo Twoja miłość chyba nas zauważyła. Przekaż jej, że nie mogę się doczekać następnego spotkania. Będę w przyszłym tygodniu na próbie — mówiąc to, uśmiechnęła się w jego stronę, po czym ruszyła w stronę wyjścia z balkonu. — Jest Twój, skarbie. Dbaj o niego — mijając Naomi, puściła jej oczko, po czym szybko oddaliła się, znikając w gronie znajomych. Całe to spotkanie było dość ciekawe. Czuła się tak, jakby ktoś zaprosił ją do gry, a ona z wielką ochotą przystała na propozycję rozegrania rundy, nawet jeśli zasady były nieco niejasne. Oj, oj 🤭
[Ach, kurczaczki, jakoś mnie te powroty wszystkich nostalgicznie nastrajają, czuję się jak na zlocie absolwentów czy coś :D Gabs się widział z Minsoo na tej samej imprezce, na której Jack kopnął w kalendarz (wszystkich w tyłek raczej...), więc tam mógł Ci mignąć, ale faktycznie, właśnie wtedy już przestawał być tym kochanym chłopaczkiem, a musisz mi uwierzyć na słowo, iż kiedyś nim był! Mam pociąg do ciągnięcia moich postaci na dno <3 Będziemy się bawić bardzo niegrzecznie i mam nadzieję, że chłopaki już niedługo będą mieli szansę znów się spotkać przy równie niegrzecznej okazji :>]
Gdy otrzymał telefon od matki, że jego ojciec ma zawał i musi natychmiast wracać do Nowego Jorku, nie brał pod uwagę, że zostanie tam na dłużej niż kilka dni. Kilka dni podczas, których byłby wstanie przemknąć się niepostrzeżenie z lotniska do domu, z domu do szpitala, ze szpitala z powrotem na lotnisko. Nie był przygotowany na to, że jego ojciec pożegna się ze swoim życiem, a jego własne wywróci się do góry nogami jeszcze bardziej, niż uczyniło to rok temu. Bo zniknięcie było proste, nie musiał nikomu patrzeć w oczy, nie musiał słuchać niczyich wyrzutów, lamentów, czy wyzwisk. Szwajcaria, choć była przymusowym przystankiem, okazała się tym czego potrzebował. Dlatego powrót wytrącił go z równowagi, która wciąż była krucha. Jackson nie miał przygotowanych wyjaśnień, nie miał gotowych przeprosin, wymówki którą każdy z łatwością by kupił. Był martwy, a ludziom wracającym zza grobu rzadko kiedy się wybacza. O ile w ogóle. Zdecydowanie umieranie było prostsze, niż mierzenie się z konsekwencjami własnych wyborów. Gdy prasę oficjalnie obiegła informacja o śmierci Roberta Howarda i przejęciu jego pozycji przez jego starszego syna, Jacksona, świat na moment zaczerpnął i przytrzymał oddech… A gdy go wypuścił zaczął się chaos, na który nigdy w pełni nie mógłby się przygotować. Wpierw Octavia. Później Seojun. Ta dwójka dokopała się do niego jako pierwsza i chyba to dało mu do zrozumienia, że kolejne rozmowy chce przeprowadzić nieco bardziej na własnych warunkach. Dlatego też próbował skontaktować się z Gabrielem jako pierwszy. Na jego miejscu pewnie sam uznałby te połączenia za nieśmieszny żart, aczkolwiek on by odebrał i nawtykał temu komuś. Gabriel go zablokował. Wtedy postanowił pojechać i złożyć mu osobistą wizytę. Nie chciało mu się wierzyć, że nie dotarły do niego żadne słuchy, skoro o powrocie spadkobiercy Howarda, grzmiała cała telewizja i pomniejsze szmatławce, jakby dostały pożywkę, która łatwo i szybko napełni ich portfele. Gdy zadzwonił do drzwi, nie wiedział na co liczyć. Dlatego, gdy te w końcu się otworzyły, a Gabe stanął przed nim, po czasie który minął zbyt szybko, Jackson nie wiedział od czego zacząć. Być może dlatego obrał sprawdzony schemat. — Siema, mógłbyś odebrać telefon, uprzedziłbym o wizycie. — zaczął odpychając się od ściany, o którą opierał się ramieniem. Czuł mieszane emocje na widok przyjaciela, o ile wciąż mógł go tak nazywać. Seojun dał mu jasno do zrozumienia, że go nie znosi i choć zawsze był kapryśny, Jack nie wiedział czy kiedykolwiek zdoła odbudować ich znajomość. Gabriel jednak był inny niż Kim. Jackson liczył, że chociaż ta rozmowa przebiegnie w innej atmosferze, aczkolwiek liczył się też z tym, że ktoś w końcu przyłoży mu w twarz, nawet jeśli w najśmielszych snach nie podejmował się stwierdzeń, że którykolwiek z ludzi, których znał w Nowym Jorku, może go szczerze, długo opłakiwać. Przecież byli jacy byli, oddawali się w wir imprez, atrakcji które skutecznie mogły odwrócić uwagę od straty, uciszyć nieprzyjemne mrowienie w sercu. A może tylko on był na tyle zepsuty, by myśleć takimi kategoriami…
Czy było to zabawą? Ona by raczej tak tego nie nazwała. Bardziej wyzwaniem, bo ktoś śmiał wziąć coś, co należało do niej. I to Octavii się zdecydowanie nie podobało. Przychodząc tu nie miała żadnego planu. Wiedziała, że rozegrała to źle, ale tak naprawdę była wkurwiona, na wszystko co się nagle zadziało w jej życiu, krótko po powrocie do Nowego Jorku. I nie wiedziała, naprawdę nie wiedziała, czemu tak bardzo zdenerwował ją fakt, że Gabriel ma dziewczynę. Przecież, gdyby była na jego miejscu, pewnie postąpiłaby dokładnie tak samo. Ruszyła z miejsca, otworzyła się na kogoś nowego. Pozwoliła na miłość. Jednak, świadomość, że to nie ona, że nie ona została wybrana, wkurwial najbardziej. Przyjrzała mu się. Ostatni rok bardzo na nich wpłynął. Na nią, Gabriela, Jacksona, Seojuna. Na wszystkich. Już nie byli tacy sami. Już nigdy nie mieli być. Coś jej mówiło, że ma odpuścić. Pozwolić mu budować to, co zaczął, nie niszczyć tego wszystkiego. A jednak, znaczna część jej nie chciała na to pozwolić. Nie chciała patrzeć na Gabriela u boku Naomi. I to nie tak, że go nie chciała. Chciała go cholernie, bo to właśnie Gabe dał jej namiastkę tego, czego tak uparcie szukała. Uczucia. Stabilności. Emocji i tego swoistego żaru. Wiedziała, że jej wyjazd wszystko zniszczył, ale miała nadzieję, że gdy wróci, sprawy ułożą się zupełnie inaczej. Jego słowa zabolały. Cholernie boleśnie, jakby ktoś wepchnął jej w jej ciało nóż, po czym delikatnie przekręcił ostrze, chcąc wywołać jeszcze większy ból, by się tym delektować. Octavia zaś nie odpowiedziała nic, bo wszystko co między nimi miało być wypowiedziane, już zostało. Tak uważała na tamtą chwilę.
Wiele osób będąc na jej miejscu, zapewne by odpuściła. Zostawiła i dała temu wszystkiemu spokój, ale tak naprawdę to wszystko się nieco skomplikowało. Do tego stopnia, że jedyną rzeczą, o której pomyślała, to było to, aby z kimś ten cały temat przegadać. Bo bądźmy szczerzy, nierzadko ktoś powraca zza grobu. Wiedziała, że weekend Naomi będzie zapracowany. I, że spędzi go poza Nowym Jorkiem. Wykorzystała więc tą okazję, zgarnęła butelkę wina i niewiele myśląc, pojechała do Gabriela, wcześniej wyciągając jego adres od Felixa. Tak jak tamtego wieczoru, kiedy pierwszy raz spotkali się od jej wyjazdu, tak i teraz nie miała planu. Żadnego, zaś w jej głowie myśli zrobiły sobie gonitwę, nie umiejąc ogarnąć tego, co się właśnie działo. Dzwonek do drzwi był irytujący. Głośny, wwiercający się w umysł, a może tylko tam jej się wydawało. Kiedy Gabriel w końcu otworzył drzwi i na nią spojrzał, Octavia przez kilka długich sekund nic nie mówiła. — Château d'Yquem — powiedziała, wciskając mu w ręce butelkę z winem. — Miałam zamiar nie otwierać go w najbliższym czasie, ale okazja, która wręcz, nazwijmy to, zmartwychwstała, jest idealna — powiedziała z ironią w głosie, wchodząc do mieszkania. I w nosie miała to, czy Gabriel chciał ją widzieć czy nie. Teraz nie miał wyboru. Już tu była. — Spokojnie. Nie przyszłam znowu rzucać groźbami na prawo i lewo. Na chwilę obecną pieprzy mnie Twoja Naomi. Sprawy chyba się nieco skomplikowały, co nie, Gabe? O.
Jedna z ostatnich nocy na Sain-Tropez był duszna i ciężka, choć nie wiedziała, czy to nie było jej wyobrażenie. Siedziała na tarasie wynajętego apartamentu, spoglądając na oświetlone wybrzeże. Obróciła w dłoniach kieliszek z białym, schłodzonym winem, wzdychając przy tym cicho. Nie wiedziała, czy podjęła dobrą decyzję. Nie wiedziała, czy to był krok w dobrą stronę. Ale wiedziała, że nie chciała i nie mogła już tak dłużej funkcjonować. Uciekać i udawać, że wszędzie jej będzie dobrze. Po roku już wiedziała, że nie potrafiła zagrzać miejsca gdziekolwiek indziej, niż Nowy Jork.
OdpowiedzUsuńNowy Jork przywitał ją równie duszną nocą. Miasto pachniało specyficznie, zupełnie inaczej niż miasta w Europie. Port lotniczy JFK był jak zawsze zatłoczony, niezależnie od pory dnia. Wychodząc ze strefy dla vipów, poprawiła śpiąca Aylę, która mruknęła coś pod nosem przez sen.
Octavia czuła, jak bardzo była wyczerpana. Jedyne, o czym teraz marzyła, to wygodne łóżko i nieprzerwany sen.
W oddali zauważyła swoją matkę. Mimo późnej pory, Eva prezentowała się nienagannie. W dopasowanym stroju, na obcasach, z idealnym makijażem. Octavia zaś nie rzucała się za bardzo w oczy. Nie chciała, choć liczyła się z tym, że już za chwilę o jej powrocie będzie bardzo głośno.
Eva Blanchard zamknęła ją w swoim ciepłym uścisku, pociągając przy tym nosem, choć starała się ukryć wzruszenie, które aż na moment zabrało jej możliwość oddechu.
Dziwnie było obudzić jej się praktycznie w sobotnie południe, w swoim dawnym pokoju. Spojrzała przez okno, na zalany słońcem Nowy Jork, przez dłuższą chwilę leżąc w łóżku. To było jedno z tych uczuć, których Octavia nie umiała w żaden sposób opisać. Dziwne połączenie smutku, radości i tego spokoju, który jakby niepewnie się skradał, nie do końca będąc pewnym, czy aby na pewno znajdzie się dla niego miejsce.
UsuńJeszcze nie wiedziała, jak to wszystko będzie wyglądać, ale wiedziała jedno — o jej powrocie będzie głośno, na pewno nikt tego nie przegapi.
Przetarła rękami oczy, chwytając telefon do ręki, i jak dawniej, pierwsze co zrobiła, to odpaliła stronę Plotkary.
Nic. Cisza. Zero wzmianki o tym, że O wróciła do miasta.
Atmosfera w domu była zupełnie inna niż rok temu. Wtedy dało wyczuć się napięcie i złość, które wisiały w powietrzu. Dokładnie pamiętała tamten wieczór, kiedy siedziała na kanapie, w apartamencie rodziców. Była wtedy naćpana, po jej twarzy płynęły łzy, a ona już tak naprawdę nie miała sił. Była na granicy, gdzie wystarczył jeden ruch i wszystko skończyłoby się zupełnie inaczej. Wtedy to nie ona podejmowała decyzje, mimo iż była już dorosłaś wtedy wszystko zorganizowali rodzice, nie chcąc, by stało się coś złego.
Dziwnie było pojawić się na imprezie, kiedy przez rok w ogóle się o nich nie myślało. Dziwnie było znów być pośród ludzi, którzy znali ją tak dobrze, choć kompletnie nie wiedzieli, co się u niej działo przez te kilkanaście miesięcy.
Kiedy pojawiła się w mieszkaniu swojego starszego brata, Felixa, na początku czuła się nieswojo. Jakby w ogóle nie pasowała do tego miejsca. Przez dłuższą chwilę stała na drugim końcu sporego salonu, spoglądając na Felixa, który był w towarzystwie swojej dziewczyny oraz wspólnych znajomych. Ale to nie Felix pierwszy ją zauważył. Zauważyła ją Katie, jego dziewczyna. Przerywając rozmowę, szybkim krokiem ruszyła w stronę Octavii, by chwilę później uścisnąć ją, mrucząc pod nosem, że dobrze ją znowu widzieć. Octavia odpowiedziała uprzejmie, że też dobrze ich wszystkich widzieć, po czym ruszyła w stronę Felixa, jednak Katie ją powstrzymała, kładąc rękę na ramieniu.
— Wiesz… może masz ochotę na drinka? Chodź, zrobię Ci — zaproponowała, zmuszając Octavię do zmiany drogi, wręcz pchając ją siłą w stronę kuchni, gdzie również było sporo osób.
— Co jest, Kat? — brunetka odwróciła głowę w jej stronę, i wtedy to zauważyła.
Stał tam, w oddali. Że szklanka w dłoni, co jakiś czas poruszając nią. Obok niego zaś była jakaś dziewczyna, która Octavia kojarzyła.
— Masz rację, drink dobrze mi zrobi — powiedziała, nie odrywając spojrzenia od Gabriela.
O.
Octavia wiedziała, gdzie dokładnie popełniła błąd i jak wielką cenę za to wszystko zapłaciła. Mogła przecież, ten rok temu, sprzeciwić się. Powiedzieć, że nigdzie z Aylą nie wyjeżdżają i zostają tutaj, w Nowym Jorku. Przecież tu też mogła iść na terapię, znaleźć dobrą psychiatrę, wyjść z tego dołka, w którym się znalazła.
OdpowiedzUsuńAle prawda była taka, że też nie chciała już przebywać w tym mieście. Miała dosyć tego miejsca, na każdym kroku ktoś mówił o Jacksonie, próbował dowiedzieć się szczegółów, chciał znać prawdę. Jakby wielu było ciężko zrozumieć to, że po prostu Jack miał problem, do którego nie chciał się przyznać. I że zrobił co zrobił.
Wiele miejsc go przypominało, nawet jej własne mieszkanie. Jego kilka ubrań, które zostały, bo po prostu o nich zapomniał. Cholerne wspomnienia, które Octavia w pewnym momencie odtwarzała w głowie, jak jakiś zacięty film. I chciała, naprawdę chciała po tym wszystkim ruszyć na nowo, zacząć coś innego. Ale nie była w stanie. I choć do Gabriela zaczynała coś czuć, jej wyjazd sprawił, że oddzieliła to rodzące się uczucie grubą kreską.
Zostawiła go bez słowa, tak jak to miała w zwyczaju. Nie wyjaśniła, skąd taka nagła decyzja. Nie poprosiła, żeby po prostu dał jej czas i na nią poczekał, aby ona mogła się ogarnąć. Nie zrobiła nic.
Nie mogła jednak oczekiwać, że Gabriel będzie czekał mimo wszystko. Że będzie jej wypatrywał, ignorując wszystkie dziewczyny wokół. Przecież nie mogła tego od niego w żaden sposób wymagać, bo podjęła decyzje, zostawiając go. Prosząc wręcz Felixa, żeby nie mówił mu gdzie jest.
Zablokowała go chyba wszędzie, choć prawda była taka, że co jakiś czas odblokowywała jego numer i profile na portalach społecznościowych. Czytała każdą wiadomość. Godzinami wpatrywała się w liczne, nieodebrane połączenia. A potem znów wszystko blokowała, jakby to miało jej w czymkolwiek pomóc. Zapomnieć, zepchnąć w otchłań, nie wracać do tego, co między nimi było.
Kątem oka widziała minę Katie. Strach pomieszany z bezradnością i zrezygnowaniem, bo właśnie dotarło do niej na kogo Octavia patrzy. I wiedziała, że nie zdążyła.
— Pójdę po Felixa. Chyba Cię nie zauważył — powiedziała, posyłając Octavii bezradny uśmiech. Brunetka nie odwzajemniła go, nawet nie zwróciła większej uwagi, kiedy Katie zniknęła z jej pola widzenia.
Stała już sama, całkowicie wystawiona na jego widok. Czuła na sobie jego spojrzenie i nie umiała opisać, jak się z tym czuła. Nie wiedziała, czy była rozczarowana, czy zła, a może i nawet wkurwiona. Po prostu nie wiedziała.
Później spojrzenie Octavii spoczęło na blondynce, która towarzyszyła Gabrielowi. Wysoka, z delikatnymi rysami twarzy, miłym spojrzeniem. Idealna, można by powiedzieć. Idealnie wpasowująca się w ich towarzystwo. Idealnie nadająca na ich falach, bo dało się to od razu zauważyć. To był ten typ dziewczyny, która rozsiewała wokół siebie tą przyjemną aurę i wszyscy do niej lgnęli. Jej śmiech był przyjemny dla ucha, głos koił i nadawał spokoju.
Fuj.
Chciała się skrzywić, ale zdołała się powstrzymać. Nagle, tuż obok, jakby spod ziemi, wyrósł Felix. Upił spory łyk drinka, spoglądając na Gabriela.
Usuń— Naomi. Nowy nabytek naszej mamy — wyjaśnił, podając Octavii szklankę z drinkiem. Nie pytała brata, co tam jest. W tej chwili była w stanie wypić wszystko, bez zastanawiania się. Tak też zrobiła. Pociągnęła solidny łyk alkoholu, pozwalając, by płyn rozgrzał jej środek. Czuła, jak mocno bije jej serce, głównie chyba ze złości.
W końcu, zmuszając się wręcz do tego ruchu, odwróciła głowę w stronę Felixa. Zlustrowała uważnie jego profil, robiąc również pół kroku do tyłu. Stał z ręką w kieszeni jasnych spodni, w dopasowanej połówce od Ralpha Laurenta. Nie odzywał się, nie przywitał się z nią. Czuła, że w jakimś stopniu był zły.
— Czemu mnie nie uprzedziłeś, że tu będzie? — zapytała w końcu, zdenerwowana. Felix wzruszył ramionami, odwracając głowę w stronę Octavii.
— Sam nie wiem. Jesteście oboje dorośli, i wiecie, jak macie się zachować. Poza tym, i tak byś tu przyszła, jeszcze bardziej wkurwiona faktem, że kogoś sobie znalazł — stwierdził, znów spoglądając w stronę Gabriela. Uniósł w górę swoją szklankę, w geście jakby pozdrowienia i zachęcenia Cavallaro, by się z nim napił, nawet jeśli dzieliła ich odległość.
— Tylko bądź grzeczna, Tay. Nie chce mi się później czytać o tym, jak to zrobiłaś scenę. Oboje wiemy, że potrafisz odwalić niezły teatrzyk — głos Felixa opływał ironią. Widziała to też w jego spojrzeniu.
—Dupek — pomyślała o swoim starszym bracie, nie odpowiadając ani słowem na to, co powiedział.
— Powinnam się przywitać? — zapytała, znów spoglądając na Naomi. W sumie, wiedziała już, czym się kierowała jej matka, kiedy proponowała jej kontrakt. Naomi była piekielnie ładną dziewczyną. Taka, która w mgnieniu oka mogła zrobić zawrotną karierę. I jej matka zapewne jej to zaproponowała.
— Nie wiem, to już od Ciebie zależy. Wracam do gości — Felix spojrzał na Octavie, odchodząc od niej kilka kroków. Po chwili jednak się zatrzymał, odwracają w jej stronę.
— Dobrze Cię widzieć. Zdrową — powiedział, wyraźnie podkreślając ostatnie słowo.
Octavia przestąpiła z nogi na nogę. Nagle obcasy zaczęły jej przeszkadzać. Czuła, jak strasznie są niewygodne.
Raz jeszcze upiła łyk drinka, po czym ruszyła w ich stronę. Stukot jej obcasów wydawał się dla Octavii za głośny, jak na tą chwilę. Czarna, dopasowana krótka sukienka, jakby za mocno opinała cialo. Czuła wewnętrzna złość, ale nie wiedziała czemu.
W końcu, stanęła przed Gabrielem i Naomi. Uśmiechnęła się, najmilej jak potrafiła. I każdy, kto ją znał, wiedział, że ten uśmiech nie jest szczery. Był wyuczony, wręcz teatralny.
— Gabriel — powiedziała. Głos jednak miał normalną barwę. Nie dało się w nim usłyszeć grama złości czy czegokolwiek innego.
— A ty pewnie jesteś Naomi — dodała, odwracają głowę w stronę blondynki. Wyciągnęła w jej stronę rękę, posyłając uśmiech.
— Octavia. Ale wystarczy też Tay — przedstawiła się, choć tak naprawdę najdziwniejszym w tym wszystkim było, że od razu, tak łatwo przyszło jej pozwolenie, by blondynka mogła zwracać się do niej tak, jak bliskie jej osoby.
— Nie spodziewałam się, że Cię tu zobaczę, Gab. W towarzystwie — dodała, chwilę po tym, jak Naomi uścisnęła jej dłoń.
O.
W tamtym czasie, w jej głowie panował jeden wielki chaos. To było istne tornadzie, które rozwaliło jej życie na kawałki, a Octavia próbowała to wszystko złożyć w całość, kiedy tylko myślała, że już jest po wszystkim. Ale nie było. Co chwilę wszystko wracało na nowo, a to, co udało jej się odbudować, było niszczone na nowo.
OdpowiedzUsuńRelacja z Jacksonem była trudna. Była syzyfową pracą, i choć Octavia później wiele razy mówiła sobie, że odpuszcza, to zawsze wracała. Albo on wracał. Każdy wiedział, że Jack był miłością jej życia, że była w stanie zrobić dla niego wszystko. Gdyby kazali jej wskoczyć za niego w ogień - zrobiłaby to bez zawahania. Jego odejście sprawiło, że odeszła też część jej. Umarła. Po prostu zabrakło najważniejszego elementu. I chyba z tym Octavia nie potrafiła sobie poradzić najbardziej. I choć relacja z Gabrielem zaczęła się rozwijać, to nie mogła zbudować czegoś nowego, kiedy nie miała zamkniętego starego rozdziału.
Nie chodziło tu też o to, żeby Gabriel w jakiś sposób zastępował Jacksona, a już na pewno, by był dla niej jak ojciec. Mimo, iż jej dziecko miało chujowego ojca, to jednak go miało. Przez krótką chwilę.
Kiedy wyjechała, przekonywała samą siebie, że to wszystko toczyło się za szybko. Że nie była gotowa. Że mogli poczekać. A jednak, każde z nich pragnęło tych chwil bliskości, każde inicjowało chociaż krótki moment, by pobyć razem. Olivia też wówczas nie wiedziała, czego chciała. Chciała wielu rzeczy. Bliskości. Miłości. Oparcia. Gabriel jej to wszystko przez ten krótki czas dawał.
Jej wyjazd przekreślił wszystko, ale przecież nie mogła winić nikogo innego, oprócz siebie.
Nie mogła też winić Gabriela, że ruszył dalej, zostawiając za sobą miniony rok. Przecież miał prawo, by budować swoje życie tak, jak chciał.
Niemniej jednak, kiedy stała przed Naomi, czuła złość. Taka najprawdziwsza złość na siebie. Bo dotarło do niej, jak wiele zaprzepaściła.
Jej spojrzenie znów spoczęło na blondynce, której posłała wymowne spojrzenie. Naomi, z zarumienionymi policzkami, hardo na nią spoglądała, co dla Octavii było swego rodzaju wyzwaniem. Nie sądziła, że ta filigranowa blondyneczka będzie aż tak zawzięta od samego początku. Fascynujące.
Octavia uśmiechnęła się delikatnie, kiedy Gabriel wypowiedział jej imię. Głos ten dźwięczał jej w głowie, ale w żadnej sposób nie było to natrętne. Ogromnie za tym tęskniła, choć nie miała zamiaru o tym wspominać. Zauważyła jego spojrzenie. On wiedział, że jej powrót nie zwiastuje nic dobrego. Że jego świat zatrząsł się niebezpiecznie, a on znalazł się w miejscu, w którym na pewno nie chciał być. Że wróciły wspomnienia i znowu otworzyły się dawno zamknięte drzwi. I nie wiedział, co zrobić, choć usilnie starał się, by nie dać tego po sobie poznać.
Znali siebie jednak na tyle dobrze, że wystarczyło jedno spojrzenie Octavii i ona już wiedziała. Gra się rozpoczęła.
— Będziemy się raczej często spotykać, Naomi — powiedziała, odgarniając kosmyk ciemnych włosów za ucho. Blondynka posłała jej spojrzenie, Octavia zaśmiała się w duchu kpiąco, bo przecież to w żaden sposób jej nie przestraszyło.
— Więc, nowa gwiazdo mojej mamy. Jak współpraca z nią? Eva bywa bardzo… zaborcza. Jeśli chcesz, mogę Ci sprzedać kilka tipów, jak ją podejść. Praca z nią jest wtedy o wiele łatwiejsza i przyjemniejsza — powiedziała, uśmiechając się przy tym. Ten uśmiech ani trochę nie byl szczery, każdy z nich o tym wiedział. Octavia zwróciła uwagę na gest Naomi, którym to blondynka obdarowała Gabriela, splatając ich dłonie razem. Dla podkreślenia sytuacji, że to ona jest na pozycji wygranej.
Octavia ugryzła się w język, powstrzymując przed niepotrzebnym komentarzem, który mógłby wywołać burzę. A nie tego chciała. Jeszcze nie teraz.
— Spokojnie skarbie. Nie zabiorę Ci go. Było, minęło — powiedziała, wzruszając przy tym ramionami. Spojrzenie jej ciemnych oczu spoczęło na Gabrielu. Czekała na jakiś jego krok. Gest. Cokolwiek.
— Wiesz dobrze, że lubię zamieszanie. Dzięki temu jest dużo ciekawiej — odpowiedziała na jego słowa, uśmiechając się.
O.
[Hej, Gabs! Mam nadzieję, że przy okazji jakiegoś wątku grupowego uda nam się w końcu ustalić, czy chłopaki spaliły ten jacht, czy też nie. Chociaż nie wiem, ta historia owianego tajemnicą jachciku chyba mi pasuje :D Dobrze Was widzieć z powrotem, miłej (bądź nie — przynajmniej dla naszych postaci) zabawy!]
OdpowiedzUsuń[ Po pierwsze... proszę zostawić biedny jacht w spokoju... 👀
OdpowiedzUsuńPo drugie ten pomysł chodził za mną i mnie prześladował jak tylko postawiliśmy krzyżyk na Jacku. Tak więc jest z powrotem, choć nie będzie się chwalił swoim "zmartwychwstaniem" ochoczo ;) ]
Jack
Na każdym z nich tamten rok odbił swoje piętno. Byli naznaczeni tamtym dniem już do końca swoich dni. W ich głowach na zawsze wrył się ten jeden obraz, którego mieli nigdy nie zapomnieć.
OdpowiedzUsuńOctavia skutecznie zamknęła za sobą tamten dzień, upychając wszystkie te złe wspomnienia daleko, w głębi siebie. Nie rozpamiętywała, nie chcąc rozdrapywać ran, które niedawno co dopiero się zamknęły. Nie było sensu tak siebie katować. Nie była to jej wina. Tylko Jacksona. To były konsekwencje jego zachowania.
Tamten dzień i tamto pożegnanie, które pamiętała jak przez mgłę, było też zupełnie inne, jak pożegnanie Alessi. Te dwie rzeczy odcisnęły na niej zupełnie inne piętno.
Wiedziała, że źle postąpiła. Że powinna zostawić mu jakąś wiadomość, choć krótkie wyjaśnienie swojego zachowania, żeby zrozumiał, w jakim momencie wtedy się znajdowała i co się w niej działo. Jak wielki chaos zapanował w jej życiu, którego ona sama nie potrafiła ogarnąć. I to nie było tak, że nic dla niej nie znaczyły te chwile, które spędzili razem oraz to uczucie, które gdzieś tam kiełkowało. To były miłe i intensywne momenty, które Octavia rozpamiętywała potem bardzo długo.
Prawda była taka, że Octavia bez żadnego strachu, rościła sobie prawa do wielu rzeczy, ludzi jak widać też. I tak, zraniła Gabriela, wiedziała też, że w tym momencie jest na przegranej pozycji, ale ta myśl się jej nie podobała. Nie pasowała do niej.
Spojrzała hardo na Naomi, robiąc krok w jej stronę. Przyjrzała się z uwagą jej rysom. Kształtnym ustom, delikatnie różowym policzkom, zgrabnemu nosowi i w końcu spojrzała jej prosto w oczy. Zdziwiła się, widząc tą wolę walki.
Uśmiechnęła się, ale nie był to miły uśmiech.
— Mmm… to będzie ciekawa znajomość — mówiąc to, uniosła palcem jej podbródek, zmuszając Naomi, by spojrzała prosto w oczy Octavii.
— Uważaj skarbie, grunt jest grząski. Wiele osób nie dało rady — powiedziała z uśmiechem. Odsunęła się, jakby znudzona tą rozmową i sama osobą Naomi. Śmieszyło ją to, że aż tak daje jej znać, gdzie nie może przekroczyć granicy. To było naprawdę bardzo zabawnej
Słysząc słowa Gabriela, zaśmiała się cicho. Miał cholerna rację. Uwielbiała szum i zamieszanie wokół własnej osoby. Uwielbiała, jak spojrzenia były skierowane na nią.
— kiedyś Ci nie przeszkadzało te zamieszanie. Sam je lubiłeś. Jak się zacznę nudzić, znajdę sobie zabawę, żeby się nieco rozerwać — powiedziała, upijając łyk drinka. Zrobiła krok w tył, przyglądając się obojgu.
— Jesteście uroczy, naprawdę — skwitowała. Było w jej tonie głosu nieco ironii.
— Nie przeszkadzam wam. Bawcie się dobrze, jeszcze wiele chwil, kiedy na pewno się spotkamy — powiedziała. Posłała Gabrielowi spojrzenie i uśmiechnęła się. Coś czuła, że tego wieczoru będzie gościć w jego głowie, zamiast Naomi.
Kiedy zobaczyła Gabriela w towarzystwie Naomi, poczuła ukłucie zazdrości. Mocne. Takie, którego nie czuła już od dawna. I nie, nie podobało jej się to ani trochę. Ta blondynka nie podobała jej się ani trochę. I tak, była samolubna, zawsze taka była. Rościła sobie prawo do wielu rzeczy, jak i ludzi. Gabriel, niestety, był jedną z tych osób, które Octavia traktowała jako swoje, nawet jeśli minął ogrom czasu.
OdpowiedzUsuńWiedziała, że powinna pozwolić mu odejść i zacząć wszystko na nowo, być szczęśliwym. Przecież chciała dla niego tego szczęścia… no właśnie, chciała, ale pomiędzy to wszystko wkradła się zazdrość.
Naomi jej nie znała. Wykonywała kroki i gesty, które jeszcze bardziej Octavie denerwowały i sprawiały, że z ogromną chęcią chciała to wszystko jeszcze bardziej zniszczyć. Była jak powolnie powstające tornado, które z każdą sekundą przybiera na sile. Naomi nie wiedziała, bo niby skąd miała to wiedzieć, z kim zadziera. Mogła słyszeć o niej plotki, na pewno słyszała. Mogła na ich podstawie wyrobić sobie o niej zdanie i na pewno wyrobiła, ale to Octavia też miała gdzieś. Uśmiechnęła się zadziornie, kiedy blondynka chwyciła ją za nadgarstek i wręcz wysyczala słowa w jej stronę.
To było doprawdy zabawne.
— Skarbie, nie testuj mnie. Pamiętaj, Ty dopiero zaczynasz, Twoja pozycja nie jest jeszcze zbyt mocna. Z łatwością możesz zlecieć z planszy. I uwierz mi, może to się stać, bardzo, bardzo szybko. Tak szybko, jak Twoja śliczna buźka zaczęła być znana, tak szybko ludzie mogą o Tobie zapomnieć — zabrzmiało to jak groźba i obietnica w jednym, ale tak właśnie było. Octavia mogła zrobić wszystko, byleby kariera Naomi nie nabrała tempa.
— Więc lepiej nie wychodź przed szereg. Bądź grzeczna, to Ci odpuszczę — powiedziała z uśmiechem.
Potem odeszła, pozostawiając ich samych sobie, bez żadnych odpowiedzi. Nie miała na to ochoty. Nie miała ochoty się z nimi bawić, na tamten moment.
Skupiła się więc na nadrobieniu tego, co zabrakło w ostatnim roku. Skupiła się na ludziach, których znała, a którzy byli widocznie zadowoleni z jej powrotu. Na nadrobieniu wszystkich plotek i ważnych wydarzeń, które ją ominęły. A później zrobiła coś, czego raczej nie powinna robić, choć prawda była taka, że uwielbiała robić sobie samej na złość.
— Ludzie się zmieniają, Octavia — rzuciła w jego stronę, wywracając przy tym oczami. Podeszła te kilka kroków, stając tuż obok. Spojrzała na miasto, które było skąpane w świetle ulicznych latarni. Była już późna noc, ale Nowy Jork żył nadal swoim rytmem, który od lat się nie zmieniał.
— I naprawdę, ona Cię kręci, Gab? — zapytała, odwracając głowę w jego stronę.
— Przecież gdyby nie to, że nagle świat o niej usłyszał, w życiu nie zwróciłbyś na nią uwagi. Wasze drogi nigdy by się nie przecięły — dodała, pochylając się. Odebrała od niego skręta. Bezczelnie, z tym samym uśmiechem co kiedyś. Zaciągnęła się mocno. Brakowało jej tego.
— Wiem, że moje przeprosiny raczej nie wystarczą, ale naprawdę, wtedy nie mogłam inaczej postąpić — powiedziała, zmieniając temat z Naomi na ten, który tak bardzo chciała uniknąć.
Kiedy wychodziła na balkon, zrobiła to specjalnie. Tak samo jak to, że się tu w ogóle pojawiła. Mogła zrobić to zupełnie inaczej, zachować się też nie tak, jak teraz ale ta złość i swego rodzaju zazdrość buzowała jej pod skórą. Jakby w jej środku znalazło się tysiące robaków, brudnych i wyglądających. Brudnych jak ona sama w tym momencie. Bo nie mogła inaczej siebie określić. Mogła rozegrać to inaczej. Poprosić o spotkanie, sam na sam. Wyjaśnić wszystko, powiedzieć całą prawdę, której tak bardzo bała się rok temu.
OdpowiedzUsuńSpojrzała na Gabriela. Długo i uważnie, lustrując jego twarz, która tak dobrze znała. Która wracała do niej we wspomnieniach.
Spierdoliła - miał tu stuprocentową rację. Ale czy gdyby powiedziała mu wtedy wszystko, że sobie nie radzi, że musi wyjechać, że po prostu potrzebuje przestrzeni i czasu, by odnaleźć sama siebie po tym wszystkim, czy czekałby na nią? Czy gdyby na przykład została, to w pewnym momencie by się to wszystko nie zepsuło? Tego nie wiedzieli.
Gdy Gabriel się do niej zbliżył i chwycił kosmyk jej włosów, uniosła w górę jedną brew.
— Dobrze oboje wiemy, że takim jak my, ciężko przychodzą zmiany — rzuciła. Taka była prawda. Tacy jak oni ciężko się zmieniają. A jednak, po tych wszystkich wydarzeniach, po tych dwunastu miesiącach ciszy i braku jakichkolwiek relacji, zmienili się. Może nie było tego widać u niektórych na pierwszy rzut oka, ale na pewno zaszły w nich wszystkich jakieś zmiany. Większe lub mniejsze.
Mruknęła, albo też prychnęła. Sama nie umiała określić, czym ten dźwięk był. Rozbawił ją, kiedy starał się brzmieć tak, jakby ta rozmowa go nudziła. Jakby jej powrót w ogóle nie zrobił na nim wrażenia. Ale oboje chyba znaleźli się w pułapce, choć jeszcze nikt nie chciał się do tego przyznać.
— Oh Gab… — mruknęła, uśmiechając się. Kiedy się odsunął, przez chwilę stała w miejscu, dopaliła skręta, i dopiero później zbliżyła się do niego.
— Oboje wiemy, że już tu jestem. Weszłam Ci do głowy, a Ty zamiast się temu sprzeciwić, pozwoliłeś na to. Pozwoliłeś na to w pierwszej sekundzie, kiedy tylko mnie zobaczyłeś — powiedziała z uśmiechem. Mógł mówić wiele, wypierać się na wszystkie sposoby, ale ona wiedziała, tak po prostu.
— Czekaj, jak to było jeszcze chwilę temu. I've dreamt about you nearly every night this week — zacytowała, spoglądając na niego wyzywająco.
— Chyba raczej nie myślałeś o niej — mruknęła, odsuwając się.
— Będę grzeczna. Obiecuję, że Twoja blondyneczka zrobi zawrotną karierę. Zachłyśnie się nią, jak każda inna. Z radością będę na to patrzeć, ciekawa, jak wszystko się skończy. Miłego wieczoru, Gab. Uciekam, bo Twoja miłość chyba nas zauważyła. Przekaż jej, że nie mogę się doczekać następnego spotkania. Będę w przyszłym tygodniu na próbie — mówiąc to, uśmiechnęła się w jego stronę, po czym ruszyła w stronę wyjścia z balkonu.
— Jest Twój, skarbie. Dbaj o niego — mijając Naomi, puściła jej oczko, po czym szybko oddaliła się, znikając w gronie znajomych.
Całe to spotkanie było dość ciekawe. Czuła się tak, jakby ktoś zaprosił ją do gry, a ona z wielką ochotą przystała na propozycję rozegrania rundy, nawet jeśli zasady były nieco niejasne.
Oj, oj 🤭
[Ach, kurczaczki, jakoś mnie te powroty wszystkich nostalgicznie nastrajają, czuję się jak na zlocie absolwentów czy coś :D Gabs się widział z Minsoo na tej samej imprezce, na której Jack kopnął w kalendarz (wszystkich w tyłek raczej...), więc tam mógł Ci mignąć, ale faktycznie, właśnie wtedy już przestawał być tym kochanym chłopaczkiem, a musisz mi uwierzyć na słowo, iż kiedyś nim był! Mam pociąg do ciągnięcia moich postaci na dno <3 Będziemy się bawić bardzo niegrzecznie i mam nadzieję, że chłopaki już niedługo będą mieli szansę znów się spotkać przy równie niegrzecznej okazji :>]
OdpowiedzUsuńCzy ja muszę tu cokolwiek pisać? :>
OdpowiedzUsuńCLAIRE
Gdy otrzymał telefon od matki, że jego ojciec ma zawał i musi natychmiast wracać do Nowego Jorku, nie brał pod uwagę, że zostanie tam na dłużej niż kilka dni. Kilka dni podczas, których byłby wstanie przemknąć się niepostrzeżenie z lotniska do domu, z domu do szpitala, ze szpitala z powrotem na lotnisko.
OdpowiedzUsuńNie był przygotowany na to, że jego ojciec pożegna się ze swoim życiem, a jego własne wywróci się do góry nogami jeszcze bardziej, niż uczyniło to rok temu. Bo zniknięcie było proste, nie musiał nikomu patrzeć w oczy, nie musiał słuchać niczyich wyrzutów, lamentów, czy wyzwisk. Szwajcaria, choć była przymusowym przystankiem, okazała się tym czego potrzebował. Dlatego powrót wytrącił go z równowagi, która wciąż była krucha. Jackson nie miał przygotowanych wyjaśnień, nie miał gotowych przeprosin, wymówki którą każdy z łatwością by kupił. Był martwy, a ludziom wracającym zza grobu rzadko kiedy się wybacza. O ile w ogóle. Zdecydowanie umieranie było prostsze, niż mierzenie się z konsekwencjami własnych wyborów.
Gdy prasę oficjalnie obiegła informacja o śmierci Roberta Howarda i przejęciu jego pozycji przez jego starszego syna, Jacksona, świat na moment zaczerpnął i przytrzymał oddech… A gdy go wypuścił zaczął się chaos, na który nigdy w pełni nie mógłby się przygotować. Wpierw Octavia. Później Seojun. Ta dwójka dokopała się do niego jako pierwsza i chyba to dało mu do zrozumienia, że kolejne rozmowy chce przeprowadzić nieco bardziej na własnych warunkach.
Dlatego też próbował skontaktować się z Gabrielem jako pierwszy. Na jego miejscu pewnie sam uznałby te połączenia za nieśmieszny żart, aczkolwiek on by odebrał i nawtykał temu komuś. Gabriel go zablokował. Wtedy postanowił pojechać i złożyć mu osobistą wizytę. Nie chciało mu się wierzyć, że nie dotarły do niego żadne słuchy, skoro o powrocie spadkobiercy Howarda, grzmiała cała telewizja i pomniejsze szmatławce, jakby dostały pożywkę, która łatwo i szybko napełni ich portfele.
Gdy zadzwonił do drzwi, nie wiedział na co liczyć. Dlatego, gdy te w końcu się otworzyły, a Gabe stanął przed nim, po czasie który minął zbyt szybko, Jackson nie wiedział od czego zacząć. Być może dlatego obrał sprawdzony schemat.
— Siema, mógłbyś odebrać telefon, uprzedziłbym o wizycie. — zaczął odpychając się od ściany, o którą opierał się ramieniem.
Czuł mieszane emocje na widok przyjaciela, o ile wciąż mógł go tak nazywać. Seojun dał mu jasno do zrozumienia, że go nie znosi i choć zawsze był kapryśny, Jack nie wiedział czy kiedykolwiek zdoła odbudować ich znajomość. Gabriel jednak był inny niż Kim. Jackson liczył, że chociaż ta rozmowa przebiegnie w innej atmosferze, aczkolwiek liczył się też z tym, że ktoś w końcu przyłoży mu w twarz, nawet jeśli w najśmielszych snach nie podejmował się stwierdzeń, że którykolwiek z ludzi, których znał w Nowym Jorku, może go szczerze, długo opłakiwać. Przecież byli jacy byli, oddawali się w wir imprez, atrakcji które skutecznie mogły odwrócić uwagę od straty, uciszyć nieprzyjemne mrowienie w sercu.
A może tylko on był na tyle zepsuty, by myśleć takimi kategoriami…
still your buddy?
Czy było to zabawą? Ona by raczej tak tego nie nazwała. Bardziej wyzwaniem, bo ktoś śmiał wziąć coś, co należało do niej. I to Octavii się zdecydowanie nie podobało. Przychodząc tu nie miała żadnego planu. Wiedziała, że rozegrała to źle, ale tak naprawdę była wkurwiona, na wszystko co się nagle zadziało w jej życiu, krótko po powrocie do Nowego Jorku.
OdpowiedzUsuńI nie wiedziała, naprawdę nie wiedziała, czemu tak bardzo zdenerwował ją fakt, że Gabriel ma dziewczynę. Przecież, gdyby była na jego miejscu, pewnie postąpiłaby dokładnie tak samo. Ruszyła z miejsca, otworzyła się na kogoś nowego. Pozwoliła na miłość. Jednak, świadomość, że to nie ona, że nie ona została wybrana, wkurwial najbardziej.
Przyjrzała mu się. Ostatni rok bardzo na nich wpłynął. Na nią, Gabriela, Jacksona, Seojuna. Na wszystkich. Już nie byli tacy sami. Już nigdy nie mieli być. Coś jej mówiło, że ma odpuścić. Pozwolić mu budować to, co zaczął, nie niszczyć tego wszystkiego. A jednak, znaczna część jej nie chciała na to pozwolić. Nie chciała patrzeć na Gabriela u boku Naomi.
I to nie tak, że go nie chciała. Chciała go cholernie, bo to właśnie Gabe dał jej namiastkę tego, czego tak uparcie szukała. Uczucia. Stabilności. Emocji i tego swoistego żaru. Wiedziała, że jej wyjazd wszystko zniszczył, ale miała nadzieję, że gdy wróci, sprawy ułożą się zupełnie inaczej.
Jego słowa zabolały. Cholernie boleśnie, jakby ktoś wepchnął jej w jej ciało nóż, po czym delikatnie przekręcił ostrze, chcąc wywołać jeszcze większy ból, by się tym delektować. Octavia zaś nie odpowiedziała nic, bo wszystko co między nimi miało być wypowiedziane, już zostało. Tak uważała na tamtą chwilę.
Wiele osób będąc na jej miejscu, zapewne by odpuściła. Zostawiła i dała temu wszystkiemu spokój, ale tak naprawdę to wszystko się nieco skomplikowało. Do tego stopnia, że jedyną rzeczą, o której pomyślała, to było to, aby z kimś ten cały temat przegadać. Bo bądźmy szczerzy, nierzadko ktoś powraca zza grobu.
Wiedziała, że weekend Naomi będzie zapracowany. I, że spędzi go poza Nowym Jorkiem. Wykorzystała więc tą okazję, zgarnęła butelkę wina i niewiele myśląc, pojechała do Gabriela, wcześniej wyciągając jego adres od Felixa.
Tak jak tamtego wieczoru, kiedy pierwszy raz spotkali się od jej wyjazdu, tak i teraz nie miała planu. Żadnego, zaś w jej głowie myśli zrobiły sobie gonitwę, nie umiejąc ogarnąć tego, co się właśnie działo.
Dzwonek do drzwi był irytujący. Głośny, wwiercający się w umysł, a może tylko tam jej się wydawało.
Kiedy Gabriel w końcu otworzył drzwi i na nią spojrzał, Octavia przez kilka długich sekund nic nie mówiła.
— Château d'Yquem — powiedziała, wciskając mu w ręce butelkę z winem.
— Miałam zamiar nie otwierać go w najbliższym czasie, ale okazja, która wręcz, nazwijmy to, zmartwychwstała, jest idealna — powiedziała z ironią w głosie, wchodząc do mieszkania. I w nosie miała to, czy Gabriel chciał ją widzieć czy nie. Teraz nie miał wyboru. Już tu była.
— Spokojnie. Nie przyszłam znowu rzucać groźbami na prawo i lewo. Na chwilę obecną pieprzy mnie Twoja Naomi. Sprawy chyba się nieco skomplikowały, co nie, Gabe?
O.