Hello followers

Hello, followers!

Gossip Girl here.

Your one and only source for the truth behind the scandalous lives of New York's elite. Been a minute. Did you miss me? I know I've missed you.

And who am I? That's one secret I'll never tell.

xoxo, Gossip Girl
New York Seoul

Most followed, spotted, latest tea

Now Spotted

@ryan_s_kim

Podobno ma plik na dysku o nazwie 24 & Done, a o co dokładnie chodzi... Chyba każdy wie.

@how.j99

Wstał zza grobu odmieniony... ale czy na pewno? Przeszłość lubi doganiać szybko. Szczególnie jego.

@ari.min

Naczelna imprezowiczka powróciła na Upper East Side... odmieniona? Czy to jakaś nowa moda? A, ile Ci zajmie powrót do starych nawyków? I chłopców?

@tay_blanchard

Alert: konfrontacja roku! Co ma zrobić dziewczyna, której dawna miłość wróciła zza grobu? A druga jest na wyciągnięcie ręki? It's okay to love them both, O. I do.

xoxo

Latest Tea

Latest tea

Kiss on a lips party

Impreza, nasi mieszkańcy i szampan. Kto tym razem przekroczy granicę? On now!

Zobacz wydarzenie →

New posts, lastest GG post

Latest GG Post

Gossip Girl latest post

Nowe powiadomienie

Czy naprawdę myśleliście, że zniknęłam bez słowa? Och, błagam. Gdy kilka znajomych twarzy nagle wyparowało z nowojorskiej sceny towarzyskiej, ktoś musiał sprawdzić, dokąd prowadzi ich ślad. A wiecie przecież, że moja ciekawość bywa większa niż kolekcja torebek pewnej dziedziczki z Upper East Side... Pamiętacie ją? Nawet jeśli, dzisiaj ledwo przypomina siebie.

Czytaj najnowszy wpis →

kiss on a lips party

STATUS: WYDARZENIE AKTYWNE
HEJ, LUDZIE!

Dziś piszę przede wszystkim do tych, którzy z przykrością odkryli, że ich nazwiska nie znalazły się na liście gości. Wiem, to musi boleć. Ale spokojnie. Nie każdy rodzi się z odpowiednim nazwiskiem... albo odpowiednio brudnymi sekretami.

Nie martwcie się jednak, specjalnie dla Was będę relacjonować wszystko na bieżąco. A przecież doskonale wiecie, że przede mną nie ukryje się absolutnie nic.

Więc zacznijmy od początku. Wyobraźcie sobie salę balową tak wystawną, że nawet stare nowojorskie pieniądze poczułyby się tam nieco onieśmielone. Marmurowy parkiet lśniący bardziej niż diamenty. Piętnaście stołów, po dziewięciu gości przy każdym. Góry jedzenia, którego połowa nawet nie zostanie tknięta. Kryształowe żyrandole, przygaszone światła, morze kwiatów i muzyka, której i tak nikt nie będzie słuchał.

Byliście kiedyś w Grand Ballroom w Plaza? Nie? Cóż... wyobraźnia też jest za darmo. A pośrodku sali? Podium z monumentalną rzeźbą przedstawiającą... usta. Oczywiście. W końcu pierwszy pocałunek tego wieczoru należy do mnie.

Tymczasem pod główne wejście zaczynają zajeżdżać pierwsze limuzyny. Już widać te wymuszone uśmiechy, nerwowo odpalane papierosy i ciche, słabe szepty, które mają brzmieć jak pewność siebie. Kochani, strach pachnie znacznie mocniej od perfum z francuskich perfumerii. Jeśli byliście już na jednej z moich imprez, doskonale wiecie, że nic dobrego nigdy się tutaj nie wydarza. Przynajmniej nie dla wszystkich. A jeśli to Wasz debiut... postarajcie się nie skompromitować, zanim jeszcze kelner poda pierwszego szampana. I zanim zapytacie, dlaczego ktokolwiek dobrowolnie przekroczyłby próg tej sali... Sekrety. To zabawne, jak każdy, dosłownie każdy, ma coś, za co zapłaciłby fortunę, by nigdy nie ujrzało światła dziennego.

Do rozpoczęcia zostało mniej niż godzina. Chyba czas uruchomić tę maszynę, prawda?

Na mnie czeka jeszcze mały croissant i moja mała czarna od Diora. A potem? Potem wzniesiemy pierwszy toast. Za pozory. Za kłamstwa. I za tych, którzy jeszcze nie wiedzą, że ten wieczór zmieni wszystko.

xoxo, Gossip Girl
12.402
891
Udostępnij

omgomgomg Boże, zdradź nam, co się wydarzy!!! Powiedz cokolwiek, co jest w planie?!?

gossipgirl.net @omgomgomg Czy wystarczy Ci, jeśli powiem, że nic dobrego? Oj, jestem ostatnią osobą, którą można by podejrzewać o zepsucie niespodzianki, ale niech będzie. Robię to tylko dla Was! Cóż, powiedzmy, że już na samym początku uraczę moich gości smakiem swobody. Tyle Wam wystarczy? Nie psujmy sobie zabawy.

VIP Seating Chart

Stół 1
Naomi
Plus one Gabriela. Nikt oprócz niego jej tutaj nie zna. Ale z taką twarzą... czy to w ogóle konieczne?
Gabriel Cavallaro
Naczelny motocyklista Upper East Side. Podobno jest z Naomi... Co na to powiedzą wszystkie małoletnie Azjatki?
Clair Bellfort
Plus one Jacksona. Jeszcze nie ma pojęcia, jak naprawdę wygląda świat elity. She's here for the vibes.
Jackson Howard
Niedawno powrócił zza grobu i część znajomych od tego momentu nie miała jeszcze okazaji zamienić z nim słowa. Część jest też lekko... niezadowolona.
Cassian Rafferty-Whittaker
Lubi hazard, alkohol, nie pali papierosów i ma słabość do pewnej blondynki... Jak my wszyscy.
Cornelia Watson
Wszyscy ją kochają. Wygląda słodko, ale nie chcesz, aby cię nie polubiła... no, chyba, że masz ochotę skończyć na dnie East River.
Inhan Kim
Znikanie w tłumie przychodzi mu naturalnie. Jak się zachowa, gdy pierwszy raz w życiu cała uwaga zostanie zwrócona na niego?
Yoonjae Han
W kraju rodzinnym jest gwiazdą, tutaj jednym z wielu. Przykładny student z pociągiem do ryzyka. Czy uda mu się narobić tyle hałasu, że jego sława w końcu go tu doścignie?
Haejin Park
Gwiazda, która w Nowym Jorku odnalazła anonimowość. Miejmy nadzieje, że jej smak nie zostanie zapomniany, bo od dziś może pozostać jedynie wspomnieniem.
Stół 2
Jihoon Jeon
Od półtora miesiąca narzeczony Soyoung. Chociaż narzeczony to zbyt wielkie słowo... Transakcja biznesowa pasowałaby bardziej.
Soyoung Park
Niech słodka aparycja Was nie zwiedzie. Ta dziewczyna całe życie wiedziała, czego chce i jak to zdobyć. Co poszło nie tak tym razem?
Seojun Kim
Jak się czujesz z wiedzą, że spora część ludzi przy tym stoliku pała do ciebie nienawiścią? Dobrze, prawda? Oczywiście, że tak.
Sunghoon Ahn
Będziesz szczęśliwy, widząc swoją dawną miłość? Czy może przyciągnęła cię tu chęć zemsty? Either way, I'm in.
Alexander Kang
Chłopak Ari, z którym ta uwiła słodkie gniazdko poza burzliwym Upper East Side. Czy to mądre go tu przyprowadzać?
Ari Min
Queen. Naprawdę trzeba dodawać coś więcej?
Minsoo Lee
Kiedyś biedny chłopak, który nie potrafił wydukać całego zdania po angielsku, teraz gwiazda estrady. Jak sobie poradzi w gronie ludzi, którymi gardzi?
Yosoo Jeong
Czy wycieczka do Korei rozjaśniła umysł? Dodała sił? Sprawiła, że w głowie w końcu zapanował spokój? Jeśli tak, to dobrze, bo zamierzam to wszystko zmienić.
Yechan Powell
Zrób przysługę swojemu chłopakowi i więcej go już na moich imprezach nie zdradzaj... Żart! You're more than welcome to do so!
Stół 3
Yuri Han
Dwa lata temu cały Manhattan dowiedział się, że przez lata zgrywała bogaczkę, teraz jest topową influenserką modową. Kiedyś była też naiwniarą, a teraz...? Kto wie.
Namgi Jung
Czy teraz, gdy album ujrzał już światło dzienne, a upragniona sława w końcu ma szansę Cię dosięgnąć, poczujesz, że zasługujesz na miłość? Jest tuż obok, sięgnij po nią.
Danielle Song
Stare nawyki, od których uciekłaś do Korei, drepczą Ci po piętach. Może nie wiecie, ale Danielle ma mały problemik, jeśli chodzi o dobrą zabawę. A tej czeka jej dziś sporo.
Minho
Plus one Danielle. Jej ochroniarz. Opoka, zrozumienie i ciepłe ramię, w które przyjemnie się wtulić w zimne wieczory. Kocha ją na tyle mocno, że potrafi wybaczyć fakt, iż jej serce należy do kogoś innego.
Evelyn Sinclair
Zdaje się mieć wszystko... za wyjątkiem miłości swojego męża. A może ta gra jej tak naprawdę odpowiada? Cóż, dzisiaj będziemy mieć szansę się o tym przekonać.
Alex Walton
Niech nie zwiedzie Was ta przystojna twarz i ciepłe spojrzenie. Jeśli przyjrzycie się uważniej, być może dostrzeżecie niebezpieczny błysk w oku, ledwie zauważalne drgnięcie kącika ust, chłodne, stalowe spojrzenie. Bo za tym pięknym obrazem czai się okrucieństwo.
Cameron Dolan
Jest taki słodki, że aż chciałoby się go schrupać. Serce jeszcze walczy dzielnie z fortuną, której dorobił się ciężką pracą na boisku. Jak długo jeszcze będzie stawiać opór? Czy podda się już dziś? Miejmy nadzieję.
Ryan Kim
Wrodzony urok, piękny uśmiech i pogodne usposobienie dały Ci sławę. Ale, mój drogi, takie wartości nie są ani potrzebne, ani nawet pożądane na Upper East Side. Dzisiaj wyciągniemy z Ciebie wszystko, co najgorsze. I będziesz się świetnie bawić, I promise.
Junseo Park
Czy da się przyzwyczaić do życia pod nieustanną presją? A co dzieje się wtedy, gdy po raz pierwszy pozwalasz sobie zignorować wszystkie hamulce? Chętnie się tego dowiem, Junseo... Co zrobi tak przystojny chłopak jak Ty, kiedy po raz pierwszy nie będą otaczać go kamery?
Stół 4
Gość 1
Opis gościa numer 1.
Gość 2
Opis gościa numer 2.
Gość 3
Opis gościa numer 3.
Gość 4
Opis gościa numer 4.
Gość 5
Opis gościa numer 5.
Gość 6
Opis gościa numer 6.
Gość 7
Opis gościa numer 7.
Gość 8
Opis gościa numer 8.
Gość 9
Opis gościa numer 9.

200 komentarzy:

  1. Goście witani są już przy głównym wejściu do hotelu. Zanim przekroczą próg, obsługa z nienaganną uprzejmością weryfikuje ich nazwiska na liście obecności. Żadnych wyjątków. Żadnych nieplanowanych plus jeden. Żadnych przypadkowych twarzy. Tylko osoby, które otrzymały ekskluzywne zaproszenie, mają prawo wejść do środka.

    W szatni płaszcze, futra i eleganckie okrycia znikają z ramion gości, by chwilę później ustąpić miejsca błyszczącym kreacjom. Stamtąd obsługa kieruje wszystkich w stronę głównej sali balowej hotelu Plaza. Jednak tuż przed jej wejściem czeka kolejna niespodzianka. Telefony komórkowe, smartwatche, aparaty fotograficzne i wszelkie urządzenia elektroniczne zostają odebrane przez obsługę i starannie zabezpieczone w indywidualnych skrytkach. Dzisiejszego wieczoru nie będzie relacji na żywo. Nie będzie zdjęć. Nie będzie nagrań. Pozostaną jedynie wspomnienia... o ile ktokolwiek będzie chciał je później pamiętać.

    Po wejściu do sali kolejni pracownicy prowadzą gości do wyznaczonych miejsc. Na każdym z nich czeka elegancka winietka z imieniem i nazwiskiem oraz niewielki, ręcznie zapisany liścik pozostawiony przez Plotkarę. Jedni czytają go z uśmiechem, inni marszczą brwi. Są i tacy, którzy po przeczytaniu dyskretnie rozglądają się po sali, jakby chcieli upewnić się, że nikt nie zauważył ich nagłej zmiany nastroju.

    Na pierwszy rzut oka stoły wyglądają perfekcyjnie. Uginają się od wykwintnych dań, kryształowych kieliszków i drogich alkoholi. Kompozycje świeżych kwiatów idealnie współgrają z ciepłym światłem kryształowych żyrandoli, a każdy detal zdaje się dopracowany do granic możliwości. Jest jednak jeden element, który burzy tę perfekcję. Na środku każdego stołu znajduje się okrągła, szklana konstrukcja przypominająca karuzelę. W jej obwodzie rozmieszczono zagłębienia odpowiadające liczbie miejsc przy stole, a w każdym z nich spoczywa pusty kieliszek. Mechanizm obraca się powoli i niemal bezgłośnie. Niektórzy goście przyglądają się mu z wyraźnym zaciekawieniem. Inni wymieniają między sobą żarty, próbując rozładować narastające napięcie. Pozostali po prostu udają, że wszystko jest całkowicie normalne. Ale przecież na tych przyjęciach nic nigdy nie jest przypadkowe.

    Minuty mijają, a kolejne miejsca przy stołach zapełniają się jedno po drugim. Rozmowy stają się coraz głośniejsze, kieliszki wypełniają się szampanem, a tle gra spokojna muzyka. Dokładnie o godzinie 19:30 wszystko nagle cichnie. Melodia urywa się w pół taktu. Szklana konstrukcja na środku stołów zatrzymuje się. Na salę opada ciężka cisza.

    I wtedy z głośników rozbrzmiewa głos, który wszyscy doskonale znają.

    — Hej, ludzie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Stół #1 The One with the Dating Carousel

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby ktoś jeszcze dzień wcześniej powiedział mu, że dobrowolnie odda telefon obcemu człowiekowi stojącemu przy wejściu do sali balowej, najpewniej wyśmiałby go prosto w twarz. Teraz szedł między idealnie nakrytymi stołami z rękami wsuniętymi w kieszenie spodni i miną człowieka sugerującą, że z każdą kolejną sekundą coraz bardziej żałował, że w ogóle przekroczył próg tego miejsca.
      Absurd. Telefon ważył niewiele, a mimo to jego brak ciążył mu bardziej, niż był gotów przed sobą przyznać. Nie chodziło nawet o możliwość odebrania wiadomości czy sprawdzenia godziny. Bardziej o samą świadomość, że ktoś postanowił odebrać mu najprostszą możliwość wyjścia z sytuacji, gdyby ta okazała się wyjątkowo nużąca. Nie lubił, kiedy odbierano mu wybór. Nawet jeśli sprowadzał się do bezmyślnego przewijania ekranu podczas wyjątkowo nudnego spotkania.
      Westchnął cicho i omiótł spojrzeniem salę. Wszystko wydawało się zbyt... idealne. Przypominało irytując to, od czego przecież uciekał. Yoonjae miał ochotę rozpiąć kołnierzyk choćby tylko po to, żeby zepsuć tę starannie wyreżyserowaną harmonię. Dopiero kiedy dostrzegł niewielką plakietkę z własnym nazwiskiem ustawioną przy jednym z okrągłych stolików, zwolnił. Przez krótką chwilę przyglądał się jej z lekkim niedowierzaniem, po czym pokręcił głową pod nosem.
      — No dobrze — mruknął bardziej do siebie niż do kogokolwiek innego. — Zobaczmy, kto uznał, że to będzie dobry pomysł.

      yoonjae

      Usuń
    2. Inhan nie do końca ogarniał co się dzieje, na co się pisze i dlaczego tak właściwie się tutaj znalazł. Jego głowa była wysoko zadarta, gdy spojrzeniem omiatał duży budynek hotelu. Stał z boku przepuszczając przodem wszystkich tych, którzy zdawali się wiedzieć co robią.
      — Okej, wdech wydech, wdech wydech Kim. — Mruczał pod nosem decydując się w końcu ruszyć do wejścia. Posłusznie oddał telefon przy wejściu i dał się wprowadzić do środka. A tam? Nie wiedział na czym skupić wzrok, który szybko przeskakiwał z jednego punktu na drugi. Nie myślał nawet o tym, żę jego usta rozchyliły się lekko w wyrazie zaskoczenia na widok ogromnego przepychu. Przez chwilę pomyślał nawet, czy nie zapytać faceta z obsługi aby go uszczypnął. Kryształowe żyrandole były tak ogromne, żę był pewien, że nie zmieściłby się w jego rodzinnym domu. Sotły były duże, bogato przyozdobione. Pary ubrane w gładkie, lśniące materiały. Na moment zatrzymał się na środku, spojrzał w dół na swój prosty czarny garnitur, pożyczony od współlokatora. Miał nieco przydługie rękawy i był odrobinę za szeroki w ramionach.
      Przełknął ciężko ślinę, potarł dłonie o uda czując jak wilgotnieją ze stresu.
      Stres, który powoli się w nim kumulował, był ciężki i sprawiał, że robiło mu się duszno.
      Dał się zaprowadzić do stołu i tam poczuł mikroskopijny cień ulgi widząc znajomą twarz. Uśmiechnął się szerzej.
      — Cześć! — rzucił lekko drżącym głosem. Był przejęty i zestresowany jak nigdy przedtem. — Ale czad. — dodał sadowiąc się na miejscu, przy którym ustawiona była plakietka z jego imieniem. — Wow, nigdy nie widziałem czegoś takiego… myślisz, że to prawdziwy kryształ? — zagadnął do Yoonjae, stukając palcem w kieliszek.

      Inhan

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. Gabriel naprawdę nie wiedział, dlaczego przyjął to zaproszenie. Obiecał sobie koniec tej dziecinady z Plotkarą i jej idiotyczną stroną, która tylko przysparzała kłopotów. Łatwo było się domyślić, że znajomi ze starej paczki będą również zaproszeni. I chyba właśnie tylko dlatego zdecydował się w ogóle tam pojawić. Pocieszeniem była Naomi, która od rana szykowała się do wieczoru. Plotkara nie była jej obca, ale w przeciwieństwie do reszty towarzystwa dopiero wchodziła do jej świata, a Gabriel szczerze mówiąc wcale nie był pewien, czy chce, aby do niego dołączała. Dobrze przecież wiedział, jak kończy się zadzieranie z Plotkarą, ale najwyraźniej było mu mało i miał ochotę sparzyć się po raz kolejny.
      Dojechali na miejsce o odpowiedniej porze. Samochód płynnie zatrzymał się blisko wejścia, a kierowca sprawnie wyskoczył otwierając im drzwi. Pierwsza wysiadła Naomi. Czerwona suknia ciągnęła się za nią po ziemi, błyszcząca na szyi biżuteria przyciągała wzrok. Wysiadł zaraz po niej. Od razu sięgając po jej dłoń. Zaskoczył się, kiedy odebrali im telefony. Nie był przyklejony do ekranu dwadzieścia cztery na siedem, ale jednak w tym małym urządzeniu miał wszystko. Świadomość, że ni będzie miał możliwości się z nikim skontaktować, sprawdzić durnego Instagrama, kiedy będzie się nudził okazała się być dziwnie uciążliwa. Gorzej, jak znowu ktoś umrze i nikt nie zadzwoni po pomoc.
      Swobodnie przeszli przez salę, aż odnaleźli swój stolik. Gabriel dostrzegł dwie osoby, których nie kojarzył. Za to kojarzył już pozostałe nazwiska przy stole. Będzie ciekawie. Naomi, on, Claire, Jackson… Chwila, Claire? Uniósł lekko brew. W milczeniu przesuwając wzrokiem dalej. Aż jego wzrok nie prześlizgnął się po dwójce nieznajomych mu chłopaków.
      — Cześć! — Pierwsza przywitała się Naomi. — To również wasz stolik? Jestem Naomi.
      Wyciągnęła przed siebie rękę w stronę stojącego najbliżej niej chłopaka.
      — Gabriel. — Brunet skinął głową w ich stronę. — Pierwszy raz? — Zagadnął.

      Gabs & Naomi

      Usuń
    5. Nie wiedział, co zrobić z dłońmi. Bawił się idiotycznie skrawkiem kolorowej, zaprojektowanej przez siebie marynarki i walczył z wrażeniem, że krzesło, na którym usiadł, zrobiło się nagle strasznie niewygodne. Coś… poszło nie tak. Zakładał przecież, że tutaj - w Nowym Jorku - podobne spotkania będą dla niego rzadkością. Że brylowanie na bankietach pozostawił tysiące kilometrów dalej, a ryzyko, które napędzało go do działania, miało przyjmować zupełnie inny wymiar niż to, którego podejmował się w Korei. Chciał… pozostać poza zasięgiem spojrzeń tych, którzy z ciekawości przekraczali wszystkie, ustanowione przez niego granice. Chciał być widoczny jedynie jako on - jako Han Yoonjae, dwudziestoczterolatek z nieco nieodpowiedzialnym podejściem do życia i stanowczo zbyt ostrym językiem. Nie jako syn Nayeon i Junhee. A dzisiejszy wieczór niósł ze sobą za dużo niepewności, za wiele niewiadomych. Niepokój co do tego, z kim przyjdzie mu dzielić stolik. Nie miał pojęcia, dlaczego skorzystał z tego zaproszenia. Dlaczego nie zignorował go, jak podpowiadał zdrowy rozsądek i zamiast tutaj, nie stawił się na jednej z wielu, znacznie bezpieczniejszych, choć paradoksalnie tak nieprzewidywalnych, imprez.
      Z tego dziwnego nurtu myśli wyrwał go dopiero czyjś głos. Dziwnie znajomy, choć jeszcze chwilę wcześniej Yoonjae mógłby założyć się o to, że nie przyjdzie mu napotkać tu dziś nikogo, kogo zdążył poznać po przeprowadzce do Stanów. Złośliwy los postanowił przypomnieć mu jednak, że mimo tego, co starał się sobie wmówić, nie miał najwyraźniej nad swoim życiem jakiejkolwiek władzy.
      — Cześć? — Odpowiedział nienaturalnie cicho i mimowolnie prześlizgnął wzrokiem po Inhanie. Nie chciał być nieuprzejmy, działał odruchowo, bez ukrytych zamiarów. O sekundę dłużej, niż wypadało, zatrzymał spojrzenie na jego przydługich rękawach, nie mogąc powstrzymać się przed wpuszczeniem do głowy co najmniej kilku pomysłów na to, jak można było to twórczo wykorzystać. — Robi się coraz ciekawiej. — skrzywił się. — Myślę, że zaraz coś stłuczesz, nawet jeśli to coś tylko udaje kryształ. Nie stukaj w to.

      Chciał dodać coś jeszcze, ale gdy zaczął formować kąśliwą (mniej lub bardziej, nie zdążył się nad tym porządnie zastanowić) uwagę, do stolika podeszła dwójka nieznajomych osób. Yoonjae skinął uprzejmie głową, starając się włożyć wystarczająco dużo wysiłku w to, by zapamiętać ich imiona.
      — Han — przedstawił się, podnosząc się na chwilę z miejsca, ściskając delikatnie wyciągniętą ku niemu dłoń. — Nie do końca rozumiem, co się tu właściwie dzieje. Myślałem, że zaproszenie to… pomyłka. Bywaliście tu wcześniej?

      yoonjae

      Usuń
    6. Haejin nie wiedzieli, czy przyjście na imprezę było dobrym pomysłem, zwłaszcza kiedy obserwowali osobę z obsługi, która moment wcześniej odebrała ich telefon. W jednej chwili Jinnie poczuli się nadzy, bezbronni, rzuceni prosto na głębokie wody nowojorskich elit. Ale kiedy w skrzynce pojawiło się zaproszenie od Plotkary, impreza w Grand Ballroom w Plaza wydawała się idealną okazją, aby nawiązać nowe znajomości. Nowy Jork miał tyle do zaoferowania, ale nawet niekończące się atrakcje, muzea, kluby nie były w stanie wypełnić pustki, która zagnieździła się w sercu Jina od dnia, kiedy rozwiązali kontrakt ze starą wytwórnią i odeszli z 10SION.

      Teraz musieli odnaleźć się na nowo. Odnaleźć swoje miejsce wśród hałasu Nowego Jorku. Tylko tyle i aż tyle.

      Jeden z pracowników obsługi wskazał im stolik, do którego powinni się kierować, i Jinnie uśmiechnęli się w podziękowaniu. Za późno, żeby zmienić zdanie i wrócić do domu — Haejin wzięli głęboki wdech, krocząc pewnie przez salę i dając sobie dodatkowe parę sekund na zebranie myśli.

      — Widzę, że zostaliśmy usadzeni razem na dzisiejszy wieczór — powiedzieli życzliwym tonem do osób już siedzących przy stoliku, i zajęli swoje miejsce. Chociaż przez ostatnie dwa miesiące Haejin nabrali pewności siebie w mówieniu po angielsku, akcent wciąż zdradzał, że to nie był ich ojczysty język. — Haejin Ryu, miło mi was poznać.

      Mieli nadzieję, że nie przerwali żadnej rozmowy swoim przyjściem; ostatnie, czego w życiu potrzebowali, to jeszcze bardziej zszargać swoje imię i narobić wrogów w nowym mieście. Wciąż uśmiechając się, uważnie przyjrzeli się każdemu z gości — a kiedy ich wzrok stanął na młodym mężczyźnie siedzącym po ich prawej stronie, Jinnie zmarszczyli brwi.

      Gdzieś wcześniej widzieli tę twarz.

      — Przepraszam, czy istnieje możliwość, że spotkaliśmy się wcześniej? Wyglądasz znajomo...

      Haejin

      Usuń
    7. Z ledwością zdążył z powrotem zająć swoje miejsce, kiedy do stolika podszedł kolejny gość. Yoonjae uniósł wzrok niemal odruchowo i w tej samej chwili poczuł, jak coś nieprzyjemnie zaciska mu się wokół żołądka.

      Znał ich. Nie osobiście. Nigdy wcześniej nie zamienili nawet jednego słowa. A jednak rozpoznał ich natychmiast, jeszcze zanim zdążyli się odezwać. Trudno byłoby nie kojarzyć twarzy, która przez tygodnie przewijała się przez koreańskie media, stając się głównym tematem debat, programów śniadaniowych i internetowych komentarzy. Była gwiazda jednego z najpopularniejszych zespołów. Uosobienie odwagi w walce o komfort bycia prawdziwym w świecie, który dawno zapomniał o tym, co to właściwie znaczyło...
      A potem zniknęli. Tak łatwo, jak wcześniej zdominowali wszystkie możliwe nagłówki.
      Przez moment zrobiło mu się zwyczajnie gorąco, ale nie dlatego, że ich obecność była dla niego niewygodna. Po prostu... bał się tego, co mogła oznaczać. Co mogła ze sobą przynieść.
      Wystarczyła im przecież sekunda. Cholerna sekunda. Jeśli oni rozpoznali jego twarz, cała misternie budowana anonimowość mogła rozsypać się szybciej niż którykolwiek z kieliszków, które tak beztrosko tłukł kilka tygodni wcześniej. Kiedy ich spojrzenie zatrzymało się na nim odrobinę dłużej, serce uderzyło mocniej. Pierwszy raz od przeprowadzki do Stanów poczuł się tak, jakby Seul niespodziewanie dogonił go po drugiej stronie oceanu. Było w tym nieco zadziwiającej złośliwości.
      — Niestety, ale... chyba nie. — Uśmiechnął się lekko po stanowczo zbyt długiej, a wyraźnie zdradliwej, chwili milczenia. — Raczej trzymam się z dala od takich miejsc. To dla mnie nowość, totalna nowość. Absolutna... Właściwie, nie wiem, co robię, równie dobrze mógłbym po prostu wyjść.

      I pewnie tak byłoby lepiej, przemknęło mu przez myśl.

      Zmarszczył teatralnie brwi z uprzejmym zdziwieniem, jakby pytanie autentycznie go zaskoczyło. Przygryzł zębami czubek języka, byle tylko zatrzymać słowa, które nagle zaczęły wylewać się z niego w nieco chaotycznym potoku. Starał się wypowiadać swobodnie, jakby była to najbardziej oczywista rzecz na świecie, ale w środku miał jednak nieprzyjemne wrażenie, że właśnie postawił pierwszy krok po wyjątkowo cienkim lodzie. Trudno było więc dziwić się temu, że emocje zaczęły przebijać się na powierzchnię.

      yoonjae

      Usuń
    8. Cavallaro każdemu z osobna mógł spojrzeć prosto w oczy i powiedzieć Nie, przyjście tutaj nie było dobrym pomysłem. Nic jeszcze nie zdążyło się wydarzyć, ale to była jedynie cisza przed burzą. Zbyt wiele razy bywał na imprezach organizowanych przez Plotkarę, a te za każdym razem kończyły się dramatem. Uznałby za sukces, gdyby dzisiaj impreza skończyła się bez zgonów, podbitych twarzy czy płaczu, ale to raczej nie było możliwe. W końcu byli w takim, a nie innym miejscu.
      — To nie moje pierwsze rodeo z Plotkarą. — Przyznał Gabriel. Po raz kolejny dał się tutaj zaciągnąć. I co nim kierowało? Ciekawość? Czy znów ta irracjonalna potrzeba, aby zerkać kątem oka na sąsiedni stolik i sprawdzać, czy ta mała wariatka nie zrobi sobie krzywdy?
      — Mhm, Gabriel w razie czego was wprowadzi. — Blondynka puściła do nich oczko. — Dla mnie to też pierwszy raz. W razie czego będziemy razem udawać, że wiemy co robić.
      — Jeśli tu jesteście to znaczy, że nie doszło do żadnej pomyłki. — Zapewnił brunet. — Bądźcie gotowi na… Wszystko.
      To chyba była najlepsza rada, którą mógł im tego wieczoru dać. Nie było sposobu, aby przewidzieć co się wydarzy. I nawet szykując się na najgorsze nie było szans na domyślenie się, jaki kolejny krok podejmie Plotkara. Lub towarzystwo, bo w końcu nie tylko organizatorka tego wydarzenia lubiła mącić.
      — Nie słuchajcie go! — Wtrąciła Naomi. — Gabs jest nadąsany i nie lubi imprez ani niczego co zabawne. Niszczyciel dobrej zabawy i takie tam. Będzie fajnie. Potańczymy, poznamy nowych ludzi, porozmawiamy…
      — I poznamy swoje sekrety, wyznamy cudze…
      Naomi westchnęła z frustracją i przewróciła oczami. Gabriel za to wyglądał na bardzo zadowolonego z siebie. Lepiej, aby wiedzieli po co tu przyszli, racja?

      Gab & Naomi

      Usuń
    9. Inhan przeskakiwał wzrokiem z osoby na osobę, gdy kolejni goście przybywali do stolika. Każdy z nich wyglądał elegancko, nienagannie, tak jakby pasowali do otaczającej ich rzeczywistości. On czuł się nieco nie na miejscu. Brak wiedzy, czego mógłby się spodziewać nie dodawała otuchy, aczkolwiek miał zamiar podejść do wydarzenia z pełnym optymizmem, bo przecież co złego mogło się wydarzyć.
      — Tak. To mój pierwszy raz. — Przyznał się z lekkim uśmiechem. — Cześć — podniósł się nieco ze swojego miejsca i delikatnie skłonił — was również miło poznać. — dodał, sadowiąc się z powrotem na krzesło.
      Przy stoliku wciąż pozostały wolne miejsce, był ciekaw kto jeszcze do nich dołączy, czy będzie kogokolwiek znał, choć wątpił. Wszyscy wyglądali tu tak, jakby wyciągnięto ich z okładek jakichś magazynów, a takie osoby nie zawracają sobie głowy takimi ludźmi jak on. Nie żeby ten brak uwagi bardzo mu przeszkadzał.
      Inhan omiótł wzrokiem Ryu, wyłapując znajomy, lecz obcy w Nowym Jorku akcent. Cieszył się, że widział kogoś ze swoich rodzinnych stron i to nie byle kogo! Miał ochotę skomentować fakt, że rozpoznał ich twarz, lecz nie wiedział, czy wypada mu tak bezpardonowo przyznawać się do tego, że spędza w social mediach więcej czasu, niż powinien.
      — Fajne tatuaże. — skomentował więc, zerkając na dłonie mężczyzny, który pojawił się w towarzystwie blondynki. — Sam chciałbym sobie coś wytatuować, ale w domu zapewne by mnie rozszarpali. — dodał lekko, opierając łokcie na stoliku.

      Inhan

      Usuń
    10. Przez ostatni rok zdążył niemal zapomnieć o świecie wokół, tracąc zainteresowanie wszystkim, co nie wchodziło w jego najbliższe otoczenie. Można powiedzieć, że śnił sen — piękny, słodko-pikantny sen z którego nie chciał się budzić i który stępił w nim nieco głód adrenaliny. Zapomniał też o Plotkarze i jej dramatach i gdyby nie to, że Nel dostała zaproszenie na tę imprezę, pewnie długo by sobie o niej nie przypomniał, bo w dalszym ciągu żywił niechęć do tego środowiska. Jeśli do niego wstępował, to tylko jedną nogą i tylko dlatego, że mogło mu to przynieść jakiś zysk.
      Teraz jednak nie myślał o niechęci. Myślał tylko o tym, że jego życie właśnie nabierało rozpędu, wypełnione obecnością dziewczyny o której marzył odkąd tylko sięgał pamięcią. Wszystko co wydarzyło się w ostatnich tygodniach wydawało mu się nierealne i pewnie nie dałby temu wiary, gdyby nie to, jak idealnie Nel pasowała do jego boku, siedząc blisko niego na obszernej kanapie klimatyzowanej limuzyny. Czuł się lekko, śmiesznie błogo, wciąż naładowany sielską atmosferą wakacji, podczas których powiedziała mu tak, wywracając mu rzeczywistość do góry nogami. Parę dni spędzili w swoim pokoju, bo nie potrafił wypuścić jej z objęć, teraz zresztą też nie potrafił, trzymając ją ciasno przy sobie i co jakiś czas kradnąc jej pocałunek za pocałunkiem, robiąc absolutnie wszystko, żeby nie zrujnować jej makijażu, fryzury ani sukienki, z lepszym lub gorszym skutkiem. Jeśli się od niego nie opędzała, to cóż… Pewnie z gorszym.
      Kiedy limuzyna się zatrzymała, wysiadł pierwszy podając Cornelii dłoń i jednocześnie przysłaniając ją własnym ciałem, żeby flesze nie uchwyciły jej podczas wstawania z kanapy. Sam nie zwykł się nimi przejmować, po prostu podał Nel ramię, by mogła się go chwycić i ruszył z nią do wejścia, wciąż czując to przyjemne łaskotanie pod sercem. Okręcił więc głowę i ucałował jej skroń, celowo trochę dłużej, bo nie miałby nic przeciwko temu, żeby niedługo zobaczyć gdzieś to zdjęcie. Absolutnie nic.
      Telefon oddał bez większych emocji, i tak nie siedział w nim za wiele. Kiedy wyjeżdżał poza miasto, potrafił obyć się bez niego kilka dni, jeśli Nel była z nim.
      Po wejściu do środka zdał sobie sprawę, że towarzystwo przemieszało się przez ostatni rok, dlatego kiedy zlokalizowali swój stolik, nie potrafił nie uśmiechnąć się na widok Gabriela, posyłając mu perskie oko, a potem odsunął krzesło dla Watson, samemu sięgając, by uścisnąć dłoń Cavallaro, finalnie klepiąc go po plecach w luźnym objęciu.
      — Wyglądasz jak tysiąc dolarów, Gabe, ale na tle tej czerwonej sukienki wypadasz blado. Naomi — skinął do niej na powitanie, unosząc kraniec ust. — Jestem Cassian, a to… — urwał, odszukując spojrzenie jasnowłosej, od czego jego własne rozpłynęło się jak czekolada nad ogniem. — To moja narzeczona, Cornelia. Miło wreszcie poznać Cię na żywo. Was również — dodał, uchyliwszy się lekko w stronę nieznajomych twarzy.

      hopelessly, madly, endlessly in love, Cass

      Usuń
    11. Haejin zwrócili uwagę na trwającą nieco zbyt długo chwilę milczenia i następujące po niej zaprzeczenie; co jedynie wzmogło ich ciekawość i utwierdziło w przekonaniu, że skądś go znali. W głowie tworzyli już listy wszystkich idoli, modeli czy aktorów w podobnym do siebie wieku, których spotkali przez ostatnie lata; czy słyszeli o jakichś przeprowadzkach do USA? Czy ktoś w ostatnim czasie znikł z tabloidów?

      Chwilowo nie mieli pomysłu; ale mieli cały wieczór na odkrycie tej tajemnicy, nawet jeśli nie mieli zamiaru dzielić się tym odkryciem z nikim, bo doskonale wiedzieli, co to za uczucie, uciekać od niechcianej uwagi.

      Uśmiechnęli się tylko ze zrozumieniem w odpowiedzi, starając się ukryć swoją ciekawość.

      — Musieliśmy cię z kimś pomylić, wybacz. — Na chwilę odwrócili od Yoonjae wzrok i rozejrzeli się po sali. — Rozumiem, że nie jesteś fanem takich imprez? Dla mnie to też nowość, dopiero co się tutaj przeprowadziliśmy. Chyba dlatego wzrok mi płata figle i doszukuje się znajomych twarzy tam, gdzie ich nie ma.

      Reszta stolika już rozmawiała na temat imprezy i czego się spodziewać — Haejinnie słuchali z uwagą, starając nie pokazać po sobie nerwów. Gotowi na wszystko? Sekrety? Co to w ogóle mogło oznaczać?

      Przynajmniej tyle, że ich największe sekrety już dawno wyszły na jaw. Przynajmniej tyle, że już bardziej nie zniszczą im kariery. Chyba że...

      Nie. O tym na pewno nikt nie wiedział, nikt poza nimi samymi.

      Kiedy temat zszedł na tatuaże Gabriela, część napięcia, które zagościło się w plecach Haejina, nieco zelżało.

      — Czy to twoje własne projekty? — zapytali, z ciekawością obserwując wzory zdobiące dłonie Gabriela.

      Chwilę później do stolika dołączyła kolejna para: Cassian i Cornelia, C i C, Haejin powtarzali w głowie, starając się dopasować imiona do twarzy. Nigdy nie byli najlepsi w zapamiętywaniu imion, ale w ostateczności zawsze mogli dyskretnie zerknąć na tabliczki z imieniem, prawda? Dadzą radę, nie ma się co stresować na zapas.

      — Czy wy też już kiedyś byliście zaproszeni na jedną z takich imprez? — Haejin zapytali nowoprzybyłych. — Dla większości z nas to nowość, więc chętnie przyjmiemy jakieś rady.

      Haejin

      Usuń
    12. Ku jego zaskoczeniu na twarzy Haejina nie pojawiło się ani podejrzenie, ani charakterystyczny błysk świadczący o tym, że właśnie połączono ze sobą dwa odległe fakty. Było tam coś zupełnie innego.
      Chyba zrozumienie? Tak szczere i tak niewymuszone, że przez krótką chwilę Yoonjae zwyczajnie nie wiedział, co z tym zrobić. Pętla, która od momentu ich spotkania zaciskała się nieprzyjemnie wokół jego żołądka, poluzowała się odrobinę, pozwalając mu w końcu zaczerpnąć pełniejszego oddechu. Powinien był się tego spodziewać. Przecież jeśli ktokolwiek przy tym stoliku potrafił zrozumieć, dlaczego ktoś za wszelką cenę próbuje odciąć się od własnego nazwiska i życia sprzed kilku lat, to właśnie Haejin. Ich historia wystarczająco długo była własnością całego kraju, żeby wiedzieli, jak smakuje utrata prywatności.
      Właśnie ta świadomość okazała się zgubna.
      — Ludzie często mówią mi, że kogoś im przypominam — skłamał. — Wiem, że przeprowadziliście się z Korei, znam tę historię. Sam też mieszkam tu dopiero pół roku. — Uśmiechnął się odruchowo, nieświadomie opuszczając gardę. — I tak, nie znoszę takich imprez. To takie męczące, gdy patrzy na ciebie zbyt wiele osób. Zdążyłem zapo...
      Słowa wybrzmiały szybciej, niż zdążył je zatrzymać.
      Zamarł.
      Przez ułamek sekundy patrzył na Haejina z czymś trudnym do wyjaśnienia, tlącym się w jego oczach, po czym bez jednego słowa sięgnął po stojącą przed nim szklankę z wodą. Upił zdecydowanie zbyt duży łyk, bardziej po to, żeby zająć czymś usta, niż dlatego, że rzeczywiście chciało mu się pić.
      Świetnie, Han. Po prostu świetnie.
      Odchrząknął cicho i niemal desperacko pozwolił spojrzeniu uciec gdziekolwiek, byle nie na twarz siedzącej naprzeciwko osoby.
      To zatrzymało się w końcu na Gabrielu.
      — Tak, to naprawdę świetne tatuaże. — załapał się podsuniętego tematu z wymuszoną swobodą, wskazując lekko brodą na jego przedramię. — Wygląda, jakby ktoś bardzo dobrze wiedział, co robi.

      yoonjae

      Usuń
    13. — Ten pierwszy raz zawsze najbardziej zapada w pamięć.
      Przyjęcia Plotkary były pamiętliwe. Zadania, przed którymi stawiała swoich gości również bywały intrygujące, choć najczęściej wskrzeszały trudny do opanowania ogień. Gabriel pamiętał, kiedy zamknęła ich w szkole i że i wtedy narobiło się dużo zamieszania. Najbardziej dotkliwym wspomnieniem była ostatnia impreza. Po tamtej nocy Cavallaro więcej się już nie pojawił na żadnym przyjęciu. Mimo zaproszeń, które dostawał. Miał nawyk znikania od czasu do czasu, a skoro jego kumpel kopnął w kalendarz na imprezie Plotkary to uznał to za znak, aby się więcej nie pojawiać na jej przyjęciach. Tymczasem ten sam kumpel, który umarł miał zajęte miejsce obok niego.
      Gabriel był szczerze ciekaw, czy siniak spod oka już mu zszedł czy będzie ozdabiał jego śliczną buźkę tej nocy.
      — Dzięki. — Odparł na komentarz Inhana. — Wiesz, zawsze można zrobić w miejscu, którego nie widać. W razie czego zapraszam do siebie. — Mała reklama jeszcze nikomu nie zaszkodzi, prawda? Co prawda na klientów nie narzekał, ale na kolejnych wcale nie będzie narzekać.
      — Gabriel ma je wszędzie. Naprawdę wszędzie. — Wtrąciła Naomi. — Jestem prawie pewna, że urodził się już z tatuażami.
      — Nie zaprzeczam i nie potwierdzam. — Uśmiechnął się półgębkiem. — Czym się zajmujecie? — Spytał z ciekawości. Nie kojarzył za bardzo ich twarzy. Dawno nie było go w towarzystwie i pewne rzeczy mu umykały.
      Uwaga Gabriela skupiła się na Haejin. Miło było poprowadzić rozmowę, która nie skupiała się na dramatach, a była bardziej przyziemna. Wszystko w swoim czasie…
      — Większość z nich. Niektóre robiłem pod wpływem impulsu, bo spodobał mi się wolny wzór. — Odpowiedział. Brakowało mu już miejsca na kolejne. Została co prawda twarz, ale tej dotykać nie zamierzał.
      Przysłuchiwał się wyminie zdań między chłopakami i miał wrażenie, że wyczuwał napięcie, którego nie potrafił określić, ale równie dobrze mogła udzielić mu się atmosfera, którą sam sobie narzucał i z góry skazywał siebie i wszystkich tu obecnych na trudności, a przecież istniała szansa, że będą się dobrze bawić.
      — Staram się wiedzieć co robię, a przynajmniej dobrze udaję. — Zaśmiał się krótko. — Gdybyście jakieś planowali to moje studio stoi otworem.

      Gabs

      Usuń
    14. Życie Cornelii częściej niż rzadziej przypominało hollywoodzki film. Była dziewczyną, która miała wszystko. Od wielu lat prowadziła taką narrację na Instagramie. Pokazywała się od najlepszej strony; w strojach od projektantów, na wakacjach wartych tysiące dolarów. Bywała na pokazach mody, otrzymywała zaproszenia na filmowe premiery. Dopiero jednak z czasem jej życie naprawdę zaczęło wyglądać filmowo, a ona mogła powiedzieć w końcu, że teraz można jej zazdrościć wszystkiego. Nigdy za to nie pokazywała tej brzydkiej strony. Chwili zwątpienia i momentów, kiedy nie wiedziała, jak się nazywa. Od roku Cornelia była inną osobą, a przynajmniej wmawiała sobie, że jest inną osobą. Wszyscy w końcu kogoś grali, prawda?
      Rok temu nie przypuszczałaby, że ten ciemnowłosy facet, którego wciągnęła do basenu zostanie jej narzeczonym. Była przekonana, że w przeciągu tych kilkunastu miesięcy zrobiła wszystko, aby go odstraszyć. Cassian był uparty i trwał mimo jej humorków, złośliwości i prób odepchnięcia go. Został wbrew wszystkiemu, a na koniec wcisnął jej pierścionek i zapytał, czy chce spędzić z nim resztę życia. Idiota. Ale oczywiście, że się zgodziła. Zgodziła się, bo się zakochała i to tak, jak nigdy jeszcze przedtem. I dlatego nie krzyczała, że zepsuje jej makijaż czy włosy, że pogniecie sukienkę. Chciała, aby to wszystko robił dalej. Nawet jeśli to oznaczało, że wyjdzie z limuzyny z rozmazaną szminką i pogniecioną sukienką.
      Było warto.
      Sukienka Cornelii sięgała ziemi. Na ten wieczór zdecydowała się na biel przeszywaną złotymi nitkami, a przy każdym ruchu materiał delikatnie się błyszczał. Cornelia, podobnie jak większość towarzystwa, dobrze wiedziała, że ta noc może skończyć się dramatem. Zanim jednak wszyscy zdążą skoczyć sobie do gardeł Watson zamierzała błyszczeć. Wielokrotnie tutaj przyjeżdżała; nieraz na przyjęcia Plotkary, innym razem zaszywała się w hotelowym barze szukając łatwych mężczyzn, chwili zapomnienia, dopóki nie pojawił się Cassian ze swoimi ślepiami i obietnicą, o której wiedziała tylko ona.
      Blondynka trzymała się blisko Cassiana. Chętnie pozując do zdjęć, jak tylko wyszli z limuzyny. Dąsała się jedynie, kiedy należało oddać telefon. Oddała komórkę przewracając oczami i mrucząc pod nosem z niezadowolenia. Ani trochę nie pasowało jej, aby być tam bez telefonu. Ostatecznie uznała, że nie może być tak źle, a gdyby było… Cóż, miała wprawę w znikaniu z imprez Plotkary.
      Stolik, który został im przypisany był już niemal pełny. Cornelia zmarszczyła nos, bo rozpoznawała tylko Gabriela i Naomi, której co prawda nie znała, ale widziała jej Instagrama i wiedziała, że obecnie buja się z Włochem.
      — Gdzie jest reszta wesołej ferajny? — Zagadnęła, kiedy podeszli już do stolika. Niezbyt jej się uśmiechała noc w towarzystwie nieznajomych, ale zamierzała to przełknąć. Może i nie miała z nimi większego kontaktu ostatnio, ale dlaczego Plotkara posadziła ją przy kompletnie randomowych osobach? Ścisnęła mocniej dłoń Cassiana, co było okazem niezadowolenia niż szukania u niego ratunku. — Przynajmniej twój chłopak tu jest. — Westchnęła zerkając na Gabriela.
      Wspomniany Włoch uśmiechnął się, kiedy ich dostrzegł. Z twarzy blondynki zniknął grymas, a pojawił się lekki uśmiech.
      — Tysiąc dolców? Stary, marynarka kosztowała pięć. Więcej wiary we mnie. — Prychnął brunet. Przywitał się z Nel, lekko muskając jej policzek, ściskając dłoń Cassa. — Narzeczona? — Uniósł brew, wyraźnie zaskoczony takim obrotem spraw. — Wow.
      Blondynka wyciągnęła rękę z pierścionkiem, aby wszyscy – nawet ci, których nie znała – mogli spojrzeć na błyszczący na dłoni pierścionek zaręczynowy. Była dumna i zamierzała się nim chwalić całą noc.

      Usuń
    15. — Narzeczona. — Potwierdziła, a głos blondynki ociekał dumą. — Właśnie patrzysz na przyszłą panią Rafferty-Whittaker.
      Gabriel ujął jej dłoń, aby lepiej spojrzeć na błyskotkę.
      — Gratulacje. — Mówił szczerze i z dumą. Zwłaszcza, że dobrze wiedział, jak Cass latał za Watson. Czego Cavallaro w ogóle nie rozumiał, ale miłość w końcu była ślepa. — Cass w końcu spełnia swoje fantazje.
      Naomi wcisnęła się między nich, aby również spojrzeć na pierścionek. Podobnie, jak Gabriel pogratulowała, a choć ich nie znała to cieszyła się cudzym szczęściem.
      Cornelia kątem oka zerknęła na pozostałych, ale w ogóle ich nie rozpoznawała. Gratulacje mogły poczekać, bo jej uwagę przykuło coś innego. Imię, którego tu nie powinno być. Nachyliła się nad stolikiem. Winietka między miejscem Gabriela, a jakąś Claire i Cassem… Sięgnęła po tę z nazwiskiem Howarda i przez moment się w nią wpatrywała, aby po chwili rzucić ją na podłogę.
      — Wkradł się błąd. — Wzruszyła ramionami. Naprawdę, tutaj zamierzał siedzieć? Należało mu się miejsce, co najwyżej, przy drzwiach wyjściowych. — A wy? Jesteście…? — Zwróciła się do nieznajomych. Lubiła, kiedy uwaga skupiała się na niej, ale ciekawość wygrywała. — Dlaczego przy naszym stoliku są sami nieznajomi i jeden martwy typ? — Mruknęła do siebie pod nosem.
      Blondynka spojrzała na chłopaka, który odezwał się jako przedostatni i na nim skupiła swoją uwagę.
      — Nie ma żadnych rad. Ostrzeżeń. Odnajdziesz się albo… Cóż, kolejnego zaproszenia nie dostaniesz.

      future Mrs. Rafferty-Whittaker🌹💫

      Usuń
    16. Gdyby ktoś jakiś czas temu powiedział jej, że zasmakuje nowojorskiego blichtru, zaśmiałaby się głośno i szczerze, bo jej życie toczyło się od zawsze w prosty, przyziemny sposób — blisko stóp piętrzących się w niebo wieżowców, zamiast wyżej. Rzeczywistość rozciągająca się na poziomie chmur była raczej nieosiągalna dla ludzi jej pokroju, żyjących od pierwszego do pierwszego, podążających za pulsem miasta, urodzonych żeby oddolnie napędzać konsumpcyjną machinę. To wszystko powinno być poza jej zasięgiem, a w ostatnim czasie drapała te chmury dłonią, tak samo jak wysmuklone budynki odcinające się na tle horyzontu, w które tak lubiła się wpatrywać szczególnie po zmroku, rozświetlone milionami świateł.
      Wszystko to było więc bardzo niepewne. Jej znajomość z Jackiem przede wszystkim. Wciąż nie do końca wiedziała, dlaczego zdecydował się zatrzymać w jej nieciekawym świecie i z taką lekkością zaprosił do swojego, bo nie miała mu przecież do zaoferowania niczego w zamian, a przynajmniej niczego, co według niej mogłoby być dla niego wartościowe.
      Starała się jednak nad tym nie gdybać, bo gdyby za długo gdybała, mogłyby ją najść wątpliwości. Charlotte nie kryła się ze swoją oceną, więc jedyne oparcie miała w Inhanie i to myśl o nim sprawiała, że żołądek wiązał jej się w supeł trochę mniej.
      W limuzynie była cicha, starając się zająć jak najmniej miejsca, bo ciągle uwierało ją za mostkiem to nieprzyjemne uczucie bycia wyrwanym z kontekstu. Nie czuła, że pasuje do tego wszystkiego, bo nie pasowała. Rozpraszała się więc rozmową z Howardem, potakując krótko na rzucane przez niego wskazówki.
      Najważniejsze było jednak dla niej to, żeby zostać blisko niego i to też zamierzała zrobić, nie odstępując go na krok ani podczas wysiadania z limuzyny, ani podczas drogi do środka. Nogi miała jak z waty, więc trzymała się solidnie jego ramienia, starając się nie myśleć o tym, jak ładnie pachniał, ani że te godziny spędzone na siłowni, które czasem dokumentował na zdjęciach popłacały.
      Nie do końca pewna, jak się zachować, ubrała na twarz zwiewny, stały uśmiech, raz po raz zerkając na oblicze Howarda. On wydawał się tym wszystkim niewzruszony. Oczywiście, że był niewzruszony i ona musiała wziąć się w garść, żeby nie narobić mu wstydu.
      Już w środku nieco odetchnęła, ale tylko nieco. W głowie wciąż miała to, co Jack powiedział jej w limuzynie, wciąż dziwiąc się, że tak jej zaufał, ale paradoksalnie czując się przez to przy nim pewniej. Nie jak ładna ozdoba w jedwabnej, burgundowej sukience, a ktoś, kogo faktycznie chciał mieć dziś obok.
      Kiedy zbliżyli się do stolika, kamień natychmiast spadł jej z serca, bo wyłapała spojrzeniem twarz Inhana. Kiedy oddawała telefon martwiła się głównie tym, że nie będzie mieć z nim kontaktu, więc świadomość, że będzie siedział niedaleko dodała jej otuchy.
      — Moment — poprosiła więc Jacka, odstępując od jego ramienia tylko na moment, żeby podejść do krzesła Kima, najpierw łagodnie opierając dłoń na jego ramieniu, nim ucałowała krótko jego policzek.

      Usuń
    17. — Hej, Hannie — przywitała go, prostując się i omiatając spojrzeniem towarzystwo. Jej uśmiech poszerzył się, kiedy po drugiej stronie dostrzegła Gabriela, któremu lekko pomachała. — Hej… wszystkim — dodała, zerkając w stronę Jacka, woląc żeby został w zasięgu jej wzroku, szczególnie teraz, kiedy nie mieli jak się ze sobą skontaktować na odległość.
      I nagle zdała sobie sprawę z tego, że nie wie, co dalej. Moment ulgi na widok przyjaciela zastąpiła ogromną trema, która sprawiła, że uchwyciła dłońmi oparcie Inhana, czując jak gorąc wspina jej się po szyi, z wolna obejmując twarz. Zamaskowała to kolejnym uśmiechem. Słodkim, choć jeszcze nie sięgającym oczu, które patrzyły wciąż niepewnie. Jej uwagę siłą rzeczy przykuła kreacja Naomi, jaskrawa nawet na tle przepychu, który ją otaczał.
      — Przepiękna suknia — pochwaliła. — I wspaniały pierścionek. Gratulacje — dodała, zatrzymując wzrok na dłużej na drogocennych kamieniach odbijających światło. Wolała nie wiedzieć, jaką kwotę nosi na ręku niejaka Cornelia, która pstryknęła kilkoro z nich, by się przedstawili. — Jestem Claire.

      CLAIRE

      Usuń
    18. — Hej, ludzie!

      Krótka pauza wystarczyła, by na sali zapanowała absolutna cisza.

      — Czy wszyscy znajdują się już na swoich miejscach? Mam wrażenie, że nie... Jeśli jeszcze gdzieś się włóczycie, dopalcie papierosy. Przypudrujcie noski. Zamówcie ostatniego drinka przy barze. Wyjdźcie z toalety. Poprawcie krawaty, wygładźcie sukienki i... zajmijcie swoje miejsca przy stole. — Krótki śmiech rozbrzmiał z głośników. — I nie, to nie jest prośba. Przecież mnie znacie. Wiecie, że zawsze dostaję to, czego chcę.

      Jak na zawołanie przez salę ruszyła grupa kelnerów i kelnerek. W tej samej chwili muzyka ponownie wypełniła salę. Obsługa sprawnie podchodziła do każdego stołu, napełniając kieliszki ustawione na szklanych konstrukcjach. Karuzele zaczęły powoli się obracać, a kieliszki leniwie sunęły przed oczami gości.

      — Zabawmy się! Gra jest naprawdę banalna. Ja mówię, co macie zrobić... a wy po prostu to robicie. Na początek przyjrzyjcie się kieliszkom. Jest ich dziewięć. Tak, policzyłam za was, dla ułatwienia. I teraz słuchajcie uważnie... Trzy różowe to słodki, chwiejny chód i rozwiązany język. Dwa niebieskie obdarowują miłością do bliźnich. Żółty da sielski pogląd na świat. Biały sprawi, że wszystko zda się możliwe. A czerwony da siłę, by móc bez przeszkód tańczyć całą noc. — Chichot. — Wasze pierwsze zadanie jest proste. Rozdzielcie kieliszki między sobą. Kto bierze który? To już zostawiam wam... A kiedy już każdy będzie miał swój... — Krótka pauza. — Wznieście toast. I wypijcie do dna. Bo w końcu każdy dobry wieczór zaczyna się od odrobiny zaufania!

      Usuń
    19. Inhan starał się nadążyć za rozmową, która toczyła się przy jego stoliku. Naprawdę, próbował. I przy tym chciał wypaść na niewzruszonego tym co właśnie go otaczało. Potaknął nawet wesoło na sugestię Gabriela, że tatuaż mógłby znajdować się w niewidocznym miejscu, miał nawet wystrzelić z pewnym pomysłem, który kiedyś zaświtał mu w głowie, gdy nagle pomiędzy gratulacjami skłądanym narzeczonym, padła kwota, którą zapłacono za marynarkę.
      Inhan zakaszlał głośno, momentalnie odsuwając od ust kieliszek, który odstawił na stół. Ten się momentalnie zachwiał, ale chłopak opanował go drżącą dłonią, rzucając do zebranych krótkie przepraszam. Pięć tysięcy dolarów. Marynarka… Wiedział jak wygląda taka kwota, nie musiał sobie jej wyobrażać. W jego świecie była to bardzo duża suma, suma której nigdy nie miał od tak do roztrwonienia. Sam chodził w dwóch parach jeansów na krzyż, a teraz pożyczył garnitur od współlokatora. I niby pieniądze nie znaczyły czyjejś wartości, tak teraz miał ochotę zapaść się pod ziemię.
      — Ja studiuję. — Przyznał. — W sumie chodzimy na jedną uczelnię z Hanem, tylko różne wydziały. — Rozwinął krótko, nie wdając się w więcej szczegółów. Miał wrażenie, że przy nich bycie studentem to niewielkie osiągnięcie.

      Jackson sam nie wiedział jak doszedł od momentu, w którym miał nie wracać ze Szwajcarii, do kolejnej imprezy Plotkary. Czy się denerwował? Tak. Dużo bardziej niż się spodziewał. Nie sądził, że impreza, która ostatnim razem skończyła się feralnie, będzie wiązała się z tyloma emocjami. Nie chciał wracać do punktu wyjścia, dlatego też, gdy tylko znaleźli się z Claire w limuzynie, przekazał jej kilka informacji o nieznanej organizatorce, której intencje nigdy nie były dobre. Przyznał się również do problemów jakie miał z używkami i imprezami, na których się zjawiał. I o tym, że zapewne większość przybyłych gości będzie na niego wściekła.
      Cóż, policzek dalej pulsował mu po ciosie, który wyprowadził Gabriel, który skrywał się teraz pod warstwą korektora.
      Obecność Claire natomiast nieco koiła jego nerwy. Cieszył się, że miał kogoś przy sobie, nawet jeśli poniekąd wprowadzał nieświadomą dziewczynę prosto w paszczę lwa. Miał jednak na tyle szczere intencje, że chciał z nią z tej imprezy wyjść wspólnie, w jednym kawałku. Dlatego powziął sobie ostrożność dzisiejszego wieczora. Ciążyła na nim zbyt duża presja, by mógł pozwolić sobie na wygłupy. Od śmierci ojca, odpowiedzialność za dobre imię firmy, spoczywała bezpośrednio na nim, a tego nie mógł spartaczyć.
      Gdy Claire na moment puściła jego ramię, Jackson skinął głową.
      — Pewnie. — Mruknął cicho odprowadzając ją spojrzeniem na drugą stronę stolika. Nie spodziewał się, że dziewczyna może kogoś tutaj kojarzyć, a jednak. Gdy jego wzrok spoczął na młodo wyglądającym chłopaku, Jego brew mimowolnie poszybowała do góry. Otaksował jego przydużą marynarkę w duchu kręcąc głową, ale póki co nie skomentował na głos doboru gości.
      Nie zdążył jednak przywitać się z pozostałymi przy stoliku, gdy głos Plotkary rozniósł się po sali. Zaklął w myślach mierząc wzrokiem kieliszki.

      Inhan, gdy tylko zobaczył Claire poderwał się ze swojego krzesła. Przypadkowo pociągnął za obrus, a z jego kieliszka wylał się szampan. Nie przejmował się jednak tym i jego ramię szybko przyciągnęło blondynkę do siebie.
      — Claire! Dobrze, że jesteś! — wypalił radośnie, czując że nie jest na tym bogackim froncie osamotniony. Jednak jego radość nie trwała zbyt długo, gdy kelnerzy zaczęli rozstawiać kieliszki. Zmarszczył nos nie podobało mu się to.
      — Nie pijcie tego. — Jackson znalazł się przy Claire, ignorując w pierwszej chwili Inhana. Nie miał zamiaru spożywać niczego co wyszło spod rąk Plotkary.

      Jackson i Inhan

      Usuń
    20. Kwota, przynajmniej dla niektórych, którą Gabriel zapłacił za marynarkę nie była niczym szczególnym. Cornelia potrafiła wydać drugie tyle za portfel, z którego nie korzystała i rzuciła w kąt tuż po zakupach. Blondynce do głowy nie przyszło, że mogły tu być osoby, którym nie powodzi się tak, jak im. Że nie wszyscy mieli czarne Amexy i nieograniczone środki, z których mogli korzystać tak, jak tylko chcieli.
      Natomiast w przeciwieństwie do blondynki Gabriel był nieco bardziej przy ziemi. Co nie znaczyło, że nie zdarzało mu się zapomnieć. Jak teraz, kiedy od niechcenia rzucił, ile kosztowała jego marynarka. Żartował z kumplem, przekomarzał się i zwyczajnie nie pomyślał, że dla kogoś to jest istotna kwota.
      — Co studiujecie? I gdzie? — Pytał dalej. Nie z grzeczności, a czystej ciekawości. — NYU jest całkiem spoko. Skończyłem tam biznes, ale szczerze, gdyby nie ojciec to nawet bym nie szedł na studia. — Wzruszył ramionami. Gabriel nie miał chęci, aby przejmować rodzinny biznes. Wolał skupić się na budowaniu czegoś własnego. Nawet, jeśli miało to być tylko studio tatuażu.
      Cornelia od razu zobaczyła Jacksona. I nieznajomą blondynkę w jego towarzystwie. Zmierzyła ją spojrzeniem. Ani imię ani nazwisko jej nic nie mówiło. Sukienka była ładna, buźka też. Szkoda, że w takim towarzystwie.
      — Nowa zabawka? — Niemal kompletnie zignorowała jej komplement i gratulacje. — Nie masz tu miejsca. Nie pomyliłeś stolików? — Uniosła kącik ust, ale jej uśmiech niewiele miał wspólnego z tęsknotą za przyjacielem. Najchętniej wylałaby mu prosto na twarz to co znajdowało się w tych kieliszkach i zapewne by to zrobiła, gdyby nie to, że Cass trzymał ją za rękę.
      Wyplątała dłoń z dłoni Cassiana i sięgnęła po kieliszek z różową zawartością.
      — Ten będzie dla Jacka. — Wcisnęła mu kieliszek w dłoń. — Może dowiemy się, dlaczego naprawdę zmarł. I przestanie wciskać każdemu te gówno, które wszyscy wiemy, że nie jest prawdą.

      Nel & Gabs

      Usuń
    21. Cassian przyglądał się z boku Nel, czując jak od wewnątrz rozpiera go duma. W ostatnich dniach naprawdę miał wrażenie, że unosi się nad ziemią, a nie po niej stąpa.
      Przewrócił oczyma na słowa Gabriela, choć był to gest podszyty dobrą naturą, o czym świadczył jego uśmiech.
      — Nie chciałem bardziej pompować Twojego ego.
      Kiedy usłyszał Plotkarę, ściągnął krótko brwi, a potem spojrzał na Nel, doszukując się w jej twarzy tego, co na ten temat myśli. Kiedy ona wciskała kieliszek w ręce Jacka, on sięgnął po dwa niebieskie, uznając że brzmią najbezpieczniej.
      — Na zdrowie, diablico — domyślał się, co w nich może być, więc bez większych ogródek podał jeden Nel, zbijając z nią toast, nim wyzerował swój. Nie jego pierwsze i nie ostatnie rodeo.

      Claire natomiast czuła się z każdą chwilą coraz bardziej zagubiona. W jednej chwili śmiała się, lekko, gdy Inhan ją przytulił, a w drugiej delikatnie się skrzywiła. Słowa Cornelii zapiekły, ale nie było to nic nad czym sama by się nie zastanawiała, więc z nieco opadającym ku żołądkowi sercem zdecydowała się spróbować nie brać ich do siebie. Jack do tej pory traktował ją dobrze, więc dawała mu kredyt zaufania.
      — Nie jestem jego zabawką — zdecydowała się odpowiedzieć mimo wszystko, z typowym dla siebie spokojem i łagodnością, nie dając dojść do głosu zranieniu.
      Kiedy jednak dziewczyna wcisnęła Jackowi w ręce kieliszek, włos trochę zjeżył jej się na karku i natychmiast mu go zabrała.
      — A on nie będzie dziś niczego pił — zaskoczyło ją, z jaką pewnością to powiedziała. No cóż, po tym czym Howard się z nią podzielił, czuła się za niego częściowo odpowiedzialna, bo siłą rzeczy trochę na nią tej odpowiedzialności zrzucił.
      A skoro powiedział, żeby tego nie pić, sama nie kwapiła się do żadnego szkła, odstawiając różowy trunek na stolik.

      CASS I CLAIRE na ostatkach baterii w telefonie

      Usuń
    22. Świadomość, że ktoś ich rozpoznawał, nie dodawała otuchy, ale Haejin starali się zignorować nerwy. Powinni byli wiedzieć, że w tak światowym miejscu jak Nowy Jork mogą trafić na kogoś z Korei, że nawet tutaj ich skandal może być komuś znajomy... ale wizja chwilowej anonimowości kompletnie ich urzekła.
      — Tak, bycie ciągle obserwowanym jest męczące — przytaknęli, starając się nie analizować, co takiego Han próbował powiedzieć, kiedy przerwał zdanie. Zdążyłem zapomnieć? — Ale i tak miło jest spotkać kogoś z Korei. Nawet jeśli okoliczności nie są najlepsze — dodali już po koreańsku, na tyle cicho, by nie zakłócić rozmów pozostałych.
      Uwagę znów skupili na Gabrielu — czyli był tatuatorem? Ciekawe, Haejin musieli zapamiętać, by poszukać jego studia jak już odzyskają dostęp do telefonu. Ich była wytwórnia była przeciwko wszelkiego rodzaju modyfikacjom ciała, więc zrobienie tatuażu nie wchodziło w grę, ale teraz? Teraz Haejinnie mogli robić, co im się żywnie podobało.
      — Zdecydowanie masz talent i umiejętności — powiedzieli. — Na pewno się do ciebie zgłoszę w przyszłości.

      Odnajdziesz się, albo... kolejnego zaproszenia nie dostaniesz, powiedziała blondynka z zaręczynowym pierścionkiem na palcu (Cornelia? Cornelia). Haejin unieśli brwi, zaintrygowani i jednocześnie ostrożni: co takiego Plotkara miała dla nich w planach? Ale Haejin odnaleźli się w świecie k-popowym, jakoś przeżyli media rozrywające go na strzępy, cokolwiek Plotkara nie miałaby w planach, dadzą radę.
      Prawda?
      — Dobrze, że lubimy wyzwania — odparli z większą pewnością niż faktycznie czuli.
      Nie musieli długo czekać, by dowiedzieć się, w jaki sposób Plotkara namiesza w życiu ich wszystkich — bo ledwo dwie kolejne, już ostatnie, osoby dołączyły do ich stolika, z głośników rozbrzmiał głos ogłaszający ich pierwsze zadanie.
      Kieliszki. Z nieznaną zawartością.
      Dobrze że nie byli już w Korei, bo jakby tamtejsze media dowiedziały się, że brali coś o nieznanej zawartości, co z opisu Plotkary brzmiało, jakby zawierało jakiegoś rodzaju narkotyki, to mogliby się już na zawsze pożegnać z karierą.
      Cornelia sięgnęła po kieliszek pierwsza tylko po to, by wcisnąć go w ręce Jacksona. Haejin obserwowali jak dziewczyna, która z nim przyszła — Claire — wyrwała mu go z ręki.
      Nie sądzili, że kiedy tu przyjdą, dostaną miejsce w pierwszym rzędzie do jakiejś dramy.
      Zmarł? — mruknęli pod nosem, pewni, że się przesłyszeli, bo jakim cudem ktoś, kto przed nimi stał, mógł umrzeć? Zamiast zastanawiać się nad tym zbyt długo, sami sięgneli po kieliszek, czerwony, i przyjrzęli się zawartości.
      — Czyli tak potoczy się ten wieczór — powiedzieli, jakby w końcu do nich dotarło w co takiego się wpakowali, bo dotarło. I możliwe że popełnili największy błąd życia, przychodząc tu, ale skoro już tu byli...
      — Na zdrowie — powiedzieli pozostałym, unosząc kieliszek na sekundę, po czym wypili całą zawartość w kilku łykach.
      Co ma być, to będzie.

      Haejin

      Usuń
    23. Yoonjae potrzebował dokładnie dziesięciu sekund, by uświadomić sobie, jak idiotycznie zachował się względem Hae. Że zrobił dokładnie to, przed czym sam tak zaciekle uciekał, a co gorsza, nie dał komuś nawet szansy na to, by przygotować się na ten atak. Miał ochotę trzasnąć sobie w twarz. Wątpił, by istniała na tym świecie osoba bardziej niezręczna niż on sam. Gorączkowo zastanawiał się nad tym, jak mógłby wybrnąć z tej sytuacji, ale z pomocą przyszło mu jedno zdanie. Krótkie i niepozorne, ale wypowiedziane w rodzimym języku, który w niewytłumaczalny sposób ukoił wszystkie jego nerwy. Nagle poczuł się tak, jak gdyby ktoś otworzył przed nim nowe drzwi.
      — Przepraszam, nie pomyślałem, gdy to mówiłem — zapewnił cicho, również po koreańsku, zyskując pewność, że ten fragment rozmowy pozostaje na tyle prywatny, na ile było to możliwe w tym konkretnym miejscu. — Nie będę nachalny. Zapomniałem, że nie jesteśmy w Korei i… że tutaj możecie nie być tak znani.

      Yoonjae oparł po tym łokieć o blat stołu i podparł policzek wnętrzem dłoni, pozwalając, by rozmowa toczyła się dalej we własnym tempie. Starał się wyłapywać każde słowo, dopisywać sens wypowiedziom, które, dla niego samego, niestety nie zawsze go miały, tłumaczyć wyraźnie napięcie między konkretnymi osobami. Lubił wierzyć w to, że szło mu całkiem nieźle. Chwilowo… ograniczał się głównie do obserwowania, co nie mogłoby specjalnie dziwić. Po wcześniejszej wpadce wolał mówić wszakże jak najmniej. Każde kolejne słowo wydawało się potencjalnym zagrożeniem, dlatego próbował uspokoić gonitwę myśli, które uparcie nie chciały zwolnić choćby na moment. Szybko zorientował się także, że tym razem i bez zabierania głosu mógł bawić się całkiem dobrze. Odezwał się dopiero wtedy, gdy padło pytanie o studia. Bezpieczny, sprawdzony grunt. Nie mógł niczego spaprać. Nie w tym temacie.
      — Sztuki użytkowe. — Uśmiechnął się, chyba pierwszy raz w pełni szczerze w trakcie tego przeklętego wieczoru. — Projektuję. Głównie ubrania. Zawsze drażniło mnie to, że większość tych dostępnych w sklepach jest tak nudna… Ostatnio coraz częściej wychodzi z tego coś, czego nie wstydziłbym się komuś pokazać.
      Kiedy skończył mówić, chciał naturalnie pozwolić na to, by rozmowa odpłynęła do kogoś innego, jednak uwaga wszystkich skupiła się na kieliszkach z kolorową zawartością. Przez krótką chwilę wydawały mu się jedynie dziwnym elementem wystroju, ale wystarczyło, że wyjaśniono ich znaczenie, by nagle każdy z kolorów nabrał niepokojącego ciężaru.
      Mieli wybrać? Każdy? Obowiązkowo?
      Yoonjae nie zastanawiał się długo. Odruchowo sięgnął po żółty. Zawsze lubił ten kolor, a jego aktualne znaczenie wydawało mu się… najmniej ryzykowne. To całkiem zabawne, że akurat dzisiejszego wieczoru, niebezpieczeństwo nie kusiło go tak mocno jak zwykle.. Już miał cofnąć dłoń, kiedy kątem oka zauważył, że Inhan bez większego zastanowienia wybrał różowy.
      Co? Miał ochotę pacnąć mu po głowie.

      — Nie — jedno, krótkie słowo padło niemal odruchowo. Zanim ktokolwiek zdążył zareagować, pochylił się i sprawnym, zdecydowanie zbyt gwałtownym ruchem zamienił kieliszki miejscami, wsuwając różowy przed siebie, a żółty stawiając przed Inhanem. — To nie jest dobry pomysł. Ten jest twój.
      Dopiero po chwili dotarło do niego, jak absurdalnie musiało to wyglądać. I jak bardzo głupie było to, co właśnie zrobił.

      yoonjae

      Usuń
    24. Jackson zdawał sobie sprawę, że spotkanie ze wszystkimi dawnymi przyjaciół na jednym evencie, nie będzie łatwą przeprawą. Cornelia była chyba jedyną osobą, z towarzystwa, z którą nie miał okazji porozmawiać prywatnie, sam na sam o tym co się wydarzyło. Ale jak zdążyła zdradzić, plotki jak zwykle rozchodziły się z prędkością światła w tym miejscu.
      — Nel, nie mierz wszystkich swoją miarą. — odpowiedział ze spokojem i miłym uśmiechem.
      Przez krótką, ulotną chwilę gdy kieliszek znajdował się w jego dłoni, a wyzwanie i obelga pobrzmiewające w głosie Corneli dudniły mu w uszach, był o jeden krok by nie przychylić tajemniczej zawartości, w danym szybkim geście.
      Dlatego był wdzięczny, gdy w drugiej sekundzie, Claire odebrała od niego kieliszek, nim zdążył mocniej zawahać się nad swoimi mocnymi postanowieniami, z którymi się tutaj zjawił. Druga rzecz z jakiej zdawał sobie sprawę to fakt, że nie zostawią również suchej nitki na Claire właśnie. Dostanie jej się rykoszetem.
      Nie obawiał się konsekwencji jakie mogła przygotować dla niego Plotkara, za brak wypicia zaserwowanego napoju. Nie było niczego, czego zgromadzeni nie wiedzieli, niczego czym mogła go zaatakować. Przynajmniej tak mu się wydawało.
      Nachylił się nieco ku Claire, jego rękę zawisła za jej plecami, z odrobiną dystansu od jej skóry.
      — Dzięki, i wybacz te komentarze. — Mruknął cicho, tylko do jej ucha.
      Dopiero wtedy przeniósł wzrok na niższego od siebie chłopaka, o azjatyckich rysach, który chwilę temu uczepił się Claire z niezwykłym optymizmem.
      — A to jest? — zagadnął unosząc nieco brew. — Nie spodziewałem się, że Plotkara zacznie zapraszać… wszystkich. — skwitował.

      Inhan za to, zawęził swoje pole zainteresowania do Claire i jej partnera. Popatrzył się na swoją przyjaciółkę z lekkim, porozumiewawczym błyskiem w oku, posyłając nawet nieco szerszy uśmiech. Miał ochotę wysunąć pewien mały drobny komentarz, na temat tajemniczego CEO, ale zostawił sobie tą rozmowę na później. Mężczyzna na pewno wyglądał nienagannie, tak jak sobie w sumie go wyobrażał. No może zdawał się nieco bardziej nadęty niż Claire mu to przedstawiła, ale chyba też chodziłby nadęty, gdyby ludzie wokół komentowali jego zjawienie się w ten sposób.
      Inhan nie miał bladego pojęcia co się dzieje, nie wyczuwał żadnego podstępu, ani drugiego dna w pojawieniu się kelnerów i nieco specyficznej oprawie towarzyszącej podaniu drinków, dlatego bez większego namysłu sięgnął po różowy. Różowy w końcu to ładny kolor. Ale nim zdążył upić choćby malutki łyczek, Han stanowczo wypowiedział jedno słowo nie i bez dyskusji zamienił ich drinki.
      — Ale… — uniósł wysoko brwi i wpatrywał się w chłopaka z niekrytym zaskoczeniem — Dlaczego? — Nie wiedział, czy pytał o powód dla którego zamienił drinki, czy generalnie o to dlaczego zainteresował się tym, co wypije Inhan. Tak, czy inaczej dodał zaraz szybkie dziękuję, choć nigdy nie miał pewności, czy ktoś nie chce wrobić go w większe bagno. Tak dla rozrywki.
      Posłusznie jednak wziął żółty i uniósł go do ust wypijając i nieco się przy tym krzywiąc.

      Inhan i Jack

      Usuń
    25. Drink nie smakował jakoś szczególnie, nie miał też jeszcze szans jakkolwiek zadziałać. Cassian siłą rzeczy zmierzył Jacksona różnokolorowym spojrzeniem znad kieliszka, nim odstawił szkło na stół. Nie znał go dobrze, a gdyby się nad tym zastanowić, to w zasadzie wcale, nie osobiście przynajmniej. Trudno jednak było nie zdawać sobie sprawy z tego kim jest, jeśli nie żyło się pod kamieniem. Swego czasu te felerne zdjęcia z limuzyny stanęły mu okoniem w gardle, poza tym mieli wspólnych znajomych.
      Nie czuł, że Nel potrzebuje tutaj jego protektoratu, bo zdawał sobie doskonale sprawę, że potrafi toczyć swoje bitwy z okrutnie zimną precyzją, ale ze względu na ich historię zdecydował się odezwać, bo były również takie bitwy, które za nią poprowadził i wygrał bez względu na konsekwencje.
      — Ostrożnie, Jackson — rzucił to luźno, ale ze wzrokiem utrzymanym na wysokości jego twarzy.
      Tyle uważał za uczciwe. Znał Watson dobrze, wiedział ile ma za uszami i że nie potraktowała tamtej dziewczyny sprawiedliwie, ale to nie znaczyło, że zamierzał przysłuchiwać się ich docinkom obojętnie. Z Cornelią mieli się jakby nie patrzeć pobrać, więc to naturalne, że stanowili jeden front.

      Claire z Jackiem również stanowili jeden front, mimo że pobierać się nie mieli zamiaru, a przynajmniej tak to wyglądało w jej głowie. Wciąż była zaskoczona, z jakim zdecydowaniem zabrała mu ten kieliszek i w pierwszej chwili zrobiło jej się z tego powodu głupio, ale szybko poczuła się lżej, kiedy Howard jej podziękował.
      Uświadomiła sobie jednak, jak bardzo jest spięta i przebodźcowana musi być już teraz, skoro jego słowa przy jej uchu odbiły się dreszczem na całej długości jej szyi i ramion.
      — Żaden problem — odparła cicho, odwracając głowę w jego stronę i posyłając mu uśmiech, drobny ale osobisty, bo zamknięty w tej niewielkiej przestrzeni między nimi.
      Cóż… Wiedziała, jak smakuje uzależnienie. Może nie z pierwszej ręki, za to z drugiej i dlatego było to dla niej a pewnym poziomie bardzo osobiste, nawet jeśli nie znała Jacksona szczególnie blisko. Dałaby naprawdę dużo, żeby jej własny ojciec miał takie samo postanowienie, dlatego jeśli mogła zrobić cokolwiek żeby go w tym postanowieniu wesprzeć, to zamierzała to zrobić. — I nie szkodzi.
      Szkodziło. Claire była delikatna pod wieloma względami; za dużo czuła i myślała, ale została uprzedzona jak to wszystko może wyglądać, poza tym nie urodziła się wczoraj. Charlotte już wcześniej ostrzegała ją przed taką etykietą, więc Cornelia nie była pierwszą osobą, która wysnuła powierzchowny wniosek.
      Nie było trudno go wysnuć. Sama się w końcu zastanawiała, co tu robi. Co robiła w tym samolocie i co to wszystko znaczy. A już zwłaszcza co znaczy, że Jack rzekomo umarł.
      Nie było to jednak coś, o co zamierzała go pytać tutaj, w tej chwili. Nie czuła zresztą, że ma prawo pytać.
      — To jest Inhan — odparła, wyczuwając tę nutę oceny w głosie Howarda. Ciężko byłoby jej nie wyczuć znajdując się tuż pod jego ramieniem. — Przyjaźnimy się — dodała, zerkając znów z bliska na męski profil. — I Ty także mnie tu zaprosiłeś, prawda?
      A pasowała tu tak samo jak Kim, czyli wcale. Jedynie sukienka maskowała ją trochę lepiej, a nie była nawet własna. To Jackson ją kupił. Gdyby nie to, sama mogłaby przyjść w przydługich rękawach.

      CASS I CLAIRE

      Usuń
    26. Yoonjae nie do końca pojmował sens swojego zachowania, znał Inhana równie przelotnie, co większość mijanych na co dzień studentów. Tak naprawdę… chłopak powinien być mu więc zupełnie obojętny. Han nigdy nie przepadał za dopuszczaniem przypadkowych osób zbyt blisko siebie, zwłaszcza wtedy, gdy mogło to okazać się katastrofalne w skutkach. Kim przywodził na myśl uosobienie małego huraganu. Rozlewał, tłukł, hałasował i… irytował Hana z wprawą godną podziwu, wprowadzając ten chaos wszędzie tam, gdzie się pojawiał. A mimo tego - mimo faktu, że ostatnie, przygasające iskry zdrowego rozsądku próbowały rozpalić się w pełni na nowo - Yoonjae nie potrafił biernie przyglądać się kolejnej, nieprzemyślanej decyzji. Zamiana kieliszków wydawała się naturalna. Gdyby tylko okoliczności okazały się choć odrobinę łaskawsze…
      — Nie drąż — nakazał, cicho, choć i tak nieco ostrzej niż zamierzał, wciąż nie odrywając wzroku od własnego, pełnego jeszcze kieliszka. — Mam złe przeczucie. To wszystko nie brzmi dobrze, a najwyraźniej ściągnęła nas tu jakaś wariatka. Uważaj na to, co robisz.

      Sam również powinien wziąć sobie tę radę do serca, wiedział przecież, jak wiele miał do stracenia. Rozsądniej byłoby martwić się o siebie, pilnować każdego kroku, uważać na słowa i pewnie też na myśli, które niepostrzeżenie mogłyby zechcieć wydostać się teraz na zewnątrz. Gdzieś w głowie zamajaczyła mu nagle obawa, że wybrane dla niego miejsce mogło być równie nieprzypadkowe, jak to przeklęte zaproszenie. Jak inaczej wytłumaczyć fakt, że czuł się tak, jakby usadzono go właśnie na minie z opóźnionym zapłonem? Z jednej strony mierzył się z ryzykiem rozpoznania, z drugiej - z niewytłumaczalnym poczuciem obowiązku kontrolowania każdego, nieprzemyślanego ruchu obcego chłopaka. Ewidentnie nieprzygotowanego na to, z czym wiązały się podobne… spotkania.

      Westchnął i wypił w końcu zawartość kieliszka.
      — To nie koniec, prawda?

      yoonjae

      Usuń
    27. Nagle do stolika podszedł uśmiechnięty kelner, niosąc w dłoniach srebrną tacę przykrytą błyszczącym kloszem. Bez słowa zatrzymał się tuż przy Jacksonie, skłonił lekko głowę i z wprawą uniósł wieko. Na tacy spoczywała niewielka, czerwona koperta. W środku znajdowało się zdjęcie małej, uśmiechniętej dziewczynki. Na odwrocie, starannym, odręcznym pismem, zapisana została krótka wiadomość: "Little A. Cudowna dziewczynka. Aż nie da się spuścić z niej oczu... Drink up, J!"

      Usuń
    28. Czarna limuzyn zatrzymała się tuż przed budynkiem Plaza, w którym mieścił się Grand Ballroom. Octavia wyjrzała przez przyciemniane okno, wzdychając cicho. Wieczór był duszny, a ona czuła, że naprawdę przydałoby się trochę wiatru.
      — Wiesz, że nie musisz tam iść — pewny głos Cecila wyrwał ją z zamyślenia. Spojrzała na mężczyznę. Postawny, siwiejący, z przeszywającym spojrzeniem brązowych oczu. Znała go od dziecka, był jednym z najbardziej zaufanych pracowników jej dziadka. w Nowym Jorku odnalazł się jak ryba w wodzie.
      Uśmiechnęła się, przeczesując palcami włosy. Opadały miękkimi falami na jej ramiona. Nie były wyprostowane jak zawsze, dzisiaj postawiła na ich naturalność, choć nigdy nie przepadała za widokiem swojej osoby w lokach.
      — Wiem. Ale kilka godzin raczej nie zrobi mi nic złego — posłała mężczyźnie uśmiech.
      — Jak wyglądam? — zapytała z nutką rozbawienia.
      — Jak milion pesos, Tay — odparł rozbawiony.
      — Mój samochód kosztował więcej — powiedziała na pożegnanie, wysiadając z samochodu.

      Pomarańczowa sukienka leżała idealnie. Była lekka i zwiewna, idealna na dzisiejszą pogodę. Sięgała do ziemi, jednak z prawej strony ciągnęło się rozcięcie, odsłaniając jej długie nogi. Kolor idealnie współgrał z jej opaloną skórą. Cieliste sandały na obcasie, oraz niewielka torebka również w cielistym kolorze, dopełniały całości dzisiejszej kreacji.
      Była spóźniona, ale zupełnie jej to nie przeszkadzało. Wiedziała, że ta zabawa raczej szybko się nie skończy. Pokonała kilka stopni do wejścia, po czym pokazała swoje zaproszenie, a pracownik poprowadził ją w stronę odpowiedniej sali.
      Sal jak zawsze ociekała przepychem. Podłoga lśniła aż za bardzo. Kryształowy żyrandol był aż za bardzo kosztowny. Chwyciła kieliszek z szampanem z tacy jakiegoś kelnera, który przechodził obok. Uśmiechnęła się w jego stronę, upijając łyk. Później, niespiesznym krokiem ruszyła do stolika, gdzie widziała dużo znajomych twarzy.
      — Jak za starych, dobry czasów, prawda? — Zapytała, zwracając na nich swoją uwagę.
      Octavia,/i>

      Usuń
    29. Nim ktokolwiek zdążył skomentować tajemniczą przesyłkę, przy stoliku ponownie pojawił się jeden z kelnerów. Bez słowa dostawił dodatkowe krzesło pomiędzy Gabrielem a Clair, po czym położył przed nim elegancką winietkę z nazwiskiem Octavii. Poprawił jeszcze obrus, skinął głową i równie bezgłośnie odszedł.

      Usuń
    30. Watson była zła. Przepłakała zbyt wiele godzin za Jacksonem, kiedy świat obiegła informacja, że naprawdę umarł, a on… On nawet się nie pofatygował, aby porozmawiać z nią osobiście. To, że znajdowała się poza granicami kraju i z telefonu nie korzystała, bo o wiele bardziej wolała skupić się na swoim narzeczonym, jeszcze niczego nie tłumaczyło. Gdyby mu zależało to postarałby się o to, aby się z nią skontaktować i powiadomić o swoim zmartwychwstaniu.
      — Moje ego ma się całkiem dobrze, Rafferty. Ale nie zaszkodzi, jak mi je od czasu do czasu połechtasz. — Zaśmiał się.
      Gabriel przymrużył lekko oczy, gdy pojawił się Jackson. Nie widzieli się do tamtego wieczoru, kiedy przyszedł do jego mieszkania. Włoch wciąż czuł się dziwnie z myślą, że jego kumpel naprawdę żyje. Nie przyglądał mu się jakoś szczególnie, ale był ciekaw, czy policzek wciąż pulsuje mu bólem. I miał nadzieję, że tak.
      — Claire. — Skinął głową w stronę blondynki. Miał okazję ją poznać, a jednak z tego co wiedział nie wyglądała mu ona na dziewczynę, która znalazłaby się w takim towarzystwie. Nie spodziewał się, że ich kolejne spotkanie odbędzie się w takim miejscu. Szczerze mówiąc, to wcale nie spodziewał się, że do kolejnego dojdzie. Najwyraźniej życie bywa przewrotne.
      — Ojejku, uroczo wyglądasz! — Zaćwierkała Naomi w stronę Claire. — Wszyscy wyglądamy dobrze. — Stwierdziła rozglądając się po zebranych przy stoliku. — Nasz stolik zdecydowanie wygląda najlepiej. Przy tym drugim chyba dzieją się już dramaty… — Mruknęła blondynka zerkając na ich sąsiedni stolik. Gabriel podążył za nią wzrokiem. Wyłapał znajome twarze, ale stolik znajdował się zbyt daleko, aby można było wyłapać choćby skrawki rozmowy.
      — Dzięki, Haejin. Jeśli masz ochotę to wpadaj. Szukaj Vice Tattoos na Williamsburgu.
      Istniała szansa, że nikt nie zapamięta tego, co powiedział. Cóż, patrząc na to, że alkoholu tu nie brakowało, a niektórzy pewnie sięgną po coś więcej Gabriel wcale się nie dziwił.
      Cornelia na moment również skupiła się na Haejin. Jedynie na parę krótkich chwil.
      — Jesteście pewni, że lubicie wyzwania?
      Jeśli pamięć jej nie myliła to była jedyną, która nie protestowała, kiedy Plotkara coś wymyślała. Cóż, ciężko było to robić, kiedy sama nierzadko podsyłała plotki, prawda? Ale kto tu tego nie robił. Może Cass. Jego jedynego by o to nie posądziła z osób, które znała.
      Zaskoczyła ją natomiast reakcja Claire. Blondynka zaśmiała się pod nosem.
      — Aww, to prawie urocze. — Leniwie przesunęła po dziewczynie wzrokiem. — Ale skoro Jack nie pije… To możesz wypić ty.
      — Och, tak. Jacksonowi się umarło. Nie słyszeliście? Największy przekręt roku. — Uśmiechnęła się połówką ust. — Może nie wszyscy wierzą w Jezusa, ale w Jacksona… Dlatego drogie dzieci nie bierze się kokainy bez kontroli.
      Bez zastanowienia wzięła kieliszek od Cassiana. Nawet nie zastanawiała się co pije. Wystarczyło jej, że było słodkie i wyczuwała wódkę, więcej do szczęścia jej nie było potrzebne. Wolałaby różowe, ale to w końcu nie jej miał się rozwiązywać język.
      Gabriel bez słowa wziął kieliszek z białym napojem i różowym, skoro tylko te zostały. Chciał podać różowy Naomi, jednak blondynka chwyciła za biały. Uśmiechnął się do blondynki lekko i wzniósł toast. Zrobiłby to z resztą, ale każdy pił tu jak leciało.
      — O proszę, to mam nadzieję, że kiedyś zobaczymy twoje projekty na wybiegach.
      — Jeśli są tak dobre, jak mówisz, to chętnie sama je zobaczę i ocenię. — Wtrąciła Nel. Przecież jeśli rósł tutaj światowy projektant to nie mogła przejść obojętnie, prawda?

      Usuń
    31. Odstawiła kieliszek na stolik i zrobiła parę kroków w stronę Jacksona i Naomi. Musiała przyznać, że wyglądali… Przyzwoicie. Zresztą, blondynka była jej obojętna. Naprawdę. Chodziło o to, że ten dupek nie potrafił się do niej odezwać, a teraz wracał, jak gdyby nigdy nic. Jakby ich przyjaźń nigdy nic nie znaczyła. A może i nie znaczyła.
      — Pokaż co tam masz.
      Wyrwała kopertę z dłoni blondyna. Nel chciała wiedzieć wszystko zawsze pierwsza, a dziś… Dziś mogła stanąć po stronie Plotkary. Tylko po to, aby nadepnąć na odcisk Howardowi.
      — Aww, jak urosła. Widziała już tatusia, czy jeszcze nie? — Spojrzała mu prosto w oczy z uśmiechem, który Jackson dobrze znał. — Och… Ale chyba masz większe problemy niż niewypity drink.
      Zrobiła krok do tyłu, bo w towarzystwie nie byli już sami. Wzrok Nel spoczął na Octavii, której cóż, ale przy stoliku nie było wcześniej. Wątpiła, że Plotkara odmówiłaby sobie tych smaczków i nie posadziła jej między Jacksonem, a Gabrielem. I Naomi, która nie tyle co wyglądała na przejętą, a zaskoczoną.
      — To powinno być zabawne. — Wzrok Cornelii skakał od Gabriela do Jacksona. — Ene, due, rike, fake… Och, nie mogę się doczekać. — Tym razem naprawdę się roześmiała i wróciła do Cassiana. — Mówiłam ci, że będzie warto tu przyjść. — Mruknęła muskając jego policzek, a dłoń z pierścionkiem zaręczynowym ułożyła mu na torsie.
      — Cześć, Tay.

      Nel & Gabs

      Usuń
    32. Kiedy tuż obok pojawił się kelner, wraz z krzesłem i winietka, Octavia spojrzała z uwagą, jak stawia wszystko między Gabrielem a Claire. Najpierw spojrzała na Gabriela. Długo i uważnie, nie mówiąc ani słowa. Nie chciała niepotrzebnych kłótni, czy innych, dziwnych akcji. Później jej spojrzenie spoczęło na Claire. Tu już westchnęła, lekko wywróciła oczami. W końcu usiadła, stawiając kieliszek z szampanem na stole.
      — Wprowadzi mnie ktoś, co się dzieje? — zapytała, spoglądając po zebranym towarzystwie. Miała wrażenie, że panuje tu jakaś dziwna atmosfera.
      Jej spojrzenie w końcu spoczęło na Cornelii. Uśmiechnęła się.
      — Nieco suche te powitanie, Nel. Zero rzucania się na szyję, zero Tęskniłam za Tobą, moja kochana przyjaciółko — zakpiła nieco, przechylając głowę lekko w bok. Cóż, nie miały jakiegoś większego kontaktu przez ostatni rok. życie każdej wyglądało inaczej. Zapewne tak, jak nie miały śmiałości o tym pomyśleć jeszcze rok temu.
      — Co do naszego ulubieńca… Tak, już się widzieli. Ale, dla niej to tylko Jackson, mój kolega — wyjaśniła, wyciągając rękę, by następnie wziąć zdjęcie Ayli.
      — Ale muszę przyznać, chyba trochę ruszyło go sumienie. Minimalnie — dodała. Nachyliła się nieco, kładąc ponownie zdjęcie przed Jacksonem.
      — Nowa zabaweczka? — jej spojrzenie spoczęło na Claire. Uśmiechnęła się.
      octavia

      Usuń
    33. Słysząc przeprosiny Yoonjae, jedynie pokręcili głową.
      — Nic się nie stało — odpowiedzieli. — Doceniam przeprosiny, ale naprawdę nie ma za co. I tak udało mi się uniknąć prasy dłużej, niż myślałom... A patrząc na to, gdzie jesteśmy, obawiam się, że nikt tu obecny nie pozostanie anonimowy na długo.
      Ich rozmówcy wspominali o sekretach; i chociaż Haejin nie wiedzieli dużo o Plotkarze, im dłużej tu siedzieli, tym coraz bardziej zaczynali rozumieć, co ich czeka tego wieczoru.

      Gdyby obsługa nie zabrała im telefonu, już dawno wyszukaliby studio Gabriela na instagramie i zapisali sobie nazwę; a tak musieli liczyć, że pamięć ich nie zawiedzie, a nazwa nie wyleci z głowy jeszcze zanim impreza się skończy.

      Na pytanie Cornelii unieśli brew. We wzroku kobiety nie doszukali się zainteresowania, jej wzrok szybko przeniósł się na kogoś innego, ale Haejin i tak odpowiedzieli.
      — Dowiemy się dziś wieczorem, prawda?
      Wcale nie byli specjalnymi fanami wyzwań, ale od dziecka byli zbyt uparci dla własnego dobra i nie zamierzali dać się pokonać tak łatwo. Nie, kiedy w końcu byli wolni i mogli popełniać błędy, nie przejmując się zarządem, który dyszał im za plecami.

      Na informację, co studiował Han, wyprostowali się mocniej, wzrok od razu kierując w jego stronę. W głowie znów przeklęli Plotkarę za to, że zabrała im telefony — akurat teraz, kiedy najbardziej by się przydały!
      — Publikujesz gdzieś swoje projekty? — zapytali, nie kryjąc swojej ciekawości.

      Para, która dołączyła do nich jako ostatnia, już wywoływała poruszenie. Na usta cisnęło im się wiele pytań co do rzekomej śmierci Howarda i okoliczności wokół, ale ta ciekawość zniknęła równie szybko, jak się pojawiła. Bo Jackson rzucił komentarz, wyraźnie kwestionując obecność Inhana na imprezie, i Haejin zmrużyli oczy.
      Nie lubili takiego szczeniackiego zachowania.
      Oczywiście, że musiał się tu trafić jakiś dupek, który nie potrafił znieść, kiedy jego kobieta skupiła się na innym facecie nawet na sekundę. Oczywiście, że nie minęło nawet pół godziny, a Haejin już oglądali żałosne zagrywki na poziomie gimnazjum od gościa, który ewidentnie miał do zaoferowania jedynie pieniądze i czerwone flagi, oceniając po jego dotychczasowym zachowaniu.
      Przynajmniej Claire stanęła w obronie przyjaciela. Może dostrzeże te czerwone flagi i znajdzie sobie lepsze towarzystwo w przyszłości.
      Ale to nie był koniec dramatów — bo kiedy Jackson z Claire odmówili wypicia z kieliszków, do stołu podszedł kelner i przekazał Howardowi czerwoną kopertę. Cornelia wyrwała ją chwilę później i Haejin nie musieli długo zastanawiać się nad jej zawartością.
      Tatuś. Oczywiście, że ten facet miał córkę, z którą nie miał żadnego kontaktu. To ten typ.
      Do stołu dołączyła kolejna osoba — a wraz z nią napięcie w powietrzu. Scena, która rozgrywała się przed ich oczami, była jakby wyjęta prosto z koreańskich dram, które Haejin tak chętnie oglądali w wolnych chwilach. W milczeniu obserwowali starcie między Jacksonem a nowoprzybyłą — matką córki Howarda.
      Nagle, ich własne życie wydawało się wyjątkowo nudne. Niepotrzebnie martwili się, jak potoczy się ten wieczór — bo nawet jeśli mieli trafić później na do artykułów, byli pewni, że ta drama będzie gościć na wszystkich nagłówkach.

      Haejin

      Usuń
    34. Cassian zaśmiał się pod nosem na odpowiedź Gabsa.
      — Mogę połechtać nie tylko Twoje ego, bracie — prychnął z rozbawieniem, mrugnąwszy do niego zdawkowo ciemnym okiem. — Nie wiem tylko, co na to nasze kobiety.
      Jak wygląda, niewiele, a przynajmniej Nel niewiele, bo najwyraźniej bardzo zainteresował ją Jack i jego towarzyszka, której de facto trochę współczuł, bo nie wyglądała jak ktoś, kto odnalazłby się w tym świecie i widać to było na pierwszy rzut oka. Krzyżując ręce na piersi, przyglądał się temu przedstawieniu w milczeniu, nie starając się wyciągnąć z niego przesadnie wiele, ani też w żaden sposób powściągnąć złości Watson. Wiedział, że to bezcelowe. Poza tym, znał dużo lepsze sposoby na spożytkowanie jej emocji, do tego potrzebowałby jednak zaciągnąć ją w bardziej ustronne miejsce.
      Kiedy więc do niego wróciła, dotykając jego twarzy i torsu, krótko przymknął oczy na ten dotyk, przylegając do wnętrza jej dłoni, a potem uchylił powieki i przyjrzał się jasnowłosej spod rzęs, obejmując ją w pasie. Przysunąwszy ją bliżej siebie, wolną ręką objął jej wąski nadgarstek spoczywający przy jego piersi, żeby nie zasłaniać pierścionka, skoro już się tak nim niewerbalnie chwaliła przed koleżanką.
      Przybycia Octavii nie skomentował w żaden sposób, skupiony na swojej narzeczonej.
      — Wiesz dobrze, że mnie takie dramy nie kręcą — odparł, nachyliwszy się do jej szyi, by złożyć tam krótki pocałunek. Nie kręciło go też wcale, kiedy się tak zachowywała, ale nauczył się akceptować także tę gorszą część niej, nawet jeśli był zdania, że stać było ją po prostu na więcej niż… To, czymkolwiek to było. Nie zamierzał jednak mówić jej tego wprost, a na pewno nie tutaj, nie przy tych wszystkich ludziach, którzy karmili się każdym skrawkiem słabości. Jak rekiny, które czują krew. Usta zbliżył do jej ucha. — Przyszedłem tu dla Ciebie. I gdybym Cię nie znał, pomyślałbym że jesteś zazdrosna o Howarda.
      A ta wizja sama w sobie była śmiechu warta, choć nie wierzył w żadną wielką przyjaźń w ich przypadku, ponieważ Cornelia nie przyjaźniła się z mężczyznami. Sam nie był jednak zazdrosny, na tym etapie już nie. Co najwyżej trochę zażenowany tym otoczeniem i tym, że nic się w nim nie zmieniało mimo upływu lat.
      Westchnął więc, prostując się. Miał nadzieję, że drink niedługo zacznie działać, bo nie miał wcale ochoty brać w tym cyrku udziału. Pastwienie się nad kimś było zwyczajnie poniżej jego poziomu i wciąż miał nadzieję, że kiedyś będzie też poniżej poziomu Watson.
      Najchętniej odszedłby od stolika, bo panująca tam atmosfera pozostawiała wiele do życzenia, lekko mówiąc. Żal było mu jednak zostawiać Gabriela, skoro wreszcie miał okazję go zobaczyć, zatem posłał Cavallaro spojrzenie, chcąc wyłapać, co on o tym wszystkim sądzi i czy przypadkiem nie powinni faktycznie po prostu sobie stąd pójść.

      CASSIAN

      Usuń
    35. Claire za to miała wrażenie, że to wszystko dzieje się gdzieś obok niej, zamiast dookoła. Nogi wciąż miała słabe, wciąż była zestresowana i czuła to już w skroniach, ten irytujący ucisk zapowiadający migrenę. Pobladła, choć nie było widać tego pod makijażem, a powodem było zdjęcie małego dziecka i treść kartki w rękach Jacka.
      Czy to była groźba? Czy ta cała Plotkara naprawdę była w stanie wyrządzić krzywdę niewinnej kilkulatce, tylko dlatego, że nie grało się według jej zasad?
      Tego wszystkiego było po prostu zbyt wiele. Zbyt wiele informacji do przyswojenia, zbyt wiele presji do przetrawienia, przez co skłębiła się w żołądku, sprawiając że żółć napłynęła jej do gardła. Przez cały wywód Cornelii nie odezwała się więc ani słowem, instynktownie znów chwytając się ramienia Jacka po jakąś podporę, usiłując przeprocesować to, że najwidoczniej umarł, a w dodatku miał córkę i że mogło jej grozić jakieś niebezpieczeństwo. Przez to, że wspomniał jej wcześniej o tym, że będzie tu jego była dziewczyna, zastanawiała się przez moment, czy mogła to być ta blondynka, ale szybko przekreśliła tę myśl, bo była przecież zaręczona, więc teoretycznie powinna mieć w poważaniu, z kim jej były partner się prowadza, prawda?
      Chwilę potem wszystko się jednak wyjaśniło, z przybyciem niejakiej Octavii. Z rozmowy wywnioskowała, że była matką jego córki, więc zapewne również wspomnianą przez niego byłą. Chociaż może wcale nie. Biorąc pod uwagę, że została nazwana jego zabawką po raz drugi w ciągu dziesięciu minut, Jackson musiał tu mieć adekwatną reputację. Mógł mieć córkę i kilka byłych.
      — Ozdoba — poprawiła ją więc, bo jeśli miała już być czymś w jego kontekście, to ozdobą. W tym potrafiła się odnaleźć, bo kiedy przyjrzała się zarówno Cornelii, jak i Octavii nie czuła, że odstaje od nich na polu urody. Doszła do wniosku, że nie miały nic, czego ona by nie miała, nie licząc pieniędzy. Im brakowało za to empatii czy podstawowej godności, więc nie ciągnęła tej rozmowy dalej. Przytyk Blanchard zatem jej nie zabolał, nie tym razem, poza tym trochę zaczynało jej się kręcić od tego wszystkiego w głowie. Nigdy nie reagowała dobrze na nerwy, a jej niepokój tylko rósł, bo jeszcze w limuzynie Howard ostrzegał ją przed Plotkarą, każąc jej zostać blisko. Wtedy jeszcze nic o tym nie pomyślała, ale te kieliszki, których kazał jej nie dotykać? Ta groźba?
      Gdzie oni właściwie się znajdowali? Czy tu było niebezpiecznie? Jeśli było, to dlaczego w ogóle ją tutaj przyprowadził?
      Biorąc głębszy wdech, ułożyła dłoń na jego piersi, zbierając palcami aksamitny materiał szkarłatnej koszuli, materiałem oraz odcieniem dopasowanej do jej opływającej sukienki. I choć gest z zewnątrz mógł wyglądać na zaborczy, był jedynie próbą skupienia na nim swojej uwagi. Nie chciała, żeby pił ani żeby coś brał. Nie chciała tu w ogóle być. Gabriel i dziewczyna siedząca obok niego wydawali jej się jedynymi przyzwoitymi osobami w tym całym elitarnym gronie, ale to i tak było nie dość. Nie przyszła tu w końcu po to, żeby rozstroiło ją z nerwów.
      W ogóle nie powinna była się tu pojawiać. Co ona sobie w ogóle myślała?
      Niewiele myśląc, kiedy Octavia odłożyła zdjęcie Ayli na stół, wzięła je w dłoń razem z kartką zawierającą wiadomość od Plotkary i po złożeniu ich delikatnie drżącymi palcami, wsuneła oba do kieszeni na klapie marynarki Jacksona. W końcu wiadomość była do niego, a każdy rościł sobie tutaj do niej prawa. I dlaczego ta kobieta, jako matka, w ogóle nie przejęła się tym wszystkim? Tym, że ktoś używa jej dziecka jako karty przetargowej?

      Usuń
    36. Chyba zaczynała rozumieć, dlaczego była była, jeśli bardziej interesowała ją nowa zabawka Howarda niż złowróżbny przekaz od tej całej Plotkary na temat jej pociechy. Nie to, żeby on był w tym wszystkim święty, bo dziewczynka wyglądała na kilkulatkę, a przed chwilą rozprawiali, czy w końcu ją poznał. To znaczyło, że wcześniej się nią nie interesował.
      To było jednak dla niej mało ważne w tej chwili, roztrząsanie jego grzechów czy grzechów kogolwiek tutaj.
      To nie była jej sprawa.
      — Jack… — zaczęła, trochę ochryple, podnosząc spojrzenie do jego twarzy. — Jack, powinniśmy stąd iść. Chcę stąd iść.

      CLAIRE

      Usuń
    37. Ostatnie czego Cavallaro się spodziewał to, że zobaczy tutaj Octavię. Nie minęło wiele czasu od wieczoru, który spędziła w jego mieszkaniu. Oczywiście nie wspomniał o tym Naomi. Właściwie nikomu nie mówił, że wtedy rozmawiali. Uznał to za zbędne. Wyszłoby z tego większe zamieszanie niż było potrzebne. Nic takiego się w końcu nie wydarzyło, a Gabriel uważał, że tamta rozmowa niejako była im potrzebna.
      Brunet zaśmiał się na słowa kumpla.
      — Wydaje mi się, że żadna z pań nie będzie zadowolona. — Mruknął w odpowiedzi. Czuł, jak Naomi zaciska swoje palce na jego dłoni. Nie miała jeszcze okazji poznać dynamiki Gabriela i Cassa, a ta potrafiła bywać… dwuznaczna. Lekko mówiąc. — Jeśli ci tak bardzo zależy to z pewnością znajdziemy ustronne miejsce. — Dodał puszczając oczko w stronę Cassiana.
      — Na instagramie. Czasem wrzucę filmik z sesji na tiktoka, ale nie jestem w tym najlepszy. — Przyznał i lekko wzruszył ramionami. Wyświetlenia zapewniało mu tak naprawdę nazwisko i fakt, że związany był z takim, a nie innym towarzystwem. Nie narzekał, bo były to w końcu pieniądze, a tych potrzebowali wszyscy. — Jeśli przeżyjemy tę noc i nie zapomnimy to cię znajdę i podrzucę ci nazwę. Jeśli cię nie znajdę to wystarczy, że wpiszesz moje imię, tatuaże i Williamsburg w Google i znajdziesz bez problemu.
      Uwagę przy stoliku skradła na moment z pewnością brunetka, której nikt się raczej nie spodziewał. Skąd mieli skoro jej imienia nie było początkowo na stoliku? Gabriel jeszcze przed przyjazdem tutaj zastanawiał się, jak to będzie wyglądało i czy Blanchard się w ogóle pojawi. Jak widać postanowiła się spóźnić. Elegancko czy nie to nie jemu przypadło oceniać.
      Cornelia z kolei aż za bardzo lubowała się w takich gierkach. Pamiętała czasy, kiedy dla zabawy szukała tych mniej pewnych siebie dziewczyn. Czasy, kiedy była okrutna tylko dla zabawy i bo mogła. Przy tym stole, niestety, padło na Claire. Jej jedyna wada, która zauważyła blondynka było to, że przyszła tu z Jacksonem, a ten zwyczajnie nadepnął jej na odcisk. Nie potrafiła się powstrzymać przed złośliwościami, które same płynęły jej na język w jego kierunku.
      Wypuściła powietrze powoli przez usta i przymknęła oczy w niemej odpowiedzi na pocałunek, który złożył Cassian. Przyjemny dreszcz przebiegł jej po kręgosłupie.
      — Wiem. — Westchnęła przytakując mu. Dramaty, a już zwłaszcza tak infantylne, nie były chlebem powszednim Cassiana. Chwilami zastanawiała się dlaczego on z nią jest i co sprawiło, że widzi więcej niż płytka powierzchnię. — I nie jestem zazdrosna o nikogo, a już zwłaszcza nie o Jacksona. — Fuknęła. Niemal urażona tym, że takie słowa przeszły przez gardło Cassiana. Miał racje, że Nel nie miała męskich przyjaciół. Nie potrafiła się z nimi przyjaźnić. Prędzej czy później kończyła pod lub nad nimi. Tak przynajmniej było dawniej.
      — To nie ja zniknęłam. — Wytknęła to zarówno Octavii, jak i Jacksonowi na raz. — Jeśli ktoś to liczy na gorące powitania i uściski to powinno wyjść to od waszej dwójki. Możecie zacząć od siebie.

      Usuń
    38. Poruszyła lekko ramionami. To byłoby zabawne, Ale również mało prawdopodobne, że rzuca się sobie w objęcia. Chociaż… kto wie. Wiele rzeczy mogło się wydarzyć jeszcze tej nocy.
      Gabriel odsunął krzesełko dla Naomi, aby mogła zająć miejsce i chwile później sam zajął własne. Nie skomentował w żaden sposób tego, że miejsce między nim, a Claire zostało zajęte przez Octavię. Było to do przewidzenia, że właśnie tu Plotkara postanowiła posadzić spóźnialską. W końcu nic tak nie generowało dramatów jak siedzenie przy jednym stole z była dziewczyną, która dzielił się z kumplem i jego… towarzyszka? Ciężko było stwierdzić kim właściwie Claire jest dla Jacksona. Może zdążyłby o niej coś powiedzieć, gdyby Watson nie wyrwała się w jego stronę ze szponami i oskarżeniami. Nie, aby się jej Cavallaro dziwił. Sam wciąż miał ochotę rozszarpać Howarda.
      — Naprawdę, obie jesteście na tyle niedojrzałe, że każdą dziewczynę, która pojawia się w naszym gronie sprowadzacie do zabawki? — Włoch przesunął zmęczonym spojrzeniem po obu dziewczynach. Przyjaciółkach, podobno. Choć po tym, jak się traktowały wyglądało mu to raczej na dwie żmije, które gryzą wszystkich wokół, a w swoją stronę jedynie plują jadem. — Czy może widzicie w nich siebie? I czasy, kiedy to wy byłyście zabawkami.
      Chwycił za kieliszek z szampanem i zanim się odezwał znowu wypił jego zawartość.
      — Jakieś dwa lata temu Ty — wskazał na Octavię — wierzyłaś w przyszłość z nim. — Wskazał na Jacksona. — Wszyscy wiedzieli, że się tobą bawi. Ty wiedziałaś, że się tobą bawi. A Ty… — Palec wskazujący zatrzymał na Cornelii. — Ty udawałaś, że bawisz się wszystkimi, kiedy wszyscy bawili się tobą. Ale pewnie, to Claire jest tu zabawką.
      Gorzko zaśmiał się pod nosem, a potem chwycił za butelkę wódki, która stała na stole. Nie zamierzał sobie żałować, a na pewno nie zamierzał oferować pożal się Boże przyjaciołom. Mógł zaoferować Cassianowi, choć teraz było możliwe, że na moment przestali być kumplami.
      Cornelia po słowach Gabriela zsunęła dłoń z torsu narzeczonego i zrobiła niewielki krok w bok. Jakby próbowała się odsunąć od słów, które rzucił Cavallaro. Od początku wiedziała, że przychodzenie tutaj będzie błędem, który za każdym razem popełniała. Nie mógł wiedzieć. Nikt z obecnych tu ludzi nie mógł wiedzieć. Gabriel nie mógł wiedzieć. Rafe przecież nigdy by mu nie powiedział.
      — Pierdol się, Gabe. — Wycedziła przez zęby. — Pieprzony zbawca się znalazł.
      — Polać wam? — Zapytał kierując pytanie do Haejin oraz Yoojae. Z nimi mógł się napić.
      Mogła się odwrócić i wyjść. Dawniej by tak zrobiła. Zamiast tego złapała przechodzącego obok kelnera za ramię. Zabrała z tacki dwie lampki szampana. Obie zatrzymując dla siebie. Pewne było to, że na trzeźwo tego nie przetrwa i wcale nie miała chęci, aby to alkohol płynął w jej żyłach.
      Spojrzenie Gabriela przesunęło się na Claire, a w głowie zapaliła mu się czerwona lampka. Bohater wieczoru, nie? Przecież nie potrafił sobie odpuścić i udawać, że wszystko jest w porządku. Miał słabość do bycia tym, który ratuje. Nie ważne, czy chodziło o drobnostkę czy coś poważniejszego. Dobrze wiedział skąd to się brało. Dlaczego tak uparcie próbował chronić te, które nie zawsze mogły liczyć na pomoc kogoś innego, ale to nie była noc, aby myśleć o zmarłej siostrze i własnych traumach. Tego tematu wolał się nie tykać.

      Nel &Gabs

      Usuń
    39. — Ozdoba — powtórzyła, z niemałym rozbawieniem w głosie. Chwyciła Kieliszek z resztką szampana, którą wypiła jednym łykiem, by chwilę później znów spojrzeć na Claire. Była całkiem w stylu Jacksona. Piękna buzia, niewinne spojrzenie. Idealna, niepasująca tutaj, zestresowana.
      — Spokojnie, skarbie. Jack lubi ozdoby. Tylko musisz mocno świecić — powiedziała ze spokojem w głosie, po czym spojrzała na blondyna. Sama nie wiedziała, co czuła. Nie czuła złości, wkurwienia, nie chciała nawet zacząć rzucać talerzami i wrzeszczeć, jak wszystko tu jest spierdolone. Zasmiala sie jednak pod nosem, widząc te wszystkie dramatyczne gesty Claire. Ten chaos, który nagle zapanował, zupełnie jej się nie podobał. Była zbyt delikatna na ich towarzystwo i wszystko, co się między nimi działo.
      — oddychaj, kochanie. Bo zaraz znowu ktoś nam umrze na imprezie i zepsuje dobrą zabawę — powiedziała, odgarniając kosmyk włosów za ucho. Podążyła spojrzeniem za gestem Claire, prychając pod nosem. To było tylko zdjęcie Ay, ale poczuła się tak, jakby blondynka personalnie dotykała jej córki. Niewiele myśląc, chwyciła ją za dłoń, przyciągając nieco w swoją stronę.
      — Nie bądź jego służącą. Twoją randką ma ręce i potrafi ich użyć, zapewne się o tym przekonasz — powiedziała z uśmiechem.
      — I uwierz mi, nie musisz się martwić o moją córkę. Twoja głowa w ogóle nie musi zaprzątać sobie nią głowy. Chronię ją lepiej, niż on by mógł. On nawet nie chce jej poznać i przez ostatnie lata widział ją ledwie kilka razy. Więc uwierz, nie jest tak dobry, na jakiego teraz się kreuje. Nie dotykaj jej, rozumiesz? — zapytała, ale w tym pytaniu nie było ani grama miłej nuty.
      Nie interesowało ją to, że Claire mogła już sobie wyrobić opinię na jej temat. Nie wiedziała zapewne nic. Octavia mogła być tą okropną byłą, jednak blondynka w żaden sposób nie mogła oceniać tego, jaką matką była. Kiedy skończyła już z Claire, spojrzeniem powędrowała do Nel, wywracając oczami.
      — Daj spokój, Nel. Jakbyś nie była do tego przyzwyczajona — odparła ze spokojem. Przecież powinna być przyzwyczajona do tych zniknięć i nagłego pojawiania się. U nich to przecież było normalne.
      Spojrzenie brunetki spoczęło na Gabrielu, na chwilę uciekając w stronę Naomi. Jego dziewczyna nie odzywała się, Octavia również. Tak chyba było najlepiej.
      — Ty zaś dałeś się też sobą bawić, Gab. I może udajesz, że wszystko się zmieniło rok temu, to prawda jest inna — powiedziała, spoglądając na niego. Posunęła kieliszek w jego stronę, żeby nalał jej alkoholu. I choć wódki nie lubiła, teraz miała ochotę się napić. Dużo. Tak, żeby zapomniała, co działo się tego wieczoru.
      O.

      Usuń
    40. Był świadom, że nie będzie lekko tego wieczora, że nikt nie odpuści mu przekrętu, ani jego “przyjaciele”, ani Plotkara. Mogła podkręcać ich złość i grać na na niej, robiąc z niego ich kozła ofiarnego. Było mu to obojętne i póki kierowali swoje zgryźliwe przytyki w jego stronę, nie miał zamiaru wciągać się w tą bezsensowną wymianę win. Każdemu z nich było można wiele zarzucić.
      Stolik był pełen, dziewięć krzeseł i dziewięć zajętych miejsc. Nie spodziewał się, że zjawi się ktoś jeszcze, ale gdy jeden z kelnerów przyciągnął kolejne krzesło, a Octavia chwilę później usiadła koło nich, jego mięśnie automatycznie się napięły.
      Cornelia wymieniała jego grzechy z prędkością karabinu maszynowego, rzeczy o których jeszcze nie rozmawiał z Claire i niespecjalnie chciał by dowiadywała się o nich w takich okolicznościach.
      — Jak na to, że sama skrywasz kilka sekretów, o których zapewne nie wie nawet twój narzeczony, to jesteś niezwykle wyszczekana, Cornelio. Ciesz się tym co masz i nie mieszaj się w moje sprawy. — odpowiedział ze względnym spokojem, i choć nie miał nic do Cassiana, bo najzwyczajniej go nie znał, nie mógł nic poradzić na to, że słowo narzeczony wymówił z pewną dozą kpiny. Nel na ślubnym kobiercu… kto by się spodziewał. — Może powinniście odbyć szczerą pogawędkę nim się zaobrączkujecie. — dodał uśmiechając się do niej lekko.
      Cornelia nie była niewinna, daleko było jej do dobrej, przykładnej obywatelki, więc naprawdę powinna uważać na czyje odciski nadeptuje.
      — Nie każdy musi mocno świecić, by kogoś sobą zainteresować, Tay. — Przeniósł wzrok w końcu na brunetkę. Naprawdę nie chciał wdawać się w żadne słowne przepychanki, zwłaszcza z Octavią, ale nie pozostawiała mu zbyt dużego wyboru. Mogła go wyzywać, mogła go nienawidzić, ale Claire nie była niczemu winna i niczego nie zmieniała. W tej chwili po prostu mu towarzyszyła i miał tylko nadzieję, że nie żałowała swojej decyzji. — Naprawdę, jesteś niesamowitą hipokrytką. Teraz się wyżywasz, a kilka dni temu, kiedy rozmawialiśmy tłumaczyłaś jak wiele się zmieniło. Że drink na mieście to jednorazowy wyskok. — Zaśmiał się i pokręcił głową z zażenowaniem. — Przytuliłaś się do mnie i pewnie gdybym tylko kiwnął palcem, byłoby jak dawniej. — Może i powinien ugryźć się w język, ale miał dość jej dziecinnego zachowania i tego, że zmieniała zdanie co pięć minut.
      Zamierzał dodać coś jeszcze, ale dłoń Claire na klatce piersiowej, skupiła jego uwagę ponownie na niej. Przyjrzał się twarzy blondynki i od razu dostrzegł to jak niekomfortowo zaczyna się czuć. Zwyczajowa pogoda ducha i radość, które emanują z jej oczu, zniknęły. Wyglądała na zagubioną i to on postawił ją w tej sytuacji.
      Uniósł rękę i nakrył jej dłoń swoją, delikatnie ściskając, by dodać jej otuchy, tak jak ona robiła to dla niego, pilnując by wyszedł stąd czysty.
      Jednak, gdy do obiegu trafiło zdjęcie Aylii… zmarszczył brwi i obserwował jak przeskakuje z rąk do rąk, a sama Octavia niewiele sobie z tego robi. Nie był wzorowym ojcem, nie był nim w ogóle, ale nawet on nie był tak pojebany, by mieszać dziecko w takie rzeczy.
      Wszystko podziało się szybko. Claire mówiąca, że nie chce tu być, kolejne drinki przesuwając się po stoliku, dłoń Octavii zaciskająca się na ręce Claire…
      Jackson momentalnie się podniósł ze swojego miejsca i nachylił się ku brunetce.
      — Zajmij się swoim cyrkiem i do mojego nigdy więcej się nie mieszaj, Blanchard. Nie wszystko kręci się wokół ciebie. — Jego głos pierwszy raz zmienił ton z neutralnej, na kompletnie chłodną i pełną dystansu. W jego spojrzeniu nie było dawnego błysku, zaborczości i czegoś ciepłego, co było zarezerwowane dla niej.
      — Chodźmy. — Wyciągnął dłoń Claire.
      Wiedział, że nie mogą opuścić imprezy, zwłaszcza jeśli Plotkara miała czelność szantażować ich Aylą, ale mogli przynajmniej pójść się przewietrzyć, porozmawiać. Chciał jej to wszystko wyjaśnić i postarać się, by dyskomfort choć nieco opadł.

      Jack

      Usuń
    41. Nie potrafił powstrzymać się przed tą jedną, niezwykle uwierającą myślą, że zupełnie niepotrzebnie zdradzał coś, co miało związek z życiem, które prowadził poza tym dziwacznym miejscem. Biorąc pod uwagę to, co obecnie wyrabiało się przy ich stoliku, powinien trzymać dziób na kłódkę, wytrzymać tu tyle, ile musiał i… ulotnić się szybciej, niż ktokolwiek zdążyłby zauważyć. Yoonjae nie byłby jednak sobą, gdyby nie skorzystał z okazji, by podążyć za kuszącą potrzebą bycia widzianym. Nie teraz, gdy w grę wchodziła jedyna rzecz na świecie, w której której czuł się naprawdę dobrym. Być może to właśnie dlatego nie zbył zainteresowania, które Nel i Haejin zawiesili na ulotną chwilę nad jego projektami. To nic takiego, prawda? Nie mogło skończyć się źle?
      — Prowadzę bloga — przyznał bezmyślnie i z zaskakującą pewnością w głosie, bo nagle, wbrew wszystkim założeniom, wypuścił na wolność tę wersję siebie, którą naprawdę trudno było kontrolować. — Jest prywatny, więc potrzebujecie dedykowanego linku z zaproszeniem. Napiszcie do mnie jutro na instagramie, podeślę wam adres. Ghostedbyhannie.
      Było w tym także coś osobliwego, że temat jego projektów stał się jednocześnie ostatnim, który zdołał jakkolwiek ogarnąć, bo chaotyczna plątanina tego, co stało się zaraz po tym, zaskoczyła go bardziej, niż mógłby sobie tego życzyć. Próbował nadążać, mógłby przysiąc. Nie było to jednak takie proste. Sfingowana śmierć? Naprawdę? Wyłapując skrawki oskarżeń i wzajemnych pretensji zdołał co prawda ułożyć sobie w głowie pewną historię, ale chyba nie był wystarczająco gotowy na to, by się w nią wtrącać lub… wystarczająco pijany.
      Z dużą ulgą przyjął więc pytanie Gabriela, które ten niespodziewanie skierował m.in. w jego stronę. I kim byłby Yoonjae, gdyby odmówił sobie pochwycenia tego łatwego i słodkiego punktu zaczepienia?
      — Polej, nie zniosę tego na trzeźwo. — odparł i podsunął w jego stronę swój wolny kieliszek. Skoro i tak miał przesrane, chyba mógł się przy tym odrobinę zabawić? Spojrzał przy okazji w lewo. — Podać też wasz?
      I naprawdę chciał na tym zakończyć. Wdać się w niezobowiązującą rozmowę, może z mniejszym lub większym zaciekawieniem podsłuchać kilka z przypadkowych sekretów, ale coś uparcie nie dawało mu spokoju. A może raczej… ktoś. O ile wcześniejsze niesnaski wydawały mu się jeszcze łatwe do udźwignięcia, o tyle zachowanie nieznajomej dziewczyny, która ni stąd ni zowąd dołączyła do ich stolika, było czymś, czemu Yoonjae nie mógł przyglądać się bez reakcji. Nie potrafił do końca wyjaśnić, dlaczego. Dłuższą chwilę walczył z ogromną potrzebą, by się wtrącić. Tym bardziej, gdy wszystko tak wyraźnie odbijało się na Claire.

      Nie rób tego, nie rób tego, nie rób, powtarzał sobie uparcie. Za późno.
      — Ty naprawdę… — zwrócił się w końcu do nowo przybyłej dziewczyny. — Uważasz za normalne, że zdjęcie twojego dziecka pojawia się w tajemniczych kopertach na imprezach zorganizowanych przez jakąś socjopatkę? Nie na tym powinnaś się teraz skupić?

      yoonjae

      Usuń
    42. Inhan jedynie siedział z wysoko uniesionymi brwiami, obserwując w kompletnej ciszy i zaskoczeniu, to co się wyprawiało przed nim. Było to na tyle niecodzienne, że nie wiedział jak miał zareagować. Siedział, więc jak słup soli, czując że nie pasuje do tego świata.
      Boże, jego problemem było to, że musi zrobić sobie sam pranie i zdać kolejny test na uczelni. A to? To wykraczało poza jego zdolności rozumowania. Nie rozumiał jak tak bardzo można było skomplikować sobie życie.
      — Okej, będę uważał. — odpowiedział cicho Hanowi, posyłając mu wdzięczny uśmiech. Jeśli on lepiej ogarniał atmosferę takich eventów, nie miał zamiaru się z nim kłócić i zgrywać mądrali.
      Natomiast, gdy nowoprzybyła dziewczyna zaczęła uderzać w Claire, tego było już za wiele. Może powinien ugryźć się w język, bo to był zbyt duży kaliber jak dla niego, ale kochał Claire i nie miał zamiaru przemilczeć tego, gdy ktoś bez powodu źle ją traktuje. Zmarszczył nieco brwi i pochylił się nieco nad stołem.
      — Claire jest najlepsza z nas wszystkich, więc darujcie sobie te durne przytyki. Nikt z was jej nie zna i nie macie do tego prawa. — Cóż, pewnie pieniądze kupowały im znacznie więcej przywilejów niż potrafił sobie to wyobrazić, ale nie dbał teraz o to, z kim staje w szranki. NIe kiedy w grę wchodzi dobre imię jego przyjaciółki.
      Inhan mógł być nieśmiały, mogło brakować mu obycia i doświadczenia, ale z pewnością nie brakowało mu odwagi.
      — Ja też poproszę. — wyrwał się podsuwając swój kieliszek, gdy Gabriel zaczął polewać wódkę.
      Być może nie było to rozsądne, nie miał mocnej głowy. W zasadzie rzadko kiedy wypijał choćby piwo, więc to było wiele jak dla niego.

      Inhan

      Usuń
    43. Z lekkim rozbawieniem obserwowała, jak Jackson wypomina im wszystkim, co robili i jacy byli. W tym momencie, to jedynie on był na tej pozycji, gdzie mógł przegrać, bo wszyscy z chęcią mogliby mu wypomnieć wszystkie błędy, które popełnił. Wyciągnąć je na światło dzienne, obserwować, jak wraca do tego wszystkiego wspomnieniami.
      — Mogę wyżywać się jeszcze bardziej. Mogę zrobić wiele rzeczy, Jack. I nie wypominaj mi hipokryzji, kiedy sam jesteś hipokrytą roku. Oboje wiemy, że to wszystko działa w dwie strony. Możesz udawać, mówić, że się zmieniłeś i że, to co było, to przeszłość. Zawsze wracasz, pamiętaj. Nawet teraz wróciłeś. Jesteś tutaj — powiedziała, spoglądając na niego. Cóż, mogła to wszystko odpuścić i nie prowokować w żaden sposób. Ale chyba nie potrafiła inaczej. I chyba nie chciała.
      Mogłoby się wydawać, że ten widok mógł ją zaboleć, ale tak nie było. Głównie kierowała nią złość o to, że w całe te bagno, które należało głównie do nich wszystkich, została wciągnięta Ayla, która nie była niczemu winna. Była tylko trzyletnią dziewczynką, która nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, w jakim świecie się urodziła i jak wiele złego ją otacza.
      Kiedy Jackson wstał i znalazł się tuż przy niej, Octavia zrobiła to samo. Pewna, gotowa do walki. Zaśmiała mu się prosto w twarz.
      — Główną atrakcją tego cyrku jesteś Ty. Zawsze będzie nas coś łączyło, czy tego chcesz, czy nie. Możesz udawać, próbować o mnie zapomnieć, ale przeszłość zawsze Cię dopadnie, Howard. Nie uciekniesz przed tym, nie skryjesz się w Szwajcarii i nie zaczniesz nowego życia, bo te stare nie pozwoli Ci o sobie zapomnieć — powiedziała pewnym głosem.
      — Idź, Jack. Baw się w swoją nową, odświeżoną wersję. Sprzedaj jej kłamstwo, jak każdej z nas. Szepnij słowo na ucho i powiedz, że zrobisz wszystko, żeby nigdy więcej nie musiała być w to mieszana. Ale ona już weszła do tego bagna i powoli w nim tonie — dodała, kiedy odchodził wraz z Claire. Prychnęła, siadając na swoim miejscu. Uspokoiła oddech, ale nie na długo. Spojrzenie Octavii spoczęło na nieznanym jej chłopaku. Uniosła w górę jedną brew, przez chwile się nie odzywając. W końcu, zwilżyła usta językiem, nie spuszczając z niego spojrzenia.
      — Uwierz, nie tylko zdjęcia mojego dziecka będą tu krążyć. I nie, to nie jest normalne i tak naprawdę nie wiem, skąd ta wariatka wzięła jej zdjęcie, ale ma swoje dojścia. A jeśli chodzi Ci o skupianie się na mojej córce, robię to nieprzerwanie od trzech lat. Od dnia, kiedy pojawiła się na świecie. Dbam o nią każdego dnia i każdej nocy, zastępuję ojca, bo ten nie poczuwa się do odpowiedzialności — powiedziała, nachylając się w jego stronę.
      — Więc proszę, nie oceniaj mojego rodzicielstwa. Jeśli zależy ci na swojej koleżance, to skup się na niej — powiedziała z uśmiechem.
      Octavia

      Usuń
    44. Akceptując zaproszenie od Plotkary Gabriel oczekiwał tego, że będzie zamieszanie. Jednak w najgorszych koszmarach nie podejrzewał, że wydarzą się one tak szybko. Przez ułamek sekundy miał nadzieję, że będzie spokojnie, a największy dramat będzie kręciła Cornelia, która puściła focha i wywlekała na wierzch wszystkie brudy Jacksona, które przyszły jej do głowy. Tymczasem to był tylko wierzchołek góry lodowej.
      Udawał, że rozmowy go nie obchodzą, ale prawda była taka, że słuchał każdego słowa. Powoli układając sobie w głowie całość z ułamków, które padały tu przy stole. Od domówki u Felixa nie minęło wiele czasu, zaraz później dowiedział się, że Jackson żyje, a w trakcie tego wszystkiego widział się z Octavią, która nie żałowała siarczystych słów na swojego byłego. Wszystko po to, aby dowiedzieć się, że między nimi było jak dawniej, a przynajmniej, że mogło być.
      — Na jego szczęście trafił na dziewczynę, która nie będzie się nim bawiła. Ani wciągała w pieprzony trójkącik z byłym. — Błękitne spojrzenie oczu Naomi padło na Octavię, która na jej lubienie siedziała zbyt blisko. Wyłapała to z szybko padających tutaj słów. Blondynka nie potrzebowała wielkich gestów ani zaborczości. Wystarczyło, że była obecna i że w przypadku do reszty towarzystwa nie miała w sobie złej kości, która popychała ją do tego, aby wykorzystywać innych.
      Gabriel poczuł się… Dziwnie. Z jednej strony wiedział, że to co mieli z Blanchard nie było poważne. Żadne z nich nie było wtedy w miejscu, aby tworzyć coś prawdziwego, a ona ciągle trzymała się Jacksona. Gabriel starał się więc nie wchodzić między nich. Nie próbował go zastąpić i udawać, że może rościć sobie prawo do niej czy Ayli. Raz tylko przeszło mu przez myśl, że gdyby się postarali to mogłoby im wyjść. Ale odrzucił tę myśl prędko, a odrzucił ją ze stanowczością, kiedy wyjechała.
      — Postaram się zapamiętać nazwę. — Obiecał Gabe, jednak było bardzo możliwe, że za chwilę zapomni. Przy takim przypływie informacji niektóre uciekały zaraz po ich usłyszeniu.
      Rozlał alkohol do kieliszków. Nie zważając na to komu polewa. Było mu to obojętne. Wziął swój kieliszek i od razu go przechylił. Zamierzał pić rozsądnie, ale patrząc na to, jak szybko rozwijała się tu sytuacja – nie było to możliwe.
      Nie chciał się nawet odzywać.
      Usłyszał wystarczająco. Wszelkie wizje przyszłości, które mógł mieć były po prostu fantazją. Fantazją, która była okryta stertą kłamstw i fałszywych obietnic, których nikt spełniać nie zamierzał.
      — Wspaniały Reunion. Naprawdę. — Prychnął pod nosem. Nikt nawet nie miał szansy na normalną rozmowę. I chyba nikt się nie spodziewał, że normalna rozmowa tu się odbędzie.

      Gab & Naomi

      Usuń
    45. Im dłużej siedzieli przy stole, tym mniej rozumieli, co w ogóle tutaj robili. Haejin nie uważali się za człowieka naiwnego, ale i tak nie mogli uwierzyć, że przychodząc tu, mieli nadzieję, że zawrą jakieś ciekawe znajomości. Czy mieli takie szczęście, że przy ich stoliku usadzono tych najbardziej wyrafinowanych gości? Czy może reszta towarzystwa była równie czarująca?
      Z wdzięcznością przyjęli kieliszek z alkoholem od Gabriela i pokiwali głową na słowa Hana.
      — Obawiam się, że nawet alkohol jest za słaby, żeby to wytrzymać — powiedzieli sucho i napili się. Ich brwi nawet na chwilę nie opadły, oglądając cały ten teatrzyk z niedowierzaniem. — Nawet w trakcie epizodu psychotycznego bawiłom się lepiej niż tutaj.
      Na usta cisnęło im się wiele słów; i kiedy Han w końcu nie wytrzymał i wtrącił do rozmowy, Haejin nie mogli go winić.
      Nie lubili źle myśleć o kobietach. Korea Południowa pełna była mizoginii i każdego dnia Haejin obserwowali swoje rówieśniczki, przyjaciółki, znajome, które każdego dnia zmagały się z byciem seksualizowanymi, uprzedmiotowianymi, degradowanymi. Zawsze starali się pomóc tam, gdzie tylko mogli, bo nigdy nie potrafili znieść takich zachowań. Nie spotkali w swoim życiu wielu kobiet, których by szczerze nie lubili — ale obserwując zachowanie Octavii, nie potrafili poczuć niczego innego prócz obrzydzenia.
      Gdzieś tam w świecie żyła paroletnia dziewczyna, która właśnie płaciła za gówniarskie zachowania swoich rodziców, a jej matka, zamiast faktycznie skupić się na jej dobrze, jedynie kopała pod sobą większe dołki.
      Że tacy ludzie mieli dzieci...
      Sami nie wytrzymali.
      — Więc twoją definicją dbania o nią jest przyjście tutaj i pchanie się w spory niczym dzieciak w gimnazjum, który zobaczył swojego byłego z nową? Bardzo dojrzale.
      Impreza ledwo się zaczęła, a już mieli dość tego całego gówna. Cała ta sytuacja wydawała się absurdalna i dla Haejina jasne stało się, dlaczego ci ludzie już wcześniej pojawili się na imprezach Plotkary. Jedynie Gabriel wydawał się wśród nich normalny — i chociaż Haejin nie wyłapali, co takiego Cavallaro powiedział, kiedy prychnął pod nosem, to jego mina wyraźnie mówiła, że chciał być wszędzie, byle nie tutaj.
      Haejin wzięli ostatniego łyka i odstawili pusty kieliszek na stół. Podnieśli się z miejsca i zerknęli najpierw w kierunku Gabriela z Naomi, potem Hana z Inhanem.
      — Cóż, to było... interesujące, ale mam już dość dramatów, jak na jeden wieczór. Idę się przewietrzyć, chcecie dołączyć?
      Musieli stąd uciec, już wystarczająco stracili szarych komórek.

      Haejin

      Usuń
    46. Kiedy Gabriel się odezwał, zamilkła. Czuła tylko jak serce dudni jej w skroniach, przypatrując się raz to jemu, a raz kobietom, do których się zwracał. Mało z tego zrozumiała, z każdą chwilą rozumiała też coraz mniej. Wyglądało na to, że relacje między nimi były bardziej skomplikowane, niż wyglądało na pierwszy rzut oka. To natomiast, co ją uderzyło, to to, że stanął w jej obronie, po raz drugi zresztą.
      I może powinno dać jej to satysfakcję, ale nie dało. Claire nie była osobą, która mogłaby wywyższyć się na cudzym poniżeniu, więc nie, nic z tego co powiedział Cavallaro nie sprawiło jej przyjemności. Sprawiło jednak z pewnością, że nie czuła się już tak mała, jak przed chwilą.
      Claire zadrżała, kiedy brunetka złapała ją za rękę i pociągnęła ku sobie. Zupełnie się tego nie spodziewała, a może powinna, bo to nie był pierwszy raz, kiedy ktoś przekraczał jej strefę osobistą, dotykając jej wbrew jej woli. W ostatnim czasie zdarzało się to groteskowo często i poczuła, jak coś w niej wreszcie pęka, bo dosyć miała bogatych ludzi, którym wydawało się, że mogą ją znieważać i przesuwać jak mebel, tylko dlatego, że urodzili się z przywilejami.
      Była tak przebodźcowana, że dygotała na ciele, a obrzydliwy komentarz o tym, jakoby miała się dowiedzieć, że Jack ma ręce i potrafi ich używać tylko bardziej wytrącił ją z równowagi, bo nie chciała mieć w tej chwili na sobie rąk nikogo. Ani Jacka, ani tym bardziej Blanchard. Była swoją własną osobą, do cholery! Osobą, nie zabawką, nie służącą, ani nawet nie ozdobą i nikt nie będzie jej dotykał, póki nie będzie tego chciała.
      Może była delikatna. Może była lękliwa. Może naiwnie wierzyła w ludzi, ale miała swoje granice jak każdy człowiek i te granice zostały dziś przekroczone.
      Dlatego gdy Octavia ją złapała, wyrwała jej dłoń ze zdjęciem niemal od razu, a w tym samym czasie jej druga wystrzeliła w stronę twarzy ciemnowłosej, boleśnie i piekąco odbijając się od jej policzka.
      Nawet się nad tym nie zastanowiła. To się po prostu stało, jakby poza jej kontrolą, tak samo jak wtedy, kiedy ten nowobogacki chłopak wciskał ją w róg pokoju, nie dając miejsca na ucieczkę.
      Teraz też się tak poczuła. Osaczona i bez miejsca na ucieczkę, nawet jeśli sytuacja była zgoła inna.
      — Nie — zasyczała, kiedy jej spojrzenie zrównało się z tym Octavii. — To Ty mnie nie dotykaj, podła żmijo.
      Nie zwracała już większej uwagi ani na Jacka, ani nawet na Inhana, który w międzyczasie mówił o tym, że była dobra. Teraz nie czuła się dobra. Była wściekła, że pozwoliła wyciągnąć z siebie tyle złego jakiejś podrzędnej bananowej cizi, która najwyraźniej nie wiedziała, czego chce od życia, wnioskując po słowach Howarda.
      — Żal mi tego dziecka — rzuciła już spokojniej, ale wciąż nie do końca stabilnym tonem. Nie było to niestety skierowane tylko do Octavii, bo do Jacka również. Jako rodzice byli najwyraźniej siebie warci i tylko dziewczynki było w tym wszystkim szkoda. — Widziałam przed chwilą, jak się nią przejęłaś.
      Żal jej było, że Ayla ma nieobecnego ojca i matkę, która najwidoczniej pozbawiona była zdrowego rozsądku, empatii i innych ludzkich odruchów. A oceniać Octavię jako matkę miała prawo tak samo, jak ona miała prawo oceniać ją.
      Wyciągniętą rękę Jacksona zignorowała, rzucając mu zaledwie krótkie, wyraźnie szklane, nim ruszyła zdala od stołu, nieszczególnie nawet dbając o to, w którą stronę idzie. Z tyłu głowy miała myśl, że nie chce zostawiać Kima samego, ale teraz potrzebowała ochłonąć, najlepiej na świeżym powietrzu.
      Obiecała sobie, że wróci, żeby sprawdzić, czy z Inhanem wszystko w porządku. Że podziękuje Gabrielowi. Teraz jednak nie była w stanie z siebie nic już więcej dać, nikomu.

      CLAIRE 😭

      Usuń
    47. W pierwszej chwili myślał, że naprawdę się przesłyszał. Że umysł, narażony obecnie na stanowczo zbyt dużą ilość nieproszonych bodźców, drwił z niego, jak to miewał w zwyczaju, podsuwając mu do głowy coś, co wcale nie padło. Ale im dłużej się nad tym zastanawiał, tym bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że wszystko czego był świadkiem, faktycznie się wydarzyło.
      Bez zbędnego ociągania sięgnął po kieliszek napełniony przez Gabriela i opróżnił przy pomocy jednego, szybkiego ruchu. Kolejny z idiotycznych pomysłów, ale w tym momencie to wydawało się najmniejszym z jego problemów.
      Nie chciał tu być. Nie chciał brać w tym udziału. Robiło mu się niedobrze i nie był do końca pewny, czy była to wina alkoholu wypitego na niemal pusty żołądek, czy może faktu, że powietrze między ludźmi zgromadzonymi przy ich stoliku, stawało się tak gęste, że można je było kroić nożem. Miał tylko nadzieję, że nikt nie podsunie im do dłoni żadnego z ostrych narzędzi. Ranili się wystarczająco dobrze i bez tego.
      To zabawne, że los postanowił odpowiedzieć na tę śmiałą myśl już sekundę później. Han wstrzymał na moment oddech, gdy dłoń Claire spotkała się gwałtownie z policzkiem Octavii, ale nie potrafił odmówić sobie tego dziwnego poczucia niepohamowanej satysfakcji, które nagle rozlało się po jego ciele. Nieładnie. Ale czy chciał się tym przejmować?

      — Nie oceniam twojego rodzicielstwa, daleko mi do tego. Oceniam twoje zachowanie w tym konkretnym momencie. To spora różnica, musisz nauczyć się słuchać — dodał jeszcze od siebie, wkładając ogrom wysiłku w to, by brzmieć jak najspokojniej, choć był świadom, że mogł. I tylko on jeden wiedział, jak dużo go to kosztowało. — A Claire nie jest nawet moją koleżanką. Poznałem ją dzisiaj, przed chwilą. Ale nie będę siedział cicho, gdy obrywa ktoś, kto nie jest w ogóle niczemu winny. Chociaż, jak widać, sama radzi sobie bardzo dobrze.

      Potem, nie czekając już na nic więcej, podniósł się niespiesznie z krzesła i rozejrzał po wnętrzu, szukając miejsca, gdzie rzeczywiście mogliby teraz pójść.
      — Wyrwę się stąd z dziką przyjemnością — odpowiedział, wsuwając dłonie do kieszeni. — Preferencje?

      yoonjae

      Usuń
    48. Przy stole zapanował chaos. Taki, jakiego nie spodziewał się chyba nawet po imprezie Plotkary. Najbardziej jednak przyswoił słowa Gabriela, który dźgnął głębiej, niż zamierzał, a przynajmniej miał nadzieję, że nie zamierzał wbić noża tak głęboko, bo oczywiście, że o pewnych rzeczach mu nie powiedział i nigdy nie powie.
      Cavallaro nie mógł być więc świadomy, jaki naprawdę wydźwięk ma jego wypowiedź.
      Cassian potrafił tylko głęboko westchnąć, bo stawiało go to w kłopotliwej sytuacji — skłamałby przecież, gdyby kiedykolwiek stwierdził, że się z nim nie zgadza. Włoch powiedział prawdę, tylko tyle i aż tyle, sam jednak jako narzeczony Cornelii nie mógł mu potaknąć, bo ją zwyczajnie kochał, więc ostatnie co zamierzał robić, to stawać przeciwko niej. Mógł dzielić się z nią swoim zdaniem, wyrazić dezaprobatę, delikatnie nakierować w jakąś stronę, licząc na to, że go posłucha, ale nie zamierzał jej krzywdzić, nigdy. Miał być tą osobą, przy której Watson będzie czuła się bezpiecznie, zawsze dostając od niego odpowiednie wsparcie i może dlatego trochę zakuło go, kiedy wysnuła się z jego ramion, szukając pocieszenia w alkoholu, zamiast w nim. Puścił ją jednak, zerkając w stronę kumpla.
      — Stary… — mruknął jedynie. Bez oceny i złości, a co najwyżej z odrobiną zbliżającego się szybkimi krokami wypalenia, bo już teraz tęsknił za gorącą Polinezją Francuską.
      Mogliby robić z Cornelią tyle milszych rzeczy, niż być tutaj, angażując się w niewartą zachodu dramę. Przedłużać sobie wakacje, na przykład. Kotłować pościel. Obżerać się pysznym jedzeniem i śmiać tak bardzo, że rozbolą ich brzuchy.
      Zwrócił też uwagę na to, co mówił Jackson, ale nie zachwiało to jego pewnością siebie. Nel odsłoniła przed nim wiele, a jeśli czegoś nie odsłoniła, to po raz kolejny pozostawało mu to tylko zaakceptować. Było tylko dwie rzeczy, które mogłyby go zmusić do odejścia od niej i wszystkie dotyczyły go bezpośrednio, a i tak nie zabiłyby w nim pewnie uczuć do niej.
      Cassian kochał ślepo, stety lub niestety. Po prostu ją wybrał. Jego serce ją wybrało; z tego nie było się tak łatwo wycofać. Nie, jeśli kochało się naprawdę, zamiast tylko na pokaz. Nie, jeśli kochało się całokształt włącznie ze zmazami, a on kochał w Nel wszystko, nawet te najbrzydsze części.
      Chciał z nią przecież żyć, tak zdecydował. To była jednak jego decyzja i on będzie musiał mierzyć się z całym przekrojem jej charakteru już do końca i był na to gotów.
      Inni nie musieli. Ani się z tym mierzyć, ani tego przekroju akceptować, dlatego nie miał pretensji ani do Gabriela, ani nawet do Jacksona, że zareagowali tak, a nie inaczej.
      Spoglądając na Cornelię, postawił ku niej parę kroków i przystając za jej plecami, bez skrępowania objął ją ramionami w pasie, przyciągając jej plecy do swojej piersi.
      Co mogła mu zrobić? Trzymała teraz dwa kieliszki. Mogła mu je co najwyżej wylać na głowę w złości, ale nie bardzo by się tym przejął, bo robiła mu już gorsze rzeczy. Był oswojony z jej gniewem i potrafił zaabsorbować go jak gąbka.
      Nachylił się więc do jej ucha, całując jego płatek. Nie sugestywnie, a z tym ciepłym uczuciem, którym ją darzył i które wybrzmiało głęboko w jego gardle.
      — Kocham Cię, moja Ty chmuro burzowa — wymamrotał, zacieśniając objęcia i całując tym razem jej skroń. Nie mówił jej tego często, bo był przekonany że jego czyny świadczą o tym wystarczająco, ale uznał, że teraz powinna to usłyszeć, zanim z przyzwyczajenia zamknie się przed nim w sobie. — Do szaleństwa. I dlatego kiedyś wyjdę z siebie, jeśli nie nauczysz się, że nie wolno Ci się ode mnie odwracać. Chcesz stąd iść?

      future hubby CASS 🥹

      Usuń
    49. O pewnych rzeczach, które działy się w życiu Cornelii nie miał prawa wiedzieć nikt. Nie wiedział Jackson ani Octavia, których swego czasu uważała za swoich przyjaciół. W ich świecie nazwa „przyjaciel” łatwo była przyklejana do każdej osoby, z którą spędziło się więcej niż dziesięć minut i dzieliło się kreskę w Sali konferencyjnej, gdzie nikt ich nie widział. O pewnych rzeczach nie potrafiła rozmawiać z nikim. Nawet z Cassianem, który i tak wiedział o jej najgorszych przewinieniach. Jak i rzeczach, które przytrafiły się jej, a które trzymała głęboko schowane. Mimo całej swojej złości nie uwierzyła, że Cassian mógł chlapnąć co Gabrielowi. Ten z kolei mówił to, co sam wiedział. A wiedział dużo. W końcu niejeden raz mijali się w hotelowym barze. I oboje byli w nieodpowiednim dla siebie towarzystwie.
      Nel wypuściła powietrze z płuc, kiedy poczuła znajome ramiona, które ją objęły. Westchnęła cicho, kiedy z ramion napięcie powoli zniknęło. Nie całkowicie, ale ten krótki gest wystarczył, aby blondynka przestała warczeć na wszystkich wokół. Zrobiła awanturę, choć nijaką w porównaniu z tym, co działo się później. Była zraniona i nie wiedziała, jak zareagować. Nigdy nie była w takiej sytuacji przedtem, więc wybrała opcję, którą znała najlepiej. Złość. Złość kierowała nią od dawna. To Cassian ją powstrzymywał i pokazywał, że nie zawsze musi w nią uciekać.
      Tym razem nie wyswobodziła się z jego objęć, a bardziej w nie zapadła. Wkurzały ją teraz kieliszki, które trzymała w dłoni. Wolałaby mieć wolne ręce. Musiała sobie jakoś poradzić. Przecież tak naprawdę przyszła tu, aby trochę się zabawić, a nie kręcić dramy. Potańczyć z Cassianem, pochwalić się tym, że w końcu układa sobie życie i że nie jest tą dziewczyną, którą wszyscy znali, a dała dokładnie to, czego nie chciała. Pokaz starej Cornelii, która za nic miała innych.
      — Nie odwracam się od ciebie. — Mruknęła na swoją obronę. Ale czy nie to właśnie zrobiła? Uciekła, jakby nie była w stanie znieść tego, że dotyka ją Cassian. Mężczyzna, który znal ją lepiej niż wszyscy zgromadzeni.
      Cornelia rozpływała się w środku za każdym razem, kiedy mówił kocham cię. Nie musiała słyszeć tego codziennie, miała wrażenie, że wtedy to słowo traci swoje znaczenie. Czuła, że ją kocha. Przez te małe gesty, które kiedyś by wyśmiała, a dziś nie wyobrażała sobie, że mogłoby ich nie być.
      Blondynka odwróciła się do niego przodem. Ręce zarzucając mu na szyję. Uważając przy tym, aby nie rozlać szampana. Przechyliła lekko głowę na bok. Spojrzenie jej zmiękło, powoli znikała złość z twarzy.
      — Kochasz mnie nawet, kiedy jestem nieznośna? — Spytała. Celowo ignorując wszystkich wokół. Cornelia weszła już w swoją bańkę szczęścia i najpewniej by z niej nie wychodziła, gdyby nie wydarzenia, które miały miejsce po tej chwili, którą skradli sobie nawzajem z Cassianem. — Chciałabym z tobą zatańczyć… Zatańczysz ze swoją nieznośną narzeczoną?
      W tle, bo wszystko stało się teraz dla niej tłem, rozgrywał się za to dramat, którego nikt się chyba nie spodziewał. Gdyby Cornelia coś właśnie piła to zachłysnęłaby się alkoholem, kiedy drobna dłoń przecięła powietrze.
      — O kurwa. — Mruknęła pod nosem Watson i świadomie lub nie, zaśmiała się. Bardziej z niedowierzania niż z pogardy. — Cholera, tego się nie spodziewałam. — Mruknęła. Zwróciła głowę bardziej w stronę dziewczyn i Jacksona. I chyba nikt nie był pewien, jak należało zareagować.
      Nel zacisnęła usta, walcząc sama ze sobą. Chciała się zmyć i mieć wyjebane w towarzystwo, a z drugiej… Psia mać to wszystko.
      — Zobaczę, czy wszystko z nią okej. — Zwróciła się do Cassiana. Cóż, nie stała daleko i wystarczyło w zasadzie kilka kroków. Bez słowa wyciągnęła dłoń z szampanem w stronę Octavii. — Przyda ci się. I wypij go, nie rozlewaj dookoła.

      Nel🩷

      Usuń
    50. Muzyka nagle się urwała. Chwilę później przez salę przetoczył się niski, przeciągły dźwięk gongu, odbijając się echem od wysokiego sklepienia. Jak na niewidzialny rozkaz między stolikami ponownie pojawili się kelnerzy i kelnerki. Z wprawą zabrali opróżnione kieliszki oraz szklane karuzele, na których jeszcze przed momentem wirowały kolorowe drinki. W ich miejsce ustawili szklaną kopułę osadzoną na złotej podstawie. W jej wnętrzu spoczywała pojedyncza czerwona koperta.

      — Mam nadzieję, że smakowało. — W głośnikach ponownie rozbrzmiał rozbawiony głos. — A teraz przejdźmy do tej ciekawszej części wieczoru. Bo przecież nie sądziliście, że chodziło wyłącznie o kolorowe drinki, doprawione odrobiną dobrej zabawy? Sprawdźcie, ile i jakich kieliszków opróżniliście. Każdy kolor niesie za sobą... małą konsekwencję. Nie martwcie się. Jeszcze nikt od tego nie umarł. Chyba. A jeśli tak, to powrócił do życia. — Krótki śmiech poniósł się po sali. — Różowy. Och, różowy jest moim ulubionym. Za trzy różowe kieliszki każdy pijący musi pożegnać się z trzema elementami garderoby. Marynarka, krawat, szpilki, biżuteria... Sukienka. Wybór należy do was. Choć im odważniejszy, tym ciekawsze zdjęcia. Niebieski. Miłość do bliźnich, pamiętacie? Cóż... Pocałujcie dowolną osobę przy swoim stoliku. Nie w policzek. Nie oszukujcie. Stać was na odrobinę zaangażowania. Żółty. Skoro świat wydaje się taki piękny, odpowiedzcie na jedno proste pytanie. Kto jest najatrakcyjniejszą osobą przy waszym stole? Nie wypada? Tym gorzej. Szczerość zawsze jest bardziej interesująca niż dobre maniery. Biały... Ach, biały. Podzielcie się z kimś przy stole swoim sekretem. Takim, którego wolelibyście nigdy nie wypowiadać na głos. A jeśli odmówicie... cóż. Ja zrobię to za was. — Zapadła krótka, wymowna cisza. — I na koniec czerwony. Wskażcie osobę, z którą najłatwiej byłoby wam zdradzić swojego partnera. A jeśli go nie macie... wybierzcie kogoś, z kim najchętniej popełnilibyście ten błąd.

      Rozległ się dźwięk stukających o siebie kieliszków.

      — No już. Nie spoglądajcie z takim oburzeniem. Sami zgodziliście się zagrać... No, prawie. Miłej zabawy!

      Zawartości kieliszków:
      Różowy X-Rated Fusion Liqueur: Likier na bazie francuskiej wódki, 47% alkoholu. O smaku krwistej pomarańczy, mango, marakui i wiśni.
      Niebieski Hpnotiq: Likier na bazie francuskiej wódki i koniaku, 17% alkoholu. Smak tropikalnych owoców z nutami cytrusów. MDMA
      Żółty Yellow Chartreuse: Francuski likier ziołowy, 43% alkoholu. Smak ziołowy, miodowy, korzenny i lekko anyżowy. Cannabis
      Biały Clase Azul Plata Premium tequila blanco, 40% alkoholu. Smak gładki, z nutami cytrusów, wanilii i słodkiej agawy. Cocainum
      Czerwony Campari Włoski gorzki likier, 25% alkoholu Smak gorzko-słodki, z wyraźnymi nutami gorzkiej pomarańczy, ziół i przypraw. Speed

      Usuń
    51. Uśmiechnął się z tryumfem, kiedy Cornelia roztopiła się nieco w jego objęciach. Uwielbiał ten moment. Nie zamieniłby go nigdy na nic innego. Otarł się policzkiem o jej policzek, a potem spojrzał jej w oczy, kiedy odwróciła się do niego przodem. Głęboko i bez barier, tak żeby być dla Watson jak otwarta księga, bo nie musiał już ukrywać przed nią, jak jego spojrzenie mięknie na jej widok, ani ile dla niego znaczy.
      To była jedna z najpiękniejszych rzeczy. Spędził w końcu całe lata, chodząc wokół niej na palcach, żeby przypadkiem nie spłoszyć jej jakimś zbyt naładowanym emocjonalnie wyznaniem. Teraz nie musiał się już tego obawiać, bo wyznał jej już wszystko, a ona nadal tu była, na domiar chwaląc się pierścionkiem, który pieczętował fakt, że nie tylko on wybrał ją, ale również ona jego. Czy mógł być szczęśliwszy? Nie mógł i jak się okazuje, nawet ta felerna impreza nie mogła tego zepsuć na dłużej niż krótką chwilę.
      — Mhm — mruknął, nachylając się, żeby posmakować jej ust, nie zrobił tego jednak ani delikatnie, ani krótko. Możliwe, że przeciągnął go przesadnie, ale nie mógł nic poradzić na to, że ciężko było mu odpuścić bycie blisko niej pod każdą postacią. Gdyby mógł, zakopałby się pod jej skórą, co nie było tajemnicą, bo często brał ją w właśnie w taki sposób: jakby było mu wiecznie mało. Jakby przebywanie z nią tak blisko jak to fizycznie możliwe nie wystarczało i jakby chciał poprzesuwać w byciu z nią i w niej wszystkie możliwe granice. — Zwłaszcza wtedy — sprecyzował, kiedy wreszcie się od niej odsunął, posyłając jej jeden ze swoich firmowych uśmiechów, tych których wiedział, że chwytają ją za serce, balansując gdzieś między figlarnością, a bezbrzeżnym oddaniem. — Zatańczę i zrobię masę innych, przyjemnych rzeczy.
      Ujmując jej twarz w dłonie, pocałował ją jeszcze raz. Chwilowo miała zajęte ręce, więc mógł to wykorzystać i bezkarnie ją podpuścić, językiem przesuwając wzdłuż jej dolnej wargi. Kiedy jednak uchyliła dla niego instynktownie usta, on tylko przeciągnął pocałunek ku sobie zębami, ostatecznie zadzierając nosem jej podbródek, żeby znów obsypać pieszczotami jej szyję, bezczelnie zostawiając po sobie zaczerwieniony ślad, który szybko miał zrobić się siny.
      Mógłby zwalić to na ten niebieski drink, ale przecież zachowywał się tak samo, kiedy nie pił. Miał na jej punkcie coś, co zakrawało o obsesję i nawet nie musiał już udawać, że tak nie jest. Coś pięknego. Czuł się nią pijany i czuł się tak już od kilku tygodni, nie chcąc nigdy więcej trzeźwieć.
      Z transu wyrwało go dopiero jej przekleństwo, więc spojrzał w stronę stolika, nie widząc samego uderzenia, ale chaos, który nastąpił potem i nie potrafił nie zaśmiać się razem z Watson, bo ja pierdolę. Czego jak czego, ale tego się nie spodziewał. Nie było mu jednak przesadnie żal Octavii, bo już dawno ktoś powinien był spuścić z niej w powietrze w ten, czy inny sposób. Każdy w tej sali miał coś za uszami.
      — Mm, skoro musisz — zgodził się, bądź co bądź niechętnie, bo nigdy nie rozumiał dynamiki panującej między dziewczynami, ani też nie wiedział czy empatia była tu tak naprawdę uzasadniona, bo Blanchard nie okazała Nel żadnej po tym, jak zniknęła na rok.
      Powinna się była przyzwyczaić, jakby nie patrzeć. I może Octavia też powinna się przyzwyczaić, że nie była pępkiem świata, ale to już nie jemu roztrząsać.
      Na pożegnanie pociągnął gorącym językiem wzdłuż szyi Nel, bo był to jedyny rodzaj dręczenia jaki akceptował, a potem zacisnął krótko palce wsparte na krągłości jej bioder, nim odstąpił od niej na krok, mrugnąwszy do niej zaczepnie.
      Gdy Watson podeszła do koleżanki, Cass odszukał wzrokiem Gabsa i bez skrępowania stanął za jego krzesłem, opierając dłonie na jego ramionach. Nim jednak zdążył coś powiedzieć, gong zwrócił jego uwagę, a potem przypatrzył się zawartości kieliszków, wyszukując te niebieskie. MDMA, lekko.
      — Całujemy się? — rzucił, pół żartem pół serio, nachyliwszy się do Cavallaro tak, żeby przypadkiem jego wybranka go nie usłyszała. — Nel mnie porzuciła, dla Octavii. Wyobrażasz sobie?

      CASS 😂

      Usuń
    52. Cornelia w przeciwieństwie do Cassiana nie potrafiła tak szybko pozwalać tym lepszym emocjom brać nad nią kontrolę. Większość życia kierowała się tymi negatywnymi i przyzwyczaiła się do tego, że to one grają główne skrzypce. Uczyła się powoli tego, aby poddawała się im jednak coraz chętniej, mimo, że była to trudna droga, której nauka nie przychodziła blondynce z łatwością. Z każdym dniem robiła coraz większe postępy. I może z boku nikt ich nie widział, ale wiedziała, że Cassian dostrzegał w niej te zmiany. Nie musiał mówić o nich na głos. Zapewne, gdyby zaczął to blondynka by się spłoszyła, a cały jej progres cofnąłby się do marnych początków.
      Odpowiedziała na pocałunek bez zawahania. Nie zważając na to, że są w towarzystwie, które zapewne i tak nie patrzyło, bo każdy był pochłonięty swoimi dramatami. To pozwoliło Watson na skupienie się na znajomych ustach, których kształt i smak znała doskonale. Mogła dać się rozpieszczać i sama go rozpieszczać bez żadnych brzęczących nad głową myśli.
      — Jesteś święty. — Wymruczała. Dopóki nie pojawił się Cassian nie było osoby, która by z nią wytrzymała. Często uciekali po chwili, ale nie ułatwiała ona nikomu zadania. Była trudna, uparta i uciążliwa, ale najwyraźniej to nie było w stanie odstraszyć Cassiana. I dobrze, bo nie przeżyłaby, gdyby zniknął. Gdyby cokolwiek ich rozdzieliło. Gdyby ona ich rozdzieliła swoją głupotą, a przecież potrafiła. Mogłaby w chwilę zrobić coś idiotycznego. Tylko może już nie tej nocy.
      Rozpraszał ją swoimi ustami i językiem. Bardziej przeklęła, bo oderwano ją od cholernie przyjemnego zajęcia. Chciałaby dłużej trwać w tej chwili, ale dobrze wiedziała, że nadejdzie moment, w którym znajdą się w miejscu bez ciekawskich oczu. I znała już Cassa bardzo dobrze, aby wiedzieć, że w ich przypadku czekanie ma znacznie słodszy finał niż poddanie się szybkiej uldze w hotelowej łazience.
      Przyjaźń Cornelii i Octavii była dziwna. Może brunetka faktycznie powinna się przyzwyczaić do tego o czym sama mówiła, ale jednocześnie Watson już nie potrafiła jej kompletnie zignorować.
      — Nic nawet nie widać. — Rzuciła spokojnie. Claire chyba zamachnęła się dość mocno, ale hej, która z nich kiedyś nie oberwała od innej laski? Zdarzało się najlepszym. — Broda do góry, drink do dna. Jeśli cię to pocieszy… To drugi stolik też zaliczył z liścia. Nie mogliśmy być gorsi. — Było to zajebiście marne pocieszenie, ale na lepsze obecnie nie było jej stać. I nieszczególnie też chciała ją pocieszać, bo i na nią również była obrażona za to znikanie na rok i żadnego kontaktu.

      Nel

      Usuń
    53. Gabriel z kolei nie wiedział kompletnie co ma o tym wszystkim myśleć.
      Dawniej jego odruchem byłoby poderwanie się i sprawdzenie, czy z Octavią wszystko w porządku. Teraz czuł się rozdarty, bo lubił Claire. Na tyle, na ile mógł lubić dziewczynę, z którą rozmawiał zaledwie parę razy w życiu. I chcąc nie chcąc, ale musiał też przyznać, że Octavia sobie na to zasłużyła. Po tych wszystkich słowach i sposobie w jaki ją traktowała to była zaledwie kwestia czasu, aż coś podobnego się wydarzy. Cavallaro co prawda prędzej spodziewałby się, że to Cornelia wymierzy przyjaciółce cios, ale nadszedł on z zupełnie innego źródła.
      Brunet poprawił się na krześle. Czując ogromną potrzebę, aby się stąd wydostać. Przerwał im głos Plotkary. Zaklął pod nosem. Było do przewidzenia, że w tych kolorowych alkoholach jest coś dodatkowego. Przesunął dłonią po twarzy i głęboko odetchnął.
      — Naprawdę muszę się rozebrać? —Naomi nachyliła się w jego stronę, zaskoczona wszystkim. — Ona mówiła na poważnie?
      Odwrócił głowę w jej stronę.
      — Możesz ją zignorować. Cokolwiek wymyśli na później nie będzie gorsze od tego syfu. — Westchnął. Nie chciał, aby Naomi brała w tym udział. Dlatego opierał się przed przyjściem z nią tutaj, bo wychodziło z ludzi najgorsze gówno. Pokazywali się od najgorszej strony, a Gabriel nie chciał, aby Naomi go widziała z tej strony. — Zdejmij biżuterię i będziesz miała zadanie zaliczone. — Polecił.
      Naomi zaśmiała się pod nosem i sięgnęła po kieliszek z białym winem.
      — Nie bądź nudny, Gabrielu. — Powiedziała. — Możemy albo się dobrze bawić i brać udział w jej gierkach, bawiąc się nią tak, jak ona nami… Albo marudzić i tworzyć niepotrzebny chaos, który kończy się atakami paniki. — Dokończyła. Spojrzenie dyskretnie skierowała w stronę Claire. Było jej dziewczyny żal. Miała chęć ją stąd wyprowadzić. Zabrać do łazienki. Tak po dziewczyńsku i trochę doprowadzić do porządku. Ale miała już swoją osobę towarzyszącą od pomocy, czyż nie?
      — Naprawdę zamierzasz się rozebrać? — Zapytał zrezygnowany. Nie chciał kolejnej taniej atrakcji. Kolejnej nagiej dziewczyny, która potrafi to robić przy każdym.
      Naomi pokręciła przecząco głową.
      — Poproszę o trochę więcej wiary.
      Wstrzymała się na moment, kiedy zobaczyła, jak idzie do nich Cassian. Uśmiechnęła się do niego, zajmując po chwili kieliszkiem wina. Brunet przechylił głowę w stronę kumpla i parsknął śmiechem.
      — Szybko tę narzeczoną straciłeś. — Pokręcił głową wręcz z niedowierzeniem. — A chcesz? — Spytał unosząc brew w górę. Cóż, Cass i Nel teoretycznie zadanie wykonali. — Kiedyś bym to rozumiał. — Mruknął równie cicho, nie chcąc, aby słyszała to Naomi.
      — Po prostu się przyznaj, że to twoja kolejna fantazja. — Rzucił zaczepnym tonem.
      Gotów był się podnieść i zadanie wykonać. Dla zabawy i rozładowania napięcia, które ciążyło mu na ramionach. Zatrzymała go jednak Naomi. Cichym odkaszlnięciem, a uwaga Cavallaro w moment skupiła się na niej.
      Naomi bez żalu ściągnęła rękawiczkę z lewej dłoni. Odłożyła ją na stolik, a później to samo zrobiła z drugą. Obie schludnie złożyła razem. Sukienkę miała długą, jednak to najwyraźniej nie był problem. Blondynka złapała materiał w okolicy swoich bioder chwytając materiałem sukienki cienki materiał bielizny pod spodem. Brunet nie odrywał od niej wzroku. Zupełnie jakby zapominając, że Rafferty stoi za nim i ma dobry widok na blondynkę. Naomi uniosła lekko biodra z zaskakującą wprawą zsuwając z nóg bieliznę. Gabriel sam nie był pewien, czy jest bardziej pod wrażeniem, czy wkurwiony, że jego dziewczyna siedzi już bez niczego pod czerwoną sukienką. Naomi schyliła się zdejmując je już kompletnie. Cienki materiał niemal zaczepił o szpilkę, ale i z tym poradziła sobie sprawnie. Wewnętrzna kieszeń marynarki Gabriela parę sekund później została oficjalnie miejscem do przechowywania bielizny.
      — Odbiorę je później.

      Gabs & Naomi🔞👙

      Usuń
    54. Cała ta sytuacja wymknęła się spod kontroli. Zeszła na ten plan, którego Octavia zupełnie się nie spodziewała, i który wyprowadził ją z równowagi. Claire miała szczęście, że dość szybko zniknęła z jej pola widzenia, bo gdyby tego nie zrobiłam skończyłoby się to wszystko o wiele gorzej.
      Blanchard zaś prychnęła z pogardą na te wszystkie umoralniające ją osoby; miała w głębokim poważaniu, co mogą sobie o niej myśleć. Mogli myśleć sobie wszystko, pierdolić ich. Tak naprawdę nie miała wpływu na to, co robiła Plotkara. I pewnie gdyby się tu nie pojawiła, być może wszystkie te żale, które teraz słyszała, przeniosłyby się na inna osobę, która Octavia w tym wszystkim aktualnie winiła najbardziej.

      Głos Cornelii wyrwał ją z zamyślenia. Czuła, jak jej mięśnie mocno się spinają, jak sztywnieje i nie może się ruszyć. Przełknęła ślinę, odbierając od blondynki kieliszek z szampanem, który wypiła praktycznie na raz.
      — Co to, kurwa, jest? Nagle jestem najgorsza? Też uważasz, że nie dbam o nią? — zapytała, spoglądając na Cornelię. Policzek zapiekał, ale nie aż tak mocno, jak się spodziewała. Cholerna Claire miała szczęście.
      — Kim są Ci żałośni ludzie, żeby mówić mi takie rzeczy? Jak miałam na to wpłynąć, do cholery? Zabrać to pierdolone zdjęcie? Wyjść stąd, i co, znowu uciec? — rzuciła kolejnym pytaniem, odwracając głowę w bok. Z całych tych nerwów czuła, jak zaczynają ją piec oczy. Odstawiła kieliszek na stolik, wzdychając ciężko.
      — Idę do łazienki. Jeśli chcesz pogadać, to możesz dołączyć. A jeśli nie, to też zrozumiem — powiedziała, ruszając w stronę łazienki. Nie chciała tu siedzieć ani sekundy dłużej.
      O.

      Usuń
    55. Wyłączył się na dłuższy moment. Nie rejestrował tego, co działo się dookoła (choć działo się przecież tak wiele). Miał wrażenie, że jego mózg zaczął pracować na zwolnionych obrotach, próbując rozpaczliwie połączyć elementy, które nie chciały do siebie pasować. Starał się. Przywoływał w pamięci wszystkie wskazówki, które usłyszał dzisiejszego wieczoru, od chwili gdy usiadł przy wskazanym stole, ale nic nie układało się w logiczną całość. Przynajmniej nie na początku.
      Pierwszą jego myślą nie było nawet zakłopotanie. Yoonjae… zmierzył się po prostu z czymś na wzór szczerego zdziwienia wymieszanego z irytacją. Zastanawiał się, czy to rzeczywiście jedna z tych zasad, których należało bezwzględnie przestrzegać, czy może jedynie kolejna prowokacja Plotkary. Śmieszna próba sprawdzenia tego, kto pierwszy pęknie i ulegnie jej grze.
      Nie lubił robić czegoś tylko dlatego, że ktoś uznał to za dobry pomysł. Mógł ryzykować wiele, balansować niebezpiecznie na granicy przyzwoitości lub przekraczać ją z bezczelnym uśmiechem, ale tylko wtedy, gdy sam te warunki dyktował. Obecna sytuacja nie przypominała żadnej z tych, w których odnajdywał zgubne poczucie chwilowej wolności. Była jak pułapka.
      — Serio? — zapytał, choć nie był pewny, czy słowo to zdołało dotrzeć do czyichkolwiek uszu. — Co to za idiotyzmy?

      Wciąż stał przy swoim krześle, nie mogąc zrozumieć, jak to możliwe, że dosłownie kilka minut dzieliło go od tego, by się stamtąd ulotnić. Brakowało tak niewiele… Był wściekły, że nie zdążyli podjąć tej prostej decyzji i nie oddalili się stąd, zanim wyznaczono im to przeklęte zadanie. Miał nadzieję, że nadrobią to czym prędzej.
      — Niech to szlag… — Wziął głębszy oddech. Nie miał jeszcze pomysłu, jak wybrnąć z tego obronną ręką, ale obiecał sobie, że niezależnie od dalszej części tej nocy, nie pozwoli rzucić się na kolana. To niezbyt trudne, prawda? Powinien dać radę.
      Ostrożnie zsunął z ramion kolorową marynarkę, odwieszając ją na oparcie krzesła dużo wolniej, niż było trzeba. Grał na zwłokę, oczywiście, że tak. Zastanawiał się, czego jeszcze mógłby się pozbyć, przeklinając w duchu fakt, że nie założył dziś zegarka ani żadnego z licznych łańcuszków.
      Trzy elementy, powtarzał w myślach. Trzy. To niewiele.
      — Naprawdę chcę stąd wyjść — zapewnił jeszcze, odruchowo kierując dłonie do sprzączki paska. — Zaczynam doceniać fakt, że zabrali nam telefony.

      yoonjae

      Usuń
    56. Ostatnim, czego się spodziewali, to Claire uderzającej Octavię w twarz. Dziewczyna sprawiała wrażenie zbyt miłej dla tego towarzystwa, więc dobrze było wiedzieć, że potrafiła stanąć w swojej obronie, nawet w taki sposób. Całą tę sytuację przykro się obserwowało, to, że Claire została wciągnięta w nie swoje brudy i wyraźnie nie wiedziała, czego się spodziewać po tej imprezie.
      Haejin mieli nadzieję, że nikt jej nie przeszkodzi przed opuszczeniem budynku. Chociaż patrząc po wszystkim, co dotychczas miało miejsce, nie zdziwiliby się, gdyby zobaczyli dziewczynę z powrotem za jakiś czas.
      Głupio zrobili, tutaj przychodząc.
      Nawet nie zdążyli ulotnić się z sali, kiedy z głośników znów odezwała się Plotkara. Musiała mieć jakiś szósty zmysł, że wyczuła, kiedy wkroczyć i zatrzymać tłumy na dużej przy stołach, zanim wszyscy się rozeszli. Jej głos już działał Haejinniemu na nerwy, ale kiedy usłyszeli, co takiego mieli zrobić, nieco odetchnęli z ulgą.
      Wskazać, z kim by zdradzili partnera. Nie mieli partnera, więc moralne dylematy takiej decyzji odpadały; a wybrać kogoś, z kim mogliby taki błąd popełnić? Zadanie wydawało się wręcz podejrzanie nieszkodliwe, ale Haejin wiedzieli, że po prostu mieli szczęście. Wskazanie najbardziej atrakcyjnej osoby przy stole też nie stanowiłoby dla nich problemu; ściągnięcie trzech elementów garderoby byłoby nieco mniej komfortowe, ale też do przeżycia; nawet ten całus nie wydawał się taki straszny; ale zdradzenie sekretów?
      Dobrze, że nie wzięli tego białego kieliszka. Pewnych rzeczy nie chcieli zdradzać na głos.
      Obok Gabriela, Naomi już zaczęła ściągać elementy garderoby; pewności siebie ani trochę jej nie brakowało. Po jego prawej Han powiedział, niech to szlag, i Haejin odwrócili się w jego kierunku. Wzrok powędrował im do marynarki Hana, która znalazła się na oparciu krzesła.
      Ach. No tak. Zamienił się przecież kieliszkami ze swoim przyjacielem? znajomym?, i wylądował z różowym.
      Na kolejne słowa Hana, Haejin starali się powstrzymać uśmiech.
      — Czy to zły moment, żeby powiedzieć, że wybrałobym ciebie? — zapytali nieco rozbawionym tonem i zmierzyli Hana spojrzeniem. — Do popełniania błędów?
      Jedynymi osobami, z którymi mieli jakiekolwiek pozytywne interakcje tego wieczora byli właśnie Han, Gabriel oraz Naomi; i chociaż ta ostatnia dwójka była bardzo atrakcyjna, i gdyby nie byli parą, Haejin nie mieliby nic przeciwko poznaniu ich nieco bliżej, nie mieli w zwyczaju pchania się między ludzi, nawet w trakcie takich gier, jak ta Plotkary. Wybór Hana miał najwięcej sensu.
      Łagodniejszym głosem dodali:
      — Jestem pewien, że jest tu wiele miejsc, gdzie można się ukryć przez niechcianą uwagą. W razie, gdyby Plotkara planowała więcej głupich gierek.

      Haejin

      Usuń
    57. Kiedy Nel powiedziała mu że jest święty, parsknął jedynie śmiechem, bo teraz daleko mu było do świętego i gdyby nie to, że nie byli sami, byłoby mu pewnie jeszcze dalej, bo najchętniej tylko by z nią grzeszył. Nie skomentował jednak w żaden sposób jej słów, w zamian odprowadzając ją spojrzeniem.
      Wróciwszy do stolika, odwzajemnił uśmiech Naomi, a potem uśmiechnął się do Gabsa, zaczepnie trącając nosem jego ucho. Już miał mu coś odpowiedzieć na tę zaczępkę, ale wtedy Naomi skutecznie zwróciła na siebie uwagę ich obojga.
      Cass przez moment przyglądał się całej sytuacji, bo był już trochę podchmielony i zwyczajnie na chwilę się zaciął, obserwując jak jasnowłosa ściąga rękawiczki. Dopiero kiedy podniosła biodra, wyrwało mu się krótkie och, bo nagle wszystko nabrało sensu. Zasłonił wtedy dramatycznie oczy, śmiejąc się pod nosem, bo nie robił tego ani z tytułu bycia przyzwoitym facetem, ani nawet z powodu Nel czy samego Gabriela, bo żadne z nich nie zrobiłoby mu z powodu patrzenia pretensji. Naomi po prostu wydawała mu się miła i w porządku, więc chciał okazać jej szacunek w sytuacji, którą powinna dzielić tylko i wyłącznie ze swoim chłopakiem.
      Gdy dziewczyna oznajmiła, że odbierze bieliznę później, on odjął dłoń od twarzy i zaśmiał się znów, bo był już w dobrym humorze i jedyne co chciał teraz zrobić, to zagwizdać z uznaniem, co zresztą po chwili zrobił.
      Low blow — zwrócił się do Naomi, mimo swoich słów zaprawiając ton uśmiechem, który świadczył o sympatii. — Nie mam szans z tym konkurować.
      Gdyby był na miejscu Gabriela, a obok siedziała Nel, nie potrafiłby się za nic skupić na wizji całowania Cavallaro mimo tego, że wcześniej faktycznie miał na to ochotę. Był w wyraźnym nastroju do zabawy, ale były rzeczy ważne i ważniejsze, prawda?
      — Myślę, że powinniście olać tę imprezę i znaleźć sobie pokój — rzucił niewinnie, ale sposób w jaki mrugnął do dziewczyny z niewinnością miał niewiele wspólnego.
      Poklepał Gabsa po ramieniu, żeby wyrwać go z transu.
      Again, nie winił chłopa. Też by się zawiesił w takiej sytuacji.

      CASS 🙈

      Usuń
    58. Działo się zbyt wiele i powoli stawał się przytłoczony chaosem, który panował wokół. Gdy Claire dała w twarz Octavii, Inhan wybałuszył oczy z niedowierzania. Nigdy nie widział przyjaciółki w takim stanie i miał jednocześnie żal do Octavii, że doprowadziła ją do takich emocji, jak i do Jacksona, który zaprosił ją w takie towarzystwo. Claire była za dobra, by musieć męczyć się w takich miejscach.
      Później zarejestrował jak Han i Haejin się ulotnili, co go nie zdziwiło. Sam miał ochotę stąd uciekać gdzie pieprz rośnie i zastanawiał się jak daleko muszą sprawy zabrnąć, by rzeczywiście to zrobił.
      — Han — wypalił tak nagle i tak głośno, że momentalnie oblał się rumieńcami po czubki uszu. — To znaczy… zadanie, tak? Żółty drink musi przyznać się kto jest tutaj najatrakcyjniejszy. — wyjaśnił przeskakując wzrokiem po twarzach osób, które jeszcze siedziały przy stoliku. — W sensie, wy wszyscy jesteście bardzo ładni… serio — język zaczął mu się plątać. Nie chciał nikogo urazić, ani nikomu sprawiać przykrości, o ile takie osoby mogły przejmować się zdaniem takiego kogoś jak on. — Ja już się zamknę. — dodał znacznie ciszej spuszczając wzrok na blat. Jego palce nerwowo obracały pusty kieliszek, serce dudniło w piersi i był ogromnie wdzięczny, że starszego studenta nie było akurat przy stoliku. Jeszcze tego by brakowało, że wiedziałby o tym osobiście. I widziałby znowu jak łatwo wpędzał się w zakłopotanie.
      Ale tak, taka była prawda. Kiedy zobaczył go pierwszy raz na imprezie i później podczas pierwszych korepetycji, pomyślał że jest niezwykle… atrakcyjny i trochę gburowaty, ale przede wszystkim atrakcyjny. No i tak, przez to ciężko było mu opanować gorąco wpływające na policzki, zwłaszcza że był szczery zarówno z pozostałymi jak i sam ze sobą.

      Inhan

      Usuń
    59. Cassian bez wątpienia był święty, jeżeli chodziło o wytrzymywanie z Cornelią. A umówmy się, ona wcale nie była łatwa w obyciu. Miała swoje za uszkami, była nieustępliwa i zajmowało wiele czasu, aby w ogóle wzięła pod uwagę, że może być w błędzie. Cassian nie tylko wykazywał się ogromną cierpliwością, ale przede wszystkim oddaniem. Niektórzy pewnie wzięliby go za głupca. Szepnęli, aby uważał, bo tylko się nim bawi i porzuci, gdy na horyzoncie pojawi się ktoś lepszy. I tak mogło być, gdyby nie dała samej sobie szansy na to, aby się przed nim otworzyć. Gdyby po tamtej pierwszej wspólnej nocy już więcej się do niego nie odezwała, gdyby wrzuciła go do tej samej kategorii co innych dziś zapewne byłaby tutaj sama wciągając w cieniu kreskę i licząc, że dzięki temu poczuje, że żyje.
      Z kolei Gabriel siedział wyprostowany niczym struna. Niczego konkretnego się nawet nie spodziewał. Chyba miał nadzieję, że Naomi nie zrobi niczego, a zadanie Plotkary zignoruje. Tymczasem jej gesty sprawiały, że serce w jego klatce zadrżało mocniej, a szczęka sama się zacisnęła. Naomi wszystko widziała i bawiła się doskonale. Wcale nie przeszkadzałoby jej to, gdyby Cassian spojrzał. Nie chodziło o to, że lubiła widownię. Ale lubiła Cassa, choć jego znała głównie z opowieści Gabriela i widać było, że są dobrymi przyjaciółmi. O wiele bardziej mimo wszystko, ale interesowało ją spojrzenie Włocha.
      — Ja pierdolę. — Wymamrotał pod nosem. Gabriel widział dość nagich kobiet w swoim życiu, ale to i tak te drobne gesty robiły na nim większe wrażenie. To one najbardziej pobudzały wyobraźnię, a ta zaczynała działać na pełnych obrotach. Nawet nie chciał myśleć, że była podkręcona narkotykiem, który wypił. Zdecydowanie nie. Żadna ilość koki nie była w stanie go wznieść na taki haj, jak zrobiła to Naomi. — A ja się dałem nabrać na te rumieńce, jak rozmawialiśmy pierwszy raz. — Westchnął kręcąc głową.
      Naomi się roześmiała. Zarówno na słowa Cassiana, jak i Gabriela.
      — Możesz zawsze próbować. — Zwróciła się do stojącego za nimi bruneta. Odchyliła lekko głowę do tyłu i posłała mu wesoły uśmiech. — Wydaje mi się jednak, że nie dałbyś rady tak… Zgrabnie się rozebrać jak ja. — Puściła mu oczko. Może go podpuszczała. Może chciała, aby podjął wyzwanie. Niemal niemożliwe do spełnienia, jak niby miałby to zrobić?
      Gabriel odchrząknął, kiedy Cass poklepał go po ramieniu. To zaledwie na chwile pozwoliło mu wrócić do rzeczywistości. Gotów był na to, aby zabrać się za swojego kumpla, for fun, a tymczasem jego głowa była w zupełnie innym miejscu.
      — Nie będę nosił jego bokserek w swojej marynarce. — Rzucił z udawanym oburzeniem. — Może Nel się skusi, ale wydaje mi się, że Cass wolałby nosić jej. — Mruknął. Jakoś w to nie wątpił.
      Musiał się otrząsnąć. Był dorosłym facetem, a wariował jak nastolatek. Chociaż, być może właśnie tego potrzebował. Odrobiny nastoletniego szaleństwa z dziewczyną, która była dla niego odpowiednia.
      — Słyszałam, że ich pokoje są bardzo wygodne. — Rzuciła mimochodem Naomi, kiedy sięgała po kieliszek wina.
      Przesunął językiem po zębach. Oboje go testowali i wychodziło im to zbyt dobrze. Stary, opamiętaj się. Gabriel westchnął kręcąc głową. Miał być odpowiedzialny, pokazać się na chwilę i stąd zniknąć.
      Plan, jak widać, poszedł w łeb.

      Gab x Naomi

      Usuń
  3. Stół #2 The One with the Dirty Secrets

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lśniąca czarna limuzyna zatrzymała się przed wejściem do hotelu niemal bezgłośnie. Kierowca wyskoczył z samochodu pierwszy, pospiesznie sięgając do tylnych drzwi.
      Pierwszy wysiadł Jihoon. Miał na sobie perfekcyjnie skrojony smoking, który leżał na nim tak naturalnie, jak druga skóra. Jego twarz była spokojna, oczy nieprzeniknione, gdy zwrócił się w stronę samochodu i wyciągnął dłoń. Po chwili z wnętrza limuzyny wysunęła się smukła noga w czarnej szpilce.
      Soyoung wysiadła powoli. Materiał długiej sukni miękko spłynął po jej sylwetce, aż do marmurowych schodów. Czerń kontrastowała z gorsetową, misternie wysadzaną kryształkami górą, która przy każdym ruchu łapała światło i rozpraszała je wokół niej. Odsłonięte boki i cienkie, oplatające talię paski dodawały jej subtelnej drapieżności, nie odbierając elegancji.
      Włosy miała upięte wysoko, odsłaniając smukłą szyję i długie kolczyki, które poruszały się przy każdym kroku.
      Na ułamek sekundy pozwoliła Jihoonowi ująć swoją dłoń, wyłącznie dlatego, że wymagałą tego etykieta. Nie umknęło jej, że jego palce zacisnęły się odrobinę mocniej, niż było to konieczne. Powtarzał ten gest coraz częściej przez ostatnie tygodnie, jakby chciał jej przypomnieć, gdzie teraz znajduje się jej miejsce. Jihoon lubił mieć kontrolę, nie mniej niż ona, a może nawet bardziej.
      Nad rozmowami. Nad sytuacją. Nad ludźmi. Nawet nad nią. Było to niemal zabawne, bo jeśli istniała jedna rzecz, której Soyoung nie lubiła oddawać, była nią właśnie kontrola. A jednak teraz jej twarz pozostawała nieruchoma, bez wyrazu. Jakby było jej wszystko jedno.
      Nazwiska zostały zweryfikowane niemal natychmiast. Obsługa z uprzejmym ukłonem zaprosiła ich do środka, odbierając telefony oraz wszystkie urządzenia elektroniczne. Przez chwilę patrzyła, jak wieko powoli się zamyka. Półtorej miesiąca temu ciężko było jej się rozstać z telefonem, gdy odruchowo zerkała i sprawdzała powiadomienia. Jak głupia nastolatka.
      W głównej sali uderzył ich gwar rozmów, zapach drogich perfum i szampana oraz ciepłe światło kryształowych żyrandoli. Wszystko wyglądało dokładnie tak, jak powinno wyglądać przyjęcie organizowane przez Plotkarę, zbyt perfekcyjnie.
      Pracownik hotelu odprowadził ich do stołu numer dwa. Jihoon odsunął dla niej krzesło. Soyoung podziękowała ledwie dostrzegalnym skinieniem głowy i usiadła z tą samą nienaganną gracją, z jaką kilka minut wcześniej wysiadała z limuzyny.
      Dopiero wtedy spojrzała na winietki. Najpierw własną. Potem tą stojącą po lewej stronie.
      Kim Seojun.
      Jej wzrok zatrzymał się na imieniu odrobinę za długo. Sekundę, może dwie. Wystarczająco, by serce wykonało jedno mocniejsze uderzenie, a krew znajomo zaszumiała w uszach. Opuściłą spojrzenie, jakby nic się nie wydarzyło, wygładzając materiał sukni na udzie.
      Idealna. Spokojna. Niewzruszona. Jak zawsze… Tylko ona wiedziała ile kosztowało ją utrzymanie tej maski.

      Soyoung

      Usuń
    2. Ari nigdy nie należała do grona ludzi punktualnych. Była fanką wielkiego wejścia, które nie miało nic wspólnego z gustownym spóźnieniem, a nie stawiania się gdzieś o czasie. Każdą z poprzednich imprez zaczynała minimum godzinę później, niż ta widniejąca na zaproszeniu. Nie przejmowała się tykającymi wskazówkami zegara czy dobrymi manierami – te prędzej czy później i tak opuszczały pomieszczenie, a jej jedynym priorytetem było to, czy sukienka opinała ją na tyle mocno, by nawet nabieranie powietrza w płuca graniczyło z cudem.
      Tak było kiedyś – przed cichą ucieczką, przed nowym początkiem, przed odnalezieniem samej siebie i zrozumienia, którego zawsze pragnęła. Przed nim.
      Teraz próg wystawnej sali przekraczała, obejmując ramię wysokiego bruneta dokładnie w chwili, gdy na zegarze wybiła godzina rozpoczęcia imprezy. Dobrze znała wnętrze budynku – w hotelowym barze spędziła więcej wieczorów niż w szkolnej bibliotece. Jeszcze lepiej zaznajomiona była z sekretami ukrywającymi się w każdym zakamarku, sama w końcu przyczyniła się do ich powstania. Teraz to wszystko było jedynie wspomnieniem lat spędzonych w Nowym Jorku, testamentem przepychu i obrzydliwej ilości pieniędzy, jaką dane było jej się otaczać.
      Kiedyś intrygi były na porządku dziennym, dzisiaj miała inne priorytety – dzisiejszym celem było pokazanie Alexowi, od czego chciała się odciąć, gdy zdecydowała się wyprowadzić do Baltimore.
      — Queen A zaszczyci nas dzisiaj swoją obecnością, czy jednak lata świetności ma już za sobą? — brunet zagadnął jej do ucha, gdy tylko obsługa pochyliła się przed nimi, zupełnie jakby witała członków rodziny królewskiej.
      Ari pokiwała głową, a na jej usta wkradł się szczery uśmiech. Może jej zachowanie mocno różniło się od nastoletniej Ari szukającej wrażeń, jednak długa, jedwabna suknia od Chanel i perłowy naszyjnik zdradzały nawyki, których nie potrafiła się wyzbyć.
      — Witaj w moim królestwie. Obiecuję, że nie masz się czego obawiać.
      Gdy tylko doprowadzono ich do stołu zauważyła, że dwa miejsca zostały już zajęte, jednak Ari nie kojarzyła żadnej z twarzy. Z uśmiechem skinęła głową na powitanie, a wzrokiem sunęła po winietkach, aż odnalazła te należące do nich. Oczywiście zarejestrowała również inne imiona – niektóre znała lepiej, niż miała odwagę się przyznać – ale przecież nie miała już nic do ukrycia, więc usiadła przy stole, ignorując przyspieszone bicie serca na myśl, że Minsoo miał zasiąść obok.


      Ari & Alex

      Usuń
    3. Gdyby nie jedno kłopotliwe wydarzenie z przeszłości, Minsoo nigdy by się tutaj nie pojawił.
      Ale Plotkara wiedziała. I dała mu bardzo dobrze znać, że jeśli nie zaszczyci swoją obecnością jej wydarzenia, cały świat obiegnie informacja, w jaki obrzydliwy sposób doprowadził do dyskwalifikacji swojego głównego rywala w programie rozrywkowym, który koniec końców wygrał. Więc choć na samą myśl o charakterze przyjęcia, na którym miał się pojawić, robiło mu się niedobrze, tego wieczoru założył swój najlepszy garnitur i wsiadł do limuzyny, która zawiozła go tuż przed główne wejście hotelu Plaza.
      Powiedzieć, że zamarł, widząc rozchichotaną Ari w towarzystwie jakiegoś obcego faceta, z którym właśnie splotła dłonie, to było spore niedopowiedzenie. Miał wielkie szczęście, że nikt — może poza samą Plotkarą — nie zauważył szoku, jaki wymalował mu się na twarzy. Ani tego, że po prostu przystał w pół kroku z kieliszkiem szampana w dłoni.
      Pozostało mu jedynie robić dobrą minę do złej gry.
      — Mmm, kolejna impreza Plotkary. Jak myślicie, tym razem też ktoś padnie trupem? — Naprawdę starał się, aby jego słowa zabrzmiały prześmiewczo, ale zabawnie. Był jednak tak wkurwiony, że wyszło mu to, najłagodniej mówiąc, po prostu nieprzyjemnie. Sarkastycznie. Gniewnie. Chociaż, biorąc pod uwagę fakt, że większość osób zjawiła się tu pod przymusem, mieli prawo do wściekłości.
      — Minsoo — przedstawił się parze naprzeciwko, kiwając lekko głową. Nie znał ich i nie kojarzył z poprzednich imprez. Też wyglądali, jakby byli tu za karę i choć mina dziewczyny wyrażała żadnych emocji, coś w twarzy jej partnera sprawiło, że Minsoo od razu poczuł do niego brak sympatii.
      A potem zrobił to, co konieczne.
      — Ari, znowu- — zająknął się. Była tak piękna, że aż bolało. — Znowu się spotykamy. Kto by pomyślał, że Nowy Jork jest tak mały? — roześmiał się. Tym razem lepiej.
      — A my się chyba nie znamy? — zwrócił się do jej partnera, wyciągając dłoń. — Lee Minsoo.
      Na pewno go znał, musiał. A jakby się tak jeszcze odrobinę nachylił, Minsoo mógłby go jeszcze zapoznać z własną pięścią.

      ubawiłam się tym odpisem,
      Minsoo

      Usuń
    4. Seojuna dzisiaj mało obchodziła kurtuazja. Zatrzymał przechodzącego obok niego na głównej sali pracownika obsługi po prostu ciągnąc go za materiał koszuli. Nie poczuwał się do okazywania szacunku komukolwiek, kto miał coś wspólnego z tą psychopatką.
      — Kto siedzi przy moim stoliku? — zapytał.
      Mężczyzna zamrugał oczami, kompletnie zbity z tropu.
      — Kim Seojun. Kto siedzi przy moim stoliku? — powtórzył spokojnie.
      — Ja- — mruknął mężczyzna, oglądając się w stronę stołów. — Siedzi pan pomiędzy panią Soyoung i panem Sunghoonem, zdaje się. Przy z stoliku z — urwał, odwracając się do niego z nazbyt szerokim uśmiechem — z panią Ari, jej partnerem, Alexandrem, panem Minsoo, z panem Yosoo i Yechanem. Ach, i z partnerem pani Soyoung, jej narzeczonym, Jihoonem. Czy w czymś jeszcze mogłbym panu-
      Seojun puścił rękaw mężczyzny z mocnym szarpnięciem, a potem po prostu go wyminął, ruszając w kierunku swojego stolika. Wychylił kieliszek szampana na raz.
      — Dobry wieczór — powiedział w chwilę później, omiatając wzrokiem towarzystwo. Na jego usta wpłynął uśmiech.
      Nie pamiętał, kiedy ostatni raz był tak wściekły.
      Jego spojrzenie powoli przesunęło się po twarzach gości, zatrzymując się jedynie na Soyoung odrobinę dłużej. Nie wierzył własnym oczom. Mógł się tego spodziewać, a jakże, lecz wciąż w to nie dowierzał.
      Ból w okolicach żołądka ponownie się pojawił. Więc gdy Seojun zasiadł już na swoim miejscu, postanowił go zagłuszyć kolejnym haustem szampana. I tak dla pewności, by do niego przez jakiś czas nie wrócił, dorzucił jeszcze jedną, małą tabletkę, skrytą wśród innych bezpiecznie w kieszeni jego portfela.
      Zawsze bardzo dobrze sobie radził z problemami. Kolejny stare przyzwyczajenie, które w ostatnim czasie ponownie powitał w swoim życiu

      here to ruin your party,
      Seojun

      Usuń
    5. Przywitali się kulturalnie z osobami, które kolejno pojawiały się przy stoliku. Nie znała ich, kojarzyła jedynie bruneta o imieniu Minsoo, gdzieś z tabloidów i bezmyślnej paplaniny koleżanek na uczelni, które wzdychały do jego muskułów, jak lubiły to określać.
      Ale najwidoczniej tamci kojarzyli siebie nawzajem.
      Stolik nie był jeszcze w pełni zapełniony i choć mogła zgadywać, że Seojun zjawi się na tego typu evencie, nie chciała nawet podejrzewać, że los postanowi z niej zakpić i posadzi go koło niej.
      Gdy pierwszy raz go zobaczyła, poczuła jak coś nieprzyjemnie ciężkiego lokuje się tuż pod mostkiem. Palce mocniej zacisnęła na kieliszku szampana, powieki nieznacznie drgnęły, tak jak mięśnie na twarzy, gdy zacisnęła zęby. Ich spojrzenia skrzyżowały się na krótki moment, nie potrafiła za wiele odczytać z jego twarzy, nic poza jednym wielkim wkurwieniem.
      Wyglądał… inaczej niż ostatnim razem gdy go widziała. Inaczej, gdy spacerowali roześmiani po Seulu…
      Poczuła chłodną dłoń Jihoona między łopatkami. Mięśnie na jej plecach momentalnie się napięły, prostując jej ciało, nienaturalnie niczym strunę. Mocniej zacisnęła zęby, które niemal zgrzytały. Jakakolwiek oznaka sentymentu i słabości, które mignęły w jej oczach po pojawieniu się Seojuna, momentalnie wyparowały.
      Wypuściła powietrze nosem.
      — Seojun, dobry wieczór. — Jej głos był bezbarwny, pozbawiony namiastki emocji, jakby została z niej tylko pusta skorupa. Zmusiła się jednak do uśmiechu. — Nie miałeś pewnie okazji poznać, Jeon Jihoon, mój narzeczony. — Wskazała na mężczyznę siedzącego obok, odchylając się, by panowie mogli na siebie spojrzeć. Głos się jej nie załamał, był… niezmiennie opanowany, płaski. Uśmiech delikatny, słodki, ładny... Nic więcej.

      Soyoung

      Usuń
    6. Zaproszenie przez dwa dni leżało niedbale rzucone na kuchennym blacie. Yosoo mijał je za każdym razem, kiedy robił sobie kawę, wychodził z mieszkania albo wracał późnym wieczorem, uparcie udając, że nie istnieje. Przez chwilę nawet rozważał wyrzucenie go do kosza bez czytania czegokolwiek poza własnym nazwiskiem, ale instynkt, który rzadko pozwalał sobie zignorować, podpowiadał mu jedno. Nie idź, jeśli na to właśnie masz ochotę. Tylko potem nie miej pretensji, że ta wariatka zrujnuje ci resztę życia, które jakimś cudem jeszcze kontrolujesz.
      Westchnął wtedy tylko ciężko.
      Plotkara miała irytujący talent do wciągania ludzi w swoje gierki, niezależnie od tego, czy wyrażali na to zgodę. Ignorowanie jej zaproszeń wydawało się niemal równie ryzykowne, co pojawienie się na miejscu. Mimo tego, że każda z jej wcześniejszych imprez kończyła się dla niego czymś, co wolałby wymazać z pamięci. Ostatnia do dziś zostawiała po sobie nieprzyjemny ciężar, który od czasu do czasu odzywał się zupełnie bez powodu. Pomyślał kiedyś nawet, że ten cichy dyskomfort, przypominał źle zrośniętą kość, która przez większość czasu pozwala normalnie funkcjonować, ale wystarczył jeden nieostrożny ruch, żeby przypomnieć o swoim istnieniu. Dlatego tym razem postanowił nie dać po sobie poznać absolutnie nic.
      Umówili się na to. Musiało zadziałać, prawda?
      Po oddaniu telefonu wsunął dłonie do kieszeni tylko na moment, po czym bez słowa odnalazł dłoń Yechana i przesunął się wraz z nim w głąb sali. Nie obejrzał się ani razu, szedł pewnym krokiem, z uniesioną głową i tym samym wyrazem twarzy, który od lat skutecznie zniechęcał ludzi do zadawania mu zbyt wielu pytań. Gwarantował wygodę, nie potrzebował niczego więcej. Podobno.
      Rozdzielili się w połowie drogi, gdy Yechan udał się w stronę toalet, a Yosoo ruszył sam do przodu, by znaleźć się przy wskazanym stoliku.
      Jego spojrzenie szybko przesunęło się po twarzach siedzących tam osób. Czwórka była mu zupełnie obca, ale…
      — Kurwa.— westchnął z wyraźnym niezadowoleniem, poświęcając jednej z osób o dwie sekundy za dużo. Mimo tego niezbyt udanego powitania, skinął im wszystkim głową z uprzejmością, która w jego wykonaniu zawsze wydawała się odrobinę podejrzana. — Wygląda na to, że nigdy się od siebie nie uwolnimy.
      Spośród wszystkich twarzy przy stoliku to właśnie obecność Seojuna uwierała go najbardziej. Yosoo nie zamierzał jednak dać po sobie poznać nawet ułamka tej myśli. Jeśli Plotkara liczyła na choćby najmniejszą rysę na jego opanowaniu, będzie musiała obejść się smakiem.
      — Ari, Minsoo. Miło was tutaj widzieć— dodał, zajmując miejsce. Zmusił się do posłania uśmiechu w stronę nieznajomych, uparcie ignorując Kima. — Tych, których nie znam, również.


      yosoo

      Usuń
    7. Soyoung też wyglądała inaczej. Zniknął z jej twarzy nawet ten wykalkulowany, pewny siebie wyraz, z którym przemierzała salę w dniu, w którym się spotkali na Aurora Society. Zniknęło… w zasadzie wszystko. Ale Seojun nie starał się tego analizować, tak skupiony w tej chwili na wściekłości. Na żalu do dziewczyny, że tak bezczelnie z nim pogrywała. Że wystrzeliła do niego z jego własnej broni.
      Może gdyby nie był tak zaślepiony, dostrzegłby znaki. To, jak jej narzeczony na nią właśnie patrzył, jego dłoń ostrzegawczo docisnięta do jej pleców, jego wzrok, lekko karcący, lekko badawczy. Ale nie dostrzegał.
      — Seojun. I tak, nie miałem okazji, a szkoda — powiedział. Zerknął na chłopaka, nawet nie rzucając spojrzenia w kierunku dziewczyny siedzącej obok. — Wielka szkoda, Jihoon. Chyba się ze mną zgodzisz.
      Szukał bodźca. Uziemienia. I już po chwili samo do niego przyszło.
      — A mnie? — zapytał. Spoglądał prosto w twarz Yosoo. Lekki uśmiech wpłynał mimowolnie na jego wargi. To był naprawdę niefortunny splot wydarzeń, że mijali się drugi raz w bardzo podobnych okolicznościach. Prawdopodobnie, gdyby spotkali się po raz pierwszy w innym miejscu, mogliby nawet zapałać do siebie nicią sympatii. — Miło cię widzieć, Yosoo. Znowu zgubiłeś chłopaka?

      Seojun

      Usuń
    8. Mimo kilku lat dzielących go od reszty towarzystwa dalej był tylko człowiekiem, a ludzka natura miała to do siebie, że jeśli tylko miałeś ku temu okazję, chciałeś udowodnić innym, że jesteś od nich lepszy.

      Alex wiedział, że był lepszy od Minsoo.

      — Miejmy nadzieję, że skoro na sali jest lekarz, to do tego nie dojdzie — mówiąc to, uniósł kieliszek w kierunku Lee, nim upił spory łyk.

      Ari nie chciała wbijać się w dyskusję między nimi, więc w milczeniu przyglądała się wymianie zdań, która z pozoru wydawała się niewinna. Znała jednak oboje na tyle dobrze, by wyczuć napięcie narastające przy stole. A gdy uniosła głowę, zdała sobie sprawę, że mogło być tylko gorzej. Seojun zmierzał w ich kierunku z wyrazem twarzy, który niegdyś wprawiłby ją w panikę. Złość Kima tym razem jednak nie była z jej winy – tego była pewna – więc nietrudno było wywnioskować, kto jeszcze ze zgromadzonych przy stole mógł mieć tak wielki wpływ na jego samopoczucie. Jej tęczówki momentalnie zatrzymały się na brunetce, a usta otworzyły się szeroko; jedynie ciche westchnienie wyrwało się zza jej rozchylonych warg.

      Ari naprawdę była naiwna, jeśli sądziła, że impreza przebiegnie bez większych komplikacji. Kolejnym tego dowodem było zjawienie się Yosoo, którego kojarzyła z poprzedniej imprezy, gdzie również dane im było siedzieć przy jednym stole.

      Sunghoon przyglądał się temu wszystkiemu z baru usytuowanego w głębi sali. Miał stąd idealny widok na scenę rozgrywającą się przed nim. Mimo że na imprezie zjawił się długo przed tym, jak ktokolwiek zawitał do stolika numer dwa, postanowił poczekać i dołączyć dopiero wtedy, gdy uzna to za konieczne. Nie wiedział tak naprawdę, dlaczego się tu zjawił – ostatnie dwa lata spędził z dala od tego towarzystwa, jak i od zainteresowania Plotkary – jednak zaintrygowała go obietnica dołączona do zaproszenia. Może Sunghoon tylko udawał, że obojętny był mu los Seojuna; że dwa lata to wystarczająco długo, by zapomnieć o nim i o tym, co ich łączyło.

      Uśmiech, jaki pojawił się na jego ustach, gdy tylko ujrzał rozwścieczonego Kima, był dowodem na to, że kłamał, a satysfakcja, jaka ogarnęła jego ciało na myśl o tym, że Seojun cierpi, była wręcz euforyczna.

      Odepchnął się więc od wysokiego blatu, by chwilę później zasiąść na swoim miejscu. Pierwsze, co zrobił, to spojrzał na znajomą twarz bruneta i uśmiechnął się ciepło – aż w jego oczach zamigotały wesołe ogniki – tak jak w zwyczaju miał robić tylko w jego towarzystwie.

      — Seojun — przyglądał mu się jeszcze przez chwilę, ale nie dodał nic więcej. Odwrócił się w stronę reszty towarzystwa i skłonił głowę, spoglądając na każdego spod opadających na oczy blond kosmyków. — Ahn Sunghoon. Ale z większością już miałem okazję się poznać.

      Ari, Alex&Sunghoon in no particular order

      Usuń
    9. Pójście na imprezę Plotkary było dla niego równie zachęcające co oglądanie schnącej farby. Zaskakująco – nie była to jedna z jego pasji. Przeczytał zaproszenie niemalże od razu, kilkukrotnie, za każdym razem z coraz to bardziej wykrzywioną w skwaszonym grymasie twarzą i ochotą wyrzucenia listu do śmietnika lub niszczarki papieru.
      Za dobrze pamiętał, co wydarzyło się na ostatniej imprezie. Czy raczej do czego sam doprowadził i co siedziało w jego boku niczym irytujący, bolesny cierń, którego nie potrafił się pozbyć. Bo w chwili, kiedy udawało mu się o tym zapomnieć, nawiedziała go myśl, że jakim prawem Yosoo miałby mu wybaczyć? Czym w ogóle zasłużył sobie na ponowne zaufanie z jego strony, kiedy z niesamowitą dozą gracji i wyczucia kompletnie je podburzył? Nie wiedział, ale je zyskał i był gotów zrobić wszystko, byleby tego znowu nie zniszczyć.
      Częściowo więc zastanawiał się, ile miał do stracenia, rezygnując z imprezy Plotkary. Przecież i tak jego największy błąd życiowy wydarzył się właśnie tam – co było równoznaczne z tym, że i tak już wszyscy o tym wiedzieli. Przyjście z kolei na wydarzenie nie mogło wiązać się z wieczorem usłanym różami i samymi zachwytami, a wręcz przeciwnie.
      Pozostawało mu liczyć na to, że tym razem trafi na milsze towarzystwo, a atrakcje organizatorki tym razem nie odbiją mu się tak bolesną czkawką, jak poprzednio. I wierzyć, że jego dobre kontakty z Yosoo pozwolą na korzystanie z wieczoru wspólnie, z uśmiechem, a nie ciągłymi docinkami dociskającymi łzy do oczu.
      Już sam fakt, że przyszli na miejsce razem, był sukcesem i lepszym początkiem imprezy niż ta ostatnia. Podobnie do krótkiego całusa zostawionego na policzku Yosoo, kiedy Yechan zboczył z wyznaczonej im drogi do stolika, aby przekonać się, że ciągłe zapewnienia chłopaka w samochodzie, że ’Tak, wyglądasz dobrze. Nie, nie widać tego mikroskopijnego wygięcia na koszuli, którą prasowałeś 50 lat’ były prawdą.
      Dopiero po dokładnym przyjrzeniu się sobie w lustrze, poprawiając klapy ciemnobrązowego garnituru, wyszedł nieco przyspieszonym krokiem i wypatrzył przydzielony mu stolik, wraz z usadzonym już tam Yosoo.
      Jedyna osoba, którą był w stanie poznać od tyłu i z takiej odległości.
      Odległości, w której chętnie już by pozostał, kiedy po dotarciu do swojego miejsca (szczęśliwie tuż obok swojego chłopaka), był w stanie rozpoznać towarzystwo. W większości nieszkodliwe – nawet mu nieznane
      — Już jestem, przepraszam — wyrzucił z siebie w biegu, zostawiając przelotny całus na czubku głowy Yosoo przed zajęciem przydzielonego mu miejsca. I umiejętnym unikaniu wzrokiem przeciwległej strony stolika. Choć nie było mu to dane, kiedy już przy samym dobiciu do stołu został przywitany ostatkami wypowiedzi Seojuna, strzelającymi prosto w ich wspólne, niechciane wspomnienia. I tak jak powinien, tak krzta krzywej miny dała radę się wkraść, ledwo maskując wywrócenie oczami ich chwilowym zamknięciem — Yechan Powell. I miło poznać i zobaczyć jeszcze raz większość z was.

      yechan

      Usuń
    10. Gdy Seojun skończył swoją wypowiedź, Soyoung była nieusatysfakcjonowana jego reakcją. A raczej jej brakiem. Jego ogólne zdenerwowanie przysłaniało wszystko inne, więc nie miała pewności co dokładnie wytrąciło go z równowagi. Kątem oka widziała jak szybko wypił szampana, jak pozbawione spokoju, który zapamiętała, są jego ruchy.
      Poczuła jak żołądek ściska się jej nieprzyjemnie, jak… jak robi jej się przykro?
      Dlaczego było jej przykro z powodu jego niezadowolenia? Seojun niezmiennie wywoływał w niej reakcje, których nigdy by się po sobie nie spodziewała. Zwłaszcza po tym, jak śmiał się zachować.
      Była nieznośnie świadoma jego obecności obok, miała nawet wrażenie, że czuje jego perfumy unoszące się w powietrzu.
      Drażnił ją.
      Uniosła lampkę z szampanem, przytknęła ją do ust i wypiła duszkiem jego zawartość. Jihoon, w tym samym momencie nachylił się do jej ucha.
      — Spieszysz się gdzieś? — Jego ciepły oddech owiał jej szyję, niemalże parząc. Miała ochotę się odsunąć, ale zapanowała nad odruchem. Nie mogła pokazać, jak bardzo niekomfortowa jest to dla niej sytuacja. W szczególności, gdy obok siedział powód jej niewygód, które trwały od półtorej miesiąca.
      Uniosła kąciki ust, dłoń pokierowała się pod blat stołu, na udo Jihoon, jakby chciała odzyskać część swojej pewności. I dumy, którą upychała przez cały czas do małego pudełeczka, z której powoli się wylewała. Od… incydentu z Kimem, który ujrzał światło dzienne, musiała płaszczyć się przed Jihoonem i jego rodzicami.
      — Oczywiście, że nie. — odpowiedziała.
      Wzrok przeniosła na brunetkę naprzeciwko, jako na jedyną dziewczynę przy stoliku prócz niej samej. Liczyła na neutralny grunt, lecz nim zdążyła cokolwiek powiedzieć, przy stole znalazła się kolejna postać.
      Blondyn, który z gracją opadł na swoje miejsce i przedstawił, był jej równie obcy co pozostali zebrani. Kolejna osoba, która zdawała się posiadać mieszane relacje z Seojunem. Przynajmniej tyle mogła wyczytać z jego aparycji. Widziała też ogniki tańczące mu w oczach, co nie było wygodnym spostrzeżeniem. Odnosiła wrażenie, że wszyscy są tutaj ze sobą powiązani gęstą siecią powiązań, a ona, nieświadomie, wpadła w sam środek tej plątaniny
      — Lee Minsoo. Ty jesteś tym idolem, który tak szybko podbija rynek, prawda? — zagadnęła przenosząc swoją uwagę jak najdalej od dwójki siedzącej po jej prawej oraz lewej stronie.
      — Ciebie również miło poznać, Park Soyoung.
      — Jeon Jihoon.
      Przedstawili się, gdy kolejna osoba pojawiła się przy stole, zajmując ostatnie wolne miejsce.

      Soyoung

      Usuń
    11. — Znowu zgubiłeś chłopaka?
      Jedno zdanie.
      Naprawdę wystarczyło jedno pieprzone zdanie, żeby krew zagotowała mu się w żyłach z siłą, której sam się po sobie nie spodziewał. Yosoo powoli uniósł wzrok i utkwił go w Seojunie. Przez krótką chwilę nawet nie próbował odpowiedzieć. Szczerze mówiąc, znacznie bardziej zajmowało go zastanawianie się, czy kosztowna porcelana rzeczywiście pęka z takim samym wdziękiem, jak na filmach, kiedy ktoś z impetem ląduje na zastawionym stole. Wokół nich rozmowy toczyły się własnym rytmem, dołączały kolejne osoby, Yosoo nie słyszał z tego praktycznie nic. Obiecał sobie jednak nadrobić te drobne zaległości.
      Całą jego uwagę pochłaniała w tej chwili jedna, wyjątkowo kusząca myśl. Twarz Seojuna naprawdę wyglądałaby całkiem nieźle z odciskiem jego pięści. Ba. Z poprzedniego razu pamiętał, że pasowała do tego zaskakująco dobrze.
      Kącik jego ust drgnął, choć z rozbawieniem miało to niewiele wspólnego.
      — Jesteś tak żałośnie taniw. tym zachowaniu, że nawet... — odezwał się w końcu z przesadnym spokojem, ale urwał w połowie zdania, bo na jego głowie wylądował krótki, ciepły pocałunek.
      Już jestem, przepraszam — usłyszał nad sobą znajomy głos. Yechan wtrącił się z taką naturalnością, jakby właśnie wrócił z dwuminutowego spaceru, a nie przerwał Yosoo wyjątkowo intensywną fantazję o popełnieniu drobnego przestępstwa.
      — Masz idealne wyczucie czasu, kochanie. — przyznał. Nie odrywał jednak wzroku od Seojuna jeszcze przez dłuższą chwilę. Tak na wszelki wypadek.


      yosoo

      Usuń
    12. — Hej, ludzie!

      Krótka pauza wystarczyła, by na sali zapanowała absolutna cisza.

      — Czy wszyscy znajdują się już na swoich miejscach? Mam wrażenie, że nie... Jeśli jeszcze gdzieś się włóczycie, dopalcie papierosy. Przypudrujcie noski. Zamówcie ostatniego drinka przy barze. Wyjdźcie z toalety. Poprawcie krawaty, wygładźcie sukienki i... zajmijcie swoje miejsca przy stole. — Krótki śmiech rozbrzmiał z głośników. — I nie, to nie jest prośba. Przecież mnie znacie. Wiecie, że zawsze dostaję to, czego chcę.

      Jak na zawołanie przez salę ruszyła grupa kelnerów i kelnerek. W tej samej chwili muzyka ponownie wypełniła salę. Obsługa sprawnie podchodziła do każdego stołu, napełniając kieliszki ustawione na szklanych konstrukcjach. Karuzele zaczęły powoli się obracać, a kieliszki leniwie sunęły przed oczami gości.

      — Zabawmy się! Gra jest naprawdę banalna. Ja mówię, co macie zrobić... a wy po prostu to robicie. Na początek przyjrzyjcie się kieliszkom. Jest ich dziewięć. Tak, policzyłam za was, dla ułatwienia. I teraz słuchajcie uważnie... Trzy różowe to słodki, chwiejny chód i rozwiązany język. Dwa niebieskie obdarowują miłością do bliźnich. Żółty da sielski pogląd na świat. Biały sprawi, że wszystko zda się możliwe. A czerwony da siłę, by móc bez przeszkód tańczyć całą noc. — Chichot. — Wasze pierwsze zadanie jest proste. Rozdzielcie kieliszki między sobą. Kto bierze który? To już zostawiam wam... A kiedy już każdy będzie miał swój... — Krótka pauza. — Wznieście toast. I wypijcie do dna. Bo w końcu każdy dobry wieczór zaczyna się od odrobiny zaufania!

      Usuń
    13. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    14. Zbyt wiele rzeczy działo się jednocześnie. (przyp. aut.: shit Sherlock)
      Po pierwsze, Jihoon. Liczył na intensywniejszą reakcję — na jakąkolwiek reakcję, prawdę mówiąc. Okazał się tak miałki i mdły, jak Seojun z początku zakładał. Dokładnie taki mężczyzna, o którym Soyoung wcześniej wyrażała się z głęboką pogardą i na jakiego w życiu by nie spojrzała, gdyby prawdopodobnie nie… A zresztą, czemu w ogóle się nad tym zastanawiał? Jakikolwiek by nie był, Soyoung doskonale zdawała sobie sprawę z jego istnienia, gdy Kim zrywał z niej sukienkę. Gdy całował jej usta. Gdy opowiadał jej rzeczy, których przedtem nie powiedział nikomu. Jej życie nie było jego zmartwieniem.
      Prawda?
      Po drugie, Sunghoon. Wślizgnął się na swoje miejsce tak niezauważenie, że Seojun zorientował się o jego obecności może sekundę przed tym, jak usłyszał jego głos. Zapach perfum. Głęboki tembr, który sprawił, że lekki dreszcz przebiegł po jego karku. Tęsknił za tym głosem i za jego właścicielem. Ale jedyne, na co się w tej chwili zdobył, to krótkie kiwnięcie głową.
      — Sunghoon.
      Po trzecie, Yosoo. Niemożliwą przyjemność sprawiało mu patrzenie, jak ten chłopak się pieklił. Mógłby się założyć, że po kilku zdaniach piana zaczęłaby toczyć mu się z ust. A może dym z uszu? Generalnie, sprawiał wrażenie, że we wściekłej furii coś musi opuszczać jego ciało.
      Pięści wznoszące się ku niebu?
      — Hej, ale wydaje mi się, że to niesprawiedliwe, że Yechan dostał taryfę ulgową, a ja nie. — Uśmiechnął się ponownie w stronę obu chłopaków. — Ja cię nie zdradziłem. Nie zasługuję na drugą szansę?
      Po drugiej stronie stołu Minsoo patrzył na Seojuna jak na idiotę i zdaje się, że jego spojrzenie nie różniło się wiele od pozostałej części towarzystwa. Postanowił też kompletnie zignorować te napięte dyskusje i zwrócić się z odpowiedzią do Soyoung.
      — Zdaje się, że tak. — Uśmiechnął się. Był dobrym obserwatorem. Widział, że dziewczyna nie czuje się komfortowo i że pomiędzy nią a jej narzeczonym dzieje się coś niepokojącego. Widział również, że pomiędzy Ari a jej chłopakiem jest wszystko, kurwa, okej. Nie mogliby się zamienić? Ale był wdzięczny za komentarz Soyoung, padł w idealnym momencie. Lekarz-srekarz.
      Krótki komunikat Plotkary wprawił chyba wszystkich w lekkie osłupienie. Nieważne, w ilu imprezach brali udział, te durne gry i intrygi wciąż powodowały takie same wyrzuty adrenaliny, jak za pierwszym razem. Minsoo z powątpiewaniem wpatrywał się w kieliszki, po czym sięgnął przez stół po dwa wypełnione niebieskim płynem. Miłość do bliźnich, zabawne.
      Jeden z nich podsunął Ari.
      — Toast za dawne czasy? — zapytał z rozbawieniem. Rzucił okiem na Alexa. — Jakby coś się stało, dobrze, że jest z nami lekarz, nie?
      Natomiast po drugiej stronie stołu Seojun wyciągał rękę po kieliszek, który miał sprawić, że wszystko wyda mu się możliwe. Drobna pociecha w jego przypadku, bo w zasadzie tak właśnie myślał — potrzebował trunku, który sprawi, że wszystko będzie możliwe.
      Bardzo go w tej chwili potrzebował.

      Seojun

      Usuń
    15. Zmrużyła oczy, gdy wokół stolika zatańczyli kelnerzy rozdający kolorowe drinki. Nie wiedziała co to jest, ale po słowach prowadzącej… chyba domyślała się co też mogą skrywać przygotowane napoje. Dzisiaj nic gorszego niż towarzystwo i tak jej nie czekało, więc… do dna, pomyślała.
      — Wspaniale. — Rzuciła wyciągając rękę po pierwszy z brzegu kieliszek, biały. Jihoon wbijał w nią swoje zimne spojrzenie, ale zignorowała go. Jego też to czekało, obojętnie jak obrzydliwie bardzo kochał mieć kontrolę nad otaczającym go światem. I nad nią, odkąd przywłaszczył sobie prawa, których nigdy nie posiadał.
      Już prawie miała kieliszek pomiędzy palcami, kiedy jej dłoń zderzyła się z inną. Ciepłą, większą, o długich palcach. Zmarszczyła minimalnie brwi. Powędrowała wzrokiem od koniuszków palców, po samą twarz Seojuna, znajome rysy, znajome cholerne pieprzyki których układ pamiętała do dnia dzisiejszego… Jej palce nieświadomie drgnęły, jakby chciały wsunąć się zdradziecko pomiędzy jego. Zawiesiła wzrok na twarzy Seojuna…
      Choć nie chciała sobie na to pozwolić, czuła się dokładnie tak jak wtedy, gdy bezczelnie zmniejszył dzielący ich dystans i pocałował ją na oczach wszystkich gości, po raz pierwszy. Czuła ten sam prąd rozchodzący się wzdłuż kręgosłupa, to samo mrowienie pod skórą. To było tak beznadziejne, że miała ochotę nakrzyczeć sama na siebie.
      Facet cię zghostował, weź się w garść pomyślała w duchu. I sama nie wiedziała co ją bardziej złościło, fakt, że to zrobił, czy fakt, że nie znała powodu. A ona lubiła powody, fakty i klarowne sprawy.
      — Kretyn. — wymamrotała pod nosem, tak cicho, że nie była do końca pewna, czy na serio to powiedziała, czy tylko słowo przecięło jej myśli.
      Czy naprawdę nie mogła mieć go w dupie, jak wszystkich poprzednich?
      Pokręciła głową, a usta wygięła w uśmiechu numer cztery, ulokowanym pomiędzy słodką kpiną, a grymasem nienawiści.
      — Śmiało. — Mruknęła, sięgając po drugi kieliszek również z białym drinkiem.
      Przytknęła kieliszek do ust i przechyliła jego zawartość.
      Jihoon nie dyskutował z regułami gry, które wymyśliła tajemnicza prowadząca. Bardziej jak kieliszki, jego wzrok śledził ruchy Soyoung i siedzącego obok niej Kima. Sama obecność chłopaka w pobliżu wzbudzała w nim irytację.
      Sięgnął po jeden z kieliszków i wypił go na raz, a gdy odstawił szkło na stolik. Jego dłoń ułożyła się na karku Soyoung. Jego palce z wyczuciem przesuwały się po jej skórze.

      Soyoung

      Usuń
    16. Delikatny uśmiech błądzący na jego ustach z jednej strony wywołany był słowami Yosoo, dalej brzmiącymi obco, a przyjemnie, kiedy padały w publicznym miejscu. Z drugiej jednak był utrzymaną, kamienną twarzą w reakcji na samą obecność Seojuna.
      Nie chciał z nim rozmawiać, kropka. Naprawdę liczył, że wtedy widzieli się po raz ostatni. A szczególnie, kiedy w końcu odzyskał Soo w tej najmniejszej ilości – bo nawet teraz nie potrafił stwierdzić, że wrócili do tego, co było wcześniej. Wtedy liczył, że będzie mógł zagrzebać ten temat głęboko, dać się zasklepić ranie, którą sam z siebie rozdrapywał raz na jakiś czas.
      Ale nie. Najwidoczniej los – a raczej sama, najwięcej mieszająca w nim osoba – miał inne plany i usadził ich prawie że naprzeciwko siebie. Co i tak było w połowie nie tak wielkim problemem, jak fakt, że Yosoo był idealnie na wprost Seojuna, mogąc rzucać mu spojrzenie pełne nienawiści; nawet wcześniej, kiedy zapewne myślał, że zachowywał idealny stoicyzm.
      Ale czy mógł mu się dziwić? Nie. Nie próbował, choć oparta w kojącym geście na udzie dłoń mogła sugerować inaczej, również wskazywać na pozorny, panujący w nim spokój. Bo i on sam czuł otaczającą go irytację, kiedy to słowa Seojuna nie próbowały ociekać fałszywą słodyczą i złapania się słabości, które Yechan dumnie i przed wszystkimi prezentował tamtego wieczora, uwydatniając je dopijanym przesadnie szybko alkoholem, zdecydowanie nie będąc w odpowiednim miejscu mentalnie.
      Przynajmniej teraz mógł mieć większą pewność co do tego, na czym stali z Soo. A tym samym, odwzajemniać nerwy, jakie buzowały w ciele siedzącego obok chłopaka. I na słowa, które - tym razem nie starał się nawet ukrywać - tknęły i jego, przypominając mu całą taryfę ulgową, jaka została mu oferowana
      — Mm, no nie wiem… — przekrzywił nieznacznie głowę i wydął usta, jakby faktycznie musiał się zastanowić nad porównaniem ich sytuacji — Taka taryfa ulgowa, że żadna — chwilami już sam wolałby dostać wtedy po mordzie, aniżeli przeżyć jeszcze raz to, co spotkało ich po imprezie. I zdawał sobie dobrze sprawę z tego, że właśnie to byłoby dla niego lepszym i łatwiejszym wyjściem, na które zwyczajnie sobie nie zasłużył.
      Pierwszy (potencjalnie ostatni) raz tego wieczoru był wdzięczny za wtrącenie się Plotkary, prezentującej jedną ze swoich niedorzecznych gier, których nie potrafił w żadnym stopniu wspominać dobrze. I ta nie zapowiadała się lepiej, kiedy przed nimi pojawiły się bliżej nieokreślone kieliszki, opisane na tyle bezpośrednio, ale i enigmatycznie, że Powell miał w głowie jeszcze więcej pytań, niż konkretów, pomagających mu zdecydować.
      Może i dlatego postawił na ten różowy, bo przecież odrobina rozwiązanego języka nie mogła go, ani nikogo, skrzywdzić.

      yechan

      Usuń
    17. Yosoo bez większego zastanowienia (i na pewno nie przyjmując do wiadomości żadnych, ewentualnych kompromisów) sięgnął po czerwony kieliszek. Jeśli miał brać udział w tym przedstawieniu - a wiedział przecież, że skoro jego tyłek zajął już wskazane miejsce, nie miał co do tego zbyt wielkiego wyboru - chciał rozegrać to na własnych zasadach. Nie brał pod uwagę innego rozwiązania. Zupełnie inaczej niż poprzednio.

      — Ten jest mój — powiedział tylko, ignorując na razie wcześniejszą część rozmowy i wypił zawartość kieliszka. — Wybaczcie. Żadnych sekretów, żadnego rozwiązanego języka i na pewno — w tym miejscu mimowolnie spojrzał ponad stołem, na siedzącego idealnie naprzeciwko, Seojuna — żadnej miłości do bliźnich.
      Skłamałby stwierdzeniem, że nie był na siebie zły. Choć to i tak byłoby sporym niedopowiedzeniem. Wściekłość powoli zalewała każdy zakamarek jego ciała i czuł, że każda chwila, w której sobie na to pozwala, prowadzi go do nieuchronnej katastrofy. Ale czy mógł się temu dziwić? Przed podjęciem ostatecznej decyzji, obiecali sobie z Yechanem, że niezależnie od tego, co zastaną na miejscu, nie pozwolą się sprowokować. Tymczasem… Yosoo robił wszystko, by najdalej za kwadrans, zbliżyć się niebezpiecznie do granicy, której miał unikać z wprawą porównywalną do tej, którą wymykał się konsekwencjom wszystkich, życiowych wyborów.
      — Czuję, że to i tak dopiero początek naszych problemów.

      yosoo

      Usuń
    18. Głowa Seojun odwróciła się w stronę dziewczyny dokładnie w tym samym momencie i na chwilę, na tę krótką sekundę, podczas której pozwolił sobie spojrzeć w jej migdałowe, duże oczy, zapomniał o wściekłości, która trawiła jego ciało i umysł. Choć wcale sobie tego nie życzył, wspomnienia zabrały go z powrotem do Korei, do ich pierwszego spotkania. Do porozumiewawczych uśmiechów, do ciekawości, do momentu, który wydawał się wyrwanym z rzeczywistości. I do ich drugiego spotkania — do pocałunków, do historii nigdy wcześniej nie wypowiedzianych, do bólu, kilku łez, a w końcu i do euforii. Ulgi i lekkości serca, które mogło dać jedynie zrozumienie. Do śmiechu i swobody, którą oferowało zauroczenie.
      I w końcu do goryczy, gdy to wszystko okazało się ułudą.
      — Kretyn.
      Zmarszczył brwi. Gdyby to był ktokolwiek inny, zareagowałby natychmiastowo. Paleta okropieństw, którymi mógłby uraczyć dziewczynę w odpowiedzi na jej słowa, rozciągała się przecież przed nim niezliczoną ilością możliwości. Mógłby ją zranić z łatwością, przecież oddawał ze zdwojoną siłą.
      Zamiast tego, wyciągnął tylko drugą rękę i zabrał oba kieliszki z białym płynem, po czym jeden postawił przed Soyoung. Odwrócił się od niej, przelotnie tylko spoglądając w przód i ledwo rejestrując to, co powiedział do niego Yechan, bo w tej chwili straciło to na znaczeniu. Znalazł uziemienie gdzieś indziej.
      — Masz tupet, Park Soyoung, aż zadziwiający — powiedział cicho, na tyle cicho, by idiota, który ją obłapiał, tego nie usłyszał. — Chyba, że komentujesz to, co wydarzyło się pomiędzy nami. To tak, faktycznie, byłem kretynem.

      Seojun

      Usuń
    19. Sunghoon zmarszczył brwi, przyglądając się teatrzykowi wystawionemu przez Seojuna – grymasowi wymalowanemu na jego twarzy oraz niezadowoleniu słyszalnemu w wypowiadanych przez niego słowach. Mógł tylko wyobrazić sobie, z jakimi myślami bił się brunet, a lubił sobie wmawiać, że poznał Seojuna na tyle dobrze, by wyłapać w jego zachowaniu mechanizmy obronne, do których swego czasu przywykł. Głupie przepychanki słowne z dziewczyną po prawej stronie bruneta mogły znaczyć tylko jedno – on sam w końcu był niegdyś ich odbiorcą – że łączyło ich coś znacznie więcej, a kobieta za wszelką cenę starała się ukryć Kima, jakby był jej brudnym sekretem.
      O ironio losu, karma naprawdę istniała. I dobrze. Seojun zasługiwał na wszystko, co w tej chwili serwował mu los.
      — Widzę, że mimo poddania próbie czasu żadne z was się nie zmieniło — dodał pod nosem, kiedy usłyszał wypowiedź Minsoo. Każde z tej trójki było siebie warte. Lee mógł udawać, że jego wysoki poziom moralny wynosi go ponad innych, jednak był tak samo zepsuty jak reszta. Ari kolejny raz przybierała rolę dobrej dziewczynki tylko po to, by zapomnieć, kim był facet, z którym się tu zjawiła, jeśli tylko Minsoo czy Seojun kiwnąłby palcem.
      Seojun…
      Seojun dalej był zapatrzony w siebie i uważał, że zasługuje na to, na co tylko ma ochotę, bez względu na konsekwencje.
      Pośrodku stały jedynie dwa kieliszki, pozostawiając go bez wyboru. Różowy niósł ze sobą obietnicę chwiejnego chodu i rozwiązanego języka. Chwycił więc oba – jeden dla siebie, drugi dla faceta Ari – i bez zastanowienia wypił zawartość swojego.
      Alex skinieniem głowy podziękował blondynowi, wolną dłonią łapiąc szkło. Lewą rękę dalej opierał na ramieniu Ari, a gdy tylko wyczuł, jak jej drobne ciało zesztywniało po wypowiedzianych przez Minsoo słowach, zaczął delikatnie masować spięte mięśnie. Dawał jej tym samym do zrozumienia, że ani trochę nie przejmuje się młodszym Azjatą, toteż odpowiadanie mu uważa za zbędne.
      — Za dawne czasy — wyszeptała, niepewnie przyglądając się Minsoo. Bo za co tak naprawdę pili? Co chłopak chciał osiągnąć, podstawiając pod jej nos miłość do bliźniego? Ta skończyła się lata temu, mimo prób z jej strony, by odbudować nadszarpnięte relacje. Nie chciała dopuścić do swojej podświadomości myśli, że brunet kolejny raz chciałby ją zranić. Bo po co? Zniknęła z jego życia dokładnie tak, jak sam o to poprosił, więc co miały na celu jego słowne zaczepki?
      Mimo to wypiła alkohol, nie przerywając kontaktu wzrokowego. A gdy oboje odstawili kieliszki w tym samym czasie i ich dłonie się musnęły, nie cofnęła ręki.

      Ari, Alex&Sunghoon

      Usuń
    20. Seojun przeniósł zirytowane spojrzenie na blondyna. Dopiero wtedy naprawdę uważnie przyjrzał się jego twarzy. Wyglądał dokładnie tak, jak zawsze — dobrze, too good for his own good. Ale jego piorunujący wzrok i prześmiewczy ton nie wywoływał w Kimie takich emocji jak kiedyś, a przynajmniej nie takich, jakich Sunghoon mógł od niego oczekiwać. Bo Seojun również rościł sobie prawo do stwierdzenia, że zna chłopaka jak własną kieszeń. Byli w końcu niegdyś dobrymi przyjaciółmi.
      — A ty się zmieniłeś? — zapytał.
      Miał rację, wszyscy byli siebie warci. Ale on włącznie. Manipulant, który dla własnej rozrywki i z premedytacją bawił się niewinnymi i naiwnymi sercami, badając ich granicę i sprawdzając, jak daleko może posunąć się we własnym okrucieństwie. Lubił patrzeć na cudze cierpienie.
      A Seojunowi nie umknęła satysfakcja w jego oczach.
      — Nie wydaje mi się.
      Po drugiej stronie stolika Minsoo właśnie odkładał pusty kieliszek. Widział, że Ari jest spięta i pożałował swoich wcześniejszych słów. Starał się wciąż utrzymać rozbawiony ton, ale być może irytacja obecnością Alexa sprawiała, że mimo wszystko wcale nie wypadał na tak swobodnego, jakiego chciał udawać.
      — Chciałbym, żebyśmy porozmawiali — szepnął do jej ucha.
      Raz kozie śmierć.
      Przy stoliku numer trzy Yuri właśnie spoglądała przez ramię, śledząc uważnie wzrokiem blondyna. Była osobą, która rzadko kiedy pozwalała sobie na osąd. Na ogół częściej okazywała zrozumienie, niż irytację, i prawdopodobnie nie zdarzyło jej się kiedykolwiek pomyśleć, że kogoś nienawidzi. Sunghoona też nie nienawidziła, mimo wszystkiego, co jej zrobił. Ale mimo to w jej sercu wezbrała wściekłość.
      Minęły lata. Han Yuri już nie była niewinnym gołąbkiem, który dawał wiarę we wszystko, co usłyszał. Nigdy nie można jej było zarzucić braku inteligencji, ale naiwność plasowała się na szczycie listy jej cech charakteru. Już nie. She’s got herself a little bit of gumption.
      — Zaraz wracam — powiedziała tylko i podniosła się z miejsca.
      W chwilę później już stała przy blondynie.
      — Hej, Sunghoon, pamiętasz mnie? — zapytała, krzywiąc się lekko. — Pamiętasz ostatnią naszą imprezę Plotkary? Pamiętasz, jak popchnąłeś mnie na ścianę? Pamiętasz, jak… — Jej głos lekko się załamał, a oczy zaszkliły. — Jesteś kompletnym zerem, Ahn Sunghoon. Tylko chciałam ci przypomnieć.
      A potem wymierzyła mu siarczysty policzek. Seojun wybuchnął śmiechem.
      — Hej, jak już mówiłeś, żadne z nas się nie zmieniło.

      Seojun, Minsoo, Yuri

      Usuń
    21. Sunghoon zaśmiał się sucho, wysłuchując wyrzutów Seojuna. Zabawne było, jak bardzo Kim chciał mu coś udowodnić – pokazać, że Ahn wcale nie był lepszy od nich, że sam był fundamentalnie złym człowiekiem. Zupełnie jakby sam zainteresowany nie zdawał sobie z tego sprawy.
      — A czy ja kiedykolwiek udawałem, że jestem inny? — odpowiedział ze stoickim spokojem, bo nawet jeśli bliska obecność Seojuna miała na niego jakikolwiek wpływ, nie mógł tego po sobie pokazać.
      Alex co chwilę spoglądał to w lewo, to w prawo, wyłapując co drugie słowo z dyskusji i tym samym nie mając pojęcia, o czym tak naprawdę rozmawiano. A że sam nie udzielał się przy stole, uznał to za idealną wymówkę, by oddalić się na kilka minut.
      Do tego widział zakłopotanie wymalowane na twarzy Ari, gdy Minsoo zadał jej pytanie. Kang ufał dziewczynie, bo ta nie dała mu żadnych powodów, by traktował ją inaczej. Mimo ich związku brunetka dalej zasługiwała na prywatność, a ostatnim, czego chciał Alex, było to, by ktokolwiek ze zgromadzonych pomyślał, że on jej tę prywatność ogranicza. Odsunął więc krzesło, złożył na skroni dziewczyny delikatny pocałunek i oddalił się w głąb sali.
      Ari doceniała to, że Alex zawsze wiedział, czego w danej chwili potrzebowała – niezależnie od tego, czy mówiła o tym głośno, czy komunikacja kończyła się na gestach. Tak też było tym razem. Przy stole każdy zdawał się zajęty samym sobą bądź swoją osobą towarzyszącą, więc Ari skrzyżowała spojrzenie z Minsoo, a usta wykrzywiła w nieśmiałym uśmiechu.
      — Więc porozmawiajmy — odpowiedziała szeptem, ledwo słyszalnym w zgiełku sali.
      Kolejne słowa wypowiedziane przy ich stole nie były ostrożne ani ciche. Wprost przeciwnie – niosły się po sali, zwracając na siebie uwagę każdego wokół. Gdy drobna dłoń zatrzymała się na dłoni Sunghoona, słyszeć musiała to już cała sala.
      — Yuri… — zaczął, łapiąc ze stołu serwetkę, kiedy na języku poczuł metaliczny posmak. — Pamiętam, że bardzo lubiłaś naginać prawdę o tym, kim jesteś, że miałaś słabą głowę, a na imprezach lubiłaś sięgać po kolejne lampki szampana. — Zmrużył nieco oczy, jakby chciał przywołać wspomnienia. O tym, że Yuri była impulsywna, wiedział od dawna, ale nie sądził, że jest też na tyle głupia, by wywoływać scenę. — Pamiętam też, gdzie stoi ochrona, jeśli chciałabyś, by wskazali ci drogę do wyjścia.

      Ari & Sunghoon

      Usuń
    22. Soyoung bardzo wyraźnie usłyszała słowa Seojuna, nie było aż tak głośno, by gwar mógł go zagłuszyć i mimo palcy wbijających się w jej skórę, momentalnie podniosła wzrok i spojrzała na niego, choć jego uwaga pokierowała się dalej.
      Była jednocześnie zła, rozgoryczona. I za to miała ochotę dać mu w twarz, tak by ta solidnie go zapiekła, tak solidnie, że na długo zapamiętałby ten gest. Z drugiej zaś chciała wszystko sobie z nim wyjaśnić, porozmawiać jak ludzie, a nie rzucać na prawo i lewo docinkami. udawać, że nic nigdy się nie wydarzyło. I przez to miała ochotę by to nie dłoń Jihoona spoczywała na jej plecach, tylko jego.
      Chyba, że komentujesz to, co wydarzyło się pomiędzy nami.
      Uderzyły ją te słowa, wbiły się głęboko jak uporczywa drzazga, której nie było można wyciągnąć. Sięgnęła więc po białego drinka, którego jej podsunął i wypiła go duszkiem na raz, lekko się krzywiąc przy tym.
      — Idę do łazienki. — Stwierdziła odstawiając kieliszek na blat z cichym stukotem, powoli podnosząc się z krzesła.
      — Przy okazji zmyj tą szminkę, wygląda tanio. — Jihoon nie był subtelny, ta nie leżała w jego naturze i Soyoung wyczuła to już podczas pierwszego ich spotkania. Myślała, że lepiej będzie radziła sobie z jego charakterem, ale jego uwagi niekiedy wybijały ją z rytmu. Nikt nigdy wprost nie komentował tego jak wygląda, co na siebie zakłada, jak ma siedzieć i się odzywać. Zacisnęła mocniej zęby i krótko skinęła głową. Ignorowała dramaty i rozmowy pozostałych osób skupionych przy stoliku. nie miała głowy do cudzych dramatów.
      — Któraś z was ma ochotę dołączyć? — zaproponowała Ari i Yuri, ignorując że ich uwaga skupiona była na konkretnych osobach.

      Jihoon natomiast wypił niespiesznie żółty drink, którego smak pozostawiał wiele do życzenia. Gdy Soyoung ruszyła w kierunku łazienki. Przeniósł wzrok na Alexandra.
      — Wspomniałeś, że jesteś lekarzem, w którym szpitalu, bądź klinice można cię znaleźć? — Jako, że sam poniekąd robił w tej branży, prowadząc z ojcem firmę zajmującą się sprzętem medycznym, wydał mu się jedyną ciekawą osobą, z która mógłby porozmawiać na poziomie.

      Soyoung

      Usuń
    23. Ku własnemu zaskoczeniu, kolejne kilkanaście minut minęło zaskakująco spokojnie. Przynajmniej dla niego, bo określanie tym mianem pozostałych rozmów byłoby sporym niedopowiedzeniem. Yosoo chwilowo nie czuł potrzeby dokładania do tych idiotyzmów ani jednego słowa. Oparł się wygodniej o tył krzesła, leniwie obracając w dłoniach kieliszek, i z nieukrywaną satysfakcją obserwował, jak ciężar dyskusji płynnie przenosił się na pozostałych.
      Przyglądanie się z boku temu, jak inni próbowali błyszczeć, przekrzykiwać się albo udowadniać coś ludziom, dla których absolutnie nie powinni się starać, wydało mu się nagle wyjątkowo zajmujące.
      Byli w tym zadziwiająco przewidywalni. Wszyscy, oczywiście, ale póki co… nie chciał wrzucać samego siebie do tego worka. Jeszcze nie. Kącik jego ust uniósł się odrobinę. Nie trwało to jednak długo, bo to właśnie wtedy kątem oka dostrzegł znajomą sylwetkę.
      Yuri. Yosoo zdążył jedynie przenieść spojrzenie na Sunghoona, a sekundę później do jego uszu dotarł odgłos otwartej dłoni uderzającej w policzek. I szczerze? Nawet nie próbował ukryć satysfakcji. Od dawna uważał, że ten cios był wyjątkowo mocno spóźniony.
      Doskonale pamiętał, co wydarzyło się między Sunghoonem a Yuri. Nie byli z dziewczyną szczególnie blisko, nigdy nie należała do grona ludzi, z którymi utrzymywał regularny kontakt, ale niektóre historie zostawiały po sobie ślad niezależnie od tego, jak niewiele miało się z nimi wspólnego.
      Oparł łokieć o stół i spojrzał na Sunghoona z tą charakterystyczną i irytująco spokojną miną, którą przybierał zawsze, gdy świadomie dolewał oliwy do ognia.
      — Przestań — zadrwił cicho, kręcąc z politowaniem głową i odruchowo dolewając sobie alkoholu do kieliszka. To… tyle byłoby z ustaleń, że nie wleje tego dziś do ust. — Przyjmij to chociaż z odrobiną godności. Poważnie wygrażasz jej teraz ochroną? Miałem o tobie lepsze zdanie.

      yosoo

      Usuń
    24. Muzyka nagle się urwała. Chwilę później przez salę przetoczył się niski, przeciągły dźwięk gongu, odbijając się echem od wysokiego sklepienia. Jak na niewidzialny rozkaz między stolikami ponownie pojawili się kelnerzy i kelnerki. Z wprawą zabrali opróżnione kieliszki oraz szklane karuzele, na których jeszcze przed momentem wirowały kolorowe drinki. W ich miejsce ustawili szklaną kopułę osadzoną na złotej podstawie. W jej wnętrzu spoczywała pojedyncza czerwona koperta.

      — Mam nadzieję, że smakowało. — W głośnikach ponownie rozbrzmiał rozbawiony głos. — A teraz przejdźmy do tej ciekawszej części wieczoru. Bo przecież nie sądziliście, że chodziło wyłącznie o kolorowe drinki, doprawione odrobiną dobrej zabawy? Sprawdźcie, ile i jakich kieliszków opróżniliście. Każdy kolor niesie za sobą... małą konsekwencję. Nie martwcie się. Jeszcze nikt od tego nie umarł. Chyba. A jeśli tak, to powrócił do życia. — Krótki śmiech poniósł się po sali. — Różowy. Och, różowy jest moim ulubionym. Za trzy różowe kieliszki każdy pijący musi pożegnać się z trzema elementami garderoby. Marynarka, krawat, szpilki, biżuteria... Sukienka. Wybór należy do was. Choć im odważniejszy, tym ciekawsze zdjęcia. Niebieski. Miłość do bliźnich, pamiętacie? Cóż... Pocałujcie dowolną osobę przy swoim stoliku. Nie w policzek. Nie oszukujcie. Stać was na odrobinę zaangażowania. Żółty. Skoro świat wydaje się taki piękny, odpowiedzcie na jedno proste pytanie. Kto jest najatrakcyjniejszą osobą przy waszym stole? Nie wypada? Tym gorzej. Szczerość zawsze jest bardziej interesująca niż dobre maniery. Biały... Ach, biały. Podzielcie się z kimś przy stole swoim sekretem. Takim, którego wolelibyście nigdy nie wypowiadać na głos. A jeśli odmówicie... cóż. Ja zrobię to za was. — Zapadła krótka, wymowna cisza. — I na koniec czerwony. Wskażcie osobę, z którą najłatwiej byłoby wam zdradzić swojego partnera. A jeśli go nie macie... wybierzcie kogoś, z kim najchętniej popełnilibyście ten błąd.

      Rozległ się dźwięk stukających o siebie kieliszków.

      — No już. Nie spoglądajcie z takim oburzeniem. Sami zgodziliście się zagrać... No, prawie. Miłej zabawy!


      Zawartości kieliszków:
      Różowy X-Rated Fusion Liqueur: Likier na bazie francuskiej wódki, 47% alkoholu. O smaku krwistej pomarańczy, mango, marakui i wiśni.
      Niebieski Hpnotiq: Likier na bazie francuskiej wódki i koniaku, 17% alkoholu. Smak tropikalnych owoców z nutami cytrusów. MDMA
      Żółty Yellow Chartreuse: Francuski likier ziołowy, 43% alkoholu. Smak ziołowy, miodowy, korzenny i lekko anyżowy. Cannabis
      Biały Clase Azul Plata Premium tequila blanco, 40% alkoholu. Smak gładki, z nutami cytrusów, wanilii i słodkiej agawy. Cocainum
      Czerwony Campari Włoski gorzki likier, 25% alkoholu Smak gorzko-słodki, z wyraźnymi nutami gorzkiej pomarańczy, ziół i przypraw. Speed

      Usuń
    25. Wiedziała bardzo dobrze, że Sunghoon był doskonałym manipulantem i nawet teraz nie powiedział niczego, co było nieprawdą — bo faktycznie okłamywała kiedyś wszystkich wokół siebie, miała słabą głowę i na poprzedniej imprezie właśnie ten fakt zagwarantował jej zrobienie z siebie kompletnego pośmiewiska. Niemniej tym razem przy stoliku niektóre osoby znały prawdę i tylko to uchroniło ją przed powtórzeniem błędów. Spojrzała z wdzięcznością w kierunku Yosoo, zanim wzrokiem wróciła do Sunghoona.
      — Dokładnie. I nie wytykaj mi kłamstw, jeśli sam żyjesz ułudą.
      — A myślałem — wtrącił Seojun — że jesteś zbyt dumny na takie zagrywki. Kiedyś byłeś.
      Oczywiście pił do ich relacji. Jej kresem pozostawał w końcu fakt, że Seojun nie mógł upublicznić ich związku ze względu na rodzinę. Sunghoon, będąc Sunghoonem, odmówił Seojunowi tymczasowego układu, który zakładał ich wspólny wyjazd do Los Angeles. Od tej chwili nie widzieli się dwa lata.
      Minsoo spoglądał po twarzach osób przy ich stole. Kłótnia wytrąciła go odrobinę z równowagi i na pewno atmosfera, która tutaj zapanowała, nie dawała mu odpowiedniego tła do przeprowadzenia rozmowy z Ari. Pokręcił więc lekko głową na jej słowa i spojrzał w jej oczy, a z jego ust zniknął rozbawiony uśmiech.
      — Nie tutaj — szepnął równie cicho. — Potem.
      Po drugiej stronie stołu Soyoung podniosła się z miejsca.
      — Idę do łazienki. Któraś z was ma ochotę dołączyć?
      Yuri nie odpowiedziała na zadane pytanie. Nie z premedytacją, ale dlatego, że wciąż dyszała lekko, próbując zapanować nad buchającymi wewnątrz emocjami, i po prostu w ferworze tego, co się wokół niej działo, zwyczajnie jej nie dosłyszała. Niemniej Seojun dokładnie zarejestrował słowa, które padły z ust narzeczonego Soyoung, kiedy tylko ta wstała.
      — Co ty do niej powiedziałeś? — warknął, nachylając się nad stołem, by spojrzeć na mężczyznę. — Pytam, bo chciałbym się upewnić, że się nie pomyliłem. Przy okazji zmyj tą szminkę, wygląda tanio? Tak to było?
      Jihoon nie zdążył mu jednak odpowiedzieć. W tej samej chwili przez salę balową przetoczył się donośny dźwięk gongu, po którym rozległ się komunikat dotyczący gry, w którą, chcąc nie chcąc, musieli zagrać.

      Seojun, Minsoo, Yuri

      Usuń
    26. W tej samej chwili przy Ari pojawił się jeden z pracowników obsługi. Nachylił się dyskretnie i przekazał jej krótką wiadomość, wyjaśniając, że Alex został pilnie wezwany do szpitala. Z uwagi na nagłość sytuacji otrzymał wyjątkową zgodę Plotkary na opuszczenie przyjęcia przed jego zakończeniem. Kelner dodał również, że Alex prosił przekazać Ari, iż życzy jej udanej zabawy i poprosił, aby dała mu znać, gdy tylko sama opuści wydarzenie. Niestety, na tym dobre wiadomości się kończyły. Tak jak pozostali uczestnicy zabawy, sama miała pozostać na sali aż do oficjalnego zakończenia imprezy.

      Usuń
    27. — To jakiś pieprzony żart — jęknął, odchylając się niebezpiecznie na krześle. Przez dłuższą chwilę utrzymywał spojrzenie na suficie, zastanawiając się, jakim cudem ponownie dał się wkręcić w ten gówniany spektakl. Ostatnie czego mógł sobie życzyć, to podrzucać pod nos Plotkary nowe, gorące tematy. Zupełnie tak, jak gdyby sama nie wykopywała ich spod ziemi wystarczająco sprawnie. — Kurwa.

      Zrobiło mu się nagle niewytłumaczalnie gorąco. Szukał powodu tej reakcji, była wszakże równie zaskakująca jak to absurdalne zadanie, które przypadło mu w udziale na własne życzenie, ale… nie znajdował póki co niczego, czego mógłby się chwycić. Irytował się… Irytowało go wszystko, fragmenty cudzych rozmów, znajome spojrzenia wbite w niego z oczekiwaniem, które ciążyło bardziej niż cokolwiek innego. Najbardziej rozpalała go jednak ta przeklęta, zawstydzająca świadomość,, że na pytanie Plotkary istniała tylko jedna uczciwa odpowiedź. Ta myśl ścisnęła go od środka znacznie skuteczniej niż alkohol, bo doskonale wiedział, że niektóre imiona, raz wypowiedziane na głos, potrafią wyrządzić więcej szkód niż najgorsze kłamstwo.
      Przeczesał dłonią włosy i z głośnym westchnieniem, ponownie usiadł prosto. Mógł przeciągać tę chwilę w nieskończoność, udawać, że nie usłyszał pytania albo spróbować obrócić je w żart, ale doskonale wiedział, że byłaby to strata czasu. Plotkara nie zadawała pytań dla samej przyjemności ich zadawania. Jeśli czegoś chciała, prędzej czy później i tak to dostawała. Yosoo nie miał najmniejszej ochoty dokładać do tego wieczoru jeszcze większego bałaganu. Zbyt dobrze znał jej metody, żeby łudzić się, że milczenie albo wymijająca odpowiedź pozwolą mu wyjść z tego obronną ręką.
      Raz, dwa, trzy. Co mogło się stać?
      — Min Ari — wypalił w końcu, opierając czoło na blacie stolika. — Przespałbym się z Min Ari.

      yosoo

      Usuń
    28. Z jednej strony przy stoliku panował spokój – dla niego. Nie spodziewał się, że będzie miał szansę spędzić te kilka, kilkanaście minut, jako bezwstydny gap, bo wyszło na jaw, że Seojun oczywiście nie tylko im zaszedł za skórę, ale i wielu innym osobom; i vice versa.
      Delikatny, dopiero co zaczynający swoje działanie drink pozwalał mu na wygodne usadzenie się na swoim miejscu, raz po raz spoglądając na Yosoo - zachowującego zaskakujący go spokój, przynajmniej w porównaniu z obrazem sprzed chwili - i na resztę towarzystwa, które nieplanowanie rozrosło się jeszcze o Yuri. Najwidoczniej znająca Sunghoona. Którego Soo również znał? Tak samo Yuri, chociaż Yechanowi te imiona nigdy nie przewinęły się w jakkolwiek bliższym otoczeniu.
      Chyba to przede wszystkim nadążenie za szybko narodzonym kwasem, który pojedynczo wylewał się z każdej z osób biorących udział w kłótni. Nagłe włączenie się w to siedzącego obok chłopaka skonfundowało go na tyle, że mimo panującej gęstej, atmosfery, nieznacznie się do niego przysunął, wykradając krótki moment w zamieszaniu
      — Ale kto to w ogóle jest, skąd wy się znacie? — za pytaniem stała czysta ciekawość i próba połączenia kropek, które pojawiły mu się przed oczami, wstępnie kompletnie do siebie nie pasując i rozpraszając mu obraz, który już i tak wydawał się wystarczająco zagmatwany.
      Nie spodziewał się jednak, że szybko, o ile w ogóle, dostanie odpowiedź, kiedy harmider panujący na sali został zagłuszony nagłym ogłoszeniem Plotkary.
      Jakże dla niego zadowalającym, już od pierwszych zdań, przy których uświadomiono mu, że może faktycznie mógł celować w coś innego, niż ten niegroźny, rozwiązany język. Teraz wymagający od niego rozplątywania czegoś innego, jeśli nie chciał czuć na karku oddechu organizatorki imprezy.
      Ledwo zdążył się pogodzić z tym faktem, z dłonią przy skroni, kombinując, jakie miał w ogóle opcje. (aż żałował niewzięcia przeklętych okularów, w których prawie nigdy nie wychodził z domu, bo teraz mogłyby okazać się dla niego zbawienne), a z kolei ostatnie słowa Plotkary wybudziły go z zastygnięcia, automatycznie spoglądając na Yosoo, kiedy treść zadania wydawała się idealnie stworzona pod niego.
      Chociaż chyba fakt, że ten odpowiedział tak szybko, zdziwił go jeszcze bardziej, podobnie wbijając go w zajmowane krzesło, ze wzrokiem przeskakującym między niespodziewanie połączonymi ze sobą imionami
      — No… — pierwsze, wypowiedziane przez niego słowo nie grzeszyło inteligencją, podczas gdy dłonie sięgały do marynarki, aby móc pozostawić ją na oparciu krzesła — …Fair game, szczerze — przyznał otwarcie, wykorzystując lekkie wzruszenie ramion do całkowitego zdjęcia górnej części garnituru. Bo w końcu czy miał prawo się oburzyć? Zrobić jakikolwiek wyrzut Yosoo, który i tak - niezależnie od tego, co stało za odpowiedzią - wyglądał, jakby był gotowy wbić zęby w stolik, byleby mieć to już z głowy.
      Nie miał prawa, mając swoje na karku.
      Oraz było wiadome, że i jego homoseksualne oko było w stanie przyznać urodę Ari. I jej trafianie do gustu Yosoo.

      yechan

      Usuń
    29. Słowa Jihoona nie były niczym nowym. Nieprzyjemne, niepotrzebne, rzucone tylko po to, żeby zaznaczyć swoją pozycję. Komu innemu odpowiedziałaby czymś równie kąśliwym. Jego wolała zignorować, by nie wywołać innej, mało wygodnej dyskusji, zwłaszcza, że jej powód siedzi obok.
      Co ty do niej powiedziałeś?
      Pytanie przecięło rozmowy przy stole tak nagle, że nawet ona znieruchomiała. Palce zdążyły już zacisnąć się na oparciu krzesła, nogi wykonały jeden krok w kierunku toalet. Nie odwróciła głowy od razu. Najpierw zesztywniały jej barki, później palce mimowolnie mocniej zacisnęły się na krześle, jakby organizm potrzebował czegoś stabilnego, zanim umysł nadąży za tym, co właśnie usłyszał.
      Ostatnie tygodnie nie pozostawiły po sobie nic poza niezręczną ciszą i setką pytań bez odpowiedzi. Ignorował ją, a teraz nagle postanowił zabrać głos w jej sprawie? Dlaczego? To uderzyło w nią mocniej niż sama uwaga Jihoona.
      Nie rozumiała go. Potrafił z dnia na dzień bez większego wyjaśnienia zniknąć z jej życia, a jednocześnie nie potrafił spokojnie siedzieć i patrzeć, jak ktoś ją obraża. Nie można było odsunąć jej od siebie, zostawić, a potem odruchowo rzucać się jej na pomoc, jakby nadal miał do tego jakiekolwiek prawo.
      Poczuła znajome ukłucie złości. I, co gorsza, ulgę. Gdzieś głęboko, jakaś irracjonalna część niej odetchnęła, słysząc, że jednak zareagował, że nie jest mu to kompletnie obojętne.
      — Po tym, co wydarzyło się półtorej miesiąca temu, sądziłem, że wiesz gdzie kończą się twoje kompetencje. — Jihoon nawet nie podniósł głosu. Poprawił mankiet koszuli, jakby rozmowa dotyczyła pogody. — Poza tym, moja narzeczona nie potrzebuje adwokata. — dodał.
      Soyoung wzięła powolny oddech. Przytrzymała powietrze w płucach, po czym obróciła się nieco w stronę Seojuna, próbując odnaleźć jego spojrzenie. Widziała w jakim był stanie i rozumiała, że Jihoon próbował go sprowokować. To nie była dobra mieszanka.
      Pokręciła minimalnie głową, jakby próbowała dać mu znać, by nie reagował, by był ponad uszczypliwości Jihoona.
      Gdzieś poza nią działo się wszystko inne, głos Plotkary, odpowiedzi pozostałych gości przy stoliku.

      Soyoung

      Usuń
    30. Sunghoon miał całkowitą rację, stwierdzając w myślach, że Seojun uważa, że zasługuje na to, na co ma ochotę, bez względu na konsekwencje. Nawet teraz rościł sobie, nie do końca świadomie, nierealistyczne prawa do Soyoung. Bo tak naprawdę nie stawał w tej chwili jedynie w obronie jej honoru — jego irytacja osobą Jihoona istniała, bo ten posiadał coś, co powinno przypaść jemu. Dopiero w drugiej kolejności skupiał się na jego słowach. Znienawidził go od chwili, gdy na niego dzisiejszego wieczoru spojrzał. Nie, znienawidził go w momencie, w którym dowiedział się, że Jihoon istnieje, na długo przed tym, nim zobaczył jego twarz.
      — Jak to, narzeczonego?
      — Tak, Seojun. Soyoung ma narzeczonego. Mówiłam ci, żebyś był ostrożny i miałam na myśli to, abyś był ostrożny. Nie mam pojęcia, jak Parkowie zamierzają się usprawiedliwić przed rodziną Jihoona, ale o tym narzeczeństwie w Korei jest głośno od miesięcy. A przede wszystkim nie wiem, jak my wytłumaczymy się przed Parkami. Zrobiliście z Jihoona idiotę, obydwoje. A Soyoung zrobiła idiotę z ciebie.

      Nie miał pojęcia, jak daleki był od prawdy, twierdząc, że dziewczyna zabawiła się nim z prementycją. Nie wiedział o jej łzach, sprzeciwie i czerwonej prędze na policzku, skrytej pod wieczorowym makijażem. Jej obojętność przy stoliku odbierał jako wstyd. Bo mierzył ją swoją miarą.
      Ale to niczego w tej chwili nie zmieniało.
      Seojun tylko na chwilę uniósł wzrok, by skrzyżować z nią spojrzenie. Nie rozumiał niemej prośby w jej oczach, by przestał, ale to właśnie ta drobna iskierka strachu w jej obliczu spowodowała, że nie już nie mógł odpuścić. I pierwszy raz w ciągu tych siedmiu tygodni poczuł lekką wątpliwość co do historii, którą mu przedstawiono, a idąc dalej, w obrazek, który oglądał tuż obok siebie od rozpoczęcia wieczoru.
      — Za to wiem, gdzie się zaczynają. — Gdy ponownie spojrzał na Jihoona, jego usta rozszerzyły się w uśmiechu, który nie miał nic wspólnego z rozbawieniem. — Dokładnie tam, gdzie jeszcze nie dotarłeś. Nie?
      — Min Ari. Przespałbym się z Min Ari.
      Po drugiej stronie stołu Minsoo również kipiał z wściekłości. Ze skupieniem świdrował Yosoo wzrokiem, a gdyby spojrzeniem dało się zabijać, Yechan zamiast się rozbierać, mógłby zajmować się przygotowaniami do pogrzebu swojego chłopaka. Mimo to Minsoo nie powiedział ani słowa. Przez chwilę nawet zapomniał o zadaniach, które przed nimi postawiono.
      Me and you both, I guess?

      Seojun i Minsoo

      Usuń
    31. Przez krótką chwilę nikt się nie odezwał. Powietrze zgęstniało do tego stopnia, że Soyoung czuła, że mogłaby wyciągnąć rękę i poczułaby je pod palcami. Miała wrażenie, że wszystko wymyka jej się spod kontroli. Nie sama kłótnia, ale to, że przestaje być jej uczestnikiem. Jeszcze chwilę temu chodziło nią. O jedno głupie zdanie rzucone przez Jihoona. O jej usta, jej szminkę, jej godność. A teraz stała między nimi, podczas, gdy oni wymierzali sobie słowne ciosy, wykorzystując ją jako argument.
      Nienawidziła tego.
      Powoli wyciągnęła dłoń w stronę Seojuna. Opuszki palców ledwie musnęły materiał jego marynarki, tuż nad łokciem. Dotyk był krótki. Niemal ostrożny. Bardziej odruchowy niż świadomy.
      — Wystarczy. — powiedziała cicho. Bez pretensji, bez czułości. Było to skierowane do niego, ale równie dobrze mogło wybrzmieć dla nich obu. Chciała żeby przestali.
      Jihoon dostrzegł ten gest natychmiast i właśnie on ugodził go bardziej niż jakiekolwiek słowa, które padły do tej pory. Nie spojrzała na niego. Nie próbowała go uspokoić. Nie dotknęła jego ramienia. Wyciągnęła rękę do Seojuna. Na ułamek sekundy, ale wystarczyło.
      — Cóż — odezwał się w końcu z tą samą nienaganną uprzejmością. — Widzę, że niektórym trudno zapamiętać, gdzie jest ich miejsce. — Przeniósł wzrok na Seojuna. — Ale spokojnie. Jeszcze można bardzo łatwo wymazać z tego zdania.
      Uśmiechnął się niemal niezauważalnie, ale wystarczająco bezczelnie.
      — Zwłaszcza, że wkrótce będzie po prostu moją żoną.
      Coś w Soyoung powoli pękało.
      Wzrok miała wbity w przestrzeń przed sobą. Mięśnie na twarzy nerwowo pulsowały. Jej drobne dłonie zwinęły się w pięści. Miała ochotę wydrapać mu oczy i wsadzić mu te zaręczyny bardzo głęboko. Nie zrobiła tego tylko i wyłącznie przez wzgląd na swojego ojca i jego surowy ton, który wciąż echem odbijał się w jej głowie. Nie chciała przysporzyć mu kolejnych problemów i doprowadzić do rozczarowania, ale Jihoon przeginał i czuł się zbyt pewnie, tylko dlatego, że została przyłapana na zdradzie.
      — Nie jestem żadnym jeszcze. Nie jestem etapem przejściowym ani trofeum, które ktoś sobie odbiera. Radzę ci to jak najszybciej zapamiętać. — Wytknęła, w końcu zatrzymując zimne spojrzenie na Jihoonie.

      Soyoung

      Usuń
    32. Może gdyby Jihoon odwrócił się do Soyoung, przytaknął jej, wyciągnął do niej dłoń, by zamknąć ją w ramionach i przeprosić, skończyłoby się to wszystko inaczej — na tej krótkiej, bezczelnej wymianie zdań i kilku zimnych spojrzeniach później. Ale jego reakcja na słowa dziewczyny przechyliła czarę cierpliwości, której Seojun i tak posiadał tego wieczoru niewiele. Jihoon spojrzał na nią, a krzywy, bezczelny uśmiech mieszał się na jego twarzy z grymasem obrzydzenia, w ciemnych oczach iskrzyło rozbawienie.
      Wiedział, że ma ją w garści.
      Seojun mógł sobie wmawiać, że los Soyoung pozostawał mu obojętny, mógł nie zwracać na nią uwagi i traktować ją z nieprzyjemnym chłodem, ale prawda była taka, że przez ostatnie półtora miesiąca dowiedział się wszystkiego, czego tylko mógł o jej przyszłym mężu. Chciał wiedzieć, z jakim człowiekiem Soyoung wiła sobie gniazdko, o którym z tak olbrzymią łatwością przyszło jej zapomnieć, gdy pierwszy raz się spotkali.
      Nie trwało to długo. Wystarczyło, że wzrok Jihoona spoczął na Soyoung, a już kilka sekund później jego krzyk przebił się przez dudniącą muzykę. Pięść Seojuna wystrzeliła do przodu. Pierwszy cios. Drugi. Trzeci. Dopiero gdy mężczyzna zachwiał się na krześle, a czyjaś dłoń zacisnęła się na jego ramieniu, Seojun znieruchomiał.
      — Nie będzie twoją żoną — powiedział, wyrywając się z cudzego uścisku. Machinalnym ruchem poprawił marynarkę. — Nie, jeśli nie chcesz, żeby sprawa Nova Noir wyszła na jaw.
      Jihoon już zbierał się do oddania ciosu, ale na słowa o Nova Noir znieruchomiał. Seojun poczuł ulgę przepełniającą jego ciało, dziką satysfakcję, która momentalnie wpłynęła na jego twarz. Tak naprawdę postawił wszystko na jedną kartę, nie mając żadnej pewności, że Jihoon faktycznie był jakkolwiek zamieszany w ten skandal, bo dotarł jedynie do kilku marnych, urywających się poszlak. Ale reakcja mężczyzny mówiła więcej, niż to, czego potrzebował.
      — A teraz usiądź grzecznie. — Poklepał oparcie swojego krzesła. — Odetchnij głęboko. I przyzwyczaj się do tej myśli.
      Seojun odnalazł wzrok Soyoung. Wyraz satysfakcji zniknął z jego twarzy, zastąpiony przed wściekłość. Ból.

      Seojun

      Usuń
    33. Komunikat, który rozbrzmiał z głośników, rozbił jej wypełnioną nadzieją bańkę, w której dalej się znajdowała.
      Nie tylko naiwność, ale i głupota musiały nią kierować, kiedy przystała na zaproszenie i pojawiła się na imprezie. Powinna wiedzieć lepiej. Powinna zdać sobie sprawę, z czym to się wiązało i jakie niosło ze sobą konsekwencje. Każde jej wspomnienie związane z Nowym Jorkiem było powiązane z intrygami, od których nie mogła uciec, i kłamstwami, w których sieć dalej była wplątana. A jeśli chciała się od nich kiedykolwiek uwolnić – raz na zawsze – nie powinno jej tu być. Gra nigdy nie toczyła się na jej zasadach, a poziom kontroli był ledwie wystarczający do wykreowania żmudnej nadziei, że była kimś więcej, a nie jedynie pionkiem.
      Jednak była właśnie tu – w ogromnej sali, przyklejona do krzesła, gdy drobne dłonie ściskały serwetę na blacie stołu. Wszystko działo się tak szybko, ona jednak odczuwała to w zwolnionym tempie. Kolejne wspomnienia, o których usilnie starała się zapomnieć, powracały do życia.
      Sceny rozgrywały się przed jej oczami, przeszłość mieszała się z teraźniejszością, a serce zabiło szybciej, mocniej. Dech zatrzymał się w piersi.
      Pause, rewind, play.
      Zszokowało ją wyznanie Yosoo – jego bezpośredniość i szczerość – zupełnie jakby do zadania podszedł jak do zerwania plastra, im szybciej to zrobisz, tym mniej zaboli. Uśmiechnęła się w jego kierunku, za gestem nie kryła się jednak wdzięczność, a żal, nieme przepraszam mimo że to nie ona zmusiła go do odpowiedzi. Czuła się po części winna. To nie był komplement, a próba organizatorki, by upokorzyć chłopaka, namieszać w jego relacji, kolejny pokaz władzy, by kontrolować otoczenie. Ich.
      Zupełnie jak to, że Alex zniknął z wydarzenia, zmuszając ją do posunięcia się do czynów, do których nie powinna. Miała być uległa, miała się podporządkować i posłusznie wykonać zadanie tylko po to, by jakaś wariatka mogła napawać się satysfakcją. Jedyne, co mogła zrobić, to spróbować odzyskać chociaż część tej kontroli, a nie zacząć tańczyć tak, jak ktoś jej zagrał.
      Jej dłonie zacisnęły się na krawędzi stołu. Odepchnęła krzesło na tyle gwałtownie, że to, ocierając się o posadzkę, wydało głośny skrzyp, po czym bez zastanowienia zrobiła krok w lewo.
      Byli z Seojunem drużyną, o czym wiedział każdy, może dlatego nikt jej nie powstrzymał, gdy ułożyła dłoń na jego przedramieniu, odciągając bruneta, nim ten zdołał kolejny raz się zamachnąć. Byli przyjaciółmi, znali się od lat, więc normalne było, że chciała go uspokoić. Nikt nie zareagował, gdy odwróciła go do siebie, mimo że ten spojrzeniem uciekał w innym kierunku. Niegdyś był dla niej wszystkim, co znała, i mimo burzliwej przeszłości wiedziała, że może mu ufać, że zrozumie, dlaczego musiała to zrobić, dlaczego był jedynym logicznym wyjściem z beznadziejnej sytuacji.
      Ułożyła dłoń na jego policzku, pod palcami czuła rozgrzaną skórę, czuła, jak ściskał szczękę. Widziała jego rozszerzone źrenice i złość, jaka malowała się w jego spojrzeniu.
      Widziała również smutek, który za wszelką cenę chciał ukryć, ten cień emocji ukryty pod warstwą gniewu.
      Miała nadzieję, że mimo emocji, jakie nim szarpały, zrozumie, co nią kierowało.
      Przymknęła oczy i opierając drugą dłoń na ramieniu bruneta, przyciągnęła go do siebie. A kiedy ich twarze dzielił zaledwie centymetr, uśmiechnęła się i połączyła ich usta w pocałunku.
      ari, high like colorado

      Usuń
    34. Wszystko wydarzyło się zbyt szybko. Zobaczyła tylko, jak Jihoon odruchowo napina barki, jak przyjmuje kolejne gniewne ciosy, jak spluwa krwią z rozciętej wargi, jak mięśnie jego szczęki pracują pod skórą, gdy szykował się do oddania ciosu… i nagle, po ostrych, niemal dumnych słowach Seojuna, zamarł. Tak po prostu. Jakby ktoś jednym zdaniem odciął dopływ powietrza.
      Słowa o Nova Noir jeszcze nie zdążyły wybrzmieć do końca, a Soyoung miała wrażenie, że grunt usuwa się jej spod stóp. Patrzyła raz na Jihoona, raz na Seojuna dostrzegając w jego oczach nie tyle wściekłość, co ból.
      Wzrok cały czas przeskakiwał, na jednego. Potem na drugiego, jakby odpowiedź miała pojawić się sama, zapisana gdzieś między ich spojrzeniami.
      Nic… Tylko coraz więcej pytań.
      Skąd Seojun o tym wiedział?
      Czym było Nova Noir?
      Dlaczego Jihoon zareagował właśnie w ten sposób?
      I… dlaczego ona była jedyną osobą, która nie rozumiała ani słowa z padających teraz słów dotyczących najwyraźniej przeszłości jej przyszłego małżonka.
      Żołądek zacisnął się boleśnie.
      Nie znosiła tego uczucia. Nie znosiła niewiedzy. Jeszcze bardziej nienawidziła świadomości, żę wszystko działo się gdzieś obok niej, podczas gdy ona była przekonana, że od półtora miesiąca między nią, a Seojunem nie istnieje już absolutnie nic.
      Więc kiedy…? Kiedy zdążył…? Dlaczego szukał informacji na temat Jihoona? Dlaczego w ogóle jeszcze… Myśl urwała się gwałtownie.
      Min Ari.
      Dostrzegła jej ruch kątem oka. Nie zdążyła nawet zareagować. Dziewczyna stanęła przy Seojunie, ujęła jego twarz i pocałowała go. Świat na ułamek sekundy zamilkł. To nie powinno mieć dla niej znaczenia. Przecież nie byli razem, prawda? Nie miałą prawa czuć ukłócia w klatce piersiowej. Nie miała prawa zacisnąć szczęki tak mocno, że aż zabolały ją zęby. Nie miała prawa patrzeć na dłoń Ari spoczywającą na jego policzku z irracjonalną potrzebą, by ją odsunąć.
      A jednak… Zazdrość przyszła bez pytania o pozwolenie. Paląca. Brzydka. Niemal upokarzająca.
      Rozlała się po niej gwałtownie, mieszając z gniewem, który od kilku minut narastał pod skórą. Na Seojuna. Bo jak śmiał się wtrącać, gdy na siedem tygodni zostawił ją z ciszą i tysiącem niewypowiedzianych pytań. Na Jihoona, bo gdyby nie on… Gdyby nie to absurdalne narzeczeństwo, nieustanne kontrolowanie każdego jej kroku i traktowanie jej jak elementu rodzinnej umowy, żadne z nich nie znalazłoby się dziś w tej sytuacji. Na samą siebie, bo mimo wszystko, co wydarzyło się przez ostatnie tygodnie to nadal… bolało.
      I właśnie ten fakt najbardziej doprowadzał ją do szału.
      Łzy zapiekły pod powiekami.
      Zamrugała raz, potem drugi. Bezskutecznie. Obraz zaczął delikatnie się rozmywać.
      Nie. Nie teraz. Nie przy nich.
      Unosząc podróbdek, zrobiła pół kroku do przodu.
      — O czym on mówi? — Nie podnosiła głos, ten był zaskakująco spokojny, choć drżał przy krawędziach. — Co to jest Nova Noir? — Nie czekała jednak na odpowiedź. Odwróciła głowę w stronę Seojuna. W jej oczach po raz pierwszy od bardzo dawna błyszczały łzy. Nie spływały jeszcze po policzkach. Zatrzymały się na granicy, jakby nawet one walczyły z dumą swojej właścicielki.
      — A ty… — głos zadrżał ledwie zauważalnie. — Co to, do cholery, ma znaczyć?! — Ignorowała fakt, że wciąż przyklejony był do innej dziewczyny. Nie obchodziło jej, czy przeszkodziła teraz w jakimś słodkim momencie pojednania, czy czymkolwiek innym. Chciała wiedzieć, co się dzieje, choć miała nieprzemożną ochotę odwrócenia się na pięcie, i oddalenia, byle dalej od tego przeklętego stolika.

      Soyoung

      Usuń
  4. Stół #3 The One with the Missed Chances

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cameron wysiadając z auta spojrzał w niebo. Pojęcia nie miał co właściwie tutaj robi, kim jest Plotkara i skąd miała jego adres. Krótki research wystarczył, aby zaczął kręcić nosem. Nie odmawiał jednak imprezie. Żadnej nie odmawiał, a mając chwilowo wolny wieczór uznał, że równie dobrze może się tam pojawić i sprawdzić o co jest tyle szumu. Bez żalu oddał telefon i przeszedł dalej, po drodze zgarniając szampan. Lustrował wzrokiem otoczenie. Zastanawiając się, czy trafi na znajome twarze, aczkolwiek póki co nikt nie wyglądał tutaj znajomo. Nazwiska przy stole, który został mu przydzielony również brzmiały obco.
      Odnalazł swoje miejsce, ale jeszcze go nie zajął. Bez nerwów rozglądał się po Sali, której wnętrze było imponujące. Zapewne czułby się wyobcowany, gdyby nie bywał na zamkniętych imprezach wcześniej. Lub gdyby wyrwał się z innego świata. Kątem oka widział osoby, które wyglądały, jakby chciały się zapaść pod ziemię, bo nie wiedziały co ze sobą zrobić. Młode dziewczyny poprawiające materiał sukienek, który gniótł się od najmniejszego ruchu. Wciąż nie był pewien, czy to będzie jego towarzystwo, czy opuści przyjęcia wcześniej. Dawał jednak temu miejscu szansę. Popijał szampana w milczeniu i z niecierpliwością oraz nadzieją, że towarzystwo przy stoliku pojawi się prędzej niż później.

      Cameron

      Usuń
    2. Danielle bawiła się nerwowo palcami, gdy limuzyna podjeżdża pod hotel. Wpatrywała się w przyciemnianą szybę, w której widziała własne odbicie. Niepewne spojrzenie, lekko rozchylone pełne usta.
      Gdyby mogła, ominęła by imprezę organizowaną przez Plotkarę. Jedna, w której miała okazję uczestniczyć w zupełności by jej wystarczyła. Ale czy kiedykolwiek mieli wyjście?
      W drodze do hotelu jej myśli krążyły pomiędzy Namgim, którego była pewna, że dzisiejszego wieczoru spotka, a Minho który dzielnie siedział u jej boku. Nie wiedział na co się zgodził, ale była mu wdzięczna za towarzystwo. Czuła się przy nim odrobinę pewniej i przede wszystkim bezpiecznie. Mogła mu ufać i tego fundamentu nie mogła zachwiać nawet Plotkara.
      — Gotowa? — zagadnął, gdy limuzyna zatrzymała się pod głównym wejściem.
      Danielle wzięła głęboki oddech, policzyła w myślach do pięciu i wreszcie skinęła głową.
      — Bardziej nie będę. — odpowiedziała z niewielkim uśmiechem.
      Brunet wyskoczył z samochodu, uchylił jej drzwi po czym wyciągnął dłoń w kierunku Dani. Ujęła ją i wysiadła, wygładzając materiał srebrnej satynowej sukni, którą wybrała na ten wieczór. Włosy miała upięte w gładkiego koka, z którego wymykały się pojedyncze pasma, okalające okrągłą buzię. Makijaż zakrywał wszelkie ślady niewyspania.

      Wnętrze wyglądało tak, jak się tego spodziewała. Przepych był symbolem rozpoznawczym Plotkary, tak jak poprzednio, tak i teraz nie rozczarowała bogatymi zdobieniami. To czego Danielle się obawiała, to atrakcje, które organizatorka dla nich przygotowała, bowiem wiedziała, że zabawa to tylko dobra przykrywka dla chaosu.
      Przy wskazanym stoliku, siedziała tylko jedna osoba.
      — Cześć. — Danielle przywitała się pierwsza, delikatnym skłonem, do którego na powrót przyzwyczaiła się po przeprowadzce do Korei. Minho był tuż koło niej, odsuwając jej jednocześnie krzesło, by mogła usiąść. — Chyba nie mieliśmy okazji wcześniej się poznać, Danielle. — Przedstawiła się. Jej towarzysz, w ślad za nią, uczynił to samo, wyciągając w kierunku nieznajomego dłoń.

      Danielle

      Usuń
    3. Nie musiał długo czekać na to, aby ktoś się pojawił przy stoliku. Cameron poczuł minimalną ulgę, że nie był tutaj już sam. Samotność mu nie przeszkadzała, aczkolwiek na takich bądź podobnych wydarzeniach zawsze był w towarzystwie. Kumple, fani, którzy chcieli chwili jego uwagi. Tymczasem tutaj tak nie było. Cóż, nawet, gdyby ktoś chciał prosić o zdjęcie to było to życzenie niemożliwe do spełnienia.
      Wzrok bruneta spoczął na drobnej dziewczynie oraz jej towarzyszu, który odsuwał dla niej krzesło. Włożył na twarz wyćwiczony uśmiech. Idealny przed kamery, których tutaj, chyba, nie było. Uprzejmy, ale nieprzesadnie. Wyciągnął dłoń najpierw do brunetki, a później do jej chłopaka? Tak uznał, ale mógł się przecież mylić.
      — Cześć. Cameron i nie, nie mieliśmy okazji się poznać. — Nie miał pamięci do twarzy ani imion, jednak w ostatnim czasie obracał się głównie w towarzystwie męskim. Ostatnio jedyną stałą kobietą w jego życiu była jego menadżerka od social mediów, która suszyła mu głowę, że powinien być bardziej aktywny. Nieszczególnie miał ochotę wrzucać swoje śniadanie na Instagrama czy nagrywać TikToki z siłowni. — Przyznaję, że jestem tu pierwszy raz. Bardzo to widać?

      Cameron

      Usuń
    4. Świat sławnych, pięknych i bogatych wśród nowojorskiej elity nie powinien bardzo różnić się od tego, jak wyglądało to w Seulu, ale nawet to nie sprawiło, by brunet poczuł się pewniej. Junseo nigdy nie miał okazji w pełni zachłysnąć się tym, co miała do zaoferowania rozpoznawalność. Nie dane było mu nacieszyć się przywilejami idola, bo był na to za młody i nie posiadał stażu, który by na to pozwalał. Jego przygoda zakończyła się zbyt szybko, a kilka gali, na jakich dane było mu się zjawić, tak naprawdę było niczym w porównaniu z tym, co właśnie miał przed oczami. Już stojąc przed budynkiem, miał świadomość, że nie przynależy do tego świata, choć robił wszystko, by to zmienić. Nie zjawił się tutaj w błyszczącej limuzynie, bo jego środkiem transportu dalej było metro, a jedyny garnitur, jaki przywiózł ze sobą do Nowego Jorku, nie posiadał metki jednego ze znanych domów mody.
      Nie uważał, by w jakiś sposób mu to uwłaczało. Znał swoją wartość – a przynajmniej to lubił sobie powtarzać, kiedy kolejny raz ktoś usiłował podciąć mu skrzydła. Po drugie wyglądał dobrze, nawet jeśli wartość jego outfitu nie była równoznaczna z małą fortuną.
      Zdziwił się lekko, gdy kazano mu oddać telefon, nim został wpuszczony na teren imprezy. Ten bowiem pełnił swego rodzaju funkcję narzędzia przetrwania – mimo dobrej znajomości angielskiego dalej zdarzało się, że brakowało mu słówek, a czasem wolał się po prostu upewnić, czy dane słowo pasuje do kontekstu wypowiedzi. Nie kłócił się jednak, a gdy odprowadzono go do jednego ze stolików, skinął głową w geście podziękowania.
      Przy stole znajdowało się kilka osób, jednak większość krzeseł dalej stała pusta. Nie miał nawet zamiaru udawać, że rozpoznaje kogokolwiek ze zgromadzonych, więc po prostu usiadł na swoim miejscu.
      — Cześć, jestem Junseo. Miło was poznać — powiedział, unosząc obie dłonie, jakby chciał nimi pomachać. Nie wiedział, co jeszcze mógł dodać. Nawiązywanie nowych znajomości z reguły nie przychodziło mu z łatwością, więc zaczął przyglądać się reszcie winietek.
      Ryan Kim widniało na tej po jego lewej. Przeklął cicho pod nosem i gdyby nie to, że przy stole zgromadziło się już kilka osób, a on nie chciał robić sceny, to wstałby i wyszedł.

      Junseo

      Usuń
    5. — Bardzo! — powiedziała głośno Yuri, opierając rękę na ramieniu nieznajomego chłopaka, Camerona. Znaczy, dla niej nie był aż taki nieznajomy. Jeśli ktoś spędzał — tak jak ona — większość swojego czasu z telefonem w ręce, ciężko byłoby ominąć wiadomości ze świata sportu… albo po prostu przystojne twarze ludzi ze świata sportu. — Ale nie martw się. To raczej pozytywna wiadomość.
      W jej uśmiechu mignęła iskierka smutku. Wszystko, co wydarzyło się na pozostałych imprezach, w których brała udział, napawało ją smutkiem. Nie mogła myśleć o tym czasie bez lekkiego uczucia bólu.
      — Danielle! — I tym sposobem zapomniała o całym żalu.
      Pisnęła tylko, a potem pomknęła na drugą stronę stołu, aby wyściskać dziewczynę. Może i nie były na tyle bliskimi przyjaciółkami, by utrzymywać kontakt po wyjeździe Dani do Korei, ale w swoim ogromnym serduszku Yuri trzymała dziewczynę dość wysoko. Pamiętała wszystkie ich spotkania i plotki. Danielle była jedną z niewielu dziewczyn z Upper East Side, które pozostały dla niej niewymuszenie miłe.
      — Boże, jak pięknie wyglądasz! — powiedziała, śmiejąc się. Potem dopiero zerknęła na mężczyznę obok Dani. — A kto to? — dodała.
      Potem jej spojrzenie zsunęło się na stolik i na winietkę z imieniem Namgiego. Wzrok prześlizgnął się z powrotem na Dani, a potem spoczął na twarzy Minho.
      Kłopoty, jak zawsze kłopoty.
      — Cześć, jestem Junseo. Miło was poznać.
      Głowa Yuri momentalnie odwróciła się w jego stronę. Oczywiście, jego też znała.
      Chronically online.
      — Cześć, Junseo — rzuciła po koreańsku. Jego akcent był uroczy. — Ty też z tych, co są tu pierwszy raz, jak Cameron?

      the cutiepie,
      Yuri

      Usuń
    6. Było to jego pierwsze tego typu wydarzenie i, choć za nic by się do tego nie przyznał, czuł delikatny stres. Nie zamierzał jednak dać tego po sobie poznać. Ciekawość skutecznie mieszała się z ekscytacją. Zastanawiał się, kogo dziś pozna i jak potoczy się ten wieczór.
      Wysiadł z samochodu i odruchowo poprawił idealnie skrojony garnitur. Gładką dłonią przeczesał blond włosy, po czym skierował się do wejścia.
      Już od progu uderzył go gwar rozmów. Przesunął wzrokiem po sali, dyskretnie przyglądając się zgromadzonym gościom. Rozpoznawał niektóre twarze z internetu, inne z reklam czy branżowych materiałów. Czuł przyjemne podekscytowanie na myśl o nowych znajomościach i kontaktach, które być może okażą się czymś więcej niż jednorazową wymianą uprzejmości.
      Z lekką niechęcią oddał telefon organizatorom. Dla większości osób był to zwykły przedmiot, ale dla niego stanowił narzędzie pracy. To dzięki niemu tworzył, utrzymywał kontakt z obserwującymi i właściwie funkcjonował zawodowo. Nie zamierzał jednak robić problemu z zasad obowiązujących wszystkich uczestników.
      Gdy dotarł do swojego stolika, rozpoznał kilka znajomych twarzy. Nie znał ich osobiście, kojarzył ich głównie z mediów społecznościowych i branży. Dopiero po chwili jego spojrzenie zatrzymało się na kolejnej osobie.
      Junseo. Ryan odruchowo zatrzymał się na sekundę.
      No oczywiście. Jakby tego było mało, jego miejsce znajdowało się dokładnie obok Parka.
      Przez krótką chwilę miał ochotę przewrócić oczami. Los najwyraźniej naprawdę lubił wystawiać go na próbę. Ostatecznie tylko cicho westchnął, szybko przywołując na twarz swój charakterystyczny, ciepły uśmiech. Nie zamierzał pozwolić, by obecność jednego człowieka zepsuła mu cały wieczór.
      — Hej! — przywitał się pogodnie. — Ryan. Miło was poznać.
      Zajął swoje miejsce, witając się z pozostałymi. Dopiero po chwili spojrzał na siedzącego obok Junseo. Mógł go zignorować. Udawać, że go nie zauważył. Ale to wydawało mu się zwyczajnie dziecinne. Posłał więc Parkowi uprzejmy, choć wyraźnie powściągliwy uśmiech.
      — Cześć.

      Ryan

      Usuń
    7. Niemalże ominęłoby go zaproszenie Plotkary, kiedy zebrane na recepcji studia zaginęło pomiędzy rozrzuconymi papierami z tekstami i kartkami z naniesionymi już poprawkami, tylko po to, aby po raz kolejny coś skreślić i wpaść na lepszy pomysł.
      Szczęście w nieszczęściu chciało, że dojrzał je przy nerwowym zgarnianiu wszystkiego w jednym miejscu, będąc bliskim wyrzucenia wszystkiego do pobliskiego kosza, kiedy charakterystyczny symbol zwrócił jego uwagę, a poirytowane westchnięcie opuściło usta na samą myśl o kolejnym wydarzeniu, niosącym ze sobą zapewne wyłącznie problemy.
      Chociaż tym razem nie miał tyle ukrycia, prawda? Tak zamierzał przynajmniej wmawiać samemu sobie i z podobną myślą znalazł się pod podanym w zaproszeniu adresem, gdzie z niezadowoleniem oddał swój telefon, mimo niemalże fizycznego bólu, jaki odczuwał, przekazując komórkę niewzruszonej obsłudze. W głębi serca zastanawiało go, jak ktoś dostawał posadę u tak tajemniczej osoby jak Plotkara. Chyba że tam było miejsce tylko dla tych z największymi przewinieniami. A może odwrotnie. Może mógł szukać u niej wsparcia, a nie w tych szemranych przekrętach, które dopiero przestały mu siedzieć na karku.
      Ta krótka wewnętrzna polemika pozwoliła mu z niedowierzającym, małym uśmiechem wejść do środka i odebrać pierwszy tego wieczoru, oferowany mu kieliszek, aby zaraz przez tego samego kelnera móc ruszyć w kierunku odpowiedniego stolika. Widocznie już zapełnionego, co automatycznie zachęciło go do lekkiego wyprostowania pleców i ożywienia wyuczonego, niezobowiązującego uśmiechu, którym o wiele grzeczniej było przywitać grono, niż cisnącym się na język narzekaniem
      — Widzę, że ja tu prawie na ostatnią chwilę, masakra — luźny komentarz przebił się delikatnie przez gwar panujący w pobliskich stolikach, a Jung z ulgą przejeżdżał dotychczas po twarzach towarzystwa, mogąc stwierdzić, że nikogo stamtąd nie znał. Przynajmniej nie osobiście, oprócz postaci internetowych, których nie dało się nie kojarzyć, jeśli siedziało się w mediach — Namgi, miło mi.
      Front, wraz z miną, zmienił mu się, kiedy najpierw przesunął wzrokiem po Minho, niemalże go omijając. Dopóki nie uświadomił sobie, że przecież zobaczenie go tutaj nie było czymś normalnym czy spodziewanym.
      Jego obecność sprawiłaby o wiele więcej sensu, gdyby podekscytowanie Yuri nie odwróciło jego uwagi, tym samym przysłaniając siedzącą obok niego Danielle. Wyglądającą ślicznie jak zwykle. Wyglądającą zdrowo, w przeciwieństwie do ich wspólnego czasu, kiedy sam widział, jak znika w oczach, a mimo to się do tego dokładał
      — Chociaż wam nie muszę się przedstawiać, co? — próba żartu trafiła w próżnię, kiedy zajmował w końcu swoje miejsce, z chęcią zapadnięcia się pod ziemię — Hej — a ciche, ponowne przywitanie mimowolnie przecisnęło mu się przez usta, docierając wyłącznie do siedzącej obok Dani.

      namgi

      Usuń
    8. — Hej, ludzie!

      Krótka pauza wystarczyła, by na sali zapanowała absolutna cisza.

      — Czy wszyscy znajdują się już na swoich miejscach? Mam wrażenie, że nie... Jeśli jeszcze gdzieś się włóczycie, dopalcie papierosy. Przypudrujcie noski. Zamówcie ostatniego drinka przy barze. Wyjdźcie z toalety. Poprawcie krawaty, wygładźcie sukienki i... zajmijcie swoje miejsca przy stole. — Krótki śmiech rozbrzmiał z głośników. — I nie, to nie jest prośba. Przecież mnie znacie. Wiecie, że zawsze dostaję to, czego chcę.

      Jak na zawołanie przez salę ruszyła grupa kelnerów i kelnerek. W tej samej chwili muzyka ponownie wypełniła salę. Obsługa sprawnie podchodziła do każdego stołu, napełniając kieliszki ustawione na szklanych konstrukcjach. Karuzele zaczęły powoli się obracać, a kieliszki leniwie sunęły przed oczami gości.

      — Zabawmy się! Gra jest naprawdę banalna. Ja mówię, co macie zrobić... a wy po prostu to robicie. Na początek przyjrzyjcie się kieliszkom. Jest ich dziewięć. Tak, policzyłam za was, dla ułatwienia. I teraz słuchajcie uważnie... Trzy różowe to słodki, chwiejny chód i rozwiązany język. Dwa niebieskie obdarowują miłością do bliźnich. Żółty da sielski pogląd na świat. Biały sprawi, że wszystko zda się możliwe. A czerwony da siłę, by móc bez przeszkód tańczyć całą noc. — Chichot. — Wasze pierwsze zadanie jest proste. Rozdzielcie kieliszki między sobą. Kto bierze który? To już zostawiam wam... A kiedy już każdy będzie miał swój... — Krótka pauza. — Wznieście toast. I wypijcie do dna. Bo w końcu każdy dobry wieczór zaczyna się od odrobiny zaufania!

      Usuń
    9. Spojrzał z ciekawością na dziewczynę, która objęła go za ramię. Kompletnie nie miał pojęcia kim jest, podobnie, jak reszta towarzystwa, ale od czegoś trzeba było zacząć, prawda? Uśmiechnął się nieco szerzej niż jeszcze przed chwilą. Przesunął po niej wzrokiem, jakby starał się odgadnąć kim dziewczyna jest, ale… Nie. Nic mu nie świtało w głowie.
      — Tak uważasz? — Zagadnął. Tyle dobrego, że najwyraźniej zagubienie było dobrze odbierane. Cameron z reguły nie przejmował się tym, czy coś wypada czy nie. Znaczy, cofnij. Starał się nie wychylać, bo nie potrzebował dram wokół swojego nazwiska. Szczególnie, że dopiero co się przeniósł i oczy były teraz na niego skierowane. Wolał nie zostać wciągnięty w żadne dramaty, a naczytał się o tych przyjęciach i podobno było o nie łatwo. — Odnoszę wrażenie, że panują tu niepisane zasady, których nie jestem świadom.
      Rozmowy przy stoliku toczyły się spokojnie. Większość sprawiała wrażenie, jakby się znali. Może nie trafił wcale tak źle z towarzystwem. Właściwie to Cameron niczego nie wiedział. O nikim nic nie wiedział. To mogło być jego przekleństwo bądź błogosławieństwo.
      Przywitał się z każdym kto dołączył do reszty po czasie. I zamierzał coś dodać od siebie, kiedy padło ogłoszenie. Był tym trochę zaskoczony. Słuchał zadania i niekoniecznie mu się ono podobało.
      — To tak na poważnie? — Spytał. Biorąc szampana nie zastanawiał się co jest w środku. Szampan to szampan, ale po tym co usłyszał miał wątpliwości, czy w kieliszkach na stole na pewno znajduje się tylko alkohol. Kurwa, przecież jeśli były tam narkotyki i to wyjdzie to straci robotę, a w najlepszym przypadku będzie głęboko trzepany i wyląduje na ławce rezerwowych.

      Cameron

      Usuń
    10. Junseo z zaciekawieniem wymalowanym na twarzy przyglądał się każdej z osób, starając się zapamiętać najmniejszy detal. Towarzystwo było barwne i głośne – a przynajmniej jego damska część. Blondynka wydawała się urocza, a jej przywitanie pozytywnie zaskoczyło Parka. Fakt, że w towarzystwie znajdował się ktoś z Korei, sprawił, że poczuł się nieco pewniej w tak nowym dla niego środowisku. Nie przeszkadzało mu to, ale niezbyt wiedział, jak się zachować i kiedy odezwać. Skoro już tutaj był, mógłby w końcu skorzystać z okazji i poszerzyć grono znajomych, które było tak okrojone, że mógłby je wyliczyć na palcach jednej dłoni.
      — Tak, pierwszy raz — odpowiedział nieco pewniej niż wtedy, gdy witał się z resztą tu obecnych.
      Kiedy przy stoliku pojawił się Ryan, Junseo odruchowo uciekł wzrokiem w przeciwnym kierunku. Nie widział się z blondynem od czasu tego niefortunnego spotkania w wytwórni i dalej trzymał się wyrobionej na temat chłopaka opinii, ale mimo to nie miał zamiaru okazywać niechęci wobec Kima wśród zgromadzonych tu osób.
      Kolejno przywitał się z Namgim, który dołączył jako ostatni, a kiedy ponownie chciał otworzyć usta, przerwał mu głośny komunikat. Wsłuchał się w niego uważnie, chociaż nie był pewien, czy na pewno zrozumiał wszystko – szczególnie opis i zawartość kieliszków, jakie przed nimi postawiono. Nim miał szansę porządnie się nad tym zastanowić, pochylił się nad stołem i sięgnął po szkło. Jeden z kieliszków postawił przed sobą, drugi po swojej prawej stronie.
      — Przyda nam się — dodał tylko, nim przechylił swój. Poczuł, jak piekący alkohol rozgrzewa jego przełyk, a gdy tylko przełknął, odruchowo zakaszlał.
      Nie pamiętał, kiedy ostatni raz napił się alkoholu, wiedział więc, że powinien podejść do tego rozsądnie, dlatego niebieski trunek wydawał się najlepszym wyjściem. Różowy i biały mogłyby zakończyć się kolejną kłótnią, energii do tańca mu nie brakowało, a pokój i beztroska w tej chwili wydawały mu się zbędne.
      — Myślicie, że czegoś tam dodali? — zapytał zdecydowanie za późno - dopiero, gdy dotarła do niego niepewność w wypowiedzi Camerona - bo alkohol już zdążył trafić do krwiobiegu, a on zdecydowanie nie miał mocnej głowy.

      lovable junseo

      Usuń
    11. Danielle wyściskała Yurii z równą siłą i sympatią. Szczerze cieszyła się na jej widok, widok kogoś przyjaznego i pozytywnego zarazem. Czuła, że dzisiejszej nocy będzie potrzebowała kogoś takiego jak ona.
      — Dzięki, ty też wyglądasz wystrzałowo. — Pochwaliła mierząc koleżankę wesołym spojrzeniem. Yuri wyglądała pięknie, nikt nie mógł temu zaprzeczyć. I trzymała wewnętrznie kciuki, by ten dobry humor trzymał się jej, aż do końca tego wieczoru.
      — Minho mój… — urwała w momencie, w którym zza Yuri dostrzegła Namgiego.
      Serce podskoczyło jej nagle, wybijając nowy znacznie szybszy rytm.
      Danielle wielokrotnie rozgrywała w swojej głowie scenariusze, w których znów spotka Namgiego i będą mogli porozmawiać, tym razem twarzą w twarz. Brała pod uwagę, że nic się nie zmieni. Brała pod uwagę, że wszystko ulegnie drastycznej zmianie. Rozważała nawet, że upłynie tyle czasu, że może nie rozpozna jej od razu lub wcale… W żadnym z nich, nie przewidziała, że poczuje to co czuła w tej chwili. Ekscytację, radość, strach… I nieodpartą chęć poderwania się z krzesła, przekroczenia dzielącej ich odległości i owinięcia ramion wokół niego.
      Jej usta poruszyły się, ale żadne słowa nie opuściły jej gardła.
      Wyglądał dobrze. Znów miał jasne kosmyki włosów, cienie pod oczami nie były tak duże… Wyglądał tak jak go zapamiętała, tak jak w wspomnieniach które pielęgnowała każdego dnia.
      — Cześć. — odpowiedziała, gdy siedział już koło niej. — Dobrze wyglądasz. — dodała uśmiechając się lekko.

      Moment przerwał głos plotkary i zamieszanie, które wprowadzili kelnerzy. Przeczuwała, że Plotkara nie da im zbyt długo spokoju. Jak ostatnim razem. Zerknęła podejrzliwie w stronę kieliszków z podejrzaną zawartością. Przeniosła zaniepokojone spojrzenie na Minho. Nie mogła tego wypić, nie chciała wracać do tego nieprzyjemnego stanu wypełnionego głodem i brakiem sił.
      — Nie ruszaj tego. — Polecił delikatnie nakrywając jej dłonie swoją.
      Minho był tutaj, by dotrzymać jej towarzystwa, ale też był warunkiem dla którego w ogóle mogła się tutaj pojawić. Miał jej pilnować, by nic się jej nie przytrafiło.

      Dani

      Usuń
    12. Ryan nie miał pojęcia jak będzie przebiegać ta impreza, co się wydarzy, nie przypuszczał też, co w ogóle mogłoby mieć miejsce. Choć samo zaproszenie mogło jasno wskazywać, że to, co się wydarzy, nie będzie tylko przyjemną, bezpieczną imprezą. Nie mógł jednak odmówić, prawdopodobnie jak każdy obecny tutaj. I też dlatego, zaczął zastanawiać się, dlaczego trafił tu Junseo. Co takiego sprawiło, że nie mógł odmówić? Choć właściwie nie powinno go to przecież obchodzić. 
      Kiedy usłyszał dobiegające z głośników słowa plotkary, mocno zmarszczył swoje brwi. Jednocześnie, nie widział w tym ogromnego zagrożenia. Przecież to tylko kolorowe drinki. Prawda? 
      Nie spodziewał się, że Park postawi przed nim kieliszek, w tym samym kolorze, co swój. Zerknął na niego, nieco podejrzliwie. Ich stosunki były dalekie od neutralnych. Zastanawiał się czy młodszy wziął pod rozwagę jego słowa o zachowywaniu się w miejscach publicznych? Jeśli tak, mógłby przyjąć tego drinka na poczet zakopania toporu wojennego. Oczywiście na czas wydarzenia. 
      Niebieski wydawał się Ryanowi w tamtym momencie bezpiecznym wyborem. Może była to głupota wynikająca z niewiedzy, ale o tym miał przekonać się później. 
      Niepewnie przechylił kieliszek, a cierpki smak powoli pojawił się na języku. Dokładnie w tym samym momencie, gdy niektóre osoby z ich stolika zaczęły poddawać w wątpliwość bezpieczeństwo owych trunków. 
        — Nie no, chyba nie, co? —  mrukął niepewnie, gdy zawartość, którą miał w ustach, przeszła przez jego gardło. 

      naiwna blondynka aka Ryan 

      Usuń
    13. Yuri wróciła na swoje miejsce przy stoliku, by nie przeszkadzać Dani i Namgiemu. Nie miały kontaktu, więc też nie wiedziała, jak sytuacja między nimi aktualnie wygląda, lecz po ich przywitaniu nie wyglądało to zbyt optymistycznie. Ale czuła, tak po prostu, instynktownie, że uczucie między nimi nie mogło wygasnąć i tylko kryło się za zdawkowymi słowami i pozorną obojętnością. Poza tym poznała już trochę Dani. Widziała w jej oczach wiele słów, których nie mogła powiedzieć na głos.
      — Na poważnie — odpowiedziała Cameronowi. — Stuprocentowo.
      Spoglądała, jak Ryan i Junseo wychylają kieliszki, a jej twarz wykrzywił pół grymas, pół uśmiech.
      — Musi wypić. — Zwróciła się do Minho i lekko kiwnęła głową. — Musi wypić, bo konsekwencje będą gorsze. Trzy różowe to słodki, chwiejny chód i rozwiązany język — powtórzyła komunikat, po czym sięgnęła po dwa kieliszki wypełnione różowym płynem i postawiła jeden przed sobą, jeden przed Danielle. — Te są z alkoholem.
      Jakby na potwierdzenie swoich słów, wychyliła bez zawahania kieliszek. Słodki, wiśniowy płyn rozlał się po jej gardle, już po chwili znikając w palącym cieple mocnego alkoholu. Zakrztusiła się lekko, co tylko sprawiło, że wybuchnęła lekkim śmiechem.
      — Wódka — wychrypiała.

      Yuri

      Usuń
    14. Gdy kolejne kieliszki zaczynały znikać ze środka stołu, brunet zauważył, że również ten, który podstawił Ryanowi, jest pusty. Mimowolny uśmiech wkradł się na jego usta, za co zaraz sam musiał się skarcić, od razu przywracając na twarz wyraz zobojętnienia. To nie tak, że sprawiało mu to radość – bo dlaczego miałby w ogóle rozważać coś tak niedorzecznego – ale perspektywa nocy spędzonej bez zbędnych kłótni i, jak się zapowiadało, w całkiem doborowym towarzystwie wydawała się całkiem przyjemna. Przez tę jedną noc miał okazję poczuć normalność i beztroskę, z jakimi żyła większość jego rówieśników. Nie musiał myśleć o katorżniczych treningach, zapamiętywaniu choreografii czy tym, ile białka powinien mieć każdy z posiłków.
      Czy właśnie to ludzie mieli na myśli, powtarzając: trzymaj przyjaciół blisko, ale wrogów jeszcze bliżej? Jeśli podanie kieliszka z alkoholem miało symbolizować gałązkę oliwną, to może warto było się poświęcić.
      Na dzisiaj. Tylko i wyłącznie na dzisiaj. Junseo nie rozważał niczego więcej.
      Pełny kieliszek szampana wyglądał zachęcająco, pozwolił sobie więc na to, by przyjemne, chłodne bąbelki również dotknęły jego ust.
      — Szampan — zawtórował Yuri, odstawiając puste szkło na blat. Przy ich stole dalej znajdowały się dwa puste krzesła, więc nawet gustowne spóźnienie nie wchodziło już w grę. — Myślicie, że przyjdą? — Skinął głową na wskroś stołu. — A jak nie przyjdą, myślicie, że każą nam wypić wszystkie szoty? — dopytał, spoglądając na każdego z osobna, aż jego wzrok zatrzymał się na Ryanie.
      — Siedzisz tu dłużej niż ja, miałeś już do czynienia z tą całą Plotkarą? — Naprawdę był ciekawy, kim była tajemnicza organizatorka, bo owszem, miał okazję przejrzeć jej bloga, ale zupełnie nie rozumiał jej fenomenu ani tego, dlaczego upatrzyła sobie za cel konkretną grupę ludzi tylko po to, by publikować na ich temat zawoalowane plotki w sieci. Kiedy zdał sobie sprawę, że pytanie skierował wyłącznie do blondyna, tym samym zapraszając go do dyskusji, odchrząknął i wyprostował się w krześle. Może w skład trunku naprawdę wchodził jakiś afrodyzjak czy inne gówno i wcale nie był to żart.
      — A wy ją znacie? Tę Plotkarę? — Tym razem pytanie powędrowało do wszystkich.

      a bit tipsy Jun

      Usuń
    15. — Dzięki — uśmiech mimowolnie zawitał na jego twarzy, kiedy dotarł do niego komentarz– komplement od Danielle — Ty też — zresztą jak zwykle. Ale oboje wiedzieli, że stało za tym więcej i jeśli nastała, naładowana cisza (choć zaskakująco nie naciskająca boleśnie na jego płuca) nie mówiła wystarczająco sama za siebie, obecność Minho na wydarzeniu już tak.
      Razem z reakcją na nagłe wtrącenie się Plotkary, przerywając Jungowi skrytą, nieco aż żenującą, radość z krótkiej wymiany zdań i wytłumaczyła pierwszą ze swoich gier. Nagła opiekuńczość, może aż defensywa Minho mówiła sama za siebie; może głównie samemu Namgiemu, który wiedział chyba najlepiej ze zgromadzonych, jaki był tego powód
      — Niestety, kompletnie na serio — przytaknął Yuri kilkoma skinięciami głowy, licząc, że sam nieco odwlecze swoją kolej w alkoholowej kolejce, która rozpędziła się o wiele szybciej niż się spodziewał. Między innymi przez Ryana i Junseo, którzy jako pierwsi sięgnęli po kieliszki, opróżniając je wręcz natychmiastowo.
      Sam nie wiedział, czy zgadzał się z Yuri w pełni; Plotkara miała wiele zagrywek w zanadrzu, gdyby nie krzywe miny towarzyszy, to pomyślałby, że postawiła przed nimi wodę z barwnikiem, aby uśpić czujność przed wyjęciem karteczek z głupimi pytaniami. Jak ostatnio.
      Skwaszona mina nie dała rady pozostać z nim na dłużej, kiedy frywolność blondynki doprowadziła do jej własnego śmiechu. A przy okazji zapewniła go w tym, że różowy drink faktycznie wydawał się niegroźny. Na tyle, na ile mógł. Tym bardziej, że ten sam postawiła przed Danielle, którą sam wolałby złapać za rękę, zamiast patrzeć, jak Minho zmniejsza dystans, zapewne plując w brodę organizatorce, że posadziła go po nie po tej stronie Danielle.
      Więc może i trochę spieniał, wycwaniając się i sięgając po ostatni, różowy kieliszek, jaki został w towarzystwie, ale wychylił go równie prędko co siedząca obok dziewczyna, marszcząc przelotnie nos na drapiące działanie alkoholu, ale i zostawiając krótkie “ok” złączonymi palcami, dla zgodzenia się z odkryciem Yuri
      — No, coś tam kojarzę, coś słyszałem — odpowiedział przy okazji Junseo, nie kryjąc się z odrobiną kpiny, jaką czuł wobec organizatorki. Choć może powinien być jej wdzięczny, za bycie dla niego inspiracją i wybudzeniem weny, swoimi kreatywnymi pomysłami — Strasznie miła, serio. Dba o gości jak nikt inny.

      namgi

      Usuń
    16. Kompletnie nie spodziewał się, że Junseo skierował pierwsze pytanie tylko do niego. Okej, jakkolwiek rozumiał podanie tego drinka. Niebieski obdarowuje miłością dla bliźnich. Brzmiało to jak dobry żart, ale ani w jego interesie, ani w interesie Parka nie było wszczynanie kłótni. Plus bylo całkiem dobrym żartem. Choć miłość to było ostatnie, co chciał czuć do niego.
      Powoli każdy kieliszek znalazl swojego właściciela. Usłyszał swoją Yuri, że konsekwencje nie wypicia będą gorsze. Ryan pomyślał, że może to nie jej pierwsza wizyta na wydarzeniu u plotkary i wie, co mowi. Albo zna te kręgi. Nie chciał narażać się tej osobie, skoro ściągnęła tutaj tyle osób, na każdego cos miala, nie chciał myśleć o tych konsekwencjach.
      Wypił więc do końca, odstawiając kieliszek na stolik.
      — Na moje szczęście, wcześniej się mną nie interesowała. Tak jak ty, jestem tu pierwszy raz — powiedział szczerze, biorąc głęboki oddech.
      Był ciekawy, do czego to wszystko prowadziło. Jak to wszystko się skończy.
      Spojrzał po reszcie towarzystwa i wzial głęboki oddech.
      — Ciekawe, po co ten cyrk z napojami — powiedział pod nosem, rozglądając się po sali, obserwując i jakby licząc na to, że gdzieś, wśród tłumu znajdzie odpowiedź.

      Ryan

      Usuń
    17. Mimo swojego lekkiego stanu upojenia dalej był w stanie wyłapać sarkazm w tonie wypowiedzi Namgiego – ten, połączony z ostrzeżeniem Yuri, zaniepokoił chłopaka.
      Niepokój wywodził się również z wiadomości zawartej w jego zaproszeniu. Była kryptyczna, jednak pozostawiała wiele pytań oraz obietnicę tego, że jeśli Junseo nie zjawi się na imprezie, jego kariera za oceanem zakończy się równie szybko co ta w Seulu. Nie uważał, by miał coś do ukrycia, toteż nie miał pojęcia, jakie informacje na jego temat posiadała Plotkara, ale szczerze mówiąc, nie chciał wiedzieć, więc postanowił dołączyć do zabawy.
      Co chwilę docierały do niego strzępki rozmów prowadzonych przy innych stołach. Co jakiś czas zerkał więc w ich kierunku, aż zauważył znajomą sylwetkę bruneta usadzonego przy dwójce. Jego uwaga szybko jednak wróciła do przypisanego mu towarzystwa, gdy usłyszał głos blondyna potwierdzający, że wiedział o Plotkarze tyle co nic.
      — Myślałem, że ktoś taki jak ty jest bardziej obeznany w tym całym światku — rzucił zaczepnie. Nie mógł się powstrzymać – widocznie chęć delikatnego sprowokowania Ryana leżała w jego naturze. Nie miał jednak zamiaru wszczynać kłótni, a jedynie trochę się podroczyć.
      — Może to jakiś test? — dodał w odpowiedzi na zadane pytanie. — A może za każdym kolorem coś stoi? — Wzruszył ramionami, a jako że nie miał czym zająć rąk, kolejny raz sięgnął po podstawiony mu pod nos przez kelnera kieliszek szampana.

      Junseo

      Usuń
    18. Ryan miał się za osobę, która całkiem dobrze radzi, jeśli chodzi o plotki na swój temat. Trzymał swoje życie prywatne w tajemnicy, nie opowiadał o swoich związkach, o rozstaniach. Do czasu. Ostatni związek wydawal mu się pewny. Byl szczęśliwy, wydawało mu się, że to coś dłuższego, lepszego, że może to jest to. Ta miłość na wieki. Okazało się, że srogo się pomylił. Szybko pożałował upublicznienia swojego szczęścia. Bo musiał się przyznać, że tak srogo się pomylił. Nie wchodził w szczegóły, nie chciał tego. Jednak to najwidoczniej zaowocowało silne plotki, co zwróciło uwagę Plotkary.
      — No widzisz, jednak nie jestem pępkiem świata, możesz krzyczeć na innych — odgryzł się szybko.
      Nie jednak agresywnie. Nie warczał, w jego głosie bylo słychać jedynie lekkie rozbawienie.
      Nie miał zamiaru znow się kłócić, jednak nie mógł odpuścić sobie tych małych uszczypliwości.
      Zaraz pokiwałem glowa I cicho westchnal. Trochę się tego obawiał, a jakaś część, była ciekawa i nawet podekscytowana wydarzeniami mającymi nastąpić. Choć może powinienem się bać.
      — Najwidoczniej — mruknął cicho. — Pamiętaj, to ty wybierałeś te kieliszki. Jak coś, będzie na ciebie — zaśmiał się cicho, tykając go palcem wskazującym w tors.


      Ryan

      Usuń
    19. Zachowanie Ryana musiało go strasznie rozbawić, bo chłopak zaśmiał się na głos – niewymuszenie, radośnie. Gdy palec wskazujący stukał w jego klatkę piersiową, Junseo złapał dłoń blondyna w nadgarstku i delikatnie przyciągnął go do siebie. Kolejny już raz dzieliło ich zaledwie kilka centymetrów, tym razem jednak okoliczności były zupełnie inne. Junseo nie miał zamiaru żerować na słabościach drugiego, a jedynie dalej ciągnąć ich zupełnie niewinne przepychanki.
      — Czekaj, czekaj — zaczął z nutą rozbawienia. — Myślałem, że nic nigdzie nie miałeś zamiaru mi wbijać. — Jego brwi uniosły się ku górze, a w brązowych tęczówkach bruneta zatańczyły ogniki. Przyglądał się Ryanowi jeszcze przez chwilę, po czym kolejny raz wybuchł śmiechem.
      Doskonale pamiętał słowa wypowiedziane do niego na korytarzu wytwórni, to, w jaką furię wpadł i jak wiele epitetów miał ochotę rzucić w kierunku blondyna. Pamiętał, mimo że wmawiał sobie, że wyparł całe zajście z pamięci. Teraz złość ustąpiła miejsca zupełnie innym emocjom, co zapewne było zasługą kolorowych trunków i kilku lampek szampana.
      — Lubisz na mnie zrzucać winę, co? Może tym razem to ty chcesz pokrzyczeć? — Junseo oparł podbródek na dłoni i rzucił drugiemu wyzywające spojrzenie, dając mu znać, że jest gotowy na konfrontację.

      Junseo

      Usuń
    20. Przy stoliku numer trzy Yuri właśnie spoglądała przez ramię, śledząc uważnie wzrokiem blondyna. Była osobą, która rzadko kiedy pozwalała sobie na osąd. Na ogół częściej okazywała zrozumienie, niż irytację, i prawdopodobnie nie zdarzyło jej się kiedykolwiek pomyśleć, że kogoś nienawidzi. Sunghoona też nie nienawidziła, mimo wszystkiego, co jej zrobił. Ale mimo to w jej sercu wezbrała wściekłość.
      Minęły lata. Han Yuri już nie była niewinnym gołąbkiem, który dawał wiarę we wszystko, co usłyszał. Nigdy nie można jej było zarzucić braku inteligencji, ale naiwność plasowała się na szczycie listy jej cech charakteru. Już nie. She’s got herself a little bit of gumption.
      — Zaraz wracam — powiedziała tylko i podniosła się z miejsca.

      Yuri

      Usuń
    21. Kto wie, może to z nerwów, może z innego powodu, ale wino stojące obok Ryana dość szybko zaczęło znikać. Czuł delikatne szumienie w głowie, rozluźnienie w mięśniach i o wiele lepszy humor. Nawet siedzący obok niego Junseo, nie irytował go tak bardzo. Może faktycznie było coś w tych niebieskich kieliszkach?
      Co jakiś czas rozglądał się po sali, dostrzegając mniej lub bardziej żywiołowe rozmowy. Na razie wydawało się zaskakująco spokojnie. I mógłby zgadywać, że jest to cisza przed burzą.
      Przeniósł swoje delikatnie rozmyte od procentów spojrzenie na Parka. Uniósł delikatnie brwi, zwłaszcza, gdy ten ponownie się do niego zbliżył, przyciągając go za nadgarstek. Kim na ten gest lekko przygryzł dolną wargę, wydając z siebie rozbawiony chichot. Tym razem wydawało mu się to o wiele mniej straszne niż poprzednio.
      — Hym... — mruknął, przekrzywiając lekko głowę w bok. Zmarszczył swój nos, uważnie lustrując postać młodszego. — Ty też mówiłeś, że nie zamierzasz marnować na mnie swojego oddechu. A... — przerwał, przysuwając się nieco, zmniejszając między nimi dystans jeszcze mocniej. — Marnujesz go całkiem sporo — wytknął rozbawiony, intensywnie lustrując twarz swojego rozmówcy.
      Na chwilę odwrócił wzrok, gdy Yuri podniosła się od stołu. Uniósł zaciekawiony brew, obserwując jak kobieta podąża do innego stolika. Dopiero po chwili wrócił spojrzeniem na Junseo.
      — Krzyczeć? — zaśmiał się krótko, poprawiając wolną dłonią swoje włosy. — To zależy z jakiego powodu — stwierdził, patrząc się uparcie Parkowi w oczy.
      Czy chciał go jakoś sprowokować? Może. Do czego? Nie był do końca pewien.

      Ryan

      Usuń
    22. Cameron do tej chwili nie pomyślał, że w kieliszkach może znajdować się coś poza alkoholem. Miał jednak nadzieję, że poza alkoholem nie ma w nich niczego więcej. Jeszcze nie był pewien, czy nie popełnił błędu przychodząc tutaj. Cameron nie rozumiał systemu, który tu działał. Plotki nie były mu obce, ale słuchanie się obcego głosu, który mówi im co mają robić? To było dla niego nowością.
      — Zgaduję, że będziemy musieli się przekonać. — Mruknął w odpowiedzi, kiedy Junseo wypił bez zastanowienia niebieski płyn. Dolan sam nie wiedział, który będzie najlepszym wyborem. Zdawało się, że każdy niesie za sobą jakieś konsekwencje. Nie był pewien, czy chce, aby różowy rozwiązał mu język ani czy potrzebował w więcej miłości. Od tej trzymał się z daleka i nie zapowiadało się, aby miała ona do jego życia wrócić.
      Cameron widząc, jak kieliszki rozchodzą się po towarzystwie sięgnął po żółty. Opis wcale nie brzmiał tak źle. Co złego mogło się niby wydarzyć? Sam nie był pewien, czego się spodziewa, ale był to najzwyklejszy w świecie szampan.
      Przysłuchiwał się rozmowom i czuł, jakby trafił do miejsca, w którym nie powinien być. Napięcie było wyczuwalne z daleka. Zajął miejsce, orientując się, że dwa po jego stronie były wolne. Nie kojarzył tych nazwisk, ale dwójka gości, która tu nie dotarła spóźniała się i to bardzo. Kątem oka zerknął na kolejny stolik. Może w nadziei, że zobaczy tam kogoś znajomego, ale zamiast delikatnych dziewczęcych rysów dostrzegł mężczyznę w czerwonych włosach, który właśnie popijał z piersiówki. Klasyk.
      — Kto z was już wcześniej bywał na imprezach tej całej… Plotkary? — Zapytał. — O co w tym chodzi? Kim ona jest i dlaczego to jest tak popularne?

      Cameron

      Usuń
    23. Nie rozumiał, dlaczego zamiast odepchnąć od siebie Ryana, był podatny na każdy jego ruch, każdy gest. Gdy blondyn nachylił się bliżej, Junseo odruchowo zrobił to samo, a każde słowo spijał z jego ust. Głupie zaczepki intrygowały go coraz bardziej, a buzująca w żyłach krew zaczynała przyprawiać go o delikatne zawroty głowy.
      Dlaczego miałby przestawać, jeśli sprawiało mu to tak ogromną przyjemność?
      — Może ilość spożywanego alkoholu zwiększa moją tolerancję na ciebie — odpowiedział. Spojrzeniem przeleciał po sylwetce blondyna, skupiając uwagę na jego twarzy i ustach uniesionych w delikatnym uśmiechu, który zdawał się dzisiejszego wieczoru nie znikać. Junseo doszedł do konkluzji, że o wiele bardziej wolaby widzieć go uśmiechniętego niż z grymasem niezadowolenia, którym zazwyczaj był obdarowywany.
      Jego myśli zaczynały schodzić na boczny, dość niebezpieczny tor, jednak nie przestraszyły go na tyle, by się wycofać. Jego interakcje z Ryanem miały to do siebie, że nawet gdy rozsądniej byłoby odpuścić, brnął dalej. Może dlatego, gdy kelner przechodził obok z tacą pełną kieliszków, brunet zatrzymał go, dając mu do zrozumienia, by zostawił zawartość tego, co trzymał w rękach, na ich stole. Kolejny raz postawił przed blondynem wypełnione po brzegi szkło. Trunek był słodki, o intensywnym anyżowym smaku – Junseo nie znał się jednak na alkoholach na tyle, by zidentyfikować, co właśnie przełknął.
      — Mógłbym pomyśleć o kilku powodach do krzyku — rzucił enigmatycznie, nim zdążył ugryźć się w język. Zdecydowanie mówił szybciej, niż myślał, a alkohol dodawał mu odwagi.
      Obrócił się na krześle, by spojrzeć na resztę zgromadzonych, która wydawała się zajęta sobą. Jedynie Cameron dołączył do dyskusji z tym samym nurtującym pytaniem.
      — Yuri była, ale się zmyła — odpowiedział. Wiedział o tym tylko dlatego, że blondynka wspomniała o poprzednich imprezach organizatorki. — I chyba Namgi coś o niej słyszał. — Wskazał palcem na chłopaka po lewej, który również napomknął o Plotkarze. — Ja wiem tyle, że miało nie być nudno i jak na razie się sprawdza. — Zachichotał pod nosem, ukradkiem spoglądając na Ryana.

      Junseo

      Usuń
    24. Musiał przyznać, że ostatnie, co zakładał widziawszy Junseo przy stoliku i to obok siebie, był fakt, że będą prowadzić normalną dyskusję. I że naprawdę będzie dobrze bawił się podczas tego. Siedzieli zdecydowanie zbyt blisko siebie siebie i w przeciwieństwie do ostatnich spotkań, nie miał ochoty zmniejszyć tego dystansu czy nawet uciec. Tym razem było wręcz przeciwnie. Czuł przyjemne ciepło, które w połączeniu z perfumami Parka tworzyły niesamowicie przyciągającą mieszankę. Albo to ten alkohol.
      Podobało mu się to jak Junseo na niego patrzy, jak jego wzrok przesuwa się uważnie po ciele. Czuł dziwną satysfakcję. Sam też wcale nie krył się z tym, że uważnie studiuje twarz swojego towarzysza. Bo i po co? Teraz wydawało mu się to kompletnie niepotrzebne.
      Zaśmiał się cicho, widząc kolejny kieliszek postawiony przy swoim talerzu. Kto by pomyślał, że to akurat Park będzie mu tak chętnie podawał alkohol?
      — Jak bardzo chcesz zwiększyć tą swoją tolerancję, hym? — wymruczał wręcz, gestem głowy wskazując na szkło wypełnione trunkiem. Podobało mu się to jak toczyła się ich rozmowa. Podobała mu się ta interakcja i atencja jaką dawał mu Junseo. I zdecydowanie nie miał zamiaru tego przerywać.
      Na odpowiedź, uniósł zaciekawiony brew, a usta wygięły się w nieco bardziej figlarnym i zaczepnym uśmiechu. Oparł swój policzek na przegubie dłoni, przez chwilę nic nie mówiąc. Bezwstydnie wpatrywał się w oczy Parka, by potem po powoli przesuwać spojrzenie w dół. Usta, obojczyki, tors, brzuch, biodra, a nawet łydki. Kiedy skończył, tą samą trasą powędrował wzrokiem znów do ciemnobrązowych tęczówek.
      — Tak? Masz, aż taki wachlarz możliwości? — spytał, śmiejąc się cicho. Ostatecznie, uważał, że oboje mają talent do wszczynania między sobą kłótni i krzyków z bezsensownych powodów.
      Zaraz wyprostował się nieco i przesunął się tak, by usiąść bardziej w stronę Camerona. Międzyczasie, rozejrzał się po sali.
      — Jeśli o mnie chodzi to pierwszy raz — przyznał szczerze. — Popularne? Ludzie kochają plotki, dramaty i patologie. To niesamowity zastrzyk dopaminy. Prosta rozrywka — stwierdził. — Ale jestem ciekawy, co czeka nas jeszcze tego wieczoru — dodał, biorąc podstawionego przez Junseo drinka. Nie odpuścił sobie też spojrzenia w jego stronę.

      Ryan

      Usuń
    25. Choć nie był osobą, która stroni od ludzi, zazwyczaj unikał budowania głębszych relacji. Zamiast mówić na głos o swoich potrzebach, wolał ukrywać je za ostrożnie wybudowanym murem obojętności o solidnych fundamentach. Mimo że emocjonalne powiązania były mu zbędne, potrafił docenić fizyczny aspekt drugiego człowieka i czasem sam potrzebował bliskości. Mimo że zazwyczaj nie pozwalał sobie na to, by jego spojrzenie spoczywało na blondynie zbyt długo, tak teraz nie odmawiał sobie tej przyjemności.
      Mógł zrzucić winę na alkohol, którego dostarczał swojemu organizmowi coraz więcej, jednak jego trzeźwy umysł już dawno doszedł do konkluzji, że Ryan był atrakcyjny – Junseo po prostu nie chciał się z tym pogodzić. Może gdyby okoliczności ich spotkania były inne, a on mniej uparty, kiedyś by się do tego przyznał.
      W normalnych warunkach, kiedy każdy jego ruch był bacznie obserwowany, a chwila zapomnienia równoznaczna z utratą kariery, Park nawet nie śmiał myśleć o swoich preferencjach, żyjąc w strachu, że ktoś odkryje jego największy sekret.
      Tutaj był anonimowy – nikt nie wiedział, kim był, a brak telefonów minimalizował ryzyko tego, że ktokolwiek dowie się o tym, co tak naprawdę wydarzyło się na imprezie. Kolejny kieliszek skutecznie zagłusił głos zdrowego rozsądku, który jeszcze kilka minut wcześniej szeptał mu do ucha, by przestał.
      Tylko że on nie chciał. Pokusa była zbyt silna.
      — To zależy, na jak dużo mi pozwolisz — odparł szczerze, przygryzając dolną wargę. Nie mógł oderwać wzroku od ust Kima. Chciał zetrzeć ten zaczepny uśmiech z jego twarzy, ale nie miał zamiaru robić niczego, na co tamten sam by nie przyzwolił.
      — Jeszcze dużo o mnie nie wiesz, ale może… — Nachylił się nad nim ostrożnie, czekając na reakcję drugiego. Palcem wskazującym odgarnął niesforne blond kosmyki z jego skroni i założył je za ucho chłopaka, po czym wyszeptał: — Ale może się przekonasz.
      Serce biło mu szybko, a oddech stał się płytki. Wolną dłoń zacisnął na swoim udzie, jakby kontakt fizyczny z własnym ciałem miał go uziemić.

      Junseo

      Usuń
    26. Muzyka nagle się urwała. Chwilę później przez salę przetoczył się niski, przeciągły dźwięk gongu, odbijając się echem od wysokiego sklepienia. Jak na niewidzialny rozkaz między stolikami ponownie pojawili się kelnerzy i kelnerki. Z wprawą zabrali opróżnione kieliszki oraz szklane karuzele, na których jeszcze przed momentem wirowały kolorowe drinki. W ich miejsce ustawili szklaną kopułę osadzoną na złotej podstawie. W jej wnętrzu spoczywała pojedyncza czerwona koperta.

      — Mam nadzieję, że smakowało. — W głośnikach ponownie rozbrzmiał rozbawiony głos. — A teraz przejdźmy do tej ciekawszej części wieczoru. Bo przecież nie sądziliście, że chodziło wyłącznie o kolorowe drinki, doprawione odrobiną dobrej zabawy? Sprawdźcie, ile i jakich kieliszków opróżniliście. Każdy kolor niesie za sobą... małą konsekwencję. Nie martwcie się. Jeszcze nikt od tego nie umarł. Chyba. A jeśli tak, to powrócił do życia. — Krótki śmiech poniósł się po sali. — Różowy. Och, różowy jest moim ulubionym. Za trzy różowe kieliszki każdy pijący musi pożegnać się z trzema elementami garderoby. Marynarka, krawat, szpilki, biżuteria... Sukienka. Wybór należy do was. Choć im odważniejszy, tym ciekawsze zdjęcia. Niebieski. Miłość do bliźnich, pamiętacie? Cóż... Pocałujcie dowolną osobę przy swoim stoliku. Nie w policzek. Nie oszukujcie. Stać was na odrobinę zaangażowania. Żółty. Skoro świat wydaje się taki piękny, odpowiedzcie na jedno proste pytanie. Kto jest najatrakcyjniejszą osobą przy waszym stole? Nie wypada? Tym gorzej. Szczerość zawsze jest bardziej interesująca niż dobre maniery. Biały... Ach, biały. Podzielcie się z kimś przy stole swoim sekretem. Takim, którego wolelibyście nigdy nie wypowiadać na głos. A jeśli odmówicie... cóż. Ja zrobię to za was. — Zapadła krótka, wymowna cisza. — I na koniec czerwony. Wskażcie osobę, z którą najłatwiej byłoby wam zdradzić swojego partnera. A jeśli go nie macie... wybierzcie kogoś, z kim najchętniej popełnilibyście ten błąd.

      Rozległ się dźwięk stukających o siebie kieliszków.

      — No już. Nie spoglądajcie z takim oburzeniem. Sami zgodziliście się zagrać... No, prawie. Miłej zabawy!


      Zawartości kieliszków:
      Różowy X-Rated Fusion Liqueur: Likier na bazie francuskiej wódki, 47% alkoholu. O smaku krwistej pomarańczy, mango, marakui i wiśni.
      Niebieski Hpnotiq: Likier na bazie francuskiej wódki i koniaku, 17% alkoholu. Smak tropikalnych owoców z nutami cytrusów. MDMA
      Żółty Yellow Chartreuse: Francuski likier ziołowy, 43% alkoholu. Smak ziołowy, miodowy, korzenny i lekko anyżowy. Cannabis
      Biały Clase Azul Plata Premium tequila blanco, 40% alkoholu. Smak gładki, z nutami cytrusów, wanilii i słodkiej agawy. Cocainum
      Czerwony Campari Włoski gorzki likier, 25% alkoholu Smak gorzko-słodki, z wyraźnymi nutami gorzkiej pomarańczy, ziół i przypraw. Speed

      Usuń
    27. Ryan lubil przebywać z ludźmi. Sprawiało mu to radość. To troszke zaprowadziło go za daleko i doprowadziło do rozstania z jego partnerem. Żałował tego, po dziś dzień. Jednak z drugiej strony, może właśnie tak miało być.
      Gdyby nie fakt, że Junseo od ich pierwszego spotkania zachowywał się jak rozwścieczona chihuahua i nie sprawił, że Kim juz nieco się do niego uprzedził, moglby się pokusić do przyznania faktu, że Park byl naprawdę atrakcyjnym mężczyzna.
      Teraz sprawa miala się inaczej, jawnie ze sobą flirtowali, a ich twarze nie były, tak jak zazwyczaj, ściągnięte w grymasie złości. Uśmiechali się do siebie, mierzyli badawczymi spojrzeniami, z lekka nuta wyzwania.
      Na słowa młodszego, poczuł jak po jego ciele przebiega przyjemne ciepło. Widzial, gdzie utkwił wzrok, aż przełknął ślinę i sam na korki moment skupił wzrok na wargach Junseo. Wydawały mu się kuszące, zwłaszcza takie delikatnie przygryzione i wilgotne od upitego trunku.
      Czul jak jego serce przyspieszyło, zdecydowanie zbyt mocno, gdy Park odgarnął jego włosy. Nie odsunal się. Ich twarze dzieliły centymetry. Spojrzał chłopakowi w oczy i gdy mial się przysunąć bardziej, usłyszał z głośników głos plotkary. Nie ruszył się jednak, po prostu przyglądał się chłopakowi, słuchając uważnie.
      Na słowa o pocałunku, zaśmiał się cicho. Rzucił okiem po pozostałych znajdujących się przy ich stoliku, ale byla tu tylko jedna osoba, którą mial ochotę Pocałować.
      Wrócił sporzeniem znów do Junseo, przysuwając się bliżej. Dotknął jego karku, zaraz wysuwając delikatnie swój język. Przesunął nim zaczepnie po wargach Junseo. Westchnął zadowolony, drugą dłoń położył na tej Parka, która zaciskała się na jego udach.
      — Chciałbym się przekonać — wyszeptał w jego usta, czekając na ruch i dalsze pozwolenie.


      Ryan

      Usuń
    28. Będąc kompletnie szczerym Cameron zgubił wątek w tym, co działo się przy stoliku. Nie chciał się już wtrącać w rozmowę, która zdecydowanie go nie dotyczyła, a Ryan i Junseo najwyraźniej mieli się ku sobie. Dla Camerona to w zasadzie była pierwsza taka sytuacja, kiedy był świadkiem wręcz tak zażartej walki między dwoma mężczyznami. Uznał, że to odpowiedni moment, aby się zmyć. Przynajmniej na chwilę, dopóki atmosfera przy stole nie ostygnie, ale nie zapowiadało się na to, aby ta dwójka miała się wstrzymywać. Najzabawniejsze było to, że przy stole było więcej osób, ale te najwyraźniej nie były w ogóle zainteresowane. Czy każdy tu był w swoim świecie?
      Cameron odetchnął z ulgą, kiedy okazało się, że jego drink zawierał tylko marihuanę. Mógł to przeżyć, cóż zdecydowanie mógł to przeżyć. Nie brał twardych narkotyków. W zasadzie od tych miękkich również trzymał się z daleka. Co najwyżej, gdy miał wolne pozwalał sobie na skręta. Słyząc za to zadanie, które musiał wykonać uśmiechnął się pod nosem. Pójdzie mu jak z płatka. W przeciwieństwie do innych par, a było ich tu sporo, nie znał nikogo, więc wychodziło na to, że ewentualne konsekwencje zadań go nie dosięgną.
      Zanim zdecydował się odpowiedzieć na pytanie, pochylił się w stronę swojego sąsiada z lewej. Cóż, jedynego, jakby nie patrzeć.
      — Powinniście wynająć sobie tu pokój. — Nie powiedział tego głośno. Wystarczająco, aby dwójka zainteresowanych go usłyszała. — Stoły bywają… Niewygodne. Krzesła również. I dużo tu gapiów.
      Posłał im rozbawiony uśmiech. Nie dało się ignorować tego co tu się działo. Dolan był rozbawiony, a im życzył… Owocnej nocy. Zapowiadało się, że panowie będą mieli ręce pełne roboty. I może nie tylko ręce.
      — Nie chcę psuć zabawy Plotkarze, myślę, że przy naszym stoliku najatrakcyjniejsze osoby to Yuri i Danielle.
      Wykonał zadanie, a nawet dwa. Jeśli dalej będzie tak łatwo to kto wie, a może się z nią polubi.

      Cameron

      Usuń
    29. Junseo potrafił być posłuszny, gdy tego chciał bądź gdy wymagała tego sytuacja. W tym wypadku oba stwierdzenia były trafne, więc nie trzeba było mu niczego dwa razy powtarzać.
      Kiedy tylko poczuł na karku dotyk Ryana, jego ciało przeszedł dreszcz sięgający aż po opuszki palców, które właśnie wsunął w blond włosy, zaciskając delikatnie dłoń. Sam przejechał językiem po wargach, jakby miało to choć w części zaspokoić jego prawdziwe pragnienie. Jego ruchy nie były agresywne, bo emocje, jakie nim teraz targały, zaliczały się do tych pozytywnych, aczkolwiek każdy kolejny gest był stanowczy, zachłanny – jasno dawał do zrozumienia, że Kim nie musi być ostrożny ani prosić o przyzwolenie. Junseo był gotowy, by chociaż raz, bez sprzeciwu, dać Ryanowi dokładnie to, o co poprosił.
      Przyciągnął go do siebie jeszcze bliżej. Czuł, jak oddech blondyna muska jego rozgrzaną twarz, i bez zastanowienia wpił się w usta drugiego, językiem rozchylając jego wargi.
      Na języku poczuł mieszankę wiśniowej pomadki, szampana i alkoholi, które oboje wypili tej nocy – w opinii Junseo smakował jak koktajl, który mógłby sączyć całą noc. Westchnął cicho, pogłębiając pocałunek, i w chwili uniesienia zapomniał o tym, że dalej znajdują się przy stole pełnym ludzi. Dopiero gdy ktoś odchrząknął, odsunął się od Ryana na tyle, by spojrzeć mu w oczy, w których szukał reakcji na to, co właśnie między nimi zaszło.
      Chwilę temu kierowała nim pewność siebie, teraz oddychał ciężko.
      — Werdykt? — zapytał niepewnie, w obawie, że więcej słów nie przejdzie mu przez gardło.

      Junseo

      Usuń
    30. Danielle wypiła drinka z wyraźnym grymasem na twarzy. Nie przepadała z smakiem wódki, a tu wyraźnie jej nie pożałowano. Minho z kolei sięgnął po czerwony, smak pozostawiał wiele do życzenia, ale nie marudził. Dopiero kolejne wtrącenie Plotkary, sprawiło, że mięśnie na jego twarzy nieco stężały.
      Uśmiechnęła się lekko, wdzięcznie do Camerona, gdy ten skomentował urodę jej oraz Yuri. Chyba nie było osoby, która nie lubiła, gdy się ją komplementowało. Zerknęła w kierunku chłopaków, którzy zdecydowanie zamknęli się w swojej szczelnej bańce i nie zamierzali się z niej uwalniać. Lekki rumieniec wypłynął na jej twarz, gdy mimochodem przypomniała sobie z jaką łatwością wpadała ten stan z Namgim. I równie mimowolnie przeniosła wzrok właśnie na niego.
      Oboje wypili różowy drinki.
      — Mogło być gorzej. — skomentowała odpinając kolczyki, które rzuciła na blat stołu. W ślad za nią poszły szpilki i wsuwki do włosów, którymi podpięte miała włosy. Te szybko jej odrosły odkąd w przypływie emocji ścięła je na krótko, więc rozsypały się gęstymi, zdrowymi falami na ramiona oraz łopatki.
      — Teraz ty, Plotkara ci nie odpuści. Czerwony… musisz wybrać jedną osobę. — zwróciła się z uśmiechem do Minho, czekając na odpowiedź.
      Mężczyzna otworzył nieco usta, zamknął je w geście zawahania. Jego wzrok przebiegł po zebranych, na dłużej zatrzymując się na Namgim, by ostatecznie wrócić do Danielle.
      — Ty… wybrałbym ciebie.
      Danielle odchyliła się nieco na krześle, parsknęła cicho nerwowym śmiechem. Nie spodziewała się takiej odpowiedzi z jego strony i niekoniecznie wiedziała jak miałaby zareagować, zwłaszcza czując wyraźnie obecność Namgiego po drugiej stronie. Nigdy wcześniej nie przekroczyli tej granicy, a może to ona była na pewne rzeczy ślepa, skupiając całą swoją uwagę na tekściarzu. Nigdy też nie chciała znaleźć się na pozycji, gdy komuś musiałaby powiedzieć nie. Nie chciała zranić jego uczuć, za bardzo ceniła sobie jego osobę w swoim życiu.
      — Chyba nie powinno cię to dziwić. — dodał. Minho uśmiechnął się w ten swój ciepły, szczery sposób, który sprawiał, że czuła się bezpiecznie w jego obecności. Uniósł dłoń i poprawił pasmo włosów, które niesfornie się układało po rozpuszczeniu.
      — A jednak. — dodała cicho, odwracając od niego wzrok. Czuła jak zaczynając piec ją policzki i mogła sobie jedynie wyobrazić jak bardzo czerwona była na twarzy. Poczuła się odsłonięta, jakby wyłożył przed wszystkimi coś, czego nigdy wcześniej jawnie jej nie powiedział. I co miała teraz z tym faktem zrobić?

      Dani

      Usuń
    31. Usta Junseo idealnie do niego pasowały. Czuł jak w głowie mu buzuje i sam nie wiedział, co za to winić. Emocje, wypity alkohol czy te środki, które zostały dosypane do ich kolorowych drinków. Teraz nie było to takie ważne. Chciał po prostu być coraz bliżej, rozkoszować się tym pocałunkiem.
      Pozwolił sobie na kilka westchnień, na to, by jego dłoń gładziła kark bruneta, a ta druga, by powoli sunęła po jego ciele, coraz wyżej, aż na tors. Podobało mu się to, co czuł pod materiałem koszuli, którą właściwie najchętniej by z niego ściągnął. Wydawała mu się mocno niepotrzebna w tym momencie.
      Nie przejął się komentarzem rzuconym przez Camerona. Gdy odsunął się od Parka, cicho się zasmiał. Może i powinni? Ale jeszcze nie teraz.
      Zaraz spojrzał Junseo w oczy i delikatnie pogładził go po policzku. Podobało mu się to wszystko. Nie przypuszczal, że ten wieczór tak się rozwinie, że będzie się tak dobrze bawić. I to właśnie z tą osobą.
      — Całkiem nieźle — oznajmił zadowolony. — Ale do końcowej opini będę potrzebował wiecej — dodał, przysuwając się i znów złączył ich usta w pocałunku.
      Jedynie na chwilę. Odsunął się z nieukrywanym niezadowoleniem, łapiąc chlopaka za rękę.
      — Chcesz pójść na parkiet? Jak dalej w takim tempie będziesz pić to wylądujesz pod stołem nim zabawa rozkręci się na dobre — dodał zaczepnie, zaraz wstając i patrząc na Parka wyczekująco.


      Ryan

      Usuń
    32. Kiedy Ryan pocałował go ponownie, Junseo jęknął cicho prosto w usta blondyna, a potem przygryzł jego dolną wargę. Zdążył wyłączyć myślenie. Nie chciał rozważać, co było rozsądne, a czego zapewne pożałuje rano. Poddał się pożądaniu, które rozpalało go od środka.
      Spodobała mu się odpowiedź na zadane pytanie, bo brzmiała jak obietnica, jego słowa zaś jak deklaracja, że to jeszcze nie koniec, a ich przygoda dopiero się rozpoczynała. Swoje szkliste spojrzenie skupił na Ryanie, na rumieńcach zdobiących jego twarz i na zmierzwionych włosach, które ponownie przeczesał palcami. Obserwował go z satysfakcją, aż sam wykrzywił swoje spuchnięte od pocałunków usta w zadziornym uśmiechu.
      Powinien ochłonąć, wyjść na zewnątrz i zaczerpnąć świeżego powietrza, jednak postanowił zignorować zbierający się na skroni pot i przystał na ofertę. Uścisnął dłoń Ryana i podniósł się z krzesła.
      — Miło was było poznać — skinął głową w kierunku kilku osób, które dalej znajdowały się przy stole, ale ani trochę nie żałował, że ich wspólny czas dobiega końca. Po szybkim pożegnaniu ścisnął dłoń Ryana, dając mu znać, że jest gotowy.
      — Może tym razem pójdzie nam lepiej — rzucił za siebie, nawiązując do ich poprzednich spotkań na parkiecie, i pociągnął chłopaka za sobą, chwiejnym krokiem oddalając się w głąb sali.

      Junseoo

      Usuń
    33. Spekulacje co do celów Plotkary nie były czymś zaskakującym, a wręcz na odwrót - nieodłączną częścią imprez, kiedy część grupy miała dość jest zabaw i starała się zrozumieć co za nimi stało, a druga po prostu była podekscytowaną drobnego (czy większego) przekrętu z jej strony.
      Więc na pytanie Camerona w teorii był w stanie odpowiedzieć, ale duża jego część była w stanie zebrać się wyłącznie na niewinne wzruszenie ramionami, przy okazji pozwalając, aby dwójka mniej doświadczonych przejęła stery
      — Ale tak naprawdę to wiem tyle, co wy. Oprócz tego, że atrakcji dla gości ma pod dostatkiem — przyznał, co również nie mijało się w pełni z prawdą. Tak jak oni, nie miał pojęcia, kim była, ani co miała z organizowania tych wszystkich wydarzeń, na których obierała ich sobie jako cel i robiła wszystko, aby ich upokorzyć. Czy to wyznaniem sekretów, czy zmuszając do niesamowicie niewygodnych zadań lub innych wyznań, które jednak były mniej groźne niż brudy, jakie potrafiła na nich wyciągnąć.
      No i podstawiała im różne używki. W tym alkohol, który zdołał zadziałać wyjątkowo skutecznie na siedzącą przy stoliku dwójkę chłopaków, którym dobrany kolor drinka idealnie wpasował się w panujące między nimi napięcie.
      A Namgi nie potrafił ukryć swojego rozbawienia, ale i zdziwienia, jak szybko poszło. Z jaką łatwością gra Plotkary rozwijała się przy ich stoliku, i to najwidoczniej bardzo owocnie, a dwójka zaangażowanych widocznie zatracała się otaczającej ich atmosferze.
      Komentarz Camerona również gładko opuścił jego usta, a Jungowi nie zostało nic innego oprócz lekkiego skinienia głową, skoro się z nim zgadzał. A jakikolwiek żartobliwy komentarz wypadał z obiegu, bo nie miał do nich teraz, czy może już prawa.
      W tym wszystkim zdążył zapomnieć o swoim zadaniu, powracającym do jego pamięci, kiedy Dani, mająca tego samego drinka, bez problemu zabrała się za pozbycie się biżuterii i obuwia. Tym samym rozpuszczając włosy, które ostatni raz, jak ją widział, sięgały jej ledwo do ramion, teraz wracając do długości z ich pierwszych spotkań. Jak cały ten wieczór wyciągając stare wspomnienia na wierzch, wraz z lekkim uśmiechem chcącym wkraść się na jego usta.
      Szybko jednak został stamtąd wymazany, kiedy pod wpływem słów Danielle, nadeszła kolej Minho, a mrożący wzrok zatrzymał Namgiego w zsuwaniu marynarki z ramion, kiedy starał się wykorzystać okno nieuwagi reszty
      — Co? — wyrwało mu się kompletnie bez pomyślunku. Mógłby się tłumaczyć, że chodziło o to spojrzenie; chciałby się tak tłumaczyć, ale oboje wiedzieli, że nie o to chodzi. Reakcja Danielle jedynie to podkreślała, kiedy niedowierzanie leżało nie tylko u samego Junga.
      —A tak można? — wypił sam alkohol, ale mocniejszy niż ostatnio miał w zwyczaju i w większej ilości, jeśli doliczał do tego wychylonego na wejściu szampana. Ogółem pił i rzadziej; już lepiej wypadłby biorąc drinka z marihuaną. Rozwiązany język widocznie naprawdę był wliczony w pakiet z wymogiem pozbycia się ciuchów, do czego przy okazji wrócił, pozostawiając marynarkę na oparciu i przechodząc dłońmi do rozwiązywania czarnego krawatu — Skoro wiesz... tak naprawdę to jesteście work buddies, nie? Albo gorzej... — zatrzymał się na chwilę, i po to, aby zdjąć krawat i zająć się ostatnim elementem ściąganej garderoby, paskiem. Ale i dla dramatycznego efektu, podkreślonego zaskoczonym złapaniem oddechu i głupio myśląc, że dalej miał prawo pozwalać sobie na podobne, 'żartobliwe' teksty — jak rodzeństwo.

      Namgi

      Usuń
    34. Wzdrygnęła się, gdy palce Minho ostrożnie odsunęły kosmyk włosów z jej policzka. Chciała to lepiej skomentować. Najlepiej od razu wyjaśnić, nawet jeśli miejsce niekoniecznie sprzyjało takim rozmowom. Wtedy jednak do rozmowy wtrącił się Namgi.
      Danielle zwróciła na niego swój wzrok. Widziała żartobliwy uśmieszek na jego twarzy, słyszała przekorną nutę w głosie i o boże, widziała jego długie palce rozwiązujące krawat. Niby zwyczajny gest, wywołany jedynie podstępną grą Plotkary, a jednak zrobił jej coś czego nie potrafiła nazwać.
      Gorąco wpłynęło momentalnie na jej policzki. Zrobiło jej się duszno od napływających po obu stronach odpowiedzi. Słowa uwięzły jej w gardle, ale choć Namgi nie powinien się wtrącać, dolewając oliwy do ognia, to miał rację. Minho był w jej oczach kimś na wzór starszego brata, zawsze obok gotowy nieść pomoc. Nie wiedziała kiedy przegapiła moment, w którym jego spojrzenie uległo zmianie. Teraz to dostrzegała, ciepło mieszało się z czymś więcej. I… chciała przed tym się schować. Przed jednym i drugim tak właściwie.
      — Potrzebuję drinka. — wypaliła nagle.
      — Przyniosę ci…
      — Nie! — pokręciła głową, celowo omijając wzrokiem twarz Minho. — Rozprostuję się.

      Dani, part one

      Usuń
    35. Wbity w niego wzrok Minho, mówił mu wystarczająco wiele co do jego potencjalnego (a raczej stuprocentowego) przekraczenia jakiejś granicy, której tak naprawdę się nie spodziewał. Czy uwielbiali siebie nawzajem? Pewnie nie, nie było do tego powodów – Namgi bardziej przyznałby, że ochroniarz wzbudzał w nim lekki strach, mimo miłych uśmiechów wymienianych między sobą, między innymi w Korei.
      Teraz jednak mógł być pewien, że nie leżał w jego dobrych łaskach. I musiałby być już kompletnym idiotą, aby nie domyślać się, jaki był tego powód. Nawet jeśli jego ego chwilami starało się urosnąć i stwierdzić, że przyczyną była łącząca go kiedyś d̶a̶l̶e̶j̶ relacja z Danielle.
      Nie powinna go więc dziwić intensywność spojrzenia, jakie wwiercało się w jego profil, podczas gdy oficjalnie kończył rzucone mu przez Plotkarę wyznanie, a Dani podniosła się ze swojego miejsca
      — Dani- — miękkość w głosie Minho zniknęła niemal równie szybko, co odchodząca od stołu brunetka, a spojrzenie ponownie wróciło na tekściarza, który zagubiony rozłożył ręce, szczerze wierząc, że wcale nie był główną przyczyną nagłej reakcji. I zapewne powinien pozostać tam, przy stole, z bezradnie rozłożonymi rękoma i próbować przeprosić mężczyznę za zapewne nieproszony komentarz, ale jakiekolwiek uległe słowa nie chciały mu przejść przez gardło. Nawet się do tego nie zbliżały.
      W przeciwieństwie do bezmyślnego podniesienia się od stolika, gdzie kulturalnie zostawił porzucone elementy garderoby na swoim krześle
      — No, miło było poznać. Mam nadzieję, że dobrze się bawisz na imprezie, Cameron. Głupio wyszło, że się tak rozeszli wszyscy — pokręcił z lekką dezaprobatą głową, jakby sam nie planował zrobić tego samego.
      — Daj jej spokój, Jung — chyba tylko dzięki towarzyszącym temu słowom był w stanie na czas zareagować i wyślizgnąć się z żelaznego chwytu Minho.
      — O co Ci w ogóle chodzi? — nie krył niedowierzania w swoim głosie i minie, po której wciąż błądził to nerwowy, to rozbawiony uśmiech — Dani– elle da sobie radę bez Ciebie siedzącym jej na ogonie, Minho, serio — i nie zamierzał testować swojego szczęścia, kiedy dojrzał niebezpieczny błysk w oku ochroniarza, zapewne zdolnego do o wiele więcej po wypitym drinku, jak i braku obecności Song, która zapewne tego wieczora jako jedyna mogła mieć jakkolwiek uspokajające działanie.

      namgi

      Usuń
  5. Stół #4 The One with the Last Minute RSVP

    OdpowiedzUsuń
  6. Coat Check Leave your coat. Keep your secrets.

    OdpowiedzUsuń
  7. Hotel Bar One drink away from a terrible decision.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podniosła się na nieco chwiejnych nogach i ruszyła w kierunku hotelowego baru. Rzeczywiście potrzebowała obrzydliwie słodkiego drinka, na którym będzie mogła skupić uwagę, lecz też chciała odejść od stołu, czując że nie zniesie więcej. Potrzebowała chwili by odetchnąć i ułożyć sobie pewne kwestie w głowie.
      Stanęła przy ladzie, opierając się o nią łokciami. Chwilę wpatrywałą się tępo w butelki ustawione w równych rzędach i dopiero głos barmana wyrwał ją z tego dziwnego stanu odrętwienia.
      — Clover Club, podwójny. — poleciła chowając na moment twarz w dłoniach.
      Nie odwracała się. Nie miała w sobie tyle odwagi, by teraz z którymkolwiek się skonfrontować. Co ona sobie myślała, przyjeżdżając na tą imprezę?
      Gdy różowy drink w końcu wylądował przed nią, pospiesznie chwyciła go w dłoń i pociągnęła łyk słodkawej mieszanki. Potem następny i dopiero wtedy wzięła głębszy oddech.

      Dani part two

      Usuń
    2. Przyspieszył nieco kroku, rzucając raz przelotnie za siebie wzrokiem, kiedy przy odchodzeniu od stolika zdołał dojrzeć po raz kolejny rękę Minho, próbującą zatrzymać go w miejscu. A tego nie chciał.
      I pewnie powinien był skierować się gdzie indziej, aniżeli do baru. Pewnie faktycznie powinien dać Danielle spokój, jasno sugerującej, że potrzebowała chwili dla siebie. Lecz ta rozsądna część siebie samego w pełni była zagłuszana tą samolubną; tą, która pragnęła wykorzystać moment, że byli razem. W tym samym kraju i mieście. W tym samym miejscu, gdzie w końcu mógł ją zobaczyć w innej formie niż na wykurowanych zdjęciach w mediach społecznościowych.
      Bezmyślnie, a zarazem bez problemu wsunął się na stołek obok, zamawiając cichym, ale jasnym szeptem whiskey sour i z ostrożnością przyglądając się dziewczynie w próbie wyłapania jakichkolwiek oznak… złości? Dyskomfortu? Czegokolwiek, co zwróciłoby go na ziemię i uświadomiło w tym, że był dalej nieproszonym gościem
      — Jak tam wrócę, to Minho chyba wyrwie mi nogi z dupy, wiesz? — a kolejny, głupi tekst, miał być niczym wyciągnięta gałązka oliwna. Delikatna, znajoma próba, która w połączeniu ze zmiękczonym spojrzeniem miała na celu zachęcenie jej do rozmowy. Przynajmniej tego jednego wieczoru.

      namgi

      Usuń
    3. Danielle była tak głęboko pogrążona w swoich myślach, że w pierwszej chwili nie poczuła ruchu powietrza koło siebie i pojawienia się innej osoby. Dopiero głos Namgiego wyrwał ją z gonitwy myśli, która odbywała się właśnie w jej głowie. Aż pulsowały jej skronie.
      Podniosła na niego wzrok, wciąż jeszcze lekko nieobecny, jakby patrzyła na niego z większego dystansu niż w rzeczywistości się znajdowali.
      Przesunęła spojrzeniem po jego twarzy, po miękkim spojrzeniu i kilku jasnych kosmykach opadających mu na oczy. Wyglądał dobrze, bardzo dobrze… boleśnie dobrze. Obrysowała nieznaczny uśmiech wyginający jego wargi. Zawsze lubiła, gdy się uśmiechał i dużo śmiał. Łagodziło to jego rysy twarzy, dodawało mu młodzieńczej beztroski, której niekiedy brakowało w codziennym życiu. Lubiła go takim oglądać.
      Parsknęła śmiechem na jego słowa. Od samego początku z niezwykłą lekkością potrafił ją rozśmieszyć i podnieść na duchu. Dlatego tak ochoczo wracała do studia. Nie dość, że dawał jej przestrzeń na wyplucie z siebie najgłupszych bolączek dnia, to poprawiał jej nastrój swoim dowcipem.
      — Jak ja wrócę do stolika, to ja mu nogi z dupy powyrywam. — odpowiedziała z lekkim uśmiechem.
      Minho od samego początku podchodził z dystansem do Namgiego, obdarzając go mocno ograniczonym zaufaniem. Nie było to nic nowego, taka była jego rola by mieć oczy dookoła głowy, jeśli chodziło o Danielle. Jej bezpieczeństwo było jego priorytetem, a gdy wszystko zaczęło się komplikować, winą za to obarczył Junga.
      Za moment jednak zawiesiła wzrok na powierzchni drinka. Zmarszczyła nieco brwi.
      — Nie wiem dlaczego to powiedział. — przyznała ciszej, wzruszając krzywo jednym ramieniem. — Naprawdę ja… ja chyba nigdy nie zrobiłam ani jednego gestu, który mógłby mu coś takiego podsunąć do głowy. — dodała kręcąc własną.
      Próbowała przeanalizować wszystkie lata wstecz, kiedy spędzała z mężczyzną czas. Każdy uśmiech, każdy uścisk dłoni, każde skrycie się w jego ramionach… wszystko to traktowała po przyjacielsku, niemalże z siostrzaną miłością. Minho był dla niej ważny, nie zaprzeczała temu, ale miała wrażenie, że nigdy nie zeszła z tej ścieżki.
      Nie chciała się tłumaczyć… a może właśnie odczuwała wewnętrzną potrzebę aby wszystko było dla Namgiego jasne, by nie dobudował sobie własnej wersji wydarzeń w swojej wyobraźni.
      — Nie ważne, to pewnie ostatnia rzecz o jakiej mógłbyś chcieć rozmawiać. — stwierdziła, owijając palce wokół nóżki kieliszka i unosząc go do ust.
      Nie był jej nic winien. Rozstali się dając sobie czyste karty, za obopólnym porozumieniem. Pamiętała ten okropny dzień jakby to było wczoraj. Moment, w którym przyszła się pożegnać, ogłaszając, że wyjeżdża do Korei. Pożegnanie, ostatni krótki pocałunek…
      Przełknęła ślinę czując jak na samą myśl o tamtym dniu, gula zbiera się w gardle.
      Choć wciąż nosiła w swoim sercu ogrom żalu, tęsknoty i uczuć, z którymi nie potrafiła się uporać, nie wymagała aby Namgi wskoczył teraz w rolę pocieszyciela. Ba, liczyła się z tym, że mógł do niej żywić jedynie sentyment, o ile w ogóle, choć te kilka maili, które ze sobą wymienili w tajemnicy, napawały ją optymizmem, że jednak nie wszystko co było między nimi, zostało skreślone.
      — Lepiej powiedz co u ciebie? Jak album? Co się dzieje od kuchni? Chcę wszystko wiedzieć! — Płynnie zmieniła temat, a w jej głosie wybrzmiała szczera ekscytacja.

      Dani

      Usuń
    4. Dawno nie słyszał, jak się śmiała.
      A szczególnie tego, który był wywołany właśnie przez niego, odkrywając beztroskę, którą chwilami starała się ukrywać. Ostatnio częściej, niż rzadziej. Ale nie teraz, w chwili, która sprawiała dla niego wrażenie wyrwanej z rzeczywistości, bo rozmawiali. Najzwyczajniej w świecie, tak jakby ich ostatnie spotkanie nie było wypełnione łzami i żalem, który przełykał przy każdym cisnącym się na język słowie, które marnie próbowało zatrzymać ją przy sobie.
      — Nie masz na to wpływu — przyznał z trudem, podświadomie kopiując gest niechlujnego wzruszenia ramieniem, acz dotrzymywał temu towarzystwa nieprzerwany, słaby uśmiech. Sam zresztą nie widział wcześniej u Minho niczego więcej oprócz nadopiekuńczości. Może i sam Namgi był miejscami zazdrosny o ich bliskość, ale był też jej świadkiem. Widział niewinny blask w oku Danielle, kiedy przytulała się bez powściągliwości do mężczyzny, zaraz pozwalając sobie na zadziorne wbicie palca pod żebro czy równie prędkie odepchnięcie go od siebie.
      Ale widział też wzrok ochroniarza zawsze za nią wędrujący. Rozczulenie drobnymi gestami, których zapewne sama nie była świadoma, a miała w nawyku je robić zawsze w tych samych sytuacjach; zmarszczenie nosa przy chichocie albo zakrywanie ust dłonią w nieudolnych próbach zduszenia go.
      Po prostu wtedy był na niego… obojętny. Zbyt pewny siebie i łączących go z Danielle uczuć, aby przejąć się Minho, który przecież od zawsze miał miejsce w jej życiu, a tym samym w sercu.
      Może dlatego jej słowa, to nagłe tłumaczenie się, pozostawiały po sobie słodki, acz podkreślony kwasowością posmak w ustach. Wybudziły namiastkę nadziei w jego sercu na coś, co już dawno powinien był wykreślić, bo i tak wspólnie ustalili. A zamiast tego, siedząc niedaleko niej przy barze i nieświadomie sunąc palcem po kancie szklanki z drinkiem po wzięciu łyka, pozwalał sobie zatracać się w tym odczuciu. Mimo tego, jak mocno ściskało go serce, a każda minuta wydawała się cenniejsza, niż kiedykolwiek indziej
      — Boże, szkoda dnia na opowiadanie tego wszystkiego — westchnął dramatycznie, dorównując jej nagłej nadwyżce energii, mimo ciężaru, jaki musiał przy okazji przełknąć — Crash się tak spłakał, ale to już widziałaś — może nie powinien wspominać maili — Ale no, nic dziwnego, szczerze. Tyle siedzeliśmy w studiu, że w którymś momencie pomyślałem, że się tam wprowadzi, serio. Nawet dzisiaj dzwonił, czy może przyjść, bo on już ma kolejne pomysły — parsknął krótko z rozbawieniem, ceniąc sobie jednak pasję młodego artysty, dalej przeżywającego sukces Remnants, gdzie wysłał Jungowi dumne zdjęcie z albumem i wydrukowanym zrzutem ekranu wyników z pierwszego dnia na swoim biurku, niczym najlepsze, możliwe trofeum.
      — Ale no, bywało ciężko — przyznał chwilę później, a wolna z dłoni zadziałała szybciej, niż mógł pomyśleć, kiedy ostrożnym przesunięciem palcem zgarnął kosmyki wpadające Danielle do oczu — Zawsze jest łatwiej, jeśli jest się komu wygadać, co nie? — dopowiedział nieco ciszej, dopiero przy przypadkowym zetknięciu się z rozgrzaną skórą, rejestrując własne zachowanie. Nawracający ścisk w gardle, kiedy lekki dotyk przedarł się prosto do kującego serca, a pierwszym odruchem niemal stało się delikatne objęcie ciepłego policzka, zamiast odsunięcia się i zakrycia ust przysuniętym do nich drinkiem — Na każdy temat, Dani.

      namgi

      Usuń
    5. — Kogoś mi przypomina. — skwitowała z lekkim uśmiechem, posyłając mu wymowne spojrzenie.
      Namgi był pracoholikiem, nietrudno było to dostrzec. Potrafił godzinami przesiadywać w studio, robić kilkadziesiąt powtórzeń, setki prób, tysiące nowych nagrań byleby tylko uzyskać wymarzony efekt. Nierzadko zapominał o zjedzeniu czegoś treściwszego niż kawa lub szybki energetyk. Wielokrotnie widziała cienie malujące się szerokim łukiem pod jego oczami. WIelokrotnie musiała mu przypomnieć aby oderwał się od konsoli, zjadł przyniesiony obiad lub siłą zaciągnąć go do domu, by wreszcie się wyspał.
      Ale skłamałaby, gdyby powiedziała, że jej to nie imponuje. Imponowała jego ciężka praca, uwaga dla szczegółów i niegasnąca ambicja. Robiło jej się ciepło na sercu, gdy mogła załatwić mu wizytę w wytwórni w Korei i przyglądać się jego narastającej, z każdą chwilą, ekscytacji, gdy tam byli. Oboje potrafili zatracać się w pracowitości, ale z łatwością się z niej wyrywali, gdy spędzali razem czas.
      Kąciki jej ust zadrżały, gdy wspomniał, że widziała. Tak widziała, wielokrotnie wracałą do tego zdjęcia.
      — Wydawałeś się wtedy spełniony… i szczęśliwy. — przyznała. Zawsze mu tego życzyła, by spełniał swoje marzenia. I nigdy nie zwątpiła, że osiągnie sukces.
      Zarejestrowała ruch jego ręki kątem oka.
      Jego palce, ciepłe, nieco szorstkie od pracy, ale ostrożne, przesunęły się po jej skroni, zgarniając kosmyki, które wciąż uparcie wpadały jej do oczu. Dotyk trwał może sekundę, może dwie, a gdy ujął jej policzek, jej twarz mimowolnie uległa pokusie, wtulając się we wnętrze dłoni.
      Ciepło rozlało się od miejsca styku, w dół, po policzku, aż do szyi. Skóra zarumieniła się delikatnie, choć w półciemności baru nikt tego nie zauważył. Danielle nie odsunęła się. Nie zamknęła oczu. Po prostu wstrzymała oddech na ułamek sekundy, jakby bała się, że zbyt gwałtowny ruch zniszczy tę cienką, niemal niewidzialną nić, która właśnie się między nimi znowu napięła.
      W uszach wciąż brzmiały jego słowa o Crashu, o studiu, o tym, jak łatwiej się wygadać. Ale te słowa odpływały gdzieś na drugi plan. Na pierwszym planie pozostał tylko ten gest. Ten sam, który kiedyś wykonywali bez zastanowienia. Przy grach, przy zdjęciach, przy późnych wieczorach w salonie, kiedy ona zasypiała na kanapie, a on poprawiał jej włosy, bo tak będzie jej wygodniej.
      Ciche pragnienie, które od miesięcy trzymała pod zamknięciem, odezwało się nagle wyraźniej. Coś co siedziało bardzo głęboko pod skórą, czekając aż je znowu poruszy. Chciała żeby jego dłoń została na jej twarzy jeszcze chwilę dłużej, żeby mógł poczuć, jak bardzo ona również za tym tęskni. Za tą bliskością, która kiedyś oczywista, a teraz bolała właśnie dlatego, że cząstka niej wierzyła uparcie, że wciąż była możliwa.
      W gardle zebrał się ten znajomy, tępy ucisk, którego nie dało się przełknąć. Serce biło równo, ale mocniej.
      Danielle uśmiechnęła się lekko, prawie niewidocznie, żeby nie zdradzić zbyt wiele, a wzrok stracił na chwilę ostrość, bo w głowie pojawiło się wspomnienie, gdy tańczyli w klubie w Seulu, kiedy powoli udawanie, że to wciąż tylko przyjaźń, przestawało być proste.
      — Wiem. — odpowiedziała w końcu, głosem cichszy niż zwykle. — Na każdy temat. — powtórzyła unosząc dłoń i nakrywając nią tą należącą do niego.
      — Tęskniłam za tobą, Gi, bardzo.

      Dani

      Usuń
  8. Dance Floor Try not to embarrass yourself.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo że parkiet dalej znajdował się w tym samym pomieszczeniu, panująca na nim atmosfera zupełnie różniła się od tej przy stołach. Zatracone w tańcu ciała poruszały się w rytm głośnej muzyki, ciemność co jakiś czas rozświetlały różowe światła neonów, a z każdą sekundą ludzie wydawali się być coraz bliżej siebie. Junseo również chciał być bliżej – poczuć ciepło bijące od drugiego człowieka i krew pulsującą w jego żyłach w tempo muzyki. Jedną dłonią dalej ściskał rękę Ryana, drugą ułożył na talii chłopaka, po czym poruszył biodrami, przysuwając się jeszcze trochę. Przez cały ten czas jego wzrok spoczywał na Ryanie, chciał bezwstydnie obserwować, jak jego ciało płynnie porusza się w tańcu, było to coś, na co nigdy wcześniej sobie nie pozwolił.
      — Nie musisz się wstydzić — rzucił prowokująco w nadziei, że dzięki temu dostanie to, czego chce.

      Junseo

      Usuń
    2. Nie sądził, że spotka go odmowa, a jednak uśmiechnął się zadowolony, gdy oboje ruszyli na parkiet. Czuł jak jego ciało już lekko podryguje w rytm muzyki, jak wibracje oddziałowują na jego mięśnie. Kochał muzykę całym sobą. Potrzebował jej w swoim życiu jak tlenu, więc to była kwestia czasu, zanim wyląduje na parkiecie. Miło było mieć tu towarzystwo. I to takie, której całkowicie się nie spodziewał. Z Junseo często znajdowali się na jednym treningu, ćwiczyli w tej samej sali. Kim miał okazje na niego patrzeć, co czasem czynił. Łapał się na tym parokrotnie, jednak tłumaczył to w swojej głowie, potrzebą zrozumienia Parka. Jakby samo patrzenie mogło rozwikłać zagadkę tej niechęci i odpowiedzieć na masę pytań, które oczywiście kłębiły się w głowie blondyna. Może i analizował to za mocno, ale taki już był.
      Mężczyzna rozejrzał się i zaraz puścił młodszemu oczko, cicho się śmiejąc.
      — Nie zamierzam — oznajmił szczerze i zbliżył się do niego znacznie.
      Przyległ do jego ciała, stanął na palcach. Przysunął się tak, by ich usta dzieliły milimetry. Zaśmiał się cicho i odsunął się całkowicie. Zrobił kilka kroków w tył, poruszając się do muzyki.
      Taniec przychodził mu naturalnie jak oddychanie, płynął na parkiecie, a jego ruchy wydawały się tak płynne i lekkie, jakby wcale nie kosztowały go żadnej energii. Czuł potrzebę zaimponowania nieco Junseo, chciał mu się podobać, chciał, by ten chciał więcej i więcej.
      Po dłuższej chwili znów przysunął się blisko, opierając się o niego plecami. Docisnął je do jego torsu. Ta bliskość i ciepło cholernie mu się podobała. Dalej poruszał się nieco wolniejszych, magnetycznych rytmów, ocierając ich ciała od siebie. Odchylił głowę, by złapać spojrzenie swojego towarzysza. Był ciekawy reakcji. Cholernie.


      Ryan

      Usuń
    3. Również jego ciało zaczęło kołysać się w rytm muzyki, jednak sposób, w jaki się poruszał, znacznie różnił się od tego, co właśnie obserwował. Nie potrafił skupić się na tym, gdzie stawia stopę i czy machnięcie ręką współgra z resztą kończyn tak, jak miał to w zwyczaju robić, gdy uwaga skupiała się na nim. Ten parkiet nie był jego sceną, ktoś inny przejął kontrolę, skradając całą uwagę.
      Junseo nie był głupi. Wiedział, że to przedstawienie było dla niego, widział to w błysku oka Ryana, gdy ten posłał mu zaczepne spojrzenie, wyczytał to w gestach i uśmiechach, którymi obdarowywał go ten drugi. Doceniał starania. Bacznie obserwował go od stóp - które poruszały się tak lekko, że trudno było określić, kiedy tak naprawdę dotykają twardej posadzki - po biodra, zmysłowo falujące, gdy kolejny raz obrócił się na parkiecie. Nie chciał przegapić żadnego szczegółu, blond włosów mieniących się w odblaskach stroboskopu czy klatki piersiowej unoszącej się i opadającej przy każdym oddechu. Z zapartym tchem śledził zmniejszający się między nimi dystans. Mruknął z zadowoleniem, gdy ich ciała ponownie połączyły się w tańcu i bez zastanowienia objął Ryana w talii, chciał czuć więcej, być bliżej. Kiedy ich spojrzenia się skrzyżowały, Junseo wypchnął biodra do przodu, aż poczuł przyjemne fale ciepła rozchodzące się po ciele. Miał nadzieję, że była to wystarczająca odpowiedź na zaciekawienie wymalowane na twarzy Ryana - bo czego innego mógł się spodziewać, kiedy dzieliły ich zaledwie warstwy ubrań i resztki przyzwoitości?
      Junseo nie chciał myśleć o ich dotychczasowej relacji, a raczej jej braku. Wspólną niechęć, do której w jego opinii oboje przyczyniali się od początku znajomości, zostawił przy stole, w towarzystwie pustych kieliszków. Nie był zdolny do rozmyślania, czy to, co ich łączyło, miało się kiedyś zmienić, czy to, co robili teraz, jedynie nie pogorszy sytuacji, gdy ponownie na trzeźwo spojrzą sobie w oczy, ani czy wspomnienia nie zawisną między nimi jak niewygodna prawda.
      W tej chwili liczyło się tu i teraz. Liczył się wyczuwalny puls Ryana, gdy brunet schował twarz w zagłębieniu jego szyi, każde drgnięcie ciała, kiedy ustami złożył otwarty pocałunek na rozgrzanej skórze, dreszcz, gdy przesunął językiem w górę, zatrzymując się tuż przy uchu blondyna tylko po to, by przygryźć jego płatek.
      Liczyła się dobra zabawa.
      — Może gdybyś zawsze był tak skory do współpracy, nasza znajomość wyglądałaby inaczej — wyszeptał żartobliwie, z nutką złośliwości, tak jak robili to przez większość wieczoru. Te przepychanki słowne przypadły mu do gustu o wiele bardziej niż te przepełnione jadem, gdzie każde kolejne słowo miało dać o sobie znać jak wbita pod skórę zadra.

      Junseo

      Usuń
    4. Dotyk dłoni spoczywającej na jego talii palił go niesamowicie. Nie było to jednak nieprzyjemne uczucie. Wręcz przeciwnie pragnął go coraz bardziej. Ciepło rozchodziło się po całym jego ciele, sprawiając, że oddech, już przyspieszony tańcem, stał się jeszcze płytszy. Kręciło mu się lekko w głowie, ale wcale nie narzekał. Podobał mu się ten stan.
      Oparł głowę o ramię Junseo, dostrzegając w jego tęczówkach dokładnie to, co chciał wywołać. Był z siebie dumny. To spojrzenie tylko dodawało mu motywacji do kolejnych zaczepek. Czuł ekscytację i dreszcz wyzwania, których od dawna nie doświadczał. Nie było między nimi rutyny ani przyzwyczajenia. Właściwie się nie znali, wiedzieli o sobie niewiele. I właśnie to najbardziej go pociągało.
      Nie przejmując się tym, że znajdowali się w miejscu publicznym, zareagował na ruch bioder Parka cichym, przeciągłym jękiem, który na szczęście zginął wśród dudniącej muzyki. Był jednak na tyle wyraźny, że z pewnością dotarł do uszu mężczyzny stojącego tuż obok.
      Nie spodziewał się po Junseo aż takiej śmiałości. A może właśnie powinien był się jej spodziewać.
      Doskonale pamiętał tamto spotkanie na korytarzu. To, jak Park konsekwentnie skracał dzielący ich dystans, aż zagonił go pod ścianę. Jak był blisko. Tak blisko, że Ryan czuł jedynie kołatanie serca i napięcie rozlewające się po całym ciele.
      Tyle że wtedy wynikało ono ze strachu. Marzył jedynie o tym, żeby ktoś im przerwał. Żeby wyrwać się z tamtej sytuacji i jak najszybciej odejść.
      Teraz było zupełnie inaczej.
      Nie potrafił skupić się na niczym poza obecnością Junseo. Nie zastanawiał się, co wydarzy się następnego ranka ani jak będą na siebie patrzeć, gdy emocje opadną. Po raz pierwszy od bardzo dawna jego myśli nie wybiegały w przyszłość. Liczyła się wyłącznie chwila. Bez analizowania, bez wyrzutów sumienia. Jak długo wyczekiwany oddech po miesiącach ciągłego napięcia.
      Kiedy poczuł pocałunek na szyi, zadrżał niemal odruchowo. Był pewien, że Junseo bez trudu to wyczuł. Przesunął dłoń na rękę obejmującą jego talię i mocno zacisnął na niej palce. Drugą dłonią rozpiął dwa górne guziki koszuli, wpuszczając odrobinę chłodniejszego powietrza na rozgrzaną skórę. Gdy tylko to zrobił, objął Parka za kark i przyciągnął go bliżej.
      Musnął jego wargi, nie pozwalając jednak, by gest trwał dłużej. Odsunął się z łobuzerskim uśmiechem błąkającym się na ustach.
      — Widzisz? Wystarczy być dla mnie miłym — zaśmiał się cicho. — Przynajmniej na początku. Puścił mu oczko.
      Powoli zaczął kołysać się w rytm muzyki, schodząc coraz niżej. Kiedy przykucnął, obrócił się płynnie przodem do Junseo, zatrzymując się na moment i unosząc na niego prowokujące spojrzenie. Był niemal idealnie na wysokości krocza młodszego. Oczywiście, że robił to z premedytacją. Chciał widzieć więcej tych ogników mieniących się w ciemnych tęczówkach. Trwał tak przez krótką chwilę, po czym położył dłonie na jego brzuchu i, poruszając się w rytm muzyki, powoli podniósł się z powrotem. Obrócił się jeszcze raz, po czym niemal wpadł brunetowi w ramiona, cicho się śmiejąc.
      — Umiesz być miły, hm? Nasza współpraca może być naprawdę obiecująca.


      Ryan

      Usuń
  9. Rooftop Balcony Fresh air won't clear your conscience.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Han nie rozważał tego, czy wybór różowego kieliszka (czy może - by być ze sobą stuprocentowo szczerym - sama decyzja o ich szybkiej zamianie z Inhanem) był tym, co stanowiło dla niego najlepszą z opcji. Nie chciał dopuszczać do siebie myśli, że był dosłownie o krok od tego, by na własne życzenie wpakować się w sytuację, w której musiałby wyjawić którykolwiek ze swoich sekretów. Miał ich stanowczo zbyt wiele. Stanowo zbyt cennych. Gdyby zaczął się nad tym teraz zastanawiać, wpadłby w spiralę niewygodnych myśli i obaw, które zalałyby jego ciało, pozbawiając resztek samokontroli i zdrowego rozsądku. Nie mógł sobie na to pozwolić.
      Dlatego też, gdy tylko usłyszał skierowane do niego słowa, postanowił, że przekieruje na nią całą swoją uwagę. To było bezpieczniejsze. Przeanalizował więc szybko to, co padło przed momentem z ust Hae i… prychnął z rozbawieniem. Szczerym. Złapał się na tym, że zdarzyło się to chyba pierwszy raz, od kiedy przekroczył próg Grand Ballroom w Hotelu Plaza.

      — Najgorszy — przyznał im, rozpinając w końcu pasek i odkładając go bezpośrednio na marynarkę. — Chociaż gdyby okoliczności były inne, odpowiedziałbym pewnie inaczej.

      Prześlizgnął wzrokiem po wszystkim, co miał jeszcze na sobie i szybko doszedł do wniosku, że ostatnim, co mógł z siebie zdjąć bez utraty reszty godności, były jego trampki.
      — Ale dobrze się składa — kontynuował, kucając na moment i podejmując walkę z niedbale związanymi sznurówkami. — Popełnianie błędów to aktualnie moje największe hobby.

      Powinien trzymać się od nich z daleka. Przecież pierwszym, co między nimi padło, było pytanie, którego Yoonjae bał się najbardziej. Każda kolejna wymiana zdań zwiększała ryzyko, że powie o jedno słowo za dużo, zareaguje o ułamek sekundy za późno, może zbyt nerwowo albo zdradzi się czymś, czego później nie będzie już w stanie cofnąć. Jeśli ktoś znajdował się niebezpiecznie blisko odkrycia sekretu, który przez ostatni czas z taką pieczołowitością ukrywał, logicznym rozwiązaniem było po prostu zniknąć z jego pola widzenia.
      Problem polegał na tym, że logika wyjątkowo rzadko wygrywała z ciekawością. Nie w przypadku Yoonjae.
      Odstawił więc buty pod krzesło, wyprostował się i skinął głową w stronę najbliższych schodów.
      — Jestem wolny. Zwińmy się stąd, potrzebuję powietrza — zaproponował, odchodząc w głąb sali już bez żadnego wahania.

      yoonjae

      Usuń
    2. — Inaczej? — zapytali z błyskiem w oku. — Bo jeszcze pomyślę, że mnie lubisz.
      Nie wiedzieli, czy to alkohol i atmosfera całego wieczoru ich dopadła, czy może to specjalne dodatki, które Plotkara dorzuciła do czerwonego kieliszka, powoli zaczynały działać, ale Haejin czuli, jak ich serce zaczyna bić nieco mocniej. Powietrze w jednej chwili wydawało się cieplejsze, i nagle w głowie pojawiła się myśl, że powinni byli wybrać jednak różowy kieliszek, przynajmniej mieliby wtedy wymówkę, żeby zrzucić z siebie parę warstw.
      Nie żeby na jakimkolwiek etapie swojej kariery potrzebowali wymówek, by coś z siebie ściągnąć.
      Na kolejny komentarz Hana o błędach zaśmiali się, przyglądając się mu z ciekawością. Czy chłopak też uważał przyjście tutaj za błąd? Może myślał o zamianie kieliszków parę minut wcześniej? Wtrąceniu się do rozmowy ich elitarnej części stolika? Haejin mieli tylko nadzieję, że Han nie uważał rozmowy z nimi za błąd, bo po głowie chodziło im tysiące pytać, które chcieli mu zadać w związku z jego projektami ubrań; i szkoda byłoby zrazić do siebie kogoś siedzącego w świecie mody, zwłaszcza kiedy Haejin jeszcze nie zdążył zdobyć linku do tego bloga.
      Ich ulubioną częścią sławy zawsze było poznawanie nowych artystów, i tych znanych, i tych nieznanych.
      — Uważaj, żeby Plotkara cię nie usłyszała — odpowiedzieli. — Jeszcze uzna to za wyzwanie.
      Ostatnią częścią garderoby, jakiej pozbył się Han, były buty; i w głowie Haejina pojawiła się kolejna nieproszona myśl: szkoda, nie obraziliby się, gdyby zdjął coś innego. Od zawsze mieli słabość do pięknych ludzi, i twarz Hana zdecydowanie przyciągała wzrok. Dodatkowo z tego, co widzieli, Han miał dobre proporcje ciała, i chociaż brakowało mu parę centymetrów, by pojawić się na większości wybiegów, świetnie sprawdziłby się w edytorialach. Ciekawe, czy pozował też do swoich projektów? Haejin musieli dostać link do tego bloga, zanim ciekawość kompletnie zje ich od środka.
      Już na boso Han ruszył w głąb sali; Haejin podążyli za nim, krzywiąc się na myśl, jak bardzo zajechane będą jego skarpetki na koniec imprezy.
      — Powiedz mi coś więcej o swoich projektach, Han-ssi — zagadali Haejin, kiedy tylko zrównali się krokiem z Hanem. Znowu przerzucili się z angielskiego na koreański, i mieli nadzieję, że nie będzie to przeszkadzać Hanowi. — Dlaczego wybrałeś akurat sztuki użytkowe? Oprócz nudnych ubrań w sklepach.

      haejin

      Usuń
    3. Gdyby tylko wiedział, że podobne rozważania pojawiły się w głowie Haejina, rozwiałby je w ułamku sekundy, bo prawdę mówiąc osoby, przy których Yoonjae poczuł się dziś komfortowo zliczyłby z powodzeniem na palcach jednej dłoni. A Ryu z całą pewnością zaliczali się do tego wąskiego grona. Daleko było im do błędu.
      — Lubię — przyznał więc szczerze, wzruszając ramionami, jak gdyby była to najbardziej oczywista rzecz na świecie — Zaufaj mi. Gdyby było inaczej, nie pozostawiłbym żadnych wątpliwości.
      To nie tak, że Han był podły z natury. Trzymał się ostrych słów dużo częściej niż wypadało i stanowczo zbyt szybko przyciągał do siebie mniejsze lub większe awantury, ale… był to pewien rodzaj tarczy, którą nauczył się posługiwać do perfekcji, gdy okazało się, że część ludzi trzymało się blisko niego tylko ze względu na powiązania ze światem, którego nawet nie lubił. Łatwiej było trzymać ich na dystans, gdy uważali go za zadufanego gbura.

      — Cóż… może kolejne wyzwanie nie byłoby takie złe? — odpowiedział. — Właśnie pozbyłem się butów, paska i marynarki. Co jeszcze może się stać?

      Bawił się dobrze. Albo przynajmniej dużo lepiej niż na początku. Wcześniej był przekonany, że spędzi ten wieczór raczej na zamartwianiu się nad tym, jak przetrwać kolejne godziny, ale może były to obawy zupełnie bezpodstawne? Jeśli miał na to jakikolwiek wpływ, zamierzał o to zadbać.
      Gdzieś między windą a główną salą, zdążył zwinąć z baru zamkniętą butelkę alkoholu. Nie zwrócił nawet uwagi na etykietę, nie miało to dla niego większego znaczenia. Cała jego uwaga skupiła się od razu na zasłyszanym pytaniu, nie dość, że wypowiedzianym w rodzimym języku, to jeszcze dotykającym tematu, który był dla niego tak ważny. Dotyczył przecież tego, co przez długi czas stało się dla niego jedyną formą swobodnego wyrażenia siebie. I szokowania czy doprowadzania do szału rodziców, ale… o tym nikt nie musiał przecież jeszcze wiedzieć. A może jednak?
      — Zaczęło się od tego, że chciałem zrobić na złość matce. A potem… uszyłem coś znowu i znowu, bo pomyślałem, że ubrania i biżuteria mogą pomóc poczuć się wolnym — odpowiedział po koreańsku, bez zastanowienia podążając za komunikacyjną potrzebą Hae. Język angielski nigdy nie stanowił dla niego większego wyzwania, ale nic nie mogło równać się z komfortem rozmowy w tym, który towarzyszył mu od chwili narodzin. — To znaczy… nie potrafię tego dobrze wytłumaczyć. Mogą być przecież też pułapką, jeśli zakładasz na siebie coś, co nigdy nie powinno być twoje. Lubię… kolory. I swobodę. I coś, co przyciąga wzrok. — uśmiechnął się mimowolnie, nieświadomie zawieszając spojrzenie na twarzy Haejina o sekundę za długo. Czuł, że zrozumie. Liczył na to.

      Gdy dotarli windą na ostatnie piętro, Han rozejrzał się po korytarzu i gdy zlokalizował drzwi, które, w jego przekonaniu, powinny prowadzić na taras, popchnął je mocniej. Odetchnął z ulgą, gdy chłodne, nocne powietrze uderzyło mu w twarz. Teren robił wrażenie. Zajmował niemal cały obszar dachu, na którym ustawiono ogromne tarasowe donice, pełne roślin, których Yoonjae nie potrafiłby poprawnie nazwać, a ciemność rozganiały liczne, zewnętrzne lampeczki.
      — Daleko mi do projektów Yves Saint Laurent — dodał jeszcze, uśmiechając się porozumiewawczo, gdy siadał na jednym z murowanych podestów. — Ale lubię myśleć, że to, co robię, mogłoby się komuś spodobać.

      yoonjae

      Usuń
    4. Haejin nie mogli ukrywać, że zrobiło im się miło, kiedy Han potwierdził, że ich lubił. Nie spodziewali się takiej szczerości po tak krótkiej rozmowie, ale przyjęli to z uśmiechem.
      — Zapamiętam. I postaram się nie zepsuć dobrej opinii, bo też cię lubię. Na tej imprezie ze świecą szukać normalnych ludzi, więc jesteś na mnie skazany, Han.
      Trochę żartowali ze skazaniem Hana na swoje towarzystwo, a trochę nie — bo Haejin mieli to do siebie, że kiedy ktoś zwrócił ich uwagę, zadawali tej osobie o wiele zbyt dużo pytań i potrafili być w tym nieco przytłaczający, a przynajmniej tak w przyszłości słyszeli od paru osób. Jak rzep psiego ogona, powiedział im kiedyś przyjaciel, jak się do kogoś przyczepisz, to potem nie chcesz się odczepić.

      Znowu zmierzyli Hana spojrzeniem.
      — Każą ci zdjąć całą resztę? Zamkną z kimś w składziku? — Przez chwilę faktycznie zastanowili się nad tym pytaniem. Dotychczas, Plotkara starała się jak najbardziej namieszać ludziom w relacjach i specjalnie sadzała ze sobą ludzi, którzy najszybciej wdaliby się w konflikt. Ich stolik nie był jedynym, przy którym rozgrywały się dramaty, bo nawet w całym tym chaosie, jakim było starcie między Jacksonem a Octavią, i docinki od reszty towarzystwa, Haejin zauważyli zamieszanie przy innym stoliku. — Patrząc na to, jak bardzo Plotkara lubi mieszać w związkach i napuszczać na siebie ludzi, mam wrażenie, że mi się upiekło, bo nikogo tutaj nie znam.
      Kiedy dostali zaproszenie, przez głowę przeszła im myśl, by zaprosić któregoś z chłopaków; ale ta myśl przeszła równie szybko, jak się pojawiła, bo Haejin wiedzieli, że 10SION właśnie przygotowywało się do comebacku, pierwszego bez nich.

      Słuchanie ludzi opowiadających o swoich pasjach zawsze całkowicie pochłaniało Haejina. Poznawanie sposobu myślenia innych artystów, ich inspiracji i idei, emocji, które pchały ich do przodu — mogliby spędzić cały dzień, słuchając takich historii. To, że pasję Hana zapoczątkowała chęć zrobienia matce na złość (czyli matka nie pracowała w branży modowej? ale to nie wyklucza innych branż rozrywkowych), bardzo do niego pasowało; chociaż dopiero co go poznali, to powoli budowali w głowie jego obraz, zauważając wiele podobieństw do samych siebie.
      — To niesamowite uczucie, znaleźć styl, który sprawia, że czujesz się bardziej sobą. — Sami długo eksperymentowali, zanim odkryli, w jakich ubraniach czuli się najlepiej, po co najczęściej sięgali. — Sam proces szukania, eksperymentowania z kolorami, fasonami, materiałami, łamanie zasad i oczekiwań... to niezwykle wyzwalające.
      Też się uśmiechnęli.
      — Pasuje to do ciebie.
      Dla Haejina, wgląd w sztukę i proces tworzenia był oknem do czyjejś duszy, czymś niezwykle cennym; sami więc postanowili zdradzić nieco więcej o swoich własnych doświadczeniach.
      — Doskonale rozumiem robienie rodzicom na złość — zaśmiali się. Tematu rodziny raczej nie poruszali w wywiadach, bo relację z rodzicami mieli dość skomplikowaną, ale tyle mogli Hanowi powiedzieć. — Moi rodzice są lekarzami i zawsze chcieli, żebym poszło ich śladami. Mnie bardziej interesowała muzyka i taniec, ale nawet nie planowałom na serio zostać idolem, dopóki oni nie wybuchli, że to nie jest poważny zawód, i powinnom skupić się na nauce, a nie głupich marzeniach. Dlatego poszedłom na pierwszą audycję i jak już dostałom się do pierwszej wytwórnii i zaczęłom trenować, to kompletnie przepadłom. A oni do dzisiaj się z tym nie pogodzili i ubolewają, że nie mają dziecka lekarza.
      Już dawno przestało ich to boleć, ale nawet kiedy jeszcze bolało, nie potrafili żałować swojej decyzji.

      Usuń
    5. Powietrze na tarasie było przyjemnie chłodne; Haejin odetchnęli głęboko, uśmiechając się na widok ciemnego jak atrament nieba.
      — Jak już zobaczę twoje projekty, chętnie dam znać, co o nich sądzę. — Usiedli obok Hana. — Ale jestem pewne, że masz już swoich fanów. Jesteś fascynującą osobą, Han-ssi.
      Przechylili głowę delikatnie na bok, przyglądając się Hanowi. Po głowie już chodziło im parę kolejnych pytań, i doskonale wiedzieli, od czego zacząć.
      — Okej, jakbyś mógł otworzyć swoją kolekcją pokaz dowolnego projektanta na świecie, kogo byś wybrał? I dlaczego? — Zaraz szybko dodali, — I Yves Saint Laurent nie jest akceptowalną odpowiedzią, chcę usłyszeć jakieś inne nazwisko.
      Haejin sami mieli ulubieńców, na których wybiegu chcieliby się kiedyś pojawić, i zastanawiali się, czy na ich listach modowych ulubieńców znajdują się podobne nazwy.

      haejin

      Usuń
    6. To śmieszne, ale nawet przez chwilę nie potraktował tej interakcji w kategorii skazania na swoje wzajemne towarzystwo. Co zdarzało mu się bardzo często w wielu innych przypadkach. Tym razem nie potrafił odmówić sobie myśli, że… naprawdę mu się poszczęściło. Co samo w sobie było miłą odmianą. Nie trzeba było być wszakże geniuszem, by przysłuchując się gwałtownym rozmowom prowadzonym przy stoliku, dojść do wniosku, że podobne imprezy nie kończyły się dla większości chyba zbyt dobrze. Nie chciał pozwolić, by go w to wmieszano. Nie bez jego wyraźnego udziału czy zgody.

      — Wypiłem jeszcze za mało, by zdjąć resztę — zażartował w tym samym momencie, gdy udało mu się w końcu rozbroić przechwyconą butelkę. Upił z niej kilka pokaźnych łyków i choć zrobił to w pełni odruchowo, zorientował się nagle, jak niejednoznaczny przekaz mogło to nieść, w świetle jego wcześniejszych słów.
      Zakasłał nerwowo, odstawiając butelkę między nimi, szukając jednocześnie ratunku (i wygodnego punktu zaczepienia) w kolejnych słowach Hae. Yoonjae lubił mówić. O sobie, o swoich pasjach, o spojrzeniu na świat, które nie spotkało się ze zrozumieniem rodziców. Zyskanie kogoś, kto chciał słuchać (nawet jeśli tylko chwilowo), było jak pierwszy, swobodny oddech zaczerpnięty po długim biegu. Uwalniający.

      — Chodziło wtedy o garnitur. Nie uszyłem go od podstaw, nie potrafiłem tego jeszcze zrobić, ale przerobiłem jeden z tych, które miałem w szafie. — Uśmiechnął się, przypominając sobie wściekłość matki, gdy pojawił się spóźniony na jednym ze spotkań ekipy filmowej, zorganizowanym pod koniec kręcenia zdjęć do głośnego filmu. Dojechał godzinę później niż powinien. W przyciętej nierówno, ręcznie pomalowanej marynarce i spodniach, które bardziej przypominały spódnicę niż swoją pierwotną wersję. Wyglądał… wyraźnie. Niechlujnie, przypadkowo i… pięknie. Po raz pierwszy od bardzo dawna czuł się piękny. Haejin niestety nie mogli dowiedzieć się, że chodziło o głośny bankiet ani o tym, że zdjęcia Hana znalazły się potem w jednej z gazet. Postanowił więc nieco przekształcić tę wersję wydarzeń. — Przyjechałem w nim wtedy na… spotkanie rodzinne. Dziadkowie wpadli w szał, mama musiała się tłumaczyć.

      Han rozsiadł się wygodnie, krzyżując nogi na podeście i rozglądając dookoła, by ostatecznie i tak przerzucić wzrok na Hae. Gdzieś głęboko, pomiędzy chaotycznymi myślami i nieco przytłumionymi zmysłami przemknęło mu nagle, że w świetle małych, śmiesznych żaróweczek, wyglądali równie ładnie, co Han na pamiętnym bankiecie. I odruchowo zaczął zastanawiać się, jakby to było, gdyby Haejin zgodzili się kiedyś przymierzyć to, co udało mu się uszyć. Sam rzadko korzystał z czyjejkolwiek pomocy, a zdjęcia ubrań na manekinach nigdy nie oddawały tego, jak mogły wyglądać, gdy łączyły się z osobą, która je nosiła.

      — Bycie dzieckiem lekarzy też nie może być zbyt proste, prawda? — zapytał, choć doskonale znał odpowiedź. Ciężar oczekiwań położonych na barkach swoich dzieci, potrafił przygniatać niezależnie od tego, czy był na nich ułożony świadomie, czy też nie. I czy dotyczył branży rozrywkowej, prestiżowych zawodów czy tych kojarzonych z bezpieczną zwyczajnością. — Oczekiwania mogą wydawać się… duże. Ale jeśli mogę… Proszę, nie obraź się, nie wiem, czy mi wolno, ale muszę to powiedzieć. Błyszczysz na scenie. To… była dobra decyzja. Naprawdę dobra.
      Nie wiedział, co strzeliło mu do głowy. Nie miał pojęcia, czy nie przekraczał teraz granicy, pozwalając sobie tak jawnie wyrażać w temacie, do którego - być może - nie chciano dać mu dostępu, ale miał wrażenie, że prędzej zadławi się powietrzem, niż przełknie to, że okazja na wypowiedzenie tych słów przejdzie mu koło nosa. Upił nerwowo jeszcze dwa kolejne łyki.

      Usuń
    7. — Zobaczysz je. — Prawdę mówiąc myśl o tym, że Haejin zobaczy jego projekty była dziwnie kusząca. — Musimy się tylko namierzyć po imprezie, zapamiętaj nazwę instagrama, proszę. I wiesz, nie sądzę, bym miał grono fanów. Ale ucieszę się, jeśli powiesz mi szczerze, co o tym sądzisz.
      Kolejne z pytań nie było niczym trudnym. Nie zmartwiło go również wyłączenie YSL z potencjalnej listy, z której miał się za moment odkryć. Miał gotową odpowiedź w głowie. Nie zmieniłby jej nawet wtedy, gdyby zapytano go o to nagle w środku nocy.

      — Rei Kawakubo — palnął bez zastanowienia, zawieszając roziskrzone spojrzenie na twarzy Hae. Czuł się tak, jakby znów miał dziesięć lat i ktoś pytał go właśnie o to, czy wycieczka do Disneylandu byłaby dobrym pomysłem. — Jest przecudowna. Yohji Yamamoto i jego marynarki też. Harris Reed, wszystkie jego kolory i kształty i… Alexander McQueen, jest… O boże, przepraszam, jeśli mówię zbyt dużo. Nie chciałbym, by uciekła ci zabawa.

      idiotyczny yoonjae

      Usuń
    8. Haejin dostrzegli dokładny moment, kiedy Han zorientował się, co takiego powiedział, i w jakim świetle stawiało to jego pospieszne picie; i odwrócili wzrok, z całej siły zaciskając usta, żeby tylko się nie zaśmiać. Na usta cisnęło im się, czyli możemy liczyć na to, że do końca wieczora pozbędziesz się reszty?, ale zamiast tego skinęli w stronę butelki z niemym zapytaniem.
      — W takim razie powinnom dotrzymać ci tempa — powiedzieli i napili się. — Zbyt wielka ze attention whore, żeby pozwolić, żeby ktoś mnie wyprzedził w pozbywaniu się ubrań.
      Lubili być w centrum uwagi, musieli lubić, żeby występować na scenie jako idol; ale jednocześnie musieli robić to na swoich warunkach. Nic tak nie wywoływało niemiłych dreszczy na skórze, jak przypadkowe spotkanie z fanami na ulicy, albo spojrzenia obcych zatrzymujące się na nich na dłużej; w takich chwilach chcieli stać się niewidzialnymi. Ale kiedy już przychodziło do koncertów, nagrywania logów i wywiadów, wtedy budziła się w nich kompletnie inna bestia, ta, która łaknęła uwagi, pożądania i pełnych zachwytu okrzyków.
      Teraz, na tej imprezie, ze stymulantami od Plotkary we krwi, ta bestia powoli budziła się do życia.
      Skoro Plotkara i tak pewnie chciała wepchnąć ich w jakieś gówno, przynajmniej mogli ją w tym uprzedzić i sami się w nie wpakować.

      Łatwo było sobie wyobrazić Hana z buntowniczym błyskiem w oku, stawiającym się przed rodziną w przerobionym garniturze. Nawet jeśli Han nie potrafił jeszcze wtedy uszyć go od podstaw, Haejin byli pewni, że historia, którą cały projekt opowiadał, była równie głośna, że każde cięcie, każdy szew dodany i każdy rozpruty, to wszystko układało się w jedną całość i emanowało charakterem.
      — Chciałobym to zobaczyć — zaśmiali się. — Nie awanturę rodzinną, oczywiście, ale ten garnitur. Zawsze uważałom, że najlepsza sztuka powstaje z buntu, ze sprzeciwu wobec tego, co "normalne" i "akceptowalne". A zrobienie tego przed bliskimi, przed ludźmi, którym wydaje się, że cię znają, i mają wobec ciebie konkretne oczekiwania? To wymaga sporo odwagi.
      Zastanawiali się, jak dokładnie wyglądał tamten garnitur. Gdyby zobaczyli go gdzieś na wystawie, nie wiedząc nic o historii jego twórcy, jakie emocje by poczuli? Czy odnaleźliby w tym fragmenty samych siebie, ich własne doświadczenia odbite w materiale niczym w lustrze? Czy dostrzegliby tę samą desperację do bycia dostrzeżonym, tak szczerze i bez żadnych filtrów, do bycia zrozumianym?
      W mieszkaniu na dnie szafy mieli schowane buty na obcasie i spódnice, które już dawno na nich nie pasowały, a które kupili jeszcze za dzieciaka, jeszcze zanim zadebiutowali, zanim rozumieli, kim tak właściwie byli, zanim odnaleźli odpowiednie słowa, by wyrazić, co czuli. To była ich własna wersja garnituru Hana; zdecydowanie mniej kreatywna, ale zawierająca kawałek ich duszy, początek ich historii.

      Po raz pierwszy tego wieczoru Haejinnie poczuli się nieco zakłopotani, i cieszyli się, że Han na chwilę skupił się na butelce. Chociaż przez lata od debiutu nauczyli się nie szukać walidacji z zewnątrz, a zamiast tego znaleźć ją w środku, wciąż zdarzało się, że komplementy brały ich z zaskoczenia. Tak jak teraz; bo nawet po tym, jak Han przyznał, że wiedział kim byli, Haejin nie mieli pojęcia, czy widział on jakieś ich występy i co o nich sądził.
      — Dziękuję — powiedzieli, czując na policzkach zdradliwe ciepło. — Nawet kiedy było ciężko, nigdy nie żałowałom tej decyzji. Scena to mój dom, i jeślibym mogło, nigdy bym z niej nie zeszło. Nawet nie wiem, gdzie bym było, gdybym nie zostało idolem... Miło jest usłyszeć, że to, co robię, podoba się innym i wywołuje jakieś emocje.
      Wzrok na chwilę spuścili na dłonie, palce bawiące się jednym z pierścionków, które dzisiaj założyli.
      — Najtrudniej chyba było przestać szukać ich aprobaty. Kiedy zrozumiałom, że nasze spojrzenia na świat są tak odległe, że bez względu na to, co zrobię, nigdy ich nie zadowolę, wtedy poczułom się faktycznie wolne. I wydaje mi się, że to rozumiesz.

      Usuń
    9. Z uśmiechem na ustach zapewnili:
      — Zapamiętam. Żadne ilości alkoholu od Plotkary nie sprawią, że zapomnę. Nie ma opcji, że przepuszczę taką okazję; w końcu nie codziennie spotyka się przyszłego projektanta, prawda?
      Mrugnęli okiem figlarnie.

      Kiedy tylko Han wspomniał pierwsze imię i nazwisko (i to jakie imię i nazwisko; królowa Rei Kawakubo we własnej osobie), cała jego twarz zmieniła się — tak, jakby po długim, burzowym dniu zza chmur w końcu wyszło słońce, kąpiąc cały świat w żółciach i pomarańczach. W jego oczach tyle było ekscytacji, i Haejin poczuli, jak emocje udzielają się też im, każda ich komórka tak przepełniona energią, że trudno było im usiedzieć w bezruchu.
      — Nie, nawet nie waż się przepraszać — wtrącili od razu. — Gdybym nie chciało znać odpowiedzi, nie zapytałobym. Chętnie posiedzę tu z tobą dłużej, chyba że ty masz inne plany. — Wzruszyli ramionami. —Szczerze mówiąc, nie mam tutaj nikogo, z kim mogłobym rozmawiać o modzie, więc trochę się podekscytowałom, kiedy usłyszałom, że projektujesz.
      Trochę było niedopowiedzieniem, ale tego Han nie musiał wiedzieć. Jak już Haejin dobierze się do jego projektów, pewnie i tak się wyda.
      — Rei Kawakubo naprawdę zmieniła świat mody — kontynuowali z westchnieniem, również nie kryjąc swojej ekscytacji. — Pamiętam, kiedy po raz pierwszy zobaczyłom jej projekt, ten ikoniczny sweter i spódnicę z jej kolekcji Destroy, i pomyślałom: to ubrania mogą tak wyglądać i opowiadać historię? Nigdy wcześniej patrzenie na ubrania nie wywołało we mnie tyle emocji... i chociaż moja wiedza na temat szycia jest mniejsza niż zero, jej podejście do samego procesu zawsze było dla mnie tak fascynujące, mogę sobie tylko wyobrazić, jak bardzo inspirujące musi to być z perspektywy kogoś, kto ma umiejętności techniczne, i to rozumie.
      Obrócili się tak, by siedzieć w kierunku Hana, i oparli brodę na dłoni.
      — Gdybym miało stworzyć swoją listę, pewnie dodałobym jeszcze Isseya Miyake. To, w jaki sposób bawi się kształtem... to magia. Mogłobym oglądać jego projekty godzinami. Pojawić się na wybiegu dla któregokolwiek z nich wszystkich byłoby spełnieniem marzeń... Może któregoś dnia nam się uda.
      Uśmiechnęli się do Hana po raz setny tego wieczoru.

      niepotrafiący przestać się głupio szczerzyć haejin

      Usuń
    10. — Och! — krzyknął, nie ukrywając rozbawienia, które z każdą minutą przychodziło mu coraz łatwiej. Gdy zorientował się, że jego niefortunny dobór słów nie spotka się z niechcianą reakcją, zatopił się tych drobnych pokładach wesołości. I pewnie w nieco innych okolicznościach pozwoliłby sobie na to, by poddać się tej chwili nieco bardziej, przeciągnąć żart do granic umownej stosowności. Może nawet był o krok, by nie uczynić tego właśnie teraz? Bo… co jeśli? — Nie możesz rzucać mi takich wyzwań, nie lubię przegrywać! Trzeba było zamienić się na kieliszki, ja nie musiałbym pozbywać się butów i obyłoby się teraz bez tego — zaryzykował więc, wskazując przy okazji na butelkę. — Nie żebym specjalnie tego potrzebował. Jak wspominałem, mam na koncie wiele błędów.

      Potrząsnął nerwowo głową. Mówił stanowczo za dużo. Nagle, gdzieś pomiędzy głębszym oddechem, a chłodniejszym podmuchem nocnego wiatru, zdał sobie sprawę, że zna ten stan aż nazbyt dobrze. Zawsze zaczynał się niewinnie. Jednym kieliszkiem ponad normę, jedną myślą wypowiedzianą bez wcześniejszego przefiltrowania, jednym impulsem, któremu pozwalał dojść do głosu wyłącznie dlatego, że wydawał się nieszkodliwy. Później granice rozmywały się już same, niemal niezauważalnie, a on z każdą kolejną minutą coraz rzadziej mówił to, co powinien, coraz częściej natomiast to, co naprawdę przemknęło mu przez głowę.
      Nienawidził tej chwili. Tego momentu, w którym orientował się, że ster dawno przestał spoczywać pewnie w jego dłoniach. Nigdy jeszcze nie zdążył zapanować nad tym w porę, bo kontrola nie uciekała mu gwałtownie, tylko cierpliwie przelewała się między palcami, kropelka po kropelce, aż w końcu zostawało tylko nieprzyjemne wrażenie, że na działanie i tak było już za późno. Najgorsze było jednak to, że jakaś jego część wcale nie próbowała tego zatrzymać.
      Jakby za każdym razem, świadomie albo nie, z chorobliwym uporem pozwalał sobie sprawdzić, jak wiele był w stanie zburzyć, zanim dotrze do punktu, w którym odbudowa tych ruin, byłaby już niemożliwa.

      — Zrobili mi wtedy sporo zdjęć — skrzywił się na sekundę, przypominając sobie o tym, jak przed oczami migały mu niezliczone, ostre światła aparatów, gdy menager jego matki pakował go z powrotem do jednego z zamówionych samochodów. — Spróbuję ci jakieś podesłać.
      Nie zorientował się, co właściwie powiedział i była to pewnie opcja dużo łaskawsza od tej, na którą tak naprawdę zasługiwał. Nieświadomość stanowiła dobry margines bezpieczeństwa. A dobrze jakieś mieć.

      — Wiesz, z oczekiwaniami jest jeden zasadniczy problem. — Yoonjae wzruszył lekko ramionami i stuknął kilkukrotnie palcami o brzeg butelki. — Nieważne, jak bardzo się starasz. Zawsze znajdzie się ktoś, kto uzna, że można zrobić więcej. Być lepszym. Grzeczniejszym. Mądrzejszym. Bardziej ambitnym. Albo wręcz przeciwnie: odpuścić trochę, bo przecież to co robisz, to też przesada. Ludzie potrafią mieć wobec ciebie zupełnie sprzeczne wymagania i jednocześnie dziwić się, że nie jesteś w stanie spełnić ich wszystkich.
      Uśmiechnął się krzywo.
      — W pewnym momencie dochodzisz do wniosku, że jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest przestać próbować. Jeśli i tak kogoś zawiedziesz, równie dobrze możesz przynajmniej zrobić to po swojemu.
      Nie brzmiało to jak bunt. Han lubił postrzegać to jako wniosek, do którego doszedł dawno temu, po prostu nie widząc już sensu, by ponownie udowadniać światu, że mogł sprostać regułom, których nikt tak naprawdę nigdy nie potrafił jasno określić.

      Usuń
    11. Stanowcza prośba, by nie przepraszał, wytrąciła go z rytmu bardziej, niż chciałby to po sobie pokazać. Przez krótką chwilę jedynie patrzył na Haejina, zaskoczony, jakby spodziewał się niemal każdej reakcji poza właśnie tą. Zwykle ludzie przyjmowali przeprosiny z satysfakcją albo wykorzystywali je jako pretekst do dalszego moralizowania lub sprawniej ucieczki. To uczucie trwało jednak zaledwie sekundę. Yoonjae odzyskał swój charakterystyczny, swobodny uśmiech i oparł wygodniej ciężar ciała na wyciągnietych do tyłu rękach.

      — To dobrze się składa. — Kącik jego ust uniósł się odrobinę wyżej. — Ja też nie mam na ten wieczór żadnych innych planów, więc mogę posiedzieć tutaj tyle, ile będzie trzeba. Albo dopóki nie zrobi mi się zimno. Poza tym… zadajecie świetne pytania — przyznał ze śmiechem, nie ukrywając tego, że rozmowa o modzie była jednym z milszych elementów tej imprezy. Choć tak bardzo nieoczekiwanym. — Najmniej ufam tym, którzy zaczynają spotkanie od: „To tylko jedno krótkie pytanie”.

      Uniósł wzrok ku panoramie miasta rozciągającej się pod ostatnim piętrem. Upił kolejny łyk z butelki, ponownie przekazując ją w ręce Hae, po czym dodał już znacznie lżej:

      — Mogłem się spodziewać, że znajdziemy wspólny język. I hej! To projektanci powinni bić się o ciebie, nie odwrotnie. Założę się, że gdybyście pojawili się na tych pokazach, ich ubrania zrobiłyby jeszcze więcej szumu! Ktoś musiałby być ślepy, twierdząc inaczej. — I to nie tak, że Han był… powierzchowny. Owszem, głównie przez wzgląd na to, czym się zajmował i czego wymagała od niego nieustanna pogoń za tym, by znajdować się wciąż jak najbliżej czegoś, uznawanego za szczyt własnych możliwości, częściej niż rzadziej obdarzał uwagą to, co ładne. Ujmująca estetyka, odpowiednie proporcje, starannie dobierane barwy - wszystko to i o wiele więcej wpisywało się od dawna w szeroki wachlarz tego, co uważał za godne własnego zainteresowania. Starał się jednak dostrzegać to wszędzie tam, gdzie nie było to aż tak oczywiste. Pamiętał doskonale, gdy podczas jednego z późnowieczornych spacerów, znalazł to na samym skraju wąskiej, zawilgoconej uliczki, gdzieś na obrzeżach dystryktu Jongno. Przyglądał się temu, jak ostry, niebieski neon odbijał się na starym, wyblakłym plakacie reklamującym podobno… najlepsze tteobokki w tamtej części Seulu. Stracił na tym dobry kwadrans, by wykorzystać to później w jednym z projektów, dzięki którym zapewnił sobie miejsce wśród studentów zakwalifikowanych na wymianę międzynarodową. Można było powiedzieć więc, że oczy Yoonjae lubiły to, co… wyróżniające. Być może dlatego nie potrafił oderwać ich teraz od twarzy Hae.

      yoonjae

      Usuń
  10. Garden Terrace Where apologies come to die.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jackson obserwował wszystko z boku, z wysoko uniesionymi brwiami, bo co jak co, ale nie spodziewał się, że Claire wymierzy Octavii policzek. Sądził, że dziewczyny skończą na mało przyjemnej wymianie zdań. Posłał pozostałym krótkie spojrzenie i ruszył w ślad za Claire, która wyglądała teraz jak kłębek emocji i obawiał się, że to co się przed chwilą stało, mogło być dla niej za wiele. A najgorsze, że to dopiero początek imprezy.
      Pokonał dzielącą ich odległość szybkim krokiem, zrównując się z Claire.
      — Wyjdźmy się przewietrzyć. — Skinął głową w kierunku korytarza biegnącego w głąb hotelu.
      Przestronny taras obsadzony był różnorakimi roślinami, mniejszymi kwiatami i dorodnymi drzewkami. Powietrze było ciepłe, ale rześkie. Gwar z głównej sali pozostał za ich plecami. Tu było cicho i spokojnie, póki co.
      Jackson podszedł do barierki, przez moment milczał zbierając myśli. Podzielił się wcześniej Claire niektórymi ze swoich historii, ale nie tymi, które usłyszała z ust jego, pożal się boże przyjaciół. Mógł tylko zgadywać jaki obraz powstał w głowie blondynki, ale miał nadzieję, że nim wyjdzie z hotelu rzucając, że ma się do niej więcej nie zbliżać, da mu wszystko wyjaśnić i przedstawić z jego perspektywy.
      Wziął głębszy oddech i obrócił się w jej stronę.
      Widział jak szklany ma wzrok, jak niemalże dygocze od targających nią emocji. Było mu głupio i… i przykro.
      — Wybacz, że musiałaś tego słuchać. Nie sądziłem, że posunął się, aż tak daleko. — Po części była to prawda, po części nie. Znał tych ludzi i wiedział, że brakuje im litości i czerpią przyjemność z obrzydliwych rzeczy. On sam bawiłby się przednio, gdyby impreza miała miejsce w innym etapie jego życia. alkohol pewnie krążyłby po jego organizmie, szumiał w uszach, a narkotyki uciszałyby wszelkie wyrzuty sumienia.
      — Jeśli masz jakiekolwiek pytania, wszystko ci wyjaśnię, Claire. — dodał obserwując ją z uwagą.

      Jack

      Usuń
    2. Kiedy Jack zrównał z nią kroku, w pierwszej chwili powiedzieć, żeby zostawił ją w spokoju, bo zjadały ją złość i wstyd za to, jak się zachowała, więc intuicyjnie chciała zniknąć wszystkim z oczu i zapaść się pod ziemię. Zrobiła coś, czego sama się po sobie nie spodziewała, bo tak naprawdę nie chciała wcale uderzyć Octavii. Krzywdzenie innych nigdy nie sprawiało jej przyjemności i dowodem było na to, jak cholernie paliło ją teraz sumienie, nie dając dojść do głosu zdrowemu rozsądkowi. I nie miało znaczenia, że Blanchard była wobec niej nie fair, bo to nie był pierwszy raz, kiedy ktoś był wobec niej nie fair. Zawsze szczyciła się tym, że w świecie opanowanym przez okrucieństwo wybiera łagodność i właśnie pokazała wszystkim, jaka to jest łagodna.
      To nie miało prawa się wydarzyć. Powinna była chwycić się słów Gabriela oraz Inhana, nabudować się nimi, być bigger person. Powinna. Nie do końca nawet rozumiała to co w tamtej chwili poczuła, ani dlaczego wyszło to z niej w taki sposób, bo nie dopuszczała do siebie nigdy tych złych emocji, opierając się głównie na tych dobrych.
      Jej ciało zareagowało po prostu szybciej, nim umysł zdążył to przetworzyć.
      Ostatecznie jednak została przy Jacku, pozwalając mu wyprowadzić się na zewnątrz, ponieważ kiedy ze złości nie zostało już nic, czuła się po prostu głupio. Było jej głupio za to jak się zachowała, a także że nie chwyciła jego dłoni, kiedy ją do niej wyciągnął, bo przecież tą dłonią ściskał jej własną przy swojej piersi kiedy tego potrzebowała, a teraz z taką łatwością ją odrzuciła.
      To wszystko potoczyło się nie tak. Z tą myślą oparła się o barierkę, lekko ocierając łzę z kącika oka i pociągając nosem. Claire zawsze płakała łatwo i często, bo za kurtyną uśmiechów czaiło się zaskakująco dużo bólu, którego zwykle nie pozwalała sobie czuć. Teraz jednak nie zamierzała płakać, bo to nie był czas na to, żeby się rozklejać.
      Dlatego kiedy Jack zaoferował, że wszystko jej wyjaśni, potrząsnęła tylko głową.
      — To… — zacięła się. — Ja…
      Nie wiedziała, co chce mu powiedzieć. Znali się przecież zaledwie kilka tygodni. Wciąż nie rozumiała też tego co się stało, ani skoku swoich własnych emocji. Zdając sobie sprawę, że wciąż ma w ręku zdjęcie Ayli, wyciągnęła je w jego stronę.
      — Nie chcę żebyś mi się tłumaczył ani spowiadał, Jack.
      Bo w sumie kim była, żeby go rozliczać albo oceniać? Nikim. Wszyscy tutaj ocenili i rozliczyli go wystarczająco. Ona nie chciała być kolejną osobą, która to zrobi.
      — I… Przepraszam — dodała słabo, oczyszczając gardło z chrypki. Sięgnęła do niewielkiej torebki po chusteczki, osuszając ostrożnie oczy, żeby nie rozmazać makijażu.
      — Nie rozumiem, co się stało. Nie jestem taka. Wstydzę się.

      CLAIRE

      Usuń
    3. Przyglądał się jej, gdy ostrożnie ścierała napływające do oczu łzy. Wpierw w jego spojrzeniu malowały się wyrzuty sumienia i pewnego rodzaju zmęczenie po sytuacji, która miała miejsce przy stoliku. Nie chciał, by była tego wszystkiego świadkiem, nie chciał aby Octavia wieszała na niej psy tylko i wyłącznie z zazdrości i własnego rozgoryczenia. Dodatkowo fakt, że Plotkara śmiała wmieszać w to wszystko kilkuletnie dziecko… jego dziecko, chcąc nie chcąc, dokładał do jego własnego poirytowania. Nie mógł jednak w żaden sposób zaradzić na ten brak kontroli. Na tych imprezach, Plotkara ich z niej obdzierała w najgorsze możliwe sposoby. Kiedyś czerpał z tego przyjemność, teraz miał już dosyć.
      Jednak, gdy Claire go przeprosiła i przyznała, że jest jej wstyd, w jego oczach pojawiło się niekryte zaskoczenie. Nie zasługiwał na jej przeprosiny, to on miał więcej powodów by ją przepraszać. Wstyd natomiast był uczuciem, z którym osobiście miał niewiele do czynienia. Nie odczuwał wstydu. Jackson Howard nie musiał wstydzić się niczego, bo pieniądze i odpowiednie nazwisko przesuwały granice tego co wypada, a co nie. Uświadomiło mu to skolei, jak bardzo Claire jest… czysta i jak bardzo różni się od niego, czy od jego znajomych. Nie pasowała tu, a i tak ją w to wciągnął.
      Wziął od niej zdjęcie, które nadal miała i schował do wewnętrznej kieszeni marynarki.
      Odepchnął się od barierki i podszedł bliżej. Sięgnął do jej dłoni, w której miała chusteczkę i delikatnie ją od niej odebrał. Palcami drugiej ręki ujął jej podbródek i uniósł jej głowę, by spojrzała mu w oczy. Ostrożnie, by nie naruszyć makijażu starł łzę która zagubiła się na skórze.
      — Każdy ma swoje granice, Claire. — powiedział cicho. — Nie musisz mnie przepraszać, broniłaś się. Siebie i dziecka, którego nawet nie znasz. Nie jesteś złą osobą. — zapewniał, choć nie wiedział czy istniały jakiekolwiek słowa, które mogły odciągnąć od niej te myśli.
      — Nie muszę, ale wiem, że usłyszałaś wiele rzeczy, o których nie miałaś pojęcia. A to ja cię tutaj zaprosiłem, więc masz prawo pytać.

      Jackson

      Usuń
    4. Kiedy się do niej zbliżył, odbierając jej chusteczkę i unosząc podbródek, zamarła. To był kolejny dotyk, którego się nie spodziewała, w dodatku nie pozwalał jej się przed nim schować, co usilnie próbowała robić od paru minut, dlatego w pierwszej chwili spięła barki, nie wiedząc, czego się spodziewać.
      Uważała, że płacz jest zdrowy i oczyszczający, toteż z reguły go nie hamowała, ale to nie znaczyło że lubiła być w takich chwilach widziana. Prawdopodobnie powinna była dać Jackowi kredyt zaufania, biorąc pod uwagę że do tej pory ani razu nie dotknął jej w zły lub dwuznaczny sposób, ale dalej miała w sobie wiele emocji, które objawiały się głównie tym, że wciąż drżała na ciele. Była ciągle w trybie ucieczki i rzadko miała kontakt z jego dłońmi.
      Tymi dłońmi, o których miała się rzekomo dowiedzieć, że Howard potrafi ich użyć.
      Kiedy jednak otarł jej łzę, zrozumiała że próbuje się nią po prostu zaopiekować na tyle, na ile jest w stanie, więc powoli się rozluźniła, pozwalając mu na to. Nawet jeśli czuła się z tym dziwnie, bo jedyną osobą która okazywała jej troskę na co dzień był Inhan. Z jego strony nie musiała się jednak obawiać żadnych ukrytych intencji.
      Na jego słowa wzruszyła jedynie ramionami, bo ta troska w połączeniu z zapewnieniem, że nie jest złą osobą sprawiły, że chciała płakać bardziej, a jej gardło ścisnęło się niemożliwie w akompaniamencie paru dodatkowych łez spływających z kącików oczu.
      Przez moment miała ochotę zbliżyć się o krok i schować głowę w jego ramieniu, bo wtedy mogłaby przerwać kontakt wzrokowy, który w chwili czucia się kruchą ją przerastał.
      — O co tu pytać? — podjęła cicho, wciąż stłumionym głosem.
      Wszystko rysowało się dość jasno, a ona nie była pewna, czy chce znać szczegóły. Potrafiła połączyć kropki i domyślić się, że śmierć Howarda zbiegała się zapewne z jego odwykiem, a przyjaciele mają mu za złe brak kontaktu. Że ma byłą, z którą ma córkę i że dopiero niedawno próbował nawiązać z nią kontakt, ale znów, kim była, żeby go oceniać?
      Był na odwyku, zmieniał swoje życie, próbował zrobić coś inaczej, w przeciwnym razie nie próbowałby spotkać się z dzieckiem, ani nie przyznał jej się do uzależnienia.
      — Widzę, że próbujesz coś zmienić, ale… Żal mi tego dziecka — powtórzyła więc ze zmęczeniem. Octavia nie zrobiła na niej dobrego wrażenia jako osoba, a co dopiero matka, za to Jack nawet jeśli był teraz, to mimo wszystko wcześniej go nie było. Jakby tego było mało, wyglądało na to, że nie potrafią nawet ze sobą rozmawiać, więc jak zamierzali ją wspólnie wychować? — Czy Plotkara naprawdę może ją skrzywdzić? Tylko dlatego, że nie wychyliliśmy głupich kieliszków?

      CLAIRE

      Usuń
    5. Przez moment jeszcze stał w tej samej pozycji, ale ostatecznie cofnął dłoń i odsunął się. Znów stanął przy barierce, dłonie układając na jej zimnej powierzchni. Przez chwilę tylko patrzył przed siebie, nie zatrzymując wzroku na niczym szczególnie.
      — Ayla nie była… nie jest czymś czego chciałem, co planowaliśmy. — Cofnął się myślami do dnia, w którym Octavia przyszła do niego z tą informacją. Pamięta to jakby było to wczoraj. Nie zareagował w żadnym stopniu prawidłowo. Pamiętał jak wściekły był i przerażony jednocześnie. Wtedy pierwszy raz poczuł, że grunt usuwa mu się spod stóp i że jego bezmyślne postępowanie postawiło przed nim, wreszcie, konsekwencje.
      — Mogłaby mi wytknąć to jak się wtedy zachowałem, byłem wściekły i… i wyładowałem się na osobie, która była najbliżej, na Octavii. — Nie był to pierwszy raz, gdy obarczał ją za coś winą absolutną, gdy ją wyzwał, gdy nawet zarzucał, że zrobiła to umyślnie. — Ale nigdy nie mówiłem, że spróbujmy, że damy radę… można mnie nienawidzić za to i mówić, że byłem tchórzem, ale pierwsze co jej wtedy powiedziałem to, że powinna usunąć. — Przyznał na moment zerkając na Claire, jakby chciał się upewnić, że nadal tu jest i go słucha. Chyba nigdy, poza terapią, nie rozmawiał o tym z inną osobą.
      Wziął głębszy oddech.
      — Nie jestem materiałem na ojca, wtedy nie byłem nim jeszcze bardziej. Zresztą Octavia też nie była na to gotowa. Nasze życie kręciło się wokół imprez i wygodnego spędzania czasu. A nawet, gdy nie imprezowaliśmy, ja w większości znajdowałem sobie okazję by się z kimś najebać lub naćpać… A nawet, gdy trzeźwo myślałem, nie miałem kim się wzorować. — prychnął sam na siebie i na wspomnienie własnego dzieciństwa. — Więcej czasu spędzałem z opiekunkami niż z własnymi rodzicami i miałbym takie życie zgotować dziecku? Wiem, że nie jestem święty, ale nie jestem tak pojebany by pakować się w coś do czego się nie nadaję… — urwał biorąc kolejny oddech, by nieco opanować narastające w nim emocje. — Więc tak, Octavia zgrywa teraz bohaterkę, a ze mnie robią wyrodnego ojca… a zabezpieczyłem małą, na tyle, że mogłaby do końca życia nie pracować, a później… zrzekłem się praw. Dla własnej wygody i by oszczędzić obu stronom rozczarowań. — przyznał przymykając na moment powieki.
      Oczywiście, że mógł to lepiej rozegrać, bez awantur, wyzwisk. Ale Tay nigdy mu niczego nie ułatwiała i choć nie był fair w wielu kwestiach, na tym polu nie miał sobie zbyt wiele do zarzucenia.
      Obrócił się w stronę Claire i pokręcił głową.
      — Nie sądze… nie chcę jej lekceważyć, ale w wielu kwestiach to są puste groźby. Ma świadomość, że to towarzystwo można łatwo sprowokować. — przyznał. — Nie martw się, nikt jej nie skrzywdzi. — zapewnił.

      Jackson

      Usuń
    6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    7. Kiedy Jack się odsunął, a potem zaczął mówić, pociągnęła tylko nosem. Już pierwsze słowa sprawiły, że ścisnęło ją w piersi, bo sama przecież marzyła o dzieciach odkąd pamiętała. Najpierw była jednak za młoda, a teraz kiedy nie była, nie miała na to ani środków, ani nikogo, z kim mogłaby założyć rodzinę.
      Nie każdy był jednak nią. Nie dla każdego założenie domu było aspiracją życiową i każdy miał prawo do tego, żeby nie wybrać dla siebie takiej ścieżki. Nie każdy się też do tego nadawał, nawet jeśli tą ścieżkę wybrał i między innymi dlatego tyle było zła na świecie. Na świat przychodziły dzieci niechciane, bo tak trzeba, bo taka presja otoczenia, bo pieniądze, bo będę mieć kogoś, kto mnie będzie bezwarunkowo kochał.
      Zadrżała na samą myśl.
      Na początku nie wiedziała co ma ze sobą zrobić, bo to wyznanie było bardzo intymne i niosło ze sobą duży ciężar, a oni z Jackiem nie byli przecież ze sobą szczególnie blisko. Po raz kolejny okazywał jej zaufanie, zwierzając się z czegoś tak osobistego dobrowolnie, więc postawiła krok ku niemu, stając blisko przy jego boku, okazując w ten sposób, że rzeczywiście jest i słucha. Nie chciała między nimi teraz dystansu.
      Ciężko było jej przetrawić to wszystko. Szczególnie fragment o tym, że Jack chciał aborcji, na co drgnęła znów. Poczuła w tamtej chwili empatię wobec Blanchard, bo nawet nie potrafiła sobie wyobrazić, co sama zrobiłaby w chwili, kiedy mężczyzna z którym jest w związku i w ciąży powiedział, że chce usunąć dziecko. Nie wiedziała też, czy byłaby w ogóle w stanie to zrobić. Złamałoby jej to serce.
      Po raz kolejny musiała sobie jednak przypomnieć, że Octavia nie była nią, a ona nie była Octavią. Osobiście nigdy nie weszłaby w związek, którego podstawą były imprezy i używki, a już na pewno nie sądziła, że było w takim związku miejsce dla niewinnej istoty.
      Niezależnie od swoich przekonań nie skazałaby małego człowieka na dorastanie w takim otoczeniu. W otoczeniu, w którym jest niechciany przez własnego ojca, naćpanego przez większość czasu w dodatku. A gdyby rzeczywistość zweryfikowała jej ideały i jednak by się zdecydowała, nie będąc w stanie poddać się zabiegowi, albo poradziłaby sobie z tym sama, albo dopilnowała, żeby dziecko wychował kto inny, kto był w lepszym miejscu w życiu.
      Powoli wypuściła powietrze z płuc. To była bardzo trudna kwestia i ciężko było tu wskazać winnego, ona zresztą nie miała takiego zamiaru, nic nie dawało jej takiego prawa. Nic nie było też w takich w takich przypadkach zerojedynkowe.
      Ręka jej drgnęła. Zawahała się, ale po chwili ułożyła dłoń na jednej z dłoni Howarda zaciśniętej wokół zimnej barierki, lekko gładząc kciukiem wierzch jego dłoni.
      — Rodzicielstwo to… To duża odpowiedzialność — powiedziała wreszcie cicho. — Nie każdy jest na taką odpowiedzialność gotów. Nie każdy musi jej chcieć.
      Westchnęła cicho.
      — Każdy powinien mieć prawo wyboru, czy chce być rodzicem. A już na pewno nie powinien być zmuszony do wychowywania dziecka, kiedy jego własne życie leży w gruzach.
      Uzależnienie było przecież czymś, co rujnuje życie, zarówno osobie uzależnionej, jak i osobom w jej otoczeniu. Nie rozumiała, jak Octavia mogła pomyśleć, że sprowadzenie dziecka na świat w takich okolicznościach to dobry pomysł. Nie było to sprawiedliwe dla żadnego z nich, przede wszystkim dla tego dziecka, bo ono nie miało w takiej sytuacji żadnego wyboru.

      Usuń
    8. — Każde dziecko zasługuje na to, żeby wychowywać się w pełnej rodzinie. W bezpiecznym otoczeniu, które zaspokoi wszystkie jego potrzeby. Nie tylko te finansowe, ale przede wszystkim emocjonalne — urwała na moment. — Nie zdecydowałabym się urodzić, jeśli nie byłabym w stanie zaspokoić tych potrzeb. Zapewnić maleństwu tego bezpieczeństwa. Bo ono nie może o niczym zdecydować, to my decydujemy za nie.
      Z trudem przychodziło jej to przez gardło, ale takie były fakty. Dziecko to nie mebel, ani pies czy kot, a przecież przed sprawieniem sobie psa czy kota też należy zrobić odpowiedni research, by wyjść naprzeciw ich potrzebom.
      — A jeśli bym się zdecydowała, to… To byłby mój wybór. Moja odpowiedzialność.
      Zwiesiła ramiona, spoglądając na Jacka.
      — Ale ja zawsze chciałam mieć dzieci. Wciąż chcę. Problem w tym, że nie mam na to ani, ani warunków… ani nikogo, z kim mogłabym te dzieci mieć. No i chciałabym najpierw skończyć studia, zwiedzić kawałek świata. Wiesz… Pożyć.
      Miała w końcu tylko dwadzieścia lat. Na zakładanie rodziny przyjdzie jeszcze dla niej czas.
      Ulżyło jej, kiedy Jack powiedział, że to pewnie tylko puste groźby, ale i tak czuła się niespokojnie.
      — Oby tak było.

      CLAIRE

      Usuń
    9. Wzrok opadł mu na jej ciepłą dłoń, którą nakryła jego. Uśmiechnął się w duchu, słuchając jej dojrzałych słów. Nie oceniała go, nie pouczała i za to był jej ogromnie wdzięczny. WIele osób go umoralniało. W odwecie zwykle robił dokładnie odwrotnie do tego co próbowano mu wytłumaczyć. Nie widział swoich błędów, przekonany o własnej nieomylności. Teraz przynajmniej był tego świadom.
      Powoli unosił spojrzenie, przez jej ramię, obojczyki, pełne usta i jasne tęczówki…
      Była piękna, tego nikt nie mógł jej odmówić i chyba tylko ślepiec mógłby kłócić się z tym faktem. Ale Jackson zaczął dostrzegać, że wnętrze ma znacznie większą wartość. A jej wnętrze zaczynał cenić coraz bardziej. Tak jakby za każdym razem, gdy zaczynała mówić, jego światopogląd obracał się w odpowiednim kierunku trochę bardziej.
      Lubił słuchać tego co Claire ma do powiedzenia, patrzyła na świat w zupełnie inny sposób niż on i to było ciekawym doświadczeniem. Może dlatego nie potrafił się odczepić odkąd zjawiła się jako osoba towarzysząca na memoriale jego ojca.
      — Twój przyjaciel miał rację, tam przy stoliku. — stwierdził nagle. — Rzeczywiście jesteś najlepsza. — przytaknął. Jeszcze raz jego oczy przesunęły się po jej twarzy, tworząc w głowie mapę detali, po czym przełknął ślinę i odwrócił wzrok. — Niewiele osób potrafi chcieć tego i akceptować tych, którzy mają odmienne zdanie. — Dlatego Jackson się nie zwierzał, jego znajomi jak widać za wiele się nie zmienili. Część z nich go nienawidziła, inni mieli swoje bałagany, a jeszcze kolejni wyśmialiby jego próby stanięcia na nogach i bycia mniejszym dupkiem niż do tej pory. Tak jak Octavia to skwitowała… zawsze wracał. Sęk w tym, że teraz tego nie chciał.
      Z ojcem już więcej nie będzie dane mu porozmawiać i choć dzieliło ich wiele, jakaś jego cząstka żałowała, że nie będzie miał okazji wyjaśnić z nim pewnych kwestii. A na rozmowę z matką, która nie skończyłaby się słowną szarpaniną, nawet nie liczył.
      — Gdybyś w tej chwili mogła się spakować i polecieć w jedno miejsce, gdzie byś pojechała? — skupił się na marzeniach i zwiedzaniu świata, by nieco rozładować atmosferę. Nie chciał pogrążać się w ciężkich tematach, nie w tym miejscu. I mimo, że Plotkara skutecznie utrudniała i komplikowała cały wieczór, Jackson nie chciał, by kojarzył się Claire tylko i wyłącznie z podłymi komentarzami i tanimi zagrywkami.
      Jackson był tym szczęściarzem, że mógł spełniać swoje kaprysy i wszystkie zachcianki. Mógł się pochwalić, że był w wielu miejscach i zwiedził spory kawałek świata. Nigdy jednak szczególnie tego nie doceniał, brał to za pewnik i nie wyobrażał sobie, by ktoś mógł mu ograniczyć tą wolność.

      Jack

      Usuń
    10. Pierwszego spojrzenia Jacksona nie zauważyła, bo jej własne przesuwało się po ogrodzie. To był ciężki temat, co sprawiło, że mimowolnie pogrążyła się we własnych myślach, z których wyrwało ją dopiero jego stwierdzenie.
      Zawiesiła więc oczy na jego twarzy, trochę zaskoczona i zakłopotana tą uwagą, bo wcale nie uważała się za najlepszą. Po tym, co się dziś stało, powątpiewała nawet w swoją dobroć, której wcześniej była taka pewna, ale przez to wyłapała już jak przesuwa spojrzeniem po jej twarzy po raz drugi i może nawet nic by o tym nie pomyślała, gdyby po chwili kontaktu wzrokowego jego grdyka nie drgnęła, a uwaga nie skierowała się natychmiast z powrotem na zieleń przed nimi.
      O. Boże. To było trochę jak detonacja z opóźnionym zapłonem, ta realizacja.
      Nagle poczuła, jak jej serce gubi rytm, a gorąc napływa do twarzy, przez co sama musiała się odwrócić; odruchowo uniosła nawet dłoń do policzka, jakby chcąc go zasłonić. A może po prostu musiała puścić rękę Jacka, bo nagle stała się bardzo świadoma tego punktu kontaktu między nimi.
      Zaśmiała się, trochę nerwowo, kręcąc głową.
      — Inhan jest tak samo dobry, o ile nie lepszy ode mnie — stwierdziła, szukając miejsca, gdzie mogłaby podziać oczy, bo podejrzenie, że Howard mógłby chcieć skrócić i tak już krótką odległość między nimi windowała jej puls. Bo… gdyby nie chciał, dlaczego patrzyłby na nią w taki sposób? To nie było spojrzenie do jakiego była przyzwyczajona. Mężczyźni przyglądali jej się często, ale raczej jak przedmiotowi, którego chcieli użyć, a nie jak komuś, kogo warto zapisać w pamięci z zamiarem odtworzenia tego na potem.
      Na potem. Jakby miał myśleć o niej poza spotkaniami.
      Musiała się skupić na rozmowie, choć jej myśli nagle strasznie się rozbiegły, a wcześniejsza elokwencja zaryła prosto w niewidzialną ścianę.
      Była beznadziejna. Stracony przypadek. Czasem nienawidziła tego w sobie, tej romantycznej natury, która nadpisywała i nadimpretowała każdy mały gest.
      Tylko na Ciebie spojrzał, głupia!
      — A gdyby wszyscy myśleli tak samo, świat stałby w miejscu — rzuciła więc wreszcie, kręcąc głową i wreszcie opierając obie dłonie o barierkę, szukając dla nich miejsca.
      Całe szczęście, że zadał jej dość konkretne pytanie, bo mogła się na nim skupić. Była przecież cała masa miejsc, które chciała odwiedzić. Było ich tak wiele, że łatwiej byłoby chyba wymienić te miejsca, gdzie chciała znaleźć się najmniej i to dlatego od tego zaczęła.
      — Bałabym się lecieć do Australii — przyznała wreszcie.
      Jackson musiał pomyśleć, że była niespełna rozumu, bo przecież nie o to pytał.
      Oczyściła gardło, próbując to ocalić.
      — Bo mogłabym lecieć wszędzie. Zobaczyć wszystko. Ale boję się pająków, węży i skorpionów… I krokodyli. Więc do Australii bym się bała, mimo że bardzo chciałabym zobaczyć koale. Rozumiesz, prawda?
      Chryste… Katastrofa.

      CLAIRE paplająca bez ładu i składu

      Usuń
    11. Gdy jej dłoń się cofnęła, a lekki kontakt skóry, który cały czas im towarzyszył, zniknął, Jackson znów na nią spojrzał. Widział jak róż intensywniej odcina się na jej policzkach. Widział rozbiegane spojrzenie i szybko unoszącą się klatkę piersiową.
      Na moment przeniósł spojrzenie w dół, na barierkę i uśmiechnął się pod nosem. Nie był to szeroki uśmiech, raczej drgnięcie kącików ust, których nie był w stanie powstrzymać. Kobiety, które do tej pory go otaczały, zwykle były równie pewne siebie co on. Gesty musiały być większe, wyrazistsze aby robiły jakiekolwiek wrażenie. A niekiedy uzyskiwało się zamierzony efekt po prostu się przedstawiając.
      Claire natomiast jest subtelna, delikatna i nie trzeba było być geniuszem, by się o tym przekonać. Po prostu było trzeba chcieć zobaczyć coś więcej niż tylko urodę. To było miłe, choć nie zamierzał przekraczać żadnych granic. Nie chciał zepsuć tej znajomości swoim impulsywnym zachowaniem.
      Dłonie zacisnął mocniej na barierce, uziemiając się w ten sposób.
      — Pewnie masz rację. — odpowiedział, starając się by jego głos nie brzmiał o oktawę niżej, ale nie był w stanie, zupełnie pozbyć się drobnej chrypki.
      Znów zatrzymał na niej wzrok, gdy zaczęła odpowiadać na jego pytanie i wyjaśniać mu swoje lęki. Było wiele ciekawych miejsc, które warto zobaczyć, a które mogą zniechęcać właśnie takimi rzeczami. Podróże akurat uczyły, że czasem trzeba schować swoje lęki do kieszeni, chociaż on od dziecka był na tyle zarozumiały, że bał się naprawdę niewielu rzeczy, a w szczególności tych, które realnie mogły wyrządzić mu krzywdę. Jego życie było przepełnione adrenaliną płynącą z różnych źródeł.
      Cicho się zaśmiał, ale nie z niej, broń boże nie z niej. Wydawała mu się… urocza w tej krótkiej plątaninie wyjaśnień.
      — Rozumiem. — Posłał jej szczery, szeroki uśmiech. — Są tam miejsca, gdzie nie ma pająków, węży i krokodyli… — zawahał się na moment, ale postanowił zbytnio nie analizować tego co chce powiedzieć — możemy lecieć, w każdej chwili. Do Australii lub gdziekolwiek twój palec zatrzymałby się na mapie.
      Powiedział to lekko, z wciąż błądzącym mu po twarzy uśmiechem, z oczami skupionymi na niej. Nie żartował. Nie były to puste obietnice. Jackson faktycznie mógł pozwolić sobie na wykonanie jednego telefonu, by kolejnego dnia znajdować się w innym miejscu.
      Nie rozumiał dlaczego, ale chciał jej pokazać koale, chciał zobaczyć jak na nie zareaguje. Tak właściwie to miał ochotę zabrać ją w każde miejsce, o którym kiedykolwiek pomyślała. Tak po prostu, by sprawić jej przyjemność.
      Sama wizja tego sprawiała, że czuł ciepło i cie ekscytacji osiadające tuż pod mostkiem, promieniujące dalej, aż do koniuszków palcy.

      Jack trying to not lose control

      Usuń
    12. Claire przede wszystkim pochłaniała dużo romantycznych książek. Epokowych, nie nowoczesnych, bo nowoczesne romanse zamykały się w romantasy i dark romance, za którymi nie przepadała.
      I przez to, że to były epokowe książki, była tym bardziej beznadziejnym przypadkiem w kontekście relacji wszelakich. Miała nierealistyczne oczekiwania wobec mężczyzn, a Jack się w nie jakimś cudem wstrzelił, bo mógł powiedzieć: lećmy. Teraz, zaraz. Gdzie chcesz.
      Może na którejś z jego koleżanek nie zrobiłoby to wrażenia, ale na niej zrobiło. Bo brzmiało jak ucieknij ze mną w jednej z jej mydlanych, wybujałych historii.
      I dlatego zaśmiała się w głos, bo to było takie nierealne. I głupie.
      I bardzo kuszące, póki rzeczywistość nie walnie jej prosto w tył głowy, sprowadzając na ziemię. Ale nad ziemią było fajnie i Claire nie chciała tam wracać.
      — Może teraz — rzuciła więc, wesoło i trochę wyzywająco, bo ulżyło jej, że się przed nim nie ośmieszyła. Obróciła się w jego stronę, krzyżując ramiona na piersi, a biodro wspierając o balustradę, uśmiechając się do niego równie szeroko, co on do niej. Oczy jej się śmiały, bo oczywiście żartowała, wiedząc że logistycznie jest to na ten moment nie do zrobienia, ale chciała nadepnąć mu trochę na ambicję i zobaczyć jak na to zareaguje człowiek z możliwościami jego pokroju. Ktoś, kto ze względu na specyfikę pracy nie lubi, kiedy ktoś mu mówi, że czegoś nie da się zrobić, albo w ogóle nie przepada za słowem nie. Który zamiast pytać czy, pyta kiedy i ile. — Teraz, zaraz. Do tych miejsc w Australii, gdzie rzekomo nie ma pająków ani krokodyli. Chętnie je zobaczę. Co pan na to, panie prezesie?
      I teraz to ona przeciągnęła spojrzeniem po jego twarzy, bo to był chyba pierwszy raz, kiedy widziała go tak szczerze uśmiechniętego, przyzwyczajona w jego przypadku raczej do zdawkowości i ostrożności. Wiedziała, że Howard miarkuje gesty, spojrzenia, słowa. Oczy jej złagodniały, tak samo jak ton, a słowa padły, zanim zdążyła ugryźć się w język.
      — Masz bardzo ładny uśmiech, Jack.

      CLAIRE obviously oblivious, god help us all

      Usuń
    13. Przez moment naprawdę nie wiedział, co odpowiedzieć, z taką gracją odbiła piłeczkę.
      Jeszcze kilka miesięcy temu uśmiechnąłby się odruchowo. Z tym samym wyćwiczonym wdziękiem, który przez lata otwierał drzwi, rozbrajał rozmówców i pozwalał wyjść cało z sytuacji, z których dawno powinien ponieść konsekwencje. Rzuciłby jakiś żart. Odwrócił wszystko w prosty flirt. Może nawet odpowiedziałby czymś bezczelnym, świadomie skracając dystans.
      Teraz… nie potrafił, a może po prostu nie chciał grać na tych zasadach, bo Claire była autentyczna.
      Jej śmiech wciąż odbijał się gdzieś między ścianami tarasu. Lekki. Nieskrępowany. Tak naturalny, jakby nie zastanawiała się ani przez sekundę, czy wypada śmiać się właśnie przy nim. A potem rzuciła mu wyzwanie z tą samą łatwością, z jaką kilka chwil później powiedziała, że ma ładnych uśmiech. Jakby były to dwie równie oczywiste rzeczy.
      Nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo go tym rozbroiła. Oddech nieznacznie ugrzązł mu w gardle. To było absurdalne. Kilka prostych wyrazów, a mimo to poczuł, jak coś ściska go gdzieś głęboko pod mostkiem.
      Poczuł, że kąciki ust nie opadają, dalej formując uśmiech, może nieco bardziej subtelny. Nie było w nim grama kalkulacji. Po prostu nie potrafił tego zatrzymać.
      — Teraz, zaraz. Do tych miejsc w Australii, gdzie rzekomo nie ma pająków ani krokodyli. Chętnie je zobaczę. Co pan na to, panie prezesie?
      Przesunął wzrokiem po jej twarzy. Po rozbawionych oczach. Po sposobie, w jaki opierałą biodro o balustradę, zupełnie swobodnie. Wyczuwał, że rzuciła to półżartem, a jednak on zdążył już mimowolnie zastanowić się ile trwa lot do Sydney. I czy w przyszłym tygodniu udałoby się przełożyć dwa spotkania zarządu.
      Parsknął pod nosem, kręcąc głową z niedowierzaniem nad samym sobą.
      — Okej. Zróbmy to. Teraz, zaraz, jeśli tego sobie życzysz panno Bellfort. — odpowiedział ciszej, rezerwując te słowa tylko i wyłącznie dla niej, odruchowo zmniejszając dzielącą ich przestrzeń.
      Naprawdę musiał wznieść się na wyżyny własnej powściągliwości, by nie zrobić wszystkich tych rzeczy, które przemknęły mu przez myśl. Zdążył zastanowić się jak smakują jej usta, jak miękkie będą jej policzki pod palcami, jak gładką i ciepłą ma skórę…
      Ogarnij się Howard… powtarzał sobie w myślach, ale ciężko było o rozsądek, gdy ona stała tuż przed nim, patrząc na niego wesołymi oczami, sprawdzając co zrobi.
      Zatrzymał się… Uniósł ku niej dłoń, dając jej miejsce na reakcję, na wycofanie się, bądź brnięcie w to dalej.
      — Będzie mi niezwykle miło jak będę ci je mógł pokazać osobiście. — dodał starając się, by głos brzmiał stabilnie.
      Był gotowy wyjść bez słowa wyjaśnień z tej przeklętej imprezy, gdyby tylko przytaknęła.

      Jackson completely losing the last shreds of his sanity

      Usuń

    14. Kiedy Jack postąpił krok u niej, zniżając głos do czegoś co miało wybrzmieć tylko między nimi, mimowolnie przeszył ją dreszcz, bo przez ten moment rozbawienia zapomniała o napięciu sprzed chwili, które teraz wróciło ze zdwojoną siłą, przypominając jej, że są tu sami, a Jack przed momentem odwracał od niej spojrzenie, musząc coś przełknąć.
      I ona podejrzewała co, bo przełknęła również w reakcji na jego słowa oraz na fakt, że ruch wiatru podsunął jej znów pod nos jego zapach — ciężki, piżmowo drzewny, podbity przez naturalne ciepło jego skóry.
      Mimowolnie wzięła głębszy wdech, bo powietrze stało się niby gęstsze, z trudem przechodząc przez płuca. Nie oddychała jednak szybciej, tylko głębiej, jakby bardziej świadomie, bo siłą rzeczy stała się bardziej czujna.
      Spojrzała krótko na jego dłoń, a potem znów na jego twarz, próbując rozszyfrować, o co w tym wszystkim chodzi. Nie była pewna, czy to był dobry pomysł, i nie chodziło nawet o jej brak doświadczenia czy jakąś niewinność. To nie tak, że Claire nie całowała mężczyzn, nie pozwalała im całować siebie. Była młoda, ciekawa, spragniona czułości i łatwo ulegała emocjom, więc jeśli czuła z kimś nić połączenia, zdarzało jej się temu poddać.
      Problem w tym, że to było… inne. Trochę cięższe. Jack nie był facetem poznanym na imprezie lub w barze, z którym mogła się na moment zapomnieć, wiedząc że pewnie nigdy więcej się nie zobaczą, a więc nie wpłynie to w żaden sposób na ich relację — bo ona musiałaby naprawdę istnieć. A z nim chciałaby mieć relację, nawet jeśli nie potrafiła jeszcze określić, jak ona miałaby wyglądać. Chciała być w jego życiu, obserwować jak kształtuje się jako osoba, tym bardziej teraz, kiedy wiedziała, ile było wokół niego rzeczy, które mogą zrujnować jego próby w byciu kimś innym, lepszym.
      Miała też jeszcze jedno zmartwienie, ba, wiele zmartwień. To jedno wybijało się jednak teraz na pierwszy plan, nie dając jej spokoju.
      Nie cofnęła się więc, bo to co chciała powiedzieć było osobiste i po raz kolejny nie powinno być między nimi teraz dystansu. Nawet, jeśli ją teraz rozpraszał, bo przecież chciała z nim bliskości. Oczywiście, że chciała, tylko nie w jakiś bezmyślny, impulsywny sposób. Chciała się zbliżyć przede wszystkim do niego jako człowieka, a nie ciepłego ciała, które było po prostu obok.
      — Nie chcę, żebyś myślał, że chodzi o Twoje pieniądze, Jack. Ani nawet o to, jak ładny masz uśmiech i… I wszystko inne.
      I może była teraz zbyt szczera, może psuła atmosferę, ale nie dbała o to. Bo jego status jej imponował, nie zamierzała kiedykolwiek twierdzić inaczej. Imponowały jej możliwości i wolność, jaką jej oferował. Skłamałaby gdyby kiedykolwiek powiedziała, że tak nie jest.
      Z tym co działo się teraz nie miały jednak nic wspólnego i to musiało być jasne.

      CLAIRE probably too honest

      Usuń
    15. Jack od zawsze należał do osób impulsywnych. Najpierw robił, a później zastanawiał się co dalej. Lub też w ogóle nie przejmował się konsekwencjami swoich czynów. Odkąd sięgał pamięcią tak było. Już jako dziecko wszędzie było go pełno, niczego się nie bał i nie przyjmował słowa nie. Zdawało się, że jedynie w firmie potrafił nieco ostudzić swoje zapędy, choć i tam niekiedy podejmował ryzykowne, agresywne ruchy.
      Nigdy też nie musiał zastanawiać się, czy kogoś sobą nie przytłacza. Kobiety przepadały za jego pewnością siebie i zdecydowaniem, znajomi byli podobni do niego. Nigdy ta cecha charakteru nie stanowiła dla niego problemu, nie musiał jej usilnie w sobie tłumić i odmawiać sobie instynktownych odruchów. To było prostsze, gdy nie musiał martwić się drugą stroną i przejmować, że komuś wyrządza przykrość. Nie przejmował się nawet tym, że niejednokrotnie nadział się na czyjeś pięści przez niewyparzony język.
      Teraz jednak starał się odnajdować w sobie hamulce, na co dzień i w tej konkretnej chwili. Spoczywała na jego barkach odpowiedzialność za wizerunek firmy. Nie był już nastoletnim synem miliardera, którego traktowano z przymrużeniem oka. Teraz stał się Howardem w pełnym znaczeniu tego nazwiska.
      Teraz stał przed dziewczyną, z jaką nigdy przedtem nie miał do czynienia, nie chcąc tego spartaczyć. Claire była dobra, może nawet zbyt dobra by przebywać z kimś takim jak on i choć nie do końca potrafił wyrażać wdzięczność, był jej ogromnie wdzięczny za to, że daje mu tak duży kredyt zaufania, że nie ocenia przez pryzmat plotek oraz dzisiaj zasłyszanych historii.
      Nie była kimś kogo chciał zdobyć, jak punkt na swojej liście. Nie była jednym z jego podbojów. Nie była kimś, kim posługiwał się aby trochę się zabawić.
      Claire była… Claire. I choć nie znał jej dostatecznie długo, by móc w pełni ją ocenić, by mógł powiedzieć z pełną świadomością, że ją zna, to widział jakimi wartościami stara się kierować. I nawet teraz, gdy była tak blisko, gdy jej oddech nieco się pogłębił, starała się o nich nie zapominać. A mogłaby przecież samolubnie sięgnąć po jego możliwości, owinąć go sobie wokół palca swoimi wdziękami i korzystać z tego co miał w zanadrzu.
      Dlatego jego dłoń wciąż wisiała gdzieś koło jej policzka, nie przekraczając do końca niewidzialnej granicy.
      — Dziękuję. — Chodziło mu o tą szczerość, o to, że próbowała dostrzec w nim kogoś lepszego, być może kogoś kogo sam jeszcze w sobie nie widział. — A ja… nie chcę się tobą bawić, Claire. Nie chcę cię… skrzywdzić. — przyznał, czując jak szumi mu w uszach. — Musisz mi powiedzieć jeśli cokolwiek, co robię jest dla ciebie niekomfortowe. — dodał. Chciał aby jasno stawiała sprawę, by wytyczała mu granice tam, gdzie on nie był nauczonych ich dostrzegać. Chciał by mu zaufała.
      W końcu jego dłoń znalazła jej policzek. Ułożył ją na niej delikatnie, subtelnie gładząc skórę. Pochylił się nieco, opierając czoło o czubek jej własnego czoła, wdychając jej słodki zapach.
      — Pocałowałbym cię Claire Bellfort, jeśli byś mi na to pozwoliła. — wyszeptał cicho, nieco ochryple, czerpiąc przyjemność z tej bliskości, na którą mu pozwalała.

      completely helpless, Jack

      Usuń
    16. Wszystko rozbijało się o fakt, że Claire nie znała Jacka, tego egoistycznego, bez hamulców, który kierował się w życiu własną wygodą. Wiedziała, że istniał, bo przecież przyznał jej się do kilku rzeczy, w tym do odwyku czy też tego, jak zareagował na wieść o ciąży Octavii, z którą był w tamtym czasie w związku. Dawała mu jednak ten kredyt zaufania, bo dla niej był wyłącznie dobry, a ona wierzyła w to, że ludzie potrafią się zmienić, jeśli wyciągną ze swojego dotychczasowego życia odpowiednią refleksję.
      Wierzyła, że mógł być kimś, z kogo będzie osobiście pewnego dnia dumny, jeśli udzieli mu się odpowiedniego wsparcia i ona chciała mu to wsparcie dać, na każdy sposób na jaki jej tylko pozwoli. Nie znaczyło to jednak, że dzisiejsze wydarzenia zostaną zapomniane i zamiecione pod dywan, bo wiedziała, że zostaną z nią na długo, nawiedzając w najmniej odpowiednich ku temu momentach.
      Takich jak ten.
      Nie potrafiła wyrzucić z głowy ani docinek dziewczyn, ani tego komentarza Blanchard o jego rękach, które przecież obchodziły się z nią dziś z uważną delikatnością. Dotyk Jacka nie był natarczywy, nie był nawet gorący, a po prostu ciepły i komfortowy w sposób który sprawiał, że zaczynała mu ufać, chcąc więcej. Dlatego kiedy on mówił, dziękując jej za coś za co dziękować nie powinien nigdy nikomu, ona otarła się policzkiem o wnętrze jego dłoni, nie potrafiąc ukryć drżenia w kąciku ust, bo to co mówił było oczywiście piękne, ale jednocześnie uderzało w jakąś niewidzialną ścianę wewnątrz niej, bo było wręcz zbyt piękne.
      Okręciwszy głowę, złożyła drobny pocałunek we wnętrzu jego dłoni, a potem wtuliła się w nią znów, przymykając oczy, gdy tylko poczuła ciężar jego czoła przy swoim.
      To było straszliwie przyjemne, przez chwilę po prostu z kimś być i nawet kiedy oddech zachwiał jej się od tego jego ochrypłego szeptu, nie śpieszyła się wcale, żeby przekroczyć tę granicę. Podobał jej się ciężar jego dłoni przy jej twarzy, czoło przy czole i splątane oddechy, a miała wrażenie, że kiedy Howard rzeczywiście ją pocałuje, nie będzie mogła skupić się na żadnej z tych rzeczy, które teraz chłonęła niczym gąbka, otoczona szalem jego perfum.
      Powieki uchyliła dopiero po chwili, przez moment przyglądając mu się z tak bliska, że była w stanie dostrzec złote refleksy w jego zielonych oczach. Jej własne odbijały sztuczne światło oświetlonego terasu, kiedy otarła się lekko nosem o jego nos, a szczupłe dłonie wyznaczyły ścieżkę w górę jego torsu, pozwalając sobie wreszcie na odwzajemnienie dotyku. Palce jednej zebrały znów materiał burgundowej koszuli, a druga zaplątała się w jasne włosy na tyle jego głowy, delikatnie drażniąc paznokciami jego kark.
      — Całuj mnie więc, Jack.

      Claire without further comment because I don’t know what are they doing for fuck’s sake

      Usuń
    17. Świat zatrzymał się dokładnie pomiędzy ostatnią sylabą jego imienia a ciszą, która zapadła zaraz po niej.
      Całuj mnie więc Jack.
      Nie wiedział, czy bardziej usłyszał te słowa, czy poczuł je gdzieś głęboko pod skórą. I nie pamiętał, kiedy ostatni raz czuł się równie bezbronny. Paradoksalnie nie wtedy, gdy leżał na szpitalnym łóżku podczas najgorszych dni odwyku. Nie podczas pierwszych spotkań terapeutycznych, kiedy musiał rozbierać własne życie do kości i przyznać się przed obcymi ludźmi, jak bardzo się pogubił. Nawet nie wtedy, gdy wrócił do Nowego Jorku i stanął twarzą w twarz z konsekwencjami wszystkiego, od czego przez lata odwracał wzrok.
      Dopiero teraz, bo Claire nie odbierała mu masek. W niewytłumaczalny sposób sprawiła, że przestawał ich potrzebować.
      Pocałunek złożony po wewnętrznej stronie jego dłoni był drobny. Tak niepozorny, że ktoś patrzący z boku mógłby uznać go za ledwie zauważalny gest.
      Dla niego miał siłę lawiny.
      Ciepło jej ust zostało na skórze dłużej, niż powinno. Jakby ciało uparcie odmawiało pogodzenia się z tym, że trwało to zaledwie sekundę. Mimowolnie jego palce drgnęły, niemal instynktownie chroniąc miejsce, którego przed chwilą dotknęła, a coś pod mostkiem ścisnęło go z taką mocą, że przez moment naprawdę zabrakło mu tchu.
      To nie było tylko pożądanie. Pożądanie znał, aż za dobrze. Potrafił je nazwać. Oswoić. Przez lata pozwalał mu prowadzić się za rękę, myląc je z bliskością.
      To… To było znacznie bardziej niebezpieczne.
      Bo po raz pierwszy od bardzo dawna zależało mu bardziej na tym, co poczuje kobieta stojąca naprzeciwko, niż na tym czego sam tak desperacko pragnął.
      Kiedy ich czoła zetknęły się ponownie, zamknął oczy tylko na krótką chwilę. Nie po to, żeby było mu łatwiej ją pocałować, a po to by uciszyć… uziemić własne ciało.
      Serce biło mu zbyt szybko.
      Oddech stawał się płytszy.
      Palce, aż rwały się, żeby objąć ją mocniej.
      Dłoń spoczywająca na jej policzku pozostała spokojna. Kciuk przesunął się zaledwie o kilka milimetrów, muskając miękką skórę pod jej okiem z taką czułością, jakby bał się zostawić choćby najmniejszy ślad. Drugą dłonią objął ją wysoko na plecach, między łopatkami, gdzie czuł przez cienki materiał sukni ciepło jej ciała. Nie przyciągał jej do siebie. Po prostu był, dawał jej punkt oparcia, gdy ich oddechy mieszały się ze sobą coraz wolniej. Coraz bliżej.
      Lekkie otarcie się jej nosa o jego własny, wywołało ledwie dostrzegalny uśmiech w kąciku jego ust. Nie spieszył się. Każdy centymetr dzielącej ich odległości pokonywał z uwagą, jakby bardziej doceniał samą drogę.
      Pierwsze muśnięcie trwało ledwie chwilę, miało w sobie ostrożność, utwierdzało go, że na pewno jest na to gotowa, jakby próbował zapamiętać ją, nie naruszając ani odrobinę powierzonej mu ufności.
      Odsunął się zaledwie na szerokość jednego oddechu, nie dlatego że chciał przerwać. Dlatego, że chciał ją zobaczyć. Jej zaróżowione od emocji policzki. Rzęsy drżące przy każdym wdechu. Dłoń wciąż zaplątaną w jego włosach, która się nie cofała.
      Zadrżał czując jak opuszki palców gładzą jego skórę. Poruszył barkami, przez które przemknął niespodziewany, elektryczny impuls.
      To wystarczyło.
      Cała ostrożność nie zniknęła, ale zmieniła kształt.
      Pochylił się ponownie, tym razem znacznie pewniej, pozwalając by pocałunek trwał dłużej. Wargi przesunęły się po jej dolnej wardze z czułością, której sam by się po sobie nie spodziewał. Gdy się nie wycofała, poczuł jak ostatnie napięcie opuszcza jego ramiona.
      Pogłębił pocałunek. Delikatnie, ale z wyraźniejszą intencją. Smakował, zapamiętywał ją - kształt ust, smak i ich rytm.
      Przesunął dłoń wyżej, wsuwając ją w gęste włosy.
      Obrócił ich nieco, przyciskając ją ostrożnie do barierki, samemu wciąż nachylając się nad nią, przysuwając się bliżej. Pocałunek stał się wolniejszy. Głębszy. Język delikatnie musnął jej dolną wargę prosząc o więcej, nie biorąc od razu.

      Jack, completely lost in her...

      Usuń
    18. Claire nie była do końca świadoma efektu, jaki wywiera na Jacku, bo w przeciwieństwie do niego nie wiedziała wiele o pożądaniu, ani tym prostym, ani tym głębszym, dopiero ucząc się tego wszystkiego. Trzeba było powiedzieć wprost, że jej wszystkie dotychczasowe pocałunki nie były efektowne, bo jej największym doświadczeniem był jej pierwszy i jedyny chłopak, kiedy miała zaledwie szesnaście lat. Brakowało więc temu głębi i wagi, ale wtedy jeszcze nie wiedziała nawet, że takie rzeczy mogą mieć jakąś głębię, więc jej nie szukała.
      Resztę jej zbliżeń dyktowała przede wszystkim ciekawość, a z ciekawością bywa tak, że można się sparzyć, więc z natury była ostrożna, nie pozwalając sobie na to, żeby w pełni zaufać drugiej stronie i dać się ponieść chwili. Przeżywała więc wszystko z filtrem, hamując się w wielu kwestiach, a przez to nigdy nie doznała bycia z drugim człowiekiem w pełni, w zasadzie nie zdając sobie sprawy z tego, jak właściwie powinna wyglądać prawdziwa intymność. Może dlatego bardziej doceniała ten mały moment przed, nie śpiesząc się do przekraczania granic.
      Wbrew temu, kiedy Howard wreszcie zamknął dystans między nimi, mimowolnie wstrzymała oddech, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Zaskoczyło ją, że ten mały kontakt był taką rewelacją, bo na moment przestała nie tylko oddychać, ale właściwie reagować, będąc w stanie jedynie przetwarzać — ciepło jego ust, ich miękkość, to nieme pytanie o zgodę, której przecież już mu udzieliła.
      Pocałowałbym Cię Claire Bellfort, jeśli byś mi na to pozwoliła.
      Nikt nigdy wcześniej nie pytał o pozwolenie, więc w pewnym sensie zatrząsł wtedy trochę całym jej światem.
      Czując jak się od niej odsuwa, wreszcie się poruszyła. Jej serce, które zamarło razem z oddechem, puściło się znów w dziki galop, a ona intuicyjnie podążyła za nim, przez co kolejny pocałunek był już obustronny, a oni spotkali się w nim gdzieś pośrodku. W głowie miała tylko myśl o tym, że nie chce, żeby się od niej odsunął i ta niechęć wyszła z niej na zewnątrz w sposobie w jakim jej palce zacisnęły się na jego koszuli i w jego włosach, zatrzymując go w ten sposób blisko siebie.
      Dlatego kiedy pogłębił pocałunek, grunt ugiął jej się pod nogami, albo to jej nogi się ugięły, nie miała pewności. Zaczęła topić się w jego ramionach, przez co potrzebowała oparcia, puściła więc jego koszulę i w zamian objęła ramieniem jego barki, wbijając opuszki w przedramię. Potem czuła już tylko barierkę za sobą, przed sobą miała natomiast Jacka napierającego na nią ciałem; rytm oddechu urywającego się tak samo jak jej własny, jego dłonie w jej włosach i na plecach, usta znacznie gorętsze, już nie tak miękkie, a mimo to wciąż doskonale pasujące do jej ust, bo dawał jej miejsce na odpowiedź, a ona odpowiadała po raz pierwszy w życiu bez tego cholernego filtra, miotając ostrożnością w kąt.
      To zabawne, że jego świat przed chwilą się zatrzymał, bo jej właśnie wirował, słodko wirował. Wirował tym szybciej im wolniej i głębiej ją całował, bo brak pośpiechu pozwalał jej go poczuć bliżej i dokładniej. Jackson sprawił, że poczuła się przy nim bezpiecznie, więc gdy musnął językiem jej dolną wargę, elektryzujący dreszcz przetoczył się przez jej ciało, a ona zapomniała o rezerwie. O tym co wypada, a czego nie.
      Objęła go więc drugą ręką i używając go jako swoistej podpory wskoczyła na barierkę, bo nawet w szpilkach była sporo niższa od niego. Nawet się nad tym nie zastanowiła, pragnąc po prostu doświadczyć go bardziej.

      Usuń
    19. Taras wciąż wirował, więc szukając punktu odniesienia odnalazła jego oczy. Jej własne były były zamglone, rozszerzone, źrenice niemal połknęły błękitne tęczówki.
      Nie myśląc wiele, a właściwie wcale, przyciągnęła go do siebie i pocałowała go znów, mocno, tym razem rozchylając dla niego usta, kiedy tylko poczuła, że szuka do niej dostępu.
      Smakował obłędnie, całował obłędnie i to wszystko było obłędne, więc wyszła mu naprzeciw, drżąc na ciele za każdym razem, kiedy jego język spotykał się z jej.
      Kierowana instynktem, przechyliła dla niego głowę, a potem zaprosiła go między swoje uda, próbując objąć go w biodrach, co ostatecznie umożliwił tylko i wyłącznie wysoki rozporek sukienki.
      Sama przeczesała dłońmi jego włosy, nie dbając o to, czy zrujnuje mu jego perfekcyjnie ułożoną fryzurę, by za chwilę pociągnąć nimi w dół jego pleców, wbijając paznokcie w materiał marynarki, tak żeby poczuł je na pewno pomimo bariery.

      CLAIRE in need for an exorcism because something clearly possessed her 😭

      Usuń
    20. Jack poczuł, jak grunt pod nim zmienia się, kiedy Claire wspięła się na barierkę. Jedna jej noga przesunęła się w bok, sukienka z wysokim rozporkiem otworzyła się jeszcze bardziej, a on, bezmyślnie, instynktownie, wszedł między jej uda. Ciepło jej ciała uderzyło w niego jak fala. Cienki materiał, skóra, zapach… Wszystko na raz. Musiał zacisnąć zęby, żeby nie wydać dźwięku, który siedział mu w gardle od dłuższego czasu.
      Jedną dłonią wciąż trzymał jej twarz. Kciuk muskał linię kości policzkowej, jakby nie mógł uwierzyć, że jest prawdziwa. Druga dłoń zsunęła się z jej łopatek, powoli, po boku, aż znalazła biodro. Tam zacisnął palce. Mocniej. Zachłanniej. Podtrzymując ją i jednocześnie przyciągając bliżej, tak żeby czuła każdy centymetr jego ciała.
      Pocałunek, który trwał, przestał być ostrożny.
      Jack pocałował ją z pełnym zaangażowaniem, głęboko, wolno, ale już bez tej wcześniejszej, prawie bolesnej kontroli. Język wsunął się między jej wargi, smakując, poznając, biorąc. Ona otworzyła się dla niego. To sprawiło, że coś w nim pękło.
      Podobało mu się.
      Cholernie mu się podobało, że nie boi się wyciągać rąk po więcej. Że jej palce wbijają mu się w marynarkę, że przeczesują włosy, burząc starannie ułożoną fryzurę, żę ciągnie go bliżej, jakby bała się, żę odsunie się za wcześnie.
      Jej zapach osiadał na nim. Czysty, lekki, z nutą czegoś słodkiego i wieczornego powietrza. Mieszał się z jego własnym, z zapachem jego perfum, z ciepłem jej skóry. Jack wdychał go głęboko, jakby chciał zapamiętać na długo.
      Kiedy w końcu oderwał usta od jej ust, nie odsunął się całkiem. Przesunął je po szczęce. Powoli. Z uważnością człowieka, który odkrywa coś, czego nigdy wcześniej nie miał prawa dotknąć. Następnie zszedł na szyję, na miejsce za uchem, tam gdzie skóra była najcieńsza i najcieplejsza. Pocałował je otwartymi ustami, czując jak lekko drży. Kolejno przeszedł na obojczyk. Delikatny, wystający. Przycisnął do niego wargi, a potem język, smakując sól ciała.
      Każdy pocałunek był dłuższy od poprzedniego. Głębszy. Mięśnie w jego ramionach były napięte jak struny, nie z wysiłku, tylko z tego, ile jeszcze chciał wziąć i ile świadomie sobie odmawiał. Rok odwyku nauczył go panowania. Ale Claire… CLaire sprawiała, że ta nauka z łatwością odchodziła w zapomnienie.
      W końcu, z wyraźnym trudem, oparł czoło o jej czoło. Oddychał ciężko. Nierówno. Dłonie wciąż trzymały ją mocno, jedną na biodrze, drugą na policzku. Dalej pozostawał blisko. Oczy otworzył dopiero po chwili.
      Jej błękitne spojrzenie było zamglone, rozszerzone, prawie czarne od źrenic. Piękne. Tak cholernie piękne, że na moment zapomniał dlaczego przestał.
      — Claire… — wydusił ochryple, prawie bezgłośnie. Wysilił się na delikatny, acz szczery uśmiech, nie chcąc jej spłoszyć. Wiedział, że jeśli będą kontynuować, może nie zdołać wykrzesać z siebie więcej opanowania i samokontroli, którą już zrzuciła na ziemię i zdeptała.

      Jackson clinging to the last remnants of his willpower

      Usuń
    21. W przeciwieństwie do Jacka Claire nie starała się niczego w sobie zatrzymać. Zresztą, nawet gdyby chciała, po prostu nie potrafiła, ponieważ to wszystko było dla niej nowe i każdy impuls odbierała ze zdwojoną siłą, drżąc pod jego rękami i raz po raz upuszczając z ust ciche westchnienia.
      Kiedy więc pocałował ją naprawdę z gardła wyrwał jej się jęk nieoszlifowany przez wstyd, bo na tym etapie nie była w stanie odczuwać zakłopotania. Howard sprawiał, że lgnęła do niego jakby był ogniem, a ona głupią ćmą gotową się w nim spalić, więc kiedy przyciągnął ją do siebie bliżej, mocniej owinęła się wokół jego bioder, wyginając kręgosłup żeby lepiej przyjąć na siebie jego ciężar oraz każdy oddech. Uwielbiała to jak blisko teraz był, jak pozwolił sobie czerpać z niej, bo każdy z jego pocałunków sprawiał, że czuła się zwyczajnie chciana. Nie tylko chciana, ale też adorowana, bo bardzo wyraźnie rejestrowała kontrast między tym, jak ją całował, a tym jak dotykał jej twarzy, wciąż delikatnie, wciąż z zachwytem.
      Ścisnęło ją od tego w piersi, więc nie protestowała, gdy odsunął się od jej ust, tylko po to żeby poznawać ją dalej.
      Pozwalała mu na to, bezwiednie odchyliwszy głowę ku tyłowi, przekonana że było tego wszystkiego zbyt wiele i niewystarczająco zarazem. Miała wrażenie, jakby skórę oblizywał jej żywy ogień, który on dodatkowo podsycał zamiast gasić. Im więcej jej dawał, tym więcej pragnęła, nie mając go dosyć, a to wymykało się wszelkim zasadom logiki, bo powinien ją przecież zaspokajać.
      — Jack — tchnęła słabo czując jego język na swoim obojczyku, bo kręciło jej się w głowie, brakowało jej oddechu, a serce tłukło się w piersi, jakby z zamiarem wyrwania się z niej prosto do jego serca. Nie była nawet pewna, który puls należał do niej, a który do niego, bo zlewały się w zasadzie w jedno, pierś ciasno przy piersi.
      Gęsia skórka zrosiła odsłonięte ramiona i naprawdę chciałaby, żeby miało to coś wspólnego z rześkim, wieczornym powietrzem, ale to był tylko on.
      Kiedy więc oderwał się od niej, łącząc znów ich czoła, po prostu trwała w tej chwili razem z nim, przysłuchując się jego chrapliwym oddechom i czując każdy z nich na wciąż wrażliwych od pocałunków ustach, które mimowolnie zwilżyła językiem, bo piekły i mrowiły po więcej.
      Chciała mu powiedzieć żeby nie przestawał, naprawdę chciała, ale wtedy jej oczy znów napotkały jego i wszelkie słowa ugrzęzły jej w gardle, bo żaden mężczyzna jeszcze tak nie nią nie patrzył, jakby był na skraju — gdzieś między niebiańską udręką, a piekielnym uniesieniem. I to właśnie to spojrzenie sprawiło, że się zawahała.
      Tym razem to ona sięgnęła do jego twarzy, obejmując szorstki policzek, by kciukiem przygładzić z czułością jego wargi. Potem odgarnęła kosmyk niesfornych włosów z jego czoła i nachyliła się, by odcisnąć tam pocałunek, ścierając jednocześnie wspomnienie potu z jego pulsującej skroni.
      I jeśli czegoś się nie spodziewała, to tego, że tak po prostu się do niej uśmiechnie.
      To było jak cios prosto w pierś, więc jedyne co mogła zrobić, to ten uśmiech odwzajemnić, czując jak schodzi z niej całe napięcie i obawa o to, że zrobiła coś głupiego albo nieodpowiedniego.
      — Jack — powtórzyła, tym razem miękko, nachyliwszy się ponownie, by po raz ostatni musnąć jego usta w ulotnym, ale ciepłym geście.
      Nie wiedziała, co mogłaby powiedzieć w tej sytuacji, więc postanowiła nie mówić nic, pozwalając im obojgu przeprocesować to wszystko w ciszy.
      Wciąż trzymała go blisko siebie, wolną dłonią kreśląc nieprzytomnie freski na jego odzianych w marynarkę plecach.

      CLAIRE at loss of words that aren’t his name

      Usuń
    22. Jackson zarejestrował, jak jej dłoń unosi się do jego twarzy. Położyła się na jego policzku, kciukiem delikatnie muskając linię kości, a potem przesunęła się wyżej, odgarniając kosmyk włosów, który opadł mu na czoło. Gest był tak lekki i jednocześnie intymny, że coś drgnęło w nim głęboko, niemal boleśnie.
      Znał dotyk. Znał palce zaciskające się na skórze, paznokcie, które zostawiały czerwone ślady na ramionach, dłonie, które brały, domagały się, używały. Znał pośpiech, głód, transakcję. Ale to… to było coś innego. Claire odgarnęła mu włosy z czoła tak, jakby naprawdę chciała go widzieć. Jakby zależało jej na tym, żeby spojrzeć mu w oczy bez żadnej bariery.
      Jego ciało zareagowało zanim zdążył pomyśleć.
      Lekkie drżenie przeszło mu po plecach, gdy jej kciuk znowu musnął skórę tuż przy linii włosów. Oddychał płytko. Mięśnie w ramionach były napięte, ale nie z powstrzymywania się już tylko przed pożądaniem, teraz trzymał się w obawie, że jeśli odpuści, to przyciągnie ją za mocno, za gwałtownie i zniszczy ten moment.
      Claire pochyliła się i złożyła pocałunek na jego czole. Miękki. Ciepły. Prawie nieobecny.
      Jack zamknął oczy. W tym momencie mogłaby zrobić z nim wszystko. Dosłownie wszystko. Mogłaby odejść, mogłaby go posadzić na kolanach, mogłaby prosić o rzeczy, o których on nawet nie śmiał pomyśleć, i on by to przyjął. Z otwartymi ramionami. Bo nikt wcześniej nie obchodził się z nim w ten sposób. Nikt nie dawał mu delikatności, jakby była czymś, na co zasługuje.
      Rozchylił wargi, gdy jej palce gładziły je z czułością. Odetchnął nierówno, a dłoń, którą wciąż trzymał na jej biodrze, zacisnęła się mocniej, nie z chęci posiadania, tylko z potrzeby zakotwiczenia się w czymś realnym.
      Otworzył oczy. Jej błękitne spojrzenie było tak blisko, że mógł policzyć rzęsy.
      Usłyszał własne imię. Wyszło z jej ust cicho, prawie szeptem, ale z taką miekkością, że przeszło mu przez ciało jak prąd. Powiedziała to tak jakby smakowała każdą literkę. Jakby należało tylko do niej w tej chwili. Bo należało.
      Coś w nim się zacisnęło.
      Chciał, żeby nigdy nie przestawała.
      Żeby szeptała je mu do ucha, kiedy będzie drżeć.
      Żeby jęczała je, kiedy on będzie całował jej szyję.
      Żeby prosiła nim o więcej, i żeby każde kolejne brzmiało coraz bardziej złamanie.
      Chciał zbierać te dźwięki jak coś cennego. Chciał sprawić, żeby jego imię na jej ustach stało się nawykiem. Żeby nie potrafiła wypowiedzieć go inaczej niż właśnie tak, z oddechem, z drżeniem, z tą cholerną czułością, której nigdy wcześniej nie dostał.
      Jej dłoń wciąż leżała przy jego policzku. Jack przechylił głowę w ten dotyk, nie mogąc się powstrzymać. Wciąż oddychał nierówno. Ciało reagowało na każde jej poruszenie.
      — Jeszcze raz — wydusił ochryple, prawie bezgłośnie, czołem wciąż opartym o jej czoło. — Powiedz to jeszcze raz.
      Nie prosił. Błagał.
      Bo Claire wymawiała jego imię jak coś świętego, a on po raz pierwszy w życiu chciał być kimś, kto na to zasługuje.

      totally melted Jack

      Usuń
    23. Kiedy Jack zadrżał pod jej dotykiem, zdała sobie sprawę, że drżą oboje i ta świadomość sprawiła, że spojrzała na niego inaczej. Już nie przez mgłę pożądania, a po prostu na niego i może faktycznie dlatego odgarnęła mu włosy, bo potrzebowała widzieć go bardzo dokładnie. Usta rozchylone w płytkim oddechu, zaczerwienioną skórę szyi, tętniącą tam żyłę, te oczy, które przed momentem żarzyły się jak dwa węgle, a teraz… Teraz prosiły, zamiast żądać i odniosła wrażenie, że ta prośba nie zamykała się wcale się w przestrzeni między jej udami, a w jej dłoniach, którym tak ufnie się teraz oddawał.
      Patrzyła na tego mężczyznę, odsłoniętego, niemal bezbronnego i nie potrafiła połączyć go z obrazem kogoś, kto bawił się ludźmi, kogoś złego. Miała wrażenie, że w tej chwili to on dał jej większy kredyt zaufania niż ona jemu i ostatnie co chciała zrobić, to go na te kolana posyłać albo egoistycznie korzystać z jego zasobów.
      Jedyne czego teraz chciała to trzymać go w ramionach, bo miała wrażenie, że jeśli puści, to Jack się rozpadnie, w czym utwierdzała ją tylko dłoń trzymająca ciasno jej biodro, jakby próbował się w ten sposób ustabilizować i zatrzymać ją blisko siebie.
      Nie odsuwała więc dłoni od jego twarzy, spojrzeniem kreśląc z bliska męskie rysy, kiedy jej kciuk wolno gładził delikatną skórę pod okiem, sunął wzdłuż kości policzkowej. Drugą dłonią sięgnęła między nich, bo wciąż znajdowali się wręcz nieprzyzwoicie blisko siebie, choć sama nie dostrzegała w tym niczego nieprzyzwoitego ani gorszącego… Nawet jeśli ta błagalna nuta rozbijająca się o jego podniebienie sprawiła, że po raz pierwszy nie poczuła skurczu emocji jedynie w piersi, ale też gdzieś u dołu brzucha, gdzie stopniowo zaczynała kłębić się ta cała temperatura między nimi, pulsując w rytm uderzeń serca, które czuła też w gardle i skroniach. Odnalazła delikatny łańcuszek obejmujący jego szyję, płynący między rusztowanie obojczyków wychylające się spod zmierzwionego kołnierzyka krwistej koszuli, przez moment bawiąc się nim między lekko rozdygotanymi palcami, zanim powoli, jakby z wahaniem przysunęła sobie Howarda jeszcze bliżej, żeby pochylić się do jego ucha, muskając je oddechem w następnych słowach.
      — Powiedziałabym… — przyznała z mocno bijącym sercem, nieco drżącą dolną wargą wiodąc wzdłuż delikatnego płatka, usta rozchylone o krok od posmakowania językiem wrażliwej skóry poniżej. Zabrakło jej jednak odwagi na ten krok, bo potrzebowała jej całej, żeby cedzić słowa przez płytkie oddechy. — Ale przestałeś.
      Odsunąwszy się od niego na niewielką odległość potrzebną do skrzyżowania z nim wzroku, przeszukała znów jego oczy za odpowiedzią, bo w tej chwili to było bardzo istotne dla tej kruchej części wewnątrz niej, która rezonowała teraz z kruchą częścią wewnątrz niego.
      — Dlaczego przestałeś, Jack?
      Jego imię padło między nimi cicho, łamiąc się w połowie, bo to pytanie było tak surowe pod kątem emocji, że prawie straciła głos w trakcie, obejmując jego twarz obiema dłońmi. Kciukami tarła delikatnie jego policzki, choć nie wiedziała czy bardziej próbuje uspokoić tym jego, czy jednak siebie.

      CLAIRE teetering on the edge I guess

      Usuń
  11. Elevator Thirty seconds. Plenty of time for bad choices.

    OdpowiedzUsuń
  12. Swimming Pool Let's go skinny dipping!

    OdpowiedzUsuń
  13. Sauna It's getting hot... and it's not the temperature.

    OdpowiedzUsuń
  14. Library Read the room for once.

    OdpowiedzUsuń
  15. Conference Room Are you going to be doing drugs here... again?

    OdpowiedzUsuń
  16. VIP Lounge Because exclusivity is a personality trait.

    OdpowiedzUsuń
  17. Cigar Lounge Smoke rises. So do rumors.

    OdpowiedzUsuń
  18. Wine Cellar Aged wine. Immature behavior.

    OdpowiedzUsuń
  19. Kitchen Looking for a midnight snack?

    OdpowiedzUsuń
  20. Hotel Suite Book a room. Regret it later.

    OdpowiedzUsuń
  21. Presidential Suite Money can't buy discretion.

    OdpowiedzUsuń
  22. Guest Room Just don't wrinkle the sheets.

    OdpowiedzUsuń
  23. Powder Room Where girls support girls... until they leave.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cornelia wpatrywała się w plecy odchodzącej Octavii. Wahając się, czy ma za nią iść czy bawić się dalej. Stwierdziła jednak, że krótka wycieczka do łazienki jej nie zaszkodzi. Zanim jednak odeszła zwróciła się do Cassiana, aby dać mu znać, że idzie do toalety. Wiedziała, że nie rozumie ich relacji i szczerze mówiąc, Cornelia również jej nie rozumiała. Potrzebowała się jednak wygadać kobiecie, a Octavię znała całe swoje życie.
      Zgarnęła swoją torebkę ze stolika i chwilę później szła między stolikami w stronę toalet dostępnych dla gości. Brunetka dawno jej zniknęła z oczu. Najpewniej była już w środku, a kiedy otworzyła drzwi okazało się, że miała rację. Dostrzegła ją przy umywalkach.
      — Nie będzie nawet śladu. — Odezwała się. Zamknęła za sobą drzwi i również zmierzyła do umywalek. Torebkę odstawiła na bok i ją otworzyła. Wyjęła z niej puder oraz puszek. Zerknęła na brunetkę. — Więc… To było coś. — Powiedziała. Musiała przyznać, że to naprawdę było coś.
      Blondynka jeszcze nie czuła efektów ekstazy, które wypiła, ale widziała już jak jej oczy błyszczą w nienaturalny sposób. Nie pamiętała, kiedy ostatni raz coś wzięła. Pilnowała się. Nie dla samej siebie, ale dla tej wersji, która się właśnie tworzyła.
      — Wiesz co dobrze by ci zrobiło? Gdybyś kogoś przeleciała. — Seks często był rozwiązaniem na wiele bólów. — Tylko nie Jacksona ani Gabriela. Powinnaś znaleźć sobie nowego, może ładniejsza, penisa.
      Przyklepała puder puszkiem pod okiem i w okolicach ust. Cholera, rozmazał jej szminkę. Wiedziała, że to się tak skończy i nawet nie była zła.
      — I mogłabyś mi pogratulować.

      Nel

      Usuń
    2. Dosyć szybko zniknęła z oczu wszystkich obecnych na sali, klnąc na siebie w myślach, że w ogóle wpadł jej do głowy pomysł, by tu przyjść. Już zdecydowanie bardziej wolałaby go spędzić w domu, malując po raz kolejny obrazki z Ay, czytając jej bajki czy po prostu spędzając z nią czas. Ciągle w głowie dźwięczały jej słowa tej cholernej Claire, która miała czelność wytknąć jej, jaka jest matką, jakby w ogóle nie widząc w tym wszystkim winy pieprzonego Jacksona, który zostawił je te trzy lata temu, stwierdzając, że to nie dla niego. Od tamtego momentu Octavia robiła wszystko, by zapewnić małej jak najlepsze życie, wynagradzając jej na różne sposoby brak ojca.

      Kiedy w końcu znalazła się w ubikacji, upewniła się, że jest tu kompletnie sama. Torebka spoczęła na blacie umywalki, a brunetka chwilę później oparła tam ręce, pochylając głowę w dół, zaciskając również mocno oczy. Nie miała zamiaru się rozkleić; nie z takich powodów, które zdecydowanie nie były powodami do płaczu, nawet tego wywołanego złością.
      Kiedy Nel weszła chwilę później do środka, Octavia odwróciła głowę w jej stronę, przed chwilę nie odzywając się ani słowem.
      — Pierdolę to, czy będzie ślad czy też nie. Ma szczęście, że w porę odeszła, bo mogłaby skończyć gorzej — syknęła. Nie poznawała siebie w ostatnim czasie. Była wkurwiona, rozdrażniona i była w stanie posunąć się do wielu rzeczy.
      — Rozważam wywiezienie jej na jakieś odludzie i zostawienie tam. Tak w ramach nauczki, żeby się nauczyła czegoś. Kim ona do cholery jest? — zapytała, otwierając swoją torebkę. Nie miała zamiaru jednak poprawiać makijażu, czy próbować ukryć czerwony policzek. Wyciągnęła złoty łańcuszek z zawieszka, w której trzymała znany i lubiany przez nich wszystkich proszek. Wysypała niewielka ilość na rękę, po czym wciągnęła go.!
      — Chcesz? — zapytała, odwracając się w stronę blondynki.
      — Prosto z Meksyku. Ręczę za jakość. I tak oto cały mój odwyk poszedł się jebać — prychnęła, wywracając przy tym oczami. Oparła się plecami o umywalki, łańcuszek kładąc między sobą a Cornelią.
      Skrzyżowała ręce, słuchając ją z uwagą, by chwilę później zaśmiać się, tak szczerze, jak nie robiła tego od roku.
      — Błagam Cię, Nel. Szukanie jakiego faceta, byleby mnie przeleciał, to ostatnie o czym myślę — rzuciła. Gdzieś jednak z tyłu głowy pojawił się głos, że Nel mogła mieć rację. Że za dużo w jej życiu byłych facetów, i być może potrzebowała jakiejś świeżości w tym temacie.
      — I tak szczerze, to gratuluję. Przynajmniej jednej z nas się poszczęściło — powiedziała, pociągając nosem.
      — Dobrze Cię widzieć szczęśliwą, Nel. Naprawdę — dodała, spoglądając w jej stronę z uśmiechem.
      Octavia

      Usuń
    3. Cornelia spoglądała w lustrze na brunetkę z lekko uniesioną brwią. Wiedziała, że Blanchard bywa porywcza i często mówiła rzeczy, których nie miała na myśli, bo po prostu zranią. Standard w ich świecie. One były do tego przyzwyczajone, ale ktoś taki, jak Claire nieszczególnie. Watson zastanawiała się co właściwie Jackson miał w głowie zabierając ją tutaj. Doskonale wiedział, jak to się skończy. Blondynka mogła podejrzewać go o najgorsze, ale po jego reakcji nie mogła stwierdzić, że zrobił to dla zabawy.
      — Miałaś okazję jej oddać. — Zauważyła. Sterczeli tam wystarczająco długo, aby Octavia zrobiła cokolwiek. Ale może i lepiej, że nie doszło do kolejnych rękoczynów. Czym byłaby impreza bez dania komuś z liścia, prawda? Zaśmiała się pod nosem do własnych myśli. — Właściwie… Co ci to tak przeszkadza? — Spytała. Nie nadążała za życiem Octavii. Ciężko zresztą było, skoro ich kontakt był ograniczony. — Myślałam, że bardziej będziesz prychała w stronę tej laski, z którą przyszedł Cavallaro. Chodziliście chyba ze sobą, nie? Zanim Jack zrobił przekręt roku.
      Nie przeprowadziły nigdy rozmowy od serca odnośnie do facetów w ich życiach, więc Cornelia nie wiedziała. Jedynie tyle co zaobserwowała sama czy przeczytała na Plotkarze, a jak wszyscy wiedzą, to wcale nie było najlepsze źródło. Okropna z niej kłamczucha.
      — Czaję, że jesteś na niego zła. Wszyscy jesteśmy, ale od początku wiedziałaś, że będziesz z tym sama. — Cornelia zdawała sobie sprawę, że to była okrutna prawda. Kiedy dowiedziała się o ciąży była pewna, że pierwsze co zrobią to rezerwacja terminu w klinice i pozbycie się problemu, a tymczasem od trzech lat po świecie chodziła mieszanka genów Octavii i Jacksona. — Czy ty wciąż…? Nie mów mi, że wciąż jesteś w nim zakochana.
      Nel przyglądała się jej, kiedy wyjmowała łańcuszek. Taki, który blondynka dobrze znała. Zacisnęła usta. Skłamałaby, gdyby powiedziała, że o tym nie pomyślała. Chciała po coś sięgnąć tuż po słowach Gabriela, które cały czas wybrzmiewały w jej głowie.
      — Ja… — Zawahała się. Dawniej by się nie wahała. Przełknęła ślinę, a po długich sekundach odwróciła wzrok. — Ne potrzebuję, ale dzięki. — Zagryzła wnętrze policzka. Walcząc sama ze sobą, ale gdyby wzięła Cass wiedziałby od razu. Byłby zły i miałby prawo być zły, a z nim Cornelia nie chciała się kłócić. Miała w końcu coś dobrego w życiu i nie spierdoli tego dla cienkiej kreski.
      — Nie on ciebie, tylko ty jego. — Poprawiła dziewczynę. — To zasadnicza różnica, Tay. Spuścisz trochę pary z siebie, może zaliczysz orgazm i się rozluźnisz. — Wzruszyła ramionami. Łatwo było jej mówić, kiedy wystarczyło spojrzenie i miałaby ich trzy pod rząd.
      Poprawiła delikatnie grzywkę, sięgnęła po konturówkę, aby obrysować usta. Wszystko byle nie myśleć o tym, że Octavia ma coś po czym byłoby jej przyjemnie i błogo.
      — Jestem szczęśliwa. — Przyznała i zerknęła na nią. — To dziwne, wiesz? Ze wszystkich osób nigdy nie podejrzewałabym siebie. Że mogę mieć szczęśliwe zakończenie. Nie wiem, dlaczego jest taki uparty, ale nie będę się z tym kłóciła. Widział mnie od najgorszej, najpodlejszej strony… I wciąż mnie wybiera.
      Cornelia tego nie rozumiała. Nie potrafiła zrozumieć, ale cieszyła się, że ma kogoś takiego. I chętnie wpychała do gardła każdemu to, jak szczęśliwa jest i że w końcu jej życie nabrało sensu. Nie tylko przez faceta. Cornelia wciąż robiła wszystko to, co robiłaby bez niego. Ale z nim te rzeczy były po prostu łatwiejsze.

      Nel

      Usuń
    4. — Sama dokładnie wiesz, że to by się mogło źle skończyć — stwierdziła, wzruszając ramionami.
      — Wkurwila mnie tym, co powiedziała. Bo nie miałam wpływu na to, że zdjęcie Ay się tu pojawi. Bo śmiała ocenić mnie, jako matkę, nie znając mnie — odparła. Na wzmiankę o dziewczynie Gabriela westchnęła, wywracając przy tym oczami. Kolejna iskra, która potrafiła sprawić, że Octavia wybuchała.
      — Moja matka wzięła ją do siebie. Jest nią zachwycona i wręcz mi zagroziła, że jeśli cokolwiek zrobię, to pożałuje. Wiesz, Eva mówiła to z tym swoim meksykańskim wkurwem, a z tym nie ma żartów — w ostatnim zdaniu się zaśmiała. Owszem, jej matka potrafiła pokazać na co ją stać. Może to właśnie po niej odziedziczyła tą część charakteru, który rządził się własnymi prawami.
      — Nie umiem tego nazwać. Zaczęło się coś między nami dziać, ale później wyjechałam do Francji. Bo nie dawałam rady, więc wszyscy stwierdzili, że tak będzie najlepiej. Więc ja spędziłam sobie pół roku w ośrodku, młoda była pod opieką moich dziadków, a kolejne miesiące, kiedy już wyszłam, podróżowałyśmy. A później znalazłam się tutaj — odpowiedziała. — Wyjechałam bez słowa, nie powiedziałam mu nic. Więc Gabriel mnie skreślił i wyrzucił ze swojego życia i w sumie mu się nie dziwię — Przymknęła na chwilę oczy, wzdychając przy tym.
      — Boże, Nel… ja wiem, że wy wszyscy nadal nie potraficie pojąć mojej decyzji. Ale po prostu nie mogłam. Gdybym wiedziała kilka tygodni wcześniej, zrobiłabym to bez zastanowienia. Ale wtedy… kurwa, wtedy wzięli mnie na badania i kiedy usłyszałam, że już bije jej serce, nie byłam w stanie tego zrobić — wyjaśniła. Wiedziała, że wielu nie potrafiło tego zrozumieć, i Octavia całkowicie to rozumiała.
      — To nie jest miłość, bardziej chyba uzależnienie. Tak samo jak od tego gówna — uniosła łańcuszek, chowając go równocześnie do torebki.
      — Tak samo jestem uzależniona od niego. I to jest, kurwa, najgorsze — wyznała, spoglądając na blondynkę. Nie wiedziała, czy w ogóle zrozumie, co Octavia ma na myśli. Cornelia od dłuższego czasu była w szczęśliwym związku, nie przeżywała takiego rollercoastera emocji, jaki mieli ona z Jackiem.
      Zaśmiała sie na to, kiedy blondynka ją poprawiła. Oparła się bokiem o umywalkę, krzyżując ze sobą ręce.
      — Wybacz Nel, ale naprawdę, takiego śmiałka to chyba tu nie ma — powiedziała rozbawiona.
      — Cieszę się. Należy Ci się to wszystko. I nie ukrywam, zazdroszczę, że jesteś wybierana za każdym razem, a nie jesteś tylko opcją w jego życiu.
      Octavia

      Usuń
  24. Basement Every hotel hides something.

    OdpowiedzUsuń
  25. Parking Garage Kisses. Fights. Getaways.

    OdpowiedzUsuń