Nowe powiadomienie
Czy naprawdę myśleliście, że zniknęłam bez słowa? Och, błagam. Gdy kilka znajomych twarzy nagle wyparowało z nowojorskiej sceny towarzyskiej, ktoś musiał sprawdzić, dokąd prowadzi ich ślad. A wiecie przecież, że moja ciekawość bywa większa niż kolekcja torebek pewnej dziedziczki z Upper East Side... Pamiętacie ją? Nawet jeśli, dzisiaj ledwo przypomina siebie.
Plotka głosząca, że Seojun i Gabriel spalili jacht Jacksona nie była do końca wyssana z palca, bo częściowo miało to faktycznie miejsce. Nie było to jednak wydarzenie, które miało cokolwiek wspólnego z wesołością — głupi wyskok dwóch jeszcze głupszych chłopców, przeżywających na swój sposób żałobę osoby dla nich ważnej. Plan jednak nie wypalił. Ciężko też byłoby mieć do nich pretensje, bo trudno było podpalić cudzy jacht w okolicy, gdzie kręciło się mnóstwo osób, a oni ledwo trzymali się na nogach po opróżnieniu butelki whisky. Przynajmniej Seojun miał problemy z koordynacją ruchową w tamtym momencie. Ten prawdziwie męski, szlachetny wyczyn skończył się bardziej wylewaniem treści żołądkowej do wody obok jachtu, który planowali spalić… ale odbyli swego rodzaju katharsis.
OdpowiedzUsuńA przynajmniej kac następnego dnia bardzo przypominał im osobę Howarda.
Kiedy Octavia podczas kolacji wspomniała mu o puszczeniu jachtu z dymem, Seojunowi przypomniała się ta sytuacja i — o ile to jeszcze było możliwe — wściekł się jeszcze bardziej. Wyobraził sobie Jacksona, popijającego drinka na wakacjach we Włoszech, gdy nimi wszystkimi targała tęsknota i niemoc. Nie miało to wiele wspólnego z prawdą, bo chłopak wtedy znajdował się prawdopodobnie w szpitalu po przedawkowaniu, ale da Seojuna stanowiło to niewielką różnicę.
Spalą tę pierdoloną łajbę.
Nie wdawał się w szczegóły. Wysłał smsa do Octavii i do Gabriela, aby spotkali się z nim na Skyport Marina przy Dwudziestej Trzeciej ulicy o dwudziestej drugiej trzydzieści. To ważne. Na nieszczęście Jacksona, wciąż posiadał kartę członkowską Skyport, którą chłopak mu podarował, kiedy jeszcze nie przyjaźnili — to jest, kiedy był dla niego tyle ważny, że gdyby zdecydował się upozorować własną śmierć, to Kim byłby tego świadomy.
Punktualnie o umówionej godzinie Seojun wysiadł z samochodu — nowego, lśniącego Bugatti La Voiture Noire — i oparł się wygodnie o drzwi, odpalając papierosa. Czekał. Dopiero wtedy uświadomił sobie, że nie powiadomił swoich towarzyszy zbrodni o swojej wzajemnej obecności.
Uśmiechnął się, przygryzając lekko wargę.
Tęsknił za Manhattanem.
S.
Kiedy wyjeżdżała z Nowego Jorku, ten rok temu, Felix powiedział jej o wyskoku Gabriela i Seojuna. Że kręcili się w porcie, byli w okolicy jachtu, ale wtedy to wszystko jej było obojętne. Naprawdę, miała to gdzieś. Mogli zrobić wszystko, wówczas przyklasnęła by na każdy ich głupi pomysł. Każdy wtedy był zdruzgotany tym, co się stało, każdy z nich na swój sposób przeżywał żałobę i wkurwial się na to, jakie życie jest niesprawiedliwe. Kilka miesięcy później dowiedziała się, że ten pieprzony jacht nadal stoi w dokach, jest ciągle doglądany i ma się dość dobrze. I z jednej strony żałowała, że tak było. Bo to nadal też było wspomnienie Jacksona, nadal mocno z nim powiązane.
OdpowiedzUsuńKiedy wróciła do domu po spotkaniu z Kimem, dotarło do niej, jaką głupotę palnęła, i już nie było z tego odwrotu. Bo dokładnie pamiętała ten błysk w oczach Seojuna, kiedy wyobraził sobie, jak jacht płonie. I naprawdę, wcale nie była zdziwiona, kiedy kilka dni później, we wczesnych godzinach wieczornych, na jej telefon przyszła wiadomość właśnie od niego.
Marisol została z Aylą, a sama Octavia ruszyła na wskazane miejsce jakieś dwadzieścia minut przed umówioną godziną.
Skisport był skąpany w ciszy i delikatnym świetle latarni, które rzucały słabe światło na zacumowane jachty i pobliskie budynki. Czarne Porsche 911 Turbo S zatrzymało się tuż koło Bugatti. Octavia po chwili wysiadła ze środka, zakładając na ramiona skórzaną kurtkę, bo mimo, iż noc wydawała się dość ciepła, to będąc w dokach, czuła chłód, który ogarniał jej ciało.
— Junnie — rzuciła z uśmiechem, zatrzaskując drzwi samochodu. W sumie nigdy tak do niego nie mówiła. Nie wiedziała nawet, czy lubi takie zdrobnienie.
— Chyba podejrzewam, co knujesz. Powiedz tylko, czy potrzebna nam będzie pomoc? Pamiętaj, jeden telefon i będziemy się temu tylko przyglądać. I daj ognia, bo zapomniałam chyba zapalniczki — powiedziała, podchodząc w jego stronę. Rozejrzała się na boki, kręcąc przy tym głową.
— na kogo jeszcze czekamy? — zapytała.
O.