Hello followers

Hello, followers!

Gossip Girl here.

Your one and only source for the truth behind the scandalous lives of New York's elite. Been a minute. Did you miss me? I know I've missed you.

And who am I? That's one secret I'll never tell.

xoxo, Gossip Girl
New York Seoul

Most followed, spotted, latest tea

Now Spotted

@ryan_s_kim

Podobno ma plik na dysku o nazwie 24 & Done, a o co dokładnie chodzi... Chyba każdy wie.

@how.j99

Wstał zza grobu odmieniony... ale czy na pewno? Przeszłość lubi doganiać szybko. Szczególnie jego.

@ari.min

Naczelna imprezowiczka powróciła na Upper East Side... odmieniona? Czy to jakaś nowa moda? A, ile Ci zajmie powrót do starych nawyków? I chłopców?

@tay_blanchard

Alert: konfrontacja roku! Co ma zrobić dziewczyna, której dawna miłość wróciła zza grobu? A druga jest na wyciągnięcie ręki? It's okay to love them both, O. I do.

xoxo

Latest Tea

Latest tea

Kiss on a lips party

Impreza, nasi mieszkańcy i szampan. Kto tym razem przekroczy granicę? On now!

Zobacz wydarzenie →

New posts, lastest GG post

Latest GG Post

Gossip Girl latest post

Nowe powiadomienie

Czy naprawdę myśleliście, że zniknęłam bez słowa? Och, błagam. Gdy kilka znajomych twarzy nagle wyparowało z nowojorskiej sceny towarzyskiej, ktoś musiał sprawdzić, dokąd prowadzi ich ślad. A wiecie przecież, że moja ciekawość bywa większa niż kolekcja torebek pewnej dziedziczki z Upper East Side... Pamiętacie ją? Nawet jeśli, dzisiaj ledwo przypomina siebie.

Czytaj najnowszy wpis →

But when I turn around, I become romantic again


SEO MIJOO
SEO [ Perle teese ] MIJOO  —  06.08.2002 — leo — burlesque dancer — niedoszła łyżwiarka figurowa — okazjonalnie robiąca paznokcie — everchanging hair color —INSTAGRAM  

Jej pierwszym błędem było zhańbienie rodzinnego imienia. Posiadanie dziecka z romansu było Seo Daechangowi – właścicielowi sieci restauracji Fusion Feast – zbędne. Lecz kiedy jego była sekretarka zjawiła się z dzieckiem w nosidełku, bez słowa stawiając mu je pod nogi i znikając na zawsze, nie miał innego wyjścia. I nie krył się ze swoją nienawiścią, zradzając podobną u przyszywanego rodzeństwa. Tego samego, które mimo zciętych prób macochy, ciągnęło Mijoo za włosy i ze śmiechem łamało wywalczone przez kilka tygodni kredki. Była dla niego jak powietrze; wyminięta na drodze przeszkoda, aby móc sięgnąć swoich prawdziwych dzieci, wybielających jego image.
Niewinne nagranie macochy z występu przedzkolnego, zmusiło Daechanga do dojrzenia potencjału Mijoo, która - mimo wcześniejszego rozdygotania nóg - wykonywała bezbłędnie wyuczony układ. Ukazanie jej jako talentu w najczystszej formie było planem idealnym. Kolejną szansą na poprawę swojego PR'u. A wtedy zaczęły się niemalże codzienne treningi - najpierw w studiu tanecznym. A błyszczące, wpatrzone w telewizor oczy podczas zimowej olimpiady zaprowadziły ją na lodowisko. Pięć razy w tygodniu.
Lubiła taniec i łyżwiarstwo. Sprawiały jej przyjemność. Ale to aprobata ze strony ojca wprowadzała ją w największy zachwyt. Po latach oziębłego traktowania, znaczna część jego uwagi była zwrócona właśnie ku Mijoo. Planował treningi, zajmował się wszystkim, jak chodziło o zawody. Do 18 roku życia nie mogła prosić o więcej - miała wszystko, czego wcześniej pragnęła. Nie interesowało ją to, że zaniedbywała 3/4 relacji z rówieśnikami, że ledwo balansowała życie szkolne z łyżwami. Bo ojciec był zadowolony, dumny.
Nie wiedziała, że zimą 2020 roku błoga, choć wypełniona bólem, bańka pęknie. To wtedy musiała popełnić swój drugi błąd. Robiła wszystko zgodnie, z ustaloną tego roku rutyną. Zawiązała łyżwy w odpowiedniej kolejności, sprawdziła je dokładnie dziesięć razy, ocieplacze miała nasunięte nie niżej niż trzecie oczko. Wszystko powinno być tak, jak zawsze. Dopóki najpierw nie spotkała się z typowym dla lodu chłodem. Za chwilę dołączył palący ból, rozchodzący się po całej łydce, a tępa cisza była zagłuszona zduszonym szlochem Mijoo, wpatrującej się na nienaturalnie wykrzywioną nogę i rozrastającą się po pastelowo niebieskich legginsach plamę krwi.
— Jesteś do niczego — ostre, acz bezduszne słowa odbijały się pusto w głowie osiemnastolatki, która siedziała na łóżku szpitalnym, z nogą wpakowaną w gips, jeszcze głupio wierzącą w to, że spotka się choćby z krztą współczucia ze strony Daechanga. Własnego ojca, który wraz z utraconą szansą na sławę córki, stracił całą swoją wiarę.
Nie powinno jej dziwić, że parę miesięcy później, po ukończeniu liceum i odzyskaniu sprawności w nodze, po raz kolejny była zmuszona wrócić na ziemię. Odnaleźć dla siebie miejsce, kiedy w drzwiach rodzinnego domu dostała z kilkudniowym wyprzedzeniem informację o wyrzuceniu. Z marną pociechą w postaci opłaconego mieszkania, zaraz tracącą znaczenie, kiedy zmuszona była łapać się prac dorywczych i przesiadywania za kasami na stacjach benzynowych, z każdym dniem tracąc i tak znikomy blask w oku, kiedy żyła od wypłaty do wypłaty.
To macocha - w tajemniczy przed swoim mężem - pomogła jej stanąć na nogi. Pokazała jej świat burleski, który pozwolił zachować jej połączenie z tańcem. Erotyzm, pewność siebie i seksapil były cechami, których Mijoo musiała się nauczyć dla jak najwyższych napiwków. A stopniowo kilka dolarów zmieniało się w kilkanaście, sięgając w pewnym momencie kwoty, której nie widziała nawet przy wygrywanych zawodach. I dzięki tej nowej, sztucznej fasadzie Perle Teese, miała rzeczywistą szansę samodzielnego utrzymania się. Szansę na powrót do swojej pasji, która kilka miesięcy wcześniej uciekała jej przez palce. Dlatego była ślepa na oczy, jakie wlepiały perwersyjny wzrok prosto w nią, posyłając w zamian wyuczony, czarujący uśmiech.

ODAUTORSKO

5 komentarzy:

  1. [Przepiękna, cudowna, niesamowita, jedyna w swoim rodzaju, błyszcząca niczym gwiazda, i cała nasza ٩(♡ε♡)۶ Świat powinien całować ziemię, po której stąpa; pewna ptaszyna już całuje, chociaż nie jest jeszcze tego świadoma. ;D
    Baw się z nią cudownie! A ja lecę pisać kp, żebyście na nas nie musiały długo czekać ♥︎

    i never knew craving until i met you
    — with your teasing smiles and sticky words, clinging to my conscious like honey
    do you know of the tempest raging under my skin?
    can you see through the fumbling and unease?
    i don't know how to—
    i don't understand—
    why are you looking? why do you keep looking?
    (don't stop. PLEASE, never stop)
    ]

    your birdie

    OdpowiedzUsuń
  2. [cześć, bejb. podpalimy nowy jork…?]

    Okazało się, że beznadzieja miała zapach kawy i taniego energetyka. Dokładnie ta mieszanka przejęła kontrolę nad wnętrzem niewielkiego studia na obrzeżach Manhattanu, w którym Han spędzał ostatnio stanowczo zbyt dużo czasu, nawet jeśli wziąć pod uwagę jego wątpliwe standardy. Leżał właśnie na biurku z policzkiem opartym o przedramię i zastanawiał się, jak to właściwie możliwe, że jego organizm - pozbawiony wystarczającej liczby przesypianych godzin i porządnych posiłków - nie odmówił mu jeszcze posłuszeństwa. Obracał podgryziony ołówek między palcami, wprawiając go w coraz szybszy ruch; raz po raz przesuwał go między kciukiem a palcem wskazującym, potem zatrzymywał i zaczynał od początku, zupełnie tak jakby mógł dzięki temu wyzbyć się choć części tej przeklętej, narastającej frustracji. Przed sobą miał rozłożony szkic, nad którym siedział już wystarczająco długo, by szczerze go znienawidzić.

    Nowy projekt był… do bani, miał ochotę wyjrzeć przez okno i wykrzyczeć to połowie tego pieprzonego miasta. Han czuł to od początku, chociaż im dłużej się nad nim zastanawiał, tym trudniej było mu powiedzieć, co właściwie mu w nim nie pasowało. Przerabiał drobne elementy, zmieniał proporcje, poprawiał linię ramion, potem wracał do poprzedniej wersji tylko po to, by wszystko znów mogło zacząć wyglądać źle. W pewnym momencie przestał już nawet wiedzieć, czego szukał. Oczywiście gdyby poświęcił temu wystarczająco dużo czasu, być może w końcu doszedłby do tego, że problem wcale nie tkwił w rozrysowanym płaszczu, tylko w osobie, którą próbował w niego ubrać. Może ta wizja była zwyczajnie chybiona i zamiast uparcie próbować dopasować do niej projekt, powinien był pozwolić pójść mu w zupełnie inną stronę? W tę samą, do której ciągnęło go nieprzerwanie od kilku dni, choć całym sobą próbował zachować w tej kwestii zdrowy rozsądek i nie kraść zbyt wiele uwagi komuś, kto był teraz wystarczająco zajęty.

    Jęknął z irytacją i zepchnął ołówek z blatu. W pracowni i tak od dawna panował bałagan, który w normalnych okolicznościach doprowadzałby Hana do szału. Skrawki materiałów walały się po podłodze, część szkiców była pognieciona i wepchnięta pod inne kartki (pod którymi zniknęła również linijka, której Yoonjae szukał od dwóch dni), a na biurku oprócz projektów leżało kilka pustych puszek po słodkich napojach i cała masa drobiazgów, których od dawna nie chciało mu się odkładać na swoje miejsce. Jeden z manekinów stał przy ścianie obwieszony ubraniami, drugi miał przez ramię przewieszoną kurtkę niedokończoną od ponad dwóch miesięcy. Za każdym razem, kiedy chciał coś znaleźć, musiał najpierw przekładać trzy inne rzeczy, a kiedy próbował się skupić, wzrok sam uciekał mu na kolejne przedmioty pozostawione tam, gdzie akurat przestały być mu potrzebne. Wiedział, że powinien w końcu zrobić z tym porządek, szczególnie że jeszcze tego samego dnia miał kogoś tu wpuścić.

    Powinien posprzątać, wiedział o tym, to było oczywiste. Ta myśl nie była szczególnie odkrywcza, zwłaszcza że od kilku dni praktycznie nie było już miejsca, w którym można byłoby cokolwiek odłożyć. Co więcej, jeśli godzina wyświetlana na ekranie telefonu nie kłamała, lada moment miał dobrowolnie wpuścić do tego chaosu kogoś zupełnie obcego…

    Dziewczyna znalazła go na Instagramie kilka dni wcześniej. Tancerka, całkiem ładna, ale nie w ten tani, typowy sposób, do którego dążyła ślepo połowa znanych mu Amerykanek. Zaczęli rozmawiać, potem rozmowa zrobiła się trochę mniej przypadkowa, aż w końcu Yoonjae zaproponował spotkanie. Nie zastanawiał się nad tym szczególnie długo. Zresztą rzadko zastanawiał się nad rzeczami, które miały wydarzyć się dopiero później.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Problem polegał na tym, że kiedy nawiązała do ewentualnej współpracy, odpowiedział jej, że może może kiedyś wpaść do pracowni, by omówić szczegóły.

      „Kiedyś” najwyraźniej oznaczało dzisiaj. Spojrzał więc na podłogę, potem na stół, na stertę ubrań rzuconą pod ścianą. Nie wyglądało to dobrze. Właściwie… wyglądało fatalnie. Jednak niezależnie od tego, jak w jak beznadziejnej pozycji postawił właśnie samego siebie, wiedział, że na ucieczkę i tak było już za późno. Gdy więc ostro dźwięk dzwonka przebił się przez głośną muzykę, Han podniósł się niespiesznie z miejsca, podążając w stronę drzwi, obiecując sobie przyjąć wszystko, co miało się za moment wydarzyć. Cóż… gdyby dziewczyna uznała to za obraz jawnej katastrofy i uciekła na długo zanim Yoon wypowiedziałby pierwsze słowa wyjaśnień, zyskałby wolne popołudnie, prawda? Zganił się za tę myśl, choć wydawała się doprawdy kusząca.

      Han pociągnął za klamkę, gotów zasypać nieznajomą jedną ze swoich sprawdzonych, wyuczonych formułek. Jednak gdy tylko otworzył drzwi, a pobłysk kilku neonów, zawieszonych na ścianie, rozlał się po sylwetce jego gościa, wszystkie przygotowane słowa wyparowały, a jedynym, na co mógł sobie pozwolić, było wymowne zmarszczenie brwi i zagryzienie wnętrza policzka.

      — Okej… Te włosy wyglądają o wiele lepiej na żywo niż w necie. — Nie był to może standardowy początek znajomości, ale Yoonjae rzadko przejmował się normami rządzącymi światem. — Myślałem, że to tylko filtr.

      hannie

      Usuń
  3. Birdie nie przypuszczała, że tak szybko odnajdzie się w pracy za barem. Kiedy pierwszego dnia przekroczyła drzwi klubu i stawiła na szkoleniu, przez chwilę poczuła, że to wszystko ją przerośnie — bo co ona tak naprawdę wiedziała o alkoholu? Kompletnie nic, całe studia spędziła z nosem w książkach, nigdzie nie wychodząc, co ona w ogóle robiła w tym przybytku? — ale zaraz przypomniała sobie, że przecież ukończyła szkołę medyczną, że operowała na ludziach i ratowała im życie dzień w dzień przez kilka długich lat. Nalewanie alkoholi i tworzenie drinków były przy tym niczym; kilka dni, dobrze przygotowane notatki, i będzie miała to wszystko w małym paluszku.

    Stresowała się kompletnie niepotrzebnie — studia przygotowały ją dobrze do szybkiego pochłaniania wiedzy, a zapamiętanie kilkudziesięciu drinków i karty drinków okazało się łatwiejsze, niżby przypuszczała. W żaden sposób nie zamierzała tym stwierdzeniem umniejszać ludziom, którzy się tym zajmowali, bo sztuka nalewania drinków była czymś więcej, niż zapamiętaniem parunastu przepisów; wciąż, Birdie czuła się o wiele pewniej w swojej nowej roli niż zakładała, że będzie się czuła.

    Dzisiaj, Marcus, barman, którzy ją szkolił, uznał, że radziła sobie wystarczająco dobrze, by zacząć uczyć ją trików. Na ten moment, polegało to głównie na kręceniu miarką barmańską wokół palców i przerzucaniu shakera z ręki do ręki — i Birdie czuła, że się uśmiecha, kiedy z każdą próbą ruchy stawały się prostsze i płynniejsze.

    — Widzisz, mówiłem ci, że masz to we krwi — zaśmiał się Marcus. — Jesteś pewna, że nie robiłaś tego wcześniej? Masz bardzo sprawne i stabilne dłonie.

    Na sekundę, Birdie zamarła; nie wiedziała, co odpowiedzieć. Jeszcze do niedawna byłam chirurgiem na oddziale intensywnej terapii? Żaden z pracowników baru (oprócz właściciela, oczywiście) nie wiedział, czym zajmowała się wcześniej, Birdie nigdy się tym nie podzieliła — wciąż czuła zbyt wiele wstydu, nie potrafiła myśleć o tym w inny sposób niż jako porażce. Spędziła tyle czasu i tyle energii na nauce, poświęciła wszystko, co mogła, by spełnić swoje marzenie i zostać chirurgiem; i co? I wylądowała tutaj, za barem, sprzedając alkohol napalonym facetom, którzy nie potrafili przestać gapić się jej w dekolt.
    Wszystkie te lata pracy: na marne, bo nie była wystarczająco dobra.

    Birdie uśmiechnęła się; miała nadzieję, że jej chwilowa cisza pozostanie niezauważona.

    — Może w poprzednim życiu byłam barmanką — odpowiedziała ze wzruszeniem ramion. — Albo żonglowałam w cyrku.

    Wróciła do zabawy miarką, kręcąc nią w dłoni i powtarzając ruchy, których nauczyła się parę minut wcześniej; tylko po to, by znowu zamrzeć, gdy w tłumie dostrzegła te różowe włosy.

    Marcus coś mówił, ale Birdie nie słyszała — za bardzo skupiła się na znajomej twarzy powoli zmierzającej w kierunku baru.

    Kiedy po raz pierwszy ujrzała Perle Teese, Birdie zapomniała, jak się oddycha. Widziała w swoim życiu wiele przepięknych kobiet, ale ostatnim razem tak silną reakcję na czyjeś piękno miała w wieku siedmiu lat, kiedy po raz pierwszy zobaczyła Angelinę Jolie w Tomb Raiderze. Perle Teese stała wtedy na scenie, skąpana w światłach reflektorów, i każdym swoim ruchem, każdym gestem sprawiała, że nie sposób było oderwać od niej wzroku. Birdie nie wiedziała nic na temat burleski, ale łatwo było dojść do wniosku, że występująca przed nią kobieta była ekspertką w tym, co robiła. Jak inaczej wytłumaczyć to, jak mocno biło serce Birdie, jak ciężko jej się oddychało, jak po policzkach rozlało jej się ciepło, a żołądek zawiązał się na supeł?

    Birdie podziwiała to, co robiła Perle: jej pewność siebie i charyzmę, to, jak nawet na moment nie pozwalała, by ciężka, klubowa atmosfera stłumiła jej blask. To ona była gwiazdą, słońcem, wokół którego kręcił się cały klubowy świat; a Birdie nic nieznaczącą kroplą w morzu, która mogła jedynie podziwiać ją z daleka.

    … albo nie z tak daleka, bo od baru dzieliło Perle zaledwie kilka kroków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Birdie, żyjesz? — Birdie wzdrygnęła się, kiedy ręka Marcusa pojawiła się przed jej oczami. Odwróciła się do kolegi i już miała zapytać, czego od niej potrzebował, kiedy Marcus przewrócił oczami z uśmiechem. — Dobra, idę sobie stąd, widzę, że mnie tutaj nie chcesz. Tylko zamknij buzię, zanim zaślinisz nam cały bar.

      Co takiego?

      — Co? — Birdie zapytała głupio, kompletnie zagubiona; ale Marcus odszedł już na drugi koniec baru, rechocząc przy tym głośno, i kompletnie zignorował jej pytanie. — O czym ty w ogóle mówisz? Marcus?!

      Niepewnie, uniosła dłoń do ust, upewniając się, że na pewno nic na nich nie ma, a już zwłaszcza śliny, chociaż wiedziała, że przecież nigdy by się nie uśliniła przez przypadek i Marcus jedynie żartował, prawda? Musiał żartować, głupek jeden, chciał ją wyprowadzić z równowagi (dlaczego? myślała, że dobrze się dogadywali), i oczywiście, że mu się udało.

      Ktoś stanął przy barze. Birdie odwróciła się, i momentalnie miarka wyślizgnęła jej się z rąk i wylądowała z hukiem na podłodze.

      O mój Boże. Jaki wstyd.

      Birdie podniosła miarkę z podłogi i zacisnęła na niej palce. Na policzkach czuła zdradliwe ciepło, i miała nadzieję, że stojąca przed nią kobieta nie zauważy jej rumieńców.

      — Cześć — przywitała Perle głosem wyższym niż zazwyczaj, i przeklęła samą siebie w duchu. Oczywiście, że kiedy trenowała z Marcusem, miarka ani razu nie wyleciała jej z dłoni; ale jak tylko podszedł ktoś do baru, to zrobiła z siebie kompletną idiotkę.

      zawstydzona birdie

      Usuń