Dziś piszę przede wszystkim do tych, którzy z przykrością odkryli, że ich nazwiska nie znalazły się na liście gości. Wiem, to musi boleć. Ale spokojnie. Nie każdy rodzi się z odpowiednim nazwiskiem... albo odpowiednio brudnymi sekretami.
Nie martwcie się jednak, specjalnie dla Was będę relacjonować wszystko na bieżąco. A przecież doskonale wiecie, że przede mną nie ukryje się absolutnie nic.
Więc zacznijmy od początku. Wyobraźcie sobie salę balową tak wystawną, że nawet stare nowojorskie pieniądze poczułyby się tam nieco onieśmielone. Marmurowy parkiet lśniący bardziej niż diamenty. Piętnaście stołów, po dziewięciu gości przy każdym. Góry jedzenia, którego połowa nawet nie zostanie tknięta. Kryształowe żyrandole, przygaszone światła, morze kwiatów i muzyka, której i tak nikt nie będzie słuchał.
Byliście kiedyś w Grand Ballroom w Plaza? Nie? Cóż... wyobraźnia też jest za darmo. A pośrodku sali? Podium z monumentalną rzeźbą przedstawiającą... usta. Oczywiście. W końcu pierwszy pocałunek tego wieczoru należy do mnie.
Tymczasem pod główne wejście zaczynają zajeżdżać pierwsze limuzyny. Już widać te wymuszone uśmiechy, nerwowo odpalane papierosy i ciche, słabe szepty, które mają brzmieć jak pewność siebie. Kochani, strach pachnie znacznie mocniej od perfum z francuskich perfumerii.
Jeśli byliście już na jednej z moich imprez, doskonale wiecie, że nic dobrego nigdy się tutaj nie wydarza. Przynajmniej nie dla wszystkich.
A jeśli to Wasz debiut... postarajcie się nie skompromitować, zanim jeszcze kelner poda pierwszego szampana.
I zanim zapytacie, dlaczego ktokolwiek dobrowolnie przekroczyłby próg tej sali...
Sekrety.
To zabawne, jak każdy, dosłownie każdy, ma coś, za co zapłaciłby fortunę, by nigdy nie ujrzało światła dziennego.
Do rozpoczęcia zostało mniej niż godzina.
Chyba czas uruchomić tę maszynę, prawda?
Na mnie czeka jeszcze mały croissant i moja mała czarna od Diora. A potem? Potem wzniesiemy pierwszy toast. Za pozory. Za kłamstwa. I za tych, którzy jeszcze nie wiedzą, że ten wieczór zmieni wszystko.
Stół #1 The One with the Dating Carousel
OdpowiedzUsuńStół #2 The One with the Dirty Secrets
OdpowiedzUsuńStół #3 The One with the Missed Chances
OdpowiedzUsuńStół #4 The One with the Last Minute RSVP
OdpowiedzUsuńCoat Check Leave your coat. Keep your secrets.
OdpowiedzUsuńHotel Bar One drink away from a terrible decision.
OdpowiedzUsuńDance Floor Try not to embarrass yourself.
OdpowiedzUsuńRooftop Balcony Fresh air won't clear your conscience.
OdpowiedzUsuńGarden Terrace Where apologies come to die.
OdpowiedzUsuńElevator Thirty seconds. Plenty of time for bad choices.
OdpowiedzUsuńSwimming Pool Let's go skinny dipping!
OdpowiedzUsuńSauna It's getting hot... and it's not the temperature.
OdpowiedzUsuńLibrary Read the room for once.
OdpowiedzUsuńNie zostali tylko chwili. Nikt też nikogo nie wyrzucał, ani tym razem nie pojawił się żaden nieproszony gość, który mógłby zakłócić im tę krótką chwilę samotności. Nie potrafili się zatrzymać — spragnione dłonie błądzące po ciele wkrótce zaczęły parzyć. Jeszcze przez moment Seojun próbował przekonać samego siebie, że wystarczy mu jeszcze kolejna minuta, by w końcu odwrócić się i wyjść z biblioteki, ale przy drugiem niekontrolowanym westchnieniu Soyoung poddał się kompletnie.
UsuńChciał ją mieć tu i teraz.
Zsunął z siebie marynarkę i rzucił ją w kąt, ale na niej poprzestał. Z dużo większą — bo przesadną — starannością zdjął z Soyoung sukienkę. Delektował się widokiem jej ciała, centymetr po centymetrze, gdy błyszczący materiał powoli lądował na ziemi. Tym razem nie dał jej przejąć kontroli nawet na chwilę i podczas, gdy jej garderobą wkrótce pozostały jedynie szpilki i biżuteria, on nie pozwolił jej ściągnąć z siebie już nic więcej. Ani zrobić. Poza rozpięciem paska i zsunięciem rozporka.
Fantazyjny wieczór — dosłownie i w przenośni.
Nie był to czuły seks, ani namiętny, nie mówił o tym, co do siebie czuli i nie rzucał kolejnych obietnic przyszłości. Tak, jakby zapomnieli, gdzie się znajdują i kim są, poddali się fizycznej przyjemności, nie zważając na to, co mogło nastąpić.
Gdy ich ciała w końcu znieruchomiały, Seojun odetchnął. Rozluźnił uścisk dłoni na szyi dziewczyny i dopiero wtedy — dopiero wtedy! — pomyślał o tym, czy być może nie potraktował jej jednak zbyt gwałtownie. Szybko obrzucił wzrokiem jej nagie ciało, ale gdy tylko ich wzrok ponownie się spotkał, a wargi dziewczyny rozszerzyły się w uśmiechu, odwzajemnił go bez zastanowienia. Oparł się dłońmi o blat biurka, by pochylić się i zostawić jeszcze kilka drobnych pocałunków na jej szyi.
— Musimy iść, Soyoung — powiedział z żalem, choć luźno otulonym wokół radosnej nuty. — Teraz już naprawdę musimy iść.
Seojun
Conference Room Are you going to be doing drugs here... again?
OdpowiedzUsuńVIP Lounge Because exclusivity is a personality trait.
OdpowiedzUsuńCigar Lounge Smoke rises. So do rumors.
OdpowiedzUsuńWine Cellar Aged wine. Immature behavior.
OdpowiedzUsuńKitchen Looking for a midnight snack?
OdpowiedzUsuńHotel Suite Book a room. Regret it later.
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńClaire jeszcze nie zastanawiała się nad konsekwencjami tego, na co oboje pozwolili sobie tego wieczora. Żadne niezwiązane z przyjemnością myśli nie przebijały się jeszcze przez tę bańkę, w której oboje zamknęli się szczelnie na tarasie, wchodząc do tego apartamentu, a potem do łóżka. Jej oddech wciąż się chwiał, a ciało drżało i jedyne o czym potrafiła teraz myśleć to wszystkie te rzeczy, które z nią na tym łóżku robił, bo takie doznania były dla niej najzwyczajniej w świecie nowe i dominowały na ten moment całą resztę. Wszystko poza potrzebą bycia blisko niego, bo choć dogłębnie zaspokoił jej ciało, po tym co się między nimi wydarzyło była złakniona go jeszcze bardziej… z tym, że emocjonalnie.
UsuńPotrzeba nie zniknęła, tylko na jakiś czas zmieniła kształt, zostawiając ją dla niego kruchą i odsłoniętą; nie czuła się z tym jednak źle, bo Jack już pokazał jej dziś, że jest przez niego zaopiekowana nie tylko ciałem, ale też duchem. Trzymał ją blisko siebie za każdym razem, gdy się rozpadała, a także po tym i za każdym razem składał ją bez wysiłku w całość.
A ona mu na to pozwalała, bo była z natury ufna. Wystarczyło, że nie zawiódł jej raz, żeby obdarzyła go pełnią swojej wiary.
Dlatego, kiedy przyciągnął ją ku sobie, pozwoliła mu na to znowu, bez problemu znajdując sobie przestrzeń przy jego boku, pod jego ramieniem, splątując z nim nogę i układając głowę razem z dłonią na jego piersi. Na ten moment było to najlepsze, najbezpieczniejsze mniejsce na globie i nawet przez sekundę nie pomyślała, że mogłaby je opuścić, znajdować się teraz gdzieś indziej. Miała wrażenie, że jest dokładnie tam, gdzie być powinna.
Przez chwilę wsłuchiwała się po prostu w jego oddech, chłonąc rozkoszną błogość i jego obecność, palcem kreśląc leniwe freski na jego mostku. Uśmiechnęła się lekko, gdy się odezwał, a potem spojrzała na niego z dołu.
— Cieszę się — wymruczała cicho. — Bo nie miałam pojęcia, co robię.
Najwyraźniej nie musiała mieć, najwyraźniej entuzjazm i chęci były wystarczające. Nie sądziła, że Jack starał się być dla niej teraz po prostu miły. Czuła przecież, że wciąż nieco drży tak jak ona, a oddech nie wrócił do niego przez kilka dobrych minut. Widziała, że jego oczy wciąż nakrywała lekka mgła spełnienia i satysfakcji. To musiało być szczere.
Howard nie był jednak jedyną samolubną osobą w tym pomieszczeniu. Ona również pozwoliła sobie na odrobinę egoizmu, nie zastanawiając się nad tym, że powinna go w końcu zwrócić światu zewnętrznemu, ludziom na dole. Problem w tym, że nie chciała i w najbliższym czasie nie zamierzała. Chciała go dla siebie, tak długo jak będzie mogła sobie na to pozwolić, biorąc pod uwagę okoliczności.
Była też zachłanna, szczególnie w kontekście bycia blisko, co pewnie zdążył już zauważyć i dlatego nie powinno zaskoczyć go, że po paru chwilach wdrapała się na niego bez cienia wstydu. Tym razem jednak nie po to, by coś od niego brać, a przynajmniej nie w taki sposób jak wcześniej.
Zwyczajnie urządziła sobie z niego materac, bo był przyjemnie ciepły, a pokryta cienką warstwą potu skóra zaczynała powoli stygnąć bez nakrycia.
Spoglądając na niego z góry, uśmiechnęła się z zadowoleniem i zaczesując własne włosy w tył głowy pochyliła się, by podarować mu pocałunek, ciepły i komfortowy, nie żądający niczego w zamian.
A potem osunęła się na jego tors, przylegając do niego ciasno i wtulając się w niego policzkiem, tak żeby móc nasłuchiwać miarowych uderzeń jego serca. Było to intymne, może nawet zbyt intymne jak na przygodę z mężczyzną, którego znała od zaledwie paru tygodni, ale przecież on sam pokazał jej, że tej intymności chce, więc nie krępowała się już przy nim robić niczego. Ciężko było jej też nakleić na niego etykietę przygoda, bo wcale tak tego nie czuła. Faktem było, że to co zrobili było… spontaniczne, ale dla niej nie straciło przez to na wadze, nie potrafiła traktować tego lekką ręką. Dla niej to było znaczące na wielu płaszczyznach, ponieważ na wielu płaszczyznach na nią wpłynęło.
Usuń— Nie chcę stąd wychodzić — wymamrotała, opierając na nim podbródek, by spojrzeć mu w oczy. Ostatnia pozycja ograbiła ich z takiego kontaktu, więc teraz podświadomie szukała jego wzroku.
CLAIRE
Presidential Suite Money can't buy discretion.
OdpowiedzUsuńGuest Room Just don't wrinkle the sheets.
OdpowiedzUsuńPowder Room Where girls support girls... until they leave.
OdpowiedzUsuńJestem z Tobą szczęśliwa. Od samego początku jestem z Tobą szczęśliwa, Cass.
UsuńCassian się zrelaksował. Mimo faktu, że poruszali gruntowną kwestię swojej przyszłości, nie czuł się tym ani obciążony, ani zestresowany, bo nie miał wobec Cornelii żadnych oczekiwań, a jedyne, co miało od niego wybrzmieć pod jej adresem już wybrzmiało — czyli to, że będzie dla niego najważniejsza oraz że dzieci jak się pojawią to będą, a jak nie, to nie i dla niego to też będzie w porządku. Bo byłoby.
Wyczuwał jednak, że pewien ciężar spoczął na Nel, bo mimo jego zapewnień zaczęła mu się tłumaczyć, kiedy on wcale tego od niej nie potrzebował. Dlatego kiedy przyciągnęła go bliżej, uśmiechnął się kątem ust, wysuwając jedną dłoń, by zaprzeć się nią o ścianę obok jej głowy i nie obić o nią.
— Nie chcę żebyś mi cokolwiek obiecała — skwitował więc. — Ani żebyś czuła, że jesteś mi winna jakieś obietnice. Nie oczekuję od Ciebie niczego ponad ponad to, żebyś została moją żoną i żyła tak, żeby było Ci ze mną dobrze.
Oczywiście, zdawał sobie sprawę z tego, że małżeństwo to kompromis, i że on będąc częścią tego małżeństwa również miał prawo do tego, aby jego pragnienia i potrzeby były stawiane na równi z jej. Rzecz w tym, że jego pragnieniem było po prostu bycie przy niej i zadbanie o to, żeby była z nim najlepszą, spełnioną wersją siebie. Tak długo, jak tak będzie, on również będzie spełniony jako jej mąż i jako mężczyzna.
To było naprawdę takie proste.
— Więc nie będę żałował — kontynuował spokojnie, odgarniając kosmyk z jej czoła, by złożyć tam leniwy pocałunek, a potem oprzeć czoło o jej, spoglądając jej głęboko w oczy. Jego własne były nieco przeszklone od narkotyku, a źrenice rozszerzone, ale jego oddech był miarowy i spokojny, a ciało zupełnie luźne przy jej ciele.
— Dzieci to… — urwał, by na moment się zastanowić. Sam przecież nigdy głębiej się nad tym nie zastanawiał. Dla niego ta sytuacja również była niespodziewana, bo wyniknęła z czegoś, co rzucił w zasadzie mimochodem, a co wylądowało ciężej niż zamierzał. — Kupa szczęścia. Z przewagą kupy, oczywiście.
Uśmiechnął się znów, najwyraźniej zadowolony z tego, co powiedział. Liczył, że to zdejmie jej trochę ciężaru z ramion, bo temat był poważny, ale kto powiedział, że muszą go w poważny sposób przeprowadzić? Poza tym, nie składał zdań z taką lekkością z jaką przychodziło mu to zazwyczaj, bo trochę się rozmywały i nie zamierzał udawać, że jest inaczej.
— Po ślubie będziemy rodziną — skwitował. — Będziemy mieć siebie. Z dziećmi czy bez. To wszystko czego chcę.
Nie wiedział jak lepiej jej to wyjaśnić, nie w tym stanie. Zresztą, zawsze lubił proste, bezpośrednie komunikaty i na tym etapie Watson powinna zdawać sobie z tego sprawę.
— Zresztą, do diabła z tym ślubem — zaśmiał się ochryple, sięgając po jej dłoń, by zacząć sugestywnie bawić się pierścionkiem zaręczynowym, a potem unieść jej dłoń do ust i zostawić tam pocałunek. — To tylko formalność. Już jesteś moją rodziną, a ja jestem Twoją. Od 26 dni jestem najszczęśliwszym facetem na Ziemi, bo powiedziałaś mi tak i dzieci mogą do tego tylko dodać, ale ich brak nigdy od tego nie odejmie. Rozumiesz?
CASS ♥
Basement Every hotel hides something.
OdpowiedzUsuńParking Garage Kisses. Fights. Getaways.
OdpowiedzUsuń