Hello followers

Hello, followers!

Gossip Girl here.

Your one and only source for the truth behind the scandalous lives of New York's elite. Been a minute. Did you miss me? I know I've missed you.

And who am I? That's one secret I'll never tell.

xoxo, Gossip Girl
New York Seoul

Most followed, spotted, latest tea

Now Spotted

@ryan_s_kim

Podobno ma plik na dysku o nazwie 24 & Done, a o co dokładnie chodzi... Chyba każdy wie.

@how.j99

Wstał zza grobu odmieniony... ale czy na pewno? Przeszłość lubi doganiać szybko. Szczególnie jego.

@ari.min

Naczelna imprezowiczka powróciła na Upper East Side... odmieniona? Czy to jakaś nowa moda? A, ile Ci zajmie powrót do starych nawyków? I chłopców?

@tay_blanchard

Alert: konfrontacja roku! Co ma zrobić dziewczyna, której dawna miłość wróciła zza grobu? A druga jest na wyciągnięcie ręki? It's okay to love them both, O. I do.

xoxo

Latest Tea

Latest tea

Kiss on a lips party

Impreza, nasi mieszkańcy i szampan. Kto tym razem przekroczy granicę? On now!

Zobacz wydarzenie →

New posts, lastest GG post

Latest GG Post

Gossip Girl latest post

Nowe powiadomienie

Czy naprawdę myśleliście, że zniknęłam bez słowa? Och, błagam. Gdy kilka znajomych twarzy nagle wyparowało z nowojorskiej sceny towarzyskiej, ktoś musiał sprawdzić, dokąd prowadzi ich ślad. A wiecie przecież, że moja ciekawość bywa większa niż kolekcja torebek pewnej dziedziczki z Upper East Side... Pamiętacie ją? Nawet jeśli, dzisiaj ledwo przypomina siebie.

Czytaj najnowszy wpis →

Lovers come and go, In and out of my heart

Ryan Kim
Ryan Kim
Kim Sehyun
1 października 1999 • influencer • w Nowym Jorku od 2017 roku • syn znanego producenta muzycznego i amerykańskiej tłumaczki • dumny tata Nyx i Milkyway gej • biseksualny • hobbystycznie trenuje taniec nowoczesny • instagram
Nie planował zostać twarzą, którą codziennie przewijają tysiące ludzi. Do Stanów przyleciał z rodziną z myślą o studiach, nowym początku i życiu, które miało być zwyczajne. Potem świat nagle zwolnił. Pandemia zamknęła wszystkich w czterech ścianach, a on, bardziej z nudy niż z ambicji, zaczął wrzucać do internetu fragmenty swojej codzienności. Krótkie vlogi, spontaniczne żarty, wyzwania, momenty z życia, a pomiędzy tym wszystkim coraz częściej także taniec, który z czasem stał się jedną z jego największych pasji. Nigdy nie próbował kreować idealnego wizerunku. Po prostu dobrze czuł się przed kamerą, a ludzie polubili jego naturalność.
Zanim zdążył się obejrzeć, liczby przestały być tylko liczbami. Zyskał rozpoznawalność, współprace i życie, z którego dziś spokojnie się utrzymuje. Dla większości odbiorców jest uśmiechem na ekranie, chłopakiem, który potrafi rozbawić, zarazić energią i sprawić, że nawet zwykły dzień wydaje się odrobinę lżejszy. Rzadko pokazuje, ile kosztuje go zachowanie tej pozytywnej energii.
Bo choć dla wielu jest inspiracją, dla innych pozostaje wygodnym celem. Zbyt delikatne rysy twarzy, zbyt miękkie spojrzenie, zbyt mało męski, zbyt... cokolwiek akurat komuś przeszkadza. Do tego Koreańczyk żyjący w obcym kraju i chłopak, który nigdy nie uważał swojej orientacji za coś, co powinien ukrywać. W internecie wystarczy jeden z tych powodów, by ktoś uznał, że ma prawo go ocenić. On zebrał je wszystkie.
Mógłby nauczyć się odpowiadać złośliwością na złośliwość. Mógłby udawać kogoś twardszego, głośniejszego albo bardziej obojętnego. Nigdy tego nie zrobił. Nie dlatego, że hejt go nie dotyka, bo tak nie jest. Są dni, kiedy czyta za dużo, myśli za długo i zbyt mocno bierze do siebie słowa ludzi, którzy nawet go nie znają. Mimo to następnego dnia znów naciska opublikuj.
Nie próbuje udowodnić światu, że jest inny. Że jest wystarczająco męski, wystarczająco odważny czy wystarczająco silny. Wystarcza mu świadomość, że jest sobą. I choć czasem bywa to najtrudniejszą rolą, jaką przyszło mu odegrać, nie zamieniłby jej na żadną inną.
Na wizerunku cudowny Park Jimin, w tytule karty be mine jimina.
Przyjmiemy wszystko, romanse, miłości, kłótnie, hejterów, przyjaciół, co nam wpadnie do głowy! Im więcej się dzieje, tym lepiej!
Każdy pomysł mile widziany ♡

23 komentarze:

  1. [Hejo, hej! Powitam, żeby nie było, że w tych okropnych plotkach o braku szacunku jest cokolwiek szczerego! <3
    Piękny pan tam do góry (i to nie tylko wizerunkowo!). Mega mnie ciekawi koncept influ na obczyźnie, bo to daje tak ogromne pole do popisu, praktycznie w każdą ze stron. ]

    Yosso, Sunoo i ktosiek w fazie tworzenia

    OdpowiedzUsuń
  2. [movin', comin', lovin', yeah yeah yeah 💃🏼 jejku, jaki on jest fajny! nie tylko z very obvious for me reason, ale naprawdę kartę czyta się bardzo przyjemnie i chce się go bliżej poznać! Mnie już się nad głowa zapaliła żaróweczka, więc jeśli tylko masz ochotę i cierpliwość (bo dalej się rozkręcam bo dłuższej przerwie), to zapraszam 💖]

    Ari, reszta gromady dalej pod znakiem zapytania

    OdpowiedzUsuń
  3. [przykład, że warto byłoby wstawiać te taneczne tiktoki w trakcie pandemii... 😔 /żarcik oczywiście Namgi, Woosung i Yechan

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [HALO CO TU SIĘ STAŁO
      JA TU WYPOCINY ZROBIŁAM A TU SIĘ USUNĘŁO WSZYSTKO!!!!!!!!!!!!!!
      pisałam oczywiście, że kartę czytało się z łatwością i zgadzam się z poprzednikami oraz czekam co tu się zgotuje w życiu Sehyuna...
      jestem sama zalatana zawalona troszkę, więc wolę nie zostawiać pustych obietnic, ale bardzo chętnie będę podglądać i zawsze jestem mimo wszystko otwarta, nawet na luźne, drugoplanowe relacje przyszłościowe<3]

      Namgi, Woosung i Yechan jeszcze raz dzbany......

      Usuń
  4. [ Hej, cześć!
    Jaki on jest piękny, to nigdy nie ulegnie zmianie 🫠 Natomiast twój Pan również jest ciekawy, naprawdę to ciekawe jak jedna przypadkowa rzecz może zmienić życie… dobrze, że my się w życiu wiedzie i proszę wszyscy się odczepić od naszego tiktokera!
    Moja gromadka jest trochę rozsiana po świecie i po roboczych, ale zapraszam oczywiście 😊 ]

    Danielle, Soyoung, Jackson, Mingi w roboczych i pewien ktoś dopiero się tworzący

    OdpowiedzUsuń
  5. Rutyna nigdy nie była nieproszonym gościem w jego życiu, czymś, co przeszkadzało mu w codziennym funkcjonowaniu bądź wywoływało frustrację – wręcz przeciwnie. W świecie, w którym większość poszukiwała nowych doznań, Junseo kochał swój ład, skład, monotonność i kontrolę, jaką czuł nad własnym losem, gdy wszystko odbywało się zgodnie z planem. Zapchany grafik sprawiał, że naprawdę czuł, jak krew pulsuje w jego żyłach, a z dnia na dzień motywacji przybywało, co jedynie utwierdzało go w przekonaniu, że to, co robił, było właściwe. Każda sekunda była na wagę złota, szczególnie gdy zegar tykał, a on miał coś do udowodnienia. Dlatego miał wielki szacunek do czasu – nie tylko swojego, ale również innych. Był w stanie poświęcić kilka godzin snu i zastąpić je czarną kawą, jeśli było to równoznaczne z porannym spotkaniem, na którym mu zależało. Niejednokrotnie odkładał posiłki na później, byle tylko doszlifować choreografię przed zamknięciem studia. Żmudne, zbyt wymagające – z takimi określeniami spotykał się niemalże codziennie, szczególnie gdy kolejny raz machał ręką na zaproszenie na piwo czy spotkanie z niewielką grupą ludzi, z którymi zdołał zbudować koleżeńskie relacje w przeciągu ostatniego miesiąca spędzonego w Nowym Jorku.
    Dzisiaj było więc bardzo podobnie – pobudka, nim pierwsze promienie słońca wpadły do niewielkiej kawalerki, którą przez kolejne kilka miesięcy miał zaszczyt nazywać domem. Półgodzinny bieg wokół pobliskiego parku, podczas którego zawsze mijał się z uroczą staruszką i jej równie rozkosznym beaglem. Chłodny prysznic zaraz po powrocie, szybkie śniadanie, które – przygotowane noc wcześniej – już czekało na niego w lodówce i nim na zegarku wybiła dziewiąta, ten już był w drodze na metro, które miało wysadzić go w okolicach wytwórni, z którą dane mu było współpracować.
    Był podekscytowany tym spotkaniem – nazwisko jednego z renomowanych producentów naprawdę miało widnieć tuż obok jego, a on tylko czekał na zielone światło, by wejść do studia i ponownie zacząć nagrywki. Wiedział, że nie odbędzie się to dzisiaj – miał się tam zjawić, by obgadać kilka szczegółów i dopiąć formalności na przysłowiowy ostatni guzik – ale wszystko ruszyło do przodu, aż ponownie nie stanęło w miejscu.
    Cześć, Junseo dzwoniło w jego uszach przez kolejne kilka minut, mimo że blondyn zdążył opuścić pomieszczenie. Park nie chciał się złościć ani zaplątywać swoich myśli czymś, co przyprawiało go o frustrację, ale ciężko było wyzbyć się negatywnych emocji, kiedy komuś wszystko przychodziło z tak ogromną łatwością.
    Jeśli Jun miałby być szczery, tak naprawdę nie wiedział, z jakimi trudnościami mógłby zmagać się Ryan – te na pewno istniały – jednak brunet nie miał zamiaru zaprzątać tym swojej głowy. To, co widział, wystarczyło, by wyrobił sobie na temat Kima opinię, i nie była ona zbyt przychylna. Blondyn posiadał kontakty, o których Junseo nawet nie śmiał śnić, miał rozpoznawalność i wiernych fanów, no i miał też talent – a to chyba irytowało Junseo najbardziej. Te kilka razy, kiedy scrollował profil Ryana, jego palec zawsze zawisał nad filmikami ze studia. Płynność ruchów, rytm, w jakim jego ciało poruszało się do muzyki, ogromna kontrola nad każdym ruchem – to nie była jedynie wyćwiczona technika, a pasja wyczuwalna nawet przez ekran telefonu. Ale tego Park nigdy nie przyznałby na głos. Więc zamiast tego wolał posyłać w kierunku blondyna mordercze spojrzenia. Zupełnie tak jak teraz, kiedy po opuszczeniu pokoju, w którym odbywało się spotkanie – zakończone przed czasem, zasługa nikogo innego, a właśnie Ryana – Junseo wbił w niego swoje czekoladowe tęczówki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Wiem, że pewnie ciężko Ci w to uwierzyć, ale nie każdy może od tak wparować sobie za te drzwi — tu palcem wskazał za siebie. — Co poniektórzy czekają na to tygodniami.
      Junseo opuścił ze zrezygnowaniem głowę i zacisnął powieki. Zdawał sobie sprawę z tego, że kłótnia z Ryanem mogła wywołać więcej złego niż dobrego. Blondyn był od niego starszy i chociażby z tego powodu Junseo powinien okazać mu trochę szacunku – jedno słowo do swojego ojca i żadne kolejne spotkanie w wytwórni nie miałoby miejsca – ale był tak cholernie zły, że przez chwilę zapomniał, gdzie był, i pozwolił emocjom przejąć kontrolę. Westchnął ciężko ze zrezygnowaniem, wyprostował się i z zaciśniętą szczęka ponownie spojrzał na stojącego przed nim chłopaka. Miał ochotę wyrzucić z siebie, coś na temat uprzywilejowania, dodać, że Ryan mógłby oznajmić swoją obecność w recepcji i zaczekać na koniec spotkania, albo chociażby zapukać. Żadne z tych słów nie opuściło jego ust.
      — Albo najlepiej zapomnij, że cokolwiek powiedziałem. — dodał nieco ciszej, spojrzeniem błądząc po twarzy Ryana, jakby chciał wyczytać z niej, czy chłopak choć trochę poczuwał się do winy.

      hating you, is my new favourite hobby

      Usuń
  6. Tak naprawdę nie wiedział, czego mógłby spodziewać się ze strony Ryana. W końcu tak naprawdę nigdy nie przeprowadzili ze sobą żadnej dłuższej dyskusji – ta dzisiejsza była nowym rekordem w porównaniu z dotychczasowym cześć rzuconym na korytarzu. Czy więc zaskoczyły go wysokie mniemanie oraz bezczelność ze strony blondyna? Ani trochę. Zresztą, co innego mógł reprezentować sobą ktoś jego pokroju? Ktoś wykreowany na potrzeby wielkiego świata Internetu, gdzie każdy kolejny uśmiech był wyreżyserowanym przedstawieniem, a autentyczność pozostawała za zamkniętymi drzwiami, a nie przed obiektywem kamery. Właśnie tak Junseo tłumaczył sobie różnicę pomiędzy tym, czego właśnie doświadczał, a internetową osobowością blondyna. To nie tak, że brunet śledził jego działalność w social mediach, ze zniecierpliwieniem oczekując kolejnego vloga czy posta, ale głupi algorytm miał to do siebie, że lubił podrzucać mu konto chłopaka, a ciekawość czasem wygrywała. Powinien go zablokować i nie nabijać mu wyświetleń – i to też miał w planach, szczególnie po dzisiejszej konfrontacji. Im mniej miał go mieć w swoim otoczeniu, tym lepiej.
    — Nie mam zamiaru dokładać do twojego i tak przerośniętego ego, prosząc cię o pomoc — syknął przez zęby, pochylając się nieco nad blondynem. Co nie było wyzwaniem, bo był od niego o dobre kilka centymetrów wyższy.
    Z minuty na minutę Kim tylko dokładał mu amunicji. Junseo nie mógł pojąć logiki, jaką kierował się Ryan. Czy naprawdę był na tyle głupi, by pomyśleć, że jego oferta zostanie pozytywnie odebrana? A może posiadał kompleks zbawiciela, chorą chęć kontroli nad życiem innych, chęć niesienia pomocy, byle tylko samemu poczuć się lepiej? Cokolwiek to było, Park nie był zainteresowany. Wszystko, co dotychczas osiągnął, było efektem jego ciężkiej pracy. To nie tak, że był przeciwny znajomościom – wiedział, jakimi prawami rządzi się przemysł rozrywkowy i z czym czasem wiąże się przetrwanie w tym światku – ale poniżenie samego siebie nie wchodziło w grę.
    — Zawsze jesteś takim dupkiem, czy to zarezerwowane tylko dla tych, którzy nie padają ci do stóp? — Sam postanowił być bezczelny, bo dlaczego miałby być gorszy? Uniósł brwi, a ramiona skrzyżował na piersi, zupełnie jakby swoimi słowami i mową ciała rzucał Ryanowi wyzwanie. Skoro został wyprowadzony z równowagi, nie miał zamiaru pozostawać mu dłużny – nawet jeśli jego zachowanie było w tej chwili na poziomie hormonalnego nastolatka.

    wanna fight?

    OdpowiedzUsuń
  7. Z jego krtani wydobył się cichy, gardłowy jęk niedowierzenia, bo czy sytuacja, w której właśnie przyszło mu się znaleźć, nie przypominała jakiegoś głupiego żartu? Junseo zaczął nawet rozważać, czy Ryan nie miał gdzieś ustawionej kamery. Mógłby przecież nagrać całe zajście na potrzeby komediowego skeczu, wrzucić na swój kanał i tym samym ośmieszyć Parka. Dla kogoś ze zdolnością trzeźwego myślenia ten pomysł brzmiałby absurdalnie, ale złość, jaka szarpała brunetem, odebrała mu możliwość logicznej analizy faktów – nawet niedorzeczne scenariusze wydawały się prawdopodobne.
    Było to do niego niepodobne. Zazwyczaj zachowywał w takich sytuacjach zimną krew – jeszcze przed debiutem został przecież przeszkolony, jak nawigować w przestrzeni publicznej, jak unikać konfliktów czy niewygodnych pytań. Więc dlaczego nie potrafił nad sobą zapanować właśnie teraz? Przywykł do tego, by tłumić gniew w sobie, zakopywać go jak najgłębiej to możliwe, bo każda negatywna emocja mogła zostać uznana za słabość. Nie miał w zwyczaju rozmawiać o swoich uczuciach – zresztą, nawet gdyby chciał, tak naprawdę nie miał z kim. Nie tutaj, w Nowym Jorku. Tu był tak naprawdę sam.
    Ryan nie był nikim nadzwyczajnym – nie znali się, nic ich nie łączyło. Powinien być mu obojętny, a emocje powierzchowne, tymczasem ta złość zdawała się sięgać głębiej, jakby chciała zakorzenić się w podświadomości bruneta i dawać o sobie znać, kiedy tylko najdzie ją na to ochota. To irytowało go tylko bardziej.
    — Bez powodu? Żartujesz sobie? — wyrzucił z siebie z niedowierzeniem. — Jedyne, co musiałeś zrobić, to przeprosić! — W przypływie emocji Junseo uniósł głos, tym samym zwracając na siebie uwagę kilku przechodzących obok osób. W geście frustracji przeczesał włosy palcami, zaciskając dłonie u samej nasady. Czuł, jakby zaczynał tracić kontrolę nad samym sobą.
    — Nad czym ja mam się zastanowić? — odpowiedział z wyrzutem. — Nie wiem, powinienem ci to przeliterować, żebyś zrozumiał? Nie ma sprawy! — Uniósł zaciśniętą w pięść dłoń, tak by Ryan ją zobaczył. — Panoszysz się dookoła, jakbyś został zesłany z niebios i nie obejmowały cię żadne zasady — wyprostował kciuk, zupełnie jakby zaczął wyliczać — Nie masz poszanowania dla czasu innych — palcem wskazującym zaakcentował kolejny argument — A gdy ktoś śmie ci to wypominać, to odbijasz piłeczkę! Doprawdy tak ciężko jest ci się przyznać, że nie jesteś nieomylny?
    Junseo oddychał szybko i nierównomiernie, jego dłonie drżały, a w głowie miał jeszcze większy mętlik. Oskarżenia nie były bezpodstawne, nie wzięły się znikąd. Podczas zajęć w studio to Ryan wydawał się znajdować w centrum uwagi, zbierać komplementy i pochwały. Nieważne, czy Park wyegzekwował dany ruch lepiej, czy zapamiętał choreografię szybciej – był niezauważalny, a jedyne, czego chciał, to być traktowanym na równi. Chciał, by w końcu ktoś spojrzał na niego przez pryzmat jego zdolności i konsekwencji w dążeniu do celu, jednak to wydawało się niemożliwe, kiedy konkurował z Ryanem. Bo tak właśnie go widział – jako swoją konkurencję.
    Myślał, że kiedy wyrzuci z siebie to, co widocznie leżało mu na sercu, poczuje ulgę i satysfakcję. Miał poczuć się lepiej, jednak nie był w stanie nawet unieść głowy, by spojrzeć blondynowi w oczy.

    ouch

    OdpowiedzUsuń
  8. Pierwszy kieliszek rozbił się przypadkiem. Drugi zdecydowanie nie. Jeszcze chwilę wcześniej wirował na ciemnym blacie, a teraz Yoonjae przyglądał się temu, jak cienkie szkło rozsypywało się po niewielkim fragmencie podłogi, między tandetną, skórzaną kanapą, a klubowym stolikiem. Pobłyskiwało urzekająco w rytm migających świateł niczym garść lodu rzucona pod cudze stopy. Lubił ładne rzeczy. A destrukcja nie miała sobie równych.
    — To był całkiem niezły eksperyment z grawitacją. — Bez cienia skruchy uniósł dłonie w geście niewinności, choć uśmiech, którego nie potrafił ukryć, zdradził go szybciej niż zrobiłyby to jakiekolwiek wyjaśnienia.
    Ktoś prychnął, ktoś inny przewrócił oczami, a z drugiego końca kanapy dobiegł go cichy śmiech, w którym pobrzmiewało więcej rozbawienia niż dezaprobaty. Yoonjae nawet nie próbował odczytywać tych reakcji. Nigdy nie miał w zwyczaju zastanawiać się, czy ktoś uzna go za dziecinnego, zbyt głośnego albo zwyczajnie irytującego, bo podobne rozważania wydawały mu się stratą czasu. Ludzie i tak wyrabiali sobie opinię, zanim zdążył otworzyć usta, a on od dawna przestał czuć potrzebę, by w to jakkolwiek ingerować.
    — Szczerze? — odezwał się siedzący obok Ethan.— Liczyłem na coś bardziej spektakularnego.
    Yoon prychnął cicho i pokręcił głową z rozbawieniem.
    — Nie będę demolował połowy lokalu tylko dla twojego widzimisię. — Na moment zawiesił wzrok na rozsypanych odłamkach, po czym podniósł się z kanapy, poprawił zsuwającą mu się z ramienia, zbyt dużą, koszulę i zgarnął z blatu portfel. — Idę za to zapłacić.
    Ruszył w stronę baru, omijając szkło z taką wprawą, jakby od początku zakładał, że prędzej czy później to wyląduje właśnie tam. Przeciskał się pomiędzy tańczącymi ludźmi, pozwalając, by przypadkowe ramiona raz po raz ocierały się o jego własne. Zatrzymał się dopiero przy barze, bezmyślnie rozglądając się dookoła i pierwszy raz od dłuższego czasu pozwalając sobie na to, by… poświęcić temu miejscu choć odrobinę więcej uwagi. Klub pulsował własnym rytmem. Bas wibrował pod skórą, odbijając się od żeber przy każdym kolejnym uderzeniu, a fioletowe i chłodno niebieskie światła przecinały wnętrze powolnymi smugami, raz po raz wyławiając z półmroku pojedyncze sylwetki, połyskujące szkło i tafle rozlanego alkoholu, który lepił się do ciemnej posadzki. Przez krótką chwilę wszystko wydawało się nierealne, jakby ktoś zanurzył pomieszczenie pod wodą i pozwolił kolorom falować razem z muzyką. Sam też w tym utonął… A potem, zupełnie niespodziewanie, jego spojrzenie zatrzymało się odrobinę dalej. Nieznajomy chłopak pochylał się nad kartą drinków z zaangażowaniem podobnym do tego, którym Yoonjae zazwyczaj obdarzał każde ze swoich nowych wyzwań. Jasne włosy opadały mu miękko na czoło, przesłaniając część twarzy, ilekroć Han próbował wyczytać z niej cokolwiek. Irytujące. Zmarszczył ledwie dostrzegalnie brwi.
    Skłamałby twierdząc, że nie potrafił powiedzieć, co właściwie przykuło jego uwagę. Że nie wiedział co sprawiło, że zamiast od razu przenieść wzrok dalej, zawiesił go na nieznajomym odrobinę dłużej, niż zwykle pozwalał sobie poświęcić komukolwiek. Bo choć było w tym coś zupełnie irracjonalnego, Yoonjae nie mógł wyzbyć się wrażenia, że twarz chłopaka wydała mu się nagle trochę mniej obca. Powinno go to zaniepokoić, powinien potraktować to poważniej. Z doświadczenia wiedział przecież, że podobne przeczucia rzadko brały się znikąd. Nie raz zdarzało mu się odnieść niejasne wrażenie, że jakaś sytuacja albo człowiek były dziwnie znajome, a później rzeczywistość z nieprzyjemną konsekwencją udowadniała, że intuicja po raz kolejny ogrywała pamięć.
    Powinien być, do cholery, ostrożniejszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yoonjae od dawna funkcjonował jednak według prostej zasady: najpierw działać, później, jeśli w ogóle zaszłaby taka potrzeba, zastanawiać się, czy był to dobry pomysł. Jego myśli rzadko wyprzedzały słowa, a słowa jeszcze rzadziej doganiały zdrowy rozsądek rozsądek. Zaskakująco często właśnie ta impulsywność otwierała przed nim drzwi, których ktoś rozważniejszy nigdy nie odważyłby się nawet uchylić. Pozwalała mu improwizować, wygrywać w sytuacjach, które z góry wydawały się przegrane, i z bezczelną łatwością wychodzić cało z kłopotów.
      — Ta karta to nuda — odezwał się więc w końcu, gdy w wyniku chłodnej kalkulacji ryzyko kolejny raz kusiło bardziej niż roztropność. Podszedł bliżej i stuknął palcem w kartę na wysokości jednej z ulubionych pozycji. — Jeśli chcesz czegoś ciekawego, dodaj tequilę do ósemki.
      Okej, mieszanie wspomnianej tequili z drinkiem na bazie ginu, gruszki, rozmarynu i pieprzu nie było zbyt rozsądnym wyborem, ale Yoonjae nie zdążył nawet ułożyć w głowie jednej z tych błyskotliwych zaczepnych uwag, którymi zwykle bez większego wysiłku otwierał rozmowy z nieznajomymi. Los najwyraźniej uznał, że tym razem będzie musiał poradzić sobie bez starannie dobranego wstępu i improwizować, zanim okazja zdąży przemknąć mu między palcami.
      — Może nie będzie to najlepszy drink twojego życia, ale na pewno zapamiętasz gościa, który namówił cię na to paskudztwo.


      yoonjae

      Usuń
  9. W normalnych okolicznościach nie miał zamiaru ranić dla zasady, nie takimi wartościami chciał kierować się w życiu. Nie chciał mieć wyrzutów sumienia czy przyczyniać się do czyjegoś cierpienia, by później żałować, że postąpił w ten, a nie inny sposób, ale pragnął choć przez chwilę odzyskać utraconą kontrolę. Pomimo że jego pozycja startowa z góry mogła wydawać się przegrana, to duma, jaką się kierował, nie pozwalała mu na wycofanie się, na zrobienie kroku w tył i refleksję nad tym, co wyprawiał. Brnął dalej, aż było za późno, bo przecież miał coś do udowodnienia, miał dość bycia traktowanym jak ktoś gorszego sortu, kiedy stawiano go obok Ryana.
    Początkowo naprawdę liczył na to, że Kim dopuści do swojej świadomości, że najzwyczajniej w świecie zachował się niekulturalnie, że wyciągnie z tego lekcję na przyszłość, że tym samym unikną takich konfrontacji w przyszłości – każdy będzie mógł zająć się własnym życiem i nie wchodzić sobie w drogę. Nic jednak nie wskazywało na to, że blondyn poczuwał się choć trochę do odpowiedzialności, niezależnie od tego, jakie argumenty padały w jego kierunku ze strony bruneta. Co więcej, nie miał żadnego szacunku dla Junseo.
    Oczekiwał pokory, a jedyne, z czym się spotkał, to bezczelność i poniżenie, które z każdym wypowiadanym przez blondyna słowem zakorzeniało się w jego podświadomości. Sytuacja ponownie została sprowadzona do punktu wyjścia, pozostawiając Junseo bezradnym.
    Może cię to boleć, ale mam tyle samo, jak nie więcej praw do przebywania w tym budynku dzwoniło nieprzyjemnie w jego głowie.
    Zaskakujące było, jak złość potrafiła przerodzić się w panikę, jak niewiele potrafiło sprawić, by Park poczuł się malutki, a całe jego bravado ulotniło się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
    Ryan mógł nie zdawać sobie sprawy, jak trafne były jego słowa. Nie lubił, gdy ktoś przypominał mu w tak dosadny sposób, gdzie tak naprawdę było jego miejsce – że nie przynależał, że nie obejmowały go przywileje, że jego starania były na nic. Zmagał się z tym na co dzień, a mimo to ta świadomość dalej potrafiła zaboleć jak siarczysty policzek, sprawić, by chłopak kolejny raz poczuł się niechciany. A wątpliwości co do własnej osoby, na które pozwalał sobie jedynie zamknięty w czterech ścianach swojego mieszkania, nagle zaczęły wypełzać na zewnątrz, tym samym pozbawiając go jakiejkolwiek szansy na obronę.
    Stał jak wryty, nie wiedząc, co tak naprawdę zrobić. Co jeszcze mógł powiedzieć, by wybrnąć z bagna, w jakim właśnie ugrzązł, skoro i tak zawsze miał w nim wylądować? Jak mógł wyjść z tego z twarzą, zamiast stwarzać pozory ucieczki? Po jaki mechanizm obronny mógł sięgnąć, by nie obnażyć przed blondynem wszystkich swoich słabości i nie wystawić się przed nim jak na srebrnej tacy?
    Nacisk na dolną wargę poluźnił dopiero wtedy, gdy poczuł w ustach metaliczny posmak krwi. Nabrał więc powietrza w płuca i pokiwał głową na boki, nim zebrał się na to, by spojrzeć na Ryana. Mimo że starał się wyglądać na zobojętniałego, pod złośliwym uśmiechem skrywał niepokój.
    — Słuchaj, nie krępuj się. — Z każdym krokiem Ryana w tył, Junseo robił jeden w przód. — Jak chcesz wbić mi do głowy, z jak ważną osobowością mam do czynienia, to proszę bardzo, śmiało. — Pochylił się tak, że jego twarz znajdowała się bezpośrednio naprzeciwko oczu Ryana, a palcem wskazującym puknął się w czoło, dokładnie tak, jak mu zasugerowano. Musiał grać, udawać, że nie wzruszył się ani trochę. Skoro ktoś zakpił sobie z niego, to miał zamiar to wykorzystać i obrócić na swoją korzyść.
    Do it — wyszeptał ciszej, rzucając tym samym chłopakowi wyzwanie.

    playing a game he is not willing to lose

    OdpowiedzUsuń
  10. Kilka centymetrów – zaledwie tyle mogło ich w tej chwili dzielić. Niewielki ruch w przód, a Junseo poczułby na twarzy ciepło wydychanego przez blondyna powietrza. Był na wyciągnięcie dłoni, czubki ich butów stykały się ze sobą, a brunet mógłby przysiąc, że dreszcz, jaki przeszedł przez ciało Ryana, był na tyle gwałtowny, że niemal namacalny. Prawą ręką podparł się o ścianę, co mimowolnie sprawiło, że znalazł się jeszcze bliżej – na tyle blisko, by wyczuć ciepło emanujące od drugiego ciała. Bliskość drugiego człowieka była w życiu Junseo okrojona do tej czysto zawodowej, głównie zaczynała się i kończyła w studiu, nigdy nie przekraczając progu jego prywatnego życia. Było mu wręcz obojętne, że niemal stykali się nosami – tego samego nie mógł powiedzieć o Ryanie.
    Brązowe tęczówki Junseo bacznie obserwowały każdą reakcję, śledziły najmniejszy ruch, jak drżące dłonie czy przyspieszony oddech i gwałtownie opadające klatkę piersiową. Jego spięte ramiona, czy sposób w jaki kosmyki jego włosów przykleiły się do skroni. Na sam koniec zawisły na ustach blondyna i spoczęły na nich na kilka sekund, aż zza rozchylonych warg wydobył się cichy śmiech.
    Brunet sam się wtedy zaśmiał, bo wpływ, jaki miał właśnie na Ryana, zaczął napawać go chorą satysfakcją. Odzyskał kontrolę nad sytuacją, obnażony strach nie był jego słabością, a on mógł zakończyć całą tę farsę, wychodząc z tego z twarzą, niezależnie od opinii Ryana.
    — Jak na kogoś, kto cię nie obchodzi, śmiem stwierdzić, że wydajesz się dość przejęty moją osobą — odpowiedział zaczepnie, z nutką arogancji wybrzmiewającą w jego słowach, ponownie krzyżując ich spojrzenia. Musiał zmanipulować narrację, by zaczerpnąć z tego jak najwięcej korzyści. Skoro Ryan nie miał problemu z insynuowaniem, że Park był psychiczny, to on sam nie miał zamiaru pozostawać mu dłużnym. — Ale tak, przyznam ci rację, również mam lepsze rzeczy do roboty niż marnowanie na ciebie kolejnego wdechu. — Posyłając Ryanowi szeroki uśmiech, odepchnął się od ściany, a każdy krok w tył stawiał, wpatrując się w niego.
    — Nie wchodź mi w drogę, najlepiej udawaj, że mnie nie znasz.
    Nie powiedział nic więcej, nie oczekiwał też odpowiedzi, nie chciał nawet dać drugiemu szansy na reakcję. Po wyrzuceniu z siebie tego ostatniego zdania Junseo poprawił swoją torbę treningową, która wciąż wisiała na jego ramieniu, i odwrócił się w kierunku wyjścia.
    W przeciągu kolejnego tygodnia zdążył niemal zapomnieć o wydarzeniach, które miały miejsce w wytwórni. Był zbyt zajęty, by rozkładać ich interakcje na czynniki pierwsze i doszukiwać się w tym głębszego dna. Wytłumaczenie, że nie tolerował Ryana, było dla niego wystarczające. Nie musiał go lubić, nie musiał go nawet dopuszczać do istnienia w swojej przestrzeni, więc by pozostać w zgodzie z samym sobą, naprawdę zablokował profile blondyna, tym samym minimalizując szansę na jakiekolwiek interakcje.
    Zrzucenie całej winy na Kima również przyszłoby mu z ogromną łatwością, gdyby ktoś tylko poruszył temat całego zajścia. Był przygotowany na hipotetyczne spotkanie z jego ojcem, na to, że telefon mógł zadzwonić w każdej chwili, informując go o zerwaniu jakiejkolwiek współpracy. Był gotowy na obronę własnego honoru, gdyby ktoś pisnął o wydarzeniu w przestrzeni internetowej, czy na pogardliwe spojrzenia podczas treningów. Jednak nic z tego nie miało miejsca, bo Ryan nie zjawił się na żadnych zajęciach, które dotychczas dzielili, komunikacja z wytwórnią pozostała na porządku dziennym, a jego imię nie trendowało na liście hashtagów.
    Więc gdy przekroczył próg studia, a jego gumowa podeszwa zapiszczała na parkiecie, nie spodziewał się, że pierwszą osobą, z jaką przyjdzie mu skrzyżować spojrzenia, będzie właśnie Ryan.

    shall we dance?

    OdpowiedzUsuń
  11. Zamarł na kilka sekund, stając w miejscu, bo na tyle przyzwyczaił się do braku Ryana w swoim otoczeniu, że jego obecność tutaj po prostu go zszokowała.
    Nie powinna. Junseo doskonale zdawał sobie sprawę z faktu, że prędzej czy później przyjdzie im ponownie się spotkać. Ich życia mogły się od siebie różnić fundamentalnie, mogli być zupełnie inni, posiadać odmienne wartości czy marzenia – prawdę mówiąc, Parka zupełnie to nie interesowało i gdyby mógł, najchętniej nie poszerzałby swojej wiedzy na temat blondyna – ale jedno ich łączyło. Był to taniec.
    Musiał nauczyć się współistnieć w tej samej przestrzeni przez kilka czy kilkanaście godzin tygodniowo. Junseo lubił taniec, znał swoje mocne strony i zdawał sobie sprawę z tego, nad czym dalej musiał popracować. Mimo że główną pasją zawsze była muzyka – to z nią chciał wiązać swoją przyszłość i nic nie mogło równać się godzinom spędzonym w studiu nagraniowym – taniec był nieodłączną częścią jego marzenia, a co za tym idzie, również jego życia.
    Pewne rzeczy przychodziły mu z łatwością, potrafił utrzymać kontrolę nad ciałem, wczuć się w muzykę i dać jej swobodnie przepłynąć przez swoje ciało, by oddać to w każdym ruchu, napinając i rozluźniając mięśnie do rytmu. Znał jednak też swoje słabe strony, które dalej wymagały doszlifowania. Los chciał, że to, co jemu przychodziło z trudnością, Ryan zdawał się mieć opanowane do perfekcji. Oczywiście.
    Swoją torbę treningową niedbale rzucił w róg pomieszczenia – jakby to na niej chciał właśnie wyładować swoją frustrację – oddalając się od Ryana na tyle, na ile było to możliwe. Nie wiedział, czy zaczynał popadać w paranoję, ale co jakiś czas czuł na plecach czyjś wzrok. Był poirytowany, jednak nie mógł dać się rozproszyć. Wiedział, jak złość wpływa na jego ciało i umysł, a taniec wymagał kontroli, więc na nauce choreografii starał się skupić, jak tylko mógł.
    Może powinien zwrócić większą uwagę na to, że od samego początku ich grupa została podzielona na dwie części, w końcu zaprezentowany układ, który mieli przyswoić, był duetem.
    Mieszanka tańca współczesnego z klasycznym baletem. Płynność i finezja ruchów wymagająca zaangażowania i wzajemnego zaufania.
    Takimi słowami opisał to ich choreograf. Może już wtedy powinien podejść do kogoś po drugiej stronie sali, zrobić krok w przód, by zostać zauważonym. Ani razu nie przyszło mu jednak przez myśl, że to właśnie Kim zostanie jego partnerem.
    Junseo przeklął cicho pod nosem, ale nie miał zamiaru robić sceny i tym samym nadszarpywać swojej reputacji. Tutaj miał być profesjonalistą, a dumę schować do kieszeni – przynajmniej wtedy, gdy ktoś patrzył. Ciężko jednak było ugryźć się w język, gdy Ryan od początku obrał sobie za cel, by zajść mu za skórę.
    — Och, wybacz. Zapomniałem, że ty jesteś nieomylny — odgryzł się, nawet na niego nie spoglądając.
    Upił kolejny łyk wody, korzystając z ostatnich chwil przerwy, nim ponownie mieli zacząć trening, i schylił się, by odłożyć butelkę obok swojej torby. Nie było sensu dłużej przeciągać nieuniknionego, wyprostował się więc, wyciągnął ramiona do góry, rozciągając mięśnie, i zrobił krok w kierunku Ryana. Był wdzięczny za różnicę wzrostu i to, że mógł spoglądać na blondyna z góry. Tak też zrobił, rzucając mu chłodne, wyzbyte z życzliwości czy sympatii spojrzenie.
    — Jedyną osobą, która usiłuje teraz wywołać scenę, jesteś ty — odparł stanowczo, bo to nie on zaczął głupią dyskusję, ale to on miał zamiar ją skończyć.
    Mieli tańczyć, a to w teorii nie wymagało wymiany słów, komunikacja mogła pozostać minimalna. Wyciągnął więc dłoń przed siebie, bo właśnie tego wymagała choreografia, i posłał Ryanowi wyczekujące spojrzenie.
    — Gotowy, czy potrzebujesz formalnego zaproszenia? — Chciał brzmieć obojętnie, jednak ciężko było zignorować kąśliwy ton głosu, który wkradł się w wypowiadane słowa.

    break a leg

    OdpowiedzUsuń
  12. Yoonjae nie potrafiłby powiedzieć, co właściwie sprawiło, że akurat ten chłopak przyciągnął jego uwagę. Może sposób, w jaki stał przy barze, może ten lekko zmęczony uśmiech, a może po prostu coś w jego twarzy, czego Han nie umiał jeszcze nazwać, choć najwyraźniej wystarczyło, żeby zatrzymał się właśnie tutaj, zamiast ruszyć dalej w tłum. Nie zamierzał jednak zastanawiać się nad tym dłużej; tego wieczoru nie przyszedł do klubu po odpowiedzi, tylko po odrobinę hałasu, alkoholu i tej przyjemnej pustki w głowie, która pojawiała się dopiero wtedy, gdy muzyka była wystarczająco głośna, a świat wystarczająco daleko.

    Pytanie, które usłyszał, wywołało u niego cichy śmiech, który niemal całkowicie zgubił się gdzieś między dźwiękami głośnej muzyki. Bo czy chciał być zapamiętany? Oczywiście, że tak. W zależności od powodów, wybierał ku temu różne środki, ale przeważnie zawsze kończyło się tak samo. Chwilami beztroski i pomniejszą katastrofą. Nie mógł się doczekać…

    Nie odpowiedział od razu - raz, że nie czuł takiej potrzeby; a dwa… coś podpowiadało mu, że powinien poświęcić temu nieco więcej czasu. Nie był pewny, w którym podążyć kierunku. Czy obrać sprawdzoną drogę utorowaną przez zaczepki ociekające zgubną pewnością siebie, czy może tym razem odpuścić sobie zadziorność, która zazwyczaj przychodziła mu równie naturalnie jak oddychanie. Zamiast tego oparł łokieć o blat baru i przez krótką chwilę przyglądał się chłopakowi z nieskrywaną ciekawością, jakby próbował zdecydować, czy właśnie usłyszał wyzwanie, czy jedynie niewinną zaczepkę.

    — Chciałbym — przyznał w końcu szczerze, niespecjalnie walcząc z tym, co naturalnie chciało spłynąć z jego ust. — I zaufaj mi, ty też tego chcesz.

    Kolejne słowa wywalczyły dla siebie miejsce w przestrzeni całkowicie bez udziału woli Yoonjae, ale… nie potrafił się tym przejąć. Nie teraz, kiedy jego umysł korzystał już z lekkiego rozluźnienia napędzanego alkoholem i głośną muzyką. W międzyczasie dotarło do niego jednak, że chyba właśnie w ten sposób sam dał nieznajomemu chłopakowi możliwość odwdzięczenia się zaczepką. Co, prawdę mówiąc, wcale mu nie przeszkadzało. Interesował go, choć nie kryło się za tym nic szczególnie wyszukanego, żadna tajemnicza zagadka, którą za wszelką cenę chciałby rozwiązać. Chłopak zwracał na siebie uwagę w sposób najprostszy, a przez to chyba najbardziej urzekający - po prostu miał w sobie coś, co od razu kupiło Hana, zanim ten zdążył się nad tym porządnie zastanowić.

    — Pozwól mi postawić sobie tego drinka — rzucił z miną która nie pozostawiała wątpliwości, że podjął już decyzję, której druga strona właściwie nie ma prawa kwestionować. — Skoro i tak zamierzam przez niego cierpieć… i wciągnąć cię w to bagno, dobrze byłoby przynajmniej mieć świadomość, że wydałem na to własne pieniądze. — Uśmiechnął się przy tym bezczelnie, jakby właśnie znalazł całkiem rozsądny argument, po czym jeszcze raz zerknął na kartę. — A jeśli okaże się naprawdę obrzydliwy, będziesz mi winien rewanż. Najlepiej przy czymś, co nie próbuje nas zabić przy pierwszym łyku.

    yoonjae

    OdpowiedzUsuń
  13. Świeżość. To było chyba dokładnie to. Niepewność i właśnie intensywna świeżość tej sytuacji uderzyła w Hana zbyt mocno, by ot tak mógł zignorować wszystko, co ze sobą przyniosła. Nie żeby specjalnie próbował.

    Nie dalej niż kilka tygodni temu usłyszał, że jego wrodzona pewność siebie zaprowadzi go kiedyś na grunt tak grząski, że wycofanie się z niego będzie już zupełnie niemożliwe. Można było przypuszczać, że wiedziony zdrowym rozsądkiem, posłucha tej złej wróżby, ale Han nie byłby sobą, gdyby nie postąpił… zupełnie odwrotnie. Gdy więc wszystkie znaki na niebie i ziemi zdawały się krzyczeć, by zatrzymał się, póki miał na to jeszcze szansę, on z uśmiechem na ustach stawiał kolejne kroki na tym zdradliwym zapadlisku. Topił się w nim coraz głębiej i głębiej, pozwalając na to, by wilgotna mieszanka ryzyka i idiotycznych decyzji wciągnęła go bez reszty, najpierw po kolana… potem po pas, aż w końcu i po samą szyję.
    I czy mógłby tego żałować?

    — Mam co najmniej cztery inne pomysły na to, jak mogę cię jeszcze zaskoczyć.

    Oczywiście, że nie.. Poddawanie pod wątpliwość własnych wyborów nie leżało w naturze Yoonjae i choćby przyszło mu ponosić za nie cenę w postaci najbardziej irytujących niewygód znanych człowiekowi, przyjąłby to z godnością. A przynajmniej właśnie to próbował sobie wmówić. Przyglądał się więc bezkarnie twarzy nieznajomego chłopaka, przeskakując to z jego oczu na usta i z powrotem, bez najmniejszych przejawów skrępowania, bo gdy tylko pojął, że ten postanowił tak szybko skorzystać z zaproszenia do tej niebezpiecznej rozgrywki, zwolnił swój ostatni hamulec bezpieczeństwa. Wcześniej starał się działać ostrożnie. Dbał o to, by po dostrzeżeniu ewentualnego wahania, wycofać się zgrabnie i skorzystać dokładnie z tej drogi, która byłaby bardziej odpowiednia, ale teraz? Yoonjae nie zwykł ignorować drzwi, które ktoś dobrowolnie przed nim otwierał. Dziś zależało mu na tym, by oddać się zabawie, nie bacząc na konsekwencje i sprawdzić, jak daleko mogło go… ich to zaprowadzić. A wszystko wydawało się to znacznie ciekawsze, jeśli miał robić to w towarzystwie kogoś tak atrakcyjnego.

    — I poważnie? — zapytał, siląc się na teatralne zaskoczenie, które starał się wpleść we własne słowa. Ułożył dłoń na wysokości serca i pokręcił głową z niedowierzaniem. — Nuda? Spokojnie, to ostatnie, co ci przy mnie grozi, obiecuję.

    Złapał się na tej jednej, irytująco bezwstydnej myśli, że najchętniej po prostu by go stamtąd zabrał. Tak byłoby przecież łatwiej: mógłby ruszyć do przodu i szepcząc przy uchu obietnice podszyte delikatnym podstępem, nakłonić go do pospiesznego wyjścia. Skierować ich kroki gdzie indziej, może nawet do własnego mieszkania, w którym po całym tym pieprzonym dniu - po dłużących się nieznośnie godzinach spędzonych na wypełnianiu przypisanych im obowiązków - mogliby oddać się tylko temu, czego chcieli… a nie temu, co po prostu zrobić wypadało.

    — A jeśli lubisz takie eksperymenty, będzie mi tylko łatwiej.

    Wyciągnął mu z rąk kartę drinków i przesunął ją po blacie znacznie poza zasięg ich wzroku i dłoni. Wierzył, że jeśli jego wyobraźnia nie postanowi nagle odmówić mu współpracy, nie będą jej na razie potrzebować. Han odwrócił się po tym od blondyna z wyraźną niechęcią, jakby to chwilowe przerwanie kontaktu było zupełnie niepotrzebną stratą czasu (którego nie zamierzał dziś przecież marnować).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Było to jednak konieczne, by wskazać barmanowi dwa drinki, o których przed momentem rozmawiali, wsunąć w jego palce swoją kartę kredytową i opłacić przy okazji te cholerne kieliszki, które kilkanaście minut temu stłukł bez wyraźnego powodu i rozmysłu. Złożył zamówienie tak szybko, jak było to możliwe, po czym niemal natychmiast odwrócił się z powrotem w stronę nowo poznawanego chłopaka. Nie chciał, by ten postanowił nagle zrezygnować z zainteresowania, którym wzajemnie się obdarzyli.

      — Powiesz mi, jak masz na imię? — zapytał niewinnie, przechylając lekko głowę w lewą stronę i uśmiechając się tak, jakby za jego słowami wcale a wcale nie kryło się drugie dno. — Albo… jeśli wolisz, możemy ustalić to, kim chcemy dzisiaj być. Podobno dużo rzeczy przychodzi wtedy łatwiej, a błędy nie bolą aż tak bardzo.

      hannie

      Usuń
  14. [Cześć! Dziękuję za powitanie na blogu. Nie spodziewałam się takich tłumów pod kartą, prawdę mówiąc 😅
    Chętnie się dam namówić na wątek, tylko pytanie czy chcesz zacząć relację naszych panów od zera, czy wolisz zrobić z nich kumpli od live'ów, a może jeszcze coś innego chodzi Ci po głowie? Jestem otwarta na propozycje, lubię spełniać wątkowe marzenia, więc jakoś się dogadamy 😏

    PS. Tak przy okazji napomknę, że zdjęcie w KP Ryana nie działa (sprawdzałam na Operze i na Chromie; chyba wygasł link do hostingu).]

    Oh Taeil

    OdpowiedzUsuń
  15. Na ustach Hana pojawił się mimowolny uśmiech, kiedy zorientował się, ku własnej uldze, że nieznajomy wszedł w tę rozmowę z dokładnie taką samą łatwością, z jaką chwilę wcześniej on sam nadał jej bieg. Co prawda nie miał wobec tego wieczoru żadnych konkretnych planów, niczego sobie nie obiecywał i tym bardziej nie zamierzał z góry zakładać, dokąd zaprowadzi go przypadkowe spotkanie przy barze, ale… trudno było mu ukryć swoje zadowolenie. Liczył na dobre towarzystwo i kilka godzin, podczas których mógłby wreszcie zrzucić z barków ciężar obowiązków, zajęć i wszystkiego, co ostatnio nieprzyjemnie tłoczyło mu się w głowie. Prawdę mówiąc, nawet obecność znajomych, z którymi tu przyszedł, zaczynała mu wcześniej ciążyć, więc tym przyjemniejsze było odkrycie, że obok znalazł się ktoś, przy kim nie musiał niczego udawać ani na siłę podtrzymywać nieudanej rozmowy. Przynajmniej na razie.

    — Ryan — powtórzył po chłopaku, upijając łyk z pochwyconego naprędce drinka, z rozmysłem nie wypowiadając na razie własnego imienia. — Łatwe do zapamiętania.

    Han nigdy nie miał szczególnego talentu do planowania. Nie tylko tego, co wrzucał do szklanek lub na talerze… Potrafił za to z jakiegoś powodu uwierzyć, że jeśli połączy ze sobą wystarczająco dużo rzeczy, które osobno wydawały mu się interesujące, wynik nie może być aż tak zły. Zresztą podobnie podchodził do większości spraw w życiu. Próbował, sprawdzał, mieszał ze sobą pomysły, które na pierwszy rzut oka nie miały prawa do siebie pasować, a kiedy coś wychodziło paskudnie, wzruszał ramionami i uznawał, że przynajmniej wiedział już, czego nie robić następnym razem. Umiejętność uznawania własnych błędów nigdy nie należała do jego mocnych stron.

    Być może to właśnie dlatego pierwszy łyk zaproponowanego drinka wcale go nie rozczarował. Skrzywił się tylko nieznacznie, czując na języku ten przedziwny i trudny do opisania zlepek smaków, który zdecydowanie nie zasługiwał na miano udanego eksperymentu. Właściwie spodziewał się czegoś podobnego. Zbyt często przekonywał się już, że ciekawość nie zawsze prowadziła go w przyjemne miejsca, by udawać zaskoczonego. A jednak tym razem nawet świadomość, że właśnie stworzył coś, co prawdopodobnie powinno zostać wylane do zlewu, nie była w stanie zatrzymać jego uwagi na dłużej. Szklanka była przecież jedynie marnym pretekstem. Tanią (chcąc nie chcąc musiał to przyznać) zaczepką, która miała zagwarantować mu lekkie uchylenie drzwi, przez które zamierzał się wślizgnąć. Cała reszta: sposób, w jaki blondyn reagował na jego słowa i to, jak łatwo pozwalał wciągnąć się w rozmowę okazała się znacznie ciekawsza.

    — Nie zdradzam wszystkich swoich pomysłów — zapewnił, udając oburzenie, z wyraźnie marnym skutkiem, ponieważ utrzymanie powagi nie było czymś, co przychodziło mu teraz wyjątkowo sprawnie. — Przynajmniej nie od razu. Ale noc jest jeszcze młoda i coś podpowiada mi, że sporo jeszcze przed nami. Błędy, sukcesy… możemy umówić się na wszystko. Na przykład na to, że kolejnego drinka tworzysz ty. Mi tym razem nie wyszło, a fajnie byłoby mieć z tego wieczoru raczej miłe wspomnienia.

    Uznał to za wystarczającą odpowiedź. Odruchowo odwrócił głowę w stronę parkietu i przez chwilę pozwolił, by spojrzenie prześlizgnęło mu się swobodnie po kolorowym tłumie. Ludzie poruszali się tam w rytm muzyki, znikali sobie nawzajem z oczu i pojawiali się w przypadkowych miejscach, jakby ktoś co kilka sekund przestawiał ich tak, jak robi się to z pionkami na planszy. Obce twarze migały w przytłumionych światłach, dłonie unosiły się nad głowami, ktoś śmiał się zbyt głośno, ktoś inny tańczył z zamkniętymi oczami, zupełnie odcięty od reszty świata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dopiero wtedy przyszło mu do głowy, że Ryan mógł przecież nie przyjść tutaj sam. Że gdzieś między tymi wszystkimi ludźmi z dużym prawdopodobieństwem czekał ktoś, ktoś za kilka minut przypomni sobie o jego nieobecności i podejdzie do baru, szukając go wzrokiem. Ktoś, kto bez najmniejszego wahania zajmie miejsce obok niego i sprawi, że ta przypadkowa rozmowa okaże się tylko krótką przerwą w jego własnym wieczorze. Han nie wiedział, dlaczego ta myśl wydała mu się nagle tak istotna. Wiedział tylko, że przez kilka sekund naprawdę próbował wypatrzyć w tłumie odpowiedź, której wcale nie powinien przecież jeszcze szukać.

      — Jesteś tu z kimś? — zapytał nagle, tonem pozbawionym wcześniejszej zaczepności — Mam ochotę potańczyć, wypić więcej i lepiej cię poznać, ale nie chciałbym, żeby ktoś miał mi za złe, że trochę cię podkradam.

      hannie

      Usuń
  16. Junseo przymknął nieco oczy, skupiając się na wypowiedzi Ryana. Ich dzisiejsza wymiana zdań nie trwała nawet kilku minut, a jego pokłady cierpliwości, już zdawały się być na wyczerpaniu.
    Zdawałoby się, że Kim od samego początku założył najgorsze, jakby to Junseo był tym impulsywnym, dążącym do konfliktu, niepotrafiącym zapanować nad własnymi emocjami osobnikiem. Prychnął pod nosem, coraz mocniej przygryzając wsuniętą pomiędzy zęby, dolną wargę. Czuł napływający ciężar frustracji, jednak nie chciał dać ponownie wyprowadzić się z równowagi, bo intuicja podpoiwadała mu, że to udowodniłoby Ryanowi, że miał rację, a ostatnie czego chciał, to dać mu tę satysfakcję.
    — Jedyne, na co musisz się tym razem przygotować, to skupienie się na choreografii i pozwolenie mi na to samo. — Tym razem brzmiał spokojnie. Starał się wyzbyć wszelkich uszczypliwości i tym samym dać Ryanowi do zrozumienia, że naprawdę nie miał ochoty na wchodzenie z nim w zbędne dyskusje, a zamiast wymiany słów, ich komunikacja powinna ograniczyć się do zsynchronizowanych ruchów ich ciał.
    Choreografia nie należała do najbardziej wymagających pod względem warsztatu, kroki wydawały się proste do zapamiętania, i nie wymagały ogromnych pokładów energii, jak wcześniej przerabiane, intensywniejsze układy. W myślach odliczał tempo, jeden, dwa, trzy, cztery jak mantrę, tak, by pomóc muzyce swobodnie przepłynąć przez ciało. Na każdą jedynkę przypadał silniejszy akcent, zdecydowany krok, dodający dynamiki, korespondujący z muzyką. Gromadzące się na skroni bruneta krople potu, nie były efektem wysiłku fizycznego, ale napięcia, jakie panowało w tej chwili na parkiecie. Kompozycja taneczna skupiała się wokół płynności ruchów, naturalnego przechodzenia z jednej pozy w drugą, ale ciężko było uzyskać tą lekkość, kiedy za każdym razem, gdy Ryan znalazł się bliżej, mięśnie Junseo napinały się, zamiast rozluźnić, a on tracił kontrolę nad własnym oddechem. Mimo poprawnych technicznie ruchów, z każdym kolejnym krokiem odczuwał, jakby wykonywał tę choreografię osobno, a nie w duecie. Obserwował jedynie swoje odbicie w lustrze, zupełnie ignorując to, że powinien wejść w harmonię ze swoim partnerem, pozwolić ciału zareagować intuicyjnie, zamiast mechanicznie odtwarzać wyuczone kroki. Jako prowadzący, miał zadbać i komfort i bezpieczeństwo, nadać kierunek poprzez subtelne ruchy, a nie intensywne szarpnięcia, jednak to wymagało zaufania ze strony Ryana, oddania mu kontroli, której posiadania nie czuł.
    Mimika twarzy, idealnie odwzorowywała samopoczucie Junseo - mocno ściągnięte w frustracji brwi, usta zaciśnięte w cienkiej lini, byle tylko stłumić szarpiące nim emocje, i słowa dezaprobaty cisnące się na język.
    Ich dłonie zetknęły się ponownie, jednak w odróżnieniu do początku układu, tym razem złapał go za rękę i przyciągnął bliżej. Powinien unieść ich dłonie nieco wyżej, pozwolić Ryanowi obrócić się wokół własnej osi i ponownie przyciągnąć do siebie, jednak ułamek sekundy wystarczył, by wytrącić go z rytmu.
    Wyczuł jak napięte było ciało blondyna, kiedy przesunął dłonią od nadgarstka, aż po jego łokieć, jakby właśnie szukał usprawiedliwienia, w tym, że sam popełnił błąd, ale nie poczuwał się do całkowitej odpowiedzialności, kiedy Ryan nie zamierzał z nim współpracować, pozwalając, by całe jego ciało zesztywniało, kiedy brunet znalazł się bliżej. Mimo, że znajoma melodia dalej odbijała się od ścian, oni przez chwilę tkwili w miejscu, aż Junseo nie zrobił gwałtownego kroku w tył, zwiększając dzielący ich dystans.
    — Nie mam ochoty na kontuzję, a właśnie tak się to skończy, jeśli nie masz zamiaru ze mną współpracować. — wyrzucił z siebie, odchylając głowę w tył, bo wiedział, że gdy tylko spojrzy na Ryana, nie będzie w stanie zapanować nad emocjami i powie więcej, niż powinien, a nie mógł doprowadzić do kolejnej kłótni, kiedy wokół znajdowało się tyle osób.

    Junseo

    OdpowiedzUsuń
  17. Czuł, że krew buzowała mu w żyłach, a gniew powoli zaczyna przejmować kontrolę nad jego ciałem i umysłem, i z każdą sekundą było coraz gorzej. Chciał na sobą zapanować, nad tym irytującym drżeniem rąk, mimo, że dłonie zacisnął w pięści, czy nad złością, która zaczęła przyćmiewać zdrowy rozsądek. Dalej uparcie wpatrywał się w sufit, odliczając w głowie do dziesięciu, byle tylko skupić się na własnym oddechu, na nieregularnym biciu serca, a nie wpraszającym się do jego głowy głosie Ryana.
    Był jak nieproszony gość, który stawia się pod twoimi drzwiami bez zapowiedzi, i maltretuje dzwonek, aż któryś z domowników nie zaprosi go do środka. Junseo nie miał zamiaru uchylać drzwi, ani oferować wejścia, i okazało się, że nie musiał. Ryan zrobił to sam, słowa musiały być na tyle głośne, że wyważyły drzwi do podświadomości Junseo, a intruz zawitał wewnątrz.
    Jego obecność irytowałą go, bo nie był jedynie głośny, ale zachowywał się ostentacyjnie, zwracając na siebie uwagę każdego, upokarzając bruneta jeszcze bardziej.
    Wiedział, że nie był najlepszy w grupie, doskonale zdawał sobie sprawę ze swoich słabości, i w swojej krytyce był dosadny, doszukując się niepoprawności we własnych ruchach, czy ich egzekucji, zawsze istniało pole do poprawy, i ostatnią osobą, od której chciał to usłyszeć, był to Ryan.
    Miał po dziurki w nosie jego lekceważącej postawy, tego, że uważał się za lepszego, mimo, że sam popełnił dokładnie te błędy, które teraz miał czelność mu wypominać. I może Junseo byłby w stanie zignorować podwyższony ton głosu, kpiące z niego parsknięcia, czy to, że zwrócił na nich uwagę całej grupy. Może byłby w stanie machnąć ręką, na oczywiste pomyłki, bo przecież te istniały, i każdy, przyglądający się ich nieudanej próbie, byłby w stanie je zauważyć. To, czego nie miał zamiaru zaakceptować, to bezpodstawne oskarżenie, że swoimi czynami, dopuściłby do kontuzji swojego partnera.
    Mógł nie być wybitny na parkiecie, mógł czasem mylić kroki, ale znał swoje mocne strony i fizyczne atuty. Jego szersze, wyraźnie zarysowane ramiona, przechodziły w wąską talię, a sylwetka nie przypominała tej bardzo smukłej, przypisanej idolom budowy ciała, a miała wyraźnie zarysowane mięśnie, które towarzyszyły mu, odkąd zakończył służbę wojskową. Ryan albo udawał, albo był ślepy, bo Junseo wcale nie ukrywał swoich atutów pod warstwą ubrań, a jego ramiona, były widoczne na każdym treningu, zupełnie tak jak teraz, kiedy w frustracji zaczął napinać mięśnie.
    Nie miał zamiaru dłużej słuchać jego wyrzutów, miał po dziurki w nosie jego wyniosłości, i ciągłego przypominania swojej pozycji, jako tego lepszego, więc bez marnowania na niego kolejnej myśli, stanął wprost przed nim, kucnął nieco - na tyle, by owinąć swoje ramiona wokół jego ud - i uniósł go do góry.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dalej zachowywał kamienny wyraz twarzy, jakby chciał udowodnić zarówno Ryanowi, jak i samemu sobie, że nie miał najmniejszego problemu z wykonaniem zadania, i że ta bliskość nie sprawiała na nim żadnego znaczenia, że wcale nie zauważył z jaką łatwością utrzymywał go w górze, że nie przyglądał mu się z zaciekawieniem, byle tylko wyczytać jego reakcję. Był tak blisko, że mógł usłyszeć przyspieszone bicie jego serca, i poczuć oddech na skroni, czy ciepło, które promieniowało od jego ciała. Z tej perspektywy, mógł dostrzec delikatne, dodające mu uroku, rozsypane na policzkach piegi, złapał się na tym, że zauważał detale, i skupiał się na linii nosa, czy jego lekko zadartym koniuszku - drobna cecha, o której nie musiał wiedzieć, bo nie była mu do niczego potrzebna. Gdy spojrzeniem zjechał niżej, i zatrzymał się na lekko rozchylonych wargach, dotarł do niego sens, tego co właśnie robił. Był zbyt blisko, zbyt długo, bo wystarczyłoby kilka sekund, by udowodnić Ryanowi, że nie miał racji.
      Postawił go na parkiecie, a dla zachowania twarzy, sam parsknął pod nosem. Teraz, gdy ponownie mógł spoglądać na Ryana z góry, czuł się nieco pewniej, więc spojrzał na niego oczekująco.
      — Popatrz, nie zleciałeś. — Swoją sarkastyczną wypowiedź, zwieńczył sardonicznym uśmiechem i odwrócił się na pięcie, by ustawić w pozycji startowej.
      — I zluzuj trochę ze swoim tonem głosu, bo nie będziesz mi rozkazywać.
      Tutaj mieli być sobie równi, nawet jeśli Junseo chciał się odgryźć, postanowił zachować to na koniec zajęć, kiedy ktoś co chwilę nie rzucał im ukradkowych spojrzeń

      Usuń