Podobno ma plik na dysku o nazwie 24 & Done, a o co dokładnie chodzi... Chyba każdy wie.
@how.j99
Wstał zza grobu odmieniony... ale czy na pewno? Przeszłość lubi doganiać szybko. Szczególnie jego.
@ari.min
Naczelna imprezowiczka powróciła na Upper East Side... odmieniona? Czy to jakaś nowa moda? A, ile Ci zajmie powrót do starych nawyków? I chłopców?
@tay_blanchard
Alert: konfrontacja roku! Co ma zrobić dziewczyna, której dawna miłość wróciła zza grobu? A druga jest na wyciągnięcie ręki? It's okay to love them both, O. I do.
xoxo
Latest Tea
Kiss on a lips party
Impreza, nasi mieszkańcy i szampan. Kto tym razem przekroczy granicę? On now!
Czy naprawdę myśleliście, że zniknęłam bez słowa? Och, błagam. Gdy kilka znajomych twarzy nagle wyparowało z nowojorskiej sceny towarzyskiej, ktoś musiał sprawdzić, dokąd prowadzi ich ślad. A wiecie przecież, że moja ciekawość bywa większa niż kolekcja torebek pewnej dziedziczki z Upper East Side... Pamiętacie ją? Nawet jeśli, dzisiaj ledwo przypomina siebie.
Take off my disguise I'm living someone else's life
Cameron Dolan
Cameron Xavier Dolan || urodzony 10
października 1998 roku w Starkville w stanie Missisipi || W Nowym Jorku od
kwietnia 2026 || Wynajmowany penthouse w Tribecca || Były quarterback
Indianapolis Colts, obecnie podstawowy rozgrywający i twarz ofensywy New York
Giants (#4) || Syn prostych ludzi, Terrence’a ‘Terry’ pracownika służb
komunalnych i Mirandy ‘Mindy’ byłej pracownicy poczty, zakończyła karierę w
2022 po wylewie, po którym pojawiły się problemy z poruszaniem i mową || Dwójka
rodzeństwa, starsza siostra Simone, która jako jedyna potrafi, czasem, postawić
go do pionu i młodszy brat Devin, który nie podziela zamiłowania do sportu, ale
lubi wybijać się na karierze Camerona || Instagram
Zanim nazwisko Dolan zaczęło być
rozpoznawalne i rozchwytywane, było ono tylko nazwiskiem prostego chłopaka ze
Starkville, który trenował dłużej niż wszyscy inni, bo wiedział, że sam talent
nie będzie wystarczający. Dorastał w miejscu, w którym wielkie marzenia pozostawały
tylko w strefie fantazji. Największą chwałę przynosiło zwycięstwo z konkurencyjną
szkołą, a najlepszą nagrodą był słodki pocałunek od dziewczyny, która nie widziała
poza nim świata. Z początku futbol miał być tylko hobby. Zajęciem na weekendy,
aby nie siedział w domu i nie grał całe dnie w gry komputerowe. Ledwo nauczył
się tabliczki mnożenia, a nie było dnia, którego nie spędzałby na boisku.
To właśnie na boisku spędzał najwięcej
czasu. Przekonując się, że musi być najlepszy. Nie było go stać na opłacenie
prywatnych trenerów ani na obozy futbolowe, które mogły być okazją do bycia
zauważonym. Jeśli chciał się czegoś nauczyć musiał sam znaleźć na to sposób. W czasie,
kiedy jego kumple wakacje spędzali na dobrej zabawie, Cameron zbierał
zamówienia w lokalnej restauracji mocno zagryzając zęby, gdy za plecami słyszał
komentarze o byciu służącym. Frustrację, która w nim rosła, wyładowywał na boisku.
Tam nauczył się agresywnej gry, czytania boiska i wyjątkowej odporności
psychicznej. Do dziś się to nie zmieniło. Dobrze radzi sobie pod presją, ambicja
potrafi go czasem doprowadzić do podejmowania niepotrzebnego ryzyka i zamiast
być bohaterem gry, słyszy jak wytyka mu się błędy. Potrafi spędzić godziny
na oglądaniu powtórek z meczów, analizowania własnych decyzji i szukania błędów
w sobie, aby kolejny raz ich nie popełnić.
O swoim życiu prywatnym mówi niewiele.
Po rozstaniu z partnerką, z którą związany był od czasów licealnych, nie
związał się z żadną inną kobietą na dłużej niż parę tygodni. Niechętnie udziela
wywiadów, które niepowiązane są z futbolem.
Dziś Cameron Dolan jest rosnącą
twarzą amerykańskiego futbolu. Mężczyzną, który jeszcze może osiągnąć wszystko.
Zostawił dawno za sobą życie małomiasteczkowego chłopaka. Zachłysnął się szybkim
życiem, możliwościami, o których dawniej nawet nie próbował śnić, kobietami,
które bez kariery nie spojrzałyby nawet w jego kierunku. Ogromne pieniądze,
rozpoznawalność i większe możliwości nie pojawiły się z dnia na dzień, ale nie
przepuścił żadnej okazji, która mogła wnieść go wyżej.
Alert! Alert! Nowe ciacho na blogu! :D Pierwsza! <3 Muszę przyznać, że wciąż nie mam na jego temat wyrobionego zdania. Z jednej strony ujmuje mnie, że do wszystkiego doszedł sam, okupując sukces ciężką pracą, ale z drugiej strony nie mogę przeboleć, że zgubił gdzieś po drodze tego prostego chłopaka ze Starville... Trzymam za niego kciuki i mam nadzieję, że woda sodowa w jego głowie nieco się uspokoi, bo hej... Sława nie trwa wiecznie, i kto wtedy przy nim zostanie? 😟 Powodzenia z drugą postacią kochana, baw się z nim dobrze i (nie)grzecznie! 🤭
Ja to myślę, że nawet bez kariery wiele kobiet chętnie zawiesiłoby na Cameronie oko… i dłonie, ręce, a może i nogi 👀 Bardzo plotkarowy ten pan Dolan, słodki chłopak o złotym sercu, który przypadkowo zboczył z drogi… ciekawi mnie, jakie dramy powstaną z jego udziałem. Miłego zabawy z kolejną postacią 🖤
[To skoro zamysł taki miał być, muszę przyznać, że wyszło znakomicie 💖 Kurczaki, wiesz co, będę totalnie szczera — psiapsi wątki męsko-męskie mnie ogromnie nudzą i nie potrafię ich pisać tak, żeby być zadowolona. Kobietami jeszcze mi to jakoś idzie, ale facetami jak krew z nosa. Ale, ale, ale... Tak sobie myślę od paru dni, aby wrócić tu z moją Yuri (nie wiem, czy pamiętasz ją, to była ta ziomalka, która udawała bogaczkę) i mam w planie dzisiaj przygotować dla niej kartę, i ją bym chętnie wplątała w wąteczek z Gabsem, jeśli tylko miałabyś ochotę. Nawet myślę, że plan spalenia jachtu dałoby się z nią pociągnąć, bo oni bardzo blisko się z Seojunem przyjaźnią, więc mogła by być wkurwiona on his behalf xD]
Poranek zdecydowanie nie należał do najłatwiejszych. Willow, gdy tylko otworzyła oczy, poczuła wewnątrz dziwne uczucie niepokoju, który chwilę później rozlał się wysoką falą po całym ciele. Na próżno szukała ukojenia pod strumieniem gorącej wody oraz w filiżance jaśminowej herbaty. W kółko chodziła po salonie, starając się przywrócić psychiczny komfort, co jakiś czas nerwowo spoglądając na zegarek. Nie czuła się tak nawet w momencie, gdy pierwszy raz zawitała do Nowego Jorku, nie mając namiastki pewności, że podjęta decyzja o przeprowadzce okaże się słuszna i przyniesie jej sukces. Podejmowała w życiu wiele ryzykownych decyzji, chociażby w zakresie otrzymanej dwa tygodnie temu pracy, która niosła za sobą duże obciążenie psychiczne i nie rozchodziło się tu wcale o zakres wszelkich obowiązków. Obecny niepokój był inny, znacznie bardziej uciążliwy, niemal świdrujący jej ciało na wylot. Zmęczona dniem, który nawet jeszcze nie zdążył się rozpocząć, nie miała żadnego wyjścia, poza zwykłym pójściem do pracy i nadzieją, że wraz z natłokiem obowiązków zdoła zapomnieć o ciężkiej aurze. Dotarła do pracy, jak zawsze z kubkiem kawy w dłoni, rozwianymi wiatrem włosami i wyraźnie zarumienionymi przez pośpiech policzkami. Chwilę później gabinet wypełnił dźwięk klawiszy i przedkładanych dokumentów, analizowała każdy dokładnie bez możliwości pominięcia najmniejszego szczegółu. Miała niewiele czasu przed porannym spotkaniem ze sztabem, który i tak miała wrażenie, że patrzy na nią poprzez pryzmat jej wujka, który polecił ją jako następcę zdobytego owocnie już stanowiska, ale nie miała zamiaru opierać się na łatce znajomości. Wiedziała czego chce, na co ją stać, a co najważniejsze, była pewna swoich umiejętności i zdobytej wiedzy. Kolejne dokumenty, teczki piętrzyły się na biurku do czasu, aż tuż przed jej nos trafiła teczka z konkretnym nazwiskiem. Znała doskonale ryzyko pracy i to ryzyko właśnie zaciskało na niej swoje obślizgłe łapska. Serce zabiło odrobinę szybciej, ale równie szybko zmusiła się do powrotu do rzeczywistości. Zamknęła oczy na sekundę, cicho wypuściła powietrze i wyprostowała plecy. To nie była już przeszłość, do której mogła wracać. To była dokumentacja jednego z zawodników, a ona miała wykonać swoją pracę. Otworzyła teczkę ponownie i skupiła wzrok wyłącznie na liczbach, wynikach i notatkach. Emocje mogły poczekać, zwłaszcza, że najgorszy moment był dopiero przed nią. Konfrontacja. Stukała nerwowo palcami w biurko jednocześnie wodząc wzrokiem po raz setny pośród głównej oceny stanu funkcjonalnego, starając się odnaleźć coś, co mogłoby zaważyć jeszcze na wynikach, ale im dłużej to robiła tym większą traciła na to nadzieję. Czas dosłownie uciekał jej przez palce. Drgnęła niespokojnie, gdy usłyszała ciche pukanie do drzwi. Odchrząknęła pod nosem, na nowo wyprostowała plecy i wzięła głęboki wdech, powtarzając sobie w myślach, że jest w pracy, musi być profesjonalna, a przeszłość na zawsze pozostanie przeszłością. W końcu wydusiła z siebie niemrawe słowo proszę. — Dzień dobry, Cameron — odezwała się jako pierwsza, darując sobie wszelkie inne formalności. Wskazała ręką na krzesło. — Wiem, że to nie jest wiadomość, którą chciałeś usłyszeć. I wiem też, jak wiele znaczy dla ciebie ten mecz, dlatego pozwól, że przejdę od razu do konkretów. Wyniki oceny funkcjonalnej wskazują, że nie odzyskałeś jeszcze wydolności i zdolności regeneracyjnych na poziomie wymaganym do bezpiecznej gry. Obciążenie meczowe w obecnym stanie znacząco zwiększa ryzyko przeciążenia tkanek i wtórnych urazów. Proces powrotu do gry opiera się na stopniowej progresji obciążeń, a na tym etapie nie spełniasz jeszcze kryteriów, które pozwalają dopuścić cię do rywalizacji bez niepotrzebnego ryzyka — wyjaśniła spokojnie, jednocześnie układając przed mężczyzną wszelkie wyniki potwierdzającej jej słowa.
— Te wyniki mogą wskazywać na zbyt dużą kumulację obciążeń. Prawdopodobnie intensywność treningów była za wysoka w stosunku do czasu przeznaczonego na regenerację. Trener musi znać prawdę, żeby mógł podjąć odpowiedzialną decyzję dla całej drużyny. Ja z kolei muszę być wobec niego uczciwa. Nie spodziewała się, że po tylu latach ich pierwsze spotkanie będzie wyglądało właśnie tak — z nią po drugiej stronie biurka, mówiącą mu, że jego organizm potrzebuje odpoczynku, a nie kolejnego meczu, doskonale wiedząc, jak wiele trudu wkłada w to, aby być tu, gdzie właśnie jest.
Willow przełknęła ślinę, gdy poczuła jak mocna gula w gardle odbiera jej zdolność mówienia. Znała ten błysk w jego oczach. Napiętą szczękę. Sposób, w jaki zaciskał dłonie, kiedy walczył z emocjami. Dawniej potrafiła odczytać jego nastrój, zanim sam zdążył go nazwać. Najwyraźniej przez te wszystkie lata nic się w tej kwestii nie zmieniło. Siedziała w miarę spokojnie po drugiej stronie biurka. Palce miała splecione tak mocno, że pobielały jej knykcie, ale nie pozwoliła sobie tego okazać. Nie mogła. Była tu jako specjalistka. Nie jako dziewczyna, która kiedyś kochała mężczyznę stojącego naprzeciwko niej. — Masz przeciążenie, którego nie widać na pierwszy rzut oka. Jeśli wyjdziesz na boisko teraz, ryzykujesz kontuzję, która może zabrać ci nie pierwszy mecz… tylko cały sezon — wyjaśniła powoli, choć podświadomość uparcie jej powtarzała, że niezależnie od tego, co powie, Cameron nie będzie w stanie zrozumieć jej punktu widzenia. — Konsultowałam to z lekarzem zespołu z całym sztabem — dodała. Wzięła głęboki wdech, a jej drżąca lekko dłoń, musnęła teczkę z dokumentacją, na którą nawet nie chciał spojrzeć. Była gotowa zapłacić każdą cenę za ochronę jego zdrowia i nie tylko jego. Nie zamierzała zmienić decyzji. Czytała wszelkie raporty setki razy, konsultowała wyniki z szeregiem lekarzy, łącznie z samym trenerem w nadziei, że odnajdzie najmniejszą lukę, która pozwoli mu wyjść na boisko. Niestety bezskutecznie. Sięgnęła po szklankę z wodą, aby zamaskować swoje zdenerwowanie i zwilżyć gardło. — Na ten moment zmniejszymy obciążenie treningowe, co wcale nie oznacza, że poziom twojej wydajności zmaleje. Skupimy się na aspektach regeneracyjnych w oparciu o zwiększenie ilości wizyt u fizjoterapeuty. Ta decyzja nie jest jeszcze jednoznaczna z całkowitym wykluczeniem z meczu, choć obecne prognozy na to wyraźnie wskazują. Nikt nie chce ci zaszkodzić, a tym bardziej ja. Jestem tu po to, aby dbać o wasze zdrowie i bezpieczeństwo, a tym bardziej jestem tu po to, abyś mógł w pełni zdrowy i precyzyjny w swojej sportowej sztuce, wyjść na boisko — powiedziała, starając się dobierać słowa tak, aby nie eskalować i tak wzrastającego napięcia w pomieszczeniu. Wzięła do ręki teczkę, aby wyjąć z niej kartkę z kolorowym wykresem. Wskazała na nią palcem. — Do tego dochodzą wyniki badań krwi, testów wydolnościowych i pomiary wykonane po ostatnich jednostkach treningowych. Wszystkie wskazują na ten sam kierunek. Jesteś przemęczony — wcale nie powiedziała tego z wyrzutem. Było to stwierdzenie jawnego faktu. — I właśnie dlatego nie mogę udawać, że wszystko jest w porządku tylko dlatego, że bardzo chcesz zagrać. Złamałabym procedury i etykę zawodu.
Willow zacisnęła palce na krawędzi biurka, pozwalając mu wyrzucić z siebie całą złość. Nie zamierzała mu przerywać. Wiedziała, że ten mecz znaczy dla niego więcej niż zwykłe dziewięćdziesiąt kilka minut na boisku. To był efekt lat pracy, wyrzeczeń i marzeń, ale jej zadaniem nie było spełnianie jego marzeń za wszelką cenę. — Wiem, że jesteś w stanie zagrać, absolutnie w to nie wątpię, Cameron bo doskonale wiem na co cie stać i dałbyś z siebie wszystko — powiedziała w końcu spokojnie, choć wyraz jej oczu zdradzał wszystkie kłębiące się w niej emocje. — Ale to, że możesz wyjść na boisko, nie oznacza, że powinieneś — zacisnęła na moment usta w wąski paseczek i wypuściła powoli powietrze przez nos, nim kontynuowała. — Nie zabraniam ci drugiej opinii. Wręcz przeciwnie. Jeśli inny specjalista uzna, że możesz grać, będę pierwszą osobą, która to zaakceptuje. Ale dopóki istnieje ryzyko, że jeden mecz pogłębi uraz, nie dam ci zgody. Serce biło jej szybciej, niż chciała przyznać. Nie dlatego, że bała się jego gniewu. Bała się konsekwencji swojej decyzji, mimo, że była przekonana o słuszności swoich działań, a dowodem był szczegółowy raport leżajscy na biurku tuż przed nią. — Możesz być na mnie wściekły, Cameron. Możesz uważać, że przesadzam. — jej głos pozostał cichy, ale stanowczy. — Ale nie pozwolę ci zagrać tylko dlatego, że nie chcesz usiąść na ławce, a sam mecz jest ważny bo ważniejsze jest w tym momencie twoje zdrowie. Bolało ją, że właśnie od niej musiał usłyszeć „nie”, szczególnie teraz, kiedy tak bardzo zależało mu na tym meczu. Jednocześnie wiedziała, że gdyby ustąpiła, a on później doznał poważniejszego urazu, nie wybaczyłaby tego ani jemu, ani sobie. Jego złość była trudna do zniesienia, ale jeszcze trudniejsze byłoby patrzenie, jak płaci zdrowiem za kilka minut na boisku. Czuła ucisk w klatce piersiowej i dziwną bezsilność. Chciała, żeby zrozumiał, że jej decyzja nie była wymierzona przeciwko niemu. Najbardziej bolało ją to, że Cameron widział w jej decyzji przeszkodę, a nie troskę o jego zdrowie. Miała świadomość, że nie była w stanie tego teraz zmienić.
Alert! Alert! Nowe ciacho na blogu! :D
OdpowiedzUsuńPierwsza! <3 Muszę przyznać, że wciąż nie mam na jego temat wyrobionego zdania. Z jednej strony ujmuje mnie, że do wszystkiego doszedł sam, okupując sukces ciężką pracą, ale z drugiej strony nie mogę przeboleć, że zgubił gdzieś po drodze tego prostego chłopaka ze Starville...
Trzymam za niego kciuki i mam nadzieję, że woda sodowa w jego głowie nieco się uspokoi, bo hej... Sława nie trwa wiecznie, i kto wtedy przy nim zostanie? 😟 Powodzenia z drugą postacią kochana, baw się z nim dobrze i (nie)grzecznie! 🤭
CLAIRE, ale przede wszystkim jej autorka
Ej a chcesz z nami watek? 🤭😏
OdpowiedzUsuńO.
Ja to myślę, że nawet bez kariery wiele kobiet chętnie zawiesiłoby na Cameronie oko… i dłonie, ręce, a może i nogi 👀 Bardzo plotkarowy ten pan Dolan, słodki chłopak o złotym sercu, który przypadkowo zboczył z drogi… ciekawi mnie, jakie dramy powstaną z jego udziałem. Miłego zabawy z kolejną postacią 🖤
OdpowiedzUsuńSeojun, Minsoo i Eunwoo
[To skoro zamysł taki miał być, muszę przyznać, że wyszło znakomicie 💖 Kurczaki, wiesz co, będę totalnie szczera — psiapsi wątki męsko-męskie mnie ogromnie nudzą i nie potrafię ich pisać tak, żeby być zadowolona. Kobietami jeszcze mi to jakoś idzie, ale facetami jak krew z nosa. Ale, ale, ale... Tak sobie myślę od paru dni, aby wrócić tu z moją Yuri (nie wiem, czy pamiętasz ją, to była ta ziomalka, która udawała bogaczkę) i mam w planie dzisiaj przygotować dla niej kartę, i ją bym chętnie wplątała w wąteczek z Gabsem, jeśli tylko miałabyś ochotę. Nawet myślę, że plan spalenia jachtu dałoby się z nią pociągnąć, bo oni bardzo blisko się z Seojunem przyjaźnią, więc mogła by być wkurwiona on his behalf xD]
OdpowiedzUsuńPoranek zdecydowanie nie należał do najłatwiejszych. Willow, gdy tylko otworzyła oczy, poczuła wewnątrz dziwne uczucie niepokoju, który chwilę później rozlał się wysoką falą po całym ciele. Na próżno szukała ukojenia pod strumieniem gorącej wody oraz w filiżance jaśminowej herbaty. W kółko chodziła po salonie, starając się przywrócić psychiczny komfort, co jakiś czas nerwowo spoglądając na zegarek. Nie czuła się tak nawet w momencie, gdy pierwszy raz zawitała do Nowego Jorku, nie mając namiastki pewności, że podjęta decyzja o przeprowadzce okaże się słuszna i przyniesie jej sukces. Podejmowała w życiu wiele ryzykownych decyzji, chociażby w zakresie otrzymanej dwa tygodnie temu pracy, która niosła za sobą duże obciążenie psychiczne i nie rozchodziło się tu wcale o zakres wszelkich obowiązków. Obecny niepokój był inny, znacznie bardziej uciążliwy, niemal świdrujący jej ciało na wylot. Zmęczona dniem, który nawet jeszcze nie zdążył się rozpocząć, nie miała żadnego wyjścia, poza zwykłym pójściem do pracy i nadzieją, że wraz z natłokiem obowiązków zdoła zapomnieć o ciężkiej aurze.
OdpowiedzUsuńDotarła do pracy, jak zawsze z kubkiem kawy w dłoni, rozwianymi wiatrem włosami i wyraźnie zarumienionymi przez pośpiech policzkami. Chwilę później gabinet wypełnił dźwięk klawiszy i przedkładanych dokumentów, analizowała każdy dokładnie bez możliwości pominięcia najmniejszego szczegółu. Miała niewiele czasu przed porannym spotkaniem ze sztabem, który i tak miała wrażenie, że patrzy na nią poprzez pryzmat jej wujka, który polecił ją jako następcę zdobytego owocnie już stanowiska, ale nie miała zamiaru opierać się na łatce znajomości. Wiedziała czego chce, na co ją stać, a co najważniejsze, była pewna swoich umiejętności i zdobytej wiedzy.
Kolejne dokumenty, teczki piętrzyły się na biurku do czasu, aż tuż przed jej nos trafiła teczka z konkretnym nazwiskiem. Znała doskonale ryzyko pracy i to ryzyko właśnie zaciskało na niej swoje obślizgłe łapska. Serce zabiło odrobinę szybciej, ale równie szybko zmusiła się do powrotu do rzeczywistości. Zamknęła oczy na sekundę, cicho wypuściła powietrze i wyprostowała plecy. To nie była już przeszłość, do której mogła wracać. To była dokumentacja jednego z zawodników, a ona miała wykonać swoją pracę. Otworzyła teczkę ponownie i skupiła wzrok wyłącznie na liczbach, wynikach i notatkach. Emocje mogły poczekać, zwłaszcza, że najgorszy moment był dopiero przed nią. Konfrontacja.
Stukała nerwowo palcami w biurko jednocześnie wodząc wzrokiem po raz setny pośród głównej oceny stanu funkcjonalnego, starając się odnaleźć coś, co mogłoby zaważyć jeszcze na wynikach, ale im dłużej to robiła tym większą traciła na to nadzieję. Czas dosłownie uciekał jej przez palce. Drgnęła niespokojnie, gdy usłyszała ciche pukanie do drzwi. Odchrząknęła pod nosem, na nowo wyprostowała plecy i wzięła głęboki wdech, powtarzając sobie w myślach, że jest w pracy, musi być profesjonalna, a przeszłość na zawsze pozostanie przeszłością. W końcu wydusiła z siebie niemrawe słowo proszę.
— Dzień dobry, Cameron — odezwała się jako pierwsza, darując sobie wszelkie inne formalności. Wskazała ręką na krzesło. — Wiem, że to nie jest wiadomość, którą chciałeś usłyszeć. I wiem też, jak wiele znaczy dla ciebie ten mecz, dlatego pozwól, że przejdę od razu do konkretów. Wyniki oceny funkcjonalnej wskazują, że nie odzyskałeś jeszcze wydolności i zdolności regeneracyjnych na poziomie wymaganym do bezpiecznej gry. Obciążenie meczowe w obecnym stanie znacząco zwiększa ryzyko przeciążenia tkanek i wtórnych urazów. Proces powrotu do gry opiera się na stopniowej progresji obciążeń, a na tym etapie nie spełniasz jeszcze kryteriów, które pozwalają dopuścić cię do rywalizacji bez niepotrzebnego ryzyka — wyjaśniła spokojnie, jednocześnie układając przed mężczyzną wszelkie wyniki potwierdzającej jej słowa.
Willow <3
— Te wyniki mogą wskazywać na zbyt dużą kumulację obciążeń. Prawdopodobnie intensywność treningów była za wysoka w stosunku do czasu przeznaczonego na regenerację. Trener musi znać prawdę, żeby mógł podjąć odpowiedzialną decyzję dla całej drużyny. Ja z kolei muszę być wobec niego uczciwa.
UsuńNie spodziewała się, że po tylu latach ich pierwsze spotkanie będzie wyglądało właśnie tak — z nią po drugiej stronie biurka, mówiącą mu, że jego organizm potrzebuje odpoczynku, a nie kolejnego meczu, doskonale wiedząc, jak wiele trudu wkłada w to, aby być tu, gdzie właśnie jest.
Willow przełknęła ślinę, gdy poczuła jak mocna gula w gardle odbiera jej zdolność mówienia. Znała ten błysk w jego oczach. Napiętą szczękę. Sposób, w jaki zaciskał dłonie, kiedy walczył z emocjami. Dawniej potrafiła odczytać jego nastrój, zanim sam zdążył go nazwać. Najwyraźniej przez te wszystkie lata nic się w tej kwestii nie zmieniło. Siedziała w miarę spokojnie po drugiej stronie biurka. Palce miała splecione tak mocno, że pobielały jej knykcie, ale nie pozwoliła sobie tego okazać. Nie mogła. Była tu jako specjalistka. Nie jako dziewczyna, która kiedyś kochała mężczyznę stojącego naprzeciwko niej.
OdpowiedzUsuń— Masz przeciążenie, którego nie widać na pierwszy rzut oka. Jeśli wyjdziesz na boisko teraz, ryzykujesz kontuzję, która może zabrać ci nie pierwszy mecz… tylko cały sezon — wyjaśniła powoli, choć podświadomość uparcie jej powtarzała, że niezależnie od tego, co powie, Cameron nie będzie w stanie zrozumieć jej punktu widzenia. — Konsultowałam to z lekarzem zespołu z całym sztabem — dodała. Wzięła głęboki wdech, a jej drżąca lekko dłoń, musnęła teczkę z dokumentacją, na którą nawet nie chciał spojrzeć. Była gotowa zapłacić każdą cenę za ochronę jego zdrowia i nie tylko jego. Nie zamierzała zmienić decyzji. Czytała wszelkie raporty setki razy, konsultowała wyniki z szeregiem lekarzy, łącznie z samym trenerem w nadziei, że odnajdzie najmniejszą lukę, która pozwoli mu wyjść na boisko. Niestety bezskutecznie.
Sięgnęła po szklankę z wodą, aby zamaskować swoje zdenerwowanie i zwilżyć gardło.
— Na ten moment zmniejszymy obciążenie treningowe, co wcale nie oznacza, że poziom twojej wydajności zmaleje. Skupimy się na aspektach regeneracyjnych w oparciu o zwiększenie ilości wizyt u fizjoterapeuty. Ta decyzja nie jest jeszcze jednoznaczna z całkowitym wykluczeniem z meczu, choć obecne prognozy na to wyraźnie wskazują. Nikt nie chce ci zaszkodzić, a tym bardziej ja. Jestem tu po to, aby dbać o wasze zdrowie i bezpieczeństwo, a tym bardziej jestem tu po to, abyś mógł w pełni zdrowy i precyzyjny w swojej sportowej sztuce, wyjść na boisko — powiedziała, starając się dobierać słowa tak, aby nie eskalować i tak wzrastającego napięcia w pomieszczeniu. Wzięła do ręki teczkę, aby wyjąć z niej kartkę z kolorowym wykresem. Wskazała na nią palcem.
— Do tego dochodzą wyniki badań krwi, testów wydolnościowych i pomiary wykonane po ostatnich jednostkach treningowych. Wszystkie wskazują na ten sam kierunek. Jesteś przemęczony — wcale nie powiedziała tego z wyrzutem. Było to stwierdzenie jawnego faktu. — I właśnie dlatego nie mogę udawać, że wszystko jest w porządku tylko dlatego, że bardzo chcesz zagrać. Złamałabym procedury i etykę zawodu.
♥️
Willow zacisnęła palce na krawędzi biurka, pozwalając mu wyrzucić z siebie całą złość. Nie zamierzała mu przerywać. Wiedziała, że ten mecz znaczy dla niego więcej niż zwykłe dziewięćdziesiąt kilka minut na boisku. To był efekt lat pracy, wyrzeczeń i marzeń, ale jej zadaniem nie było spełnianie jego marzeń za wszelką cenę.
OdpowiedzUsuń— Wiem, że jesteś w stanie zagrać, absolutnie w to nie wątpię, Cameron bo doskonale wiem na co cie stać i dałbyś z siebie wszystko — powiedziała w końcu spokojnie, choć wyraz jej oczu zdradzał wszystkie kłębiące się w niej emocje. — Ale to, że możesz wyjść na boisko, nie oznacza, że powinieneś — zacisnęła na moment usta w wąski paseczek i wypuściła powoli powietrze przez nos, nim kontynuowała. — Nie zabraniam ci drugiej opinii. Wręcz przeciwnie. Jeśli inny specjalista uzna, że możesz grać, będę pierwszą osobą, która to zaakceptuje. Ale dopóki istnieje ryzyko, że jeden mecz pogłębi uraz, nie dam ci zgody.
Serce biło jej szybciej, niż chciała przyznać. Nie dlatego, że bała się jego gniewu. Bała się konsekwencji swojej decyzji, mimo, że była przekonana o słuszności swoich działań, a dowodem był szczegółowy raport leżajscy na biurku tuż przed nią.
— Możesz być na mnie wściekły, Cameron. Możesz uważać, że przesadzam. — jej głos pozostał cichy, ale stanowczy. — Ale nie pozwolę ci zagrać tylko dlatego, że nie chcesz usiąść na ławce, a sam mecz jest ważny bo ważniejsze jest w tym momencie twoje zdrowie.
Bolało ją, że właśnie od niej musiał usłyszeć „nie”, szczególnie teraz, kiedy tak bardzo zależało mu na tym meczu. Jednocześnie wiedziała, że gdyby ustąpiła, a on później doznał poważniejszego urazu, nie wybaczyłaby tego ani jemu, ani sobie. Jego złość była trudna do zniesienia, ale jeszcze trudniejsze byłoby patrzenie, jak płaci zdrowiem za kilka minut na boisku. Czuła ucisk w klatce piersiowej i dziwną bezsilność. Chciała, żeby zrozumiał, że jej decyzja nie była wymierzona przeciwko niemu. Najbardziej bolało ją to, że Cameron widział w jej decyzji przeszkodę, a nie troskę o jego zdrowie. Miała świadomość, że nie była w stanie tego teraz zmienić.
❤️