Hello followers

Hello, followers!

Gossip Girl here.

Your one and only source for the truth behind the scandalous lives of New York's elite. Been a minute. Did you miss me? I know I've missed you.

And who am I? That's one secret I'll never tell.

xoxo, Gossip Girl
New York Seoul

Most followed, spotted, latest tea

Now Spotted

@ari.min

Naczelna imprezowiczka powróciła na Upper East Side... odmieniona? Czy to jakaś nowa moda? A, ile Ci zajmie powrót do starych nawyków? I chłopców?

@tay_blanchard

Alert: konfrontacja roku! Co ma zrobić dziewczyna, której dawna miłość wróciła zza grobu? A druga jest na wyciągnięcie ręki? It's okay to love them both, O. I do.

@dani.song004

D. była widziana przy barze w Itaewon. Sama? Ani trochę.

@welostsunoo

Ktoś zostawił czarną kopertę pod drzwiami czyjegoś domu... W środku? Tylko jedno zdjęcie.

xoxo

Latest Tea

Latest tea

Kiss on a lips party

Impreza, nasi mieszkańcy i szampan. Kto tym razem przekroczy granicę? Już wkrótce!

Zobacz wydarzenie →

New posts, lastest GG post

Latest GG Post

Gossip Girl latest post

Nowe powiadomienie

Czy naprawdę myśleliście, że zniknęłam bez słowa? Och, błagam. Gdy kilka znajomych twarzy nagle wyparowało z nowojorskiej sceny towarzyskiej, ktoś musiał sprawdzić, dokąd prowadzi ich ślad. A wiecie przecież, że moja ciekawość bywa większa niż kolekcja torebek pewnej dziedziczki z Upper East Side... Pamiętacie ją? Nawet jeśli, dzisiaj ledwo przypomina siebie.

Czytaj najnowszy wpis →

Still round the corner there may wait a new road or a secret gate

Willow Autumn Ashford
10 PAŹDZIERNIKA 1998, SEATTLE / CÓRKA PARY BOTANIKÓW / SPECJALISTKA DS. PRZYGOTOWANIA MOTORYCZNEGO I WYDOLNOŚCI SPORTOWEJ / W NOWYM JORKU OD STYCZNIA TEGO ROKU / UROCZE MIESZKANKO W POSTACI ODRESTAUROWANEJ BARKI ZCUMOWANEJ PRZY ERIE BASIN W RED HOOK NA BROOKLYNIE / MUZYKA NA ZAWSZE W SERCU / KOLEKCJA STARYCH KSIAŻEK O LEGENDACH LEŚNYCH / KOLEKCJA SUSZONYCH KWIATÓW Z MIEJSC, KTÓRE MIAŁA OKAZJĘ ODWIEDZIĆ / W DRODZE DO PRACY ZAWSZE SŁUCHA JEDNEJ I TEJ SAMEJ PIOSENKI / SREBRNY DZWONECZEK NAD DRZWIAMI BARKI NAJWYŻSZĄ ŚWIĘTOŚCIĄ — UPARCIE WIERZY, ŻE PRZYNOSI JEJ SZCZĘŚCIE / CYNAMON I DESZCZ / WAŻNIEJSZE ZDROWIE NIŻ WYNIK / LEPIEJ ZNA WSZYSTKIE GWIAZDOZBIORY NIŻ DROGĘ DO PRACY / W KAŻDY PIĄTEK JOGA PRZY ŚWIECACH ORAZ ZAJĘCIA Z INTROLIGATORSTWA / DORYWCZO WOLONTARIAT W SCHRONISKACH DLA ZWIERZĄT

Często twierdzono, że gdyby las potrafił wyhodować człowieka zamiast drzewa, wyglądałby właśnie jak Willow – z sercem pełnym polnych kwiatów i spokojem, którego nie dało się nauczyć. Od dziecka dorastała pośród wszelkich roślin, dzrzew i ludzi, ktorzy godzinami byli w stanie opowiadać o tym, jak bardzo natura potrafi być inspirująca. Zakochana w świecie papierowych opowieści, w swojej sypialni skrywa pokaźną kolekcję książek, najchętniej wracając do twórczości J.R.R. Tolkiena. Każdy poranek rozpoczyna od filiżanki jaśminowej herbaty, wypijanej w ciszy na pokładzie barki, gdzie pozwala sobie na chwilę spokoju przed rozpoczęciem dnia. Po pracy od pół roku niezmiennie zagląda do tej samej cukierni po ulubione bezy, traktując ten niewielki rytuał jako jeden z tych drobnych momentów, które nadają codzienności wyjątkowego charakteru.Jej uśmiech potrafi rozjaśnić nawet najbardziej pochmurne dni, a cicha, pełna skromności natura skrywa w sobie niezwykłą delikatność i kobiecość. Nie należy jednak do osób, które szukają pięknych słów tam, gdzie wystarczy szczerość — zawsze mówi wprost, ceniąc sobie prawdziwość bardziej niż uprzejme półprawdy. Choć na co dzień pozostaje spokojna i cierpliwa, każdy, kto zna ją bliżej, wie, że pod łagodnym usposobieniem kryje się silna i zdecydowana osoba. Nigdy nie narzuca swojej obecności, ale zawsze pojawia się wtedy, gdy ktoś potrzebuje pomocy, dobrej rady lub zwykłego pocieszenia. Z czasem udowodniła, że za pozorną delikatnością kryje się kobieta wytrzymała, odpowiedzialna i gotowa stawić czoła znacznie większym wyzwaniom, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać.



Dzień dobry! :) Karty postaci nigdy nie były moją mocną stroną, ale mam nadzieję, że będziemy mieli szanse na owocną zabawę! Zapraszam :)

6 komentarzy:

  1. [Cześć, dobry wieczór! Nie pamiętam, czy miałyśmy kiedyś okazję pisać, ale na pewno kojarzę z blogosfery Twój nick, więc jestem więcej niż pewna, że już się gdzieś minęłyśmy! Wizerunek Twojej pani od razu skojarzył mi się z elitą Manhattanu, no wygląda zupełnie jak dziewczyna wybierająca się na swój bal debiutantek! Życzę Ci wspaniałej zabawy z nami i w razie chęci na wątek zapraszam do swojej ferajny... No i przy okazji zapraszam na naszą grupę na discordzie i na wydarzenie 💖]

    Seojun, Minsoo, Eunwoo i Yejin

    OdpowiedzUsuń
  2. Cześć śliczna🤎
    Tygodnie marudzenia się opłaciły, a Willow kęsy przecudowna i przekochana, a my się już nie możemy doczekać kolejnego spotkania. 🤎

    Forever yours, C.

    OdpowiedzUsuń
  3. [ Hej!
    Zazdroszczę kolekcji starych ksiąg z baśniami. Ile bym dała, by się takiej dorobić!
    Ciekawa postać, jakbym poznała taką panią w realnym świecie, z chęcią zaprosiłabym ją na jaśminową herbatę!
    Baw się tutaj dobrze, fajnych wątków i dużo czasu! W razie chęci, zapraszam do mnie! Dawno nic nie pisałyśmy! ♥ ]

    Ryan Kim

    OdpowiedzUsuń
  4. [A co to za piękna pani na głównej? Cześć, Willow jest naprawdę urocza, a jej miłość do Tolkiena, jaśminowej herbaty i bez kompletnie mnie kupiła. Jeszcze wolontariuszka w schroniskach, jak tu jej nie kochać?
    Baw się z nią dobrze, i w razie chęci, zapraszam do siebie! I tak już się zastanawiałam, czy nie wcisnąć mojemu Haejinniemu jakiegoś kociaka ze schroniska, więc potencjalny punkt zaczepienia jest. ;)]

    Haejin

    OdpowiedzUsuń
  5. Budzik zadzwonił punkt 5.15.
    Cameron przeciągnął się na łóżku. Pozwalając sobie na jeszcze chwilę spokoju w łóżku, zanim obowiązki zaczną go wołać. Nie przespał wiele tej nocy. Denerwował się, choć starał się to ukryć. To nie miał być jego pierwszy trening w składzie Giants. To miał być pierwszy trening zanim zaczną się mecze. Miał dokładnie dwa tygodnie do pierwszego meczu i musiał być w formie. Czuł, że jest w formie. Wyskoczył z łóżka pięć minut później. Prysznic zajął mu zaledwie dziesięć minut. Śniadania nie pomijał. Wiedział, że je zje na miejscu. Odpowiednio przygotowane. Z dokładną ilością białka i kalorii, których potrzebował. Zaparzył jedynie kawę, którą zabrał ze sobą na wynos z pustego penthouse’a. Dopiero otwierając drzwi zorientował się co zrobił i przypomniała mu się zeszła noc. Jak siedział na tarasie w okolicach dwudziestej drugiej i bawił się małym dzwoneczkiem. Drobna rzecz, która należała do jego przeszłości, a którą z jakiegoś powodu trzymał. Był już porysowany i stracił swój pierwotny blask, ale Dolan doskonale pamiętał dzień, kiedy go dostał. I poczuł naprawdę dziwny ścisk w gardle, a przecież minęło już naprawdę wiele czasu. Z jakiego powodu przyczepił go do kluczy, bo co złego może się stać, prawda? Zawahał się na moment. Niepewny, czy ma go zostawić, ale ostatecznie nie miał dostatecznie wiele czasu na to, aby myśleć i szarpać się z małymi metalowymi zapięciami.
    Dolan dojechał do headquaters Giants jakieś trzydzieści minut później. Był tutaj już wcześniej. Na samym początku, kiedy podpisywał nowy kontrakt, a jego życie właśnie się zmieniło o sto osiemdziesiąt stopni. Cameron zaparkował na wyznaczonym mu miejscu. Dostrzegając jak jego pozostali zawodnicy również dojeżdżają na miejsce. Mężczyźni, którzy niedawno stali się jego nowymi przyjaciółmi. Dolan doskonale wiedział, że nie wszyscy są zadowoleni z takiej zmiany. Być może według niektórych był zbyt młody, zbyt niedoświadczony, aby otrzymać tę pozycję, ale zamierzał każdemu udowodnić, że zasłużył, aby tutaj być. I że pieniądze miały niewiele wspólnego z tym, że się tutaj znalazł. Złapał torbę z miejsca pasażera i wysiadł. Przekonując się, że to będzie dobry dzień. To musiał być dobry dzień.
    Cameron sprzed dziesięciu lat tylko mógł o tym pomarzyć.
    New York Giants. Drużyna, którą oglądał tylko na ekranie telewizora. Odległe marzenie, które miało być jedynie fantazją, a która zaczynała się spełniać. Cameron wziął głęboki wdech, a potem wszedł do środka budynku. Nic nie mogło mu dziś zaszkodzić.
    Wydawało się, że dziś idzie wszystko zgodnie z planem. Odbył pierwsze spotkania z trenerami i zespołem. Czując się dziwnie widząc koszulkę ze swoim nazwiskiem i numerem #4. Cameron Dolan – zawodnik New York Giants. Przecież to brzmiało, jak sen, do którego nie miał prawa. Tymczasem to była rzeczywistość. Ociekająca potem, nieczęsto również łzami.
    Wokół kręciła się masa ludzi. Poznał wiele nowych twarzy i niekoniecznie je rozpoznawał. Jego celem dzisiaj było skupienie się na treningu. Upewnienie się, że da z siebie wszystko, a Giants nie pożałują, że to właśnie Camerona wybrano. Miał wiele do udowodnienia. Zespołowi, trenerowi, ale także wiernym fanom, którzy mogli go pokochać lub do reszty znienawidzić, jeśli nie poprowadzi zespołu do zwycięstwa.
    Pierwszy trening był dokładnie taki, jakiego oczekiwał.
    Intensywny. Bez wymówek. Bez taryfy ulgowej. Ćwiczył rzuty, dopóki trener nie powiedział, że już wystarczy. Przebiegł dodatkowe odcinki, kiedy część zawodników schodziła już z boiska. Cameron, odkąd pamiętał zawsze schodził z niego ostatni. Za dzieciaka czuł, że musi udowodnić, że zasługuje na miejsce w drużynie, a to najwyraźniej pozostało mu po dziś. Został parę minut dłużej poprawiając akcję, która według niego nie wypadła tak dobrze, jak tego chciał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniec treningu nie oznaczał końca dnia. Czekała go jeszcze seria badań i testów, do których Cameron był przyzwyczajony. Cena, którą się płaciło za bycie najlepszym. Ponad połowa dnia była już za nim.
      Dolan był przekonany, że teraz czekały go jedynie formalności. Testy i badania, które najczęściej wychodziły dobrze. Starał się nie przemęczać w ostatnich tygodniach. Nie nad wszystkim jednak miał kontrolę. Cameron był pewien, że wszystko jest w porządku lub może sobie to wmawiał. Siła woli, czyż nie?
      — Dolan. — Usłyszał swoje nazwisko, a choć ton głosu był neutralny poczuł, jak włoski jeżą mu się na skórze. Zacisnął lekko szczękę. — Trener chce z tobą rozmawiać.
      — Teraz?
      — Tak. Chodzi o twoje wyniki po treningu.
      Poczuł coś dziwnego. Nie strach. Niepokój. I nie potrafił wyjaśnić sobie dlaczego. Ścisnął klucze w dłoni, a potem ruszył przed siebie. Krótka rozmowa, która się zaraz skończy i wróci do domu, nic wielkiego. Przecież nie robił tego po raz pierwszy.
      Odsunął od siebie wszelkie niepokojące myśli. Cameron nie był zawodnikiem, który martwi się wynikami. On był zawodnikiem, który je poprawiał. Ruszył w stronę gabinetu nie spodziewając się, że nie tylko usłyszy nazwisko, którego nie słyszał od lat, ale i że spojrzy na twarz, którą widywał pod powiekami częściej niżby sobie tego życzył.

      Cameron

      Usuń