Nowe powiadomienie
Czy naprawdę myśleliście, że zniknęłam bez słowa? Och, błagam. Gdy kilka znajomych twarzy nagle wyparowało z nowojorskiej sceny towarzyskiej, ktoś musiał sprawdzić, dokąd prowadzi ich ślad. A wiecie przecież, że moja ciekawość bywa większa niż kolekcja torebek pewnej dziedziczki z Upper East Side... Pamiętacie ją? Nawet jeśli, dzisiaj ledwo przypomina siebie.
[Cześć, dobry wieczór! Nie pamiętam, czy miałyśmy kiedyś okazję pisać, ale na pewno kojarzę z blogosfery Twój nick, więc jestem więcej niż pewna, że już się gdzieś minęłyśmy! Wizerunek Twojej pani od razu skojarzył mi się z elitą Manhattanu, no wygląda zupełnie jak dziewczyna wybierająca się na swój bal debiutantek! Życzę Ci wspaniałej zabawy z nami i w razie chęci na wątek zapraszam do swojej ferajny... No i przy okazji zapraszam na naszą grupę na discordzie i na wydarzenie 💖]
OdpowiedzUsuńSeojun, Minsoo, Eunwoo i Yejin
Cześć śliczna🤎
OdpowiedzUsuńTygodnie marudzenia się opłaciły, a Willow kęsy przecudowna i przekochana, a my się już nie możemy doczekać kolejnego spotkania. 🤎
Forever yours, C.
[ Hej!
OdpowiedzUsuńZazdroszczę kolekcji starych ksiąg z baśniami. Ile bym dała, by się takiej dorobić!
Ciekawa postać, jakbym poznała taką panią w realnym świecie, z chęcią zaprosiłabym ją na jaśminową herbatę!
Baw się tutaj dobrze, fajnych wątków i dużo czasu! W razie chęci, zapraszam do mnie! Dawno nic nie pisałyśmy! ♥ ]
Ryan Kim
[A co to za piękna pani na głównej? Cześć, Willow jest naprawdę urocza, a jej miłość do Tolkiena, jaśminowej herbaty i bez kompletnie mnie kupiła. Jeszcze wolontariuszka w schroniskach, jak tu jej nie kochać?
OdpowiedzUsuńBaw się z nią dobrze, i w razie chęci, zapraszam do siebie! I tak już się zastanawiałam, czy nie wcisnąć mojemu Haejinniemu jakiegoś kociaka ze schroniska, więc potencjalny punkt zaczepienia jest. ;)]
Haejin
Budzik zadzwonił punkt 5.15.
OdpowiedzUsuńCameron przeciągnął się na łóżku. Pozwalając sobie na jeszcze chwilę spokoju w łóżku, zanim obowiązki zaczną go wołać. Nie przespał wiele tej nocy. Denerwował się, choć starał się to ukryć. To nie miał być jego pierwszy trening w składzie Giants. To miał być pierwszy trening zanim zaczną się mecze. Miał dokładnie dwa tygodnie do pierwszego meczu i musiał być w formie. Czuł, że jest w formie. Wyskoczył z łóżka pięć minut później. Prysznic zajął mu zaledwie dziesięć minut. Śniadania nie pomijał. Wiedział, że je zje na miejscu. Odpowiednio przygotowane. Z dokładną ilością białka i kalorii, których potrzebował. Zaparzył jedynie kawę, którą zabrał ze sobą na wynos z pustego penthouse’a. Dopiero otwierając drzwi zorientował się co zrobił i przypomniała mu się zeszła noc. Jak siedział na tarasie w okolicach dwudziestej drugiej i bawił się małym dzwoneczkiem. Drobna rzecz, która należała do jego przeszłości, a którą z jakiegoś powodu trzymał. Był już porysowany i stracił swój pierwotny blask, ale Dolan doskonale pamiętał dzień, kiedy go dostał. I poczuł naprawdę dziwny ścisk w gardle, a przecież minęło już naprawdę wiele czasu. Z jakiego powodu przyczepił go do kluczy, bo co złego może się stać, prawda? Zawahał się na moment. Niepewny, czy ma go zostawić, ale ostatecznie nie miał dostatecznie wiele czasu na to, aby myśleć i szarpać się z małymi metalowymi zapięciami.
Dolan dojechał do headquaters Giants jakieś trzydzieści minut później. Był tutaj już wcześniej. Na samym początku, kiedy podpisywał nowy kontrakt, a jego życie właśnie się zmieniło o sto osiemdziesiąt stopni. Cameron zaparkował na wyznaczonym mu miejscu. Dostrzegając jak jego pozostali zawodnicy również dojeżdżają na miejsce. Mężczyźni, którzy niedawno stali się jego nowymi przyjaciółmi. Dolan doskonale wiedział, że nie wszyscy są zadowoleni z takiej zmiany. Być może według niektórych był zbyt młody, zbyt niedoświadczony, aby otrzymać tę pozycję, ale zamierzał każdemu udowodnić, że zasłużył, aby tutaj być. I że pieniądze miały niewiele wspólnego z tym, że się tutaj znalazł. Złapał torbę z miejsca pasażera i wysiadł. Przekonując się, że to będzie dobry dzień. To musiał być dobry dzień.
Cameron sprzed dziesięciu lat tylko mógł o tym pomarzyć.
New York Giants. Drużyna, którą oglądał tylko na ekranie telewizora. Odległe marzenie, które miało być jedynie fantazją, a która zaczynała się spełniać. Cameron wziął głęboki wdech, a potem wszedł do środka budynku. Nic nie mogło mu dziś zaszkodzić.
Wydawało się, że dziś idzie wszystko zgodnie z planem. Odbył pierwsze spotkania z trenerami i zespołem. Czując się dziwnie widząc koszulkę ze swoim nazwiskiem i numerem #4. Cameron Dolan – zawodnik New York Giants. Przecież to brzmiało, jak sen, do którego nie miał prawa. Tymczasem to była rzeczywistość. Ociekająca potem, nieczęsto również łzami.
Wokół kręciła się masa ludzi. Poznał wiele nowych twarzy i niekoniecznie je rozpoznawał. Jego celem dzisiaj było skupienie się na treningu. Upewnienie się, że da z siebie wszystko, a Giants nie pożałują, że to właśnie Camerona wybrano. Miał wiele do udowodnienia. Zespołowi, trenerowi, ale także wiernym fanom, którzy mogli go pokochać lub do reszty znienawidzić, jeśli nie poprowadzi zespołu do zwycięstwa.
Pierwszy trening był dokładnie taki, jakiego oczekiwał.
Intensywny. Bez wymówek. Bez taryfy ulgowej. Ćwiczył rzuty, dopóki trener nie powiedział, że już wystarczy. Przebiegł dodatkowe odcinki, kiedy część zawodników schodziła już z boiska. Cameron, odkąd pamiętał zawsze schodził z niego ostatni. Za dzieciaka czuł, że musi udowodnić, że zasługuje na miejsce w drużynie, a to najwyraźniej pozostało mu po dziś. Został parę minut dłużej poprawiając akcję, która według niego nie wypadła tak dobrze, jak tego chciał.
Koniec treningu nie oznaczał końca dnia. Czekała go jeszcze seria badań i testów, do których Cameron był przyzwyczajony. Cena, którą się płaciło za bycie najlepszym. Ponad połowa dnia była już za nim.
UsuńDolan był przekonany, że teraz czekały go jedynie formalności. Testy i badania, które najczęściej wychodziły dobrze. Starał się nie przemęczać w ostatnich tygodniach. Nie nad wszystkim jednak miał kontrolę. Cameron był pewien, że wszystko jest w porządku lub może sobie to wmawiał. Siła woli, czyż nie?
— Dolan. — Usłyszał swoje nazwisko, a choć ton głosu był neutralny poczuł, jak włoski jeżą mu się na skórze. Zacisnął lekko szczękę. — Trener chce z tobą rozmawiać.
— Teraz?
— Tak. Chodzi o twoje wyniki po treningu.
Poczuł coś dziwnego. Nie strach. Niepokój. I nie potrafił wyjaśnić sobie dlaczego. Ścisnął klucze w dłoni, a potem ruszył przed siebie. Krótka rozmowa, która się zaraz skończy i wróci do domu, nic wielkiego. Przecież nie robił tego po raz pierwszy.
Odsunął od siebie wszelkie niepokojące myśli. Cameron nie był zawodnikiem, który martwi się wynikami. On był zawodnikiem, który je poprawiał. Ruszył w stronę gabinetu nie spodziewając się, że nie tylko usłyszy nazwisko, którego nie słyszał od lat, ale i że spojrzy na twarz, którą widywał pod powiekami częściej niżby sobie tego życzył.
Cameron