Hello followers

Hello, followers!

Gossip Girl here.

Your one and only source for the truth behind the scandalous lives of New York's elite. Been a minute. Did you miss me? I know I've missed you.

And who am I? That's one secret I'll never tell.

xoxo, Gossip Girl
New York Seoul

Most followed, spotted, latest tea

Now Spotted

@ryan_s_kim

Podobno ma plik na dysku o nazwie 24 & Done, a o co dokładnie chodzi... Chyba każdy wie.

@how.j99

Wstał zza grobu odmieniony... ale czy na pewno? Przeszłość lubi doganiać szybko. Szczególnie jego.

@ari.min

Naczelna imprezowiczka powróciła na Upper East Side... odmieniona? Czy to jakaś nowa moda? A, ile Ci zajmie powrót do starych nawyków? I chłopców?

@tay_blanchard

Alert: konfrontacja roku! Co ma zrobić dziewczyna, której dawna miłość wróciła zza grobu? A druga jest na wyciągnięcie ręki? It's okay to love them both, O. I do.

xoxo

Latest Tea

Latest tea

Kiss on a lips party

Impreza, nasi mieszkańcy i szampan. Kto tym razem przekroczy granicę? On now!

Zobacz wydarzenie →

New posts, lastest GG post

Latest GG Post

Gossip Girl latest post

Nowe powiadomienie

Czy naprawdę myśleliście, że zniknęłam bez słowa? Och, błagam. Gdy kilka znajomych twarzy nagle wyparowało z nowojorskiej sceny towarzyskiej, ktoś musiał sprawdzić, dokąd prowadzi ich ślad. A wiecie przecież, że moja ciekawość bywa większa niż kolekcja torebek pewnej dziedziczki z Upper East Side... Pamiętacie ją? Nawet jeśli, dzisiaj ledwo przypomina siebie.

Czytaj najnowszy wpis →

Would you open up if I knocked on your door?

Zdjęcie 1 Zdjęcie 1 Hover
Zdjęcie 2 Zdjęcie 2 Hover
Kim In-han
22 LATA - STUDENT - STYPENDYSTA - INŻYNIERIA ŚRODOWISKA - INSTAGRAM

Kim In-han ma dziwny talent do znikania. 

Nie dosłownie. 

Po prostu zawsze wybiera miejsce przy końcu stołu. Przepuszcza innych w drzwiach. Przeprasza, nawet kiedy to ktoś wpada na niego ramieniem. Jakby przez lata doszedł do wniosku, że świat działa odrobinę sprawniej, kiedy sam zajmuje w nim trochę mniej miejsca.


Nigdy nie nauczył się prosić o pomoc. 

Z czasem odkrył, że ludzie chętniej podają rękę tym, którzy już stoją na własnych nogach. Resztę trzeba było zrobić samemu. Może właśnie dlatego z taką łatwością zauważa cudze zmęczenie. Odsunie krzesło. Pozbiera rozsypane kartki z podłogi. Zapamięta, jaką kawę pijesz, choć sam od miesięcy wybiera najtańszą z automatu. Drobiazgi nigdy nie wydawały mu się małe. To z nich, w końcu, składa się codzienność. 


Uśmiech stał się jego najprostszym odruchem. Nie dlatego, że życie szczególnie go rozpieszcza. Po prostu zgorzknienie nigdy nie wydawało mu się dobrą odpowiedzią. 


Najgorsze jest tylko to, że z tą samą łatwością, z jaką dostrzega potrzeby innych, potrafi przeoczyć własne.


cześć, dzień dobry!
zapraszamy <3
fc: Kang Taehyun
tytuł: BTS

7 komentarzy:

  1. [Hi, honey - when we finally wake up after a sleepless night...]

    yoonjae

    OdpowiedzUsuń
  2. Biblioteka od zawsze kojarzyła mu się z irytującym zapachem starego papieru i kurzem, który osiadał wszędzie tam, gdzie nie powinien, brudząc przy okazji czubki palców, albo skrawki ubrań, które niepostrzeżenie otarły się o brzegi niedoczyszczonych mebli. I z ciszą, która tym razem niewiele wspólnego miała z tym, do czego zdążył się przyzwyczaić.
    Kim Yoonjae przekonał się o tym mniej więcej na pięć minut po zajęciu miejsca przy jednym ze stolików, ustawionych w najdalszej części pomieszczenia. Szelest przewracanych kartek, nieustające stukanie klawiszy przy laptopach, czyjś nerwowy oddech, przesuwane krzesło. Szept, który dla kogoś wydawał się najwyraźniej wystarczająco ulotny, choć dla niego rozbrzmiewał niemal jak krzyk. Wszystkie te dźwięki mieszały się ze sobą, zlewały w jeden, nieznośnie lepki hałas, który z każdą kolejną minutą coraz mocniej wwiercał mu się w głowę.
    Dlatego właśnie słuchawki znalazły się na jego uszach szybciej, niż zdążył się nad tym poważniej zastanowić. Muzyka nie grała nawet szczególnie głośno; nie chciał zagłuszać świata. Znajome dźwięki miały jedynie odsunąć go o kilka kroków dalej, postawić między nim a rzeczywistością cienką, niewidzialną szybę. Bezpieczną granicę, za którą chował się już niejednokrotnie, odcinając od wszystkiego, co w danej chwili wydawało się zbyt irytujące. Tym razem… okazało się to jednak niewystarczające.
    Światło wpadające przez ogromne okna, rozlewało się po wnętrzu, odbijając od jasnych stolików i ekranów. Drażniło do to z uporem godnym pozazdroszczenia, pulsując gdzieś za oczami w rytmie, który przypominał o zaledwie trzech godzinach snu. Najchętniej wsunąłby na nos okulary przeciwsłoneczne, nie bardzo przejmując się tym, jak absurdalnie wyglądałby w nich wewnątrz biblioteki. Problem polegał jednak na tym, że okulary zostały na blacie w mieszkaniu, najpewniej obok pustych opakowań po przekąskach i kurtki, którą zrzucił z ramion, wracając nad ranem.
    Impreza skończyła się dopiero około czwartej. Choć… właściwie nie skończyła się sama. To on uznał, że dalsze balansowanie na granicy przytomności może jednak utrudnić poranne dotarcie na teren wydziału. Nie był to jednak przejaw rozsądku, a bardziej chłodnej kalkulacji. Zaledwie kilka godzin wcześniej dostał powiadomienie, że system przydzielił mu kolejną godzinę korepetycji, za którą uczelnia dorzucała kilka dodatkowych punktów. Han nie przywykł do rezygnowania z rzeczy, które dało się uznać za kolejne wyzwanie, nawet jeśli oznaczało to powolne umieranie w bibliotece. Z bólem pulsującym w skroniach i organizmem domagającym się natychmiastowej kapitulacji.

    Rozejrzał się niespiesznie dookoła i wyciągnął z torby puszkę napoju energetyzującego, którą schował wcześniej na dnie torby, między notatkami niczym najcenniejszego asa w rękawie. Regulamin wyraźnie zabraniał wnoszenia napojów, ale… w przekonaniu Yoona, wszelkie spisane kodeksy miały jednak tę zabawną cechę wspólną, że istniały głównie po to, by sprawdzić, jak wiele można obejść, nie dając się przyłapać. Co jakiś czas Yoonjae rozsuwał więc zamek torby, pochylał się nisko i bez większego rozgłosu upijał łyk, jakby uczestniczył w wyjątkowo mało emocjonującej akcji szpiegowskiej. Zrobiłby cokolwiek, byle tylko zabić, dłużące się nieznośnie, minuty.

    — Gdzie, do cholery, jesteś? — w pewnym momencie mruknął pod nosem, opierając czoło na blacie stolika i obejmując głowę ramionami.
    System przydzielił mu kolejnego studenta potrzebującego pomocy, ale… Yoonjae nie znał nawet jego imienia. Zapamiętał jedynie godzinę spotkania. Minęło co prawda zaledwie kilka minut od wyznaczonej pory, choć jemu wydawało się, że siedzi tu co najmniej od początku semestru. Każda kolejna sekunda ciągnęła się niemiłosiernie, drażniąc go niemal równie mocno, co światło wpadające przez okna i pulsowanie pod czaszką. Oddałby naprawdę wiele, żeby mieć to spotkanie już za sobą. By odhaczyć obowiązek, dopisać kolejne punkty do swojego konta i wrócić do miejsca, w którym jedynym problemem byłby kac, a nie konieczność udawania cierpliwości wobec nieznajomego studenta.

    yoonjae

    OdpowiedzUsuń
  3. Prawdę mówiąc… nie usłyszał dźwięku zbliżających się kroków. Muzyka wylewająca się ze słuchawek skutecznie tłumiła większość sygnałów, odcinając go od niechcianych bodźców. Wyłapał jednak subtelną zmianę w przestrzeni. Czuł to całym sobą, nawet mimo przytępionych zmysłów - czyjś cień przesuwający się po blacie, powietrze drżące ledwie zauważalnie i nawoływanie instynktu, któremu od dawna ufał bardziej niż własnemu rozsądkowi. Temu, który teraz podpowiadał mu wyraźnie, że ktoś właśnie zatrzymał się obok jego stolika. Dopiero chwilę później, stłumiony przez kolejną gitarową solówkę i warstwę basu, dotarł do niego czyjś głos. Cichy i chyba odrobinę niepewny, jakby jego właściciel nie był do końca przekonany, czy warto było przerywać komuś zatopionemu we własnym świecie. Zignorowałby to. Bóg mu świadkiem, w bardziej sprzyjających okolicznościach wyzbyłby się odruchu szybkiej reakcji i wzięcia odpowiedzialności za raz podjęte decyzje. Nie mógł pozwolić sobie jednak na ten komfort. Przynajmniej jeszcze nie teraz. Uniósł więc głowę, mrużąc żałośnie oczy, bo światło ponownie okazało się jednym z jego największych wrogów. Potrzebował chwili, by obraz nabrał na ostrości, a świat przed nim nie przypominał rozmazanej (i, o zgrozo, lekko wirującej) plątaniny barw i rozmytych kształtów. Zamiast zareagować od razu, pozwolił, też by upłynęły jeszcze dwie, może trzy sekundy. Wystarczająco długo, by druga osoba zaczęła zastanawiać się, czy przypadkiem naprawdę nie została zbagatelizowana. Dopiero wtedy z wyraźnie przesadzoną powolnością zsunął słuchawki z uszu, jak aktor odgrywający scenę, którą ćwiczył już dziesiątki razy.
    — Hę? — Nie był to szczyt uprzejmości, nawet jeśli wziąć pod uwagę to, jak dziwaczne rzeczy Yoonjae zwykł uznawać za normę. Było jednak jednym, na co zdołał się na razie zdobyć.
    Oczywiście… usłyszał już za pierwszym razem.
    Nie byłby jednak sobą, gdyby zaniechał tej drobnej złośliwości.
    Tym bardziej, że przez ułamek sekundy naprawdę się zawahał.
    Skoro chłopak sam nie był pewien, czy trafił do właściwej osoby, Yoonjae mógł przecież wzruszyć ramionami, uśmiechnąć się przepraszająco i powiedzieć, że najwyraźniej doszło między nimi do nieporozumienia. Że to pomyłka, że nie ma pojęcia, o czym mowa. Skłamać, że jest najgorszym możliwym wyborem do udzielenia jakichkolwiek rad, czy wskazówek zwłaszcza w kwestii nauki. Mógłby wstać, zabrać swoją torbę i wrócić do mieszkania, gdzie czekało na niego łóżko oraz kilka godzin snu, których obecnie jego organizm domagał się z desperacją typową dla człowieka stojącego na granicy przytomności. Ta perspektywa była naprawdę kusząca. Niebezpiecznie.
    Ostatecznie jednak… zdołał wziąć się w garść.
    Nie wiedział nawet dlaczego. Może odezwały się w nim ostatnie, ledwo żywe resztki odpowiedzialności. Może była to ta dziwna, niemal chorobliwa potrzeba doprowadzania każdego zadania do końca, niezależnie od tego, jak bardzo nie miał na nie ochoty. A może winne były oczy nieznajomego, wpatrujące się w niego z ostrożnością i niepewnością tak wyraźną, że przywodziły na myśl porzuconego szczeniaka. Skrzywił się odruchowo na tę myśl.
    — Tak — westchnął i odpowiedział w końcu. — To ze mną byłeś umówiony.
    Nie było już odwrotu. Pozostało mu liczyć naiwnie na to, że i tym razem los uśmiechnie się do niego mimo wszystkich utrudnień, które rzucał mu pod nogi od poprzedniego wieczora i pozwoli na załatwienie tego zobowiązania w możliwie jak najkrótszym czasie. Zbierając w sobie pozostałości z czegoś, co kiedyś mógł nazywać samozaparciem, odchylił się na krześle, unosząc brwi w wyrazie lekkiego zdziwienia, jakby dopiero teraz dotarło do niego, że nieznajomy chłopak nadal stał w miejscu.
    — Na co czekasz? — rzucił, wskazując ruchem głowy krzesło naprzeciwko. — Siadaj, powiedz, z czym masz problem i kończmy to. Naprawdę potrzebuję już łóżka.


    yoonjae

    OdpowiedzUsuń
  4. Yoonjae nosił w sobie ten irytujący zwyczaj pozwalania na to, by jego usta działały szybciej niż głowa. Słowa opuszczały je z taką łatwością, jakby były żywym dowodem na prawdziwość przekonania, że świat zawsze znajdzie sposób, by się do nich dostosować. Najczęściej rzeczywiście tak było. Han zdążył przekonać się o tym, że bezczelność otwierała więcej drzwi niż uprzejmość, improwizacja ratowała go częściej niż starannie ułożony plan, a zaskakująca pewność siebie skutecznie tuszowała momenty, w których zwyczajnie blefował. Nie oznaczało to jednak, że rzeczywistość zawsze pozostawała równie wyrozumiała. Od czasu do czasu zdarzało mu się wypowiedzieć jedno zdanie za dużo. Jeden żart, który odbijał się w rozmówcy zupełnie inaczej, niż planował. Jedną uwagę, która jeszcze chwilę wcześniej wydawała się błyskotliwa, a po kilku sekundach wracała do niego niczym bumerang, uderzając go prosto w twarz. I właśnie wtedy dopadało go uczucie, którego nie cierpiał bardziej niż kaca, nudy czy moralizatorskich wykładów swoich rodziców.
    Zakłopotanie.
    To krótkie, duszące ukłucie, kiedy własne słowa nagle przestawały należeć do niego i zaczynały żyć własnym życiem. Gdy miał ochotę cofnąć czas o kilka sekund, połknąć wypowiedziane zdanie i udawać, że nigdy nie opuściło jego ust. Były to nieliczne chwile, w których Han Yoonjae naprawdę tracił grunt pod nogami. Powodu na próżno byłoby jednak doszukiwać się w tym, że nagle brakowało mu gotowej odpowiedzi. Ten czaił się zupełnie gdzie indziej: w tym, że po raz pierwszy nie potrafił znaleźć takiej, która ocaliłaby go przed najgorszym wrogiem. Samym sobą.
    Przyglądanie się temu, jak entuzjazm powoli gaśnie w oczach nieznajomego chłopaka, okazało się zaskakująco nieprzyjemne. Jeszcze przed chwilą sprawiał wrażenie spiętego, ale jednocześnie autentycznie zmotywowanego, teraz jednak coś w nim wyraźnie osłabło, jakby jedno nieostrożnie rzucone zdanie wystarczyło, by stłumić cały zapał, z którym przyszedł na to przeklęte spotkanie.
    Dlaczego to musiało wydarzyć się właśnie dzisiaj?, przemknęło mu przez myśl.
    Yoonjae poczuł nieprzyjemny ucisk w brzuchu. Przez krótką chwilę próbował wmówić sobie naiwnie, że to po prostu alkohol, który najwyraźniej wciąż krążył w jego żyłach, domagając się zapłaty za poprzednią noc. Że to kofeina wymieszana z dwoma kawałkami czekolady, wrzuconej do pustego żołądka. Im dłużej jednak patrzył na twarz siedzącego naprzeciwko chłopaka i słuchał jego ostrożnej propozycji, że mogą przełożyć spotkanie, jeśli Yoonjae źle się czuje, tym trudniej było mu w to uwierzyć. Chciał, czy też nie… musiał przyznać jedno. Mdłości nie miały nic wspólnego z kacem. Były jedynie konsekwencją własnych wyborów.
    — Zapomnij — rzucił więc naprędce, chcąc ukryć własne poddenerwowanie. Nie pytając o pozwolenie (nie miał tego w nawyku), przyciągnął do siebie część materiałów i skupił na nich całą uwagę… A przynajmniej tę jej część, nad którą miał jeszcze jakąkolwiek władzę.
    — Jakie wartości wprowadzałeś? — zapytał, przerzucając pospiesznie kartki w segregatorze. Starał się wyłapać cokolwiek. Najważniejsze informacje, główny zamysł. Jeśli miał mu pomóc, musiał zrozumieć, nad czym tak naprawdę pracowali… — Obsługa tych programów to bardziej matematyka niż sztuka. Najwięcej błędów wynika z pomyłek w obliczeniach. Albo zgubionych przecinków.
    Wertował kolejne strony, nieświadomie przygryzając zębami czubek kciuka. Typowy odruch, gdy jego umysł zaczynał pracować w narzuconym mu rytmie. Coś, niezależnie od tego, jak bardzo Yoonjae starał się zepchnąć to na sam skraj umysłu, uparcie nie dawało mu spokoju. Nie rozumiał do końca, co…
    — Gapisz się — stwierdził jeszcze, nie odrywając nawet wzroku od starannych zapisków w projekcie. — Mam coś na twarzy, czy po prostu tak dobrze wyglądam?

    yoonjae

    OdpowiedzUsuń
  5. Yoonjae spodziewał się wielu reakcji: przewrócenia oczami, odpyskowania, sarkastycznej riposty rzuconej z podobną pewnością siebie, którą sam się teraz odznaczał. Nawet zirytowanego westchnięcia, które kazałoby mu uznać tę drobną prowokację za zakończoną sukcesem.
    Na pewno nie tego.
    Przez krótką chwilę po prostu patrzył. Patrzył, jak policzki chłopaka niemal natychmiast oblewają się rumieńcem, jak spojrzenie zaczyna nerwowo uciekać między blatem, laptopem i jego twarzą, jak kolejne słowa rozbijają się o siebie, zanim zdążą wybrzmieć. Każda następna próba wybrnięcia z sytuacji sprawiała jedynie, że Inhan zapędzał się jeszcze głębiej we własne zakłopotanie.
    To było... rozczulająco zabawne. Parsknięcie wyrwało się z niego całkowicie odruchowo. Potem drugie i zanim zdążył się zorientować, śmiał się już cicho pod nosem, bardziej do samego siebie niż z chłopaka. Nie szydził z niego, nie miał tego w zwyczaju. Bawił go sam fakt, że istnieli jeszcze ludzie reagujący w tak szczery, nieskrępowany sposób. Większość studentów na jego miejscu odbiłaby piłeczkę. Ktoś odgryzłby się złoźliwie, ktoś inny przewróciłby oczami. Inhan natomiast wyglądał, jakby naprawdę rozważał możliwość schowania się pod stolikiem i przeczekania tam do końca semestru. Było w tym coś absurdalnie ujmującego.
    Co ciekawsze, własne rozbawienie działało na Hana lepiej niż kofeina ukryta na dnie torby. Jeszcze kilka minut wcześniej światło drażniło go do granic możliwości, każdy szelest wiązał się z wrażeniem wiercenia w skroniach, a organizm uporczywie domagał się łóżka. Teraz ból głowy zszedł gdzieś na dalszy plan, podobnie jak ciężar nieprzespanej nocy. Uwaga, dotąd rozproszona między zmęczeniem a irytacją, skupiła się w jednym miejscu.
    — Tak łatwo cię podejść… — Uśmiechnął się szerzej. W jego głosie nie pobrzmiewała już zgryźliwość. Łatwiej było doszukać się w nim teraz czegoś lekkiego… Czegoś, co rodziło się naturalnie, gdy niespodziewanie trafiało na coś, co autentycznie poprawiało humor.
    Słowa o imprezie sprawiły jednak, że na moment zamarł. Próbował odtworzyć poprzedni wieczór, ale wspomnienia przypominały pocięte fragmenty filmu, z którego ktoś usunął połowę scen. Migające światła, gęsty tłum, muzyka tłukąca się o ściany, smak alkoholu i pojedyncze twarze przewijające się przed oczami tak szybko, że żadna nie zdążyła zapisać się w jego pamięci na dłużej. Czy widział tam Inhana? Możliwe. Równie dobrze mógł rozmawiać z nim przez dziesięć minut albo minąć go bez słowa.
    — Tak? — Wzruszył lekko ramionami, umyślnie ingormując na razie wzmiankę o własnym imieniu. — Wybacz, nie kojarzę cię. Ale nie traktuj tego osobiście, byłem tam tak długo, że nie pamiętam nawet tych, z którymi rozmawiałem.
    Na tym temat dla niego właściwie się kończył. Prawie natychmiast wrócił do tego, co interesowało go znacznie bardziej. Pochylił się nad materiałami, odruchowo przysuwając je jeszcze bliżej siebie. Jego spojrzenie przesuwało się po kolejnych linijkach obliczeń. W takich chwilach jego umysł działał niemal automatycznie. Nie analizował każdej liczby osobno. Dostrzegał zależności, schematy, powtarzające się błędy, miejsca, w których coś przestawało do siebie pasować.
    — Obliczenia... — mruknął bardziej do siebie niż do chłopaka, stukając opuszkiem palca w jedną z wartości. — Wyglądają całkiem sensownie.
    Przesunął wzrok na monitor. Milczał jeszcze przez kilka sekund, aż w końcu cicho parsknął pod nosem.
    — Ale program nie zwariował. — Wskazał ekran końcówką ołówka. — Ty po prostu wrzuciłeś do niego taki bałagan, że biedak próbuje go zinterpretować najlepiej, jak umie.
    Uniósł kącik ust.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Nie uczą was obsługi tego badziewia, czy olałeś temat? — zapytał jeszcze, odwracając laptopa w stronę swojego rozmówcy. — Widzisz te pola? Nie możesz wprowadzić wartości w pierwsze z nich, a resztę zostawić pustą. System potrzebuje pełnych danych, jeśli czegoś nie wypełnisz, nie zadziała poprawnie. Jeśli coś ma mieć dwanaście metrów wysokości, a masz do wypełnienia cztery pola, dodajesz tam zera. Dla przykładu. W pierwsze wpisujesz zero, w drugie również zero, w trzecie jeden, a w czwarte 2. O ile wcześniej w ustawieniach ustalisz, że trzymasz się metrów. W innym razie musisz to jeszcze poprawnie poprzeliczać na inne jednostki.

      yoonie w trybie mądrali

      Usuń
  6. Yoonjae nie zamierzał ukrywać, że był z siebie całkiem zadowolony. Przesunął jeszcze raz spojrzeniem po ekranie, jak gdyby chciał upewnić się, że niczego nie przeoczył, choć doskonale wiedział, że problem rzeczywiście tkwił dokładnie tam, gdzie go znalazł, i dopiero wtedy definitywnie odsunął ołówek na bok. Lubił to uczucie, ten moment, w którym coś, co dla kogoś innego przez kilka dni pozostawało nieczytelnym bałaganem, nagle zaczynało układać mu się w głowie w całkiem prostą całość; może nawet odrobinę za bardzo lubił mieć rację, zwłaszcza gdy mógł przy okazji obserwować czyjąś minę, kiedy ta racja zostawała bezdyskusyjnie potwierdzona.
    — No widzisz — rzucił, opierając się wygodniej o krzesło. — Żyjesz. Projekt też. Możesz przestać patrzeć na niego, jakby był czymś nie do rozgryzienia.
    Dopiero wtedy zwrócił większą uwagę na Inhana, bo jego zachowanie od początku wydawało mu się jakieś... osobliwe. Nie chodziło nawet o samą nieśmiałość; Han znał ludzi wycofanych, znał tych, którzy potrzebowali kilku spotkań, zanim przestawali ważyć każde wypowiedziane słowo, ale Inhan zdawał się robić to wszystko z przesadną gorliwością. Uciekał wzrokiem, plątał dłonie, czerwienił się od zwykłego zainteresowania, jakby Yoonjae właśnie przesłuchiwał go w sprawie przestępstwa, a nie pomagał znaleźć jednego śmiesznego błędu w projekcie. Han naprawdę nie potrafił pojąć, co właściwie było w nim takiego onieśmielającego. Przecież nie gryzł. Zazwyczaj.
    Kącik ust drgnął mu lekko, kiedy Inhan w końcu się przedstawił, wyciągając dłoń ponad stolikiem. Yoonjae spojrzał najpierw na nią, później na jego twarz, jakby dopiero teraz dotarło do niego, że właściwie przez cały ten czas rozmawiali ze sobą bez tego najprostszego początku. Wyciągnął rękę i uścisnął jego dłoń, krótko, pewnie, nie zdecydował się jednak wypowiedzieć tego, na czym wyraźnie zależało jego nowemu koledze.
    To nie był pierwszy raz, kiedy miał wrażenie, że Inhan z jakiegoś powodu wyjątkowo interesuje się tym, jak właściwie się nazywał. Wcześniej również pojawiały się te drobne momenty, ledwie zauważalne, gdy spojrzenie kolegi zatrzymywało się na nim o sekundę dłużej, jakby próbował coś dopasować, zapamiętać albo sprawdzić. Yoonjae nie wiedział jeszcze, co dokładnie powinien z tym zrobić, ale wystarczyło, żeby jego wcześniejsze rozbawienie ustąpiło miejsca odrobinie czujności. Przechylił głowę, przyglądając mu się z cieniem uśmiechu.
    — Popraw mnie, jeśli się mylę, Innie… — zaczął, z rozmysłem pozwalając sobie na przekroczenie tej granicy i zwrócenie się do chłopaka zdrobnieniem, o użycie którego nawet nie zapytał. Nie miał tego w końcu w zwyczaju. Chciał go rozgryźć. A robił to o tyle skuteczniej, o ile wcześniej strącił rozmówcę ze stabilnego gruntu. — Wydaje mi się, że próbujesz sobie coś przypomnieć. Zaczynam czuć się trochę jak twoje kolejne zadanie domowe.
    Han przechylił lekko głowę i przyjrzał się Inhanowi z tym charakterystycznym dla siebie, badawczym skupieniem, jakby próbował właśnie rozgryźć znacznie ciekawszy problem niż ten, który przed chwilą poprawił na ekranie. Przez moment nic nie mówił, pozwalając spojrzeniu prześlizgnąć się po jego twarzy i zatrzymać na oczach, które zdecydowanie zbyt często uciekały gdzieś na bok. Zastanawiało go, co właściwie działo się w głowie tego chłopaka i dlaczego przy nim zachowywał się tak, jakby każda drobnostka wymagała wcześniejszego przygotowania.
    — Han Yoonjae — odpowiedział jednak w końcu. Wiedział, że dłuższe milczenie mogło przysporzyć mu jedynie większych kłopotów, gdyby chłopak okazał się… zbyt ciekawski. Choć i z takimi potrafił sobie dobrze radzić. — Nie powiedzieli ci w sekretariacie?

    wredusek-mode
    Let’s start the show ^^

    OdpowiedzUsuń