Keep watching. That's the closest you'll ever get.
Han Yoonjae miał dwadzieścia cztery lata, pięć okazji do zniszczenia sobie życia i nazwisko, które w Korei Południowej otwierało więcej drzwi, niż tych, do ktorych większość ludzi zdołałaby kiedykolwiek zapukać. Jego matka od lat należała do grona najbardziej rozpoznawalnych aktorek w kraju, ojciec natomiast uchodził za jednego z najbardziej cenionych reżyserów swojego pokolenia. Dorastanie u ich boku oznaczało wygodę i łatwość w realizacji tego, co powinien nazywać marzeniami. Niosło ze sobą jednak także flesze aparatów, czerwone dywany i niekończące się nagłówki na portalach plotkarskich. Zanim zdołał ukończyć szkołę, internet zdążył już przypiąć mu łatkę kolejnego nepo baby, które prędzej czy później miało wykorzystać rodzinne koneksje do tego, by przekierować na siebie całą uwagę.
Problem polegał na tym, że... Yoonjae nigdy tej uwagi nie chciał. Nie w tej wersji i nie oficjalnie.
Gdy tylko nadarzyła się okazja, zniknął. Nie dosłownie, oczywiście, choć wizja ta kusiła równie mocno, co każdorazowe sprzeciwianie się przyjętym normom. Z zadziwiającą konsekwencją wymazał samego siebie z przestrzeni, w której wszyscy byli przekonani, że nadal istnieje. Zablokował największe koreańskie profile plotkarskie, porzucił dawne media społecznościowe i założył nowe, całkowicie prywatne konta, do których dostęp miało jedynie sprawdzone grono osób. Przynajmniej na początku. Rodzice, zapytani przez dziennikarzy o syna, niezmiennie odpowiadali, że studiuje w Japonii. Nikt nie miał powodu w to przecież wątpić.
Tak naprawdę... Yoonjae mieszkał tysiące kilometrów dalej, w Stanach Zjednoczonych, gdzie, zgodnie z kolejnym kaprysem, studiował sztukę użytkową i po raz pierwszy od lat funkcjonował jak zwyczajny człowiek. Bez ochroniarzy, bez fotografów czekających pod uczelnią i bez ludzi, którzy znali jego nazwisko jeszcze przed poznaniem jego samego. Ta anonimowość była dla niego czymś więcej niż wygodą. Stała się luksusem, którego wcześniej nigdy nie zaznał. Przepustką do normalności i... okazji posmakowania wszystkiego, co kusiło łatką wcześniejszej niedostępności.
Żył zbyt szybko, czasami tak, że sam gonił za własnymi założeniami, potykając się co trzeci krok. Noce kończył dopiero wtedy, gdy miasto zaczynało budzić się do życia, a decyzje podejmował pod wpływem impulsu, zostawiając konsekwencje przyszłemu sobie. Nie znosił monotonii. Nuda drażniła go bardziej niż cokolwiek innego, dlatego nieustannie szukał nowych wrażeń, coraz mocniejszych emocji i granic, które tylko czekały na to, aż ktoś odważy się przesunąć je jeszcze odrobinę, choćby o cal. Ryzyko nigdy nie budziło w nim przecież strachu. Było jedynie kolejną formą rozrywki, której chciał się poddać. Nie zauważył nawet momentu, w którym niewinna zabawa przestała być niewinna. Granica bezpieczeństwa, którą przez długi czas uważał za nienaruszalną, zniknęła gdzieś za jego plecami, a on sam wpadł w wir ludzi, dla których cudze sekrety stanowiły walutę cenniejszą od pieniędzy. Im głębiej w to brnął, tym wyraźniej czuł, że wystarczy jeden nieostrożny krok, jedno spojrzenie skierowane w niewłaściwą stronę, by misternie budowana anonimowość rozsypała się na jego oczach niczym domek z kart.
Łatwo było pomylić tę beztroskę z głupotą. W rzeczywistości pod warstwą pozornego chaosu krył się umysł pracujący z zawstydzającą sprawnością. Nauka przychodziła mu z naturalnością, która irytowała zarówno wykładowców, jak i innych studentów, czemu nie potrafiłby się nawet dziwić. Zarywał kilka nocy z rzędu tylko po to, by w końcu pojawić się na zajęciach z kubkiem niedopitej kawy w ręce i mimo to bez wysiłku odpowiadać na zadawane mu pytania. Udzielanie korepetycji młodszym studentom zaczęło się od zwykłej kalkulacji. Uczelnia oferowała za to dodatkowe punkty, a Yoonjae lubił kolekcjonować osiągnięcia równie mocno, jak kolejne dawki adrenaliny. Szybko okazało się jednak, że posiada rzadki talent do tłumaczenia nawet najbardziej skomplikowanych zagadnień. Co prawda... nigdy nie przyznałby, że sprawiało mu to jakąkolwiek satysfakcję. Oficjalnie robił to wyłącznie dla własnych statystyk.
Być może właśnie w tym tkwił największy paradoks Han Yoonjae. Miał wszystko, czego potrzeba, by prowadzić spokojne, uporządkowane życie, ale spokój przerażał go bardziej niż porażka. Dlatego raz po raz dokładał kolejne cegiełki do konstrukcji, która prędzej czy później musiała runąć. Pozostawało jedynie pytanie, czy kiedy usłyszy pierwszy trzask pękających fundamentów, spróbuje się wycofać... czy, jak zawsze, zrobi krok naprzód.
Hi, brave one! At what time do we start our tutoring session? 👀
OdpowiedzUsuń