Przerwa spowodowana eskalacją konfliktu to zdecydowanie coś, czego nigdy byś się nie spodziewał nie tylko w środku sezonu, ale w całej swojej karierze w Formule 1. Tak samo nie spodziewałbyś się serii dziwnych problemów na torze, zwolnienia twojego zaufanego inżyniera czy pojawienia się nowego kierowcy. Twój tymczasowy zastępca w zasadzie przejął twoje miejsce i dobrze o tym wiesz, bo nawet talent nie wygra z ogromnym medialnym wsparciem i nazwiskiem, które waży więcej niż twoje sukcesy.
"Wspólnie z Leo zdecydowaliśmy się na chwilowe wycofanie z rywalizacji, by umożliwić mu pełne skupienie na regeneracji fizycznej i psychicznej po intensywnych latach w Formule 1. Naszym celem jest jego długofalowy powrót do formy.”
Nie kupujesz tego. Nic dziwnego, bo przecież znasz prawdę, a przynajmniej tę jej część, której nikt nie chce nazwać głośno. W głębi duszy liczysz, że świat też tego nie kupuje, równie mocno, co ty. Tak, to cicha, może nieco głupia nadzieja, bo papier przyjmie wszystko, a ten, który się sprzedaje zawsze stanie się źródłem manipulacji. Wiesz więc doskonale, jak łatwo można sprawić, by jeden artykuł, jeden post i jedno zdjęcie sprawiło, by kochał cię cały świat, a nazajutrz nienawidził równie mocno. Cancel culture. Wiesz to, nie jesteś głupi, ale nie rozumiesz. Nie rozumiesz, dlaczego odwrócono się od ciebie, kiedy dawałeś z siebie wszystko. Nagle tak wiele rzeczy zaczęło iść nie tak i tego też nie rozumiesz. A przede wszystkim nie rozumiesz, dlaczego za każdym razem, kiedy próbowałeś nazwać to po imieniu, ktoś znajdował wystarczająco rozsądne wyjaśnienie.
F1 INSIDER
@F1Insider
After a promising start, Leo Maxwell’s 2026 season spiraled amid personal struggles. Now on a break, rumors say tensions with his team’s new director run deep… #F1 #LeoMaxwell #HawthornRacing
1:20 PM ◦ Jul 14 ◦ 137.3K Views
Grudzień 2025, wtedy zaczęło się twoje piekło. Poczułeś to od razu – narastające naciski, dziwna strategia i chłodne spojrzenia nowego dyrektora zespołu. Eric od samego początku nie był łatwym człowiekiem, ale nie spodziewałeś się, że konflikt z nim zabierze ci aż tyle… Mimo wszystko liczyłeś, że napięcie minie i wszystko się ułoży. Niestety, początek kolejnego sezonu położył temu kres. Najpierw strategia zawodziła, potem raz wypuszczono cię na złych oponach, choć jeszcze kilka minut wcześniej warunki wyglądały zupełnie inaczej. Oficjalnie to wynik błędnej prognozy. Ot, zwykła pomyłka. Pech. Tylko że takich “pomyłek” i “pechowych zdarzeń” zaczęło być więcej. W kwalifikacjach zaliczyłeś kraksę; to wtedy wyznałeś, że jeszcze nigdy nie miałeś tak źle ustawionego auta. I naprawdę próbowałeś uwierzyć, że to tylko błąd. Może coś źle zrozumiałeś, może zmiana balansu była konieczna. Może to ty nie potrafiłeś się dostosować. A tak przecież najłatwiej było cię uciszyć – po prostu sprawić, żebyś sam zaczął podważać własne odczucia i myśli.
Nie wszystko jednak dało się wyjaśnić pechem, a szczególnie wtedy, gdy Pierce zaczął zadawać pytania. To on zauważył rzeczy, których ty wtedy nie potrafiłeś ze sobą połączyć. Nie mówił, że ktoś cię sabotuje, zresztą sam chyba nie był tego pewien. Powtarzał tylko, że zbyt wiele decyzji zaczyna układać się w ten sam wzór. Wciąż pamiętasz, jak któregoś wieczoru powiedział ci, że nie chodzi przecież o to, że chcą cię wyrzucić, tylko o to, żebyś sam zaczął się zastanawiać, czy wciąż jesteś wystarczająco dobry. Pierce nigdy nie kłamał, a jego słowa wyryły ci się w pamięci, kiedy kilka dni później go zwolnili. Oficjalnym powodem była restrukturyzacja zespołu, ale ty wiesz, że chodziło o coś więcej.
Od tamtej pory coraz trudniej było ci odróżnić przypadek od celowego działania. Nie miałeś żadnych dowodów, tylko dane, wspomnienia i to nieprzyjemne uczucie, że ktoś bardzo konsekwentnie odsuwa cię od miejsca, w którym powinieneś być. W tym wszystkim zadawałeś sobie jednak pytanie, czy może po prostu nie szukałeś desperacko sensu w tym, że nagle wszystko zaczęło się rozpadać. A rozpadło się na dobre w lipcu, kiedy popełniłeś głupi błąd. Bal charytatywny po Silverstone stał się twoim wyrokiem; tam, trochę przez alkohol, trochę przez kłębiące się w tobie uczucia, powiedziałeś za wiele. “Ale proszę, pamiętajcie że F1 to nie tylko wyścigi i prędkość, ale ponad wszystko polityka”. Następnego dnia twoje słowa rozeszły się błyskawicznie, media oszalały, a twój manager złapał się za głowę. A ty… Cóż, ty już wiedziałeś, że to koniec. I kiedy patrzyłeś na instagramowy post TMZ nagle wszystko zaczęło być dla ciebie jaśniejsze niż dotychczas. Problematyczny kierowca, konfliktowy zawodnik, nieprzepracowana trauma. Człowiek, który nie radzi sobie z presją i zdecydowanie potrzebuje przerwy. Szach mat.
the #4 girl
@maxxedout
sorry but leo going from fighting at the front to “taking a break” mid season??? yeah i’m gonna need a little more than that actually 😭
11:51 AM ◦ Jul 14 ◦ 20.9K Views
Minęło kilka dni – na tyle krótko, by nadal bolało; na tyle długo, by zatęsknić za swoim życiem. Nowy Jork to dom z wyboru, ale smakuje jak więzienie. Kolejnego dnia masz nową kampanię reklamową, a na plan zdjęciowy wejdziesz z maską udawanego spokoju, podczas gdy cały świat szepcze za twoimi plecami. No trudno. Boli, denerwuje, frustruje i stresuje, to prawda, ale przecież tego na razie nie zmienisz. Powtarzasz sobie, że życie ciągnie się dalej, świat się nie zatrzyma, a jutro nie zbuduje się samo. Wiesz, że musisz zacząć kształtować swoją przyszłość na nowo, znaleźć swoje miejsce w świecie, może formuły, może nie. Na razie starasz się ignorować szepty z przeszłości, a ponad wszystko te ojcowskie, które niegdyś były motywacją, a teraz świadectwem prawdy. Twierdził, że Formuła 1 to nie świat dla ciebie. Sam już nie wiesz, co było prawdą. Wiesz za to, że silna wola matki i jej zawziętość, to coś, co płynie w twoich żyłach; coś, co nie pozwoli ci poddać się tak łatwo. Nie szukasz jednak poklasku, nigdy tego nie robiłeś. Teraz za to już wiesz, że nawet ciężka praca nie wystarczy, jeśli masz wrogów za blisko.
Od tamtej pory znikasz z social mediów, zupełnie tak samo, jak robisz to przed Grand Prix, tylko tym razem z innego powodu. Po tygodniu wrzucasz czarno-białe zdjęcie Manhattanu i piszesz z westchnieniem.
Reset. Do not disturb.
specjalista od śliskich warunków, deszcz to jego żywioł — uznawany za jednego z najlepszych kierowców na mokrym torze — debiut w 2019 roku, po przejściu przez karting, F3 i F2 oraz programy juniorskie — w sezonach 2020 i 2021 regularnie kończył wyścigi w TOP 5, a w 2021 roku zdobył swoje pierwsze podium, czyli 3. miejsce podczas Grand Prix Belgii — zaprzepaścił sezon 2022 po serii błędów i kryzysie emocjonalnym po śmierci bliskiego przyjaciela i inżyniera torowego, Jamesa Callowaya — pierwsze zwycięstwo w sezonie 2023 podczas Grand Prix Włoch (Monza) stało się przełomowym momentem kariery i potwierdziło jego potencjał — w sezonie 2024 odniósł 5 zwycięstw, czterokrotnie kończył wyścig na P2 i trzykrotnie na P3, stając się jednym z najważniejszych kierowców Hawthorn Racing — w 2025 roku po raz pierwszy realnie włączył się do walki o mistrzostwo świata, kończąc sezon jako wicemistrz — przed GP często odcina się całkowicie od social mediów, bo hejt zjada go szybciej, niż byłby gotów przyznać — kocha jazdę, ale nie znosi całej reszty, czyli PR-u, sponsorów i medialnych wystąpień — NYC to jego miasto na zresetowanie układu nerwowego — na zewnątrz błyskotliwy, roześmiany i urokliwy, wewnątrz uzależniony od aprobaty i cierpiący na chroniczne poczucie bycia niewystarczająco dobrym — żarty i sarkazm ukrywają lęki i niepewność — na lewym nadgarstku srebrna bransoletka, będąca pamiątką po zmarłym w 2021 roku inżynierze torowym — powiązania
[Dzień dobry. ✨
OdpowiedzUsuńLeo zdecydowanie łatwiej historii nie ma z zespołem, a ja mu tak brzydko jeszcze w życiu prywatnym namieszałam. I wcale nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia. 🤭 Jego historii z pewnością żaden kierowca doświadczyć by nie chciał. Dobrze, że na blogach można wszystko i sabotowanie własnego kierowcy tak dobrze wygląda w fikcyjnym świecie. Napisałabym, że mam nadzieję, że w Nowym Jorku znajdzie trochę spokoju i odpocznie, ale chyba dobrze wiemy, że to nie jest prawda. ^^
Bawcie się dobrze i obiecuję, że długo na nas nie będziecie musieli czekać!🩷]
Romy Bellini i moi chłopcy Cameron, Dominic & Gabriel
[a ja czekam na te wszystkie dramy, z nim w roli głównej (i pewnej pani 🤭)
OdpowiedzUsuńTak jak pisałyśmy, my musimy sobie wszystko jeszcze obmyślić dokładnie, ale możesz nam już klepnąć miejsce w wsteczni, żeby później żalu nie było! Bawcie się pięknie 🩷]
Octavia & Vivian
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńFashion Week rządził się swoimi prawami, a Romy akceptowała cały chaos wokół.
OdpowiedzUsuńNie był to jej pierwszy pokaz, na który dostała zaproszenie. Odkąd Bellini zaczęło być bardziej rozpoznawalne zaproszeń na różnego rodzaju eventy pojawiało się coraz więcej. Romy była od małego przyzwyczajona do głośnego, hałaśliwego życia i obecności paparazzi. Dopiero w ostatnich latach zaczęło być ich znacznie więcej. Blondynka zamiast chować się za innymi, być nieśmiałą chętnie pozowała do zdjęć. Tym razem było podobnie i liczyła, bardzo liczyła, że ludzie będą zbyt skupieni na otaczających ich luksusowych markach i zapomną o jej drobnych błędach z ostatnich miesięcy. Sama Romy starała się zbyt mocno nie myśleć o popełnionych przez siebie błędach. Ciężko było wymazać pewne wydarzenia z własnego życia. Szczególnie, gdy wspomnienia wciąż były żywe, a iPhone wyświetlał zdjęcia, których świat nigdy nie ujrzał, jako miłe przypomnienie o chwilach, które teraz istniały tylko w jej głowie.
Punkt siódma trzydzieści siedziała na wygodnym fotelu w hotelu, a wokół niej pracowało parę osób. Mogła przygotować się w swoim mieszkaniu, w końcu mieszkała w Nowym Jorku, jednak nigdy nie chciała łączyć swojego mieszkania w pełni z pracą. To było jej miejsce. Sanktuarium, gdzie odpoczywała i na pewno nie potrzebowała obcych ludzi kręcących się po miejscu, w którym posiadała setkę osobistych rzeczy.
W dłoniach trzymała kubek z parującą kawą, koniecznie na mleku kokosowym z syropem waniliowym i wciąż trochę przysypiała, kiedy wizażystka przyklepywała jej twarz podkładem. Romy nie należała do rannych ptaszków. Wiedziała jednak, że za kilka minut trochę się ożywi, emocje uderzą i będą ją prowadziły przez resztę dnia. Grafik był napięty, a ona dziś miała wiele do zrobienia. Wszystko brzmiało ekscytująco, jednak nie przed dziesiątą rano.
Od: Sienna
do: Romy
Przyjdziesz dzisiaj, prawda?
Od: Romy
Do: Sienna
Oczywiście! Nie mogłabym tego przegapić. Właśnie się szykuję!
Do wiadomości Romy załączyła selfie. Usta wystawiła w dziubek, kubek z kawą miała przy twarzy, a w tle widać było hotelowe wnętrze i parę kręcących się w tle osób. Tak naprawdę to cały ten dzień chciała poświęcić dla Sienny, a na pewno późne popołudnie. Domyślała się, że jej przyjaciółka musi się stresować swoim występem. Romy z kolei była przekonana, że pójdzie jej świetnie. Odnosiła sukcesy już wcześniej, więc dlaczego dziś miałoby być inaczej?
Od: Sienna
Do: Romy
Przysięgam, że zwymiotuję zanim tam wyjdę.
Od: Romy
Do: Sienny
Mówisz tak za każdym razem. Wystarczy, że pojawisz się na wybiegu i wszyscy są kupieni. Będzie świetnie. Wyluzuj!
Wymieniły jeszcze kilka szybkich wiadomości, zanim obie pogrążyły się w przygotowaniach. Dzień wymagał nie tylko energii od Romy, ale i od Sienny. Ona w przeciwieństwie do przyjaciółki nie musiała dziś pokazać się na wybiegu i przejść kilkadziesiąt metrów bezbłędnie. Miała za sobą sesje i radziła sobie świetnie przed aparatem, jednak wcale nie była taka pewna, czy dobrze poradziłaby sobie na wybiegu. Wydawało się jej, że ma zbyt koślawe nogi i jet zbyt niska, aby bawić się w modelkę. Romy też mimo wszystko, ale wolała być po drugiej stronie. Ona chciała ubierać modelki w swoje projekty i pokazywać je światu. Poniekąd już to właśnie robiła. Jeszcze nie na ogromną skalę, ale wystarczającą, aby Vouge poprosiło ją o krótki wywiad na początku roku.
Dwie godziny przygotowań zleciały szybko, a zanim Romy tak naprawdę się obejrzała wychodziła już z hotelu. Pod nim czekała dość spora ilość zaciekle walczących ze sobą fotografów. Tak, jak zwykle chętnie pozowała, tym razem gonił ją czas. Mogła pozwolić sobie zaledwie na zatrzymanie się na kilka sekund, zanim agentka zaczęła ją pospieszać. Mimo wiszącej w powietrzu jesieni, wciąż było ciepło i Romy dziękowała za sobą pogodę, gdyby przyszyło jej w tym stroju wyjść, kiedy temperatura wynosiłaby mniej niż dwadzieścia stopni wróciłaby się do hotelu po rajstopy i kurtkę.
Pogoda dopisywała dzisiejszej kreacji Romy. Krótka czarna sukienka leżała na niej perfekcyjnie, dekolt był wystarczająco głęboki, aby zaciekawić, ale nie wulgarny. Na ramiona luźno zarzuconą miała ciemną marynarkę ze złotymi guzikami. Wysokie szpilki dodawały jej kilkunastu centymetrów. Romy na co dzień nosiła jaskrawe kolory, dziś jednak niewiele miała do powiedzenia w kwestii swojego wyglądu i ani trochę jej to nie przeszkadzało. Dopóki wyglądała, a stylizacja nie kłóciła się mocno z jej estetyką, dobrze gotowa była nosić wszystko.
UsuńGdyby to tylko było możliwe zobaczyłaby się z Sienną jeszcze przed pokazem. Dodała przyjaciółce trochę otuchy, uspokoiła przed występem. Czasami nie wiedziała skąd w niej brała się ta niepewność. Sienna była jedną z najpewniejszych siebie osób, które Romy znała. Wielokrotnie zazdrościła jej tego, jak potrafiła zatrząsnąć światem. Kiedy pojawiały się dni takie jak ten, a przyjaciółka pisała jej o tym, jak stres ją zjada ciężko było Romy w to uwierzyć. Wątpiła, że dziewczyna odczyta jej kolejną wiadomość, ale i tak ją wysłała. Jeszcze zanim dojechała na miejsce.
Im bliżej było lokalizacji, tym wolniej poruszało się auto.
Nowy Jork podczas Fashion Weeku miał w sobie coś absurdalnego. Ulice były pełne czarnych SUV-ów, fotografów z aparatami przewieszonymi przez szyje i ludzi, którzy wyglądali tak, jakby każdy z nich właśnie wyszedł z innego pokazu. I właściwie w tym ostatnim stwierdzeniu wcale nie było kłamstwa.
Romy obserwowała wszystko przez przyciemnioną szybę, poprawiając jednocześnie kilka pasm włosów, które wymknęły się z idealnie gładkiej fryzury.
Schowała telefon do niewielkiej torebki, kiedy auto się w końcu zatrzymało. Wiadomości zwrotnej nie otrzymała. Wzięła głęboki wdech przed wyjściem, a gdy tylko drzwi się uchyliły pojawił się prawdziwy chaos. Ludzie się przekrzykiwali, flesz błyskał za fleszem. Padały pytania kogo kreację ma na sobie, czy biżuteria, którą nosi była jej. Kierując się w stronę wejścia Museum of Modern Art parę razy zatrzymywała się, aby zapozować do zdjęć. Mijała znajome twarze, raczej z internetu niż z prawdziwego życia. W środku zdawało się być odrobinę ciszej, ale były to jedynie pozory. Romy została poprowadzona w pobliże swojego miejsca. Roiło się tutaj od celebrytów; aktorów, którzy podbijali Hollywood, wschodzących gwiazd, dziennikarzy, sportowców. Był tak naprawdę tu każdy kto coś znaczył.
Przez myśl nawet jej nie przeszło, że podczas tego pokazu nie będzie tu sama. Zastanawiała się przy kim będzie siedziała. Miała w głowie dziesiątki nazwisk, jednak w najgorszych koszmarach, a może w najlepszych snach, nie podejrzewałaby, że ten konkretny pokaz będzie jej dane spędzić w towarzystwie człowieka, którego próbowała wyplenić ze swojego umysłu i serca.
Te drugie zadrżało mocniej, gdy była zaledwie paręnaście kroków od swojego miejsca. Pierwszy rząd, setka osób wokół, a jej wylosowało się miejsce tuż obok niego. Wyraźnie zwolniła kroku, do samego końca licząc na to, że to jakiś nieśmieszny żart, a za moment okaże się, że miejsce Romy jest w zupełnie innym miejscu.
Tylko, że wcale nie było.
Romy🩷
Romy była przekonana, że to co właśnie widzi jest jedynie wytworem jej wyobraźni. Głupie, stęsknione serce podesłało głowie obraz, który wcale nie miał odzwierciedlenia w rzeczywistości. Jednak z każdym kolejnym krokiem, który zbliżał ją w stronę Leo rozumiała, że to wcale nie jest żadna fatamorgana. Nie dostała nagle urojeń. To nie jet tylko zbliżony do niego wyglądem facet. To naprawdę był Leo. Siedzący na miejscu obok jej. W pierwszej chwili nie była pewna, czy bardziej chce mu się rzucić na szyję czy jednak wymierzyć mu siarczysty policzek za to co jej zrobił. Gdyby zdecydowała się na drugą opcję w przeciągu minut internet by oszalał, jej menadżerka dostałaby wścieklizny, podobnie, jak i menadżer Leo, a sekret, który trzymali tak uparcie w ciszy wyszedłby na jaw.
OdpowiedzUsuńRomy nie mogła pozwolić sobie na kolejną PR’ową katastrofę. W zupełności wystarczyły jej krążące po internecie plotki. Zdawało się, że tak naprawdę mało kto nabierał się na wersję dwójki znajomych, którzy czasem spędzają ze sobą czas. Tak najłatwiej było się wytłumaczyć, gdy zdarzało się, że zostali przyłapani przez paparazzi czy fanów. Znali się na długo przed rzeczami, które między nimi się wydarzyły. Byli w końcu niczym więcej jak przyjaciółmi. Dla publiki byli właśnie tylko tym. Jednak, gdyby miała powiedzieć na głos kim byli dla siebie nawzajem to najpewniej nie znalazłaby odpowiednich słów. Przecież nigdy nie padło żadne potwierdzenie. Niczego sobie nie wyznali. Niczego sobie nie obiecywali.
W momencie, kiedy Leo ją tak po prostu od siebie odciął, Romy czuła, jakby została uderzona z pięści prosto w żołądek. Mimo, że nigdy nie padły między nimi żadne deklaracje sądziła, że sama jej obecność jest wystarczającym dowodem, że dla niej to wcale nie jet tylko przygoda, o której za parę lat będzie wspominała z uśmiechem. Romy przekonywała samą siebie, że i dla niego ten wspólnie spędzony czas, te ukradzione momenty, które nie powinny istnieć, znaczyły coś więcej niż bycie jedną z wielu. Tłumaczyła sobie to tym, że miał trudny okres. Cóż, zajebiście trudny. Nawet nie potrafiła sobie wyobrazić, co tak naprawdę musiało dziać się w jego głowie i chciała to zrozumieć. Być tą osobą, z którą rozmawia o takich rzeczach. Przysłużyć mu się ramieniem, które byłoby dla niego oparciem. W zamian dostała chłodny dystans i nagłe zerwanie kontaktu bez wyjaśnienia czegokolwiek. Jakby naprawdę była tylko jedną z wielu dziewczyn, które za nim wzdychały i czekały, aby dał im szansę.
Powoli zaczynała też w to wierzyć. Zniszczyła swój związek dla mężczyzny, który widział w niej tylko jedną z wielu. Jak żałosne to było? Nie potrafiła jednak uwierzyć w to w pełni. Nie, gdy myślała o tych wszystkich momentach, które dzielili tylko we dwójkę. Czy naprawdę był w stanie udawać to, jak na nią patrzył? Przybierać tak perfekcyjną maskę, aby uwierzyła, że to coś więcej niż krótka wzajemna fascynacja?
Głęboki wdech, Romy. Poradzisz sobie.
To właśnie zrobiła. Zamiast się rozkleić przybrała na twarz uśmiech. Byli przecież otoczeni kamerami z każdej strony. Ludzie między sobą rozmawiali, choć może niekoniecznie o nich. Nie każda osoba na tym świecie przecież interesowała się ich życiem, a jednak każdy szept zdawał się być teraz o nich.
Boże, wyglądał świetnie. On zawsze wygląda świetnie przemknęło jej przez myśl. Zwłaszcza z mokrymi włosami tuż po prysznicu. Skarciła samą siebie za to, że akurat taki obraz musiała przywołać sobie do głowy. Czuła się jak idiotka. Jak beznadziejnie zakochana nastolatka w koledze ze starszej klasy, który nie ma pojęcia o jej istnieniu.
Głos uwiązł jej w gardle. Musiała przełknąć ślinę, aby w ogóle zebrać się na odwagę i coś powiedzieć. Liczyła też, że zrobiła to na tyle dyskretnie, a ten gest mu umknął.
— Hej. — Odpowiedziała. Ciszej niż planowała. Co miała powiedzieć? Tęskniłam? To było głupie. Zrujnowałeś mi życie? Zbyt drastyczne i miejsce było niepoprawne. Dobrze wyglądasz? Nie mogła przecież pokazać, że jeszcze jej na czymkolwiek zależy. Wyskoczymy na drinka wieczorem? To dopiero było głupie.
Tak naprawdę Romy chciałaby powiedzieć to wszystko. Brakowało jej jednak odwagi, aby wykrztusić z siebie więcej niż te słabe „hej”. Te proste przywitanie zaczęła zbyt mocno analizować w głowie. Może brzmiało zbyt przyjacielsko? Może powinna była powiedzieć „cześć” tak jak on? Trzyliterowe słowo wywierało na niej teraz stanowczo zbyt dużą presję. Przecież zawsze wiedziała co powiedzieć, jak się zachować. Tymczasem wystarczyło, aby niespodziewanie Leo pojawił się obok, a ona zaczynała wariować.
UsuńSienna powiedziałaby, że zachowuje się żałośnie. Wciąż wzdychając do faceta, który z dnia na dzień ją rzucił. Choć czy w ogóle mogła mówić, że ją rzucił, skoro nigdy razem nie byli? Romy poniekąd zdawała sobie sprawę z tego, że zachowywała się żałośnie. Starała się nie robić sobie żadnych nadziei. Te parę tygodni ciszy powinny dać jej do myślenia. Tymczasem siedział tuż obok, a jej głowa parowała.
Gdyby posłuchała się Sienny już dawno wybiłaby go sobie z głowy. Nie pomogły jej babskie wakacje po rozstaniu ani zbyt duża ilość szampana, którą wtedy wypiła. Niewiele właściwie pamiętała, ale była przekonana, że po alkoholu jeszcze mocniej chciała z nim wtedy porozmawiać.
Gdyby posłuchała się Sienny nie byłaby teraz tak rozstrojona emocjonalnie. Przywitałaby się bez analizowania, czy wybrzmiała dobrze. Gdyby posłuchała się Sienny i może faktycznie zaczęła umawiać z innymi, aby o nim zapomnieć to być może towarzyszyłby jej dziś ktoś w kim miałaby oparcie. Lub może w końcu odpowiedziałaby na jedną z wielu wiadomości pytających, czy mogą dać sobie kolejną szansę i zamiast rozpaczać szykowałaby się do oglądania kolejnego ekscytującego wyścigu.
Romy schyliła się, aby zdjąć z krzesełka karteczkę ze swoim imieniem. Zawahała się przed zajęciem miejsca. Może jeszcze nie było za późno, aby poprosić o zmianę miejsca? Ktoś zauważyłby, gdyby podmieniła karteczkę z osobą siedzącą obok? Przez chwilę faktycznie zastanawiała się nad zrobieniem tego. W końcu to było tylko jedno miejsce, ale zanim zdążyła podjąć decyzję kątem oka dostrzegła zbliżającego się fotografa. Ten nie kierował się konkretnie w ich stronę, a fotografował wszystkich powoli zbierających się gości pokazu. Świetnie. Nie ucieknę. Jakaś jej część również nie chciała uciekać. Romy tak naprawdę nieświadomie tylko czekała na moment, aż znajdą się w jednym miejscu. W jej wyobrażeniach ta chwila była jednak w ustronnym miejscu, a nie na pokazie mody wśród setki osób i dziesiątek kamer.
Zajęła w końcu swoje miejsce. Założyła nogę na nogę, a torebkę ułożyła na udach. Niechcący zaczepiając wiszącą nogą o nogę Leo.
— Przepraszam. — Rzuciła dziwnie speszona tą niespodziewaną bliskością. Musiała wziąć się w garść. Przecież tylko go szturchnęła. Nie zrobiła tego celowo.
Przybrała spokojny wyraz twarzy. Tak sądziła. Nie chciała żadnych niespodzianek po pokazanie. Wystarczyło, że siedzieli obok siebie, aby to wywołało małe zamieszanie w internetowym, i nie tylko, świecie.
Tylko wzrok sam z siebie kierował się co jakiś czas na bok. Jakby chciała lepiej zapamiętać to jak Leo dziś wygląda. Wyglądał zbyt dobrze, jak na fakt, jak zła na niego była. I cholera, ale wcale nie pomagało jej to w uspokojeniu myśli. Tych miała aż nadto, a przecież była tutaj na zaproszenie przyjaciółki. I tej myśli się trzymała.
— Wiesz, że Sienna otwiera pokaz? — Nie zamierzała pytać się go o pogodę, ale Sienna to był bezpieczny temat. Romy wiedziała, że źle będzie wyglądało, jeśli będą ze sobą rozmawiać i równie źle, gdyby ze sobą nie rozmawiali. Wybrała więc temat przyjaciółki. — Chyba przed żadnym nie była tak zdenerwowana, jak dzisiaj.
Romy🩷
Romy czuła dyskomfort. Większy niż gotowa była przyznać. Wyobrażała sobie wiele razy, jak to będzie, kiedy w końcu spotka się z nim twarzą w twarz. Przygotowała różne monologi, bo oczywiście nie dałaby mu dojść do słowa zbyt szybko i najpewniej krzyczałaby, aby jej nie przerywał i dał skończyć. Z wierzchu Romy większości uchodziła za ten typ dziewczyny, która nie potrafi się odezwać. I będąc całkowicie szczerą bardzo jej ta narracja pasowała. Sama tworzyła wokół siebie estetykę cichej, skromnej dziewczyny. Ludzi zawsze zaskakiwało, gdy okazywało się, że ta cicha blondyneczka ma cięty język, a stawianie na swoim i stanowcze mówienie nie przychodzi jej z taką samą łatwością, jak zamawianie kokosowego latte.
OdpowiedzUsuńTeoretycznie nie miała prawa mu nawrzucać za to, że ją zostawił. Nie tylko nie ujawnili się przed światem, a przede wszystkim nie przyznali sami przed sobą, że są razem. Na tamten moment to była odpowiednia strategia. Romy nie chciała skrzywdzić Oliviera. Wbrew temu co mu zrobiła, to dziewczynie na nim naprawdę zależało. Miał odpowiednie cechy na idealnego chłopaka. Był opiekuńczy i troskliwy. Zawsze najpierw dbał o nią, a dopiero później myślał o sobie. Znał na pamięć jej ulubione piosenki. Nawet te, których twierdził, że nie znosi, ale gdy wspólnie jechali autem to dziwnym trafem playlista zawierała tylko jej ulubione kawałki. Olivier był spełnieniem marzeń każdej dziewczyny, o czym Romy doskonale wiedziała. It couple. Tak ich określali, kiedy postanowili, że pokażą się razem. Internet był zachwycony. Pomijając te jednostki, którym żadna decyzja kogoś tak rozpoznawalnego, jak kierowca Formuły 1 nie pasowała. Nie otaczali się skandalami wartymi uwagi. Nie wszczynali awantur. Para idealna. Tylko… Olivier nie był Leo.
Olivier nie wzbudzał w niej tak ogromnych uczuć. Próbowała go kochać odpowiednio i na swój sposób go kochała. Nie potrafiłaby z nim być tyle czasu i nie wykształcić jakichkolwiek uczuć w jego stronę. Jednak mimo wszelkich starań to, co czuła do Leo nigdy nie zgasło. Doskonale pamiętała, kiedy spojrzała na niego po raz pierwszy. Od razu zauważyła dołeczki w policzkach i błyskotliwe spojrzenie. Już na samym początku poczuła coś. Najpierw określiła to zwykłym zauroczeniem przystojnym chłopakiem, który wpadł jej w oko, a potem niby przypadkiem zaczęli spędzać ze sobą coraz więcej czasu, a Romy zaczęła dla niego przepadać. Z każdym wymienionym zdaniem coraz bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że byli dla siebie stworzeni. Było to śmiałym stwierdzeniem. I troszeczkę naiwnym. Jednak Romy nie potrafiła oprzeć się wrażeniu, że naprawdę tak było. Leo ją rozumiał i przede wszystkim również chciał ją zrozumieć. Szanował ją i czuła to w każdej interakcji. Słuchał, zapamiętywał. I były to może błahe rzeczy. Podstawowe wręcz. Sam sposób w jaki się do niej odnosił ją oczarował. Pokochała sposób w jaki opowiadał o ważnych dla siebie rzeczach. Nie nudziło jej, gdy mówił o silniku, bolidach, strategiach. Nawet, jeśli wtedy jeszcze nie wszystko rozumiała i była to dla niej czarna magia. Równie chętnie słuchała o znacznie prostszych rzeczach. Leo mógł jej opowiadać o składzie szamponu, którego używał, a równie chętnie by słuchała i rozciągnęła temat o setkę pytań tylko po to, aby go słuchać.
Leo był kimś więcej niż gościem, którego poznała przypadkiem. Był mężczyzną, który zawładną jej duszą. Śmiało mogła stwierdzić, że nie było na świecie osoby, która rozumiałaby ją lepiej. Sienna nie potrafiła jej tak zrozumieć, jak rozumiał ją Leo, a przecież była jej najlepszą przyjaciółką i znała ją o wiele dłużej niż Leo. Olivier nigdy jej potrafił jej w pełni zrozumieć. Jeszcze nie znalazła odpowiedzi, dlaczego tak właśnie było. Próbowała, a zanim nadarzyła się okazja Leo zwyczajnie wymazał ją ze swojego życia. Jakby nigdy w nim nie istniała. Jakby nie tylko ostatnie miesiące, ale i cała ich znajomość była nic nieznaczącą chwilą. Jakby to ona była nic nieznaczącą relacją, którą można zepchnąć na bok, gdy jest się znudzonym.
Romy od tamtej nocy, która zakończyła wszystko, zastanawiała się, czy udaje mu się wieczorami zasnąć. Czy przeżywa to równie mocno, co ona. Czy on również czuje to szarpiące od środka uczucie, które nie pozwala funkcjonować w dziennym świetle. Miała tak wiele pytań, na które nie poznała odpowiedzi. Zmuszała się wręcz do tego, aby nie być desperatką, która dzwoni, pisze i błaga o wyjaśnienie. Zwyczajnie w świecie nie rozumiała, dlaczego postąpił w taki sposób. Najpierw szukała wyjaśnień sama. Rozwiązania, które dałoby jej spokój ducha. Żadne nie brzmiało na tyle sensownie, aby mogła odetchnąć z ulgą i ruszyć do przodu. Później usłyszała trzy słowa, które już nie dawały jej spokoju. Znudził się tobą. I to zaczęło brzmieć sensownie. Stereotypowo wręcz pasowało do obrzydliwie bogatego faceta z ogromną karierą i dziewczynami, które, gdyby ustawić obok siebie to zapełniłby małe państwo. Jednocześnie ta sama myśl nie do końca blondynce się kleiła. Nie z problemami, z którymi się mierzył w tamtym czasie.
Usuń— Poradzimy sobie.
Tak mu mówiła, gdy widziała w jakim nastroju wracał do mieszkania po spotkaniach z zespołem. Leo nie musiał jej wtedy nawet mówić, co się dokładnie dzieje. Wystarczyło spojrzeć na jego twarz, aby ktoś kto go znał był w stanie odczytać, że wcale dobrze nie jest, a to tak naprawdę dopiero początek prawdziwej burzy. I śledząc nagłówki z ostatnich tygodni Romy wcale nie była zaskoczona. Czuła jednocześnie też gniew i żal, bo nie rozumiała, jak można było go zastąpić. Odsunąć od zespołu, w którym spędził wiele lat. W którym się rozwijał, poświęcał swój czas i energię. Nie było jej jednak wtedy przy nim, aby mu to powiedzieć. I na pewno nie zamierzała być teraz jego dziewczyną od pocieszania. Uciszała chęć bycia dziewczyną od pocieszania. To już nie było jej miejsce. I raczej Leo wcale też nie chciał, aby pocieszała go była-nie-była ex. Miał już z pewnością inną, która czekała na niego w apartamencie, którego każdy metr znała na pamięć.
I ta myśl na moment wytrąciła ją z równowagi. Spojrzała w bok na kogoś w oddali. Wyłapując elementy garderoby. Ciemna spódnica, sportowe buty i koszula w dziwny wzór, którego Romy nie potrafiła z tej odległości odczytać. Należało włożyć jednak soczewki.
Myśli zagalopowały dalej niż powinny. Leo nie był typem mężczyzny, któremu pasuje samotność. Nie wyzywałaby go od razu od play boy’ów, czy w gorszym stwierdzeniu fuck boy’ów. Jemu pasowała dziewczyna z boku. I przez chwilę ty nią byłaś… Dopóki się nie znudził. Albo cię nie zastąpił. Znów te uparte myśli. Dziś nie powinno ich być. Dziś miała świętować sukces przyjaciółki, a tymczasem w absurdalnej ciszy wzdychała do swojego byłego.
Ten krótki kontakt był wystarczający, aby przeszył ją dreszcz. Nie dotknęła nawet jego skóry, nie zetknęli się ciałem w żaden sposób. Wierzch skórzanej szpilki tylko przesunął po jego nodze, a to Romy wystarczyło. Boże, była naprawdę tak stęskniona za nim czy tak zdesperowana na męski dotyk? Nie musiała sobie odpowiadać, bo doskonale wiedziała, jak brzmi odpowiedź. Ta odpowiedź siedziała niebezpiecznie blisko niej. I najgorsze chyba nie było to, że nie mogła nic zrobić. Tylko, że nie mogła zrobić tego, co naprawdę chciała zrobić. Gdyby nikogo nie było wokół, gdyby tylko miała pewność, że jedynymi świadkami są oni – nie wahałaby się przed niczym. I być może wylądowałaby na jego kolanach, a może najpierw wyrzuciłaby mu za to, co jej zrobił, a potem na nich wylądowała. Istniała trzecia opcja i wyrzucałaby mu te wszystkie rzeczy między gorączkowymi pocałunkami.
Była żałosna.
Potraktował ją gorzej niż dziewczynę, z którą spędza się jedną noc, a rankiem wskazuje drzwi wyjściowe. Przekreślił nie tylko ten romantyczny aspekt ich relacji, ale przede wszystkim ten przyjacielski. Romy sądziła, że potrafiłaby być jego przyjaciółką, jeśli nie chciał jej jako dziewczyny. Bellini po prostu chciała być w jego życiu. Wspierać bez względu na to, czy będą dzielić razem łóżko czy jedynie w przelocie będą mówić sobie cześć.
Nie potrafiła się jednak cicho nie roześmiać na jego komentarz.
I to w nim również uwielbiała. Potrafił bez względu na okoliczności ją rozbawić. Mogła być na niego wściekła, a wystarczył jeden komentarz, aby się śmiała. I tęskniła za tym. Potwornie tęskniła za jego osobowością. Sarkastycznymi żartami. Luźniejszym spojrzeniem na świat.
Usuń— Albo napiszą, że kopnęłam cię celowo. — Zauważyła. Wciąż nie odważyła się na niego spojrzeć. To co widziała kątem oka powinno jej wystarczyć. Skupiała się na kobiecie w dziwnej koszuli, jakby to ona była najciekawszą osobą w całym hotelu. — Rozłam przyjaźni czy coś.
Poruszyła ramieniem.
Chciało się jej z tego śmiać. Bo tak, jak i przyjaciółmi może byli i rozłam był to z całą pewnością nie dotyczył on tylko przyjaźni. Skąd mieliby wiedzieć, że Leo Maxwell pewnego majowego wieczoru złamał jej nie tylko serce, ale i duszę? Skąd mieliby wiedzieć, że przez cały czerwiec Romy nie wyszła ze swojego mieszkania na dłużej niż dziesięć minut w ciągu dnia. Skąd mieli wiedzieć, że Romy planowała na koniec czerwca coś specjalnego? Niewiele mogła co prawda zrobić, bo wtedy, jeszcze, Leo miał mieć wyścigi. Nie mogła się na nich pojawić z oczywistych względów, jednak mogła pojawić się w Austrii bez względu na wszystko. Zaryzykować i towarzyszyć mu w dniu jego urodzin. Skończyło się tylko na planach, bo ani nie było jej w Austrii ani nie mogła z nim świętować kolejnych urodzin.
Wiedziała, że pokazywanie się w pobliżu Leo było ryzykowane. W każdej chwili ktoś mógł ich zobaczyć; splecione dłonie, pocałunki, których sobie przecież nie żałowali. Paparazzi mieli swoje sztuczki, aby robić zdjęcia z masywnych odległości. Ciągłe uważanie było męczące. Romy jednak nie naciskała, aby się ujawnili. To kosztowałoby zbyt wiele ich oboje. Więc się ukrywali. Przyjeżdżali i wyjeżdżali osobno. Czasem jedno wychodziło dużo wcześniej. Tworzyli nieszczerą narrację, byle tylko nikt nie powiązał ich wspólnych wyjść. Kłamstwo, w którym oboje żyli skrzywdziłoby zbyt wiele osób i miałoby zbyt duży wpływ na już i tak napiętą sytuację. Było to uciążliwe i trudne, a Romy z uporem maniaka w to szła. Tak bardzo nie chciała go stracić, a ostatecznie i tak przecież go nie miała.
— To ważny pokaz. — Stanęła w obronie przyjaciółki. Romy była słodko nieświadoma wszystkiego. Z jej perspektywy Sienna gardziła Leo po tym, jak ją potraktował. W najgorszych snach nie przypuszczałaby, że gdy ta wyjechała do Europy w lecie to wcale nie była tam sama. Romy nie mogła jej towarzyszyć. Zawaliła się pracą i ostatnie na co miała ochotę to kolejne imprezy. — Nie powiedziałabym ci, że to tylko wyścig.
Powinna była ugryźć się w język. I od razu pożałowała słów, które padły z jej ust. Cofać ich ani za nie przepraszać jednak nie zamierzała. Za tamto kopnięcie też nie powinna była. To on miał ją przepraszać, a nie ona jego.
— To nieistotne. Kto siedzi obok ciebie? — Spytała uznając, że skoczenie do kolejnego tematu będzie lepsze od siedzenia w ciszy, która dobijała ich oboje.
I would stay forever if you say, "Don't go"
Romy🩷
Romy stworzyła kilka prawdopodobnych wersji, dlaczego ich związek się zakończył. Najlogiczniejszym powodem była oczywiście jego obecna sytuacja i niestety, ale tej Romy nie pozwalała dojść do głosu. O wiele łatwiej było uwierzyć jej w to, że pojawiła się inna Romy. Dziewczyna, która rozumie go lepiej. Taka, z którą nie musiałby się ukrywać przed światem. Taka, która tym, że go pokochała nie zepsułaby mu relacji z przyjacielem z toru i nie postawiłaby w koszmarnie złym świetle przed ludźmi odpowiedzialnymi za jego wizerunek, pracę i przed fanami, którzy dla nieczystych zagrywek bywali bezlitośni. Oboje mieli wiele do stracenia i rozsądnym krokiem było rozejście się w różne strony. Niestwarzanie sytuacji, które mogłyby wskazać na nich palcem i krzyknąć winni. Doskonale wiedziała, że ich relacja nie była ulubionym tematem Rafe’a i Macie. Przysporzyli im sporo kłopotów w ciągu tych ostatnich miesięcy. Zresztą, nie tylko Rafe i Macie mieli z nimi setkę pożarów do gaszenia. Mały, ale zgrany zespół Romy również działał na wysokich obrotach pilnując, aby nic niepożądanego nie wyciekło do sieci. I obiecała, że będzie trzymała się z daleka od Leo po tym koszmarnym rozstaniu, a tymczasem wesoło siedziała obok niego na Fashion Weeku.
OdpowiedzUsuńJakim cudem ktoś nie dostał wcześniej planu usadzenia? Dlaczego nikt nie wychwycił, że ta dwójka absolutnie nie powinna była znaleźć się obok siebie? Najwyraźniej ktokolwiek szykował ten plan doskonale wiedział co robił i musiał bawić się przy tym świetnie. Uciec już nie mogła, a im dłużej przy nim siedziała tym bardziej zdawała sobie sprawę z tego, że naprawdę chciała obok niego siedzieć. Romy tęskniła i gdyby nie była tak zawzięta być może nawet by mu o tym powiedziała. Choć, czy musiała cokolwiek mówić? Leo doskonale ją przecież znał. Nie tylko poznał każdy zakamarek jej ciała, ale i umysłu. Dopuściła go bliżej niż kogokolwiek przed nim. Nie potrzebowałby wiele, aby wyczytać z jej mimiki, jak bardzo chciała znaleźć się z nim w ustronnym miejscu. Wcale nie po to, aby mógł podwinąć jej sukienkę, ale, aby porozmawiać. Bez szeptów wokół, bez kamer i bez tego uczucia, że muszą uważać na każdy najmniejszy gest.
Nie miała już jednak prawa do tego, aby za nim tęsknić. Uparcie sobie to powtarzała, gdy raz po raz przez głowę przebijała się jej myśl, aby mu to powiedzieć. Romy była zbyt dobrze przeszkolona, aby o tak osobistych rzeczach mówić podczas tak ważnych eventów. Jednocześnie była czasami zbyt głupiutka, aby trzymać język za zębami. I właśnie dlatego wróciła myślami do tamtego wieczoru, kiedy widziała go ostatni raz. Nie musiała próbować przypomnieć sobie chłodnego tonu jego głosu. Słyszała go aż nazbyt wyraźnie w głowie. Leo podjął decyzję, z którą blondynka wykłócać się nie mogła. Wyjaśnień zbyt wielu nie było. Pojawiło się coś znacznie gorszego. Dobijająca cisza. Z początku jeszcze myślała, że po stresującym czasie potrzebuje dłuższej chwili dla siebie. Minuty zmieniały się w godziny, a te w dniu. Aż w kompletnej ciszy umknęły niemal trzy miesiące. Potrzebowała tego, aby nie zdążył zauważyć, że uczucia w niej wciąż były tak samo żywe, jak jeszcze parę miesięcy temu. Że wcale się nie wyleczyła i gdyby tylko nadarzyła się okazja to wróciłaby do ukrywania się razem z nim przed całym światem.
Romy tak naprawdę wcale nie chciała uczyć się życia bez niego. Wbrew własnej woli musiała i powiedziałaby, że wychodzi jej to całkiem znośnie. Wystarczyła jednak ta chwila między nimi, aby to znośnie zaczęło zmieniać się w nijak. Chyba nie spodziewała się, że przebywanie z nim przez tak krótki moment może okazać się taką emocjonalną katastrofą. Pragnęła mieć ten pokaz już za sobą. Wrócić do hotelu, przebrać się i pozwolić sobie na zapomnienie podczas after party, choć na te nie miała już najmniejszej ochoty iść. Zamknięcie się w czterech ścianach było jeszcze gorszą opcją. Tam mogła chociaż udawać, że dobrze się bawi i wcale nie rozmyśla o zakazanym dla niej mężczyźnie.
Zgrabnie zamierzała przejść przez ten dzień. Bez pozwolenia sobie na choćby najdrobniejsze potknięcie. Prędzej czy później ich drogi znów by się przecięły. Obracali się w podobnym środowisku, mieli wspólnych znajomych. To była tylko kwestia czasu. Wszechświat uznał, że najwyraźniej będzie to bardzo zabawne, kiedy spotkają się świeżo po rozstaniu. Romy przyszykowała sobie więc plan. Nie zostało wiele czasu do rozpoczęcia pokazu, a podczas niego (miała nadzieję) przecież czasu nie będzie na rozmyślanie o byłym. Skupi się na Siennie oraz na kolekcji, której wręcz nie mogła się doczekać. Wszystko to jednak i tak schodziło na drugi plan, a Romy chcąc nie chcąc, ale wracała myślami do Maxwella.
UsuńPowinna była być odrobinę mądrzejsza. Nie teraz, ale wiele miesięcy temu, kiedy wyraźnie jej dał znać, że nie jest zainteresowany związkiem. Romy była przy nim bezpośrednia i niemal na samym początku znajomości oznajmiła mu, że jest zainteresowana. Co prawda nie zrobiła tego wprost, jednak nie umknęło mu zielone światełko, które mu przygotowała. Te świeciło się dla niego równie mocno, gdy weszła w związek z jego przyjacielem i do tej pory wciąż nie zgasło. Nie należała do wstydliwych, a gdy wyczuła okazję to postanowiła zarzucić sieć. Leo może nie wplątał się w nią od razu, ale wcale też przed nią nie uciekał. Mogłaby próbować zwalić winę na niego, że skoro wcale taki zainteresowany nie był to mógł odejść. Nie trzymała go siłą. On natomiast zawsze był w pobliżu, a gdy już myślała, że może uda się coś między nimi stworzyć to Leo przedstawił jej Olivera. I Romy w to poszła. Najpierw pierwsze niezobowiązujące spotkanie, które poprowadziło do kolejnego i tak naprawdę zanim się obejrzała to była dziewczyną Olivera Caldwella i przez długi czas sądziła, że to właśnie jest to. Wszystko wręcz wskazywało na to, że ta relacja będzie długotrwała. I być może by była, gdyby nie to, że w tle zawsze był on.
Leo siadający obok niej w restauracji, gdy wychodzili z przyjaciółmi na kolację. Leo wyłapujący jej żart najszybciej ze wszystkich. Leo odprowadzający ją spojrzeniem. Gdzie się nie obejrzała tam był Leo, a Romy wcale się przed tym przecież nie broniła. Nie wiedziała, czy robiła to na tyle dyskretnie, aby jedynie on był świadkiem spojrzeń czy przypadkowego muśnięcia dłoni. Wszystko przecież zawsze działo się między nimi przypadkiem, aż nie podjęli boleśnie świadomej decyzji. Sienna wiedziała od samego początku, że coś między nimi było. Dopiero z czasem dowiedziała się, że to coś wcale nie zniknęło, gdy Romy związała się z Oliverem. Nadal iskrzyło, tylko może ciut lżej. Zachowywali czasami bezpieczny dystans, dopóki jedna sytuacja nie doprowadziła do tego, że żadne nie potrafiło trzymać się z daleka. Krótko po tym zakończyła relację z Oliverem. Zrobiła to w naprawdę paskudnym okresie. Przed sobą wciąż miał kilka ostatnich wyścigów, a Romy zarzuciła mu na barku emocjonalny bagaż i zamiast sama przeżywać rozstanie większość wolnych chwil spędzała w ramionach Leo.
I zrobiłaby to wszystko po raz kolejny, bo nie żałowała ani jednej chwili. Wiedziała, że w końcu to wszystko do niej wróci i ugryzie ją w tyłek, ale była gotowa to przełknąć. Czy było warto? Było. Tylko tyle była w stanie powiedzieć, bo choć starała się go znienawidzić za to, jak ją potraktował to, gdyby mogła się cofnąć w czasie i przez moment poczuć się znów tak dobrze, gdy była przy jego boku Romy zaryzykowałaby po raz kolejny.
Może to jednak on zarzucił sieć, a nie ona? Może Romy była po prostu naiwną dziewczyną, która powierzyła serce nieodpowiedniej osobie? Chciała wierzyć, że on również tęskni za nią w ten sam sposób. Czy gdyby mu naprawdę zależało to pozbyłby się jej w taki sposób? Przekreśliłby to, jak bardzo ryzykowali przez te ostatnie miesiące? Każdą wspólną chwilę? Być może to ona źle odczytała wszystkie sygnały. Być może Leo szukał tylko krótkiej relacji. Kogoś przy kim można zapomnieć na moment o tym kim się jest dla publiki.
Romy była przecież do tej roli idealna. Znała smak medialnego życia, rozumiała trudności powiązane z byciem kierowcą Formuły 1. Przechodziła przez przeróżne etapy z Oliverem, więc była gotowa na sportowe skandale. Znała ten świat. Potem zjawiła się kolejna myśl czy naprawę byłby na tyle okrutny, aby wykorzystać ją dla własnego zysku? I chyba był, skoro nie siedzieli tu jako para, a dwója ledwo rozmawiających ze sobą osób.
UsuńByło to całkiem śmieszne, że trafili na siebie akurat tutaj. To takie głupiutkie, że w wielkim Nowym Jorku wpadli na siebie akurat tutaj. To była taka mała uszczypliwość ze strony losu. Mało brakowało, a Romy uznałaby to za znak i wiadomość, że ich historia jeszcze się nie zakończyła. Istniało duże prawdopodobieństwo, że zacznie w to wierzyć. Wszystko zależało od tego, jak potoczy się reszta wieczoru i czy znów na siebie wpadną. Była świadoma, że wrócił do Nowego Jorku. Nie potrafiła usunąć go z Instagrama i w ten sposób dowiedziała się o jego powrocie. Czarno-białe zdjęcie Manhattanu. Bolała ją, że wiedziała, z którego pomieszczenia w apartamencie zrobił tamto zdjęcie.
Pozwoliła sobie na to, aby dyskretnie zwrócić głowę w jego kierunku. Jeszcze nie na tyle, aby być z nim twarzą w twarz, ale dostatecznie, aby widzieć więcej. Koszula tamtej kobiety wcale nie była interesująca. Raczej nudna i ktokolwiek ją w nią ubrał powinien zostać zwolniony.
— Tak, dobrze, że to tylko nagłówki. — Powtórzyła po nim. Zlepek nagłówków. Im bardziej krzykliwy tym lepiej. — W końcu to nie było nic więcej, prawda?
Romy chyba nie chciała, aby jej odpowiadał. Niewinne pytanie, a jednak oboje byli świadomi, że wcale nie mówiła o nagłówkach. Te z pewnością będą, a nawet, jeśli nie dostaną własnego artykułu w jakimś szmatławcu to bez wątpienia pojawią się TikToki i posty na Instagramie. Kolejne teorie, kolejne komentarze.
— Strasznie cięty na nią jesteś. — Zauważyła. Nie przypominała sobie, aby między nimi wydarzyło się coś nieprzyjemnego. Sienna często była obecna obok Romy. Przyjaźniły się i dla blondynki to było naturalne, że pojawiały się razem. Bywał czas, że były niemal nierozłączne. Jak papużki. Wszędzie musiały chodzić razem, bo inaczej zaczynały być chore bez bliższego kontaktu. Nic dziwnego, że Romy tak zawzięcie broniła przyjaciółki. — Rozmawiała z tobą? — Nie wiedziała, dlaczego się pytała. Oficjalnie Romy nie wiedziała nic o żadnych spotkaniach i rozmowach, o wiadomościach ani tym bardziej nie wiedziała o Ibizie. Sienna próbowała jej wybić Leo z głowy. Znosiła jej zmienne nastroje. Przyjeżdżała z butelką wina i po raz setny pozwalała, aby Romy się jej wygadała.
Przez moment pomyślała, że może Sienna z nim jednak rozmawiała. I że to wcale nie była przyjemna rozmowa, a dziewczyna wyrzuciła mu to, jak potraktował blondynkę. Pasowałoby to jej do przyjaciółki, choć prosiła, aby pod żadnym pozorem nic mu nie pisała, bo przecież tak naprawdę Romy pretensji mieć nie mogła. Żadnego związku nie było, więc jak mogła mieć do niego problem o to, że zakończył coś co nigdy nie istniało?
Romy nareszcie również odważyła się na Leo spojrzeć.
Dopiero teraz zdając sobie sprawę również z tego, jak blisko naprawdę są. Nie była to wulgarna bliskość, a jednak po tych wszystkich miesiącach te kilka centymetrów teraz zdawało się być o wiele bardziej intymne niż być powinny.
Blondynka lekko zmarszczyła nos na jego komentarz.
— Nie możesz mnie tak nazywać. — Zauważyła. Głos miała cichy, choć drżący. Miał tylko on ją usłyszeć i tylko on ewentualnie usłyszeć to krótkie zawahanie, które mimo wszystko się pojawiło. — W tym nie ma nic uroczego.
Minęła krótka chwila, zanim Romy zebrała w sobie więcej odwagi, aby spojrzeć mu w oczy. Broniła się przed tym z jednego powodu. Jego jasne i często błyszczące oczy od samego początku były jej słabością. Powodem, dla którego drżały i miękły jej nogi, a gdyby tylko się jeszcze do tego wszystkiego uśmiechnął… Romy przepadłaby bezpowrotnie.
UsuńJuż nawet nie zarejestrowała odpowiedzi na swoje pytanie. Było ono i tak nieistotne. I tylko po to, aby zabić ciszę między nimi.
Dear God, take his kiss right out of my brain
Romy🩷
Tych wszystkich sytuacji można było uniknąć w bardzo prosty sposób. Romy i Leone najwyraźniej uwielbiali komplikować sobie nawzajem życie i żadne konsekwencje nie były im straszne. Wystarczyło, aby zrobili jedną bardzo łatwą rzecz. Opanowali się i nie wchodzili sobie nawzajem do łóżka. Najwyraźniej to było dla obojga zbyt trudne, a trzymanie się od siebie z daleka było niewykonalne. Przynajmniej tak się Romy przez pewien czas zdawało. Jeszcze parę miesięcy temu kilka dni spędzone w osobności były dla niej katorgą. Nie potrafiła już zliczyć, jak wiele razy leciała z Nowego Jorku w różne miejsca na świecie. Spędziła więcej czasu na lotniskach niż we własnym domu, bo tak bardzo spieszyło się jej do tego, aby go zobaczyć. Mimo chęci nie mogła zastopować swojego życia i być przy Leo nieustannie. Aż tak zafiksowana nie była na jego punkcie, aby w pełni zapomnieć o sobie. Niektórzy mieliby pewnie inne zdanie na ten temat, ale akurat zdanie innych mało co Romy obchodziło. Gdyby tak przejmowała się każdą opinią wydaną na jej temat nie opuściłaby już nigdy więcej swojego apartamentu.
OdpowiedzUsuńNie wszyscy też o tej pokręconej sytuacji wiedzieli. Mogła na palcach jednej ręki wyliczyć, ile osób znało całą radę i były to przede wszystkim osoby, które ratowały im tyłki przed dosłownym pożarciem. Romy nie miała w sobie dość odwagi, aby przyznać się rodzicom, jak bardzo nabałaganiła w swoim życiu. Byli zdewastowani, kiedy przyznała, że zakończyła związek z Oliverem. Alessando i Elizabeth go uwielbiali. Mimo, że jej ojciec z początku kręcił nosem i był wielce niezadowolony z tego, że jego córka już zaczęła się umawiać z dorosłymi facetami. Zdawała sobie sprawę z tego, że to były w większości żarty, a gdy przekonał się, że Caldwell jest naprawdę porządnym człowiekiem jakiekolwiek obiekcje odeszły na bok. Mama znała ją najlepiej i jeszcze w zeszłe lato przeczuwała, że coś jest nie w porządku. Nie mogła jednak wiedzieć, że już w tamtym czasie Romy świetnie bawiła się między jednym chłopakiem, a drugim. I to wcale nie było też tak, że Romy była bezduszną osobą, która wykorzystywała ich słabość do siebie. Relacja z Leo, gdy wciąż była z Oliverem nigdy miała się nie rozpocząć. Teraz dokładnie już nie pamiętała co przesądziło o tym, że ich przyjaźń zmieniła się w ukrywany w cieniu romans. To się po prostu stało. Romy bardzo chciała zachować się porządnie wobec ówczesnego partnera. Chciała zakończyć relację, zanim doszło między nią, a Maxwellem do czegoś więcej. Ciągle znajdowała jednak kolejne wymówki, aż w końcu nie była w stanie kłamać mu dalej prosto w oczy. Powoli ją to wyniszczało od środka. Czuła się podle wychodząc z apartamentu Leo, oczywiście po cichu i tak, aby nikt jej nie zauważył, wiedząc, że Oliver na nią czekał, że coś może planował, a ona stała się najkoszmarniejszą dziewczyną na świecie.
Nie zasłużył sobie na takie traktowanie z jej strony. Romy nie umiała również znaleźć powodu, dlaczego nagle się od niego sama zaczęła odsuwać. Nie krzywdził jej w żaden sposób. Nie obracał się w towarzystwie, które obudziłoby w niej wątpliwości. Oliver był idealny. Romy nie mogła też powiedzieć, że się przy nim nudziła, bo to byłoby kłamstwo. Romy po prostu… Pragnęła innego.
Leo zapewne też miał rację. Być może, gdyby zakończyła swój związek z Caldwellem poprawnie, przyznała się, że tak naprawdę jej uczucia kiełkują w stronę kogoś innego to być może z czasem zaakceptowałby ich związek. Być może nawet potrafiłby się cieszyć z ich szczęścia. Jednak na wyznania było już za późno, a gdyby spróbowali to dowiedziałby się, że była mu niewierna od miesięcy. Że w czasie, kiedy on przeżywał rozstanie i nie potrafił się pozbierać jej to wcale aż tak mocno nie dotknęło. Kłamałaby, gdyby powiedziała, że pozostała w pełni obojętna na koniec ich relacji. Romy przeżywała to na swój sposób i brakowało jej pewnych rzeczy, które robił Oliver. Zdawała sobie jednak sprawę, że nie może mieć ich obu na raz. Podjęła trudną, ale zdawało się, że właściwą decyzję.
Oliver nie cierpiał.
Oliver nie cierpiał bardziej niż było to konieczne. Bez wątpienia cała prawda rozłożyłaby go mocniej na łopatki, a Romy nie chciała już nikogo krzywdzić. Było lepiej, kiedy nie wiedział o wszystkim i tak miało już pozostać. Wyśmiewał zawsze te głupie teorie spiskowe na TikToku i komentarze od zatroskanych fanów, którzy uprzedzali go o Romy. I najgorsze było to, że wcale nie byli daleko od prawdy. Oliver nie chciał w nią uwierzyć lub naprawdę sądził, że Romy nie zrobiłaby mu takiego świństwa. Och, jak on się mylił. Romy to robiła i to z tak szerokim uśmiechem, że czasem bolały ją od tego policzki. Teraz jedyne co ją bolało to głowa i roztrzaskane serce, którego nie potrafiła posklejać.
UsuńWcale nie była taka pewna, czy poradziłaby sobie z hejtem, gdyby prawda wyszła na jaw. Internauci by ją zjedli. Wielokrotnie już próbowali, kiedy nie robiła nic złego i po prostu istniała. Komentarze, które czytała na swój temat były paskudne. Chwilami, aż ciężko było jej uwierzyć w to, co ludzie potrafią napisać. I to wszystko dlatego, że odważyła umawiać się z kimś popularnym i rozchwytywanym. Zajęło jej dość czasu, aby nauczyć się to ignorować i skupiać na tym gronie, które ją lubiło. Im dłużej w tym siedziała tym łatwiej przychodziło jej ignorowanie takich komentarzy. Jednak wiedziała, po prostu wiedziała, że gdyby świat dowiedział się wszystkiego – nie miałaby tu już czego szukać. To wcale nie było takie najgorsze. Poradziłaby sobie świetnie, ale nie odratowałaby już wizerunku.
I to i tak byłaby najmniejsza strata. Wszystko co wartościowe Romy straciła już jaki czas temu. Zaczynając od Olivera, który w tym wszystkim był niewinną ofiarą niemoralnych wyborów. Straciła Leo, dla którego zaryzykowała tym wszystkim. Wątpiła, aby na ten moment jakiekolwiek jego słowa mogły ją utwierdzić w przekonaniu, że naprawdę była dla niego ważna. Chciała pozwolić sobie uwierzyć, że jego słowa są prawdziwe. Wrócić na moment do bycia tą naiwną dziewczyną, która porzuciła dla niego wszystko co wygodne i łatwe. Wciąż mieć nadzieję, że Leone i Romy mogą istnieć nie tylko pod osłoną nocy, ale i w ciągu dnia, kiedy spojrzenia wszystkich skierowane są na nich.
Ukrywanie się z nim było ekscytujące. Nutka adrenaliny, której nie czuła na co dzień pojawiała się zawsze, gdy mieli być razem. Wraz z kolejnymi miesiącami brakowało jej jednak czegoś więcej. Pragnęła móc go pocałować bez zastanawiania się kto ich widzi. Potrzymać za rękę, gdy szli ulicą. Być obok wtedy, kiedy jej potrzebował, a nie ukrywać się na innym kontynencie. Otworzyłaby bramy piekła, gdyby pojawiła się w garażu i na litość jeszcze go szukała po wyścigu – niezależnie czy udanym czy też nie. Siedziała więc w mieszkaniu oglądając, najczęściej w środku nocy, wyścig i nie trzymała kciuków za Olivera, tylko za Leo. I w ostatnim czasie nie miała okazji widywać go zbyt zadowolonego po wyścigach. Błąd wkradał się za błędem. I bolało ją, że wtedy nie mogła okazać mu wsparcia tak, jakby tego chciała. Mogła to zrobić jedynie po kryjomu. Wcale też nie chodziło o rozgłos. Bellini wcale go nie potrzebowała. Rozchodziło się o obecność drugiego człowieka, a tego nie mogła mu, zważywszy na okoliczności, podarować.
Mogłaby bez końca rozmyślać o tym, jak potoczyła się ich historia. Zastanawiać, czy naprawdę na to wszystko zasłużyła i czy faktycznie było warto, ale to i tak nie zmieniłoby przeszłości. I nie naprawi przyszłości. Trudno było skupić się na czymś innym, gdy siedział tak blisko, a ona nie mogła sięgnąć po jego dłoń. Była z pewnością ciepła, znacznie większa od jej. Znajoma i czuła. Tak je zapamiętała. Och, jak wiele by oddała, aby chociaż jeszcze raz ujął jej twarz w dłonie. Wiele by oddała, aby chociaż jeszcze jeden raz mogli zrobić razem wszystko.
Wyraźnie odetchnęła z ulgą, gdy zaprzeczył. To dobrze, tego potrzebowała usłyszeć. Nie miała kontroli nad Sienną i jej chwilami zbyt ostrym językiem. Powodu, aby mu nie wierzyć również nie miała. Miałaby, gdyby przyjaciółka jej wyznała, że za plecami blondynki spotykała się z Leone. Że wciąż rozmawiali. Że jej wakacje w Europie to nie był tylko wypad na włoskie plaże.
Usuń— Dobrze. — Skwitowała krótko. Nie rozmawiali, więc nie musiała się martwić głupotkami. Jakby nie patrzeć Romy miała o wiele poważniejsze sprawy na głowie, którymi należało się martwić. Jak na przykład tym, aby nie pozwolić sobie na wyobrażenia co by było, gdyby, bo przecież nic się nie wydarzy. Nie mogła dopuścić do tego, aby cokolwiek się wydarzyło. — Będzie świetnie. Zawsze jest, nie mogę się doczekać, aż ją zobaczę.
Romy faktycznie była urocza. Uroczo nieświadoma, że sama padła ofiarą dokładnie tego samego zachowania, które zaserwowała komuś innemu. Skąd miałaby podejrzewać, że między nimi coś było? Taka myśl nigdy nie przeszła jej nawet przez głowę.
Pokręciła lekko głową na boki. To był delikatny ruch, który z boku mógłby wyglądać, jakby po prostu się poruszyła. Dla Leo był wyraźniejszy.
— Nie rób tego. — Poprosiła krótko. Nie mógł nazywać jej Ro i uroczą w jednym zdaniu. Nie była już Ro i nie mogła być dla niego urocza. Romy nie była już jego Ro i z całą pewnością nie miał prawa, aby myśleć, że jest urocza. Nie mógł dawać jej nadziei na coś co nigdy nie miało się rozwinąć w coś więcej.
Musieli zmienić temat. Najlepiej, jak najszybciej. Jeśli wciąż będzie na nią patrzył w taki sposób, mówił takie rzeczy i uśmiechał się tak, jak to robił, to nie była pewna, jak wiele samokontroli jeszcze w sobie ma, aby nie zrobić czegoś absurdalnie głupiego.
Muzyka przyjemnie grała w tle, rozpraszając dzięki temu jeszcze wciąż toczące się rozmowy. Goście wciąż napływali. Powoli zajmując swoje miejsca. Romy lubiła bawić się w wyłapywanie celebrytów. Takich, za którymi przepadała. Jednak chwilowo patrzyła na kogoś kogo bardzo lubiła i wszystkie ważne osobistości nie miały już żadnego znaczenia.
— Przepraszam?
Nieśmiały, obcy głos dobiegł ich z tyłu. Romy zmuszona wręcz była, aby spojrzeć na bok i zobaczyła młodą dziewczynę, może niewiele starszą lub młodszą od niej, która ze swojego miejsca pochylała się w ich stronę. Wcześniej delikatnie dotykając ramienia Leo, aby zwrócić jego uwagę na siebie.
— Jesteś Leone, prawda? Leone Maxwell? — Brzmiała na pewną, że wie z kim rozmawia, ale i na taką, która potrzebuje dodatkowego zapewnienia. — To głupie i nie chcę wam przeszkadzać, ale… — zaśmiała się krótko — mogę poprosić o wspólne zdjęcie? Mogłabyś je zrobić? Mój ex jest super fanem Formuły 1 i jet strasznym dupkiem… Mogę tu używać takich słów? W każdym razie, to wiele by dla mnie znaczyło.
— Pewnie, jeśli Leo nie ma nic przeciwko. — Zgodziła się i jeszcze zanim zdążył właściwie odpowiedzieć to w dłoni trzymała telefon. — Musiał ci chyba zajść za skórę, że aż tak się na nim odgrywasz.
Dziewczyna westchnęła ciężko i była chyba blisko, aby zacząć opowiadać im historię swojego życia.
— Straszny typ. Okazuje się, że nie tylko mnie lubił. — Mruknęła. Wywróciła oczami. — Jego strata, nie? To ja poznałam gościa, którego ogląda na ekranie i płacze, gdy mu nie wychodzi. — Tym razem się zaśmiała.
Och. Czy już do końca życia będą prześladować ją jej własne błędy? Dziewczyna robiła sobie fotkę z Leo, bo były ja zdradzał. Tymczasem oni nie potrafili ze sobą rozmawiać, bo też zdradzali. Świetnie.
— Poproszę ładne uśmiechy do zdjęcia. — Powiedziała Romy przybierając wesoły ton, bo w końcu nie mogła dać po obie poznać, że cokolwiek jest nie tak.
Oh, I gave you everything that I couldn't afford to lose🩷
Romy nigdy nie miała wyobrażeń, jak jej przyszły związek może wyglądać. Daleko było jej do kreowania scenariuszy, w których wychodzi za mąż i zajmuje się domem oraz gromadką dzieci. Chciała kogoś mieć, oczywiście. Życie samemu wcale nie było takie wesoło na jakie mogło się wydawać. Sądziła jednak, że gdy pozna odpowiednią osobę to ich relacja nie będzie okraszona zdradami, tajemnicami i wyrzutami sumienia. Wydawało się jej, że Oliver był odpowiedni. Kiedy Leo ich ze sobą zapoznał przez moment nawet zdążyła zapomnieć o tym, że w pierwszej chwili zainteresowana była Maxwellem. Pozwoliła, aby uczucie między nią, a Oliverem powoli się kształciło i przez jakiś czas wszystko było w porządku. Dopóki nie zaczęła ponownie zwracać uwagi na Leo. Blondynka z początku starała się to ignorować. Przypominać sobie, że nie chciał jej przecież na początku, więc dlaczego miałby chcieć jej teraz? Jednak nie potrafiła o nim zapomnieć. Nie wiedziała, jak ma wybić sobie go z głowy. Dlatego, kiedy nadarzyła się okazja do wspólnego spędzania czasu Romy nigdy nie odmawiała. To, co wydarzyło się później zostało już tylko między nimi. Z czasem zaczęła zdawać sobie sprawę z tego, że odpowiednią, a jednocześnie najgorszą osobą dla niej był właśnie Leo. Zawsze to jego szukała w tłumie, choć przecież powinna była rozglądać się za swoim chłopakiem, a nie jego przyjacielem. Kiedy Bellini odniosło pierwszy sukces, a stworzona przez nią kolekcja się wyprzedała pierwszą osobą, do której napisała był Leo. Dzieliła z nim najintymniejsze momenty, nie jedynie te w sypialni, gdzie ich oddechy się ze sobą mieszały, a ciała były splątane.
OdpowiedzUsuńNigdy nie chciała mu stawiać granic. Właściwie dla niego przekraczała te, o których istnieniu nawet nie wiedziała. Nigdy nie wyobrażała sobie, że mogłaby być tą zdradzającą. Że będzie dziewczyną, która ma dwóch chłopaków na raz, ale tylko z jednym jest szczera. Nigdy nie podejrzewała, że musiałaby ukrywać swoją miłość do drugiej osoby. Nie tylko przed całym światem, ale i najbliższymi osobami. Postawiła się, bo wiedziała, że gdyby pozwoliła mu na dalsze komentarze oraz uśmiechy roztopiłaby się szybciej niż czekolada wystawiona na pełne słońce. Romy nie chciała po raz kolejny przechodzić przez identyczne sytuacje, jak z początku roku. Mimo, że tęskniła. Naprawdę cholernie za nim tęskniła i gdyby może wiedział, jak ogromna była to tęsknota to zrozumiałby, że nie może z nim spędzać czasu i wracać do tego, co było dawniej. Leo miał sporo racji i blondynka gotowa była rzucić mu się w ramiona. Wcale się nie wyleczyła. Minęło niewiele czasu. Uczucia ciągle były żywe. Pożerały ją w nocy, gdy zamiast natrafić na ciepłe i znajome ciało przytulić mogła się jedynie do kota. Czy też wtedy, kiedy łapała się na tym, że koniecznie chce mu o czymś powiedzieć i już nawet sięgała po telefon, a po paru sekundach przypominała sobie, że przecież nie może. Nie byli przyjaciółmi, aby się sobie z czegokolwiek zwierzać.
Przeszłości zmienić już nie mogła, a dawno temu doszła do wniosku, że gdyby taka szansa istniała, to zrobiłaby dokładnie to samo. Nie, by kogoś skrzywdzić. Ale, aby być szczęśliwą. Nawet, jeśli jej szczęście miało termin ważności. Jak się okazało miało i najważniejsze, co ją do tej pory uszczęśliwiało skończyło się z końcem maja. Z pewnością jeszcze kiedyś znajdzie podobne, jednak było za wcześnie, aby mogła o tym myśleć czy nawet wrócić do randkowania. Chwilowo nie potrafiła uwierzyć w to, że na jej drodze może pojawić się jeszcze ktoś kto poruszy jej serce w taki sposób w jaki zrobił to Leo. Czuła się jak skończona idiotka. Kochała kogoś kto nie kochał jej. Nie wątpiła, że Leo jakieś uczucia wobec niej miał. Nigdy jednak tego nie usłyszała. Z żadnej ze stron nie padły poważniejsze wyznania i być może, gdyby któregoś wieczoru się odważyła i wyznała mu, co tak naprawdę czuje, to teraz nie znaleźliby się w takiej pokracznej sytuacji.
Mogła jedynie zgadywać, bo przecież nie zapyta się, czy gdyby wiedział, że go kocha to czy wciąż z nią był, czy może pogoniłby ją jeszcze na długo przed majem.
Obserwowała jego interakcję z obcą dziewczyną z lekkim rozbawieniem, ale także i rosnącym poczuciem winy. Nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, jak komiczna była to sytuacja. Raczej tragiczna. Ciekawe, czy gdyby wiedziała, że oni również dzielili podobne zainteresowania z jej byłym to byłaby tak samo chętna do wspólnej fotki.
Usuń— Poproszę ładne uśmiechy. — Romy sama się uśmiechnęła, kiedy przez ekran telefonu zobaczyła uśmiech Leo. Na moment podniosła wzrok znad aparatu, aby na niego spojrzeć. I to był błąd. Czuła, jak jej żołądek zaciska się mocniej, gdy napotkała jego spojrzenie. Spróbowała otrząsnąć się z tego szybko i skupić na zrobieniu fotografii. — Proszę bardzo. Masz kilka fotek, będziesz mogła wybrać te najlepsze. — Dodała, kiedy podawała telefon dziewczynie.
Nie potrafiła przypomnieć sobie, kiedy robiła mu zdjęcie po raz ostatni. Teoretycznie mogła wejść w galerię w telefonie i to sprawdzić, ale nie chciała. Nie chciała, bo wtedy zaczęłaby przeglądać wszystko. Każdy filmik, na którym był i się śmiał. Każde zdjęcie; wspólne czy tylko jego. I zaczęłaby żałować wszystkiego jeszcze mocniej, a przecież miała być silna i miała zapomnieć o istnieniu kogoś takiego jak Leone Maxwell. Gdyby to jeszcze było takie proste. Romy nie była pewna, czy kiedykolwiek potrafiłaby o nim zapomnieć. Być może z czasem wspomnienia o nim nie byłyby tak bolesne, jak obecnie. Na ten moment zapomnienie nie wchodziło w grę i nawet, gdyby posiadała moc wymazania każdego wspomnienia z nim – nie zrobiłaby tego. Wolała cierpieć, ale chociaż pamiętać, że był czas, kiedy kochała wbrew wszystkiemu.
Romy po tej krótkiej interakcji również już się nie odezwała.
Bawiła się złotymi pierścionkami na palcach. Czasem spojrzała przed siebie. Próbując przypomnieć sobie, dlaczego tutaj tak naprawdę jest. Nie przyszła przecież dla Leo. Została tu zaproszona i nie mogła zawieść swojej przyjaciółki. Opuścić pokazu również nie mogła. Przede wszystkim rozchodziło się o Siennę, która potrzebowała mieć wśród zebranych znajomą twarz. Romy nigdy nie odpuszczała jej pokazów, o ile nie miała dobrego powodu. Czasem nie pozwalał jej grafik. Nie opuściłaby jej przez chłopaka. Może siedzenie obok Leo było teraz niekomfortowe, a sama Romy czuła się trochę zażenowana to przełknęła te uczucia i cierpliwie czekała na rozpoczęcie pokazu. Przed kompletną ciszą uratowała ich Evelyn Hart, a także sąsiadka Romy. Rozmowy trwały, dopóki światła nie przygasły, a muzyka nie przestała grać. Niemalże w tej samej chwili Romy usiadła prościej. W dłoni trzymała własny telefon, gotowa nagrać wyjście przyjaciółki. Owszem, występ przecież zostanie nagrany profesjonalnie, ale chciała mieć również coś dla siebie. Całego pokazu nie przesiedzi z nosem w telefonie. Tylko ten początek, kiedy najważniejsza dla niej osoba (niemal najważniejsza) będzie rozpoczynała pokaz.
Romy siedziała w gotowości. Na moment pozwalając sobie zapomnieć kto siedzi obok niej. Było to paskudne kłamstwo. Jej myśli, wbrew jej własnej woli, wracały do Leo. Świadomość tego, jak blisko jest była wręcz miażdżąca. Bolało ją to, że tu jest, a ich relacja jest oziębła. Na ten moment nie mogli z tym jednak nic zrobić. Wymiana zdań poprowadziłaby do nieporozumień. Te z kolei aż prosiły się o kolejne atakowanie przez hejterów i wskazywanie palcem na winnych. Byli winni. Byli bardzo winni, ale jeżeli już mieli się ujawnić to na własnych zasadach, a nie zostać zdemaskowanymi przez TikTokowych detektywów, którzy w każdej interakcji doszukiwali się drugiego dna.
Pokaz rozpoczął się o planowej godzinie. Blondynka niemal z zapartym tchem czekała na pierwsze wyjście Sienny.
I gdy już wyszła – zapierała dech w piersi. Wyglądała zjawiskowo, jak zawsze. Wystylizowana od butów po czubek głowy. Romy nieznacznie uniosła telefon, aby nagrać całość.
Miała na sobie komplet, który wyglądał jak współczesna wersja amerykańskiej szkolnej elegancji. Krótka, dopasowana marynarka w granatowo-czerwono-zieloną kratę, zapięta na pojedynczy guzik, pod którą wystawał biały kołnierzyk koszuli. Dopasowana góra przechodziła w krótką, plisowaną spódniczkę z tego samego tartanu, odsłaniając długie, opalone nogi. Czarne loafersy na masywniejszej podeszwie i białe skarpetki dopełniały całości, nadając stylizacji nonszalancki, niemal uniwersytecki charakter. Sienna poruszała się z tą irytującą łatwością, której Romy zawsze jej zazdrościła. Z każdego jej kroku biła pewność siebie oraz ta drażniąca świadomość, że jest zajebiście dobra w tym co robi. Romy była zachwycona, a choć Sienna była jeszcze kilka dobrych metrów przed ich rzędem to dostrzegła wystarczająco, aby zachwycać się przyjaciółką. Po Siennie nie było widać nerwów, które rano jeszcze z siebie wypluwała. Wszystkie wiadomości, które od niej dostała teraz zdawały się być śmieszne. Przecież tak nie wygląda dziewczyna, która jeszcze parę godzin temu stresowała się, że sobie nie poradzi. Głowę miała wysoko uniesioną, Romy powiedziałaby, że wygląda nawet zadziornie. Choć może to była już po prostu twarz Sienny, która taki wyraz miała niemal ciągle.
UsuńUniosła telefon pod innym kątem, gdy dziewczyna zbliżała się w ich stronę. Chciała mieć ten moment zapisany. Chciała go potem pokazać przyjaciółce i powiedzieć jej, jak cholernie dobrze wyglądała oraz, jak dobrze wypadła.
Sienna była już coraz bliżej pierwszego rzędu.
Patrzyła przed siebie, niemal zupełnie obojętnie, dopóki nagle nie zatrzymał się na znajomej twarzy, kiedy ich mijała. Najpierw na Leo, a dopiero potem spojrzała na Romy. Trwało to ledwie ułamek sekundy. Uśmiechała się szeroko w ten cichy sposób okazując przyjaciółce dodatkowe wsparcie. Wyraz twarzy Sienny praktycznie się nie zmienił. Jedynie na moment uniosła brwi, jakby nie spodziewała się ich siedzących razem. Romy była zbyt podekscytowana, aby to dostrzec i nie miała też przecież powodu, aby doszukiwać się w Siennie dziwnego zachowania. Brunetka pozwoliła sobie w odpowiedzi na ledwo zauważalny uśmiech, po czym odwróciła wzrok i poszła dalej, zostawiając za sobą rytmiczne uderzenia obcasów i kolejne błyski aparatów.
Romy opuściła telefon dopiero wtedy, kiedy Sienna zniknęła za końcem wybiegu.
— Potrzebuję tej spódniczki. — Powiedziała do siebie. Wychyliła się lekko licząc, że zobaczy jeszcze przyjaciółkę, lecz ta już była daleko.
Na moment jej wzrok z wybiegu przesunął się na Leo. Nie potrafiła odgadnąć jego wyrazu twarzy, jednak zamiast go analizować po prostu się uśmiechnęła. W niewymuszony, ciepły sposób, bo wbrew sobie i temu, że miała o nim zapomnieć on tutaj cały czas był.
— Wygląda na to, że miałeś rację. — Blondynka lekko się nachyliła w stronę Leo. — Poradziła sobie.
Ro🩷