Dym z wypalanego skręta leniwie wił się ku górze w krzywych spiralach.
Smak domieszanego tytoniu nieprzyjemnie osiadał na języku, niewłaściwie. Jakby coś było nie tak. Wytykając wszystko, co było nie tak.
Jak starte kolory koralików na zbyt luźno związanym rzemyku, za którego luźne fragmenty szarpał przy chwilach nieuwagi i niepokoju. Nieskazitelność kanapy, nienaturalnie odkrytej i niezachęcającej chłodną skórą. Rzuconą na bok sportową torbę, bardziej wypełnioną śmieciami, aniżeli swoją wcześniejszą, ciążącą nad nim, zawartością.
Bo już jej nie potrzebował. Bo duszący, spędzający sen z powiek, dług, nie istniał. A jednak wyleczona, blada blizna nieraz przypominała o sobie przeszywającym, krótkim, a piekącym, bólem pod żebrami. Wraz ze wspomnieniami, palącymi jego zmysły równie mocno, co dostający się do oczu dym; których starał pozbyć się niedbałym przetarciem oczu, jedynie pogarszając sytuację.
Chociaż wszystko powinno– było na dobrej drodze. Pełne skupienie na pasji pozwalało oddać się karierze; rozwijać ją, jak i samego siebie, finalnie budując wartość za swoim prawdziwym imieniem, zamiast wymyślnego, wymazującego go z procesu, pseudonimu.
Miał upragnioną swobodę, która wcześniej była jedynie swoją marną podróbką. Tyle możliwości, pozwalających mu na wymarzony, kiedyś sprawiający wrażenie ułudy, rozwój.
A zamiast tego czuł, jakby stał w miejscu.
Każdy z kolejnych, przypisywanych mu utworów sprawiał wrażenie niewiele znaczącego. Coraz bardziej wymagający, acz kreatywni klienci mieszali się w tłumie pozostałych, a przywdziewane uśmiechy rzadko kiedy sięgały oczu, balansując na granicy wymuszenia i grzeczności.
Bo mimo rozwoju, Namgi dalej tkwił w przeszłości. W skrycie wymienianych pocałunkach i nieśmiało splatających się palcach podczas spacerów po uliczkach Seulu. W ślepej, głupiej nadziei, że jeszcze miałby szansę do tego wrócić. Mimo panującej od trzech miesięcy ciszy. Mimo drążącej w głowie świadomości, że tak było lepiej.
This isn’t gonna be easy, is it? 👀
OdpowiedzUsuń[Dzień dobry, cześć! Ja co prawda jeszcze w roboczych, ale musiałam przyjść i się przywitać z tym panem, bo od razu przykuł moją uwagę. Czy dobrze kombinuję, że w przeszłości Namgi miał wypadek, był pod wpływem, i w wypadku zginął Isaac z powiązań? I stąd ból pod żebrami i blizna? Cokolwiek się nie wydarzyło, w karcie czuć dużo smutku i melancholii. Mam nadzieję, że chociaż z Danielle planujecie mu coś przyjemnego (ale komentarz izany wskazuje, że nie, haha).
OdpowiedzUsuńOd razu przychodzę też z pomysłem, a nóż widelec się spodoba, o! Jinnie też sporo myśli o przeszłości i tych lepszych czasach, i również ma obecnie poczucie, że stanął w miejscu, więc może akurat by to ich do siebie zbliżyło? Jinnie teraz próbuje realizować solowe projekty, i może od dłuższego czasu obserwował twórczość Namgiego, i teraz kiedy już nie wiąże go żaden kontrakt i działa na własną rękę, skontaktowałby się z Twoim panem z propozycją współpracy? Może nawet tuż po ogłoszeniu odejścia z zespołu, zaobserwował go na insta z oficjalnego konta, bo już wytwórnia nie będzie się o to czepiać. ;) Tak sobie myślę, że razem mogliby stworzyć coś znaczącego, przelać emocje na muzykę, być kompletnie szczerymi w tym. Co Ty na to? Jeśli coś takiego by Ci odpowiadało, bądź znalazłyby się chęci na inny wątek z moim stworzeniem, dawaj znać. :)
I baw się dobrze!]
wyglądający z roboczych Ryu Seokjin
Była prawie północ, kiedy poddała się i zrezygnowała z kolejnego przekręcania się na bok i kolejnej, nieudanej, próby zaśnięcia. Cisza w domu zdawała się zbyt głośna, powietrze zbyt nieruchome, a biały sufit rozciągający się nad głową, zbyt ciężki. Próbowała już wszystkiego, ćwiczeń z oddechem, których nauczyła się podczas terapii, wypicia herbaty, a nawet odsłuchania relaksacyjnej playlisty na YouTubie. Nic nie przyniosło zamierzonego efektu.
OdpowiedzUsuńZamiast tego, podniosła się z łóżka i zapaliła małą lampkę stojącą na biurku, przy którym też usiadła. Kolana podciągnęła do góry opierając na nich podbródek. Otworzyła laptop, który leżał na blacie przed nią, niczym pokusa, której wiedziała, że nie powinna dotykać.
Normalnie, kierując się kolejnymi zaleceniami, unikała tego o tej porze - mniej czasu przed ekranem, mniej hałasu i mniej ryzyka, że coś pochłonie ją do późnych godzin. Jej terapeuta lubił to nazywać chronieniem granic jej dnia.
Jednak tego wieczora, te granice i tak były już naruszone. Wciąż tak niewiele było trzeba.
Zaczęło się od relacji na Instagramie, której nie powinna zobaczyć - ktoś udostępnił post z artykułem muzycznym. Prawie przeklikała go nie wdając się w szczegóły. Prawie. Aż jej wzrok sięgnął imienia, którego może nie tyle starała się zapomnieć, to nie było możliwe, ale którego starała się unikać. Tak na wszelki wypadek. Tak, by chronić wspomniane granice.
Hit Lab. Remnants. Premiera. Jung Namgi...
Sęk w tym, że Danielle pomimo wiedzy, że powinna, zwykle robiła dokładnie to czego nie należało. Nie ułatwiała sobie powrotu do względnej normalności.
Mówiła sobie, że nie otworzy tego artykułu, że po raz kolejny nie będzie sprawdzała co się u niego dzieje, czy ma się dobrze, czy odnosi sukcesy i nie wplątuje się w kolejne kłopoty. Tak, czy inaczej, zrobiła to, przeczytała każde jedno słowo, każdy akapit uważnie… trzykrotnie jeśli miałaby wdać się w szczegóły.
Supeł ściskający jej żołądek nie rozluźnił się od tamtej pory.
Teraz wpatrywała się w pulpit laptopa, stukając paznokciem o drewniany blat, mnąc wargę między zębami, zastanawiając się co zrobić z natłokiem myśli, które nie dają jej spokoju cały dzień.
Machinalnie przesunęła palcami po touchpadzie, kliknęła ikonę wyszukiwarki, a następnie przelogowała się na drugie konto. To do którego nie zaglądała dość długo, to które świeciło pustkami nie licząc kilku wiadomości a’la notatek, które wisiały tam jako przypomnienie lub po prostu pamiątka. Sunęła wzrokiem po zatytułowanych wiadomościach, aż jej spojrzenie przyciągnęła liczba 1 przy zakładce z roboczymi wiadomościami. Uniosła nieco brwi i niesiona zwyczajną, ludzką ciekawością, kliknęła w nią.
To mogło być jedno, wielkie nic - autozapis, niewysłana wiadomość sprzed tygodni, o której zdążyła już zapomnieć. Wiadomość nie miała tytułu, więc otworzyła ją po kilku oddechach zawahania.
Wystarczyło jedno słowo, jedno spojrzenie na datę i godzinę, by zamarła.
Przeczytała wiadomość raz. Potem szybko zatrzasnęła laptop, wzięła kilka głębszych oddechów, by opanować to jak nieznośnie mocno zabiło jej serce. Potem przeczytała to drugi raz, wolniej. Za trzecim razem, słowa nie były na ekranie, a w jej głowie, głębsze, ubrane w jego głos. Ten leniwy, nieco przedrzeźniający ton, gdy mówił coś, czego nie chciał, aby brała zbyt poważnie.
Uśmiechnęła się nieznacznie, unosząc jeden kącik ust ku górze, by zaraz znów mocno przygryźć wargę, która zaczynała niespokojnie drżeć.
Zawsze przejmował się tym, czy jego utwory są dość dobre. Zawsze miał jakieś ale co do swoich tekstów. Zawsze coś było można poprawić, zrobić lepiej. Pamiętała jak wygląda jego sylwetka, gdy pochyla się nad konsolą, jak jego palce naciskają na brzegi kartki papieru, gdy szarpał ją ołówkiem…
Znów zatrzasnęła laptop, twarz schowała w dłoniach. Potrząsnęła głową jakby chciała otrzepać się z wrażenia jakie pozostawił.
UsuńWeź się w garść powtarzała w myślach jak mantrę.
Nie spodziewała się zobaczyć tej wiadomości… jakiejkolwiek wiadomości tak naprawdę. Minęły trzy miesiące odkąd przeprowadziła się do ojca, do Seulu. Trzy miesiące wypełnione ciszą, brakiem kontaktu, wszystkim tym co powiedzieli sobie, gdy poszła się z nim pożegnać - zerwać.
Po raz kolejny uchyliła ekran, nacisnęła nową wiadomość. Przez chwilę po prostu wpatrywała się w pustą stronę i mrygający kursor… co miała mu odpisać? Czy w ogóle powinna?
Zawsze wiedziałam, że uda ci się osiągnąć sukces, zapracowałeś na niego, więc ciesz się nim, dobrze?
Gi… jest tyle rzeczy, które chciałabym Ci powiedzieć… to usunęła.
Sama nie wiem, czy powinnam w ogóle odpisywać | to zostawiła niedopisane.
Nastaw sobie budzik, a najlepiej dwa! (może trzy uwzględniając drzemkę). Chociaż pewnie nerwy i tak nie dadzą ci się wyspać. Dobrze, że ktoś wymyślił korektor pod oczy. Chyba powinnam naskarżyć na ciebie twojemu ochroniarzowi, może on przynajmniej przypilnowałby ci obiadu…
wiem, że pewnie nie powinnam tego pisać, ale…|
nie ważne…|
nie dokończyła tych dwóch zdań, nie do końca wiedziała co właściwie chciałaby mu przekazać.
Odsłucham je jak tylko wyjdą i na pewno będą genialne! *fightin*
Potem jej palce bezwiednie sunęły po klawiaturze, pozwalając słowom płynąć.
Chciałabym odsłuchać je razem. Zwinęlibyśmy się pod kocem na twojej kanapie, ja pewnie uśmiechałabym się cały czas, a ty pewnie skubał byś nerwowo skórki wokół paznokci… to przypomina mi o twoich pierwszych krokach w Hit Labie… Albo o…
Pamiętasz tą małą knajpkę do której poszliśmy po przylocie? Nie miałam odwagi tam zajrzeć. Mijałam też klub, wiesz który, ciągle działa i ciągle ustawiają się tam kolejki…
Tęsknię za tobą, Gi… |
Wcisnęła przycisk backspace i usunęła kilka liter zdania, zamykając zaraz komputer. Nie chciała wpędzać go w poczucie winy, choć nie miała pewności, że to przeczyta. Może to był tylko przypadkowy raz, może nawet nie wiedział, że ona to przeczyta.
Odchyliła się na krześle, mrugając szybko, gdy poczuła łzy napływające do oczu.
— Przestań — szepnęła do samej siebie, naciskając palcami na zdradzieckie kąciki oczu.
Dani
Nie spodziewała się niczego konkretnego po tym jak pod niewysłanym mailem Namgiego, pozostawiła swoją wiadomość. Dlatego cisza jej nie rozczarowała.
OdpowiedzUsuńTEMAT: RE:
Mój terapeuta twierdzi, że przepisywanie myśli na “papier” może mi pomóc, sęk w tym, że z naszej dwójki to ty byłeś lepszy w doborze właściwych słów. Ale może to nie jest taki głupi pomysł, więc here I am…
Przez chwilę wpatrywała się w te linijki, palce znowu zawieszone nad klawiaturą. W głowie miała pytanie, które wracało do niej w dziwnych momentach - w kolejce po kawę, pod prysznicem, na światłach…
Zastanawiam się, czy wszystkie dobre rzeczy kiedyś muszą się skończyć?
Gi, zadaję sobie to pytanie odkąd wyprowadziłam się z NYC… czy to tylko pech, czy jednak po prostu seria niewłaściwych decyzji.
Sławni ludzi są jak gwiazdy, świecą przez jakiś czas, unoszą się wysoko, aż w końcu spadają. Czasem powoli, czasem z hukiem. Moja matka spadała. Ja… chyba też. Nawet się nie zorientowałam, kiedy dokładnie. To po prostu się dzieje i kiedy zdajesz sobie z tego sprawę, często jest już za późno.
Na biurku stygnęła kawa, a ona w myślach wciąż widziała tamte wspólne wieczory w Korei. Balkon, zapach zioła unoszący się w powietrzu, jego ramiona opierające się o kolana. I to uczucie, że tam, w tym malutkim kawałku świata, czas się zatrzymywał.
Pamiętasz jak uczyłeś mnie wciągać dym z lufki? Ja pamiętam jak próbowałeś się nie zaśmiać, gdy kaszlałam. Pamiętasz jak Minho przyszedł wtedy, sprawdzić, co u nas…? Myślałam, że zapadnę się pod ziemię…
Ale nawet my skończyliśmy się, tak po prostu. I finalnie nic nie mogliśmy zrobić jak tylko spojrzeć na siebie ostatni raz…
Wiesz, co jest najtrudniejsze w terapii? Że musisz patrzeć prawdzie w oczy, nawet jeśli wolałbyś jej nigdy nie zobaczyć. Terapeuta mówi, że to normalne, że czasem trzymamy się wspomnień tak kurczowo, że zapominamy, że w ogóle można je puścić. Ale co, jeśli ja wcale nie chcę…?
Na chwilę przymknęła oczy i zobaczyła go w jednej z nowojorskich uliczek, siedzącego za kierownicą jego auta. Kaptur ma zsunięty z blond włosów, takich jak w dniu, w którym się poznali, z uśmiechem jakby zawsze coś ukrywał.
— Dani? — Song wzdrygnęła się na fotelu przy biurku. Przeniosła wzrok na Minho, opierającego się o framugę drzwi. — Powinniśmy się zbierać jeśli nie chcesz się spóźnić. — poinformował, stukając palcem w zegarek na nadgarstku.
— Spóźnić? — zapytała.
— Studio tańca, pamiętasz? — pamiętała, ale od pierwszej wiadomości Namgiego, którą zobaczyła na mailu, była nieco nieobecna. Nikomu nie powiedziała, co znalazła na mailu, nie wspominała tekściarza, ani przy ojcu, ani przy Minho. Temat wisiał w powietrzu, ale nikt go nie poruszał, czując, że to nie jest właściwy czas.
Zerknęła na migający kursor w połowie niewysłanego maila, czy mogłaby zapisać go w szkicach i udawać, że nigdy nie powstał?
— Jasne. — Zamknęła laptopa z cichym kliknięciem. — Daj mi pięć minut.
Minho westchnął, ale kąciki jego ust uniosły się lekko, jakby wiedział, że i tak zajmie jej to dziesięć.
— Pięć. Nie jedenaście. — powiedział wycofując się z pokoju.
Dani uchyliła ekran i dopisała krótko.
czekam na Remnants…
Podniosła się z fotela pociągając ostatni łyk kawy.
UsuńStudio tańca znajdujące się na obrzeżach miasta, niedaleko domu jej ojca, nie było duże, ani jednym z tych popularniejszych. Było przede wszystkim spokojne. A Dani w ostatnim czasie potrzebowała spokoju. I zajęcia. Dlatego wpadła na pomysł, by dorobić jako trenerka. To nie było nic wielkiego, jedne zajęcia w tygodniu z gromadką głośnych dzieciaków, które miały w sobie zarażające pokłady energii. Nie było to nic nadzwyczajnego, nic co mogło spektakularnie rozwijać jej umiejętności, ale dawało pewną dozę satysfakcję i poczucie bycia przydatną, a to było nawet cenniejsze. Wprowadzało do jej dnia rutynę, obowiązek. Do tego otaczała się ludźmi, którzy nic o niej nie wiedzieli, nie znali jej przeszłości, tego czyją jest córką i czego tak właściwie tam szuka. Instruktorzy przyjęli ją z otwartymi ramionami. Mogła przy nich być po prostu Danielle. Nie panną Song, nie dziewczyną z bagażem przywleczonym, aż z Nowego Jorku.
Dani
Kiedy zostawiła wiadomość w wersjach roboczych, nie miała żadnej pewności, czy Namgi kiedykolwiek jeszcze na nią trafi. Być może, któregoś dnia znów odruchowo otworzy skrzynkę, zajrzy tam przez przypadek kompletnie nie pamiętając o niej. A może nie otworzy jej już nigdy.
OdpowiedzUsuńSama nie potrafiła odpowiedzieć sobie, czego właściwie od tego oczekiwała. I czego oczekiwać mógł Namgi.
Pocieszenia? Dowodu, że to wszystko, co zostawili za sobą nie było jeszcze definitywnym końcem?
Czy tęsknią?
Myślą?
A przecież oboje zgodzili się, że właśnie tak będzie lepiej.
Danielle dzień po dniu włączała skrzynkę pocztową z nadzieją, że znajdzie kolejne słowa należące do Namgiego. Czekała cierpliwie.
Poniedziałek upłynął pod znakiem kawiarni i wystudzonej kawy, którą bezwiednie mieszała, co kilka minut zerkając na ekran laptopa. We wtorek próbowała zagłuszyć myśli pracą. Analizowała nagrania dzieci z ostatnich zajęć, zatrzymywała obraz, robiła notatki, ale wzrok i tak raz za razem uciekał do stojącego obok komputera. W środę walczyła już nie z tęsknotą, lecz z własną ciekawością. Leżąc w łóżku przygryzła wnętrze policzka, przekonując samą siebie, że nie otworzy poczty.
Nie wytrzymała.
Czwartek postanowiła przeżyć inaczej. Poszła na trening, wyciągnęła ojca na lunch, później spotkała się z koleżanką w niewielkiej kawiarni. Zapełniała każdą godzinę dnia czymkolwiek, co mogło odciągnąć jej myśli.
Wieczorem i tak otworzyła skrzynkę.
W piątek dała się namówić na zakupy na Songsu i choć jej koleżanki żywo plotkowały, Dani nie potrafiła się w pełni skupić i oddać zakupowemu szaleństwu. Zaczynała powoli żałować wylewania swoich żali w mailu, bo co jeśli Namgi pomyślał, że jest żałosna? Że sama nie umie trzymać się swoich postanowień? Co jeśli zamiast ulgi zostawiła w nim tylko żal? Co jeśli otworzył ją w najmniej odpowiednim momencie?
W sobotę siedziała na kanapie w przestronnym salonie. Wzrok miała utkwiony w ścianie zieleni rozciągającej się za oknem rodzinnej willi. Przyglądała się ogrodnikowi, który przycinał pieczołowicie rośliny, nadając im nowych form. Klimatyzacja pracowała niemal bezdźwięcznie, skutecznie odcinając ją od lipcowego skwaru, który spowijał w dzisiejszym dniu Seul ciężkim, lepkim powietrzem. Gryzła skórki wokół paznokcia kciuka, zaciągając je raz za razem, wywołując nieprzyjemne szczypanie. Podciągnęła nogi pod siebie, a na udach ułożyła laptop. Westchnęła ciężko, gdy niepewnym ruchem drżących rąk uchyliła go. Jej oczom ukazał się mail i zero nowych powiadomień.
Pokręciła głową sama do siebie, tak jakby miała prawo czegoś oczekiwać i przesunęła po touchpadzie palcem przechodząc do ustawień. Chciała usunąć konto. Wystarczył jeden klik, jeden ruch palcem i nie byłoby dokąd już wracać. Jednak gdy kursor zawisł nad odpowiednią opcją, jej oczom ukazała się czerwona jedynka migająca w wersjach roboczych.
Kliknęła.
Dopiero wtedy zorientowała się, że przez kilka sekund wstrzymywała oddech.
Powietrze uciekło z jej płuc ciężkim westchnieniem.
Dolna warga zadrżała mimowolnie, a oczy zaszczypały, gdy zatrzymały się na pierwszej linijce tekstu. Przy drugiej linijce obraz zaczął się rozmazywać. Mrugnęła gwałtownie, próbując odzyskać ostrość, ale pierwsza łza zdążyła już opaść na klawiaturę. Za nią przyszły kolejne. Coś boleśnie ścisnęło ją pod mostkiem. Jakby ktoś położył tam kamień, który z każdym kolejnym słowem stawał się coraz cięższy.
Odchyliła głowę w tył, opierając ją na wezgłowiu kanapy, biorąc łapczywie kolejne oddechy. Przytknęła palce do kącików oczu, naciskając jakby to mogło cokolwiek wskórać.
Dlaczego to wciąż bolało w ten sam sposób, z tą samą intensywnością zgniatając jej żołądek?
Kącik ust drgnął ku górze pomimo odczuwanego dyskomfortu, na słowa o grillu i porównaniu restauracji seulskich z tymi w Nowym Jorku. Wiedziała co miał na myśli.
UsuńByło jej jednocześnie niedobrze i duszno.
Nie chciała by nosił ich wspomnienia za nich oboje. Nie chciała… nie chciała kiedykolwiek stawać się jedynie wspomnieniem w głowie Namgiego. Nie potrafiła wyobrazić sobie, że ta przerwa jest permanentna, że to właściwie nie przerwa, a finalna decyzja, od której nie było odwrotu.
Bo nie było, prawda?
Premiera już niedługo. Chciałbym odsłuchać album z Tobą.
Przytknęła dłoń do ust, przygryzła lekko skórę powstrzymując falę spazmów, które wstrząsnęły jej ciałem.
Chciała być przy nim.
Powinna być przy nim.
NIe w Seulu. Nie na drugim końcu świata. Przy nim.
Wyobrażała sobie ile stresu kosztowało go całe wypuszczenie albumu. Wyobrażała sobie jak bardzo musiał wątpić, czy na pewno jest on odpowiednio dobry. Zawsze miał tendencję do powątpiewania w swoje zdolności, choć ona była absolutnie pewna jego talentu. Chciała mu to wszystko powiedzieć patrząc prosto w jego oczy. Ściskać lekko za dłoń, gdyby naszły go wątpliwości.
Nie wiedziała nawet, kiedy podjęła decyzję. Po prostu nagle wstała. Ruszyła do swojej sypialni. Spod łóżka wyciągnęła miękką torbę, do której na oślep zaczęła wrzucać pierwsze lepsze ubrania, pociągając głośno nosem i agresywnie ścierając kolejne łzy z twarzy.
— Dani? Co ty wyprawiasz? — Niemal podskoczyła, gdy za plecami usłyszała głos Minho. Milczała, zaciskała uporczywie wargi, wiedząc że jeśli powie choć jedno słowo, głos ją zdradzi.
Zacisnęła na moment powieki, słysząc kroki za sobą.
— Muszę lecieć do Nowego Jorku. — wybełkotała zachrypniętym głosem.
— Hej… hej zostaw to — Dani jednak nawet na niego nie zerknęła, mechanicznie wciskając w torbę kolejne rzeczy — Danielle, spójrz na mnie. — Chwycił ją delikatnie za ramiona, zatrzymując w połowie kolejnego ruchu. Obrócił ją w swoją stronę. Zmarszczył brwi widząc jej zaczerwienione oczy i wilgotne policzki. Ten widok zawsze wywoływał w nim mieszankę nieprzyjemnych emocji. — Dani, co się dzieje? — Uniósł dłonie wyżej, ujmując jej drobną twarz. Pokręciła głową i odsunęła się od mężczyzny opadając na łóżko. Patrzyła na niedopiętą torbę, która była dowodem na to, jak bardzo wciąż stała w miejscu, a jej progres był tylko powierzchowny.
— Nic — wyszeptała tak cicho, że równie dobrze słowo mogło nie opuścić jej wyobraźni.
Premiera już jutro! A właściwie u mnie to już dzisiaj. Dalej gubię się w strefach czasowych…
UsuńUśmiechnęła się blado. To brzmiało normalnie. Zbyt normalnie w jej odczuciu.
Jestem z Ciebie dumna. Tak bardzo, że chyba nigdy nie znajdę słów, żeby Ci to opisać. Wiem, że pewnie znowu będziesz doszukiwał się błędów, zastanawiał, czy mogłeś zrobić coś lepiej… ale gdybyś choć raz spojrzał na siebie moimi oczami, zobaczyłbyś osobę, która od dawna jest gotowa
Palce zawisły nad klawiaturą. Zmarszczyła nos. Westchnęła. Nie… To brzmiało tak, jakby nadal miała prawo mówić mu takie rzeczy.
Przesunęła kursor i usunęła cały akapit.
Gdybyś nie był taki uparty… może w końcu uwierzyłbyś w siebie tak, jak ja wierzę w Ciebie...
To również usunęła, przytrzymując Backspace.
Danielle wzięła głębszy oddech i jeszcze raz przeczytała początek wiadomości. Im bardziej próbowała ubrać wszystko w odpowiednie słowa, tym bardziej wydawały się obce. Jakby należały do kogoś, kto nie siedział właśnie ze ściśnięty gardłem przed ekranem.
Mimo to spróbowała jeszcze raz.
Chciałabym tylko, żebyś jutro (nieważne, jak bardzo będziesz się stresował) na chwilę się zatrzymał i pozwolił sobie cieszyć się tą chwilą. Trema minie, wierz mi ;) A ten dzień zostanie z Tobą na długo. To Twój moment. Oddychaj. Ciesz się nim. Naprawdę na niego zasłużyłeś <3
Przygryzła dolną wargę. Oczy ponownie zapiekły. Tym razem jednak nie pozwoliła łzom opaść. Zamrugała kilka razy, aż pieczenie ustąpiło.
Jestem z tobą dzisiaj… całą sobą…
Serce zabiło mocniej. Przez dłuższą chwilę patrzyła tylko na migający kursor. Powinna to skasować, ale nie zrobiła tego.
PS trenuję dzieciaki w małym centrum tańca. Są cudowni. Pomyślałam, że ten widok może poprawi Ci humor. Sam zobacz :D
“załącznik: 1 obraz”
No other magic could ever compare...
Budzik ustawiła co do minuty. Nie zamierzała przespać premiery Remnants. Nawet jeśli dzieliły ich tysiące kilometrów i strefy czasowe, chciała być z nim właśnie wtedy. Może nie naprawdę. Może tylko po swojej stronie ekranu, ale wystarczyło jej to, by poczuć, że choć odrobinę uczestniczy w jednym z najważniejszych dni w jego życiu.
OdpowiedzUsuńNigdy wcześniej nie odliczała godzin do premiery czyjegoś utworu. NIe czekała z podobnym napięciem na film, serial ani żaden album. Tym razem było inaczej. To nie była byle jaka premiera.
Siedząc naprzeciw włączonego laptopa, przy biurku oświetlonym jedynie małą lampką, zastanawiała się jak chłopak mógł się czuć. Doskonale znała ten rodzaj napięcia. Chwilę przed wyjściem na scenę oddech zawsze wydawał się płytszy, dłonie wilgotniały, a kżda sekunda rozciągała się w nieskończoność. Kurtyna jeszcze pozostawała opuszczona, publiczność była niewidoczna, a mimo to serce już biło tak mocno, jakby próbowało wyrwać się z klatki piersiowej.
Wiedziała więc, co mógł czuć. I właśnie dlatego tak bardzo chciała znaleźć się obok niego. W tej chwili mogła jedynie zaciskać kciuki i liczyć, że Namgi miał wokół siebie ludzi, którzy na moment wyrwą go z tej pętli stresu i wątpliwości. Miała tylko nadzieję, że naprawdę jej posłuchał i skupił się tego dnia na sobie, na swoim komforcie i swojej radości. Zwłaszcza, że kilka poprzednich miesięcy nie było dla nich łaskawe.
Czasami zastanawiała się, jak niewiele brakowało, by nigdy się nie poznali. Wystarczyłby inny adres. Inna ulica. Inny człowiek sprzedający tamte tabletki. Wystarczył jeden drobiazg, jedna decyzja, a ich życia potoczyłby się osobno. Może wtedy nie tęskniłby za dziewczyną mieszkającą na drugim końcu świata. Miała wyrzuty sumienia, po napisaniu kolejnej roboczej wiadomości, ale sęk w tym, że nie potrafiła odmówić sobie tej malutkiej dozy Namgiego.
Gdy singiel wreszcie ujrzał światło dzienne, pierwsze dzięki wywołały na jej karku znajome ciarki. Zamknęła oczy. NIe chciała słuchać tylko piosenki. Chciała usłyszeć jego.
Nie wiedziała ile razy odsłuchała piosenkę, była zapętlona na jej urządzeniu, a ona widziała go niemal wyraźnie. Pochylonego nad kartką pełną skreśleń. Palce zaciskające się na ołówku. Zmarszczone brwi. Krótkie westchnienia, gdy kolejne wersy nie brzmiały jeszcze tak, jak chciał. Kochała obserwować go właśnie takiego, całkowicie pochłoniętego tworzeniem.
Włączyła skrzynkę mailową, tylko po to by wysłać mu krótkie gratulacje, gdy spostrzegła nową wiadomość właśnie od niego. Jego głos dźwięczał jej w uszach. Niemal widziała jego szeroki uśmiech. Rumieńce na policzkach. Ten błysk w oczach, który pojawiał się zawsze, gdy był z siebie zadowolony. Mimowolnie uśmiechnęła się razem z nim, a sekundę później zatęskniła jeszcze bardziej.
Śmiech wyrwał się z niej tak niespodziewanie, że aż zasłoniła usta dłonią. Crush wyglądał, jakby właśnie wygrał na loterii. I chyba dokładnie tak musiał się czuć. Bardzo chciała móc z nimi celebrować te chwile.
Gratuluję! I wcale nie napiszę “a nie mówiłam” 😛Wiedziałam, że zawojujecie listy, więc w ogóle się nie stresowałam… (no może troszeczkę). Niech się chłopak nacieszy. I ty też, kawał dobrej roboty <3
UsuńKolejne zdania wiadomości, czytała z mocniej bijącym serce, gdy wspomniał Szczęki. Oczywiście, że pamiętała… Każdy pocałunek. Każde splątanie palców. Każdy moment, w którym wydawało jej się, żę świat poza nimi zwyczajnie przestał istnieć.
Głupi film… pociągnęła nosem uśmiechając się do wyświetlanej wiadomości.
Bardzo dobrze, że w końcu kogoś posłuchałeś 😛A film… coś mi się o uszy obiło…
Razem moglibyśmy obejrzeć kolejną część.
Przygryzła wargę, powinna zignorować tą część zdania, ale jak mogła gdy serce łomotało jej tak mocno w piersi?
Na moment odchyliła się na krześle w tył, chowając twarz w dłoniach. Chciała być rozsądna. Naprawdę chciała. Chciałą wierzyć, że wystarczy odrobina silnej woli, by wrócić do życia, które wybrali. Tyle że wszystkie te postanowienia rozpadały się w chwili, gdy na ekranie pojawiało się jego imię.
Nigdy nie miałam randki na facetime.
Zdawała sobie sprawę, że to głupie, może nawet i dziecinne. Nie mogli po prostu się ubrać i wyskoczyć na miasto, tak właściwie nawet nie powinni mieć ze sobą kontaktu, ale nie umiała odmówić tego, ani sobie, ani jemu.
so, a date?