Hello followers

Hello, followers!

Gossip Girl here.

Your one and only source for the truth behind the scandalous lives of New York's elite. Been a minute. Did you miss me? I know I've missed you.

And who am I? That's one secret I'll never tell.

xoxo, Gossip Girl
New York Seoul

Most followed, spotted, latest tea

Now Spotted

@ryan_s_kim

Podobno ma plik na dysku o nazwie 24 & Done, a o co dokładnie chodzi... Chyba każdy wie.

@how.j99

Wstał zza grobu odmieniony... ale czy na pewno? Przeszłość lubi doganiać szybko. Szczególnie jego.

@ari.min

Naczelna imprezowiczka powróciła na Upper East Side... odmieniona? Czy to jakaś nowa moda? A, ile Ci zajmie powrót do starych nawyków? I chłopców?

@tay_blanchard

Alert: konfrontacja roku! Co ma zrobić dziewczyna, której dawna miłość wróciła zza grobu? A druga jest na wyciągnięcie ręki? It's okay to love them both, O. I do.

xoxo

Latest Tea

Latest tea

Kiss on a lips party

Impreza, nasi mieszkańcy i szampan. Kto tym razem przekroczy granicę? On now!

Zobacz wydarzenie →

New posts, lastest GG post

Latest GG Post

Gossip Girl latest post

Nowe powiadomienie

Czy naprawdę myśleliście, że zniknęłam bez słowa? Och, błagam. Gdy kilka znajomych twarzy nagle wyparowało z nowojorskiej sceny towarzyskiej, ktoś musiał sprawdzić, dokąd prowadzi ich ślad. A wiecie przecież, że moja ciekawość bywa większa niż kolekcja torebek pewnej dziedziczki z Upper East Side... Pamiętacie ją? Nawet jeśli, dzisiaj ledwo przypomina siebie.

Czytaj najnowszy wpis →

I do my best, but I can't slow down

Portrait 1 Portrait 1 Hover
Portrait 2 Portrait 2 Hover
PARK JUNSEO
THERE'S BEAUTY OUTSIDE CONTROL
28.03.2002
TEMPORARILY IN NYC
K-POP SOLOIST

Debiut w wieku szesnastu lat dla wielu mógłby wydawać się spełnieniem marzeń, otwarciem drzwi, obietnicą kariery. Dla niego były to lata ciężkiej pracy i wyrzeczeń, ciągłego udowadniania, że jest gotowy na udźwignięcie ciężaru, z jakim wiązało się bycie rozpoznawalnym. Dziecięca naiwność i ekscytacja sprawiały, że nigdy nie narzekał na zmęczenie, a uśmiech gościł na jego ustach nawet wtedy, gdy w pobliżu nie było kamer czy fanów. Branża K-popu rządziła się jednak swoimi prawami – za rogiem zawsze czekał ktoś równie zdolny, ktoś, kto zasługiwał na szansę. Ktoś, kto mógł zarobić więcej.

Cztery lata. Tylko tyle czasu mógł cieszyć się tym, na czym tak bardzo mu zależało, nim czar prysnął, grupa została rozwiązana, a on sam został z niczym – lojalność kilku fanów nie była przecież dla wytwórni wystarczającym powodem do przedłużenia kontraktu. Nie potrafił i nie chciał rezygnować z marzeń. W końcu cel zawsze był jeden, a porażka nie wchodziła w grę. Chwilowy brak sukcesu to tylko próba – powtarzał w drodze na kolejny casting, a każdą odmowę przekuwał w determinację.

I może to właśnie ta determinacja doprowadziła go do udziału w programie rozrywkowym, który co prawda nie zakończył się dla niego na podium, ale przyniósł nowe znajomości, kontrakt z niewielką wytwórnią i szansę, której nie mógł zmarnować. Czas spędzony na planie – a może tak naprawdę poza nim, wśród innych uczestników – uświadomił mu, że szczęściu czasem trzeba najzwyczajniej w świecie pomóc, więc tak też zrobił. Nowy Jork oznaczał kolejny początek: przygotowania do następnego debiutu, presję ze strony wytwórni, godziny spędzone w studiu tanecznym i szansę, na którą w pełni zasługiwał. Z tą mantrą pokonywał każdy kolejny dzień, a dopiero po zmroku pozwalał dojść do głosu niepewności, w kółko zadającej to samo pytanie: Junseo, but what if you’re simply not enough?

Odautorsko

witam się ponownie 💖 na zdjęciach cha eunwoo, w tytule bts - merry go round, a w karcie cytat z like animals, również ich autorstwa. Jun to taki trochę zagubiony chłopak, który ciągle dąży do perfekcji, ale tak naprawdę miota się w tym wszystkim, i ktoś chyba musi nim potrząsnąć... albo przytulić! podziękowania za pomoc z html dla coup, muah 💋

13 komentarzy:

  1. [ Hello boy ♥ ] 


    Zakończył nagrywanie otwierania paczek PR. Przeczesał swoje długie blond włosy szybkim ruchem palców, wydobywając z siebie ciche westchnienie. Nie był zmęczony. Poza lekką suchością w ustach od długiego mówienia nie miał na co narzekać. Odnośnie swojej pracy, rzecz jasna. Westchnienie było komentarzem do stanu w jakim znajdowało się obecnie jego mieszkanie. Na podłodze leżało siedem kartonów o różnej wielkości, cała masa papierów, wypełniaczy, z których niesamowicie cieszyły się Nyx i Milkyway. Kotki z lubością skakały między całym tym bałaganem, uznając to najwidoczniej za osobisty plac zabaw. Ten stan rzeczy denerwował Ryana, który może nie należał do pedantów, jednak cenił sobie porządek. Kłóciło się to nieco z tym, jak szybko doprowadzał swoje cztery kąty do nieładu. 
    Przeciągnął się ciężko i wyłączył nagrywanie w aparacie, po czym od razu podłączył kartę do komputera, by zgrać pliki. Wysłał je do swojego montażystki, z dokładnymi wytycznymi, co i jak miał zrobić. Nie musiał włączać tej instrukcji. Z Iris znali się już długo, współpracowali ponad trzy lata i doskonale się rozumieli w kwestii pracy. Mimo to, niczym nadgorliwy pracodawca, za każdym razem wysyłał pakiet swoich wizji i wymagań. 
    — Cholera no  — jęknął przeciągle, wiedząc, że musi ogarnąć ten cały bajzel. 
    Powoli zaczął więc zgarniać wypełniacze, ku wielkiemu niezadowoleniu swoich towarzyszek. Ostatecznie odpuścił, decydując się dać im jeszcze czasu na zabawy tymi papierami i dokładania do tego wszystkiego odgryzionych kawałków kartonu. 
    Usiadł na podłodze, segregując otrzymane kosmetyki na te, które rozda w rozdaniu, które da swojej mamie i na te, które zostawi sobie. Tych z drugiej kategorii było zdecydowanie najwięcej. Zapakował to w ładną torebkę, decydując się, że przekaże pakunek swojemu tacie. Tak było najprościej, zwłaszcza, że kobiety aktualnie nie było w mieście. 
    Po zjedzonym śniadaniu i założeniu outfitu, na który przeznaczył zdecydowanie zbyt dużo czasu, zabrawszy prezenty, pojechał taksówką do wytwórni. Jak przystało na Nowy Jork, sporo czasu spędził w korku, ale uznał to za dobry czas na posłuchanie podcastów kryminalnych i odpisanie na komentarze. Wymyślił, że dzięki temu, wieczór będzie mógł spędzić na oglądaniu seriali i piciu dobrego wina. 
    Po dotarciu na miejsce, poprawił włosy i sprawnie trafił pod odpowiednie drzwi. Wszedł do środka, niemal jak do siebie, przerywając tym samym w spotkaniu. 
    — Cześć tato!  —powiedział, dopiero zauważając obecność drugiego mężczyzny. 
    Kim uniósł lekko brwi, po czym uśmiechnął się delikatnie. 
    — Hej Junseo  —przywitał się, choć miał dziwne wrażenie, że mężczyzna niemalże spiorunował go spojrzeniem. Nie mógł się dziwić, aczkolwiek i tak starał się po sobie nic nie pokazywać. 
    — Przyniosłem tylko kosmetyki dla ciebie i mamy. No, głównie dla mamy  — kontynuował.  — Mam też kawę. Ah, jakbym wiedział, że masz spotkanie to wziąłbym też drugą  — mruknął, zerkając kątem oka na Parka.  — Mogłeś w ogóle napisać, że masz spotkanie. Przyjechałbym później, albo jutro  — westchnął, podając ojcu kawę, a paczkę odstawił pod biurko. 
    — Za niedługo kończymy. Możesz poczekać jak chcesz  — powiedział rzeczowo starszy Kim. 
    Młodszy jedynie kiwnął głową i zrozumiawszy aluzję, udał się do drzwi. Pokiwał do mężczyzn, decydując się poczekać, aż zakończą spotkanie. 


    Ryan

    OdpowiedzUsuń
  2. cześć przystojniaczku, to jak z tym love-hate relationship????

    Minsoo i reszta

    OdpowiedzUsuń
  3. Ryan mógł przyznać, że szczęście odegrało całkiem istotną rolę w jego życiu. Nigdy temu nie przeczył. Nie miał wpływu na swoje urodzenie, z ambitnymi rodzicami, którzy wybrali sobie odpowiednie ścieżki kariery i umieli przekuć je w całkiem dochodowy sposób na życie. Chodził do dobrych szkół, na korepetycje i zajęcia dodatkowe. Mógł próbować, zmieniać zdanie i nie bać się popełniać błędów. Miał wspierających rodziców, z odpowiednimi środkami finansowymi. W życiu szkolnym było to pomocne. Nie mógł wypierać się tego, że gdyby urodził się w nieco innej rodzinie, mniej zamożniejszej, nie stałby w tym miejscu, w którym był teraz. Nie było to też coś, za co uważał, że powinien przepraszać. To po prostu był fakt zastany, który miał miejsce. 
    Szczęście też objawiło się w momencie, gdy zaczął publikować filmiki na tiktoku. Nie wiązał z tym wówczas żadnej przyszłości, ani tym bardziej nie szukał w tym sposobu na utrzymanie. Czasami zastanawiał się, co dokładnie przyciągnęło do niego odbiorców? Wygląd, hype na Koreę czy może faktycznie jego osobowość i pasja do tańca? Może nie było jednej konkretnej rzeczy, ale właśnie te kilka czynników, plus odpowiedni czas złożyły się na ilość obserwujących. 
    Całą sytuacją w studiu nie przejął się zbyt mocno. Nie uważał, że zrobiłby coś, aż tak złego. Ot, zajął przysłowiowe pięć minut, a potem szybko się ulotnił, czekając na swoją kolej. Skoro już przebił się przez te korki, nie miał zamiaru tak szybko wracać do domu. 
    Na słowa młodszego chłopaka, uniósł wysoko brew. Ściągnął swoje czoło w geście irytacji. 
    — No widzisz — zaczął, nim zdążył jakkolwiek pomyśleć. — A ja jednak mogę — rzucił. 
    Niepotrzebnie. Doskonale zdał sobie z tego sprawę, że lepiej byłoby gdyby ugryzł się w język. Jednak do późna czytał o sobie nieprzychylne komentarze, które nadal dzwoniły w jego głowie. O wiele za długo, psując mu humor i nastawienie. Wydawało mu się, że nad tym panuje, że trzyma to na wodzy, jednak rzucony komentarz ze strony Junseo zadziałał na niego jak elektryczny bicz. 
    Starał się nie patrzeć na ludzi z góry, nie chciał być tym człowiekiem. Wiedział, że tą sytuację będzie wspominał jeszcze przez najbliższy tydzień, wyrzucając sobie, że mógł po prostu poklepać go po ramieniu, minąć i zamknąć drzwi. Po prostu, jak przystało na osobę w jego wieku, na osobę dorosłą. W tym momencie jednak kłębiło się w nim zbyt wiele emocji. 
    — Zresztą, nie ważne — westchnął ciężko. — Jak tak bardzo te pięć minut ci zaszkodziło, napisz do mnie. Załatwię ci szybszy termin — rzucił. 
    Podświadomie przeczuwał, że to tylko bardziej zdenerwuje jego młodszego znajomego. Czuł, że Park go nie lubi, choć nie do końca rozumiał czemu. Nie zrobił mu nigdy nic, o czym by wiedział. 


    love me or hate me

    OdpowiedzUsuń
  4. Kim wyznawał jedną złotą zasadę w swoim życiu - traktuj innych tak jak oni ciebie. Nie uważał, by każdemu należał się taki sam szacunek. W końcu, czy można szanować kogoś, kto nie szanuje nas? Dla nieznajomych starał się być miły, w sklepie zawsze dbał o to, by nie tworzyć nowych problemów, życzył miłego dnia. Gdy spotkał kogoś na ulicy, kto zwrócił uwagę swoim dobracowanym strojem, bez skrępowaniu komplementował taką osobą. Jednak gdy ktoś, na dzień dobry, odzywał się do niego z takimi pretensjami i wrogością, Ryan nie miał zamiaru zgrywać miłego idioty. Zazwyczaj nie był mistrzem ciętej riposty i takie sytuacje stresowały go bardziej niż występy publiczne, a każde wypowiedziane słowo analizował przed snem milion razy, to jednak nie zamierzał ot tak odpuszczać. 
    Nie rozumiał kompletnie, czemu młodszy go tak nie lubił. Czym mu zawinił? Właściwie widzieli się raptem kilka razy na sali w studiu tanecznym i tyle. Nigdy nie wymienili ze sobą więcej niż neutralne powitania. Nie wydawało się też Ryanowi, by kiedykolwiek wypowiadał się o nim czy jego muzyce publicznie, a tym bardziej w sposób nieprzychylny. Gdyby tak było, Kim rozumiałby to nastawienie młodszego. Bez tego czuł się jak atakowany pies. 
    — Moje ego? To ty się przyczepiłeś bez powodu — oznajmił szorstko, patrząc chłopakowi w oczy. — Kto tu ma wybujałe ego, co? — prychnął cicho, robiąc taktyczny krok w tył. 
    Czuł, że ze stresu, serce zaczęło mu szybciej bić, a po plecach przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Nie chciał jednak dać po sobie poznać. Czuł, że wówczas da to Junseo jakąś satysfakcje. Może to o to chodziło? Może spotkanie nie poszło mu w sposób jaki chciał? I Kim stał się po prostu przypadkową ofiarą, na której drugi postanowił wyładować swoje emocje. 
    — A ty? Zastanawiałeś się kiedyś nad sobą? — zapytał, unosząc swoje brwi. Położył dłonie na biodrach, zaraz biorąc głęboki oddech. — Nic ci nie zrobiłem, a ty na mnie wyjeżdżasz bez powodu. 
    Tak naprawdę wiedział, że powinien odpuścić. Prychnąć i zwyczajnie odejść, bo ta dyskusja nie miała większego sensu. Denerwował go jednak sam fakt, że Junseo miał o nim wyobrażenie takie, jak większość jego hejterów. Nosił takie, a nie inne nazwisko. Był synem konkretnych osób, ale nie miał na to wpływu. Zasięgi zdobył nie dzięki ich pomocy, nie dołożyli do tego ręki. Miał zwyczajne szczęście, a za to nie musiał nikogo przepraszać. 


    come on baby 

    OdpowiedzUsuń
  5. Ryan był w niemałym szoku na zachowanie i postawę Junseo. Jego negatywną, wręcz wściekłą energię można było niemalże zobaczyć. Gdyby był postacią z anime, zapewne dookoła jego postaci falowałyby ciemnoniebieskie lub pomarańczowe płomienie, roztrzaskując wszystko dookoła. I oczywiście dookoła hulałby wiatr.
    Kilka osób przechodzących między pokojami, zatrzymało się na moment. Nie ostra wymiana zdań była przedmiotem tego zainteresowania, a osoby za nią stojące. Ryan Kim nie należał w żaden sposób do muzycznego show biznesu. Nigdy nie chciał. Od dziecka oglądał jak jego rówieśnicy już trenują w pocie czoła pod skrzydłami wytwórni. Przyrównywał ich wtedy do małych robotów. Sam nie nawykł do takiej ciężkiej pracy, same lekcje i nauka były dla niego wystarczające. Trochę podziwiał inne dzieciaki zdolne po nauce jeszcze tak ciężko trenować. Nigdy im też nie zazdrościł i nie zamierzał iść w ich ślady. Zdarzało się czasem, że zakładano taką wersję wydarzeń. Był synem jednego z najlepszych producentów muzycznych, miał znajomości i dostanie się do zespołu było dla kogoś z jego pochodzeniem o wiele łatwiejsze.
    Zdecydował inaczej. Jego pasją stał się taniec, a zamiast studiów wybrał wrzucanie filmów do internetu. Obrał własną drogę, która nie była może zawsze tak kolorowa jak się wielu wydawało, ale o niebo lepsza niż kariera idola.
    Nie był w żadnym stopniu rywalem dla Junseo, nie zagrażał mu w żaden sposób. Nie mógł mu zabrać fanów, odebrać nagród czy wystąpień. Właśnie dlatego, zachowanie młodszego mężczyzny wprawiło go w taki szok.
    Przyglądał się mu z niedowierzaniem, może przez sekundę pojawił się na jego twarzy lęk. Zwłaszcza, gdy ręka Parka zaciśnięta w pięść znalazła się zdecydowanie zbyt blisko jego twarzy. Nie podobało mu się. Robił się coraz to bardziej wściekły na całą tą absurdalną sytuację.
    — Przeprosić? — prychnął.
    Mógłby to zrobić. Oczywiście. Nie był typem człowieka, któremu korona z tyłka spada po przeprosinach. Jednak zdecydowanie nie w tych okolicznościach. Gdyby Park inaczej podszedł do sprawy, rozmawiałby z nim spokojnie, Kim mógłby dojść do wniosku, że faktycznie wypadałoby użyć tych słów.
    — Ciebie? Po tym jak zachowujesz się właśnie w taki sposób? Dobre sobie! — zaśmiał się i pokręcił z niedowierzaniem głową.
    Wziął głęboki oddech, by samemu się uspokoić. Czuł jak oblewa go kolejna fala zimnego potu. Stresował się niesamowicie, ale jego wrodzona upartość i zawziętość nie pozwalała mu na to, żeby po prostu odpuścić.
    Powinien po prostu odejść. Bez słowa. Obrócić się na pięcie i zwyczajnie zniknąć w biurze swojego ojca. Mimo to, stał na korytarzu, kłócąc się w najlepsze.
    — Ty się tymi palcami w łeb stuknij — warknął w końcu. — Po pierwsze, może cię to boleć, ale mam tyle samo, jak nie więcej praw do przebywania w tym budynku! Po drugie, — wziął głęboki oddech, — To ty się zachowujesz jakby cię nie obejmowały żadne zasady! Drzesz się na mnie jakbym ci co najmniej kontrakt zabrał! — wytknął mu, czując jak mocno pulsuje mu żyła na skroni. — Po trzecie, panuj nad sobą! — dodał, odsuwając się.
    Oddychał nieco szybciej niż normalnie. Naprawdę próbował odgadnąć, co właściwie miało miejsce.


    definitely going to hell for enjoying this.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mógłby przysiąc, że w chwili, gdy wypowiedział te słowa, w spojrzeniu Junseo coś drgnęło. Jakby agresja i wściekłość na moment ustąpiły miejsca czemuś zupełnie innemu. Ryan nie potrafił jednak tego nazwać. Nie było to współczucie ani opamiętanie. Oczy Parka wciąż pozostawały twarde i przeszywające, wywołując nieprzyjemny dreszcz wzdłuż kręgosłupa.
    Może wreszcie dotarło do niego, jak absurdalnie wyglądało to z boku? Jeśli naprawdę zależało mu na współpracy z ojcem Ryana, właśnie przekreślał swoje szanse. Nawet gdyby ktoś nie znał kontekstu, trudno byłoby postawić go w korzystnym świetle. Tym bardziej Ryan nie rozumiał, co pchnęło go do takiej furii.
    Zapadła cisza.
    Krótka, ciężka i niepokojąca. Taka, która częściej zapowiadała burzę, niż jej koniec.
    Ryan nie wykorzystał tej chwili. Nie uciekł. A może po prostu nie zdążył.
    Dopiero teraz zauważył, że z każdą próbą odsunięcia się, Junseo robił krok do przodu, konsekwentnie skracając dzielący ich dystans. W trakcie kłótni zupełnie tego nie rejestrował. Ocknął się dopiero wtedy, gdy plecami uderzył o chłodną ścianę. Nie miał już gdzie się cofnąć.
    Serce przyspieszyło gwałtownie, obijając się o żebra jak oszalałe. Coraz trudniej było ukryć strach pod maską irytacji i obojętności. Ryan nigdy nie radził sobie z bezpośrednimi konfrontacjami. Hejt znał głównie z internetu. Tysiące komentarzy, anonimowe wiadomości, profile ukryte za prywatnymi kontami. Czasem z ciekawości w nie wchodził, ale rzadko widział twarze ludzi, którzy pisali o nim z taką pogardą.
    Nigdy nie wdawał się w internetowe wojny. Najczęściej blokował takie osoby, usuwał komentarze albo po prostu odkładał telefon. Włączał serial, zajmował się kotami, próbował odciąć się od wszystkiego, co kotłowało się w jego głowie. Tam zawsze istniała możliwość ucieczki.
    Tutaj nie miał nawet dokąd zrobić kroku.
    Kiedy Park pochylił się jeszcze bliżej, Ryan na ułamek sekundy przestał oddychać. Mięśnie całego ciała spięły się odruchowo, a wzrok mimowolnie zatrzymał się na jego twarzy. Zamrugał dopiero po chwili, wypuścił powietrze z płuc i cicho, niemal nerwowo się zaśmiał.
    — Nic ci nigdzie nie chcę i nie zamierzam wbijać — powiedział, poprawiając drżącą dłonią opadające na czoło włosy. — Junseo, nie jestem żadną ważną osobistością. I, szczerze mówiąc, kompletnie mnie nie obchodzisz. Ja ciebie też nie powinienem. — Zmusił się do utrzymania z nim kontaktu wzrokowego. — To wszystko? Bo nie wiem jak ty, ale ja mam pracę i naprawdę lepsze rzeczy do roboty.
    Przelotnie rozejrzał się po korytarzu. Kilka osób nadal obserwowało całe zajście, udając przy tym, że wcale nie podsłuchują.
    — Uspokój się, zanim uznają, że jesteś psychiczny. Wtedy o kontrakcie możesz zapomnieć. I co? Mnie też za to obwinisz? — prychnął z wyraźną kpiną.
    Powinien przestać.
    Doskonale o tym wiedział.
    Każde kolejne słowo tylko dolewało oliwy do ognia. A jednak nie potrafił się zamknąć. Strach zdradzały drżące dłonie, przyspieszony oddech i lekko łamiący się głos, ale duma nie pozwalała mu odpuścić. Prowokował go dalej.
    Było w tym coś desperackiego.
    Jak królik, który z zaciśniętymi zębami wymachuje gałęzią przed rozwścieczonym wilkiem, doskonale wiedząc, że nie ma najmniejszych szans wygrać.


    playing with fire is his new favorite hobby

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeszcze przez dłuższą chwilę stał w miejscu, wpatrując się w punkt, w którym przed momentem zniknął Junseo.
    Dopiero gdy drzwi na końcu korytarza cicho się zamknęły, Ryan zdał sobie sprawę, że od kilku sekund niemal nie oddychał. Powoli wypuścił powietrze z płuc, opierając się ciężej o ścianę. Serce wciąż waliło mu jak oszalałe, a dłonie drżały na tyle wyraźnie, że odruchowo zacisnął je w pięści, próbując ukryć ten fakt nawet przed samym sobą.
    Nie lubił czuć strachu. Jeszcze bardziej nie znosił świadomości, że ktoś go zauważył. Przełknął ślinę i przymknął na moment oczy. Był wdzięczny, że to Junseo ostatecznie odpuścił. Owszem, mógłby oczekiwać przeprosin. To przecież nie on wszczął awanturę ani nie zachowywał się agresywnie. Nie on skracał dystans do granic komfortu drugiej osoby. Ale szczerze? Nie chciał już mieć z tym nic wspólnego. Jeżeli ceną za święty spokój miało być odpuszczenie całej sprawy, był gotów ją zapłacić.
    Dopiero po kilku minutach zmusił nogi do ruchu i skierował się do gabinetu ojca.
    Starszy Kim od razu zauważył, że coś jest nie tak. Zmarszczone brwi, zbyt spięte ramiona i wymuszony spokój mówiły same za siebie. Zaczął wypytywać o całe zajście, próbując dowiedzieć się, co wydarzyło się na korytarzu.
    Ryan mógł powiedzieć wszystko. Mógł opowiedzieć o całym zajćiu, agresji i o tym, jak Park praktycznie zagonił go pod ścianę. Mógł poprosić ojca, żeby nie podpisywał z nim żadnego kontraktu. Wiedział, że starszy Kim prawdopodobnie nawet nie zadawałby zbędnych pytań. Ufał synowi i zrobiłby wszystko, by go chronić.
    Ryan tylko pokręcił głową.
    — Nieważne. Naprawdę nie ma o czym mówić — odpowiedział cicho. — Nie przejmuj się tym. Wszystko jest w porządku.
    Skłamał. Bo nic nie było w porządku.
    Przez następny tydzień tamta scena wracała do niego nieustannie.
    Próbował skupić się na pracy, nagraniach i codziennych obowiązkach, ale wystarczała chwila ciszy, żeby znów zobaczyć Junseo stojącego zbyt blisko. Najbardziej irytowało go to, że sam dopuścił do tej pyskówki. Powinien był odpuścić znacznie wcześniej. Z drugiej strony nie potrafił wyrzucić z głowy zachowania Parka. To, z jaką łatwością naruszał jego przestrzeń osobistą. Jak centymetr po centymetrze odbierał mu możliwość cofnięcia się, aż plecy Ryana uderzyły o ścianę. W innych okolicznościach taka bliskość pewnie nawet by mu się spodobała. Ale nie wtedy. Nie w taki sposób. Tamtego dnia po prostu się bał. I chyba właśnie to denerwowało go najbardziej. Miał nieodparte wrażenie, że Junseo ten strach zauważył. Że dostrzegł drżący oddech, spięte mięśnie i moment zawahania. A jeśli naprawdę tak było... Ryan nie potrafił przestać zastanawiać się, czy przypadkiem sprawiło mu to satysfakcję. Dlatego, gdy nadszedł dzień zajęć tanecznych, liczył tylko na jedno. Że muzyka zagłuszy wszystkie te myśli. Mylił się.
    Podczas leniwej rozgrzewki uniósł wzrok znad parkietu i niemal natychmiast zesztywniał. Park.
    Ryan zmrużył oczy, czując, jak cała irytacja, którą próbował przez ostatnie dni od siebie odsunąć, wraca ze zdwojoną siłą. Wiedział, że chodzą do tego samego studia. Miał świadomość, że prędzej czy później mogli się tutaj spotkać. Ale to i tak wydawało się absurdalne. Jakby los specjalnie próbował przypomnieć mu o sytuacji, o której tak bardzo chciał zapomnieć.
    Odwrócił wzrok, postanawiając całkowicie ignorować obecność Parka. Najlepiej byłoby udawać, że młodszego w ogóle nie ma. Że nie stoi kilka metrów dalej. Że nie przypomina mu o tamtym korytarzu, o własnej bezsilności i o tym nieprzyjemnym uczuciu, które wciąż gdzieś w nim tkwiło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podczas ćwiczeń ustawił się tak daleko od niego, jak tylko było to możliwe. Skupił całą uwagę na muzyce, ruchach i własnym odbiciu w lustrze, uparcie nie spoglądając w stronę Parka. Najwyraźniej jednak los miał inne plany. Choreograf zarządził pracę w parach, a Ryan niemal od razu poczuł nieprzyjemne ukłucie w żołądku, kiedy okazało się, że partnerem, z którym ma przećwiczyć układ, został właśnie Junseo. Przez chwilę stał nieruchomo, patrząc przed siebie z niedowierzaniem. Naprawdę? Ze wszystkich osób na tej sali?
      Cicho westchnął i ruszył w jego stronę, nie kryjąc niezadowolenia. Zatrzymał się naprzeciwko niego, krzyżując ręce na piersi.
      — Mam nadzieję, że dzisiaj nie zamierzasz robić sceny i obwiniać mnie o każdy swój błąd — rzucił, unosząc brew.
      Wiedział, że nie powinien, że dolewa oliwy do ognia. Nie umiał się jednak powstrzymać.


      Ready for round two? 😏

      Usuń
  8. Chciał traktować go jak powietrze. Jak kogoś zupełnie obcego, niewartego nawet jednego dłuższego spojrzenia. Wydawało mu się to zresztą najrozsądniejszym rozwiązaniem. Im mniej uwagi poświęci Parkowi, tym mniejsza szansa, że ten ponownie znajdzie powód, by go zaczepić. Problem polegał jednak na tym, że los najwyraźniej miał wobec nich zupełnie inne plany i postanowił po raz kolejny postawić ich obok siebie. Tym razem dosłownie jako dobraną parę do wspólnego układu.
    Ryan westchnął w duchu, starając się nie pokazywać po sobie irytacji. Mógł przecież podejść do tego profesjonalnie. Sala prób nie była miejscem na osobiste animozje, a taniec wymagał skupienia. Liczyły się kroki, rytm, muzyka, odpowiednia technika i dokładność. Wszystko inne powinno przestać istnieć. Zwłaszcza Junseo.
    Przynajmniej taki miał plan.
    Na uwagę Parka skrzywił się nieznacznie. Wiedział, że w pewnym sensie sam był sobie winny. To on pierwszy się odezwał, to on wywołał tę krótką wymianę zdań. Mimo wszystko… bez przesady, prawda? Po raz kolejny pożałował, że w ogóle otworzył usta.
    Coś w obecności Junseo sprawiało, że było to zaskakująco trudne. Przy innych ludziach potrafił zachować dystans. Umiał ugryźć się w język, kiedy było trzeba, odpuścić zaczepkę i po prostu zająć się swoim. Przy Parku natomiast jakby nagle tracił tę umiejętność. Wystarczyło jedno spojrzenie albo kilka słów, a między nimi natychmiast pojawiało się napięcie. Denerwowali się wzajemnie z niemal absurdalną łatwością, a Ryan nadal nie potrafił znaleźć odpowiedzi na pytanie, dlaczego właściwie tak bardzo działał mu na nerwy.
    — Zapytałem, żeby wiedzieć, na co się tym razem przygotować — powiedział, starając się ukryć irytację pod możliwie obojętnym tonem.
    Wciąż miał z tyłu głowy ich poprzednie spotkanie. Nadal uważał, że został wtedy zaatakowany zupełnie bezpodstawnie, dlatego trudno było mu teraz zachowywać się tak, jakby nic się nie wydarzyło.
    Nie skomentował dalszych słów Junseo. Zamiast tego przeniósł wzrok na ich odbicie w lustrze i spróbował skupić się na zadaniu. Przez moment zastanawiał się nawet, czy Park rzeczywiście da radę go unieść. Nie zakładał oczywiście, że zrobi coś celowo źle. Nie znał jego umiejętności w takim układzie na tyle dobrze, by mieć pewność, jak sobie poradzą. Wcześniej nie mieli okazji współpracować w podobnej konfiguracji, a przy choreografii wymagającej bliskości i wzajemnego zaufania jeden źle wykonany ruch mógł skończyć się znacznie gorzej niż tylko kolejną kłótnią.
    Pierwsze dźwięki rozeszły się po sali.
    Ryan automatycznie przyjął odpowiednią pozycję, prostując plecy i skupiając spojrzenie przed sobą. Wszystkie wcześniejsze myśli próbował odsunąć na bok. Nie było teraz żadnego Parka, żadnego konfliktu, żadnych nieprzyjemnych słów wymienionych między nimi. Byli tylko dwoma tancerzami, którzy mieli wykonać układ możliwie najlepiej. Przynajmniej tak chciał o tym myśleć.
    Muzyka popłynęła z głośników, a Ryan niemal natychmiast przestał myśleć o wszystkim, co działo się przed chwilą. Ciało samo weszło w rytm. Pierwsze ruchy były spokojne, kontrolowane, niemal ostrożne. Każdy z nich znał swoją część układu, ale ta choreografia wymagała czegoś więcej niż znajomości kroków. Wymagała wyczucia drugiej osoby.
    Ryan początkowo pilnował przede wszystkim siebie. Swojej postawy, linii ramion, odpowiedniego tempa. Dopiero po kilku pierwszych przejściach zaczął naprawdę zwracać uwagę na Junseo. Ich ruchy musiały się ze sobą zgrać. Jeden zaczynał gest, drugi go przejmował, odpowiadając na niego niemal natychmiast.

    W pewnym momencie Park znalazł się bliżej, niż Ryan początkowo zakładał. Ich dłonie zetknęły się, a potem jeden płynny ruch sprawił, że Ryan musiał całkowicie zaufać jego prowadzeniu. Poczuł napięcie mięśni, kiedy Junseo przygotowywał się do kolejnego przejścia. Przez krótką chwilę ich spojrzenia spotkały się w lustrze.
    I właśnie wtedy Ryan pomyślał, że może ta choreografia wcale nie będzie tak łatwa, jak początkowo zakładał.

    Ryan

    OdpowiedzUsuń
  9. Ryan nigdy nie należał do osób szczególnie aktywnych fizycznie. Nie był typem człowieka, który rano zrywał się z łóżka tylko po to, żeby pobiegać, chodził na siłownię dla samej przyjemności czy szukał każdej okazji do sportu. Taniec był jednak zupełnie inną historią. Ten kochał całym sobą, odkąd właściwie pamiętał. Jeszcze jako dzieciak potrafił godzinami siedzieć przed ekranem i odtwarzać choreografie swoich ulubionych zespołów k-popowych, zatrzymując filmik po kilka razy, żeby dokładnie zobaczyć każdy ruch. Później doszły do tego zagraniczne filmy o tańcu, kolejne układy, próby i własne kombinowanie. Czasami ćwiczył tak długo, że przestawał zwracać uwagę na to, która była godzina. Kiedyś nawet poważnie myślał o tym, żeby zostać tancerzem. Przez jakiś czas wydawało mu się to wręcz oczywistym kierunkiem, ale z czasem zaczęły pojawiać się pytania, których nie potrafił ignorować. Czy naprawdę dałoby się z tego utrzymać? Czy znalazłby wystarczająco dużo pracy? Czy chciałby całe swoje dorosłe życie podporządkować jednej pasji?
    Ryan miał zresztą zdecydowanie za dużo pomysłów na siebie, żeby zamknąć się tylko w jednej możliwości. Rodzice od dawna namawiali go, żeby po przeprowadzce do Stanów poszedł na studia i pomyślał o czymś bardziej konkretnym, stabilnym. O zawodzie, który da mu bezpieczeństwo, a nie będzie zależał od tego, czy akurat znajdzie się ktoś, kto będzie chciał go zatrudnić. I Ryan ostatecznie się na to zgodził. Miał taki zamiar, choć nie oznaczało to, że zamierzał porzucić taniec.
    Wręcz przeciwnie. Taniec był jedną z niewielu rzeczy, które naprawdę potrafiły go wyłączyć. Z czasem zaczął też przynosić mu pierwsze pieniądze, choć jego profil nigdy nie był poświęcony wyłącznie temu. Ryan wrzucał różne rzeczy; fragmenty codzienności, wygłupy, lifestyle, rzeczy, które akurat go bawiły albo interesowały. Taniec pojawiał się między tym wszystkim bardziej jako hobby, któremu poświęcał naprawdę dużo czasu. Coś, co robił dla własnej przyjemności, a przy okazji pozwalało mu się rozwijać i czasami nawet coś na tym zarobić.
    Kiedy tańczył, chciał być dobry. Naprawdę dobry. Zresztą przyzwyczaił się już do tego, że ludzie go chwalili. Wiedział, że ma dobre wyczucie rytmu, pamięć do choreografii i potrafi szybko łapać nowe ruchy. Sam również uważał się za jednego z lepszych tancerzy w grupie i, choć nie mówił tego głośno, był z tego cholernie dumny. Nie potrzebował, żeby ktoś mu przypominał, że nie jest profesjonalistą. Wystarczało mu, że wiedział, ile pracy włożył w to, żeby znaleźć się w miejscu, w którym był teraz.
    Dlatego kiedy trener połączył go w parę z Junseo, Ryan od początku był spięty. Powinien po prostu zaufać drugiej osobie. Pilnować własnych ruchów i założyć, że Junseo zrobi dokładnie to samo. Mieli przecież współpracować. Prosta zasada, on pilnuje siebie, Junseo pilnuje siebie, a razem tworzą jeden układ. Tyle że kompletnie nie potrafili tego zrobić. Zamiast dwóch osób tańczących razem były dwa osobne byty, które przypadkiem znalazły się w tej samej choreografii. Każdy z nich wykonywał swoje ruchy, ale brakowało między nimi tego płynnego połączenia, którego Ryan oczekiwał. Byli minimalnie za szybko albo za wolno, w niektórych momentach ich ruchy rozmijały się o ułamki sekund, a przy bardziej wymagających elementach zamiast współpracy pojawiało się napięcie.
    Ryan nie umiał się rozluźnić. I chyba właśnie to denerwowało go najbardziej. Gdyby dostał do pary kogokolwiek innego, prawdopodobnie byłoby mu łatwiej. Nie musiałby cały czas zastanawiać się, czy druga osoba zaraz coś zepsuje. Nie czułby na sobie tego irytującego napięcia, które pojawiało się za każdym razem, gdy Junseo znajdował się zbyt blisko. Wystarczyłoby, że skupiłby się na choreografii.
    Tymczasem teraz nawet własne ciało wydawało się jakieś sztywniejsze. Co gorsza, szybko wyczuł, że Junseo miał dokładnie ten sam problem. I zamiast go to uspokoić, zirytowało go to jeszcze bardziej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Nie rozumiał, dlaczego nie potrafią się zgrać. Przecież to nie powinno być aż takie trudne. A błędy podczas zajęć były dla Ryana praktycznie niedopuszczalne. Nie poświęcał tańcowi tylu lat po to, żeby teraz nagle okazało się, że nie potrafi wykonać poprawnie choreografii tylko dlatego, że został połączony z konkretną osobą.
      Wiedział, że część winy leżała po jego stronie. To, że był spięty, że nie ufał Junseo i zamiast skupić się wyłącznie na układzie, cały czas kontrolował jego ruchy, wcale nie pomagało. Ale dużo łatwiej było uznać, że problem leży po drugiej stronie. Zwłaszcza kiedy Junseo zwrócił mu uwagę.
      Ryan prychnął cicho i zaraz odsunął się od niego, jakby sam dystans miał wystarczyć, żeby pozbyć się całego napięcia. Otrzepał ubranie, po czym rozwiązał włosy, poprawiając szybko kucyk. Potrzebował chwili. Chociaż kilku sekund, żeby ochłonąć.
      — Ty nie masz ochoty? To się skup może i rozluźnij! — powiedział ostro, ściągając brwi. Co jak co, ale uwaga od Junseo wyjątkowo mocno go zirytowała. — Wolę przez ciebie nie zlecieć — dodał, biorąc głębszy oddech.
      Wiedział, że powinien ugryźć się w język. Naprawdę wiedział. Ale przecież był lepszy w tańcu. Przynajmniej tak uważał. Nie chciał słuchać uwag od kogoś, z kim nawet nie potrafił się porządnie zsynchronizować. Dopiero kiedy zauważył, że kilka osób zerknęło w ich stronę, dotarło do niego, jak głośno zabrzmiało to, co powiedział. Westchnął niezadowolony, odwracając głowę w bok. Nie zamierzał jednak przepraszać.
      Zamiast tego poskakał kilka razy w miejscu, rozluźniając mięśnie i strzepując napięcie z ramion. Spróbował skupić się na muzyce, na rytmie, na własnym oddechu. Na czymkolwiek, co nie było Junseo stojącym obok.
      — Okej. Jeszcze raz — rzucił w końcu, odsuwając się jeszcze dalej. — Od początku.


      Ryan

      Usuń
  10. Wiedział, że stanowczo przesadzał. Z perspektywy czasu potrafił przyznać, że swoje niepowodzenie, zły humor, a w ostateczności całą irytację wylał na Junseo, który tym razem naprawdę nie zrobił nic, czym zasłużyłby sobie na jego uwagę. Obojgu najwidoczniej było trudno ze sobą współpracować. Obojgu ciężko było odrzucić wszystko, co wydarzyło się poza salą taneczną, i skupić się wyłącznie na choreografii.
    Ryan wiedział, że nie powinien był tak w niego uderzać. To on tym razem zachował się niepoprawnie. To on wyskoczył z upomnieniem i zwróceniem mu uwagi, choć wcale nie był od tego. Mógł powiedzieć to inaczej. Łagodniej. Mógł po prostu spróbować jeszcze raz, zamiast od razu zakładać, że problem leży po stronie Parka.
    Oczywiście, że mógł. Tyle że wtedy złość, którą czuł przede wszystkim na samego siebie, skutecznie przysłoniła mu każdą z tych możliwości. Łatwiej było znaleźć winnego obok niż przyznać, że sam nie potrafił się skupić. Zwłaszcza kiedy Junseo był ostatnią osobą, przy której Ryan miał ochotę przyznać się do własnego błędu.
    Zdziwił się mocno, gdy nagle mężczyzna podszedł do niego. Szczerze mówiąc, przez moment przeszedł go nawet nieprzyjemny dreszcz strachu. Nie sądził, żeby Junseo był w stanie zrobić mu cokolwiek, tym bardziej że znajdowali się w miejscu pełnym ludzi, gdzie każda większa awantura od razu zwróciłaby na nich uwagę. Mimo to jego ciało niemal automatycznie jeszcze bardziej się spięło, jakby instynkt wyprzedził rozsądek.
    Kolejny ruch ze strony Parka wprowadził go w jeszcze większe osłupienie. Nagle znalazł się zdecydowanie wyżej, a na swoich udach poczuł mocny uścisk. Przez pierwsze kilka sekund zupełnie nie potrafił przyswoić tej zmiany pozycji ani perspektywy. Zamrugał kilka razy, wyraźnie zaskoczony, po czym spojrzał w dół, na twarz młodszego mężczyzny. Jego wzrok niemal od razu zatrzymał się na oczach, które tak uważnie mu się przyglądały.
    Oparł dłonie na jego ramionach, bardziej odruchowo niż świadomie, wciąż nie będąc w stanie wydobyć z siebie choćby słowa. Wszystko wydarzyło się zdecydowanie za szybko, żeby zdążył zareagować w sposób, który zwykle miał pod ręką. Zamiast tego po prostu trwał tak w bezruchu, przyglądając się Junseo, jakby próbował zrozumieć, co właściwie się dzieje i dlaczego Park zdecydował się na taki ruch.
    Miał przy tym idealną okazję, by spojrzeć na niego z zupełnie innej perspektywy. Dosłownie. Z tej wysokości mógł dokładniej przyjrzeć się jego twarzy, mimice, spojrzeniu, każdemu drobnemu szczegółowi, którego wcześniej nie miał okazji dostrzec w taki sposób. I chyba właśnie to najbardziej wybiło go z rytmu. Przez chwilę zupełnie zapomniał o tym, co działo się dookoła. Skupił się wyłącznie na nim, próbując odczytać z jego twarzy coś, czego sam jeszcze nie potrafił nazwać.
    Zrobiło mu się zaskakująco ciepło. Może pod wpływem tego silnego uścisku, nagłej i zupełnie niespodziewanej sytuacji, a może po prostu przez to, jak intensywnie Park się mu przyglądał. Sam nie potrafił wskazać jednej konkretnej przyczyny. Kiedy jego stopy ponownie dotknęły parkietu, odchrząknął cicho, jakby tym drobnym gestem chciał sam doprowadzić się do porządku i przypomnieć sobie, że przecież nadal znajdowali się na sali tanecznej, wśród innych ludzi, a nie w jakiejś kompletnie oderwanej od rzeczywistości sytuacji.
    Był lekko spłoszony, ale zdecydowanie nie z powodu strachu. Nie bał się Junseo. Nie o to chodziło. Więc o co właściwie? Tego nie potrafił sobie wyjaśnić. Wiedział tylko, że napięcie, które jeszcze chwilę wcześniej niemal blokowało każdy jego ruch, nagle gdzieś zniknęło. Mięśnie zdecydowanie się rozluźniły, myśli przestały krążyć wokół wcześniejszej irytacji, a jego ciało jakby samo pozbyło się ciężaru, który do tej pory nosiło. Pokręcił lekko głową, próbując wyrzucić z niej wszystko, co nie miało nic wspólnego z choreografią, kompletnie ignorując zarówno wyrzut, jak i kolejne słowa młodszego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak naprawdę nadal miał w głowie przede wszystkim jego ramiona, mocno zaciśnięte na jego ciele, i ten wzrok, który uważnie badał jego twarz. Nie wiedział, dlaczego właśnie te dwa szczegóły tak mocno utkwiły mu w pamięci. Przecież nic wielkiego się nie wydarzyło. Junseo po prostu go podniósł. A jednak Ryanowi wyjątkowo trudno było przestać o tym myśleć.
      Tym razem miał wrażenie, że rzeczywiście szło im lepiej. Jego ciało było o wiele luźniejsze, ruchy bardziej płynne i pozbawione tej ciężkości, z którą zmagali się jeszcze chwilę wcześniej. Nie musiał już tak bardzo pilnować każdego mięśnia, nie czuł, że cały czas walczy z obecnością Junseo obok siebie. Zaczynał po prostu tańczyć. I był z tego zadowolony.
      Cokolwiek strzeliło Junseo do głowy, Ryan musiał przyznać, że podziałało. Przynajmniej na tyle, żeby byli w stanie spokojnie dokończyć choreografię bez kolejnego spięcia czy wzajemnego obwiniania się o każdy źle wykonany ruch. Co więcej, ku własnemu zaskoczeniu odkrył, że zaskakująco przypadło mu do gustu to, jak Park go podnosił i trzymał. Było w tym coś, co sprawiało, że zamiast skupiać się na własnym napięciu, mógł na chwilę całkowicie zaufać drugiej osobie.
      Wcześniej właściwie nie zwracał większej uwagi na jego aparycję. Junseo był po prostu Junseo - człowiekiem, z którym nie potrafił się dogadać i którego obecność potrafiła wyprowadzić go z równowagi szybciej, niż Ryan chciałby przyznać. Teraz jednak coś się zmieniło. Niewiele, może nawet niezauważalnie, ale wystarczająco, żeby Ryan zaczął łapać się na własnych spojrzeniach.
      W lustrze momentami zamiast kontrolować siebie, swoje ruchy i ułożenie sylwetki, zerkał na Parka. W krótkich przerwach również zdarzało mu się spojrzeć w jego stronę odrobinę dłużej, niż było to konieczne. Początkowo nawet nie zwracał na to uwagi. Dopiero po kilku takich sytuacjach zorientował się, że zdecydowanie częściej niż wcześniej obserwuje sylwetkę młodszego.
      I musiał przyznać, że mężczyzna miał się czym pochwalić.
      Oczywiście nigdy, przenigdy nie przyznałby się do tego na głos. Zwłaszcza nie Junseo. Jeszcze czego. Wystarczyło mu, że sam musiał mierzyć się z tą wyjątkowo niewygodną świadomością, że człowiek, który jeszcze chwilę wcześniej działał mu na nerwy, nagle zaczął przyciągać jego uwagę również w zupełnie inny sposób.

      Usuń